Analogia eksploatacyjna czyli prawna

0
201
Fot. Rafał Wodzicki; Progress for Poland

Niespójność prawa w wielu miejscach jest oczywista. Oznacza ona np. że przewlekłość jednego postępowania powoduje powstawanie faktów dokonanych w innych postępowaniu, mimo istnienia co najmniej podejrzenia, że mamy do czynienia z bezprawiem wręcz. Namnażanie się niewłaściwych zdarzeń w końcu uniemożliwia wszelką sprawiedliwość. To prawo uniemożliwia przywrócenie zgodności z prawem? Że coś jak oksymoron? No tak i nikogo nie razi mimo tekstów o prawie, sprawiedliwości, etyce i moralności… (oksys – ostry i moros – głupi po grecku).

Często słyszymy o tym, że apelacje i kasacje eliminują błędy systemu sądowego. Często tak, ale równie często są one utrwalaczami bezprawia. Także niewłaściwych zachowań sędziów i innych prawników, którzy wyraźnie nie dają sobie rady z wieloma sprawami zastępując to krzykiem i nawet chamstwem. Zestawy zasadniczych błędów prowadzących do niesprawiedliwości wielokrotnie opisywałem. Do historii powinno przejść stwierdzenie sędzi, żeby nie używać gazetowych określeń o przewlekłości, potwierdzonych orzeczeniem (sic!), że przewlekłości nie było, bo sąd ma wiele pracy. Skandaliczna ta niekompetencja znalazła swój finał w Trybunale w Strasburgu, który stwierdził, że to jednak nie tylko gazetowe określenia. RP nie omieszkała dać minimalnego zadośćuczynienia wmawiając, że to wyrównuje straty, co też jest kwestionowane przez Trybunał w Strasburgu.

Mimo dwudziestoletniego nawet okresu takich postępowań w różnych sprawach nikt nie podejmuje żadnych kroków, żeby w ogóle zrozumieć co się dzieje. Wszystko sprowadza się do automatycznego stosowania prawa, bez analizy kontekstu i sumowania się błędów systemowych. Klient wymiaru sprawiedliwości jest faktycznie bezsilny wobec przemocy sądowej skierowanej przeciwko poszkodowanemu zamiast przeciwko złu! Jest wręcz szkalowany zamiast broniony przez wymiar przed bezprawiem! Sędzia twierdzi, że tu nie ma żadnej pomocy tylko sprawiedliwość, co po prostu ubliża i klientowi i sprawiedliwości. Dzieje się tak dlatego, że wymiar sprawiedliwości nagminnie uważa, że dzielenie spraw na drobne elementy, a także rozwlekłość postępowań jest tym samym, co spojrzenie systemowe i postępowania zwarte. Otóż nie jest! Koło, z którego zeszło powietrze trzeba naprawić lub wymienić natychmiast, żeby nie dopuścić do dalszych zniszczeń i katastrofy.

Prawo, wymiar sprawiedliwości to takie same systemy eksploatacyjne jak każdy inny. Musi się ono posługiwać wiedzą z tego zakresu, która zresztą jest rozproszona w kodeksach, a także występuje w niektórych działaniach. Sprawa inżynierii eksploatacji, zbierającej zasady i umożliwiającej wychwytywanie błędów systemowych po prostu nie istnieje. Jako pionier w tej dziedzinie wielokrotnie próbowałem ją stosować, ale bez efektu, jeśli to nie były moje własne opinie biegłego. Poglądy tego typu docierają dopiero wtedy, gdy przychodzą z Zachodu, w tym z Unii Europejskiej, gdzie znów pojęcie inżynierii eksploatacji nie funkcjonuje, bo zostało wypracowane m. in. w Polsce. Zresztą w oparciu także o systemy prawne!

W prawie jest znane pojęcie casusu, czyli przypadku prawnego. W inżynierii eksploatacji stosuje się pojęcie analogiczne – wzorca eksploatacyjnego. Często też pojawia się teraz słowo angielskie case, które przecież pochodzi od łacińskiego casus. Nie znający łaciny, a znający angielski się nim popisują, nie wiedząc, że to jest inżynieria eksploatacji. Tak: trzeba umieć szukać dobrych wzorców eksploatacyjnych. Jest ich na świecie pełno. Trzeba jednak unikać prostego papugowania i wiedzieć, który jest dobry dla nas. Trzeba pamiętać, że casusy czy precedensy to są właśnie przejawy stosowania własnej historii systemu dla jego doskonalenia. To jest niezbędne właśnie w prawidłowych systemach eksploatacyjnych. W poprzednim tekście pisałem o tym jak to nie wykorzystano wiedzy zdobytej z powodu katastrofy promu Jan Heweliusz 25 lat temu. Bezpieczeństwo wręcz obniżyło się. Żadnego pożytku nie ma z zapełniania segregatorów i odstawiania ich na półki. Późniejsze analizy, jak ta katastrofy Titanika mają charakter już historyczny. Ludzie, którym mogłyby pomóc już nie żyją…

Tak więc przedstawiam casus dotyczący długotrwałego niszczenia systemu, zakończonego katastrofą. Jest on analogiczny jak w znanym mi przypadku. Nawet okres jest zbliżony. Tyle, że katastrofa samolotu, który rozpadł się w powietrzu z wieloma ofiarami (wpadł do morza) jest obrazowa i powodująca poważne dochodzenie wsparte często uziemieniem wszystkich samolotów podobnego typu do czasu wyjaśnienia czy czasem nie dotyczy wszystkich. Prowadzi się kosztownego dochodzenia, żeby nie powtórzył się taki wypadek. Klient sądu jest miażdżony latami po cichu. No i jeszcze żyje, więc nikt się nie zainteresuje. Nie ma żadnych dochodzeń i wysyła się poszkodowanego do dalszego korzystania z tego typu sądzenia. Może przed śmiercią coś uzyska?

Katastrofa spowodowana u klienta przez wymiar sprawiedliwości – składa się z kolejnych elementów, które opisałem wielokrotnie i ma się zakończyć np. utratą mieszkania oraz straszną starością. Mimo wielokrotnego zwracania uwagi Ministerstwu oraz prezesom, do których ono kieruje, bo nic nie może – nie zrobiono nic. Świadomie oczekując, że może jakoś tam będzie, a jak nie – to trudno! To prawo przeszkadza przywróceniu zgodności z prawem (sic!). Nawet na niewłaściwe zachowania sędziów odpowiedź była jedna: wszystko w porządku. W prawidłowych systemach eksploatacyjnych nie ma nic jakoś. Nawet na brak procedury jest konieczna procedura. Co zrobić gdy system zawodzi?

Katastrofa samolotu, który był naprawiany (źle), gdy miał 6 miesięcy to dobry przykład. Przez 22 lata rozwijało się uszkodzenie (pęknięcie kadłuba pod łatą). Nie wykryli tego, choć było widać nawet na wydobytych szczątkach, naloty od nikotyny z papierosów (7 lat wcześniej zakazano palenia), których dym wydobywał się ze szpar… Samolot rozpadł się w powietrzu nad morzem, co było widać dobrze na radarze.

W lotnictwie wyciągnięto wnioski. Z powodu kilku takich wypadków nakazano sprawdzanie kadłubów za pomocą USG (tak jak ludzi!). Zaniedbania w tym zakresie kosztowały jedną linię 10 milionów dolarów kary.  Tam przecież też chodzi o prawo! Nikt nie kazał płacić niedoszłym ofiarom tych milionów, tylko są one ujęte w kosztach eksploatacji przedsiębiorstwa.

Polski wymiar sprawiedliwości każe swoim klientom płacić za swoją nieudolność własnym i osób związanych – życiem, twierdząc, że to sprawiedliwość. Nawet dotychczasowa „kara” za to, że jest się uczciwym człowiekiem i bardzo dobrym specjalistą – doprowadzenia do nędzy i zrujnowania stosunków rodzinnych bywa uznana za niewystarczającą. Trzeba jeszcze pozbawić reszty…

Przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości i to nieszeregowi potrafią twierdzić, że nie było wyroku więc nikt nie skazał np. ojca i dzieci na rozłąkę! Nie rozumieją widać języka polskiego! Że skazanie to przymus, który może być bez wyroku, a także jest wynikiem złego wyroku. Z ich wypowiedzi ma wynikać, że wymiar sprawiedliwości działa dobrze.

Wbrew pozorom inżynieria eksploatacji nie dotyczy tylko systemów stricte technicznych, ale wszystkich, w tym prawa i wymiaru sprawiedliwości. Oczywiście wiem, że prawnicy nawet stosując intuicyjnie elementy inżynierii tego nie przyjmują do wiadomości (nie jest to powszechna wiedza), jeśli nie jest to napisane przez biegłego w opinii, albo w jakimś kodeksie. Wymiar sprawiedliwości co do zasady weryfikuje procedury eksploatacyjne innych, samemu posługując się wiedzą intuicyjną i patrząc tylko na kodeksy. Powstaje potoczne wrażenie, że bywa nieludzki. Taki zresztą charakter ma rzymska zasada dura lex sed lex (twarde prawo, ale prawo), często nadużywana do uzasadniania po prostu złego sądzenia.

Właśnie z nieświadomego zastosowania inżynierii eksploatacji wynika stosowanie prawa per analogiam (analogicznie). Jak już pisałem – w prawidłowo skonstruowanych systemach nawet na brak procedury musi być procedura zapobiegająca dezorientacji w trudnych monetach i wynikających z tego kosztownych i tragicznych konsekwencji. Nie ma żadnego powodu, żeby klienci wymiaru sprawiedliwości ponosili konsekwencje niezrozumienia tej zasady przez sądy.

Zacytuję tu in extenso akapit dotyczący analogii prawnej (nawet na brak procedury musi być procedura, przypomnę!): Drogą analogii można stosować zarówno prawo stanowione (ustawowe), jak i prawo precedensowe. W przypadku prawa stanowionego dla celów porównania ze stanem faktycznym, którego skutki prawne się ustala, wykorzystuje się tzw. wzorcowe przypadki stosowania danej normy prawnej (przepisu prawa), a więc stany faktyczne, w których wiadomo, że ta norma z pewnością znajduje swoje zastosowanie. Natomiast w przypadku prawa precedensowego, stan faktyczny, którego skutki prawne ustala się na drodze rozumowania per analogiam, porównuje się ze stanem faktycznym, jaki miał miejsce w sprawie precedensowej, a więc sprawie, przy rozpoznawaniu której doszło do ustanowienia wiążącego precedensu.

Widać wyraźnie, że sytuacja katastrofy, do której może doprowadzić Rzeczpospolita Polska na skutek wadliwego działania wymiaru sprawiedliwości, wynika wprost z niezauważania wszelkich związków między eksploatacją obiektów technicznych i prawa. Zło musi mieć swoje granice, a tymczasem wymiar sprawiedliwości traktuje sprawy schematycznie, dzieląc na prawie proste fragmenty. Wiadomo jednak, że nawet krzywa o skomplikowanych kształtach daje się podzielić na „prawie proste” odcinki. Ich złożenie może przypominać nawet prostą, co oczywiście jest pozorem. Krzywa nie jest prostą i to trzeba wiedzieć rozpatrując problemy eksploatacji zarówno obiektów technicznych jak i prawa i systemów sądowych. Dlatego m. in. niezwykle ważne jest właściwe obsadzanie stanowisk kierowniczych ludźmi, którzy umieją dobierać współpracowników o odpowiednich kompetencjach eksploatacyjnych.

W systemach eksploatacyjnych ważną rolę odgrywają podsystemy ratownicze, które same muszą mieć procedury zapewniające im natychmiastowe działanie w sytuacjach nagłych. Wszyscy znamy straż pożarną czy pogotowie ratunkowe, ale także zasadę morską, gdzie każdy musi iść na pomoc tonącemu statkowi czy człowiekowi. Wychodzi jednak na to, że wymiar sprawiedliwości spoczął na laurach apelacji i kasacji, w ogóle nie reagując na sytuacje katastroficzne i to powodowane przez siebie. Dzięki temu m. in. programy takie jak Państwo w Państwie mają materiał.

Innym przykładem jest to, że rodziny ludzi, którzy zginęli w Smoleńsku otrzymują na podstawie ugód z Ministerstwem Obrony Narodowej zadośćuczynienia. Gdy jednak się zwrócić do Ministerstwa Sprawiedliwości o zadośćuczynienie z powodu katastrofy spowodowanej przez wymiar sprawiedliwości, odsyła ono znów do sądu. Czyli człowiek zakatowany prawie na śmierć i w nędzy, ma odbywać kolejne walki z sądami, aż do śmierci. Ministerstwo nie ma zamiaru dochodzić jak to jest, że taka sytuacja powstała. Sama wymiana ludzi wg dobrych chęci nie wystarczy.

(-) RAFAŁ WODZICKI, ekspert eksploatacji

 

Fot. Rafał Wodzicki: Ministerstwo Sprawiedliwości w Warszawie widziane z Trasy Łazienkowskiej, odcinka nazwanego ostatnio absurdalnie al. Trasa Łazienkowska, żeby nie było Lecha Kaczyńskiego zamiast Armii Ludowej… Głosowały Misie o Małym Rozumku zgrupowane w Radzie Miasta.

 

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: