Czemu kochany Wrocław był niemiecki?

4
314
Likwidacja niemieckiego cmentarza na Grabiszynku: nazwiska – polskie:. Dietrich Strzoda, Richard Kasparek, Bertha Wawrzik, a do tego Grunwald (Clara)... Fot. Rafał Wodzicki; Progress for Poland

Był czas, gdy Wrocław był jednym z najważniejszych grodów, miast w Polsce. Był stolicą jednego z pierwszych biskupstw polskich, a także całego Śląska. Dopiero potem tylko Dolnego. Niewątpliwie do tego odwoływali się komuniści powtarzając slogan o Ziemiach Odzyskanych, czemu towarzyszyło nazywanie wysiedleń repatriacją. Podtrzymywane był oburzenie na nazywanie przez Niemców podobnej operacji wypędzeniami, a wspominanie o tym – rewizjonizmem. Fakt – powstała sytuacja była bardzo trudna. Z jednej strony Niemcy rzadko starali się zrozumieć, że jednak sami doprowadzili do tego, a z drugiej Polacy żyli jakby w znieczuleniu, odizolowani przez propagandę. Rzadko kto zastanawiał się nad tym dlaczego np. na lekcjach polskiego czy historii mówi się, jako o źródle tak języka jak i historii Polski. Przesunięcie granic było na pewno traumą dla wielu Polaków, co nietrudno zrozumieć.

Germanizacja księstwa śląskiego i Wrocławia rozpoczęła się od lokacji miasta na prawie magdeburskim. Magdeburg – to niemieckie miasto zawsze było w tle ważnych wydarzeń w Polsce od samego początku jako najważniejszy ośrodek misyjny Świętego Cesarstwa Rzymskiego, aż do powrotu Piłsudskiego stamtąd w listopadzie 1918 r. Po drodze była masowa implementacja miejskiego prawa magdeburskiego, czyli niemieckiego. Było to związane z tym, że opierało się ono na prawie rzymskim, czyli było nowocześniejsze niż prawo polskie (statuty wiślickie), które wywodziło się z prawa plemiennego. Jak wiadomo, ekspansja cesarstwa rzymskiego została powstrzymana przez Daków.

Powstawały dokumenty prawa polskiego takie jak księgi henrykowska i elbląska oraz Liber fundationis episcopatus Vratislaviensis [księga uposażeń biskupstwa wrocławskiego] spisana w latach 1295-1305 wymieniająca miejscowości lokowane na prawie polskim [iure polonico] i niemieckim [iure theutonico] na Śląsku zobowiązanych uiszczać dziesięcinę. Na tym prawie też oparł w latach 1356-1362 – Kazimierz Wielki swoje statuty wiślickie (jedna z pierwszych polskich regulacji prawnych) – na statutach wielkopolskich i małopolskich ustanowionych na wiecach ustawodawczych! Jak widać widziano wtedy potrzebę doskonalenia prawa polskiego, a jednocześnie trwała ekspansja prawa magdeburskiego [ius municipale magdeburgense], czyli wzorowanego na prawie Magdeburga, spisanego wcześniej (1188). Tu widać, jak ono pełniło rolę dobrego wzorca eksploatacyjnego dla wielu miast środkowoeuropejskich. Prawo magdeburskie ( magdeburgia), stało się w końcu synonimem prawa miejskiego. W Polsce prawo to stosowano, aż do 1791 roku, czyli do uchwalenia ustawy o miastach, która ustanawiała nowy ustrój miast. Jak wiadomo została ona włączona do konstytucji 3 maja. Oczywiście nie dotyczyło to Wrocławia.

1241 lub 42 Bolesław Łysy „Rogatka” podobno lokował miasto, być może na prawie polskim. Dokument nie zachował się. Dwadzieścia lat później (1261) lokowano miasto na prawie magdeburskim, za Henryka III Białego. Wtedy też Wrocław stał się wielonarodowy oraz zaczął się proces germanizacji. Prawo magdeburskie wprowadzali Niemcy i Polacy musieli mówić po niemiecku, żeby uniknąć wykluczenia. Po polsku mówił z czasem tylko plebs.

Do 1190 r. Wrocław był stolicą całego Śląska. Potem tylko Dolnego. A po podziałach rodzinnych tylko stolicą księstwa wrocławskiego (1249). Ostatni z Piastów – Henryk VI zmarł w 1335 r., a od 1337 r. księstwem wrocławskim i Wrocławiem rządził starosta. Co prawda w roku1348 wojsko polskie Kazimierza Wielkiego dotarło do Różanki, czyli do Odry, ale nie podjęło ataku na mury miasta. Tak to tam, gdzie jest cmentarz osobowicki, śluza i nowy przystanek kolejowy (na miejscu wyznaczonym jeszcze przez Niemców) o nazwie Różanka. Niejeden (ja też) ma swoje groby na cmentarzu osobowickim.

W 1351 r. Kazimierz Wielki spotkał się we Wrocławiu z Karolem IV, królem czeskim rezygnując z miasta. Na pamiątkę powstał znany wszystkim miłośnikom Wrocławia kościół św. Stanisława, św. Wacława i św. Doroty, czyli patronów Polaków, Czechów i Niemców. Mimo to Kazimierz Wielki jeszcze próbował odzyskać miasto, ale – niestety zmarł. Więcej – Władysław Jagiełło miał odzyskać odzyskać Wrocław w 1404 r. (6 lat przed bitwą pod Grunwaldem) w zamian za pomoc udzieloną królowi czeskiemu Wacławowi IV w sporze z jego bratem Zygmuntem. Nie doszło do tego z powodu niechęci polskiego możnowładztwa!

Wrocław pozostał więc w Czechach, a nawet popierał króla czeskiego, gdzie także zachodziły procesy germanizacyjne – do tego stopnia, że konieczna było odbudowywania języka czeskiego w oparciu o język polski oraz ludowy, gdzie się zachował jak i we Wrocławiu. W środkowschodniej Europie Wrocław wyprzedzała tylko Praga.

Ostatecznie jednak Wrocław trafił do Niemiec i stał się ich ważnym ośrodkiem politycznym. Z nim związane są zarówno barwy demokratycznych Niemiec (ogólnie znana flaga), a także tu ustanowiono Krzyż Żelazny. Jest to analogiczne do naszych sentymentów wschodnich, z którymi to terenami związane są nasze ważne postacie historyczne i nie tylko.

Przed samą wojną stał się ośrodkiem hitleryzmu – Hitler przemawiał z balkonu hotelu Monopol sąsiadującego z kościołem ufundowanym w chwili rezygnacji Kazimierza Wielkiego z miasta. Portyk z balkonem został dobudowany dopiero w 1937 r., specjalnie na przemówienie!!! Wiwatujący Niemcy nie mogli wiedzieć, że ten człowiek prowadzi do powrotu miasta – po wiekach – do Polski, a w roku 1958 będzie tu śpiewał powstaniec śląski i związany z Wiedniem oraz językiem niemieckim – Jan Kiepura. No i że znienawidzeni Polacy będą miłośnikami Wrocławia, który nie będzie się kojarzyć z wrzaskami wodza. Tutaj wręcz przygotowywano agresję na Polskę, w czym sporą rolę spełniła rozgłośnia radiowa. Znany jest szlak bojowy jednostki SS z Wrocławia do Włocławka, czyli trasą, która jeździłem autobusem dalekobieżnym. Gdyby nie to – Wrocław do Polski by nie był „odzyskany” przez Polskę. Miłe są złego początki…. Tak to się plotła historia Wrocławia, co widać dobrze w jego herbie, a także w manipulacjach przy nim.

Jestem trochę z Wrocławia. Tyle wakacji w nim – jak za granicą, bo przecież to było ciekawe, że jest on inny niż reszta Polski. Że tyle tam nowoczesnych rozwiązań. Z tego wynikła wielka wiedza eksploatacyjna. Na czym powinna polegać dobra robota.

Niewątpliwie Wrocław – razem z Ziemiami Zachodnimi – jest wielką reparację wojenną choć nie był tak określony w tamtych czasach, gdzie królowała stalinowska manipulacja. Możemy to stwierdzić teraz, gdy wojna oddaliła się w czasie i nowe pokolenia już polskich wrocławian i miłośników, jak ja myślą o nim jako o czymś oczywistym. Bardzo ważne jest uznanie granicy na Odrze i Nysie przez Niemcy, wbrew wieloletnim działaniom rewizjonistów, którzy chcieli zatrzeć przyczyny tych wydarzeń, które doprowadziły do utraty 1/5 terytorium.

Wysiedlenie też było konsekwencją tego, że to niewysiedleni Niemcy stworzyli V kolumnę. Także tego, że Niemcy brutalnie wysiedlali Polaków od Gdyni poczynając, miastach kraju Warty, a na Zamojszczyźnie kończąc. Ludzie wysiedlani przez nich dostawali wezwanie do stawienia się za 20 minut przed domem i pozostawienia klucza w zamku. O tym się prawie nie pisze, a ja znam takich ludzi. Jasne, że zacierała istotę rzeczy ówczesna propaganda polityczna, często sugerująca, że to patriotycznie ją popierać.

Wrocław można by nazywać odzyskanym, gdyby po prostu ciągle trwały wątpliwości co do jego przynależności. Jak pokazałem – takich wątpliwości nie było i to nie z winy Niemiec. Polska, z problemami na wschodzie nie mogła dołożyć więcej starań o odzyskanie Wrocławia pół tysiąclecia temu. Zresztą stosunek do narodowości i języków był wtedy inny i dlatego nie było oporu przeciw zniemczeniu miasta. Nawet w Krakowie wtedy Niemcy odgrywali dużą rolę – z Witem Stwoszem na czele jako element postępowy.

Na załączonych zdjęciach widać nagrobki z nazwiskami polskimi, które dochowały się nawet gdy miały trudne dla Niemców formy językowe, ale imiona i napisy były już niemieckie. Takie zresztą specjalnie wybrałem robiąc te zdjęcia w roku 1975, gdy nie mogłem zrobić dużo zdjęć.

Na pogrzeb Jana Kiepury na Powązkach poszliśmy z kolegą: wydawało się to wtedy bardzo ważne. Wiedzieliśmy to jako młodzi chłopcy, żyjący w PRL.

RAFAŁWODZICKI

Książka:

Teresa Kulak: Wrocław. A to Polska właśnie. Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1997

4 Komentarze

  1. A propos cementarzy, to w roku 1971 bylem po raz pierwszy w Karpaczu i na tamtejszym cmentarzu byly przedwojenne groby, niektore z napisami czesciowo po niemiecku czesciowo po polsku (“Zdrowas Maryja”). Po raz drugi bylem tam w roku 1980 i te groby zostaly zlikwidowane. Szkoda.

    • Byłem też świadkiem likwidacji cmentarza w Świnoujściu…
      Na wspomnianym cmentarzu opatowickim jest duża kwatera grobów żołnierzy niemiecki z Wielkiej Wojny. Obok jednego – Polaka – rodzina postawiła też swój krzyż – niestandardowy.

      • “Na wspomnianym cmentarzu opatowickim…”
        ??????
        Chyba grabiszyńskim?
        *
        “…jest duża kwatera grobów żołnierzy niemiecki z Wielkiej Wojny.”
        A nie włoskich?
        Jako harcerz porządkowałem tam groby żołnierzy włoskich. Być może niemieckich grobów nie zapamiętałem.

        • Jak wiadomo, we Wrocławiu są zarówno cmentarze grabiszyńskie (częściowo zlikwidowane) jak i opatowicki. W artykule jest o opatowickim, a zdjęcia są z Grabiszynka. Trzeba czytać uważnie.
          Jest kwatera żołnierzy niemieckich i to przy głównej alei. Z odlewanymi żeliwnymi krzyżami.

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: