Dzień filozoficznego bełkotu

0
926

Dziwny dzień. W internecie, którym zawsze, znakomicie czuli się miłośnicy najbardziej zwariowanych teorii spiskowych, pospolici wariaci i wszelkiej maści nawiedzeni, pełno zdjęć ludzi modlących się na granicach. Zupełnie mi to nie przeszkadza, niech się modlą, ile chcą. Tyle tylko, że modlą się, nie zupełnie na własny koszt, za swoje pieniądze, cała akcja zaś podlana została filozoficznym bełkotem i bardzo widocznym w naszych czasach, zgłupieniem.

Normalna nie jest sytuacja, gdy państwowe spółki, wpłacają do budżetu akcji udania się na granicę państwa. w celu modlitewnym, spore pieniądze, konkretnie dwa miliony złotych, zaś kolej, także spółka państwowa wozi miłośników modlitwy za złotówkę. Skoro kolej tak tanio wozi uczestników akcji „Różaniec na granicy”, czy w ramach promocji, za złotówkę, wozić będzie  ateistów? Firma państwowa, a państwo podobno jest światopoglądowo neutralne. Ateistom też się należy. Przecież wszyscy są równi.

Pomysłodawcą akcji jest niespełniony filmowiec Maciej Bodasiński, w tak zwanej prawicowej prasie, udzielał on licznych wywiadów, w których precyzował cel modlitwy na granicach Polski, od Giewontu po Bałtyk, od Tatr po plażę w Jelitkowie. Milion ludzi ma się połączyć w modlitewnym łańcuchu. Fajnie, niech się łączą. Daj im Boże zdrowie! Jednak, gdy czytam brednie wypowiadane przez organizatora akcji, przestaje być wesoło.

Organizator akcji mówi o „Nowym Końcu Zachodu”. A  był jakiś „stary koniec Zachodu? Jeżeli chodzi o ostatnią wojnę, zimną, na szczęście, nie gorącą, to właśnie Zachód ją wygrał. Nie było więc  żadnego końca, ani starego, ani nowego.

Autor akcji mówi o niebezpieczeństwie wybuchu  III wojny światowej, jako niebezpieczne symptomy wymienia ostatnie ćwiczenia Rosji na Białorusi.  Ćwiczenia jednak dobiegły końca. Wchodzę na stronę Centralnej Agencji Wywiadowczej, gdzie zawsze pojawiają się informacje o ewentualnych zagrożeniach. Nie ma informacji wzywających do udawania się w kierunku schronów.  Wojna w najbliższych godzinach, pewnie nie wybuchnie, choć istnieje wiele niebezpieczeństw, nie ma doniesień o zbierających się ruskich dywizjach, nad polską granicą. O jakie niebezpieczeństwo chodzi? Kto nam zagraża?

Z tą wojną to przesada. W wywiadzie czytam, że modlić mamy się: „przeciwko nowej cywilizacji”. Jaka cywilizacja jest nowa, jaka stara? W ogóle jest jakaś nowa cywilizacja, przed którą mamy się bronić?  Kto na nas chce napaść? Kolejny przykład pseudofilozoficznego bełkotu. No oczywiście ,modlić mamy się przeciwko islamizacji Europy i zachowaniu chrześcijańskich korzeni Europy, to stara śpiewka.

Arystoteles, Sofokles, Perykles,Pitagoras, Sokrates, Homer, ale również piękna Helena, Achilles, Salustiusz, Cicero i Seneka, nie byli chrześcijanami. Jak widać, rzeczywiście bardzo chrześcijańskie, są te nasze korzenie.

Podziw budzi także historyczna wiedza organizatora modlitwy. Dowiaduje się, że Warszawa, była przed wybuchem II wojny, centrum prostytucji, miasto zgubiło Boga, potem wojna, Rosjanie.komunizm. Teraz jest potrzebna odnowa, właśnie przez te modlitwę. Wyjdziemy na granicę i będzie okay.

Ano właśnie: a’propos szlachetnego, najstarszego zawodu. Przypomina mi się list lidera polskiego ruchu narodowego Romana Dmowskiego. Pisząc do Stacha Grabskiego, z Paryża, w trakcie Konferencji Pokojowej w Wersalu Dmowski tak zaczynał swoje sprawozdanie.

„Stachu! Dziwki w Paryżu są znakomite”, sądzę się, iż Dmowski, to ważna tradycja dla organizatora zbiorowego wyjścia na granice. Tak, tutaj modlitwa ma sens, zabawienie Dmowskiego jest zagrożone, modlić trzeba się i to żarliwie, zwłaszcza, że lider polskich narodowców zmarł ponoć na syfilis. Podobnie jest z celebrytami wzywającymi do uczestnictwa w modlitwie na państwowej granicy. Ich zabawienie jest również zagrożone. Jerzy Zelnik przyznał, iż żonę przestał zdradzać dopiero po jej śmierci. Cezary Pazura, jak przystało na aktora też miał żon sporo.Modlitwa jest więc wskazana. A co jeśli Sąd Ostateczny wygląda jak na obrazie Memlinga? A Zelnik i Pazura, twarze „dobrej zmiany” dowiedzą się, iż oni nie do góry, tylko do kotła? Dramat. Wieczność w kotle. Okrutne to chrześcijaństwo. Bez przerwy trzeba się pilnować, aby nie zrobić czegoś zabronionego, i w konsekwencji nie wylądować w kotle.

Jak ktoś chce modlić się, na państwowej granicy, bardzo proszę. Niech  to tylko robi za swoje pieniądze, niech podatnik nie będzie zmuszany do finansowania modlitwy. Niech nie towarzyszy temu bredzenie o wybuchu wojny, o końcu cywilizacji. Nich akcja nie będzie wykorzystywana do szczucia jednych na drugich, jak ma to miejsce obecnie. Niech modlitwa nie będzie walką z urojonymi wrogami, na przykład z sierotami  w obozie dla uchodźców.

Andrzej Jarmakowski

Foto: Niedziela

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: