“Duduś” fatalista

0
1717

Tak jak wielu Polaków, i ja również zastanawiam się, dlaczego prezydent Andrzej Duda zawetował dwie ustawy o SN i KRS.

Co wpłynęło na jego decyzję?

Wyobraźmy sobie. Pani Agata Kornhauser-Duda stoi milcząco i nieruchomo w oknie prezydenckiej rezydencji. Słychać okrzyki zbliżającego się tłumu. Jurata. Ludzie gromadzą się i zlewają w marsz-spacer bez politycznej inspiracji. To wydarzenie spontaniczne.

–  Andrzej? ­Jej mąż siedzi na kozetce w niebieskich szortach i ogląda telewizję.  –  Andrzej?  –  pyta ponownie. I dopiero teraz odwraca się. Ale nadal stoi przy oknie.  –  Tak, kochanie?  –  Czy te ustawy są sprawiedliwe? ­–  Które?  –  No te, o sądownictwie.

W konwencji legendy, czyniący niesprawiedliwość możnowładca, nie jest potępiony od razu. Lud daje mu czas na poprawę. Przeszłość (lecz nie historia) zatłoczona jest postaciami tragicznymi, które nagle, pod wpływem pozornie zwykłego wydarzenia; usłyszanego słowa, spotkania, a nawet spojrzenia – doświadczają metamorfozy. Przeżywają swoje ponowne narodziny. I od tego momentu z ogromnym entuzjazmem chcą naprawić szkody, które wyrządzili. Z nawiązką. Były satrapa staje się aktywnym siewcą wolności. Ktoś, kto do tej pory łamał prawo, nagle przeobraża się w jego strażnika. Poddani, rzecz jasna, pamiętają o dawnych krzywdach. Apostaci więc nie unikną kary, ale cudowne przemienienie oszczędzi im wiecznego potępienia. Lud niecierpliwie, i z nadzieją, czeka na takie przemiany. Które współcześnie zdarzają się niezwykle rzadko.

Andrzej Duda mógł zostać taką postacią. Niestety – nie zawetował trzeciej ustawy. Ten fakt komplikuje przyszłość jego legendy. I nie tylko stawia znak zapytania pod prawdziwym motywem prezydenckiego weta, ale również kwestionuje okoliczności łagodzące.

Powiedzmy otwarcie: nie była to metamorfoza.

A zatem jednak spacerowicze w Juracie? Możliwe. Spojrzenie pani Agaty, pełne wyrzutu? Presja ulicy w ogóle? Z pewnością po części. Bunt dorastającego “syna” wobec “ojca chrzestnego”? Kompleks Edypa w politycznym krajobrazie? Niewykluczone. Strach przed cynicznym ministrem sprawiedliwości? Być może kiedyś Andrzej Duda wyjaśni to zdarzenie we wspomnieniowej książce, którą napisze, gdy będzie miał więcej czasu.

Odebrałem decyzję prezydenta jako strzał ostrzegawczy. Oddany w powietrze, w irytacji, skierowany wyraźnie w stronę własnego obozu. Nie był planowany. I nie sądzę, aby się powtórzył. Jego huk nadal przetacza się przez media i mam wrażenie, że sam prezydent przestraszył się jego odgłosu. Jaką wiadomość chciał przekazać? Według mnie – tylko jedną: Halo! Jestem tutaj! Poczekajcie na mnie!

I nagle, już po wystrzale, Andrzej Duda wydał się postacią samotną i tragiczną. Jego samotność wypływa z braku wystarczająco silnej woli, aby przeciwstawić się czemuś, co w głębi duszy uważa za zło. Natomiast tragizm prezydenta polega na fatalizmie.

Tak, jak nie można wpakować do tubki raz wyciśniętej pasty, nie sposób również zerwać z przeszłością i stać się nagle zupełnie innym człowiekiem.

To, czego prezydent dokonał podczas swojej prezydentury, a czego nie, zmusza go do kontynuowania określonego wizerunku. To presja, ale nie konieczność. Andrzej Duda nie potrafi przeciwstawić się tej sile.  Wobec tego nie pozostaje mu nic innego, jak podtrzymywanie użyczonego mu wizerunku i udawanie, że jest jego właścicielem. A to jest męczące. Również dla otoczenia.

 

tekst ukazał się na portalu studioopinii.pl

foto: Newsweek Polska, okładka

 

Dariusz Wiśniewski

 

 

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: