Jerzy Zelnik nie wystarczy

0
518

Jan Pietrzak nie zastąpi Wojciecha Młynarskiego. Z tego samego powodu Wojciech Sumliński nie osiągnie literackiego kalibru Olgi Tokarczuk. Antoni Krauze nie zajmie miejsca po Andrzeju Wajdzie. Nawet wtedy, kiedy władza zadekretuje te roszady, pokryje je lukrem i oblepi pieniędzmi. Nikt tego nie kupi.

Inwazja we wszystkie sfery życia publicznego to imperatyw autorytarnej władzy. Ale transformacji kulturowej nie można przeprowadzić środkami administracyjnymi. Chyba, że państwo polskie, za przykładem Turcji, przemorfuje w dyktaturę. Nasilający się autorytaryzm rządu wyklucza cierpliwość i dialog, a narzuca rozwiązania siłowe. Także w polityce kulturalnej. Ale takie posunięcia budzą ogromny sprzeciw narodu i krytykę demokratycznego świata.

PIS potrzebuje elit artystycznych oraz intelektualistów, którzy mogliby przekonać naród do nowych estetycznych standardów. Rząd posiada środki na ten cel, ale nie ma po swojej stronie wybitnych twórców. Jako konsekwencja – nie ma też widowni. Masowy konsument nowej sztuki – pomimo, że istnieją programy zachęcające do prokreacji – jeszcze się nie narodził.

Jarosławowi Kaczyńskiemu bardzo zależy, aby artyści i akademicy wsparli władzę. Gdyby do tego doszło, powstałe wrażenie konsensusu i stabilizacji rząd mógłby wykorzystać jako przyzwolenie do kontynuowania rewolucji. PIS potrzebuje zaledwie kilka znanych osobowości. Nie, że wszystkich. Oczywiście, rząd będzie wdzięczny; dla właściwych ludzi są przewidziane granty, stanowiska i ponętne role. Przynęta ta jednak od samego początku brzydko pachnie.

PIS nie doczekał się takiego hołdu. Nie ma chętnych. Ci, którzy mogliby to uczynić, albo nawet próbowali, nie posiadają wystarczającego prestiżu. Jerzy Zelnik i Magdalena Ogórek nie wystarczą.

Świat kultury i sztuki (również nauki) to obecnie najsilniejsza opozycja w Polsce. Być może jest tak dlatego, że słabe PO i Nowoczesna pozostawiły próżnię i wolną przestrzeń dla aktywności obywatelskiej. Marsze i pochody mają ogrome znaczenie, ale ich najsilniejszym napędem jest świat polskiej kultury i nauki. A to oznacza, że opór społeczeństwa ma bardziej narodowy charakter niż polityczny. Dla PIS to duży kłopot.

Ogromna w tym zasługa odważnych aktorów, pisarzy, publicystów, reżyserów i akademików, którzy stanowczo, i co ważne – imiennie, sprzeciwiają się nie tylko interwencyjnej polityce kulturalnej, promującej wulgaryzm, agresję i pospolitość, ale również wizji rządu. Gdy Agnieszka Holland, czy Krystyna Janda, namawia publicznie do uczestnictwa w marszach antyrządowych, a znani aktorzy czytają fragmenty konstytucji, to obrazy takie mają głębokie znaczenie dla zwykłego obywatela. Wskazują bowiem na zagrożenia dla wspólnoty kulturowej, która dla narodu jest zawsze cenniejsza niż polityczne wizje i ideologiczne obsesje.

tekst ukazał się również na portalu studioopinii.pl

Dariusz Wiśniewski

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: