Donald Trump odwiedza Polonię w Chicago/reportaż wcielony

0
217

trump w PNA– Oglądał pan debatę? – zapytała mnie siedząca obok starsza pani. – Jaką debatę?  – Jak to jaką? Trumpa z Clintonową. No przecież!  – Tak, oglądałem.  – I co?  – Trump chyba nie wypadł najlepiej.  – Tak pan uważa?  – Nie tylko ja.  – Proszę pana – powiedziała odchylając głowę z niedowierzaniem. Naprawdę? Czytał pan w gazecie? O ścianie? Proszę nie zaprzeczać. Widzę, że nie. Gdyby pan czytał, to by pan wiedział. Trzeba czytać. To pewnie wyjdzie podczas następnej debaty – dodała nieco obrażona.  – Przepraszam, jaka ściana?  – No wall, ta z Meksykiem, mówię przecież. Był tam pan kiedyś? Nie? Tam stoi tylko taki płotek. Prowizorka, ja wiem? takie coś dla picu. Oni sobie chodzą, jak chcą. A teraz… Zrobi mi pan zdjęcie, jak Trump będzie blisko? Tak? To świetnie. Ja panu… Ta ściana… Wie pan, jak to ma działać? Nie? To wyjaśnię. Każdy, kto wjeżdża z Meksyku do USA, ma zapłacić. Proste, prawda? I z powrotem też! I tym sposobem… teraz pan rozumie? Pan jest dziennikarzem?  – Pracuję w radiu.  – Jeszcze raz, bo może już pytałam, jak pan się nazywa?  – Wiśniewski.  – A imię? Przepraszam, że ja…   – Dariusz Wiśniewski.  – Pierwszy raz słyszę. A w jakim radiu?  – WPNA Chicago. – Poważnie? Nie? A jaka to audycja?  – “Prawy do Lewego”.  – Tak się nazywa? Trochę dziwna nazwa. I zamilkła. Przez moment przyglądała mi się podejrzliwie. Potem oparła się o siedzenie i spojrzała błagalnie w sufit. Po chwili ponownie nachyliła się do mnie. Ale nagle coś poruszyło się na scenie. Ktoś z tyłu głośno szepnął: “Trump jest już w budynku”. Ochroniarze rozsunęli się. Cała sala, może 200 osób, plus ekipy telewizyjne, wszyscy obserwowali kotarę. Kotara – może pod wpływem tych spojrzeń, a może nie – ale wreszcie zafalowała, zapowiadając początek przedstawienia. I nagle wyszedł zza niej Rudolph Giuliani, były burmistrz Nowego Jorku.

 

Zaproszenie na spotkanie z Donaldem Trumpem otrzymałem dwa dni przed wydarzeniem. Rozumiem. I nie mam pretensji. Dobrze, że w ogóle zaprosili. Natychmiast potwierdziłem. Nigdy wcześniej nie byłem na spotkaniu z kandydatem na amerykańskiego prezydenta. Od razu poczułem dreszcz emocji i skalę wydarzenia. Ubrałem się w garnitur. Biała koszula. Normalnie tak się raczej nie ubieram. Nie lubię też jeździć samochodem. Niestety, musiałem się przebić przez całe miasto. Dodatkowo padał deszcz. Ale co tam! Wyjechałem wcześniej. Autostrada była zapchana. I zaraz się tym zdenerwowałem. Niepotrzebnie, bo ruch potem się odkorkował. I dojechałem na miejsce. Przy bramce zatrzymał mnie agent Secret Service. Podeszła jakaś pani. Cywilka. Zaczęła kartkować jakiś zeszyt. Wychyliłem się przez okno i obserwowałem z niepokojem, jak długi, niebieski paznokieć wędruje po nazwiskach. Zauważyłem, że był to jedyny palec wolny od pierścionka. Pozostałe były zajęte.  – Wiśniewski?  – Tak. Dariusz. – Jest! Dziobnęła paznokciem w moje nazwisko. Wpuścili. Wokół dziesiątki radiowozów policyjnych. I ochroniarze. Do spotkania było jeszcze sporo czasu. Jechałem ponad godzinę, więc postanowiłem trochę pochodzić. Aby się rozluźnić. Budynek Związku Narodowego Polskiego pokryty był gęsto graffiti, porównującym Trumpa do Hitlera; swastyki i obelżywe słowa w obu językach – po polsku i angielsku.Zbliżył się jakiś pracownik.  – Namalowali w nocy.  – Kto? Wzruszył ramionami.

.trump graffiti

 

Gospodarcza stagnacja i przedłużająca się niepewność, obawa o pracę, powszechna redukcja pomocy socjalnych, strach przed terroryzmem islamskim, czy w ogóle przed kimś “obcym”, a nawet zwykła nuda i apatia, rodzą w społeczeństwach poczucie atrofii – zamierania. Nieraz sama demokracja powoduje przeciągający się bezruch, równowagę, która staje się niemożliwa do przezwyciężenia. Nastrój, jaki pojawia się wtedy w ludziach, ofiarnie walczących z przeciwnościami losu, a otrzymującym w zamian tylko porażki, udziela się całym grupom społecznym, a nawet narodom. Tak rodzi się chęć radykalnych rozwiązań, nie wykluczających przemocy oraz zapotrzebowanie na przywódców, którzy popchną masy do rewolucyjnych czynów. Donald Trump jest gotowy, aby spełnić to pragnienie.

 

To nie czas na Hillary Clinton. Trzeba odrzucić poprawność polityczną, liberalizm, narzuconą nam siłą tolerancję wobec innych ludzi, praworządność i całą pieprzoną demokrację. Śmietnik historii ma jeszcze trochę miejsca. Masy domagają się drastycznych i gwałtownych przeobrażeń układu społecznego i prawnego. Dawna moralność nie ma już znaczenia. Czy nie tak wyglądała atmosfera przedwojennej Europy? Teraz też jest podobnie. Jarosław Kaczyński ze swoim obsesyjnym izolacjonizmem, strachem przed liberalizmem, wiarą w silne państwo, nadrzędne wobec prawa i demokracji, przypomina przecież narodowego populistę Trumpa. Jest tylko od niego mniej estradowy. I niższy blisko pół metra.

 

Dlaczego mamy być poprawni politycznie? Po co udawać, że szanujemy gejów i genderystów? Jaki jest cel tego fałszu? Dlaczego mamy zgadzać się z tymi, którzy się z nami nie zgadzają? Co to za głupota? Jeżeli nie chcemy multikulti, to znaczy, że nie chcemy. Donald Trump pozwala nam mówić o tym, co czujemy. Co  w tym złego? Chcemy być gospodarzami u siebie. Nie mamy takiego prawa? Meksykanie to gwałciciele i sprzedawcy narkotyków? Tak powiedział? I co, może to nieprawda? Bo są! Musimy być uczciwi. Muzułmanie to terroryści. Tak mówią statystyki. Kiedyś nie można było nawet tego powiedzieć, albo nawet pomyśleć. Bo poprawność polityczna zabraniała. A teraz, z Trumpem, możemy być sobą. Wreszcie! Zamknąć granice dla muzułmanów? Że tak nie można? A dlaczego? To są nasze granice. Możemy je zamknąć kiedy chcemy i przed kim chcemy. I tutaj i w Polsce. Nie widać, co dzieje się w Europie? Islamizacja pełną parą. Niemcy to już nie Niemcy. Następna jest Polska. A co się stanie, gdy właśnie Trump wygra? Może ponownie będziemy w swoim kraju? Wreszcie my będziemy decydować? Trump ma rację; musimy uczynić ten kraj na powrót wielkim. Dopiero wtedy inni będą się z nami liczyć. Kiedyś przecież takim był. Polska też kiedyś była wielka.

 

Miałem przygotowane pytanie na karteczce. W wewnętrznej kieszonce garnituru. Na wszelki wypadek. Gdy jechałem w deszczu na spotkanie, na moment uległem sennemu złudzeniu – poddając się chyba szmerowi wycieraczek – że przyszpilam tym pytaniem Trumpa do ściany. I on, nie wiedząc co odpowiedzieć, trzęsie swoją grzywą i ucieka od odpowiedzi. Kluczy i się zwija. Ale ja nie odpuszczam. Trzymam go tak zakłopotanego przy zupełnej bierności ochroniarzy. Na sali cisza. Tylko las telefonów komórkowych skierowanych na dramat rozgrywający się na scenie. Kamerzyści mają otwarte buzie, ale kamery posłusznie nagrywają.

 

Oczywiście, wszystko odbyło się inaczej. Donald Trump powiedział kilka słodkich słów o naszym, polskim zaangażowaniu. I polskiej uczciwości. Jesteśmy jego przyjaciółmi i Trump, gdy go wybierzemy, będzie o tym pamiętał. On, rzecz jasna, był naszym przyjacielem od zawsze. Taki już jest. Za nami jest historia i wielka kultura. My jesteśmy nosicielami tych szlachetności. Polska może być dumna, gdyż wywiązuje się z zobowiązań finansowych. On jest dumny. Za nas i za siebie. My powinniśmy być dumni. Za siebie i za niego. Cała Polska jest dumna. Ameryka też. Wszyscy mogą być dumni. Prawie. Niektórzy nie, bo płacą za mało. Koniec. Polonia śpiewa “sto lat”. Brawa.  – Słyszał pan? Geniusz, co? Kiwnąłem głową. Ale pomyślałem o czymś innym. Ogarnął mnie strach, czy dostanę się do ubikacji.

 

Dariusz Wiśniewski

PRAWY DO LEWEGO. Dariusz Wiśniewski i Jacek Zieliński. Sobota 1 października WPNA 1490 AM Chicago 2-4 po południu (21:00-23:00 Polska). Przez internet: http://radiowpna.com/sluchaj-na-zywo/

 

 

­

 

 

 

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: