Alienacja rodzicielska to przemoc; przewlekłość też

0
224
Ojcowie

Wiele już napisałem o dzieciach i rodzicielstwie. O tym, jak to rodzice sprawiają swoim dzieciom „dzieciństwo”, używając ich do zemsty za to, że im się odmieniło. Gdzie porządna obywatelka zamienia się w kata swojego byłego oraz dzieci. Stają się one zakładnikami jej i jej rodziny, która teraz staje się grupą współpracowników kata dzieci. Wydawałoby się, że tak oczywiste sprawy sądy powinny rozumieć.

Niestety, mówienie o tym do sądów okazywało się mówieniem do słupa. Po prostu sędziowie nie rozumieli, że to jest jakoś źle. Ich wyroki „dla dobra dziecka” (zawsze pada ten komunał) oznaczały dalsze działanie na szkodę dzieci, oddanych w ręce swojego kata – osoby na tyle bezczelnej, że zaczęła izolować dzieci od drugiego rodzica, naruszając wszelkie normy kulturalne i społeczne. Choć może sobie wymyśliłem te normy? Sędziowie ich nie znają? Muszą być szkoleni z tego, jak ma być traktowane dziecko i drugi rodzic? Jak powinni wyglądać i zachowywać się biegli w tych sprawach? Tak są mało oczytani? Tak to wyglądało w czasie wszystkich rozpraw. Nawet pozory zrozumienia rozmywały się w przewlekłości i innych błędach, w tym arogancji. Zupełnie nie zauważali tego prezesi sądów. Oddalanie wszystkiego, czyli brak samokrytycyzmu, to norma!

Zacytuję tu tekst profesora Tadeusza Kotarbińskiego z 1966 roku, Medytacje o życiu godziwym: … kwestie elementarnej uczciwości, niezależnej od lubienia lub nielubienia, ta kwestia przede wszystkim. Przybiera ona postać w odniesieniu do ojcostwa lub macierzyństwa. Dziecko nie prosiło rodziców o wydanie go na świat. Ciąży na nich przeto obowiązek opieki, a cóż to za opieka, jeżeli w psychice dziecka roznieca się stan rozpaczy na widok kłótni rodziców, obojga kochanych i wspólnie, jak by się wydawało, małe stworzenie kochających. I następuje rozstanie się skłóconych, oddalenie dziecka od jednego z nich, zatruwanie go chroniczne świadomością wrogiej rozterki.

Sądy nie potrafią przeprowadzić takiego rozumowania, które jest często oczywiste dla krzywdzonych rodziców! Wspomnienie o tym na sali sądowej, wobec widocznej tendencji promowania kata dzieci, jak i o Konstytucji, budzi zniecierpliwienie.

Grup ojcowskich, które często już zajmują się prawami dzieci (bo one są najważniejsze i z nich wynikają prawa ojców) podnoszą dziś masowo temat alienacji rodzicielskiej, adaptowane z filozofii heglowskiej. Alienacja (wyobcowanie) (łac. alienus, alienum – obcy, cudzy) to poczucie izolacji od społeczeństwa, nieutożsamianie się ze społecznością lokalną i ponadlokalną, utrata tożsamości jednostki charakterystyczna dla dużych ośrodków miejskich oraz dla sytuacji zarobkowej (Wikipedia).

Dzieci są stawiane w sytuacji izolowania od drugiego rodzica i jego rodziny. Jest to wykorzystywanie dziecka przez rodzica porywającego je (sądy twierdziły, że to nic takiego i ma prawo, bo jest rodzicem), na którym jest wymuszane traktowanie drugiego rodzica i jego rodziców, czyli dziadków ojczystych, jak obcych. Jest to po prostu zawoalowana przemoc realizowana przy pomocy prania mózgów, zachowań charakterystycznych dla sekt. Po prostu daje się dziecku znaki, że tatuś już jest niewłaściwy, zrzucając na jego głowę ciężar przetworzenia tego. Bo przecież chyba mamusia wie na pewno, że tak jest skoro zalewa miłością i stale jest ze mną. Należy poskromić moje uczucia, myśli sobie.

Rodzic alienowany jest usłużnie „wspomagany” przez „życzliwych” stwierdzeniami typu: nie przejmuj się – dziecko dorośnie to samo przyjdzie. Oczywiście, że jest to tylko odpychanie czyichś – także nie moich dzieci – problemów zamiast pomocy. Wiadomo, że dzieci wyalienowane najczęściej nie wracają, nie mówiąc już o tym, że rodzic traci radość wychowywania i możliwość pomocy. Zasądzane bezmyślnie (bez weryfikacji!) alimenty, bo matka twierdzi, że „nie łoży na dziecko” oznaczają, że nawet jego wsparcie jest ukrywane przed dzieckiem. Jest to przemyślność samotnej mamusi, która mimo złego tatusia tak dobrze sobie radzi. U ojca można wywołać znaczny kryzys psychologiczny i finansowy. Sąd potrafi prymitywnie stwierdzić, że może sobie zarobić, bo ma wysokie kwalifikacje. Nie wspominam już o tym, że tatuś skazany jest na osamotnienie, często na tragiczną starość, bez pomocy.

Problem alienacji rodzicielskiej, mimo przecież dawno zrozumiałego przez naukowców zjawiska, został wreszcie rozpowszechniony. Jest on jednak traktowany przez sądy jako nowy i przyjmowany dopiero po szkoleniach! Tak naprawdę jednak można go opisać jednym zdaniem: Nastawianie/alienowanie dziecka wobec drugiego rodzica jest faktycznie nastawianiem dziecka wobec jego samego. Traci ono wewnętrzny spokój. (dr Amy J. L. Baker)

W Niebieskiej Karcie, mającej służyć zapobieganiu przemocy jest wspomniane, że kontrolowanie i ograniczenie kontaktu z bliskimi to przemoc psychiczna. Ja, gdy poszedłem po pomoc do policji – zostałem wyśmiany! Tak się służba państwowa nie ma prawa zachowywać nigdy. Sprawy zaszłe traktuje ona jednak jak niebyłe. Nie można podjąć żadnych działań naprawczych, mimo rzekomego naprawiania wszystkiego.

Wchodzi właśnie nowelizacja kodeksu karnego dotycząca obowiązku reagowania na krzywdzenie dzieci. Dotyczy ona rzeczy takich, które widać. Krzywdzenie dzieci przez alienację rodzicielską jest zauważane tylko przez wymiar sprawiedliwości. Nagle ma on zacząć reagować na to, zamiast uniemożliwiać np. ojcu walkę o dobro dziecka. Nie dlatego, że sąd ma taki wysoki poziom, tylko, że mu powiedzieli. Zaiste przewrotne!

Władza chce teraz implementować, metodami brutalnymi tzw. wartości chrześcijańskie. Piszę tak zwane, bo przecież chodzi zawsze o wartości ogólnoludzkie… religia to tylko jeden ze sposobów ich implementowania. Otóż jeden z posłów na kanwie tych wartości chrześcijańskich stwierdził, że zajmowanie się dziećmi przez mężczyzn jest niewłaściwe. Należy to do matek! Jest to powiedzenie oczywiście nieprawdziwe. Udział mężczyzn w wychowaniu dzieci to jest wyraz współpracy tak potrzebnej przy realizacji wszelkich ważniejszych spraw. To jest także pokazywanie dzieciom jak się współpracuje i nauka czym jest mężczyzna oraz tego wszystkiego co on potrafi dziecku przekazać. Wiadomo, że są mężczyźni i sytuacje różne. Opieka nad dzieckiem może spadać na samą matkę, ale i na samego ojca. Wygłaszanie tego typu mądrości w sejmie jest dziś po prostu śmieszne.

Publikuję ten tekst w czasie skandalicznego ataku rządzących na wymiar sprawiedliwości, usprawiedliwianych takimi problemami, jakie opisuję – np. przewlekłość i arogancja. Podkreślam jednak, że jako ekspert inżynierii eksploatacji zupełnie nie zgadzam się na takie metody naprawiania systemów przez dyletantów, pouczających o upadku zasad moralnych. Ci sami rządzący usiłują zminimalizować zadośćuczynienie, które się należy wg postanowienia Trybunału Strasburskiego (591 spraw o przewlekłość – pamiętamy!), nie patrząc, że poniesione przez obywatela i dziecko szkody są ogromne. W ogóle nie jest możliwe w tym kontekście ich pełne wynagrodzenie skutków: dzieciństwo minęło i doprowadzono ludzi do ruiny. Taka moralność dobrej zmiany?

Podobna jak sądów, które wyśmiewały stwierdzenie, że przewlekłość to polska choroba systemowa i pisywały, że nie ma przewlekłości, bo obywatel powinien wiedzieć, że sądy w danym miejscu mają wiele pracy. Moje zdanie w obu sprawach potwierdził właśnie Trybunał traktując jednak sprawę masowo (nakaz ugody z 591 skarżącymi), co próbuje wykorzystać obecny rząd. Określa to poziom profesjonalizmu mojego oraz sądowo-rządowego.

RAFAŁ WODZICKI, ekspert eksploatacji

Fot. Rafał Wodzicki: Ojcowie świetnie opiekują się dziećmi. Czy zabezpiecza ich to przed alienacją w razie czego. Miał być tylko ten pan z tyłu, ale pojawił się drugi. Przed laty, gdy tak się zachowywałem, pytali mnie po co to robię, bo matka jest od tego. Nie uchroniło mnie to przez zdemolowanie życia przez tę że matkę przy pomocy sądów.

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: