Frank Spula po złej stronie mocy

4
75

Vader SpilaNigdy nie przywiązywałem żadnej wagi do tego co robił Kongres Polonii Amerykańskiej i Związek Narodowy Polski. Czas pokazał, że podobnie rozumował świat amerykańskiej polityki. Polonia jako grupa etniczna została całkowicie wyeliminowana z amerykańskiej polityki, w takim Chicago, nie znaczy zupełnie nic. Polacy stosunkowo łatwo integrują się z amerykańskim społeczeństwem. Wątpliwe, aby dostrzegali jakieś specyficzne interesy tak zwanej Polonii, wymagające specjalnej troski. Ludzie, którzy odnosili sukcesy uciekali, od Polonii jak najdalej to możliwe, uważając liderów organizacji za niespełna rozumu. Co było zresztą szczerą prawdą.

Dzisiaj politycy wpadną na chwilę na „Dzień Pulaskiego” do Muzeum Polskiego i mają tak zwaną Polonię odfajkowaną na cały rok.

Postrzegania Polonii, jako grupy nieobecnej w polityce amerykańskiej nie zmienił Frak Spula. Nie odciął się on od antysemickich wyskoków swojego poprzednika Edwarda Moskala, nie miał także odwagi przeprosić tych członków polonijnej społeczności, na których Moskal urządzał nagonkę i których skrzywdził. Przez wiele lat Spula nie wypowiadał się na tematy polityczne, co nie znaczy, że koncentrował się na działalności biznesowej Związku Narodowego Polskiego. Bank ZNP został przejęty przez firmę pożyczkową, co było ratunkiem przed bankructwem. Od dawna wiadomo o marnej, pogarszającej się kondycji finansowej ZNP, co jest naturalne i wynika z biologii. Nowi członkowie nie zapisują się do ZNP, zaś przeciętna wieku systematycznie rośnie, co powoduje konieczność wypłacania coraz większej ilości polis. ZNP pozbywa się majątku, sprzedaje posiadane nieruchomości. Na rynku usług finansowych także, w Chicago ZNP przegrał z Polsko-Słowiańską Unią Kredytową, która udanie weszła na rynek do Wietrznego Miasta.

ulotka_my_narod_druk_domowyW ostatnich latach słabła pozycja Spuli. W Kongresie zaczął przegrywać ze zwolennikami, pisowskiej ściemy propagandowej, czyli religii smoleńskiej. Wybrano mu wiceprezesów, zwolenników badań z wykorzystaniem parówkowych eksperymentów w mikrofali. Wydział stanowy KPA na stan Illinois utonął w sporach, oskarżeniach o wyborcze oszustwa i manipulacje, stając się organizacją o kabaretowym zabarwieniu.

Ratując swoją słabnącą pozycję Spula postanowił zostać koniunkturalistą. W Chicago mówi się, iż widząc, że Prawo i Sprawiedliwość teoretycznie dysponuje w Chicago znacznym poparciem, postanowił na tej fali pojechać, licząc że fala nacjonalistycznego uniesienia, poniesie go wysoko. Na stacji radiowej WPNA pojawiła się czarna, wręcz faszyzująca czarna sotnia. Obrażanie ludzie, fałszowanie rzeczywistości stało się nagminne i nie chodzi tylko o bełkotliwe słowotoki Jana Sordyla. Na naszym facebookowym profilu dzięki Piotrowi Dąbrowskiemu, udostępnione zostało audio z treścią audycji, gdzie mówi się o osobach zaangażowanych w KOD jako”koderastach”, lub „koderastkach”, natomiast o Lechu Wałęsie mówiono jako o agencie KGB. Stacja zamieniła się w Niagarę kłamstwa. Spula liczy, że jakoś w ten sposób, broniąc PiS uratuje swoją pozycję, może nawet zostanie bohaterem chicagowskiej, czarnej, polonijnej sotni. Czyni to jednak nieudolnie, Gdyż 1490 wyraźnie przegrywa konkurencyjną batalię z Polskim FM i radiem 1300, czyli dawniej 1030. Pasmo 1300 AM, merytorycznie o niebo lepsze od stacji związkowej, posiada, podobnie jak Polski FM znaczny zasięg, 1490 w konfrontacji z tym skazane jest na porażkę, zwłaszcza, że wielu członków polonijnej społeczności przeniosło się na stosunkowo dalekie przedmieścia Chicago, gdzie stacja 1490 AM w ogóle nie dochodzi.

1490 AM odbierane jest w starych polonijnych skupiskach, gdzie naszych rodaków coraz mniej. Symbolem tych zmian jest fakt, że słynne polonijne delikatesy pod Krową, przy Belmont i Lockwood staną się sklepem meksykańskim.

Andrzej Jarmakowski

Foto: www.deviantart.com

 

 

4 Komentarze

  1. Przecież radio 1490 AM, podobnie jak Budziki i inne Czasy Boga oddają umyslowy poziom Polonii. Przecietny Polonus wrzesczy w domu bije żonę i dzieci, zdradza ją dwa razy w tygodniu, po czym idzie do Kościoła, w tym czsasie zona puszcza się z proboszczem i tak Polonia sie kręci dalej.

  2. Panie Andrzeju, juz w pierwszym zdaniu pan klamie. Zyl pan z Moskala przez cala jego kadencje. Nawet po jego smierci martwilismy sie o czym pan bedzie teraz pisal i z czego pan bedzie zyl.
    Czasem pan napisal cos do rzeczy, ale tylko czasem. Wiekszosc pana wypocin ma na celu li tylko wsadzenie kija w mrowisko.

    Nic pan dobrego dla tej Polonii chicagowskiej nie zrobil. I nie zanosi sie na to, ze pan zrobi.

    A ma pan przeciez forum i moglby pan dazyc na nim do pogodzenia zwasnionych stron i wytlumaczyc ludziom w Chicago, ze nie ma zadnego znaczenia kto jest przy zlobie. Ani tu ani tam. Znaczenie ma tylko rodzina, osobisty sukces i realizowanie wlasnych ambicji. I dla ulatwienia osiagniecia szczescia, dobrze by bylo przypomniec masom dziesiec przykazan. I nie chodzi mi tu o kosciol, tylko o zwykla ludzka uczciwosc.

  3. Nie wiem i wcale nie jestem przekonany, czy Jarmakowski żył z Moskala czy nie. Chyba nie. Jego stosunek do działań KPA i ZNP był zawsze krytyczny, podobnie jak większości ludzi Pomostu. Jeżeli chodzi o Spulę, to Jarmakowski ma racje pisząc to, co pisze. Wszyscy po kolei prezesi ZNP i KPA traktowali dziennikarzy jako swoich podwładnych . Zawsze mieli głosić glorie prezesów. Nieomylnych i piastujących swoje synekury dożywotnio. Jak pamiętam, Jarmakowski trzeźwo podchodził do tych zagadnień “przywództwa polonijnego”. Widział przecież, będąc aktywnym działaczem Pomostu, jak KPA i ZNP paraliżowali akcje pomostowe.
    Nie do końca zgodziłbym się z “matką” ze stwierdzeniem, iż “tylko rodzina, osobisty sukces ….” itd jak powyżej. Nie, proszę pani. Pozostaje jeszcze idea, słuzba Polsce, dla wielu z nas służba Kościołowi. I także nie o zwykłą ludzka uczciwość chodzi, bo przeciecz ona obowiązuje moralnie każdego z nas i przestrzeganie jej nie jest specjalnym powodem do sławy. Prosze zapoznac sie z życiorysem Mochnackiego, Lelewela, Wybickiego, czy naszych Żołnierzy Wykletych. Oni akurat poswiecili to wszystko, co dla pani jest najważniejsze.
    Jarmakowskim nikt się nie przejmował, nikt się o niego nie troszczył, nikt się nie zastanawiał. z czego będzie żył i gdzie będzie pisał. Podobnie jak nie przejmowano się poetą Zbigniewem Chałką, kiedy to wyrzucono go z pracy w “Dzienniku Związkowym”, już chorego i bezradnego, a wspaniały p. Krawiec, dzisiaj biegający za ikonę dziennikarstwa wychodźczego, a wówczas pokorny lokaj władców ZNP – milczał. Za wyjątkiem protestów Edwarda Duszy z “Gwiazdy Polarnej” nikt nie stanął w obronie naszego poety., podobnie jak Związek w chwili strajku “Gwiazdy Polarnej” zawładniętej przez ubeków, nie stanął w obronie dziennikarzy, ale udzielił pomocy właścicielowi pisma Mroczykowi, o którym głośno już wtedy było, że służył komunie. Jak na ironię, kumplem Mroczyka był nie kto inny, jak Czuma, który oczywiście stał się dystrybutorem “Gwiazdy Polarnej” w Chicago. ZNP pomógł w czasie wspomnianego strajku wydać numer “Gwiazdy Polarnej” w Chicago. Niech “matka” nie opowiada bzdur, bo nigdy nie było żadnej troski o dziennikarzy wśród Polonii.
    Padło już na tym blogu wiele zarzutów, że jest taki a nie inny. Mnie się też wiele rzeczy tutaj nie podoba, zwłaszcza ton wypowiedzi i wyraźna jednostronność. Jeżeli chcemy mieć lepszy portal, to go załóżmy. Widzę, że Jarmakowski zamieszcza jednak wpisy, które mogą być nie po jego myśli. Najlepiej o tym świadczy wpis samej “matki”. Żałuje, że ci, którzy tak bardzo krytykują Jarmakowskiego pokątnie nie zabierają głosu i twierdzą, że gardzę nim i “nie odwiedzają” blogu. A wiem z autopsji, że doskonale są zorientowani, co zostało na “Progresie” umieszczone. Należy pamiętać, że każdy niezamieszczony wpis na “Progresie” może być umieszczony gdzie indziej. A dotąd tego nie dostrzegłem. A krytyczne wpisy, jak na przykład p. Jaruna pojawiają się, stanowiąc dla wielu z nas autentyczny głos z Polski. Bo jemu na czymś zależny i coś chce nam przekazać. W “Dzienniku Związkowym” to wszystko byłyby nie do pomyślenia.

  4. I dlatego mówi się, że na Progressie działa cenzura, za to w piśmie ZNP, “Dzienniku Związkowym” panuje pełna demokracja.Nawet odezwał się tam wolny głos z Polski. A za ile? Bo jak wiadomo, pismo związkowe, które ma ogromne sumy na wypłacanie pensji dożywotnim wodzom, nie ma grosza na honoraria dla polonijnych dziennikarzy, z wyjątkiem, oczywiście, tych stachanowców w rodzaju Hayduka, który pisze pod tyloma pseudonimami, że już nie może nawet sam ich spamiętać, chałturzy w sposób przerażający, ale jest dla Spuli wygodny, bo nigdy nie próbował dokonać najmniejszej oceny pisma i organizacji, którym bezkrytycznie od lat służy, zgarniając oczywiście za swoje płytkie i nudne teksty ogromną wierszówkę, za którą można by utrzymać spora grupę aktywnych dziennikarzy polonijnych.
    Tylko trudno ich będzie znaleźć, bo musieli oni szukać innych niż dziennikarstwo miejsc pracy, w fabrykach czy na kontraktowce. Za to mamy żądnego polonijnego grosza Rafała A. Ziemkiewicza, podobnie jak kiedyś mieliśmy potwornego grafomana, Stefana Niesiołowskiego w “Gwieździe Polarnej”, kumpla ubeka Mroczyka z fundacji “Solidarności’, krótkotrwałego “wydawcy-grabarza” tegoż pisma. Ziemkiewicz może nie wie o zasadach demokratycznych ZNP i panującej w “Dzienniku Związkowym” “wolności wypowiedzi”, i dlatego uwiarygodnia pismo tej instytucji swoim publicystycznym wkładem. A dziennikarze polonijni jakoś mu na to nie zwrócili uwagi. Innego niż niewiedza wytłumaczenia nie widzę, a nie chciałbym podejrzewać, że chodzi tylko o forsę, której tak naprawdę dla polonijnych dziennikarzy wszędzie brakuje. A może pan Ziemkiewicz pracuje pro bono publico? I nad tym wszystkim powinna się zastanowić przed ferowaniem wyroków najwyraźniej znająca sytuację polonijnych dziennikarzy pani “matka”…

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: