Ku pamięci amerykańskiego żołnierza wyklętego Franka Wisnera

0
245

Polska Prawica dokonała zboru pamięci o żołnierzach antykomunistycznego podziemia. W kraju, gdzie wypaczana, fałszowana historia, służy jako pałka do okładania swoich przeciwników,  mit żołnierzy wyklętych służyć ma za  spoiwo dla narodu, budować jego nową, pisowską tożsamość.  Żołnierze Wyklęci, jak się ich nazywa mają,również  pełnić rolę Ojców Założycieli wolnej Ojczyzny.  Przez Polskę suną jakieś pochody, trwają pseudo rekontrukcje historyczne i inne dziwaczne widowiska. Niektórzy ulegający tej propagandzie pewnie więcej wiedzą o jakimś Łupaszce niż generale Roweckim. To postawienie historii na głowie.Można odnieść wrażenie, że skoro skrajnej polskiej prawicy nie udało się przejąć pamięci oraz kultu Powstania Warszawskiego, postanowili stworzyć swój panteon bohaterów, nie ważne, że mamy do czynienia często ze zwykłymi bandziorami.

Pracownicy amerykańskiego wywiadu uważnie obserwowali jak Związek Sowiecki likwiduje niezależność państw podbitych. Podobne reporty płynęły z Warszawy, Bukaresztu, Pragi i innych podbitych stolic. W odtajnionym już raporcie oficera wywiadu, będącym analizą sytuacji w Polsce,  z połowy lipca 1946 roku czytaliśmy między innymi:

„Wielu Polaków, sympatyzuje z partyzantami, aczkolwiek, krytykuje ich działania, ponieważ powodują one jedynie bezsensowny rozlew krwi, z walk nie wynika nic pozytywnego. Wielu moich rozmów wskazywało, iż stanowią one pretekst do represji całych wsi.

Trudno określić, kim są ludzie lasu. Jedni chcą uciec przed władzą, represje władzy wypychają ich do lasu, a inni idą do lasu dla przygody i zwykłej awantury. Są tacy, którzy robią to dla zysków. Są to zdemoralizowane wojną jednostki, działające tylko we własnym interesie.
– Wśród polskich partyzantów jest też szereg band o charakterze czysto rozbójniczym.
Większość tych pseudopartyzanckich band, które choć deklarują się jako zwolennicy tego, czy innego ruchu antyrządowego, to należy je traktować jako zwykłe grupy bandyckie bez żadnych celów politycznych. (…) Polski rząd w Londynie – pisał oficer, dawno już utracił wpływ na leśne bandy. Wśród band nie ma dyscypliny wojskowej, rozmaici watażkowie terroryzują okolice, w których działają, samemu wymierzając sprawiedliwość.

– […] wielu Polaków, z którymi rozmawiałem doszło do wniosku, że partyzanci walczą na marne. Jedyną ich nadzieją jest wybuch III wojny światowej, czyli wojny nas z Sowietami, do czego nas bardzo namawiają.
– “… kontynuując swoją bezsensowną walkę, jedynie pogarszają sytuację materialną kraju, powodują zbędny rozlew krwi i dają rządowi podstawę do jeszcze silniejszych represji”.

Oficer zauważa, iż od wiosny 1946 roku oddziały radykalnie się kurczą, wielu wraca do normalnego życia”.

Jak widać oficer CIA nie miał zbyt dobrego zdania o Ojcach Założycielach nowego polskiego patriotyzmu. Zresztą te amerykańskie dokumenty są ciekawe. Nie pisali ich bezduszni, bezmyślni oficerowie. Na przykład proponowali pomoc w przerzuceniu na Zachód osób, które w Polsce skazane były na śmierć. Z raportów wynika doskonałe odczytanie intencji Sowietów, stąd propozycja pomocy w organizacji wyjazdu generała Nila, czy Pileckiego. Generał ‘Nil” odmówił wyjazdu.  Pilecki również. Czy był sens, aby tak wybitne jednostki pozostawały w kraju, tylko po to, aby bohatersko zawisnąć na szubienicy?  A mogły przydać się na Zachodzie. Oj mogły, nawet czekano na nie.

Frank Wisner

Wśród autorów raportów o sytuacji na terenach podbitych, znajdowały się jednostki wybitne, które miały swój wpływ na bieg historii. W Bukareszcie znakomite analizy, opisujące jak powstaje totalitarne państwo, pisał Frank Wisner. Po powrocie do USA, zastanawiał się jak można pomóc Rumunom, Czechom, Polakom.   Amerykanie, to szlachetni ludzie, więc musieli coś zrobić. Tak też sądził pułkownik „Dziki Bill”  Donovan, szef CIA, chodzący po Waszyngtonie w swoim słynnym mundurze, który nigdy nie widział żelazka.  Donovan postanowił działać. W celu wspomożenia narodów Europy Wschodniej powołano do życia teoretycznie podległe Departamentowi Stanu „Biuro Koordynacji Polityki”. „Office of Policy Coordination”.  Status Biura, którego Wisner został szefem, był bardzo niejasny.  W 1949 roku Wisner miał już na etacie 302 ludzi i 4.7 miliona rocznego budżetu. W 1952 roku Wisner miał już 2812 pracowników i 82 miliony rocznego budżetu. Była to połowa budżetu całego CIA.  Cała operacja zakończyła się katastrofą, pewnie również dlatego, że Wisner nie otrzymał odpowiedniego wsparcia, padł ofiarą prowokacji ze strony UB.  Być może kiedyś opiszemy tę historię. Wisner prosił, aby  przysłano mu kogoś z Polski, znającego powojenne realia. Przydałby się ktoś taki jak generał „Nil”, czy Pilecki. Postacie te mogły spowodować, że operacja Wisnera miałaby większy sens.  Kult żołnierzy wyklętych zbyt często utożsamiany jest z mało sensowną bohaterszczyzną.

Wisner odwiedził Chicago, namówił grupę polskich kombatantów, aby stworzyli w Niemczech coś w rodzaju zalążku polskich sił zbrojnych. Formalnie była to służba wartownicza, ale Wisner tę formację widział jako zalążek tych, którzy tworzyć będą zręby nowej, wolnej od Sowietów Polski. Wisner był takim amerykańskim żołnierzem wyklętym.  Nie mógł znieść upadku Powstania Węgierskiego i tego, że Zachód nie pomógł Budapesztowi, żył z ogromnym poczuciem winy. Nie wytrzymał ciśnienia i w 1965 roku strzelił sobie w łeb.   Tragizm jego losów łączy go z żołnierzami antykomunistycznego podziemia. W dniu Żołnierzy Wyklętych pamiętajmy o tym, dzielnym szlachetnym oficerze, który chciał uwolnić Europę od komunizmu, choć mu się nie udało, zasłużył na nasz szacunek i pamięć.

Frank Wisner Foto: The McClaughry’s Blog – WordPress.com

 

 

Foto: Polskie Radio

Andrzej Jarmakowski

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: