Lejeune genetyk w drodze na ołtarze

8
292

Dopiero opublikowałem artykuł o dzieciach nienarodzonych z rozważaniami na temat ubliżania zażyciowców wszystkim od morderców. Tym razem zostałem pouczony za pomocą cytatów z katechizmu (podobno), gdzie indoktrynuje się dzieci na całego wg Hieronima Lejeune’a, francuskiego genetyka. Zrozumiałem jeszcze więcej na temat sposobu manipulowania ludźmi przez naukowca owładniętego myślą religijną. Zupełnie jakby nie było innych problemów na świecie, których rozwiązywania, także przez Kościół, szwankuje.

W katechizmie wydrukowano tak (opublikowano na fb):

Przeciwne naturze ludzkiej są:

  • antykoncepcja oznacza miłość bez dziecka
  • zapłodnienie in vitro oznacza dziecko bez miłości
  • aborcja jest zabijaniem dzieci
  • pornografia jest zabijaniem miłości

    (Jerome Lejeune; Etyka i genetyka)

Wymienione hasła są po prostu śmieszne, ale jednocześnie groźne. Bo wciskają młodzieży nieprawdę i przeinaczenia sprowadzone do prostackich wręcz stwierdzeń. Problemy nie są takie proste i naprawdę jest porażające to, że do tego używa się dzieł naukowca, który nie zauważył, że jednak nauka to nie religia. Ta naukę zastępowała w czasie, gdy jej nie było. Odegrała ważną rolę w tworzeniu i rozwoju społeczeństw. Niestety, nie tylko pozytywną. Spełnia ona też rolę tradycji. Na pewno jednak jest absurdalne manipulowanie religijne nauką.

Rzucanie hasła o antykoncepcji-miłości bez dziecka jest bardzo smutnym sprymityzowaniem bardzo poważnego zjawiska. Nie jest nigdzie powiedziane, że stosunek fizyczny musi się łączyć z miłością, a tym bardziej z poczęciem dziecka. Kto zna historię relacji męsko-żeńskich, w tym zwierzęcych ten musi wiedzieć jak to bywa i kiedy rodzą się małe, czyli dzieci. Miłość nie przychodzi na zawołanie i nie jest ona trwale związana z rodzeniem dzieci. Mechanizmy sterownicze mają jedynie zapewnić przyciąganie się płci. W przypadku człowieka są one weryfikowane przez jego inteligencję.

Zapłodnienie in vitro nie oznacza poczęcia dziecka bez miłości. Procedura odbywa się właśnie wtedy, gdy ludzie się kochają, a nie mogą mieć dzieci. Proste rozwiązania im proponowane – że mogą adoptować sieroty po innych ludziach naprawdę nie są proste. Jak wiadomo wiele gatunków pilnuje jedynie swojego potomstwa. Adoptowanie dzieci jest oczywiście działaniem słusznym, choć obarczonym ryzykiem. Wynikać ono jednak powinno z samodzielnych przemyśleń, a nie z nakazów postronnych. Trzeba propagować tego typu działania, ale nie można mieć pretensji za odrzucenie tej opcji. Zapłodnienie in vitro ma oczywiście swoje uwarunkowania. Przede wszystkim trzeba myśleć, czy tą drogą nie przenosi się wad genetycznych. Absurdalne jest też przechowywanie zamrożonych niewykorzystanych zarodków. Trzeba zawsze pamiętać, że rozród w przyrodzie oznacza też ginięcie nawet zapłodnionych komórek. Jest to dokładnie już opisane. Chodzi o liczność okazji, a nie o rozważania, że to może być dorosły osobnik…

Bzdurne jest stwierdzenie o tym, że aborcja jest zabijaniem dzieci. Opisałem ten problem w poprzednim artykule. Naprawdę nie można podchodzić do sprawy tak prymitywnie, lekceważąc już żyjące osoby. Oczywiście trzeba zwalczać aborcje, ale na poziomie podnoszenia świadomości i odwodzenia od zachowań nonszalanckich. Problem jest naprawdę poważny.

Szczytem wszystkiego jest wmawianie młodzieży, że problem pornografii sprowadza się do tego, że jest ona zabijaniem miłości. Wcale nie musi. Natomiast młodzież nie powinna zaznajamiać się z tematem od tej strony. Ale też wymaga budowy postaw moralnych, a nie pisania tego typu hasełek. Ci, którzy powtarzają pojęcia takie jak miłość (bliźniego) czy miłosierdzie, jednocześnie z upodobaniem oddając się różnego rodzaju agresji. Wręcz nakręcaniu wstecznej roli religii.

Miłość nie polega na wymuszaniu na innych swoich poglądów, także grubym słowem i tego typu regulacjami prawnymi. Miłość polega na zrozumieniu drugiego człowieka, pomocy mu czy pokoju… Na budowie odpowiednich mechanizmów, które naturalną drogą zwiększą ilość zachowań właściwych.

Cytowanie Biblii, jako jedynego dzieła normatywnego jest dziś ahistoryczne. Jasne, że odegrało ono wielką rolę, jak same religie, jednak dziś mają inne znaczenie i trzeba to rozumieć. Biblia była pisana gdy były zupełnie inne warunki. Wiedza, prócz naturalnej, była właściwie żadna i możliwości sterowania społeczeństwem inne.

Otóż problem dzieci nienarodzonych, czyli zarodków uczłowieczonych unaukowił francuski genetyk Hieronim (Jerome) Lejeune, który do tego, przez Wandę Półtawską, przyjaciółkę papieża dotarł do Jana Pawła II na samym początku pontyfikatu. Zjedli obiad tuż przed zamachem na życie Papieża.

Tymczasem współcześni etycy, nie ukierunkowani religijnie nie widzą nic złego w przerywaniu ciąży. Jak wiadomo nie jest to tak proste, bo przecież potem można utracić możność mieć dzieci, ale tak jest. Jedni uważają, że nie ma obowiązku udostępniania ciała przez kobietę w dowolnym momencie i na długi czas oraz konieczności zupełnej zmiany życia potem. Inni twierdzą, że moment uzyskania statusu człowieka jest późniejszy niż zapłodnienie. Aborcja przed uzyskaniem zdolności odczuwania nie krzywdzi nikogo i jest dopuszczalna nawet z „bardzo błahych powodów”.

Są też postawy skrajne – że życie zaczyna się od momentu urodzin, a nie poczęcia (Canadian Medical Association) . Warto tu przytoczyć sprawę astrologii, gdzie czas życia i charakter człowieka liczy się właśnie od momentu narodzin. Znany jest problem z podwójną datą urodzenia Fryderyka Chopina (22 lutego czy 1 marca). Wg polskiego astrologa na pewno urodził się 22 lutego, bo inaczej nie byłby tego typu geniuszem ani nie byłby w takim związku jak z George Sand. Tyle, że tu chodzi o chwilę opuszczenia ekranu ciała kobiety, który rzeczywiście może dawać takie skutki. Zresztą posługujemy się właśnie tą datą urodzenia. Nie wiemy co było przedtem jeśli ktoś nam nie powie. Oczywiście moment narodzin jest na pewno ważny, ale przecież wiadomo, że życie zaczyna się od zapłodnienia, o czym pisałem i o czym pisał Lejeune, jak o jakimś odkryciu. Tylko ja twierdzę, że nie wynika z tego konieczność brutalnego traktowania kobiet jako inkubatorów, a Lejeune – wywodzi z tego faktu pewność, że trzeba je tak traktować. Trzeba się cieszyć, że „Bóg” złapał je na lasso. Zresztą są kobiety, które tak myślą. Na przykład żona Lejeune’a – Birthe czy „ekspertka” rządowa Urszula Dudziak, która potrafi twierdzić, że antykoncepcja prowadzi do zdrady i uzależnienia od seksu oraz umniejszenia własnej godności.

Skąd to się wszystko bierze? Już pobieżne zapoznanie się z propagandą religijną w tym zakresie przyniosło np. informację o Modlitewniku, którego okładkę pokazuję. Jest tam pomieszana z hasłami propagandowo-religijnymi reklama handlowa. „Bóg obiecał cuda przez modlitwę. Błagania o miłość, błagania o życie wysłucha na pewno. Pilnie potrzebna jest wielka modlitwa za życie – Modlitewnik to odpowiedź na ten apel św. Jana Pawła II”. Do tego hasło: „Jezu, ufam Tobie Tobie, który jesteś Dawca życia i Zwycięzcą śmierci, Tobie, który jesteś Królem Miłosierdzia”. Jan Paweł II jest tu tylko ozdobnikiem, Jezus nie jest dawcą życia, ani zwycięzcą śmierci, a modlitwa za życie („wołanie o miłość”) interesuje się tylko obsesją, żeby nie było aborcji, a nie życiem w ogóle.

„Wielkie cuda!… Dziś musimy prosić o kolejny cud. Bardzo podstawowy – by ludzie znów zaczęli szanować życie człowieka. Nie bali się życia, nie widzieli w nim zagrożenia, lecz szansę na miłość. Taką stałą modlitwę umożliwi Modlitewnik obrońcy życia. Włącz się w modlitwę, prośmy razem o cud”…. I dalej „Dziś z obrony życia musisz się tłumaczyć. Przed sądem, gdy nazywasz aborcje zabójstwem. Przed ONZ-em, który chce zlikwidować okna życia, podczas gdy w ramach pomocy humanitarnej oferuje, a nawet nakazuje się biednym krajom dostęp do aborcji. Matki sądzą lekarzy za to, że ich chore dziecko się urodziło”. Naprawdę pokrętny to zestaw „argumentów”. Cudami wielkimi i szansą na miłość mają być chore dzieci, których potrzeba coraz więcej! Po prostu ludzie mają zgłupieć i czekać na to, co się stanie. W tym celu prowadzi się agresywną propagandę np. przez wystawę pro-life w Parlamencie Europejskim w Brukseli: „Krótka historia o tym dlaczego życie jest dobre”. Kilkanaście plansz przedstawiające wszystkie etapy życia ludzkiego z humorystycznymi komentarzami „podkreślającymi radość życia ludzkiego” napisane przez Stowarzyszenie Obrońców Życia Człowieka. Wystawa została przygotowana pod mecenatem Marka Jurka została opracowana przez polskich członków Europejskiej Federacji dla Życia i Godności Człowieka ONE OF US: Fundację JEDEN Z NAS oraz Polskie Stowarzyszenie Obrońców Życia Człowieka. „Wystawa mówi o tym, że życie może być piękne i owocne, niezależnie od kondycji człowieka, od jego wieku, zdrowia, urody, zasobności” – podkreśla autorka. Trzeba być chorym uratowanym, żeby była mowa o godności i pięknie życia? Cokolwiek to pokrętne!

Każde ludzkie zadanie, aby osiągnęło swój cel, musi znaleźć oparcie w modlitwie – św. Jan Paweł II

Nasz święty papież jest tu swego rodzaju kwiatkiem do kożucha. Poza tym każą pojednać się przed Bożym Narodzeniem. Do tego mało kto się nie garnie. Za to Lejeune ma dołączyć do Jana Pawła jako święty….

RAFAŁ WODZICKI, ekspert eksploatacji

8 Komentarze

  1. “”””Cytowanie Biblii, jako jedynego dzieła normatywnego jest dziś ahistoryczne. Jasne, że odegrało ono wielką rolę, jak same religie, jednak dziś mają inne znaczenie i trzeba to rozumieć. Biblia była pisana gdy były zupełnie inne warunki. Wiedza, prócz naturalnej, była właściwie żadna i możliwości sterowania społeczeństwem inne.”

    Czy istnieje jakiś konkretny dowód na poparcie powyższych hipotez?
    Bynajmniej.
    Krytyka to w najlepszym wypadku spekulacje i przypuszczenia — coś, co zawsze można zmodyfikować lub podważyć i zastąpić czymś innym. To gimnastyka intelektualna, obciążona bagażem wszelkich wątpliwości i domysłów, nierozerwalnie związanych z tego rodzaju zabawą.
    W szczególności o wyższej krytyce Biblii można śmiało powiedzieć, że są to zwykłe spekulacje i przypuszczenia.
    Juz wieku XVII i XVIII nieomal powszechna wiara w Biblię padła ofiarą przewartościowania poglądów. Zaczęły się szerzyć sceptycyzm i wolnomyślicielstwo. Podawano w wątpliwość dotychczasowe formy sprawowania władzy, systemy ekonomiczne, wiedzę o przyrodzie, religię — słowem wszystko.
    Ale epoka uwalniania się od wpływów kościoła przyniosła także sporo odkryć naukowych. Niektóre z nich były zgodne z Biblią, inne zdawały się jej zaprzeczać. Stąd w mniemaniu wielu ludzi z Autorem art. łącznie księga ta stała się przeżytkiem. W połowie XIX wieku utwierdziło ich w tym przekonaniu spopularyzowanie teorii ewolucji, która zdecydowanie zaprzecza sprawozdaniu o stwarzaniu, zamieszczonemu w Księdze Rodzaju. Koncepcji tej skwapliwie uchwycili się liczni naukowcy oraz zwolennicy wyższej krytyki biblijnej. Dziś akceptuje ją również większość duchownych, a w szkołach przedstawia się ją jako fakt.
    Czy to wszystko znaczy, że nauka zdołała podważyć wiarogodność Biblii?
    Albo czy krytyka wyższa istotnie dowiodła, że Biblia nie jest Słowem Bożym?
    Że jest przestarzała i nieaktualna w obecnych czasach?
    A co można powiedzieć o twierdzeniu, jakoby nauka już wykazała, iż Biblii nie można wierzyć?
    Prawda jest taka, że gdy Pismo Święte porusza zagadnienia obecnie zaliczane do naukowych, zawarte w nim wyjaśnienia najczęściej nie są sprzeczne z tym, co podają współcześni naukowcy.

    • Artykuł ten nie jest o Biblii. Jest ona wspomniana dlatego, że jest używana do terroryzowania ludzi w sprawach ważnych. Rozważania powyższe jakby chciały umocnić znaczenie Biblii jako rzeczy właściwie równorzędnej, a właściwie ważniejszej niż nauka, bo to Słowo Boże, a krytyka nie udowodniła, że tak nie jest. Na takie dictum, co można powiedzieć – jak i na stwierdzenie, że także autor uważa (ja), że to przeżytek? Jest oczywiste, że gdy nie było nauki powstawały różne systemy wiedzy i co wybitniejsi (zawsze tacy byli) starali się ją przekazywać następnym pokoleniom. Starali się też ją poprawiać w miarę nabierania wiedzy, ale także z innych powodów. W żadnym wypadku nie można powiedzieć, że raz napisana rzecz jest wieczna. nawet rzeczy naukowe podlegają wiecznej dyskusji, bo inaczej to nie nauka. Ja wielokrotnie pisałem, że Biblia, kościoły czy inne teksty religijne wprowadzały wiele norm społecznych, ale dziś jest wiele lepszych źródeł wiedzy. Zawsze chodzi zresztą o inżynierię eksploatacji, która dotyczy każdego zjawiska. A dziś opieranie się na Biblii oznacza obniżanie poziomy, czyli jakości procesów. Na pewno dziś są inne warunki niż kilka tysięcy lat temu. Słowo honoru współczesnego naukowca. Przypominam: tekst nie jest o Biblii….

  2. ””Jest ona wspomniana dlatego, że jest używana do terroryzowania ludzi w sprawach ważnych.””
    To bardzo odważna hipoteza!

    Kiedy zaczyna się życie człowieka?
    Dzień 21 września 1989 był niezwykły dla Piątego Sądu Okręgowego Stanu Tennessee w USA. Tego dnia wydano postanowienie w sporze o opiekę nad siedmioma „zamrożonymi” zarodkami. Sąd musiał orzec, które z rozwodzących się rodziców ma do niej prawo. Jednakże najpierw konieczne było rozstrzygnięcie innej kwestii: Czy zarodki należy traktować jako przedmiot własności, czy jako istnienia ludzkie?
    Profesor Jerome Lejeune z Paryża, światowej sławy genetyk, oświadczył przed sądem, że każdy człowiek ma niepowtarzalny początek, który następuje w momencie zapłodnienia, i że „człowiek staje się człowiekiem w chwili poczęcia”. Innymi słowy, od powstania zygoty zarodki są — jak powiedział sądowi — „maleńkimi istnieniami ludzkimi”!.
    Na pytanie, czy jego zdaniem zygocie powinno się przyznawać te same prawa, co osobie dorosłej, dr Lejeune odparł: „Tego panu nie powiem, ponieważ nie mnie o tym decydować. Powiem, że jest to istnienie ludzkie, a zadaniem sądu jest orzec, czy ma ono takie same prawa jak inne istnienia ludzkie. Jeżeli robi pan różnicę między istnieniami ludzkimi, to powinien pan sam dowieść, że ma do tego słuszne powody. Ale jeśli pyta mnie pan jako genetyka, czy to istnienie ludzkie jest człowiekiem, odpowiem twierdząco, ponieważ jest to istnienie i ma naturę ludzką”.
    Opierając się głównie na niepodważalnym świadectwie doktora Lejeune’a, sąd sformułował godne uwagi wnioski. Oto trzy z nich:
    □ „Komórki zarodka ludzkiego są od chwili zapłodnienia w najwyższym stopniu zróżnicowane, niepowtarzalne i wyspecjalizowane”.
    □ „Zarodki ludzkie nie są przedmiotem własności”.
    □ „Życie ludzkie rozpoczyna się w chwili poczęcia”.

    Biblia zgodnie z prawdą podaje, że ‛wszystkie cząstki’ ludzkiego zarodka są ‛zapisane’ Psalm 139:13-16. Mózg, serce, płuca i oczy — zarówno te, jak i wszystkie inne części ciała są ‛zapisane’ w kodzie genetycznym zapłodnionego jaja w łonie matki.
    W kodzie tym są zawarte wewnętrzne rozkłady czasu pojawiania się tych części w odpowiedniej kolejności. Fakt ten został odnotowany w Biblii prawie 3000 lat przed odkryciem kodu genetycznego przez dzisiejszych naukowców.
    Czy to ‘biblijny terroryzm’ czy raczej wiarogodne informacje, które nie zaprzeczają obecnej nauce, podane tysiące lat przed obecnymi badaniami i naukowymi odkryciami?

    • Widzę, że chodzi o propagandę i to naciąganą. Jest oczywiste, że wszystkie cząstki są zapisane w kodzie DNA i życie zaczyna się od zapłodnienia. I tym też jest w tekście. Próby wymuszenia poglądów religijnych, wobec niereligijnych skazane są na niepowodzenie. Budzą wręcz zniecierpliwienie. Trudno prowadzić dyskusję z tego typu manipulacją. Próbą zagadania. Życie nie ma więcej wspólnego z religiami niż to, że zostały one zbudowane w miarę rozwoju ludzkie inteligencji. Podlegają także manipulacją o są przyczyną terroryzmu. Biblia, religie w ogóle są ważnymi elementami kultury, ale wpieranie, że to z tego ma wynikać zachowanie wszystkich ludzi jest absurdalne. Nawet, że każdy musi kierować się religijnym naukowcem Lejeunem, który udaje, że nie wie, że ryby, traktowane jako towar masowy mają dokładnie tak samo (życie zaczyna się od poczęcia) i zdychają w pojemnikach posypywane lodem. Zamrażanie zarodków jest zresztą idiotyzmem, a sąd nie powinien się kierować Biblią. Myślę, że religijni ludzie mogliby bardziej zadbać o to, by ich religia nie była przyczyną gwałtu na innych. Jakoś tym się nie zajmują. Ja napisałem to w oparciu o wiedzę systemową, z która trudno dyskutować cytatami z psalmów. Trudno w ogóle weryfikować odnotowania sprzed 3000 lat.

  3. „Widzę, że chodzi o propagandę i to naciąganą.”
    Umysł przyjmujący każdą informację przypomina rurę, którą płynie wszystko, nie wyłączając ścieków. Chyba nikt by nie chciał w ten sposób zatruwać swego umysłu, prawda?
    Pomińmy zatem opisanego powyżej genetyka i epizod sądowy z jego życia, który jest faktem niezaprzeczalnym.
    Nie wnikajmy z jakich powodów Kościół czasami może powołać się na badania tego człowieka i w jakim celu to robi.
    Nie dyskutujmy też o Biblii, moralności, miłości, wierze i postawach ludzkich bo wszystkie te rzeczy w/g Autora narażają nas na ‘obniżenie poziomu czyli jakości procesów’. Cytuję:
    „” A dziś opieranie się na Biblii oznacza obniżanie poziomu, czyli jakości procesów””
    W takim razie o czym mamy porozmawiać?
    Na czym się oprzeć?
    Czy ‘przyklepnąć’ z radością, zaufaniem i bezkrytycznie tezy postawione przez Autora i wywiedzione w artykule?
    No to by była dopiero manipulacja! Świadcząca o naszym braku zdrowego rozsądku i spojrzenia na wywód z pozycji petenta.
    Wraz z postępem w dziedzinie środków upowszechniania informacji, takich jak prasa, radio, telewizja, telefon czy Internet, niesłychanie wzmógł się napływ doniesień oddziałujących na naszą wyobraźnię. Następstwem tego jest istny zalew informacji docierających ze wszystkich stron. Powstaje presja, na którą wielu ludzi reaguje szybszym przyswajaniem wiadomości, niestety bez głębszej analizy i bez zastrzeżeń.
    Niektórzy kochają się w takim bezkrytycyzmie lansującym własne poglądy i idee a mającym na celu eliminację racjonalnego myślenia. W tym celu rozbudzają emocje, żerują na ludzkich obawach, wykorzystują dwuznaczność słów oraz naginają prawa logiki a historia dowodzi wielkiej skuteczności tych metod.
    Jak zachować równowagę?
    Potrzebny jest jakiś probierz, pomocny w ocenie nowych informacji.
    Potrzebne jest rozeznanie, które wiąże się z wnikliwością. Rozeznać to „odróżnić jedno od drugiego”. Człowiek przejawiający rozeznanie dostrzega subtelne różnice między poszczególnymi rzeczami czy pojęciami. Rozeznanie umożliwia odrzucenie informacji zbędnych lub bałamutnych i dotarcie do sedna. Dziś sporo ludzi przypomina gąbki, nasiąkają wszystkim, co do nich dociera. Nic łatwiejszego, niż wchłaniać, wchłaniać, wchłaniać co popadnie. Jednak o wiele lepiej jest samodzielnie decydować o tym, czym karmimy swój umysł. Zasada, że „stajemy się tym, czym się żywimy”, dotyczy nie tylko pokarmu fizycznego. Analizujmy wszystko, co czytamy, oglądamy lub czego słuchamy, żeby się przekonać, czy są to rzetelne informacje, wolne od podtekstów.
    Przede wszystkim zastanówmy się, czy przekazywane treści nie są tendencyjne.
    Co chcą osiągnąć ich autorzy?
    Jeśli dany materiał został nafaszerowany krytyką, ogólnikami i pochlebstwami, jaki jest tego cel?
    Jaki zasadniczy przekaz kryje się pod maską słów?
    Jeśli to możliwe, spróbujmy też dowiedzieć się czegoś o ludziach udzielających tych informacji. Czy znani są z mówienia prawdy?
    Jeśli powołują się na „autorytety”, to co o nich wiadomo?
    Dlaczego mamy zakładać, że jakiś człowiek lub publikacja to źródło gruntownej wiedzy i kompetentnych wskazówek w danej sprawie?
    A jeśli zauważymy odwoływanie się do uczuć, zadajmy sobie pytanie: gdyby z tej wypowiedzi wyeliminować emocje, jaka istotna treść pozostanie?
    „Zanim prawda włoży buty, kłamstwo obiegnie pół świata” powiedzenie przypisywane MARKOWI TWAINOWI.
    A co z propagandą?
    Ma się dobrze!!
    Czy metody propagandystów są skuteczne?
    Tak w dużym stopniu przyczyniają się one do narastania między ludźmi wrogości na różnym tle tym etnicznym i religijnym też, ponieważ zniekształcają obraz innych i religii. Często np. wykorzystuje się je do zepchnięcia niepopularnych mniejszości na margines społeczny. Tego rodzaju techniki z powodzeniem stosował Adolf Hitler. Przedstawiał Żydów oraz członków innych mniejszości jako ludzi „zdegenerowanych”, „złych” i „niebezpiecznych” dla państwa.

    Summa summarum:
    Trudno rozmawiać z kimś, kto mieni się być ekspertem we wszystkich poruszonych tematach i swój pogląd lansuje za wszelka cenę uznając za jedynie słuszny i niepodważalny nie dopuszczając jakichkolwiek dowodów.
    “”Trudno w ogóle weryfikować odnotowania sprzed 3000 lat.”
    Poważnie?
    A jeżeli są zgodne z najnowszymi odkryciami i badaniami naukowymi?

    • Trudno rozmawiać z kimś, kto pisze duże teksty wyławiając jakieś zdania, a na końcu stwierdzający to co na końcu “summa summarum”. Ani jedno zdanie nie dotyczyło tematu artykułu. Za to jest ich wiele: na trzy artykuły. Chodziło tylko o wywieranie presji biblijnej, jakby ona mogła coś zmienić. To poważny polski problem: kompletna nieumiejętność krytyki, a więc i dyskusji. Techniki Adolfa Hitlera nawet się znalazły. A także twierdzenia , że na moją wyobraźnię wpływają techniki medialne. Podobne to jest do ataków na mnie gdy napisałem ekspertyzę smoleńską w oparciu o Gazetę Wyborczą. Co za bzdury! Od razu widać, że Komentator nie wie kim jestem i jaki jest zakres mojej wiedzy i jakie doświadczenia z religią miałem. A religie są wtórne wobec istnienia, niestety, czemu zawsze usiłowano zaprzeczać. I to by było na tyle.

  4. Bardzo żałuję, że bierze Pan wszystkie te stwierdzenia w odniesieniu do swoich dokonań oraz do urazów z przeszłości. Nie było moim celem aby prowadzić jakiś atak na osobę Autora artykułu. Jednak po przeczytaniu komentarzy sądzę, że pisząc jakiekolwiek teksty i publikując je, należy zadać sobie odrobinę trudu aby sprawdzić czy są zgodne z prawdą a wypływające z tego wnioski zaopatrzeć w informację, że jest to tylko i wyłącznie opinia piszącego. W przeciwnym wypadku, pomijając powyższe, czytelnik wprowadzony w ten sposób w błąd mniema że spotyka się z opinią pewnej reprezentatywnej grupy ludzi. A są to tylko niestety wywody Autora.
    Niezaprzeczalną prawdą jest że nie wszyscy są uczciwi w tym co robią. Niektórzy fabrykują informacje. Nawet oczywiste fakty można przedstawić w tendencyjny sposób powołując się na swoją niezaprzeczalną wiedzę i doświadczenie życiowe. I tak niektóre fakty są przejaskrawiane, a inne pomniejszane lub wręcz pominięte. Rzetelne przedstawienie jakiejś sprawy nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać. W wielu regionach świata, skurczonego dziś do rozmiarów globalnej wioski, dostęp do najrozmaitszych informacji jest bardzo łatwy. Trudność polega raczej na wyłowieniu z tego nieprzerwanego potoku czegoś naprawdę wartościowego.

    „Głupio robi ten, kto nie czytuje gazet, ale jeszcze głupiej ten, kto wierzy we wszystko, co w nich wyczyta”.August von Schlözer, historyk i dziennikarz niemiecki z XVIII wieku.

    Autorowi życzę uczciwego spojrzenia na problemy z którymi się spotyka w swoim życiu. Proszę nie obwiniać innych o brak dobrej woli lub personalny atak. To utrudnia spojrzenie na sprawę z szerszego punktu widzenia i stawia autora w roli męczennika atakowanego z wszech stron przez wyimaginowanych przeciwników.
    Komentator nie musi znać dokonań autora no chyba tylko wtedy gdy są wszem i wobec znane i miały jakikolwiek wpływ na określoną lub nie, grupę ludzi. W przeciwnym wypadku stwierdzenie: „Od razu widać, że Komentator nie wie kim jestem i jaki jest zakres mojej wiedzy i jakie doświadczenia z religią miałem.” Żle świadczy o autorze, który usiłuje się w ten sposób postawić w ‘świetle jupiterów’ wymagając aby każdy te fascynujące dokonania znał i je respektował.
    O kim rozmawialibyśmy wtedy? O artykule czy o Autorze? Jaki cel przyświeca Autorowi? Zwrócenie uwagi na własną osobę czy na problem?
    Warto o tym nie zapominać.
    Jeszcze słówko o nadmienionej religii.
    Dziwnym jest fakt, wynikający z zamieszczonych komentarzy, że Autor uciekał jak przysłowiowy ‘Dijabeł’ od przysłowiowej ‘święconej wody’ i nie odniósł się do Biblii w tak ważnej kwesti lecz zbył te swoje doświadczenia kilkoma słowami, które postawiły Słowo Boże w szeregu publikacji nic nie znaczących dla człowieka. Mało tego Autor poszedł dalej oskarżając Biblię o wywieranie presji i konflikty!
    Nigdzie jednak tej swojej hipotezy nie raczył udowodnić.
    Sądzę, że ktoś kto twierdzi, że dysponuje rzetelną wiedzą w tym temacie bez trudu jest w stanie odzielić Słowo Boże i zawartą tam treść od tego w jaki sposób i przez kogo jest ta treść w sposób manipulacyjny przekazana innym. Niestety nie na tym polego wiara lub jej brak. W ten sposób Autor wpisuje się w jasny i prosty przekaz ‘interpretatorów biblijnych’ gdzie jest tylko czarne i białe. Stając po jednej ze stron wykorzystuje Słowo do walki rzucając na nie cień miast pochylić się nad tegoż Słowa treścią i próbować choć trochę znaleźć tam sens pewnych zaleceń.

    Mimo wszystko czekam na kolejne artykuły.

    • Przykro mi, ale wywody Naftalego nie są żadną dyskusją nawet z wywodami niżej podpisanego, który publikując prezentuje swoje poglądy, które akurat są naukową analizą. Szkoda, że nie ma poważnych dyskusji na temat. Są tylko tasiemcowe na temat wymuszania swojego zdania o Biblii i wmawania prymitywnych, czarno-białych sądów, z którymi akurat walczę także w tym artykule. Czy życzenia uczciwego spojrzenia, choć właśnie uczciwe spojrzenie powoduje tego typu reakcje, próby zagadania. Są to nieuczciwe sposoby rozmowy, o których pisałem nieraz. I to ma być Słowo, którego sens mam znaleźć! Bardzo to smutne widowisko!

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: