Dekomunizować Roosevelta chcą

0
103

Przyznam, że wstrząsnęła mną lista nazw wymagających wg niektórych dekomunizacji. Ci, którzy obsmarowują całą Polskę Lechem Kaczyńskim strasznie chcą zatrzeć ślady wielu wydarzeń i osób zasłużonych dla Polski. Kuroń, Kotański czy Roosevelt to porażające przykłady, o których słychać co jakiś czas. Nawet Kasprzaka chcą usunąć niektórzy (stacja Warszawa Kasprzaka ma się nazywać cokolwiek bez sensu Warszawa Wola).

Uzasadnienia i wynikają z zupełnie powierzchownej wiedzy. Są wyrażane prostackim językiem. Np. prezydent USA jest niedobry bo sprzedał Polskę w Jałcie i prowadził niekorzystną politykę wobec sojusznika – Polski. Poza tym był upamiętniony (np. w Poznaniu) przed 1989 r. czyli podobał się komunistom. Trzeba doprawdy mieć słabą wiedzę o wydarzeniach drugiej wojny światowej i w ogóle o roli Polski. Zadziwia żądanie doskonałości ze strony ludzi, którzy są od niej dalecy. Oczywiście doskonały prezydent Franklin Delano Roosevelt nie był i Polska ginęła w jego pojęciu o Europie. Trzeba jednak pamiętać, że to on odegrał ważną rolę w wojnie, która zaczęła się z powodu Polski i jednak, całkiem jej nie zatopił. Była ona rzeczywistym problemem dla zachodnich aliantów i nie można się było spodziewać, że po przejściu wojny nic się nie zmieni, skoro wszystko się zmieniło. Trzeba się wczuć w rolę tych ludzi i pomyśleć o własnych zachowaniach w takich sytuacjach.

Polska zaledwie dwadzieścia lat wcześniej powstała przy wydatnym wsparciu innego amerykańskiego prezydenta Woodrowa Wilsona. Jest on upamiętniony np. w Warszawie nazwą placu, co znowu chcieli zatrzeć”komuniści” w swoich czasach. Wiadomo jednak, że odtworzona Polska na pewno przeszkadzała sąsiadom, a w czasie drugiej wojny znalazła się w ogniu wydarzeń. Problemem światowym stało się pokonanie Niemiec, a nie rozważanie wszystkich żądań Polski. Także ratowanie „ludzi radzieckich” i Polaków tam pozostających pozostało poza zasięgiem Aliantów.

Jest rzeczą oczywistą, że druga wojna światowa nie była prostym wydarzeniem, gdzie front był jeden. Z Wielkiej Wojny Polska mogła wyjść odrodzona, ale wtedy Rosja nie miała wielkiej mocy z racji przemian wewnętrznych. To Polska ją pokonała w 1920 r., pośrednio powodując prace nad wzmocnieniem jej armii… Zresztą częściowo dzięki niesubordynacji Stalina, który nie przyszedł na pomoc Tuchaczewskiemu pod Warszawą. Wywalczona wtedy granica wschodnia mogła istnieć tylko jakiś czas. Póki Rosja się nie wzmocniła i nie zaatakuje. Jeśli nie było wg prostego schematu to znaczy, że wszyscy podli i sprzedali nasz kraj? O zasługach dla nas zapomina się następnego dnia po ich skonsumowaniu. O ile mówi się, że Roosevelt nie doceniał łajdactwa Stalina, to złudzeniem jest możliwość innego przebiegu wydarzeń, gdyby „nie zdradził” w Jałcie i Teheranie.

Polska więc powstała przy pomocy prezydenta USA Wilsona (a także Niemiec!), a druga wojna światowa wybuchła z powodu przemian w Niemczech i udzielonego Polsce przez Francję i Wielką Brytanię poparcia. Nie miało ono takiej wymowy jakiej się spodziewaliśmy, ale tak zwykle jest. Oba te kraje przeceniły swoje siły, prędkość przemian i wolę walki, ale także nie przewidywały ataku ZSRR na Polskę. Naprawdę nie było wiadomo jak sprawy potoczą się dalej.

Obecny stan rzeczy zawdzięczamy Hitlerowi, który wbrew początkowym zapowiedziom otwierał front za frontem, popełniając nawet błąd Napoleona, atakując Rosję, ponosząc podobne konsekwencje. To on spowodował, że ZSRR ze Stalinem na czele stał się naszym parasojusznikiem… To Japonia ostatecznie spowodowała otwarty udział Stanów Zjednoczonych pod wodzą prezydenta Roosevelta w wojnie swoim atakiem na Pearl Harbor. Tak jak Polska wywołała wzmocnienie armii ZSRR, tak Japonia spowodowała trwały wzrost roli USA.

W normalnych warunkach przyjaciel mojego przyjaciela jest moim przyjacielem, ale z sojuszami już tak nie jest. Zwłaszcza, że Polska była realnym, wielostronnym problemem nie będąc mocarstwem i mimo ogromnego wkładu w zwycięstwo (czwarta armia, ale w rozproszeniu!). Formalnie rzecz biorąc Alianci powinni zakwestionować PKWN bardziej, ale to by oznaczało kolejne piramidalne kłopoty.

Pół Polski było w rękach ZSRR, a USA prowadziły politykę izolacjonizmu. Po Wielkiej Wojnie Amerykanie mieli ochotę skorzystać ze spokoju za oceanem. To prezydent Roosevelt jednak doprowadził Stany Zjednoczone do roli sojusznika osamotnionej Wielkiej Brytanii (jej jedynym sojusznikiem, od chwili klęski Francji była wtedy Polska, o czym raczą wszyscy zapominać). Jednocześnie stało się wiadome, że Polska zostanie uwolniona od Niemców przez ZSRR, z całym dobrodziejstwem inwentarza! Pozwoliło to w ogóle myśleć o pokonaniu Niemiec, które zajmowały Polskę. Nie było wiadomo co dalej z nią będzie. Roosevelt i Churchill mieli przed sobą cynicznego gracza, którego jednak trzeba było wykorzystać. Nigdy takie układy nie są za darmo.

To co działało przeciw Polsce – ogrom ZSRR – zaczęło działać w pewnym sensie na jej rzecz. Po prostu mieli się dokąd cofać, mieli straszne zimy i dość potencjału, żeby przenieść przemysł za Ural. Traktowali też brutalnie własnych obywateli. Pomoc USA w sprzęcie pomogła Armii Czerwonej przejść do ofensywy, a naciski sojuszników spowodowały utworzenie armii Andersa i uwolnienie wielu zesłanych Polaków. Jasne było, że wielu zostało zamordowanych lub zamęczonych. I dalej byliśmy sojusznikami sojuszników Stalina. Nie można jednak było zadekretować, że Polska nie będzie w ich strefie wpływów. Alianci zachodni mogli wywierać pewną presję, ale w grze z kłamcą takim jak Stalin nie mogli wiele zrobić.

Alianci nie mogli też ignorować granic etnicznych, które zauważali już po I wojnie. Wtedy to powstała tzw. linia Curzona, linia demarkacyjna, której autorem był zresztą urzędnik Polak występujący jako Lewis Namier, co było skrótem nazwiska oryginalnego – Ludwik Niemirowski. Po prostu znał on dobrze realia terenów wschodnich. To, że Polska wygrała z bolszewikami pozwoliło wyznaczyć w traktacie ryskim granicę dużo dalej, ale nie oznaczało to, że przestał istnieć problem etniczny.

Prawie równolegle powstał projekt rosyjski granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej, zakładający utworzenie autonomicznej Polski. Rosyjskie i niemieckie zabiegi o pozyskanie polskiego rekruta były fundamentami polskiej niepodległości. Także w wolnej Polsce pojawiały się myśli o tym, że granica na Odrze – wspomnienie po granicy Bolesława Chrobrego – byłaby korzystna. Oczywiście postulaty te były nierealne wtedy. Tak naprawdę granica polsko-niemiecka była przez wieki niezwykle stabilna. Bez wywołania wojny, a szczególnie bez konfliktu ze Stalinem, Niemcy by jej nie zmieniły. Można sobie oczywiście wyobrazić atak Stalina na Niemcy – z niewiadomymi konsekwencjami. Polska zawsze była po drodze.

Tak więc granice Polski obecnej już funkcjonowały w świadomości tak „ludzi radzieckich” jak i samych Polaków. Także polityków Zachodu. Pisałem już o przesunięciu granic Polski na Zachód… W tym strasznym czasie to było optymalne rozwiązanie, choć przecież okupione straszliwymi kosztami indywidualnymi i ogólnymi. Choć nie był to polski pomysł i początkowo miał służyć wielkiemu sąsiadowi to przecież ostateczny rozrachunek odbywa się teraz.

Czy Roosevelt był dobry czy zły dla nas? Ależ co to za pytanie! Dobro i zło dzieją się razem. Norman Davies powiedział: „On wiedział, że wróg to Niemcy. A skoro Stalin bił się z nim, to znaczy, że jest dobrym człowiekiem. Taki styl myślenia dominował w politycznym otoczeniu prezydenta”. Było to oczywiście naiwne, bo Stalin był kłamcą i łajdakiem wyjątkowym, za którym stała moc. Ale takich ludzi jest pełno. Wszystko zależy od ich możliwości zewnętrznych i wewnętrznych. Wtedy jednak nie rozumiano zbyt dobrze co to jest „komunizm”, czyli wspólnota zła lukrowana wręcz wzruszającymi pieśniami itp.

Ostatnio widziałem komentarz, że to amerykańscy politycy spowodowali to, że Królewiec nie jest nasz. Problem nie jest taki: już wtedy można było zauważyć, że wydzielenie tej eksklawy rodzi nowe problemy, jakby ograniczając pozytywne skutki wynikające z likwidacji Prus Wschodnich. Można sobie wyobrazić lepsze rozwiązanie: podział tego terenu między Polskę i Litwę. Ale wtedy Litwy samodzielnej nie było i nikt nie przewidywał sytuacji takiej jak dziś. Polacy starali się przejąć, naturalnym odruchem Królewiec. Jeszcze nie wiedziano wszędzie na czym polega „przyjaźń” ze Związkiem Radzieckim. Ten chciał mieć właśnie taki niezamarzający port i teren wojskowy. My nie wiedzieliśmy, a Roosevelt w „tylim świecie” miał wiedzieć? Kto wiedział o współpracy niemiecko-radzieckiej pozwalającej ominąć ograniczenia traktatu wersalskiego? Związek był państwem hermetycznym, które na zewnątrz wypuszczało jedynie propagandę…

Od pewnego momentu USA i inni alianci, jednak wiedzieli sporo. Hans von Herwarth przekazywał informacje z ambasady niemieckiej w Moskwie nieraz natychmiast. To była jego walka z reżimem hitlerowskim. Jego wiarygodność potwierdził doradca Roosevelta i powojenny ambasador w Moskwie Charles E. Bohlen. Von Herwarth – prawa ręka ambasadora niemieckiego Schulenburga. Fakt, Alianci nie wykorzystali tych materiałów należycie. Podobnie zachowała się Polska, do której to i owo docierało, która traktowała to jako grę nerwów. Ambasador Grzybowski, już po pakcie Ribbentrop-Mołotow uważał, że on odciążył Polskę! Wywiad dowiedział się o tym z prasy! Zresztą nic by nie dała odpowiednia ocena tego projektu. Dalej nadzieję dawał jedynie sojusz z Francją i Wlk. Brytanią. Nie wiedzieliśmy jakie są słabe, w tym moralnie po tragedii poprzedniej wojny.

Tak więc Roosevelt lepszego źródła nie mógł mieć w tym hermetycznym kraju. Pisanie o nim, że był głupi i naiwny, czym skrzywdził nas niepokalanych jest po prostu śmieszne. Niewątpliwie sytuacja, którą musiał rozwiązać nie była śmieszna… Można uważać, że prowadził grę „lubiąc” Stalina i „uważając go za dobrego człowieka”, co walczy z Niemcami… Współpraca ze Stalinem wynikła sama z siebie i nie trzeba było być jej rzecznikiem jak piszą. Wcześniej rozpoczął ją osamotniony Churchill, który prócz Polaków nie miał wiele.

Idiotyczne jest twiedzenie, że to Roosevelt dał zgodę na hegemonię ZSRR i nas skrzywdził. Hegemonię wywalczył sobie Stalin sam i trzeba było z tym żyć. Także wykorzystując naturalne sympatie… Trudno się spodziewać, żeby Roosevelt, po doniesieniach Herwartha nie zdawał sobie sprawy z roli potwora, jakim był ZSRR ze Stalinem na czele. Jasne, że przez lata nie było to powszechnie znane i zachowania Roosevelta, ale i innych były nadinterpretowane. Wiadomo, że wiele spraw tajnych wynika po latach. Bez ich znajomości wielu jest skłonnych do pochopnych wniosków. Poglądy takie funkcjonują potem przez lata karmiąc takich specjalistów od dekomunizacji Roosevelta i innych. Nawet w nazwach ulic.

RAFAŁ WODZICKI

Bibliografia:

– Hans von Herwarth: Między Hitlerem a Stalinem. Wydawnictwo Bellona, Oficyna Wydawnicza Rytm, Warszawa 1992

– Richard Overy: 1939; nad przepaścią. Wydawnictwo W. A. B., Warszawa 2009

– Progress for Poland: Przesunięcie granic Polski w końcu wojny

– Progress for Poland: Polska wygrała z Niemcami i nie tylko

GROCHÓW nie Praga Pd. – PRAGA nie Pn.: Jak zmieniać nazwy i czy w ogóle…

 

Fot. AniaDania Wikipedia: Warszawa – stacja metra plac Wilsona (jedna z najpiękniejszych na świecie). Prezydent Wilson USA jest dobry, a Roosevelt – zły?

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: