Katastrofa w amerykańskiej polityce zagranicznej

0
582

Od jakiegoś czasu, polityka zagraniczna prowadzona przez prezydenta Donalda Trumpa stała się katastrofą totalną. Prezydent poleciał na szczyt G-7, ale postawą swoja spowodował, iż szczyt w praktyce zamienił się w G-6. Lider Ameryki nie uczestniczył w wielu ważnych dyskusjach, trwających w trakcie szczytu. Donald Trump wyskoczył jak przysłowiowy „Filip z konopi”, ogłaszając, iż jego zdaniem Rosja powinna uczestniczyć w tych spotkaniach. Żaden z zaskoczonych liderów wchodzących w skład G-7 nie poparł tego postulatu. Podkreślono, że obecna polityka Rosji nie stwarza możliwości powrotu Rosji do grona przywódców, skupiających największe potęgi przemysłowe świata.

Rosję wykluczono z G-7 po  aneksji Krymu. Rosja nadal prowadzi wojnę na Ukrainie, okupując  znaczna część kraju.

Ponadto Rosja uczestniczyła w działaniach niszczących demokrację w państwach Zachodu. W takiej sytuacji nie ma możliwości, aby Rosja powróciła do G-7. To oczywiste. Prezydenta skrytykowało wielu republikanów, wymowne oświadczenie opublikował senator John McCain, wskazując na powody, dla których Rosja obecnie nie może być dopuszczona do tego ekskluzywnego grona. Rosja może tam w każdej chwili wrócić, ale jak zmieni swoją politykę. Czy oznacza to strategiczną zmianę w polityce amerykańskiej?

Osamotnienie prezydenta w tej kwestii w Kanadzie było bardzo wymowne. Tak jak w sprawie taryf celnych. Prezydent zresztą nie będzie do końca szczytu, opuści je jako pierwszy, gdyż udaje się do Singapuru na spotkanie z Kim Dzong Unem. Prezydenta nie będzie podczas ogłoszenia końcowego komunikatu, jak i podczas  końcowych konferencji prasowych. Prezydent USA nie weźmie udziału w debacie poświęconej Oceanom.  Coraz większa ilość śmieci w oceanach staje się wielkim palącym problemem. W tej i w innych ważnych kwestiach Ameryka nie istnieje.

Wylot prezydenta do Kanady poprzedziła ostra polemika z prezydentem Francji, na twitterze dotyczącej wolnego handlu i taryf celnych. Prezydent skarżył się, że Unia Europejska, Kanada, w handlu źle traktują Amerykę.

W praktyce patrząc na przebieg szczytu, na osamotnienie Ameryki, czy to w sprawie Rosji, czy handlu, można powiedzieć, iż G-7 zamieniło się w G-6, Ameryka zaś sama zaś wykluczyła się z tego grona.

Kim ograł Trumpa jak dziecko

W czasie kiedy przywódcy G-6 być może zastanawiać będą się, co począć z dziwakiem rządzącym Stanami Zjednoczonymi, czy i w ogóle czy z nim rozmawiać, prezydent Trump, jak niegdyś inni przywódcy,  lecieć będzie na spotkanie ze współczesnym Breżniewem, czyli liderem, całkowicie odseparowanej od świata, umęczonej Korei Północnej. Przywódca tego państwa wymordował setki tysięcy swoich rodaków, za pomocą działka przeciwlotniczego rozstrzeliwał nawet członków swojej rodziny, posądzając ich o zbyt bliskie kontakty z Chinami, które mogłyby dokonać zamachu stanu.

Ten podły, notoryczny morderca, stanie z prezydentem USA, niemal jak równy z równym. Kim wie jedno. W grze będzie tak długo, jak posiada broń jądrową. Dlatego może zniszczyć podziemny poligon, broń zaś doskonalić w taki sam sposób jak Indie i Pakistan, na przykład.  Do tego żadne podziemne eksplozje dzisiaj nie są potrzebne.

Kim w gruncie rzeczy nie robiąc nic, może w przypływie dobrego humoru zwalniając kilku więźniów, obiecać wszystko. Byle tylko w zanadrzu mieć następny szczyt, a przede wszystkim doprowadzić do poluzowania sankcji gospodarczych.  Kim rozbudzać będzie ego amerykańskiego prezydenta, może nawet Nobla mu obieca, albo inne Niderlandy.  Kim ponadto ma jedną zasadniczą przewagę nad Trumpem.To on kontrolować będzie przekaz jaki popłynie do Korei Północnej.  Spotkanie to umocnić może tam, u siebie w domu  jego pozycję. Wyjdzie zupełnie na odwrót, niż miało to być. Oczywiście o żadnej denukleryzacji  Korei Północnej, nikt już nie mówi.

Foto: Climate Change The New Economy

Andrzej Jarmakowski

Foto: @News 6

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: