Druga z polskich rzek – Odra

2
220
Arch. Rafał Wodzicki. przejście frontu w 1945 r.

Tytułowe zdanie nie dotyczy czasów współczesnych. Jan Długosz pisał tak o tej największej zaraz po Wiśle: drugą rzekę przyzwyczajono się nazywać Odrą (czyli odzierającą, stąd, że w gwałtownym swym biegu unosi oderwiska lasów i pól). … Źródła swe ma w pobliżu miasteczka Odry, uchodzi zaś czterema ujściami do wielkiego ulotnego zalewu, z tych pierwszym pod wsią Świnia, co w gwarze polskiej znaczy maciora, drugim pod wsią Dziwno, co oznacza w języku polskim godne podziwu, trzecim pod wsią Piana [Peene!!!], co w języku polskim odznacza spuma (tak naprawdę spuma to po łacinie piana!), czwartym wreszcie pod grodem Wołogoszcz [Wolgast!!!]. Wydostawszy się zatem z zalewu wąskim korytem obok grodu Stralsund wlewa swe wody do Oceanu, czyli Morza Sarmackiego. Dalej Długosz pisze: Druga z polskich rzek Odra także Guttalus [zwana] przyjmuje dopływy wyliczone niżej…. Opis jest czytelny i dzisiaj. Piana [Peene] to jedno z odgałęzień ujścia Odry. Peenemünde znaczy ujście Piany, jak i Swinemünde znaczy Świnoujście.

Dla porównania zacytujmy opis w Wikipedii: Odra  – rzeka w Europie Środkowej, w zlewisku Morza Bałtyckiego, na terenie Czech, Polski i Niemiec. Pod względem całkowitej długości jest drugą (po Wiśle) rzeką Polski. Biorąc pod uwagę tylko jej część w granicach Polski, jest trzecią rzeką pod względem długości (po jej dopływie Warcie). (…) Powierzchnia jej dorzecza obejmuje 118 861 km², z czego 106 056 km² w Polsce. Źródło Odry znajduje się we wschodnich Czechach, w Górach Odrzańskich w Sudetach, (…); rzeka uchodzi do Roztoki Odrzańskiej, będącej zatoką Zalewy Szczecińskiego, (…) przy północnej granicy miasta Police. Jest też wspomniane miasteczko Odry: (…) – miasto w Czechach, (…). Miasto położone jest nad rzeką Odrą, od której wzięło swoją nazwę.

Tak więc opisy różniące się wiele setek lat są bardzo podobne, co jest o tyle ciekawe, że wtedy wiedza była ograniczona z natury rzeczy. Kraj pokrywały puszcze, grodów było niedużo, nie mówiąc już o źródłach pisanych, mapach i możliwości zapisywania. Niewątpliwie Długosz nie wiedział zbyt wiele o Odrze. Po prostu odniósł się do jej szerokości, a o miasteczku Odry pisze nie wspominając o Czechach. Czemuż więc zawdzięczamy, że teraz też te opisy są podobne? Germanizacja tych ziem następowała przecież przez wieki w sposób naturalny. Było to związane z podziałem dzielnicowym Polski i sprowadzeniem Krzyżaków, wygnanych z Węgier.

Oczywiście wszystkim wiadomo, że granice Polski zostały przesunięte na zachód w wyniku II wojny światowej. Ziemie te były jakby odzyskanie, co wykorzystano w propagandzie. Mogło ono nastąpić tylko w warunkach powojennych, gdy Niemcy były obezwładnione i nie one decydowały. Było to za cenę wielu strat innych. Przesiedlenia ze wschodu nazywano wtedy repatriacją!

Pisałem o tym nieraz, podobnie jak o tym, że rząd, swoim obyczajem za pomocą pobieranych z historii tematów próbuje nas skłócać ze wszystkimi wokół. Twierdzi przy tym, że nie skłóca tylko wstał (to znaczy my wstaliśmy!) z kolan. Buduje też wspólnotę i poucza o kulturze ubliżając wszystkim co dotąd rządzili, zwłaszcza przez osiem lat. Wszyscy są wg tego rządu źle poinformowani. Nawet główni politycy europejscy. Obłęd wynalazczy sięga i Unii Europejskiej, którą też PIS z kolegami chce reformować z pozycji prawdy objawionej.

Rozrabianie sprawy reparacji wojennych od Niemiec i to mimo negatywnych opinii zewsząd, oznacza po prostu nieuczciwość. Wskazałem, nie tylko ja, że zajęcie przez Polskę wielkiej części Niemiec to de facto główna część reparacji. Taką cenę Niemcy zapłaciły za rozpętanie wojny. A że nie było to specjalnie rozliczone jako reparacje? Więc co to jest? Zdobycz wojenna?

Ilustrowany leksykon Larousse 1952 (kupiony w Polsce po 1956 r.) pisze tak: (Niemcy) musiały oddać Polsce i ZSRR Gdańsk, Prusy Wschodnie i części Pomorza i Śląska znajdujące się na wschód od Odry i Nysy. Niemcy wyszły z tej wojny w znaczący sposób zmniejszone. (…,) do 360 000 km². Polska uzyskała ok. 100 000 km² (wobec straty na rzecz ZSRR 170 000 km²), czyli prawie 1/5 terytorium Niemiec. Był to wynik wojny wywołanej pod hasłem uzyskania przez Niemcy przestrzeni życiowej kosztem innych krajów, rozpoczętej także z Prus Wschodnich, od lat zagrażających Polsce. Od ich granicy do Warszawy było tylko 140 km. Korytarz gdański miał szerokość tylko 115 km. Józef Beck 5 maja 1939 mówił: “Te same rozważania odnoszą się do komunikacji przez nasze województwo pomorskie. Nalegam na to słowo “województwo pomorskie”. Słowo “korytarz” jest sztucznym wymysłem, gdyż chodzi tu bowiem o odwieczną polską ziemię, mającą znikomy procent osadników niemieckich” .

Prusy Wschodnie były też ośrodkiem militaryzmu prusko-niemieckiego i miejscem inicjacji jednoczenia Niemiec w XIX w. Jak wiadomo – reszta Prus Wschodnich przejęta została, jako eksklawa królewiecka przez ZSRR. Polacy mieli nadzieję i tę część też przyłączyć jako związaną z Polską od wieków.

Jest rzeczą oczywistą, że niezależnie od okoliczności, były to reparacje na rzecz Polski! Nie było to zrealizowanie oczywiście oficjalnie i od razu. Na terenach tych stacjonowały oddziały armii radzieckiej, tworząc spore eksklawy niedostępne dla Polaków. Dziś jednak nie ma już tej armii (Lech Wałęsa je pożegnał) i ziemie te są polskie.

Reparacje to zadośćuczynienie, wynagrodzenie za poniesione szkody, straty. Od fr. reparations od łac. reparatio – naprawa. Powinno być zrozumiałe, bo przecież polskie słowo reperacja ma znaczenie to samo. Wyjaśniam to, bo obawiam się, że wiele osób nawet na stanowiskach nie rozumie co to znaczy. Powrót po setkach lat nad Odrę („drugą rzekę polską”), mimo tego że niemiecko-polska granica długo była stała i pokojowa, nie odbył się tak sobie. Nie było żadnego oficjalnego skojarzenia z reparacjami, ale faktycznie o to chodziło.

Niemcy długo się nie mogły z tym pogodzić, że przychodzi im tak płacić za dopuszczenie Hitlera do władzy. Nasi przesiedleńcy znów nie mogli się pogodzić z utratą swoich małych ojczyzn (po niemiecku Heimat), ignorując tamtejszą rzeczywistość. Myśleli, jak można usłyszeć we wspomnieniach, że mają być „repatriowani” tylko na trzy lata. Nie wiedzieli, że kusok Niemiec ustalili przywódcy Aliantów już na stałe, i że miał być nawet mniejszy. Był to autentyczny dramat dla wszystkich. W tle jeszcze rzeź wołyńska, zburzona Warszawa itp… Ale w czasie, gdy pojawiły się kolejne pokolenia były one już stąd. Jakkolwiek ciągle pozostają ślady po przemieszaniu ludności i zerwaniu odwiecznych często więzi. Widać to po wyborach, ale także w statystyce samobójstw…

Jakie korzyści poza samą powierzchnią uzyskaliśmy? Ależ bardzo łatwo wyliczyć: długie niezagrożone piękne wybrzeże morskie, piękne Mazury, piękne miasta (fakt, że zniemczona architektura), ważne porty, piękne Sudety, dobry przemysł, dobra infrastruktura, która wytrzymała wiele lat po wojnie bez napraw, wielka rzeka Odra, bogactwa naturalne (np. miedź) oraz wreszcie dobre granice. Wśród rozpaczy związanej z przesiedleniem i przeżyciami wojennymi trudno było sobie wyobrazić, że to naprawdę będzie ojczyzna. Jasne, że ta zmiana była związana z ZSRR i Stalinem. Służyła m. in. podkreślaniu że tylko Związek Radziecki jest gwarantem granicy i Polska musi być w wiecznej przyjaźni z nim. Dziś już jednak nie jest! Nie ma ZSRR nawet, a Polska wygrała i jest. Tego Stalin nie przewidział…

Miasta poniemieckie zastąpiły utracone Lwów i Wilno oraz wiele innych miejsc związanych z polską historią. Wrocław czy Szczecin też są związane z niemiecką historią! Dziś są przedmiotem miłości kolejnych pokoleń ich polskich mieszkańców. Trudno było to powszechnie przewidzieć bezpośrednio po wojnie, choć niewątpliwie taki był cel przesiedleń.Wojny toczą się o potencjały eksploatacyjne krajów. Potencjał tych ziem pracuje dla nas już 78 lat. O ile na początku nie było to pewne, że tak będzie, o tyle dziś wiadomo, że jest to sytuacja stała. Więcej – panuje zgoda polsko-niemiecka i nie wolno jej naruszać.

Jako ilustrację publikuję rysunek przedstawiający chwilę przejściową w ostatnich miesiącach wojny, pochodzący z enerdowskiego prospektu książki o wojnie wystawianej na targach książki w Warszawie. Widać tu dokładnie, że granica wschodnia już była jednoznacznie wyznaczona przez ZSRR (UdSSR). Zachodnia zaś była taka jak przed wojną. I taka mogła być Polska w wyniku wojny… Wtedy by można było mówić o wielkich reparacjach. Straty wojenne są szczegółowo wyliczone np. w Encyklopedii Powszechnej PWN z 1975 r. Co prawda, pomija się tam sprawę okoliczności zajęcia Polski wschodniej przez ZSRR i można się tylko domyślać, że dotyczą one terenu pokazanego na ilustracji (między przedwojenną granicą niemiecką, a „linią Curzona”). M. in. wyliczono stratę 2 milionów koni, 200 tysięcy sklepów, 46% mostów i wiaduktów, 43% dóbr kulturalnych. Zasób Archiwum Akt Dawnych został zniszczony w 94%! Wspomniano też o zniszczeniu ziem zachodnich i północnych…

Jak wyglądają nasze rachunki ze Związkiem Radzieckim? Występuje tu segment wyzwolenia od Niemców i ograbienia z 1000 zakładów i innych instalacji, z terenu całej Polski oraz zajęcia terenów wschodnich, których nikt nie chciał gwarantować już dawniej. Linia Curzona to projekt z czasów I wojny światowej. Tylko walka z 1920 r. ze słabą jeszcze Rosją radziecką pozwoliła przesunąć granice na wschód. Jest też segment długotrwałego znęcania się nad narodem polskim, zarówno w ZSRR jak i w wyzwolonej Polsce, gdzie posługiwano się terrorem i kłamstwem. Związek Radziecki, który miał nam wypłacać reparacje ze swojej części, twierdził też, że mamy reparacje w majątku na zachodzie.

Należy zawsze pamiętać, że gdyby Hitler nie rozwinął wielu frontów, nie zaatakował ZSRR i USA to byłaby zupełnie inna sytuacja. Faktem jest, że Armia Czerwona, ponosząc ogromne straty, zresztą z winy Stalina, też zatrzymała pochód Niemców na wschód i naturalnie wyzwoliła od Niemców zajmując samą Polskę. Sytuacja była jednoznaczna. Polska nic nie mogła zrobić i musiała znieść czasy państwa ułomnego jakim była PRL. Z jednej strony jej nie lubimy, ale de facto i de iure jest to ciągłość państwowa. Jej niedostatki kompensował rząd polski w Londynie mający bezpośrednią kontynuacją Polski przedwojennej, choć nie było pewne jak to się skończy. Odrzucamy wady PRL, ale musimy przyjąć do wiadomości, że to była jednak Polska. Nie było innej. Paradoksalnie, poza okresem początkowym, można było wiele wiedzieć i stopniowo budowało to świadomość patriotyczną kolejnych pokoleń. Powolne przemiany były faktycznie zgodne z teorią konwergencji, propagowaną na zachodzie. Żadne zaprzeczanie jej u nas nie zmieniło faktu, że nie tylko ja przewidywałem, że komuna się rozpłynie. Nie wiedzieliśmy tylko jak. Dziś wiemy jak to się stało.

Po kolei przywracana była wiedza o wydarzeniach II wojny światowej. Były drukowane książki o powstaniu warszawskim i o walkach polskiego wojska na Zachodzie. Wiedzę można było też pozyskać z Małego Modelarza, gdzie publikowano wycinanki do budowy kartonowych modeli samolotów także frontu zachodniego. Dlatego to w Polsce komuna upadła pierwsza, pociągając za sobą resztę gorszych reżimów. Dopiero połączone działania wschodnie i zachodnie pokazywały jak wyglądał wysiłek wojenny Polski. Kościuszkowcy weszli do Berlina jako Polacy. W tym samym czasie Niemiecka baza marynarki wojennej kapitulowała przed Maczkiem. Nawet wspomniana Encyklopedia z 1975 r. wspomina o „wielkim wysiłku zbrojnym narodu polskiego, który postawił Polskę w czołówce państw, które wywalczyły zwycięstwo nad faszystowskimi Niemcami”. Widać, że piszący ją starali się przemycić jak najwięcej ważnych informacji, mimo cenzury.

Tak, siły polskie na zachodzie zostały potraktowane niewłaściwie przez Aliantów, których były na początku jedynym sojusznikiem! Jasne, że marzy się zwycięstwo proste i absolutne, ale to było niemożliwe. Historia Polski od wielu lat była taka – niejednoznaczna. Kapitulacja Wilhelmshaven i wejście kościuszkowców do Niemiec oznaczały także jednoczesną kapitulację Niemiec przed Polską i przekroczenie Odry przez Polaków! Dziwię się zawsze, że nikt tak tego nie widzi, zapominając o okolicznościach funkcjonowania obu polskich armii. Jedna przyjęła kapitulację, a druga wyznaczyła zdobycz terytorialną, która faktycznie została Polsce przydzielona. Tak, przy utracie terytorium, które zawsze było niepewne. Tak, było to używane do twierdzenia, że tylko ZSRR jest gwarantem tej granicy i stacjonowania jego wojsk.

Wyraźna była granica z Niemcami. Utrata tego terytorium była szokiem dla Niemców, którzy dopiero licznie popierali tu (m. in. Wrocław był ośrodkiem walki z Polską i hitleryzmu) hasła o przestrzeni życiowej na wschodzie. Zapłacili wielką cenę, pozostawiając teren, który nie był Polakom obcy w ogóle. Też przeżywali oni swoje przesiedlenia, zwane repatriacją – za Odrę znów drugą polską rzekę.

Ile warte jest terytorium możemy ocenić np. czytając o zakupie Alaski przez USA od Rosji! Tam nie było zaludnienia i problemu przesiedleń…Za to potencjał Alaski okazał się interesujący później.

Ziemie zachodnie i północne po latach wrosły już znów w Polskę, wraz z nowymi pokoleniami, które są stąd. Wraz z polskimi działaniami i zaniechaniami. Paradoksalnie Polacy walczą o niemieckie zabytki tak jak o polskie. Podobnie wysiedleni Niemcy dali nowe pokolenia innym regionom Niemiec. Jest to już wspólna Eruropa.

RAFAŁ WODZICKI

Ryc. Przejście frontu przez Polskę w 1945 r, – prospekt książki wystawianej przez NRD w czasie Międzynarodowych Targów Książki.

*Progress For Poland: Odgrzany temat PIS: reparacje

*Progress For Poland: Przesunięcie granic Polski w końcu wojny.

*Progress For Poland: Dawniej obce miasto Wrocław

*Progress For Poland: 25 lat sąsiedztwa

*Progress For Poland: Polacy i Niemcy

2 Komentarze

  1. Przy okazji warto wspomnieć, że Peenemuende to przecież miejsce, gdzie zaczął się, tak naprawdę podbój kosmosu. Tam znajdował się niemiecki ośrodek pracujący nad rakietami V2, które były potem zaczątkiem amerykańskich i radzieckich rakiet kosmicznych… To 3 października 1942 wystrzelona stamtąd rakieta V2 przekroczyła po raz pierwszy granice kosmosu. Wystrzelona z Nowego Meksyku w 1947 rakieta V2 po raz pierwszy sfotografowała Ziemię z tej perspektywy. Jak to od Długosza można wylecieć w kosmos….

  2. Anna Wylegała: Przesiedlenia a pamięć; Studium (nie)pamięci społecznej na przykładzie ukraińskiej Galicji i polskich “Ziem Odzyskanych”. Wydawnictwo UMK Fundacja na rzecz Nauki Polskiej, Toruń 2014

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: