Dzień smoleńskiej paranoi

1
746

Można odnieść  wrażenie, że do Warszawy przyjechał Orwell razem z Franzem Kafką. W związku z pisowską smoleńską miesięcznicą, które już dawno wkroczyły w obszar społecznej tragifarsy, Krakowskie Przedmieście zamieniono z twierdzę. Do stolicy ściągnięto ogromne siły policyjne.  Na wszystkich warszawskich komisariatach czekały specjalne oddziały policyjne, ściągnięto je z całego kraju. W uliczkach z kolei na wszelki wypadek oczekiwały liczne specjalne oddziały gotowe do walki z przeciwnikami PiS.

Krakowskie Przedmieście w środku sezonu wakacyjnego, wyglądało jak miejsce oblężone w stanie wojennym. Kontrmanifestacja w asyście kilku tysięcy policjantów zebrała się w okolicy Kolumny Zygmunta.Tłum, trzymający białe róże wznosił okrzyki na cześć Lecha Wałęsy, który nie mógł przybyć na kontrmanifestację z powodu stanu zdrowia i pobytu w szpitalu.

Kontrmanifestacja następnie ruszyła na Krakowskie Przedmieście i Plac Piłsudskiego, zostawiając kilka tysięcy policjantów samych ze sobą.  Pokazano, że państwo PiS zupełnie niepotrzebnie ściągnęło tak ogromne siły policyjne, pokazano, że władza porusza się w sferze paranoi.

Patrząc na Krakowskie Przedmieście widzimy reżim, który wysokimi płotami odgradza się od społeczeństwa. Widzimy pisowską władzę popadającą w stan, już niebezpiecznej, chorobliwej paranoi. Strach u rządzących jest niezwykle niebezpieczny. To on powoduje, że przeciw nam stają polewaczki i pały. To strach powoduje, że się strzela do obywateli. Bo tylko silna władza jest w stanie rozmawiać z ludźmi – mówił pod Kolumną Zygmunta Władysław Frasyniuk.

Z ochrony policji korzystała grupa ubrana w białe kaski, która miała robić za stoczniowców. Rozumiem, że to oni mieli mieli wynosić Wałęsę jeżeli pojawiłby się na kontrmanifestacji. Nie wykluczone, że resort Mariusza Błaszczaka przygotowywał jakąś prowokację, która nie wypaliła. Kontrmanifestacja udała się z Placu Zamkowego na Plac Piłsudskiego.

Jeżeli chodzi o kontrmanifestację, była ona najliczniejsza z dotychczasowych.Tłum robił imponujące wrażenie.

NSZZ Solidarność przywiozła autokarami działaczy min ze Śląska do zabezpieczenia miesięcznicy. Przyznają, ze zostali zobligowani do tego. Przyjechała nie tylko niewielka grupa stoczniowców.

Wcześniej policja legitymowała uczestników kontrmanifestacji. Byli oni spisywani przez policjantów.

Po zakończonej Mszy sekta Kaczyńskiego udała się pod Pałac, w którym rezyduje Andrzej Duda.

Jarosław Kaczyński jak zwykle obiecywał, że już być może za kilka miesięcy będziemy wiedzieli co się stało pod Smoleńskiem. Trwają międzynarodowe badania. Następnie Kaczyński bredził o wyjaśnianiu afer, o tym, iż winni będą ponosić konsekwencje.

Przemówienie Kaczyńskiego było krótkie, prezes nie powiedział nic nowego. Wiemy, że jesteśmy bliżej prawdy, bliżej pomników smoleńskich i bliżej rozliczeń. Natomiast uczestnicy kontrmanifestacji nie mają wątpliwości codo tego, że demokracji i prawa do zgromadzeń trzeba bronić.

Można powiedzieć, że widzieliśmy dzisiaj dwa świata. Zobaczyliśmy jak bardzo Polska jest podzielona. Dobrze, że dzisiaj nie doszło do żadnej konfrontacji. Kaczyńskiemu zaś wyczerpała się amunicja i nie miał w gruncie rzeczy nic do powiedzenia.

Foto: Twitter

Andrzej Jarmakowski

1 Komentarz

  1. Świetne zagranie z opuszczeniem placu Zamkowego przez kontrmanifestację zanim pojawiła się smoleńska “grupa modlitewna”, musiało być odnotowane w kolejnym bełkotliwym wystąpieniu jej przewodniczącego. Wszyscy udawali, że nic się nie stało i się cieszyli, całkiem nieżałobnie. Żałosne to widowisko było – za barierami blaszanymi “budującymi wspólnotę”. Podkreślam, że naprawdę niezależna prawda o katastrofie jest w Progresie. Można poczytać jako lekarstwo na zaraźliwą paranoję.

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: