Podczas przeglądania starych fotografii - szczególnie kiedy czynimy to w Internecie - nasz umysł domaga się krótkiego, podającego choćby datę i miejsce - opisu. W wypadku czterdziestu tysięcy ulicznych zdjęć, zrobionych w Chicago w latach 1950 - 1970 przez nieznaną nianię pochodzącą z Francji - Vivian Maier - błądzenie wzrokiem pod zdjęciem w poszukiwaniu opisu pozostaje daremne.
Autorka nigdy swoich zdjęć nie podpisała. Ba, wielu z nich nawet nie widziała! Jej prace leżały w rolkach przez kilkadziesiąt lat. Wśród nich około piętnaście tysięcy nigdy nie wywołanych negatywów. I wylądowałyby w końcu na śmietniku, gdyby w 2007 roku nie kupił ich - za kilkaset dolarów - młody agent nieruchomości John Maloof. Kiedy decydował się na ten zakup, nie kierowało nim nic więcej, niż ciekawość. John nie interesował się fotografią. Jeszcze nie wtedy. Na aukcję trafił, bo sprzedawano na niej tanio meble, a on szukał krzeseł do swojego apartamentu. Po przeglądnięciu wywołanych negatywów,John zdecydował, że warto jeszcze zainwestować w wywołanie tych nieobrobionych. Dla niego to był początek przygody z fotografią. Po kilku tygodniach kupił starego Rolleiflexa - takiego samego, jakim robiła zdjęcia Vivian. Porównuje swoje zdjęcia z jej pracą i ze zdumieniem odkrywa, jak trudno zrobić dobrą fotografię. I że tych „dobrych” fotografii w jej zbiorach jest mnóstwo. Ale jej nazwiska nie może znaleźć wśród Harry Callahan'ów, Henri Cartier-Bresson'ów czy Lee Friedlander'ów. Była outsiderem.
Kiedy John zdecydował się na poszukiwania Vivian Maier (jej nazwisko znalazł na jednej z kopert, w które zapakowane były negatywy), trafił już tylko na nekrolog. Vivian miała 83 lata, kiedy umarła w nędzy. Był początek kwietnia 2009 roku.
Właściwie nic o niej nie wiadomo, poza tym, że w latach trzydziestych wyemigrowała z Francji, w której się urodziła w 1926 roku. Z jej wczesnych zdjęć wynika, że przez jakiś czas mieszkała w Nowym Jorku, później przeniosła się do Chicago. Nie miała żadnej rodziny. Po latachniańczenia dzieciaków – schorowana i stara, została bez dachu nad głową i opieki. Dowiedziało się o tym na początku lat 90tych rodzeństwo, którym opiekowała się w latach 50tych. Uwielbiali ją, była dla nich drugą matką. Potrafiła przynieść z ulicy martwego węża, żeby im pokazać. Albo namówić mleczarza, żeby odwiózł ich do szkoły swoim magicznym mlekowozem! Są zamozni i wiedzą jak się wywdzięczyć. Kupili swojej niani apartament.
Vivian Maier kierowała obiektyw głównie na ludzi. A jednocześnie od nich stroniła. Była piękną kobietą, ale nie związała się z nikim na stałe. Jej podopieczni twierdzą, że przez dziesięć lat pracy w ich domu, nigdy nikt do niej nie zadzwonił... Utrwalała ludzi w czasie zwykłych, codziennych czynności. Przemierzała ulice Chicago z aparatem zawieszonym na szyi i dokumentowała życie miasta z wrażliwością poety, refleksem reportera i pietyzmem średniowiecznego mnicha. Nie dowiemy się już, dlaczego nie pokazywała nikomu swoich genialnych fotogramów. Chętnie rozmawiała o filmach – ale tylko europejskich, amerykańskie kino lekceważyła. Dla otoczenia Vivian była dziwaczką. Nosiła męskie buty. Nie rozstawała się z aparatem, ale nikt z jej współczesnych nie widział zdjęć, które robiła. Nigdzie ich nie wysyłała, nikomu nie pokazywała. Przygotowywała dzieło większe niż swoje życie bez fanfar, wenisaży, tłumów wielbicieli. Bez photoshopa i tabunu asystentów. Nigdy już nie dowiemy się, czy było to działanie świadome. Vivian zafundowała nam prawdziwą podróż w czasie. Sprawiła, że zapominamy gdzie się znajdujemy i gubimy dystans do oglądanego materiału. Patrzymy na świat jej oczami. Niewielu jest artystów , którym udaje się ten efekt osiągnąć. A kiedy jeszcze dodamy do tego świadomość, że oglądamy materiały, których nigdy nie widziała w formie zdjęć sama autorka, to kosmos zdaje się być tylko niewinną, lekko zaśmieconą kamieniami przestrzenią, przy której ludzki umysł jest obszarem niezmierzonym i o wiele pojemniejszym.
Vivian była fotografem doskonałym. Dzięki odkryciu dokonanemu przez Johna Maloofa jej praca nie wylądowała na śmietniku. Niewiele brakowało.
John zamieścił kilkaset zdjęć Vivian na blogu jej poświęconym ( http://vivianmaier.blogspot.com/ ) i ciągle dodaje nowe. Około 600 rolek czeka jeszcze na wywołanie. Ponad dwadzieścia tysięcy zdjęć - na przeglądnięcie.
Kim była Vivian Maier? Odpowiedzi można szukać już tylko w jej pracach.
Pozostało jeszcze sześćset z około 15000 niewywołanych negatywów.
Fot. John Maloof
Fot. Vivian Maier
Fot. Vivian Maier
Fot. Vivian Maier
Fot. Vivian Maier
Fot. Vivian Maier
http://vivianmaier.blogspot.com
Dodaj komentarz
• Fajny tekst i niezwykle interesujacy temat.
Thursday, February 25, 2010 | progresowiec