Friday , 26 May 2017

Home » Home » Opinie » Lizakowski wraca z emigracji

Lizakowski wraca z emigracji

April 4, 2015 8:18 pm by: Category: Opinie 1,870 Comments A+ / A-

lizakAdam Lizakowski – Największy i Jedyny Poeta Emigracyjny, samozwańczy Wieszcz, animator życia artystycznego w Chicago, twórca grupy literackiej „Niezapłacony Rent”, rzeźbiarz, fotograf, tłumacz, profesor uniwersytetu, promotor kultury polskiej za granicą i dyrektor czegoś, co trudno sprecyzować – nie znajdując należnego uznania w szeregach polskiej emigracji, która niezmiennie uważa go za bezprzykładnego grafomana, mitomana i awanturnika, postanowił na starość wrócić do Polski. A tym samym uwolnić emigrację od swojej osoby.

Wszyscy zastanawiają się, czy liczy on w Polsce na większe zasiłki dla bezrobotnych, czy na pobłażliwość polskiego środowiska literackiego, które od zawsze kłania się czapką do ziemi wszystkiemu, co zagraniczne. A ponieważ Lizakowski wraca z zagranicy, to jemu też będą czapkować, zapraszać na zakrapiane bibki i obsypywać wątpliwej jakości honorami. Co przytomniejsi, a niewielu ich już w Polsce zostało, będą patrzeć na ten chocholi taniec i po cichu śmiać się z Wieszcza Emigracyjnego, słusznie mając go za z lekka upośledzonego. Będą to robić po cichu, bo Lizakowski, wieloletni taksiarz chicagowski, wie, jak uciszyć tych, którzy mówią, że król jest nagi.

Pomińmy wątpliwe wartości literackie utworów Lizakowskiego. Jakie one są, wszyscy wiedzą. Nie jest to w żadnym stopniu też twórczość emigracyjna – nie ma tam słowa na temat stosunku Lizakowskiego na to, co się działo w Polsce pod knutem komuny, a przecież prezentuje się on, jako uchodźca polityczny lat 80. Drobne wspomnienia regionalne z okolic Pieszyc i stale Ja, Ja, Ja. To tematy bezpieczne. Nikt mu nie zarzuci, że atakował komunę. bo nie atakował. Za to teraz obsypują go nagrodami byli komuniści.

Kolekcjonowanie nagród jest obsesją pana Lizakowskiego. Jego pomysłowość i wytrwałość w zdobywaniu uznania weszły już dawno do repertuaru żelaznych anegdot środowiskowych – nie tylko po amerykańskiej stronie oceanu. Pamiętamy, jak onegdaj, nasz chicagowski Wieszcz sam polecił się do nagrody Kościelskich i nagrody tej… nie dostał. Ale kilka jednak dostał. M.in. nagrodę im. Turzańskich, przyznaną mu po kumpelsku w Toronto przez innego słynnego „lyterata” i samozwańczego poetę, Edwarda Zymana, będącego bliźniaczą refleksją Lizakowskiego w Kanadzie, z zawodu marksistowskiego socjologa, który sam wykreował się na znawcę literatury polskiej, czyniąc tym samym niepowetowane szkody wszystkim dookoła.

W 2008 roku, pan Lizakowski dorobił się nagrody pod wielce wieloznaczną nazwą – „Laur UNESCO”, ufundowanej w Polsce przez… radnych dzielnicy Żyrardów, co wywołało nie tylko powszechną wesołość, ale ogólne zdumienie. Jedno trzeba powiedzieć – ma ten Lizakowski prawdziwy talent w wymuszaniu nagród i zdobywaniu sponsorów. Zrobił z tego prawdziwy biznes.

Biznes w literaturze pociąga za sobą trywializację tworzenia i upadek wyobraźni twórczej. Są to paradoksy współczesnej literatury, która zaprzepaszczając wielowiekowe doświadczenia – owo historyczne paliwo – zeszła do parteru wulgarnej kontestacji; z wyboistych dróg przeszłości robi gładki beton, po którym prześlizguje się miernota, tromtradacja i literackie spryciarstwo.

Mniej więcej w połowie lat 80-tych, tu i ówdzie odezwały się głosy, które można nazwać lamentacją nad stanem współczesnej literatury polskiej. Tej krajowej, i tej emigracyjnej. Niestety, było to wołanie na pustyni – do dziś bowiem zalewa nas potop

taniego czytelnictwa i jeszcze tańszego grafomaństwa. Odkąd wymarły autorytety i mecenasem pokolenia wstępującego na Panteon sztuki pisarskiej przestały być liczące się pisma literackie – każdy dewiant z przypadłością literacką może dziś wydać tomik wierszy, opublikować dzienniki czy powieść. Nieistotna jest wartość artystyczna tych paranoicznych eksperymentów – ważne jest tylko to, czy przypuszczalny „autor” dysponuje odpowiednią gotówką na pokrycie kosztów druku.

Pan Lizakowski umie wyciągać gotówkę. Można powiedzieć, że jest to prawdziwy literat merkantylny. Niejedną gminę w i kolicach Pieszyc puścił już z torbami.

Dzisiaj, 8 stycznia 2015, o godzinie 18-tej, odbędzie się wieczór pożegnalny Lizakowskiego w konsulacie polskim w Chicago. Będzie on tam „gościem honorowym”, jak podaje komunikat. Utwory Wieszcza czytać będą Jarosław Maculewicz i Daniel Pogorzelski.

W wieczorze poetyckim wezmą udział m.in. polscy i amerykańscy naukowcy, artyści, przedstawiciele amerykańskiej administracji i miłośnicy polskiej i amerykańskiej poezji”. No, i mamy kolejną kompromitację postkomunistycznych władz polskich, co nie będzie konsulatowi zapomniane.

Wstęp za akredytacją, tzn. wejść mogą jedynie klakierzy.

Są już liczne komentarze na internecie, skwapliwie usuwane przez Lizakowskiego.

Autor Tekstu: Mirosława Kruszewska

Foto: pieszyce.pl

Mirosława Kruszewska, Ph. D.
V-ce Prezes
Związku Pisarzy i Dziennikarzy Polskich w Ameryce

 

 

 

Komentarzy (1870)

  • Nie wpuszczony do konsulatu

    Z wielkim wzruszeniem dowiedziałem się o pożegnaniu p. Lizakowskiego w Konsulacie RP. Nic dziwnego, stary to tego przybytku bywalec, bo można chlupnąć było i zakąsić za darmo. No i za donosik tez można było coś dostać. Poeci chicagowscy już oddychają z ulgą, atmosfera w mieście znacznie się poprawiła! Natomiast w Pieszycach popłoch, wszyscy chowają pieniądze za święte obrazy. Mają jednak nadzieję, że p. L. zaczepi się na uniwersytecie we Wrocławiu , gdzie będzie uczył poetyki, ze szczególnym uwzględnieniem poezji Lizakowskiego, oraz sanskrytu, który zna biegle. Inni natomiast twierdzą, że wyleci stamtąd za parę dn, na oblodzony, wrocławski bruk, bo przecież jest tam p. prof. Miodek, człowiek wysokiej kultury, który nie toleruje niechlujstwa językowego, zwłaszcza u wykładowców.Są i tacy, którzy twierdzą, ze p. L. zawiera korzystne małżeństwo z rozsądku, lecz nie takie, jak z panią L. gdzie były tylko kwiatki i książki do sprzedania. Co prawda, mówiono też o odpłatnej usłudze emigracyjnej, ale czego to ludzie nie mówią! Jego nowa wybranka ma doktorat. Czyli starość zapewniona, a w razie rozwodu, co jak twierdzą znawcy tematu, nastąpi bardzo szybko, połowa majątku. W Ameryce nie udało się!
    Tylko biedna ta Polonia w Chicago i niedouczani urzędnicy konsularni RP, co swoją niewiedzę maskują sprytnie podsuniętymi im wersami lokalnego wieszcza Adama. Kto im teraz będzie prostował drogi i dostarczał wiadomości o tych i o tamtych? Jedź Pan z Bogiem, p.L. szczęśliwej nagrody Nobla życzymy. Może tam, w ojczyźnie, gdzie z kulturą i solidnym wykształceniem krucho, nikt z pana nie będzie rechotał!
    N.W.K.

    • Dobrze Poinformowany

      Czekajcie, dziatki! Lizak wróci, pani konsul III RP powita go radośnie, Panasiuk napisze płomienny wstęp do Dzieł Zebranych Lizakowskiego, Alinka wręczy mu na kolanach kwiaty, a Kruszewska i Dusza będą zazdrościć, a p. Modrzejewski śmiać się będzie w kułak. Wszystko wróci do normy! Tylko Pieszyce przejdą do historii literatury jako miasto matołów!

    • Anna ale nie Jagiellonka

      Gdzieś wśród tych wpisów pokutuje jeden, mówiący o “historycznym” spotkaniu Lizakowskiego w dwoma wybitnymi Polakami, i to w publicznej toalecie. Tam Lizakowski miał przedstawić Miłoszowi swoje niby utwory. Obecny był również Wacław Iwaniuk.
      Mam nadzieje, że jest to jedynie anegdota, bo pomimo natręctwa Lizakowskiego do takiej sytuacji nigdy nie doszło w wypadku obecności tamże Wacława Iwaniuka.
      Wacław Iwaniuk uważał Czesława Miłosza za komucha, zdrajcę , miernego poetę i nie spotykał się z nim. Jest to pewne. Iwaniuka znałam doskonale w Toronto jeszcze lat sześćdziesiątych. Miłosz nie był nigdy na emigracji chodliwym towarem mimo usilnych starań kniazia na Maisons Laffitte. Jerzego Giedroycia. Emigranci patrzyli na Miłosza krzywo i wcale nie mieli ochoty na zawieranie z nim przyjaźni. Pisanie o Miłoszu jako o pisarzu emigracyjnym jest nieporozumieniem, czego dotąd nie mogą pojąć tępe umysły z prof. Stępniem z UJ i innych “znawców tematu” z kraju, zwłaszcza tych krytyków, którzy wśród rzeszy pisarzy-emigrantów ciągle lansują tylko emigrantów-pisarzy roku 1968, wśród nich grafomana Henryka Grynberga, współpracownika SB.”
      Podobnie Alicja Lisiecka odmawiała Miłoszowi tego uznania, jakiego on się od niej spodziewał. A Lisiecka była osobą która się na literaturze doskonale znała. (Patrz książka “Kto jest księciem poetów?”
      Kiedy Lizakowski zabiegał o uznanie ze strony Iwaniuka, ten już był bardzo chory i “debiutantami” – jak sam to twierdził – nie zajmował się. Wiadomo było, że najbliższymi mu ludźmi w Stanach byli : Janina Kulikowska, Franciszek Maria Geissner, dr Tadeusz Siuta, dr Kazimierz Serwas, z którym siedział w obozie koncentracyjnym w Hiszpanii, dr Aleksander Korczyński, Aleksander Janta, Edward Dusza, Mirosława Kruszewska, śp. Henryk Żmudka (wtedy w Ameryce, później w Toronto). Tego ostatniego cenił niezmiernie wysoko za jego redagowania pisma młodzieży polonijnej w Toronto “Echo Magazine”. Prorokował wielką przyszłość Markowi Przemysławowi Krzyżańskiemu. Nie Zymanowi, nie Lizakowskiemu, nie wszystkim tym, którzy się koło niego kręcili na jesieni jego życia. Taka jest prawda.
      Tak więc Lizakowski nie mógł wręczać swoich poronionych płodów Miłoszowi w toalecie publicznej, zwłaszcza w obecności Wacława Iwaniuka. Ten z nimi nie tylko nie poszedłby oddać moczu, nawet pod presją, ale nawet na dobry napitek do baru. Człowiek ten, Panie świeć Jego duszy, był człowiekiem godnym. Stronił od wszelkiego barachła komunistycznego.

    • CYTAT O NAGRODZIE

      Pierwsza Nagroda konkursu im. Marka Hłaski w Wiedniu 1990 Adam Lizakowski „Złodzieje czereśni”(2000)

      LINK: http://bienczycka.com/blog/?p=3596
      Opublikowano czwartek, 16, Luty, 2012, autor: admin

      Adam Lizakowski otrzymał wiele nagród, ale nie doszukałam się informacji w Sieci, czy była i jaka za „Złodziei czereśni”, więc na wszelki wypadek nagrody nie wpisałam w nagłówku postu(doszła wiadomość i uzupełniłam).
      Ze wszystkich dostępnych w bibliotece pozycji autora, które przeczytałam, wybrałam do dzisiejszej analizy właśnie ten tomik, gdyż wydawał mi się najbardziej reprezentatywny dla dyskusji o tego typu poezji. Adam Pertinent – pod takim nickiem kryje się Adam Lizakowski – opublikował dotychczas na portalu Nieszuflady 161 wierszy i większość właśnie pochodzi z tego tomu.
      Na plus Lizakowskiemu trzeba zapisać to, że porusza sprawy emigracji, że próbuje skonfrontować te dwa światy, w których jako poeta jest cały czas w trakcie aktu twórczego i że mentalne powroty do Polski podyktowane są autentyczną nostalgią.
      Szukając powodów, dlaczego poezja Adama Lizakowskiego nie przekroczyła nigdy progu blokującej ją zaściankowości – co celnie zauważyła Mirosława Kruszewska – trzeba chyba zastanowić się nad życiem bardziej ogólnie, niż wymaga tego status poety. Bez względu na to, jaką wyznajemy religię, jaką filozofią przesiąkliśmy i co na odcinku narodzenie–śmierć udało nam się o przebywaniu na Ziemi dowiedzieć, pewnych spraw w nie da się zrelatywizować, neurotycznie upiększyć, czy zatuszować rzeczy, których się nie wykonało, a które powinny być wykonane, by móc znajdować się w kolejnych etapach przeżywanego życia.
      Lizakowski pisze cały czas z pozycji człowieka, który dokonał pewnego życiowego wyboru i którego zasadność nieustannie przymierza zarówno do swojego życiorysu jak i do wspólnoty amerykańskiej, z którą miał na przestrzeni lat do czynienia. Ten zupełnie niewykonalny postulat, jakoby z niewielkich doświadczeń można było wysnuć jakieś teorie szersze, kasandryczne, głębsze i nawet dydaktyczne (autor umieszcza w zbiorze wierszy poradnik dla emigranta polskiego) odbija się źle na całej jego poezji, obarczonej balastem zbytecznym i przeszkadzającym. Pod pozorem postmodernistycznej maniery, dzięki której można bezkarnie w utworach wszystko umieszczać, Lizakowski uzyskuje pewną swobodę wypowiedzi, jednak pozornie, gdyż w te wynurzenia wkrada się ustawiczna pretensja do losu. Na dodatek nakłada się na to przyswojona bardzo powierzchownie poezja Beat Generation i smagający biczem krytyki politycznej patetyczny ton Allena Ginsberga, który unosi się nad Pieszycami, miastem rodzinnym, Lizakowskiego jako coś zupełnie niezrozumiałego i niemającego nic wspólnego z amerykańskim buntem młodych wobec świata przecież mimo wszystko wolnego, niemającym nic wspólnego z komunistyczną Polską, w której Lizakowski wzrastał i do której wyje po nieprzespanych z tęsknicy nocach amerykańskich.
      Poezja Lizakowskiego jest przykładem na nieprzezwyciężenie polskości w jej złym znaczeniu. W innych utworach, które przeczytałam wraz ze „Złodziejami czereśni” widziałam jedynie ogromny pieróg ruski lepiony na emigracji i nic więcej. Nie mam pojęcia, dlaczego polska emigracja 80 rekrutująca się przecież z ludzi wykształconych w Polsce, na wyższych uczelniach, niejednokrotnie wyjeżdżająca już z dorobkiem artystycznym, wchodziła w te polskie pierogi, w cały istniejący tam styl życia niczego właściwie nie przełamując i nie przezwyciężając. Mając do dyspozycji zastane zdobycze techniczne, perfekcyjnie zorganizowane życie umysłowe, o czym pozostały w Polsce outsider mógł tylko bezskutecznie marzyć – poeta amerykański polskiego pochodzenia pozostaje w kółko w swoim zakłamanym świecie dzieciństwa w Polsce i dorosłości w toksycznej Polonii w Ameryce. I dzięki komputeryzacji świata, który moje pokolenie zdołało szczęśliwie doświadczyć w drugiej połowie życia, pokolenie emigracji osiemdziesiąt wchodzi w życie literackie Internetu jakby nic się nie wydarzyło. Jakby globalna wioska nie istniała, jakby w dalszym ciągu panowała czeladnicza, ubiegłowieczna metoda zdobywania stopni adeptów poezji. Poeci emigranci, którzy przybywają na falach sieciowych do polski robią po latach identycznie to samo, co robili będąc młodymi tchórzami, wchodząc na emigracji w zabójcze dla ducha poezji struktury kiszącej się w sobie Polonii. Wchodzą na fora internetowe, by tym razem, jako dojrzali już ludzie upodobnić się do ryb w ławicy i działać według zastanych konwencji i obyczajów, które panują tu przecież mocą komunistycznej władzy, gdyż niczego nie zdołano w czasie ich nieobecności w mentalności Polaków naprawić.
      Adam Lizakowski, nazywając samozwańczo pokolenie swoich twórczych rówieśników „złodziejami czereśni”, ustanawia kolejną fikcję rzekomych marzycieli, ludzi wybranych i naznaczonych, łatwy stereotyp artystycznej bohemy i wspólnoty. To, że coś takiego nie istniało, nie było i nigdy nie będzie, uzmysłowiło i zdemaskowało nam już dziesięcioletnie funkcjonowanie polskich portali literackich. Warto więc, przy końcówce życia, zrewidować pewne ślepe uliczki twórczości, która jaka jest, każdy widzi i widzi, że inna nie będzie. Ale wysiłek zrozumienia poetyckiej postawy i tak zawsze jest wartościowszy od kolejnych produkcji poetyckich, które bez tego zrozumienia nie mają przecież żadnego znaczenia.

      Internet, do którego wchodzą dzisiaj poeci działający skutecznie w realu nie uzmysławiają sobie, że chaotyczny ruch artystów internetowych nie ma hierarchii, w ramach której ci na szczycie poetyckich zdobyczy mieliby objaśnić tym na dole, jak wiersze pisać. Nie ma powszechnie uznawanych przywódców, którzy podpowiadaliby, co jest dobre, a co złe. Portal literacki jest skupiskiem wielu autonomicznych sieciowych inicjatyw tyle samo wartych, co sam portal, w którym uczestniczą. Portale padają nie wskutek własnych wad, ale dlatego, że nie zdołały być elastyczne. Każdy sieciowy artysta może przyłączyć się do portalu poetyckiego, lub stworzyć nowy, własny i przyłączyć się do Sieci. Przyłączywszy się, nie musi zrzekać się swojej indywidualności na rzecz zastałej wspólnoty, czy samotniczej działalności. Można wchodzić i wychodzić, przyswajać to, czego nam brakuje, a co nam jest w drodze twórczej potrzebne, omijać to, co nam szkodzi, przeszkadza w tworzeniu. Artysta niejednokrotnie, szczególnie na samym początku twórczej drogi posiada osobowość narcystyczną, dla której niezbędna jest widownia. To też daje Internet w szczęśliwej symbiozie gromadząc ludzi sobie podobnych i sobie potrzebnych.
      Jednak jak wszystko na świecie, nic nie robi się samo, wszystko trzeba wypracować.
      Żeby twórczość literacka Internetu znalazła się w realu, a nie odwrotnie, jak dzieje się dotychczas, potrzebne jest całkowite przeklasyfikowanie dotychczasowych działań. Jeśli emigracja polonijna teraz zasila fora internetowe w tak dużym wymiarze, to niezbędne jest by wiedziała, że swoją działalnością umacnia stare struktury, które muszą runąć.
      ——–
      http://bienczycka.com/blog/?p=3596

      ./.

    • Username*

      Do wiadomości znajomego z Chicago Pana Adama. Pan Adam nigdy nie był we Wrocławiu i nawet szkoły podstawowej nie skończył. O tym znajomy wie, bo pisze o Panu Adamie od lat, skąd wiec te oszczerstwa, że był na uczelni we Wrocławiu itd. Przecież to bzdura, proszę sprawdzić. Pan Adam nawet nie wie gdzie jest Wrocław, proszę zapytać Pana Mierzejewskiego, On wszystko wie najlepiej. Proszę pisać prawdę, a nie jakieś bzdety. Prawdą jest natomiast to , że Pan Mierzejewski pracował na Uniwersytecie Wrocławskim a w czasie stanu wojennego donosił na swoich profesorów do UB. np.na profesora D., za to podziękowali mu z a pracę i dostał wilczy bilet i ma zakaz wjazdu do Wrocławia od wielu lat. Obija się po prowincji, ot co. Od 1990 roku nie był we Wrocławiu, czyli od upadku komunizmu w Polsce. Ludzie, których skrzywdził dobrze go tam pamiętają.

    • Username*

      Oszustwa Pani Kruszewskiej…i, to co pisze powyżej można włożyć pomiędzy bajki tak zna pana Adama, jak pan Adam język chiński. Pisze, bo nic innego nie ma do roboty, poza tym, ze jest zawodową sprzątaczka w Ameryce od 32 lat, poza sprzątaniem na niczym się nie zna. Jej wypociny to jeszcze jeden dowód na to, że zazdrość Kruszewskiej oszustki i kłamczuchy jest większa od jej rodzinnego Gdańska. Poza tym nigdy nie napisała żadnego doktoratu ani nigdy nie była wiceprezesem żadnej polonijnej organizacji. A dodaje sobie splendoru tym, że potrafi manipulować i razem z Duszą Edwardą, który pisze za nią bo nienawiedzi pana Adama jako lepszego poety, stąd też kolejny jej atak spazmatyczny.

    • Username*

      DOGONIĆ TĘCZĘ
      Forum – wielotematyczne

      POEZJA WIELKICH POETÓW – “Listy do Pieszyc z Chicago” Adam Lizakowski
      basia25 – 2010-08-20, 21:43
      Temat postu: “Listy do Pieszyc z Chicago” Adam LizakowskiListy do Pieszyc z Chicago

      W tomiku “Legenda o poszukiwaniu ojczyzny” jest ich 60. Tutaj przedstawiam tylko ich część. Miłej lektury.

      List pierwszy

      Pytasz się jak żyję? Teraz po tylu latach gdy z tylu niepotrzebnych rzeczy w życiu oczyściłem życie, żyję własnym życiem. Wyciszyłem w sobie hałaśliwe życie i myśli moje zajęte są organizowaniem miejsc na wszystkie te rzeczy które naprawdę potrzebne są do życia. Nie planuję żadnych podróży, potrzebuję trochę czasu aby pomieszkać, dla siebie, dla poezji. Stąpam przez życie bardzo ostrożnie, aby znowu nie potknąć się, nie przewrócić się. Nie wybiegam do świata z rozłożonymi ramionami. Nie cierpię z tego powodu, ani z powodu ubóstwa. Przecież tyle mam do darowania.

      List drugi

      Czy jestem szczęśliwy? Ależ naturalnie. Jestem szczęśliwy i czuję jak szczęście przelewa się w żyłach. Nie można być szczęśliwym i o tym nie wiedzieć. Wyobrażam sobie że w raju musi być podobnie. Szczęście włazi w kości, usypia umysł, rzeczywistość pracuje na zwolnionych obrotach i nie kłuje serca aż do łez. Jestem szczęśliwy, jak anioł, chociaż żadnych uczynków nie robię. (dobrych). Chicago jest szare, brudne, niebezpieczne, coraz więcej i więcej bezrobotnych, zło pleni się wszędzie, a ja jestem szczęśliwy. Znalazłem tutaj swój raj, jakże inny od tego wymarzonego. Jak mało do szczęścia potrzeba tym co w kwiatach nie szukają zmysłowych przyjemności.

      List trzeci

      Długo nie pisałem, bo jest mi dobrze. Trudno jest pisać o szczęściu. O wiele łatwiej jest wyrazić ból i rozpacz. Ból pobudza do ciągłej czujności. Stawia nas na baczność. Gdy jest nam źle chcemy aby
      cały świat o tym wiedział. Radość zatrzymujemy tylko dla siebie. Pilnujemy jej aby przypadkiem nikt obcy nie podpatrzył nas. Jestem szczęśliwy, dlatego nie piszę, nie mam o czym pisać. Napiszę gdy będę nieszczęśliwy. O nieszczęściu które mnie spotkało. O niespełnionych marzeniach, klęskach. napiszę więcej gdy dostanę po pysku od życia, o swym upokorzeniu w Ameryce. Napiszę, napiszę o
      wszystkim. Tylko nie o tym jak jest mi dobrze. Czekaj cierpliwie na moje listy.

      List czwarty

      Jak mi się podoba w Chicago? Przez wiele lat mieszkałem w san Francisco, nigdy o tym nie myślałem, czy mi się tam podoba, czy nie.Po prostu mieszkałem. W Chicago podoba mi się jesień. Moja pierwsza jesień od dziesięciu lat. Z niecierpliwością czekam na zimę. Kocham zimę i bardzo chciałbym, aby spadło dużo, dużo śniegu. Prawdziwego śniegu nie widziałem latami, teraz tęsknię za śniegiem. Jesień tutaj jest przepiękna. Wdycham zapach jesieni. Oczami pochłaniam kolory jesieni.
      Chciałbym jeszcze ją słyszeć. Ale nie mam słuchu. Widzę jak liście spadają miękko z gałęzi na gruby dywan opadłych już liści. A jednak serce mi zadrżało. Przestraszyłem się bo wiem, że spadanie to nieprzyjemna rzecz. Gdybym miał słuch na pewno usłyszałbym rozpacz spadającego liścia. Długie i przeciągłe a a a a a …

      List piąty

      Czy kupiłem dom? Nie, domu nie kupiłem. Nawet o tym nie myślałem. Dom tak bliski, każdą cegłą, każdą żyłką tynku na ścianie. Czuły aż do łez. Zapraszający gości kuchnią z dużym stołem, ciepłą herbatą. Takiego domu już nigdy nie będę miał. Obecny mój dom to wyobraźnia. Ostrożnie otwieram drzwi, klucz noszę na tasiemce i na sercu. Uważam, aby nie zaprószyć ognia nadziei i oczekiwań. Można się sparzyć a nawet spalić.

      List szósty

      Napisz czy artysta powinien mieć rodzinę? Udana rodzina to największe szczęście jakie może spotkać człowieka. Żadne złoto nie jest warte miłości rodzinnej. Każda rana, byle nie rana serca. Wszelkie złości, byle nie złości żony. Wszelkie nieszczęścia, byle nie strata miłości własnych dzieci.Rodzina jest największym skarbem.Artysta powinien mieć rodzinę, radować się nią, żyć dla niej, wtedy osiągnie wiele. Jeżeli artysta będzie sam, ale nie samotny – osiągnie jeszcze więcej.

      List siódmy

      Z czego żyję? To znaczy skąd mam pieniądze na życie. W Stanach nikt nikomu nie mówi ile zarabia i z czego żyje. Ludzie dlatego są szczęśliwi. Nie zatruwają sobie głów liczbami nie swoimi. Nie wzbudza to niepotrzebnych emocji zazdrości lub ciekawości. Ciekawość to pierwszy stopień do osobistych cierpień.Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzież? Poeta żyje okruchami i jest wdzięczny stwórcy za to co ma. W przeciwieństwie do innych nie jest świnią, co się do koryta pcha. A gdy zeżre, ryjem koryto przewróci.

      List ósmy

      Czy klepię bidę? Bida nierozłączna towarzyszka życia wszystkich emigrantów jest obecnie ze mną w zgodzie. Wprowadziła się do mnie po dobroci i wyprowadziła się po dobroci, jakiś czas temu. Nie znam jej adresu, ale co chwilę ktoś mi mówi że ją widział. Co jakiś czas dzwoni do mnie. Pyta się co tam u ciebie nowego? Czy mogę wpaść na chwilę? Jak tylko mogę to wykręcam się od spotkania z nią. Przed końcem każdego miesiąca, nachodzi mnie w raz z płatnościami. Nocami łazi po kuchni,
      trzaska drzwiami od lodówki (pustej).Obudzony jej hałasem naciągam koc na głowę i bardzo serdecznie z niej się śmieję. Muszę robić to po cichu, w przeciwnym razie przychodzi do mojej sypialni, siada na łóżku i zagląda głęboko w oczy. Tak głęboko że aż kiszki grają.

      List dziewiąty

      Jak żyją Polacy w Ameryce? W pustce, która jest tak ogromna, że jeden nie widzi drugiego. Myśli o własnym JA poszerzają tę pustkę. W młodości miałem mocne skrzydła, wzbijałem się wysoko w przestworza. Ziemia mnie karmiła o tym zapomniałem. Ilu jest takich co wymieni przyjaciół na samochody? Rodzinne szczęście na pieniądze? Pokochali rzeczy, które stawiają wyżej niż siebie samych. Nawet nie zauważają jak szybko pozbędą się głodu kultury, jak szybko porosną sadłem obojętności.

      List dziesiąty

      Czy mam przyjaciół? Ależ naturalnie. Chciałbym napisać ci o wiewiórkach. W Chicago nie ma rudych, są tylko szare. Przy Logan Square gdzie mieszkam jest dużo drzew i jeszcze więcej wiewiórek. Niekiedy częstuję je jedzeniem. Są one mistrzyniami w pożegnaniach. Nim otworzę usta, słyszę szelest znikających susów. Zamiast krzyczeć wracajcie, wracajcie, zdobywam się tylko na szept.

      List jedenasty

      Ty chyba zwariowałeś!? Nie, nie zwariowałem. Wiem że emigracja to wylęgarnia wszelkich psychicznych chorób. Nikt nam tej bakterii nie podrzucił, sami wyhodowaliśmy ją w naszych umysłach i sercach. Jedni rozpalają na nowo ogniska domowe, o zimnych sercach, aż do szpiku kości.Inni rozwijają sztandary złotem haftowane i o drogę pytają. Jeszcze inni podnoszą czoła do góry. Na niebie jest dużo orłów, którym matką była wrona. Nie, nie zwariowałem ja tylko odwróciłem się plecami do świata. Czy to wariactwo?

      List dwunasty

      Czy czuję się samotny? Ależ nie.Ci co lubią tańczyć, nigdy nie czują się samotnie. Wstaję tanecznym krokiem i kładę się spać w tanecznych podskokach. Samotność zawiera przyjaźń z tymi co mają żal i nie potrafią zrealizować się. Żal to siostra samotności. Żal mieszka w sercu. Odgoń od siebie żal a nie będziesz nienawidził ludzi, świata, boga. Tańcz, tańcz, nie stój w miejscu. Upadek w tańcu jest o wiele przyjemniejszy niż upadek od stania w miejscu. Tańcz, tańcz…

      List trzynasty

      Czy myślę o Pieszycach? Ależ naturalnie. Jak mógłbym zapomnieć?! Wszystko pamiętam dokładnie, jak amerykański urząd podatkowy. Bez wysiłku spaceruję po ulicach, przyjaciół pozdrawiam po imionach. Nie, nie czuje bólu gdy o tym myślę. W podobny sposób wspominam San

      Francisco, bez bólu. Bez przyspieszonego bicia serca widzę pieszyckie gołębie na dachu tuż przy kominie.Siedzę na ławeczce z Jolą pod jabłonką w ogrodzie. Stara Kuriatowa pompuje wodę. Spłoszony wzrok Joli ratuje się ucieczką wśród gałęzi. Widzę obrazy, ale nie słyszę dźwięków. Przyglądam się zielsku na grządkach. Wyrwałem je z korzeniami, a ono wciąż od dołu pnie się do góry. Zielsko bez korzeni.

      List czternasty

      Czym jest dla ciebie poezja? Łatwiej powiedzieć czym nie jest.Na pewno nie jest źródłem dochodów,
      na pewno dla niej nie żyję. Na pewno jest ją trudno oszukać. Łatwiej jest oszukać sąd, państwo. Najłatwiej siebie, poezji nigdy. Ona domaga się, aby oddać jej wszystko, łącznie z życiem. Wielu poetów oddało życie dla niej. Zdolność pisania wierszy, to nie umiejętność wysławiania się, prorokowania słowem. Spoglądanie milczeniem pauzy, obnażanie metafor, to jeszcze nie poezja. Łapanie chwil pazurami przecinków, kneblowanie ust wielokropkiem, to jeszcze nie poezja. Trzeba mieć serce, duże serce, tak duże że nie trzeba go szukać w głębi siebie. Takie serce od jednej iskry zapłonie. Ta garstka popiołu co zostanie to jest poezja.

      List piętnasty

      Czy wierzysz w Boga? Tak jestem człowiekiem wierzącym. Nie wiem czy wierzący to to samo co religijny. Ludzie wierzący są jak kochankowie tęskniący za sobą, poszukujący się, w poszukiwaniach ich nie ma końca. Oni widzą nie tylko łąkę, ale każde źdźbło trawy tańczące, łąka fika koziołki, to co oni czują jest sekretem miłości do Boga.

      List szesnasty

      Czy wiesz że twój przyjaciel Robert Czachorowski nie żyje. Tak wiem, osierocił trójkę dzieci w wieku przedszkolnym. O śmierci jego pisała do mnie matka. Śmierć samochodowa. Pisk kół, wrzask ludzi, przestrach wykrzywiający twarz, szeroko otwarte oczy – zdumione. Brzęk szkła, trzask łamanych kości. Krew. Robert wyrwany z ramion życia i włożony w łono śmierci. Czy pamiętasz śmierć starej Kaczmarkowej z ulicy Kościuszki 18. Czerwcowy upał wygnał ją z kuchni. Siadła na ławce w ogródku. Mucha brzęczy, siada na nosie. Sałata, szczypior, szczaw równo rosną na grządkach. Zupa kipi, a stara zdrzemła się. O czym śni? Dlaczego uśmiecha się, ukazując dziąsła bezzębne? Taka rozpromieniowana. Taka szczęśliwa. Taka łagodna. Ona postrach podwórkowych urwisów. Maszyna do ciągnięcia za uszy.Idzie do nieba. Wybaczając nam deptanie grządek, łamanie kwiatów. Strzelanie do kur z procy, a przede wszystkim oblewanie wodą jej kota, Saby.

      List siedemnasty

      Czy interesujesz się polityką? Nie, nie interesuję się. Mam wstręt do polityki. Brzydzę się jej. Gardzę
      wszelka ideologią. Uważam polityków za cwaniaków, złodziei, oszustów, bandytów. Jestem wewnętrznie zrujnowany, zgorzkniały zawstydzony ich postępowaniem. Dwa procent (milionerzy) rządzi całym państwem. Pieniądze przyzwyczaiły się do władzy. Władza popełnia przestępstwa. Boję się. Nie jestem pewny swojego bezpieczeństwa. Uważam państwo za osobistego wroga. Nie chcę oddać władzy poetom, ale też nie oddam pokłonów milionerom nie czytającym wierszy.

      List osiemnasty

      Uciekłeś do wolności i co dalej. Teraz i ty masz wolność i co dalej. Czy nie czujesz się wolnym. Nie grzeszysz mową ani piórem, głosisz prawdę. Ale nikt cię nie słucha. Rybak zarzuca sieci, bankierzy kradną, politycy ćwiczą język w kłamstwie. Ani ty ani ja nie korzystamy ze swojej wolności. Ciebie na nią nie stać a ja znam jej cenę.

      (…) Elka – 2010-08-21, 16:47
      Piękne są te listy, przejmujące – proza poprzetykana nitkami poezji… 🙂 Wzruszają, budzą zadumanie nad ludzkim losem, losem emigranta…Autorowi podoba się jesień…podobnie jak mnie, której już wyglądam :> – porażające zdanie:” rozpacz spadającego liścia”.
      Poeci czują podwójnie… basia25 – 2010-08-21, 19:09
      w oryginale te utwory są pisane wersami jak wiersze. 🙂 wanda – 2010-08-21, 21:03
      Przeczytałam wszystkie, są piękne jeszcze do nich wrócę.
      Dziękuję Basiu – to uczta duchowa… basia25 – 2010-08-21, 23:20
      u pana Adama jest więcej takich perełek, zapraszam do lektury jeśli komuś wpadnie w ręce jego tomik Elka – 2010-08-23, 09:26
      Uderzyły mnie jeszcze takie zdania- wypowiedzi pana ADAMA:

      -” Uważam, aby nie zaprószyć ognia nadziei i oczekiwań. Można się sparzyć, a nawet spalić” 🙂 i jeszcze to :- ” Jeżeli artysta będzie sam, a nie samotny – osiągnie jeszcze więcej”… :>

      Listy pisane wierszem? To interesująca forma…Myślę, że można je nawet traktować jako rodzaj pamiętnika literackiego choć bez dat… luzik basia25 – 2010-08-23, 13:55
      mi podoba się to:

      “Tworzenie, pisanie wierszy jest to pewien akt odwagi, w którym młody autor próbuje pokazać swój punkt widzenia, własne widzenie świata. A także kreśli mapę swojej wrażliwości

      z tomiku Miasto słodkie jak miód, młodych poetów basia25 – 2010-08-23, 14:00
      albo to:

      Poeci nie piszą dlatego, że są nagrody, ale dlatego są nagrody bo poeci piszą. Elka – 2010-08-24, 15:29
      Przytoczone przez Ciebie cytaty są również nietuzinkowe, dobre i trafione, każdemu zaś przypada odpowiedni do gustu danego odbiorcy-czytelnika poezji 🙂 lub ten, który szczególnie trafił do serca… :>

      Tomik, o którym mówisz MIASTO SŁODKIE JAK MIÓD…( oryginalny tytuł), to antologia młodych poetów, czyjego autorstwa? basia25 – 2010-08-24, 15:48
      To tomik pokonkursowy, wydany w moim mieście w Dzierżoniowie z okazji 750 lecia miasta. Został wydany w 2008r. i rozpropagowany na Dolnym Śląsku. W tomiku znajdują się wiersze laureatów konkursu poetyckiego w różnych przedziałach wiekowych. Kilka wierszy pana Adama też się tam znajduje. basia25 – 2010-08-24, 15:51
      “Miasto słodkie jak miód” bo tomik zawiera wiersze o Dzierżoniowie a patronem nazwy miasta jest ks. Jan Dzierżon, który był pszczelarzem. Elka – 2010-08-24, 18:08
      basia25 napisał/a:
      “Miasto słodkie jak miód” bo tomik zawiera wiersze o Dzierżoniowie a patronem nazwy miasta jest ks. Jan Dzierżon, który był pszczelarzem.

      O, to pięknie :> A mogłabyś zamieścić z dwa lub trzy wiersze pana Adama Lizakowskiego?
      Przyznam, że jestem ciekawa jak pisze i tego, czy poruszą moje serce … luzik basia25 – 2010-08-24, 18:44
      Dolny Śląsk
      Towarzystwu Dolnośląskiemu w Chicago ten wiersz dedykuję

      Dolny Śląsku kraino krosien tkackich, kopalń
      pól uprawnych, ludzi pięknych, mądrych, pracowitych.
      Wrocławiu – stolico marzeń małych chłopców
      o bystrych oczach oświetlonych twoim blaskiem,
      przodowniku duszy, wyznaczniku talentu,
      mieście ambicji i wiedzy, kultury, wyniosłych ludzi.
      Kraino – słowniku pierwszych najważniejszych słów,
      rozżarzonych miłością, jawisz się jak mityczny jednorożec,
      odciskasz się w mej pamięci liściem kasztana,
      polnym kwiatem, ulica Świdnicka, góra Śnieżki.
      Jak mam cię wyśpiewać moja mała ojczyzno
      pomiędzy górami Sowimi a Odra, Nysa i Karkonoszami,
      którym językiem wyszeptać: Polaka, Niemca, Czecha,
      jakim akcentem: wileńskim, lwowskim, nowogrodzkim,
      matko stu narodów, dwóch cywilizacji,
      jakim krajobrazem opisać dziecinne marzenia,
      wiatry górskie, smak szczawiu, kolor przepysznej czereśni,
      cokolwiek powiem, napisze, zawsze w tym odnajdę
      czułość i miłość mojego wspaniałego miasteczka Pieszyce:
      Jaka to miłość czyni emigrantów w dalekiej Ameryce
      bogatymi w planach wyobraźni, w których pachnie koniczyna,
      zamienia chłopców dmących w trąbki rak w zwiastuny
      czegoś wielkiego przyjaźni miast i ludzi:
      Świdnica wraz z Wałbrzychem na powitanie wyciąga rękę,
      Sobótka przyroda po prasłowiańsku wita,
      Nowa Ruda i Bolesławiec zapraszają na przechadzkę,
      a Kłodzko na wieczory polsko- czeskie przy ognisku.
      Kudowa, Lądek Zdrój pachną świeżością, Jelenia Góra
      wraz ze Szklarska Porębą na odpoczynek wzywa.
      Ktoś powie, ze w Legnicy najlepiej, bo jakże jej nie pokochać.
      Najsłodsze dziewczyny są w Bielawie, tym z Dzierżoniowa,
      Wolowa, Bogatyni, Strzegomia tez słodyczy nie brakuje.
      Najpiękniejszy jest Dolny Śląsk jesienią, gdy zieleń
      w złoto i purpurę się zamienia, gdy cebulowe pola
      z Jordanowa otula mgłą, a ptaki zaprzestają sporów z latem
      w Ząbkowicach Śląskich, Kamieńcu Ząbkowickim, Lubiniu, Polkowicach.
      Bociany spod Kamiennej Góry do odlotu się szykują w długa podroż.
      Jak po tylu latach rozłąki wskrzesić zapach złotej renety
      smak pstrąga z Walimia, jak uchwycić majestatyczność
      sadu spod Ziębic, Głogowa czy Milicza,
      który malarz w Ameryce namaluje brzęk powietrza
      tłuczonego skrzydłem bociana?
      Mój dom Dolny Śląsk leży w środku serca mego,
      pamiętam go w kadzideł dymie, dzwonach glosie św. Antoniego,
      deszczu, śniegu splocie rak jedynym naszyjniku mojej matki.

      CZĘŚĆ I Elka – 2010-08-25, 15:06
      Piękny wiersz o miłości do lokalnej ojczyzny i tęsknocie – którą można z niego wyczytać – za domem jakim jest DOLNY ŚLĄSK :>

      -” Najsłodsze dziewczyny są…w Bogatyni 🙂 tej, tak przecież niedawno doświadczonej przez powódż, której mieszkańcy są jak bohaterowie… :kwiatek:

      -” Jak po tylu latach rozłąki wskrzesić zapach złotej renety…”- ulubione jabłka mojej MAMY :>

    • Username*

      Pańskie rady Mierzejewski są tyle warto co pańskie życie i poezja. ZERO. Był spokój przez trzy dni i znowu choroba wróciła i Mucha się znudziła oglądaniem świata przez okno suteryny. Zaczepia i szuka kontaktów, Paranoja schizofrenia tak ma.. Mierzejewski jaki był twój pseudonim z SB na uczelni, jak ciebie nazywali?

  • zza kałuży

    Pełna zgoda co do grafomaństwa pana L.
    Ale sformułowanie “wstępować na Panteon” nie jest najlepsze…raczej sensu nie ma.

    • Profesor

      W odpowiedzi osobie anonimowej “zza kałuży” powtórzę za koleżanką Konopnicką :

      Pójdź dziecię, ja cię uczyć każę”.

      Idź do szkoły i skończ chociaż 4 klasy, jak Lizakowski.

    • Daniel

      A Lizakowski na Panteon wstąpił. Po drodze mu było. Przez South Archer, Chicago, via Polonia chicagowska, “Dziennik Związkowy” i literackie towarzystwo milosników rodzimego alkoholu. Zrozumiano?

  • Koleżanka Lizakowskiego z dawnych lat

    Adaś zawsze był niegramotny.
    Zastanawia mnie ta miłość konsulatu do niego…

    • Username*

      Doktor Mirosława co to za koleżanko co wszystkiego nie wie o Panu Adamie.

  • Jur

    Lizakowski to grafoman czystej wody. Zastanawia postawa Konsulatu, który organizuje dziwną imprezę z jakimiś akredytacjam, dla klakierów kumpli garomana. Daniel Pogorzelski to inny polonijny Nikodem Dyzma. To wszytsko razem wzięte ejst jak sceny z Gombrowicza albo Kafki wymieszane ze sobą ze szczyptą Dostojewskiego. Konsulat w sprawozdaniach wykarze się działalnością i promocją kultury na obczyźnie. Wlosy deba stają.

  • Uzupełnienie

    O twórczości Adam Lizakowskiego pisali:
    Poeci i krytycy starszego i sredniego pokolenia.
    Tak podaje reklamując się Adaś:

    Czesław Miłosz – (nigdy nie pisał)
    Wacław Iwaniuk – (nigdy nie pisał)
    Mieczysław Orski – (brak danych)
    Adriana Szymanska – (brak danych)
    Kazimierz Braun – (pisał, pisał i nie mrugnął okiem)
    Anna Frajlich – Zajac – (o, ta pani jest zdolna do wszystkiego; sama fałszuje swój życiorys i podaje się za profesorkę uniwersytecką będąc zwykłym lektorem 4 stopnia)
    Wojciech A. Wierzewski – (jako agent Bezpieki musiał o nim pisać służbowo. Potem Polacy wyprawili mu żydowski pogrzeb na koszt KPA)
    Marek Skwarnicki – (wiadomo)
    Aleksander Nawrocki – (zawodowy fałszerz literatury, redaktor drugorzędnego pisemka “Poezja dzisiaj”, finansowanego przez Min. Spraw Wewnętrznych)

    O LIZAKOWSKIM PISAŁA WIELE MIROSŁAWA KRUSZEWSKA,
    ALE LIZAKOWSKI NIGDY NIE UJMUJE JEJ W SWOICH PRZEPASTNYCH BIBLIOGRAFIACH

    (NO, I PISAŁ JESZCZE NIEJAKI PROF. FIUT.
    FIUT FIUTA FIUTEM REKLAMUJE…)

  • Neon

    Zrobilo sie zamieszanie.whow

  • Wiktor

    No cóż, mamy w Chicago gazety na niby jak Dziennik Związkowy, gdzie treści za grosz, mamy także literatów na niby jak Lizakowski. Jego powrót nie oznacza dla Polonii nic. Jednego grafomana mniej.

  • Username*

    Skomentuj artykuł w Hydeparku Polonii
    Dodaj swoją opinię do 2 komentarzy w tym temacie.

    Piotr Paradowski · 2015-01-08 14:36:47
    LIZAKOWSKI WRACA Z EMIGRACJI Adam Lizakowski – Największy i Jedyny Poeta Emigracyjny, samozwańczy Wieszcz, animator życia artystycznego w Chicago, twórca grupy literackiej „Niezapłacony Rent”, rzeźbiarz, fotograf, tłumacz, profesor uniwersytetu, promotor kultury polskiej za granicą i dyrektor czegoś, co trudno sprecyzować – nie znajdując należnego uznania w szeregach polskiej emigracji, która niezmiennie uważa go za bezprzykładnego grafomana, mitomana i awanturnika, postanowił na starość wrócić do Polski. A tym samym uwolnić emigrację od swojej osoby. Wszyscy zastanawiają się, czy liczy on w Polsce na większe zasiłki dla bezrobotnych, czy na pobłażliwość polskiego środowiska literackiego, które od zawsze kłania się czapką do ziemi wszystkiemu, co zagraniczne. A ponieważ Lizakowski wraca z zagranicy, to jemu też będą czapkować, zapraszać na zakrapiane bibki i obsypywać wątpliwej jakości honorami. Co przytomniejsi, a niewielu ich już w Polsce zostało, będą patrzeć na ten chocholi taniec i po cichu śmiać się z Wieszcza Emigracyjnego, słusznie mając go za z lekka upośledzonego. Będą to robić po cichu, bo Lizakowski, wieloletni taksiarz chigagowski, wie, jak uciszyć tych, którzy mówią, że król jest nagi. Pomińmy wątpliwe wartości literackie utworów Lizakowskiego. Jakie one są, wszyscy wiedzą. Nie jest to w żadnym stopniu też twórczość emigracyjna – nie ma tam słowa na temat stosunku Lizakowskiego na to, co się działo w Polsce pod knutem komuny, a przecież prezentuje się on, jako uchodźca polityczny lat 80. Drobne wspomnienia regionalne z okolic Pieszyc i stale Ja, Ja, Ja. To tematy bezpieczne. Nikt mu nie zarzuci, że atakował komunę. bo nie atakował. Za to teraz obsypują go nagrodami byli komuniści. Kolekcjonowanie nagród jest obsesją pana Lizakowskiego. Jego pomysłowość i wytrwałość w zdobywaniu uznania weszły już dawno do repertuaru żelaznych anegdot środowiskowych – nie tylko po amerykańskiej stronie oceanu. Pamiętamy, jak onegdaj, nasz chicagowski Wieszcz sam polecił się do nagrody Kościelskich i nagrody tej… nie dostał. Ale kilka jednak dostał. M.in. nagrodę im. Turzańskich, przyznaną mu po kumpelsku w Toronto przez innego słynnego „lyterata” i samozwańczego poetę, Edwarda Zymana, będącego bliźniaczą refleksją Lizakowskiego w Kanadzie, z zawodu marksistowskiego socjologa, który sam wykreował się na znawcę literatury polskiej, czyniąc tym samym niepowetowane szkody wszystkim dookoła. W 2008 roku, pan Lizakowski dorobił się nagrody pod wielce wieloznaczną nazwą – „Laur UNESCO”, ufundowanej w Polsce przez… radnych dzielnicy Żyrardów, co wywołało nie tylko powszechną wesołość, ale ogólne zdumienie. Jedno trzeba powiedzieć – ma ten Lizakowski prawdziwy talent w wymuszaniu nagród i zdobywaniu sponsorów. Zrobił z tego prawdziwy biznes. Biznes w literaturze pociąga za sobą trywializację tworzenia i upadek wyobraźni twórczej. Są to paradoksy współczesnej literatury, która zaprzepaszczając wielowiekowe doświadczenia – owo historyczne paliwo – zeszła do parteru wulgarnej kontestacji; z wyboistych dróg przeszłości robi gładki beton, po krórym prześlizguje się miernota, tromtradacja i literackie spryciarstwo. Mniej więcej w połowie lat 80-tych, tu i ówdzie odezwały się głosy, które można nazwać lamentacją nad stanem współczesnej literatury polskiej. Tej krajowej, i tej emigracyjnej. Niestety, było to wołanie na pustyni – do dziś bowiem zalewa nas potop taniego czytelnictwa i jeszcze tańszego grafomaństwa. Odkąd wymarły autorytety i mecenasem pokolenia wstępującego na Panteon sztuki pisarskiej przestały być liczące się pisma literackie – każdy dewiant z przypadłością literacką może dziś wydać tomik wierszy, opublikować dzienniki czy powieść. Nieistotna jest wartość artystyczna tych paranoicznych eksperymentów – ważne jest tylko to, czy przypuszalny „autor” dysponuje odpowiednią gotówką na pokrycie kosztów druku. Pan Lizakowski umie wyciągać gotówkę. Można powiedzieć, że jest to prawdziwy literat merkantylny. Niejedną gminę w ikolicach Pieszyc puścił już z torbami. Dzisiaj, 8 stycznia 2015, o godzinie 18-tej, odbędzie się wieczór pożegnalny Lizakowskiego w konsulacie polskim w Chicago. Będzie on tam „gościem honorowym”, jak podaje komunikat. Utwory Wieszcza czytać będą Jarosław Maculewicz i Daniel Pogorzelski. „W wieczorze poetyckim wezmą udział m.in. polscy i amerykańscy naukowcy, artyści, przedstawiciele amerykańskiej administracji i miłośnicy polskiej i amerykańskiej poezji”. No, i mamy kolejną kompromitację postkomunistycznych władz polskich, co nie będzie konsulatowi zapomniane. Wstęp za akredytacją, tzn. wejść mogą jedynie klakierzy. Są już liczne komentarze na internecie, skwapliwie usuwane przez Lizakowskiego.
    Mirosława Kruszewska · 2015-01-04 23:28:03
    No, i vaya con Dios! życzymy panu Lizakowskiemu szczęścia na ziemi Ojczystej!

  • Piotr Paradowski / Magazyn Polonia

    Piotr Paradowski · 2015-01-08 14:36:47
    LIZAKOWSKI WRACA Z EMIGRACJI Adam Lizakowski – Największy i Jedyny Poeta Emigracyjny, samozwańczy Wieszcz, animator życia artystycznego w Chicago, twórca grupy literackiej „Niezapłacony Rent”, rzeźbiarz, fotograf, tłumacz, profesor uniwersytetu, promotor kultury polskiej za granicą i dyrektor czegoś, co trudno sprecyzować – nie znajdując należnego uznania w szeregach polskiej emigracji, która niezmiennie uważa go za bezprzykładnego grafomana, mitomana i awanturnika, postanowił na starość wrócić do Polski. A tym samym uwolnić emigrację od swojej osoby. Wszyscy zastanawiają się, czy liczy on w Polsce na większe zasiłki dla bezrobotnych, czy na pobłażliwość polskiego środowiska literackiego, które od zawsze kłania się czapką do ziemi wszystkiemu, co zagraniczne. A ponieważ Lizakowski wraca z zagranicy, to jemu też będą czapkować, zapraszać na zakrapiane bibki i obsypywać wątpliwej jakości honorami. Co przytomniejsi, a niewielu ich już w Polsce zostało, będą patrzeć na ten chocholi taniec i po cichu śmiać się z Wieszcza Emigracyjnego, słusznie mając go za z lekka upośledzonego. Będą to robić po cichu, bo Lizakowski, wieloletni taksiarz chigagowski, wie, jak uciszyć tych, którzy mówią, że król jest nagi. Pomińmy wątpliwe wartości literackie utworów Lizakowskiego. Jakie one są, wszyscy wiedzą. Nie jest to w żadnym stopniu też twórczość emigracyjna – nie ma tam słowa na temat stosunku Lizakowskiego na to, co się działo w Polsce pod knutem komuny, a przecież prezentuje się on, jako uchodźca polityczny lat 80. Drobne wspomnienia regionalne z okolic Pieszyc i stale Ja, Ja, Ja. To tematy bezpieczne. Nikt mu nie zarzuci, że atakował komunę. bo nie atakował. Za to teraz obsypują go nagrodami byli komuniści. Kolekcjonowanie nagród jest obsesją pana Lizakowskiego. Jego pomysłowość i wytrwałość w zdobywaniu uznania weszły już dawno do repertuaru żelaznych anegdot środowiskowych – nie tylko po amerykańskiej stronie oceanu. Pamiętamy, jak onegdaj, nasz chicagowski Wieszcz sam polecił się do nagrody Kościelskich i nagrody tej… nie dostał. Ale kilka jednak dostał. M.in. nagrodę im. Turzańskich, przyznaną mu po kumpelsku w Toronto przez innego słynnego „lyterata” i samozwańczego poetę, Edwarda Zymana, będącego bliźniaczą refleksją Lizakowskiego w Kanadzie, z zawodu marksistowskiego socjologa, który sam wykreował się na znawcę literatury polskiej, czyniąc tym samym niepowetowane szkody wszystkim dookoła. W 2008 roku, pan Lizakowski dorobił się nagrody pod wielce wieloznaczną nazwą – „Laur UNESCO”, ufundowanej w Polsce przez… radnych dzielnicy Żyrardów, co wywołało nie tylko powszechną wesołość, ale ogólne zdumienie. Jedno trzeba powiedzieć – ma ten Lizakowski prawdziwy talent w wymuszaniu nagród i zdobywaniu sponsorów. Zrobił z tego prawdziwy biznes. Biznes w literaturze pociąga za sobą trywializację tworzenia i upadek wyobraźni twórczej. Są to paradoksy współczesnej literatury, która zaprzepaszczając wielowiekowe doświadczenia – owo historyczne paliwo – zeszła do parteru wulgarnej kontestacji; z wyboistych dróg przeszłości robi gładki beton, po krórym prześlizguje się miernota, tromtradacja i literackie spryciarstwo. Mniej więcej w połowie lat 80-tych, tu i ówdzie odezwały się głosy, które można nazwać lamentacją nad stanem współczesnej literatury polskiej. Tej krajowej, i tej emigracyjnej. Niestety, było to wołanie na pustyni – do dziś bowiem zalewa nas potop taniego czytelnictwa i jeszcze tańszego grafomaństwa. Odkąd wymarły autorytety i mecenasem pokolenia wstępującego na Panteon sztuki pisarskiej przestały być liczące się pisma literackie – każdy dewiant z przypadłością literacką może dziś wydać tomik wierszy, opublikować dzienniki czy powieść. Nieistotna jest wartość artystyczna tych paranoicznych eksperymentów – ważne jest tylko to, czy przypuszalny „autor” dysponuje odpowiednią gotówką na pokrycie kosztów druku. Pan Lizakowski umie wyciągać gotówkę. Można powiedzieć, że jest to prawdziwy literat merkantylny. Niejedną gminę w ikolicach Pieszyc puścił już z torbami. Dzisiaj, 8 stycznia 2015, o godzinie 18-tej, odbędzie się wieczór pożegnalny Lizakowskiego w konsulacie polskim w Chicago. Będzie on tam „gościem honorowym”, jak podaje komunikat. Utwory Wieszcza czytać będą Jarosław Maculewicz i Daniel Pogorzelski. „W wieczorze poetyckim wezmą udział m.in. polscy i amerykańscy naukowcy, artyści, przedstawiciele amerykańskiej administracji i miłośnicy polskiej i amerykańskiej poezji”. No, i mamy kolejną kompromitację postkomunistycznych władz polskich, co nie będzie konsulatowi zapomniane. Wstęp za akredytacją, tzn. wejść mogą jedynie klakierzy. Są już liczne komentarze na internecie, skwapliwie usuwane przez Lizakowskiego.
    Mirosława Kruszewska · 2015-01-04 23:28:03
    No, i vaya con Dios! życzymy panu Lizakowskiemu szczęścia na ziemi Ojczystej!

  • Username*

    No i co z tego prawda jest nieco inna, w twórczości Adasia nie ma nic, jakaś kiełbasa, luźne słowa nawrzucane do worka , tylko tupet i jechanie na innych pracy….

  • Korektor

    Panie zza kałuży!
    Cóż, jeszcze jedna kompromitacja, a to pewnie z winy zbyt częstego zaglądania do tomów poezji Lizakowskiego… Czy nie słyszał Pan o wyrażeniu “na panteonie mistrzów”?, znanego w literaturze powiedzenia: “melduje się na panteonie…”, czy na przykład “zapisać się na panteonie”.
    Pan już zapisał się “na panteonie ignorantów” i to takich aroganckich.
    Usprawiedliwia Pana tylko nadmierna lektura pism ulotnych karłowatego Adama…

    • zza kałuży

      Nie słyszałem żadnego z tych dziwologów. Meldować to możesz się swojej żonie a nie na panteonie. Zapisywać się na pielgrzymkę do skarbonki Rydzyka a nie na panteon. “Panteon Mistrzów” to jest zaś nazwa własna zawodów sportowych a pisanie tego małymi literami jest własnOM tFurczoŚCIOM.
      “Wstępować na Panteon” napisane tak jak w początkowym wpisie na tej stronie jest bez sensu. Pisany wielką literą “Panteon” to nie pojęcie umowne, idea, ale realnie istniejący budynek. “Wstępować” na świątynię w Rzymie może sobie tylko słabo wykształcona osoba. Albo kominiarz.
      ************************
      Dla bezmyślnych – jak napisałem, nie podoba mi się pisanina A. Lizakowskiego. Ale to nie powód, aby puszczać byki u innych.

      • miroslawa

        Osobę zza kałuży informuję, że przybytek w Rzymie, to nie jedyny panteon. Jest panteon bogów i panteon artystów (pisany małą literą), jak ktoś tu słusznie zauważył.
        Widać bardzo zależy Ci na skierowanie rozmowy w banalną awanturę. Tak, po SB-cku.
        Na tym blogu ten numer nie przejdzie. Tutaj wszyscy trzymać się będą tematu.
        Możesz mnie obrażać do woli, jeśli sprawia Ci to taką rozkosz. Proszę bardzo.

        • zza kałuży

          “Osobę zza kałuży informuję, że przybytek w Rzymie, to nie jedyny panteon. Jest panteon bogów i panteon artystów (pisany małą literą), jak ktoś tu słusznie zauważył.”
          Czy pani umie czytać? W oryginalnym wpisie nie było małą tylko dużą literą. A może ja jestem ślepy? W języku polskim jest różnica znaczeniowa. “Łódź” to miasto a “łódź” to coś do pływania po wodzie. “Panteon” to budynek w Rzymie a “panteon” to produkt poetyckiej wyobrźni. Autorka napisała o wchodzeniu na Panteon, czyli na budynek w Rzymie. I dlatego się czepiam. Drobnego, ale śmiesznego błędu u kogoś, kto komentuje jakość czyjejś poezji.
          ++++++++++++++
          “Widać bardzo zależy Ci na skierowanie rozmowy w banalną awanturę. Tak, po SB-cku.”
          Poddaję się. Już nie będę skierowywał po SB-cku. Rozszyfrowała mnie pani. Szkoda, bo teraz mi konsulat nie potwierdzi a MSZ nie zapłaci za moje blogowe wpisy. I co pani najlepszego narobiła…

          • Gość z doba.pl

            Nie ma pan większych zmartwień?

  • Username*

    Komentuj…

  • Profesor Jacek Dollar

    The Polish Arts and Poetry Association in Chicago
    ORAZ ALIBABA RETRO RESTAURANT W CHICAGO

    Poetry Workshop (54)
    Warsztaty Poetyckie
    chicagopolishpoetry@gmail.com

    ZAPRASZAJĄ NA POETYCKIE POŻEGNANIE ADAMA LIZAKOWSKIEGO WRACAJĄCEGO DO POLSKI, KTÓREGO WIERSZE PRZEDSTAWI AKTOR JAROSŁAW MACULEWICZ.

    „W każdej filozofii to, co filozof widzi w świecie, jest czymś zgoła innym niż metoda, którą się posługuje, kiedy swój sposób widzenia uzasadnia, ale w żadnej filozofii ta różnica nie rzuca się w oczy z taką oczywistością, jak w filozofii Hegla. Hegel widział w świecie rozum, który trzyma rzeczy w odosobnieniu jedną od drugiej i odpowiada za każdą nieracjonalność, którą na powierzchni świata widać, każda z nich bierze w siebie ‘moment’ zawarty w nim samym.” William James. Filozofia Wszechświata.

    BĘDZIE OTWARTY MIKROFON DLA WSZYSTKICH TYCH,
    CO CHCĄ ZAPREZENTOWAĆ SWOJĄ TWÓRCZOŚĆ POETYCKĄ.
    .

    ALIBABA RETRO RESTUARANT 5211 N. HARLEM AVE., Chicago, IL
    PIĄTEK 16 STYCZNIA, 2015 r. godz. 8.00 PM

    po więcej informacji dzwoń 773 804 8135

  • Wiktor

    Znaczy profesorowie zaczęli się teraz organizacją spotkań grafomanów. Można i tak…

  • Sulik

    Dlaczego tak pozno slyszymy slowa krytyczne pod adresem Adama Lizakowskiego? Dlaczego Polonia bala sie polemiki w tej sprawie? Jak marne i tchorzliwe sa media polonijne ktore boja sie polemiki . Nie chodzi mi tu o Adama Lizakowskiwgo ale ogolnie. Takie to wszystko marne.

  • Wiktor

    Niestety Sulik ma rację, przecież o pozimie mediów polonijnych w ogóle szkoda gadać, przecież nikt nie będzie słuchać jakiegoś Sordyla, Borisowej, czy zbiorowych modlitw w radiu.

    • Jarun

      Mów łachudro za siebie !

  • Andrzej

    Uwaga! Kolejna Mistyfikacja! Nie ma na University of Wisconsin nijakiego prof. Jacka Dollara (ani amerykańskiego, ani polskiego!) Nikt o nim nie słyszał. Jest to więc prawdopodobnie kolejna mistyfikacja Marnego Adama…

  • Mirosława

    Drodzy Panowie,
    Polonia zawsze krytykowała Lizakowskiego.
    Nie krytykowali go tylko ci, którzy z nim pili.
    ja sama opublikowałam na pocz. lat 90. esej o Lizakowskim,
    Który był druzgocącą krytyką jego grafomaństwa i nachalstwa.
    Przedruki były liczne. Internet też go wyrzuca w wyszukiwarkach.
    Tytuł eseju “Adam Lizakowski – poezja fizjologiczna”.

  • Andrzej

    Zdumiewające! Praktycznie ani jednego wpisu w obronie cennej twórczości naszego wieszcza? Gdzie jego liczni wielbiciele: Edward Zyman, chicagowski redaktor “naczelny” AleXander (a jakże) Bilik
    z tabloidu związkowego, Regina Gorzkowska z ProArte czy krytyk literacki z Florydy, p. Blaszak (czy Blaszka, nie pamiętam dokładnie, a nie zamierzam obrazić) z “wiochy literatów”. Wszyscy oni uznali p. Lizakowskiego za jeżeli nie olśniewajace, to na pewno duże zjawisko literackie. Wprawdzie nie potrafili ustalić, na czym to zjawisko polegało, ale słowa padły… Czyżby miłość i czołobitność wobec grafomani, postawionej na cokole, wygasły a tłumy dojrzały nagość króla…
    Oj, łzy się kręcą!
    A znacie Państwo tę anegdotę, opartą na autentycznym zdarzeniu: pewien pisarz (na szczęście prozaik) zdradził się, że pisze książkę o Polakach w Ameryce.
    – A o mnie pan napisze? – zapytał autentyczny, nie wymyślony rozmówca.
    – Chciałem, ale niestety, uprzedził mnie tu już pan Dołęga Mostowicz.
    – Ależ nic podobnego – zaprzeczył Poeta. Wiedziałbym coś na ten ten. Nie znam żadnego Mostowicza… Czy może mi Pan podać jego namiary e-mailowe…
    No i jesteśmy w domu. Nawet nie trzeba już Andersena i szat króla…

    • JohnAA

      Ten wpis to faktycznie rozbawił. Czy to tem Lizakowski nie znał Dołegi Mostowicza? A tak na marginesie, to ja pierwszy raz słysze nazwisko -“Lizakowski” mimo, ze mieszkam w Chicago 30 lat

  • Username*

    Kto ocenia tę “poezję”, skoro pojawia się w różnych periodykach w Polsce? Co oznaczają przyznane nagrody? Jeśli tak ma wyglądać poezja, to gdzie są krytycy literaccy-niektórzy nawet z tytułami.

  • wladyslaw Panasiuk

    Pytam dlaczego nie zamieszczono mojego komentarza.

  • wladyslaw Panasiuk

    Moje powyższe pytania gdzieś się rozpłynęły, może nie znajdowały odpowiedzi? Zatem zadam je po raz kolejny choć może nieco inaczej. Dzisiejsza postmodernistyczna poezja pozostawia autorom wielkie luki, a ci je wypełniają. Wystarczy nawrzucać (jak ktoś napisał wcześniej) do worka garść dowolnych słów, najlepiej kraszonych brukowym słownictwem i wiersz gotowy. Znawcy przedmiotu rozbierają słowo po słowie,(analizują) by doszukać się w treści czegoś, czego tam nie ma. Czym większy bełkot, tym lepsze zainteresowanie. Debiutujący krytycy pisali eseje, drukowano je gdzie się dało i tak powstawały dzieła nie będące nigdy dziełami. Nikt nie jest tak silny, by się nie dał omamić. Mit o potędze Ameryki nadal (choć w mniejszym stopniu) istnieje i wszystko, co tu się dzieje jest najlepsze i największe. Dziwny jest ten świat, ta “poezja” i ci co ją oceniają. Kto w Chicago potrafi ocenić wiersz, ja bynajmniej o takim nie słyszałem. Znawców literatury i poetów dość mamy w mieście. Wiele razy o tym pisałem nie szczędząc krytyki. Odszedł Jaruzelski, klakierzy pozostali i to oni kreują rzeczywistość. Medale i pieniądze nie śmierdzą jak mówił mistrz szpady Pawłowski. Nie rozpaczajmy, każdego ciągnie do swoich.

    • klementyna

      Ciekawa ta wiadomość o mistrzu szpady. Słyszałam o Pawłowskim (Jerzym), szabliście wszech czasów. Ale może był i szpadzista Pawłowski i może to właśnie on mówił o medalach i pieniądzach.
      A może dla pana Panasiuka szpada i szabla to to samo? Tak jak “bynajmniej” i “przynajmniej”, czego można się domyślać z jego wpisu (5. linijka od końca)

  • wladyslaw Panasiuk

    Aby nie być gołosłownym odsyłam do mojego felietonu ” Aby literatura nie zrównała się ze stanem gospodarki” Pisarze.pl

  • Zaskoczony

    Ludzie, trzymajcie mnie! Prawda to czy mi się ćmi w oczach? Otóż redaktor “naczelny” tabloidu związkowego, Bilik Aleksander, napisał o Lizakowskim z okazji trzydziestolecia jego debiutu, że “jest on być może pierwszym z prawdziwego zdarzenia poetą emigracyjnym”.
    Bilik, który egzystuje na posadzie przy “Dzienniku Związkowym”, znawcą literatury nie jest, bo najwyraźniej nie wie o takich wielkich poetach emigracyjnych jak Wierzyński, Baliński, Lechoń, Łobodowski, Bohdanowiczowa, Obertyńska, Jasnorzewska-Pawlikowska, Hemar, Iwaniuk i młodszych: jak Bielobradek, Chałko, Krzyżański, Kruszewska oraz wielu, wielu innych. Czyżby to nie byli poeci z prawdziwego zdarzenia?
    Jak człowiek przy zdrowych zmysłach mógł uwiecznić w druku tak piramidalną bzdurę? I to nie jakiś nieuk z konsulatu RP, ale emigrant, i to w dodatku redaktor…
    Ciekawe, ile to kolejnych drinków kosztowała Lizakowskiego ta przychylna reklama jego twórczości…. A stawiać musiał sporo, bo prawie wszyscy w Chicago o nim pisali, od Wojciecha Wierzewskiego począwszy a na Jacku Hilgierze skończywszy. Oj, wstyd! Wstyd jeszcze większy, że zrzeszeni z Chicago przy Domu Jezuitów farbowani (jeżeli weźmiemy na serio oświadczenie Bilika) poeci nie protestowali, nie wiadomo, czy z braku odwagi czy też z braku rozeznania w literaturze….
    Chwała poecie Władysławowi Panasiukowi, że choć tym swoim odosobnionym głosem ratuje honor chicagowskich poetów.

  • roman

    Wydaje mi sie, ze p. Lizakowski jest na swoj sposob osoba znana i wybitna. Swiadczy o tym ilosc wypowiedzi na jego temat. Juz dawno zaden watek nie wywolal takiej dyskusji na lamach portalu. Nie znam jego poezji, ale o miernotach sie nie dyskutuje.

  • Zaskoczony

    Oj, Panie Romanie, ma Pan na pewno rację. Hitler, jak twierdziło wielu, był bardzo utalentowany i malował całkiem znośne akwareli. Potrafił porwać swoją demagogiczną mową tłumy. Władysław Machejek na przykład w dawnym “Życiu Literackim”, i tow. Szymborska Wisława, tamże pisząca peany na cześć swego ukochanego idola, Stalina, też uchodzili za znanych i wybitnych. Są znani oszuści i i pełne tupetu szuje, są wybitni zwariowani artyści pędzla i pióra. Wiadomo, gówno potrafi wypływać czasami w najbardziej niespodziewanym miejscu, ale zazwyczaj spłynie. To nadzieja dla Polonii amerykańskiej. W Lizakowskim można dojrzeć jedynie znakomitego, pełnego hucpy egomaniaka i i arcymistrza mistyfikacji i autoreklamy. Zapewniam Pana, znając jego różnoraką “twórczość”, że bez troskliwej autoreklamy dzieło wieszcza z Pieszyc nie przetrwa nawet roku, zaś Pańska wypowiedź to powtarzanie utartych truizmów, a może i anonimowa samoobrona….
    Tym razem Niezaskoczony.

  • alina

    Szanowny Panie „Zaskoczony” , czuję się wywołana do odpowiedzi, bowiem próbuje Pan zaśmiecać dobre imię ZLP im. Jana Pawła II, któremu przewodniczę.
    Święty Jan Paweł II jest naszym patronem od 10 lat, czuwa nad naszym dziełem, pomimo różnych zakusów , o których nie będę pisać, jesteśmy obecni i będziemy bronić dobrego imienia.
    Pragnę Panu poinformować, że Pan Adam Lizakowski, nigdy nie był naszym członkiem i nie brak mi odwagi, aby o tym mówić głośno. Faktem jest, że zrobiliśmy dla niego spotkanie bardzo dawno temu w JOM, czego nie zamierzam ukrywać, aczkolwiek jest mi wstyd, że dałam się nabrać jak wielu innych. Zapewne zna Pan życie na emigracji i wie Pan, iż wielu dało się zmylić co do osoby tak „słynnego” i „ jedynego na emigracji poety”, o czym piszą podręczniki szkolne. W Polsce i na Litwie w wielu środowiskach literackich, głoszona jest wieść, że na emigracji w Chicago jest „dobry i jedyny poeta „, o którym tak głośno w Chicago. Szanowny Panie, już 24 kwietnia 2014 , kiedy pojawił się wiersz w hołdzie Różewiczowi na facebook, pierwsza skomentowałam to coś, czego nie można nazwać poezją, w wyniku czego, sławny poeta, zaraz usunął wiersz . Prawdopodobnie ten wiersz, jest w dalszym ciągu na stronie Konsulatu RP, zatem odsyłam Pana do lektury. Ludzie są tylko ludźmi, słabi i łatwowierni , ale nie zna Pan faktów, dlatego też, chcę Pana uspokoić, że członkowie zrzeszeni w ZLP im. Jana Pawła II to ludzie uczciwi, ale jak w każdej rodzinie są różne dzieci i nie mamy czasem na to wpływu co z nich wyrośnie.
    Alina Szymczyk

    • Jan Paweł

      Tak. Potwiedzam. Jestem patronem tego żałosnego ugrupowania, któremu przewodniczy pani Alina.
      I wstydzę się tego tak, że w grobie się przewracam.

  • alina

    Mój głos …

    W chwili emocji reagujemy impulsywnie , często nie weryfikujemy naszych wypowiedzi, czasem wypowiedzi nie mają nic wspólnego z człowieczeństwem . Czepiamy się innych, tak nad Wisłą, jak i na emigracji obrzucamy się błotem pod różnym pretekstem jacy to my nie jesteśmy mądrzy, wszechstronni, wszędobylscy itd. Kiedyś Pani Małgorzata Tood użyła w felietonie słowa „Wytrych” ukazując nędzę rządzących w Polsce, słabość, nieodpowiedzialność , brak kompetencji, a tym samym stawiających siebie w najgorszym świetle.
    Za kulisami jesteśmy inni, ale po co to wszystko? … Wypowiedzi , jakieś „jur.. zaskoczony” itd… Przecież zapytany Jezus przez Piłata, czy jest królem, odpowiedział, że jest i tak Go ukrzyżowali. Sytuacja lubi się powtarzać, kto jest przebiegły i chytry delikatnie mówiąc ,dostaje się na „salony” za wszelką cenę, zbiera profity, dostaje medale, dotacje itd. To wszystko ukazuje nędzę człowieka, który szuka taniej sensacji, tylko po to aby zaistnieć. Po godz.12:00 na falach „wietrzne radio” usłyszałam jak prowadząca audycję ubolewała, co też to będzie,
    kiedy Adam wyjedzie do Polski, kto będzie u jezuitów prowadził wykłady poetyckie. Otóż nie ma obawy o wykłady, bowiem Zrzeszenie w JOM prowadzą wykłady od bardzo dawna , a więc niemalże od samego początku założenia, czyli od prawie 10 lat z przerwami. Wykładowcami są znani literaci z dużym dorobkiem twórczym, między innymi Pani Katarzyna Murawska nauczyciel polonista po Uniwersytecie Warszawskim, pani doktor z Uniwersytetu Wrocławskiego i stały wykładowca Władysław Panasiuk. Wracając do” szkoły poetyckiej” prowadzonej przez Pana Lizakowskiego, należałoby się zapytać, skąd się wziął, kogo uczył, od kogo pochodziły środki? Któregoś dnia idąc na Mszę Św. wieczorną, zwróciłam uwagę na głośno rozmawiającą grupę mężczyzn w podeszłym wieku, zachowywali się jakby byli w karczmie, a nie w Sanktuarium Najświętszego Serca Pana Jezusa. Tych panów nigdy nie spotkałam jako poetów, a byli to uczniowie ze „szkoły Adama” . Cóż należy wrócić do historii, kto wygrywa, ten kto pierwszy uderzy, jest mocniejszy, niekoniecznie prawy, ale za to przebiegły. Można by mnożyć przykłady, tylko po co, sprawa nie jest warta świeczki. Krytycy wypowiedzieli się, choć tu też zdania są podzielone. Nasuwa się pytanie, czy komuś zależy na wkładaniu kija w mrowisko i tak już bardzo rozgrzebane, a może chodzi o skłócenie środowiska i tak już chorego, tu na emigracji i nad Wisłą, aby odwrócić od faktów uwagę, aby unicestwić całkowicie kraj i naród? . Tymczasem rosną wątpliwości co do naszego poety . Wątpliwości trzeba mieć, dlatego należy dyskutować, pytać, ale uczciwie pod własnym nazwiskiem. Osobie prowadzącej audycję radiową chciałabym powiedzieć, że nikt nie zauważy wyjazdu Pana poety z Chicago.
    Alina Szymczyk

    • Anna

      Dlaczego pani kłamie, Alino Szymczyk? Przecież “stały wykładowca (!) Panasiuk oświadczył na tym portalu, że nie ma z Warsztatami nic wspólnego! Opamiętajcie się, głupole, i uzgodnijcie w końcu wersję, którą do wiadomości podajecie.
      Kobieto! Czy nie jest Pani znane powiedzenie “uczył Marcin Marcina”? Przecież Panasiuk nie zna dobrze literackiego języka polskiego, jest cieślą czy rybakiem, a nie humanistą a po tych samych pieniądzach, co Lizakowski. A niby taki przykładny katolik, a gdzie żona i dzieci? I jak to już na tym blogu pytano, czemu nie wraca do macierzystego portu. Słyszała Pani coś może o małżeństwach chicagowskich. Poczytajcie Mierzyńską albo Poraya, to wiedzieć będziecie! A Panasiuk to Podobny grafoman, jak Lizakowski,umieją też dbać o swoja reklamę. A Pani nie chce ustąpić z tego całego zawstydzającego Zrzeszenia Literatów, bo się marzy Pani sława!. A jest Pani tam najbardziej niewłaściwą osobą , zgrywająca się w dodatku na św. Cecylię od wszystkich aniołów! Jak się czyta te Pani dewocyjne duperele, to szczęka opada! Nie ośmieszajcie nas i Polonii amerykańskiej! Chyba dosyć, że mamy handlarza papierosami i ex masażystę na urzędzie dyrektora w Misji Polskiej w Orchard Lake. Nie potrzeba nam drugiego u jezuitów. Oni tez powinni pamiętać, że zbudowali to Centrum za nasze, polonijne pieniądze, a za ich posługę duszpasterska zapewniamy im wikt i utrzymanie w Ameryce. A oni ustawiają się w roli włodarzy, choć wiedzą, że są tylko niegodnymi sługami, jak powiedział Pan. Ciemnota zaczyna ujmować w ręce kulturę. Z błogosławieństwem jezuickich nieudaczników. Wstyd! Godności i honoru nie macie!

  • uczestnik warsatów

    Alino Szymczyk, sprzątaczko domów srednio zamożnych Amerykanów. Módl się do Pana Boga o zdrowie. O rozum już za poźno.

    ps.
    pan Adam był pierwszym, który wyjaśnił Ci co to są warsztaty poetyckie, on jest rozpoczał. Kłamiecz a do kościoła latacz 3 razy w tygodni. Wstyd, kłamczucho.

    • MAREK

      Ucyestniku warsytatów, gdybyś ukończył jakieś przyzwoite studia filologiczne, to byś tam się dowiedział, co to są warsztaty poetyckie.
      Nie musiałbyś pytać o to Lizakowskiego – “erudyty” po nieukończinej zawodówce.

      • Krzysztof

        wykształcenie nie ma znaczenia. Reymont też go nie miał

  • uczestnik warszatów

    Pamaniuk, nie raz Cie prosił, abyś się opanowała, Twoje kłamstawa są okropne, poziom inteligencji ZERO,

    dlatego wszyscy od Cie się odsunieli, łacznie z Panasukiem. Pomyśl o zanim otworzysz swój kłamliwy dziub.

  • Zaskoczony

    Trudno. Kto sieje wiatr, zbiera burzę. Nie należy się dziwić, że ludzie boją się zaczepić Adama. A ja tylko chciałem zapytać po lekturze wypowiedzi na temat Wieszcza z Chicago: jak to się stało, że on, były działacz Związku Młodzieży Socjalistycznej i nawet prezes tejże komunistycznej organizacji dostał nie tylko azyl polityczny, ale i obywatelstwo amerykańskie? Bo przecież w formularzu trzeba było napisać, czy się należało do komunistycznych organizacji, czy nie? Co pan tam napisał, p. Adamie? Za jakie to prześladowanie polityczne dostał pan azyl w Austrii? Rewelacje na temat p. L. są tak ze sobą sprzeczne, że bez wódki nie da się ich zgłębić. Chciałbym obejrzeć rzeźbę, która wyszła spod dłuta zdolnego Adama, chciałbym przeczytać tłumaczenia wierszy, których dokonał z jęz. angielskiego, chciałbym też wiedzieć, czy te utwory były wcześniej tłumaczone przez innych tłumaczy, czy było to może “tłumaczenie z polskiego na polski” (poetów amerykańskich tłumaczono zarówno w kraju, jak i na emigracji, zwłaszcza wiele dokonanych zostało przez Aleksandra Jantę, Zbigniewa Chałką i poetów grupy Kontynenty). Ludzie ci jednak doskonale znali język angielski, a p. Lizakowski, jak czytałem w Dzienniku Związkowym nie (patrz : rady dla Lizakowskiego p. Bożeny Jankowskiej)…
    Zauważyłem, że utwory p. L. ukazywały się rzeczywiście wszędzie, nawet w pismach bezpłatnych, gdzie drukowano głównie reklamy. Mówi się w Chicago, że strach już jest otworzyć puszkę sardynek czy zupy, bo zaraz wyskoczy stamtąd wieszcz pieszycki. O biedne miasto Pieszyce, cóżeś uczyniło ojczystej literaturze!
    Muszę jednak przyznać rację zarówno p. Alinie, jak i p. Władysławowi. Przed Lizakowskim nie można było się obronić. Ale byli ludzie, którzy usiłowali się czynić. W pierwszej kolejności przyhamowano go w “Dzienniku Chicagowskim” i “Relexie” Tam nie drukowano mu wszystkiego jak leci. (Robił to, niestety, nasz usłużny organ Zwiazkowy). Otóż pamiętam, że m. in. w “Dzienniku Chicagowskim” ukazało się w latach dziewięćdziesiątych ogłoszenie dwóch znanych emigracyjnych literatów, którzy w tymże ogłoszeniu oznajmialii wszem i wobec, że w nie znali, nie znają i nie będą znali Adama Lizakowskiego, nie chcą być z nim łączeni, a oświadczenie składają dlatego, aby po ich zgonach p. L. nie przedstawiał ich jako ludzi, oczarowanych jego talentem i z nim zaprzyjaźnionych. Pisarzy ci obawiali się najwyraźniej, aby się się do nich nie podczepiał, jak robi to przez lata z nieszczęsnym Miłoszem i nie przypisywał im pochwalnych opinii na temat swojej twórczości, jak to z kolei czyni w przypadku Wacława Iwaniuka. Poeta ten akurat już wtedy cierpiał na zanik pamięci.
    Wstydem to dla wszystkich ludzi kultury w Chicago jest fakt, że mając bardzo dobrego poetę na miejscu, Tymoteusza Karpowicza, od lat zajmują się płotkani a jakoś nie wspominają jego nazwiska. Co prawda, od paru lat nie żyje on już, ale pamięć o nim było króciutka, a może nawet nie było jej wcale? Lizakowski nigdy mu nie dorówna, bo Karpowicz reprezentował nie tylko oryginalną, własną poetykę, miał niekwestionowany talent, ale i ogromną filologiczną wiedzę. A tej wiedzy akurat p. L. nie ma za grosz. Ale za to miał i ma nadal przerażającą wprost siłę przebicia.

    • Zaskoczony

      Bardzo długo czekam na odpowiedz ze strony Lizakowskiego na postawione mu pytania. Nie odpowiada. Od czasu do czasu wyskoczy jako Krzysztof z ujadaniem. To wszystko.
      Zastanawiająca jest również rola “Dziennika Związkowego”. Dlaczego konsekwentnie przez całe lata pismo to odnotowywało najmniejszy nawet sukcesik Lizakowskiego. Pozwolono także ubekowi Wierzewskiemu promować tego niby poetę. Może nowa redaktorka, ponoć bardzo zdolna (każda nowa miotła, dobrze zamiata) wytłumaczy, skąd to oczarowanie w “Związkowym” akurat tą twórczością”?

  • obserwator

    Do uczestnika warsztatów:
    Oj, pozniosło cię, tow. Lizakowski, poniosło. Chamstwem jest pisanie tak do kobiety. Niestety, jest niereformowalny. Chamem byłeś i chamem zostaniesz na wieki wieków.

  • alina

    Szanowny Panie „ uczestniku warsztatów „, pańskie komentarze nie odpowiadają wymogom poziomu, na jakim chciałabym rozmawiać, ponadto wypowiedź nie świadczy, że brał pan udział w dobrych warsztatach. /nie mam tu na myśli
    warsztatów Adama, bo nie brałam w nich udziału/ . Nie zamierzam również panu ubliżać, choć pańskie zachowanie wyraźnie wskazuje na prowokację . Zatem nie warto marnować czasu, jak również zaśmiecać strony , dzięki której ludzie kulturalni mogą się wypowiadać.
    Nie będę również prowadzić z panem polemiki, ale dla uświadomienia pańskiej niewiedzy, wyjaśniam, że zanim poznałam pana Adam w Chicago, moje wiersze były dawno publikowane w Polsce w wielu czasopismach, wydane kilka książek pod redakcją znanych poetów, pisarzy, publicystów, co można sprawdzić. Nie będę się chwalić nagrodami, które też posiadam. Jak widać, to pan zmyśla, odbijając piłkę, – kłamie. Co do pana Panasiuk, napisałam już wyżej, że jest naszym stałym wykładowcą ZLP / z przerwą (…) , „by nie robić konkurencji”. Zatem odsyłam na stronę http://www.literaci.org , aby pan się zorientował, że nie jestem „opuszczona”, a przeciwnie , wielu przybyło wspaniałych twórców i wartościowych ludzi. Jeszcze jedno, żadna uczciwa praca nie przynosi wstydu, natomiast pokrętne drogi dla osiągnięcia celu, ubliżanie innym jest domeną ludzi małych.
    Kończąc, dziękuję panu za modlitwę o moje zdrowie, rozumem niech się pan nie martwi, Bóg mnie prowadzi, a modlitwy nigdy nie jest za dużo, niech Bóg ma Pana w swojej opiece. Pozdrawiam . Alina Szymczyk

    • MAREK

      Pani Alino,
      Czy prawdą jest, że wręczała Pani kwiaty Lizakowskiemu na kolanach na jednym ze spotkań w ZLP im. Jana Pawła???… I całowała go w rękę?

  • wladyslaw Panasiuk

    Znam tu piszących i wiem kto jest poetą, a kto nim nie jest. Wiele swoich artykułów poświęciłem polonijnej twórczości nie szczędząc przy tym ostrych słów. Ostrych, ale nigdy chamskich, bo uważam, że żyjemy w cywilizowanym świecie. Od wielu lat piszę na poważnych portalach literackich, gdzie każdy artykuł i komentarz podpisany jest nazwiskiem. Anonimowe wypowiedzi nic nie znaczą. Do pisania potrzebna jest odwaga, której nam nigdy nie brakowało.Tylko kat zasłania swą twarz, by nikt go nie rozpoznał. Piszący nie muszą ukrywać swej tożsamości, bo czego tu się wstydzić. Każdy powinien być dumny ze swego nazwiska i pochodzenia. Czy można się wstydzić swoich rodziców? O Lizakowskim pisało wiele gazet (jak już ktoś wyżej zauważył), dlaczego zatem ci ludzie nie staną w jego obronie. Przyjaciół poznaje się w biedzie, czyżby ten poeta ich nie miał? Słyszymy tu o wielu znawcach literatury, którzy oceniali konkursowe prace, wpisali nazwiska poetów do podręcznika szkolnego. Gdzie są i dlaczego milczą. Czemu ktoś z nich się nie odważy, by na tym forum ocenić (merytorycznie) choćby jeden wybrany wiersz i uzasadnić jego geniusz. Samo określenie, że wiersz jest dobry lub słaby, nie jest żadną oceną. Tyle komentarzy, a tak mało treści. Pojawiło się zaledwie kilka nazwisk i konkretów, a reszta to typowy i jałowy bełkot, nie wspomnę o licznych błędach wszelkiego rodzaju. Nie musimy być jednomyślni, ale na Boga! nie ubliżajmy nikomu. Jesteśmy na obczyźnie i pokażmy, że potrafimy się różnić w piękny sposób. Jeszcze jedno, w Chicago jest kilku prawdziwych poetów i pisarzy, ale o nich się mało mówi. Powiedzenie rodem z PRL-u:” Nie ważne, co o tobie mówią, byleby mówili” dawno straciło swój sens, ale nadal jest aktualne: “Reklama dźwignią handlu” Nie potrzeba dobrze pisać – wystarczy dobrze zareklamować słabiznę, by stała się poezją Od pisania boli głowa, od zaistnienia łokcie i nogi.

  • obserwator

    O ile wcześniejsze wypowiedzi p. Panasiuka były sensowne, to ostatnia z nich jest laboratoryjnym przykładem nielogicznego bełkotu. Autor sam sobie zaprzecza, nie wiadomo o co mu chodzi. Widać, zaczął już weekend. Czy nie wie o tym, że wielu wielkich pisarzy pisało pod pseudonimem (np. Bolesław Prus, Jan Paweł II, Beata Obertyńska, Marian Hemar, Jan Brzechwa i wielu innych), co nie znaczyło, że robili to ze strachu? A Sienkiewicz? Też przez pewien okres pisał pod pseudonimem (Lewita).
    A jakich to Pan widzi poważnych poetów w Chicago? Po śmierci Zbigniewa Chałki i Tymoteusza Karpowicza pozostała jedynie z poważnych twórców Joanna Bielobradek. Mniemam, że pan Panasiuk myśli o sobie samym. Wstępuje na drogę swojego dawnego guru, pana Lizakowskiego. A jakie to przygotowabnie filologiczne mają obaj panowie, Lizakowski i jego epigon, pan Panasiuk? Dosyć tej schizofrenicznej groteski! Słyszałem, że jest dobrym cieślą, ale nikt nigdy nie wspomniał, że jest znawcą poetyki i głośnym, liczącym się publicystą, a także pedagogiem. Inni znawcy poezji to przynajmniej przestudiowali Trojaki, przypuszczam, że p. Panasiuk wie o czym mowa. Mnie zaś wydaje się, że jest on li-tylko absolwentem warsztatów Lizakowskiego.
    Nieprawdą jest, że o Adamie L. nie pisano w negatywnym kontekście. Zrobił to w Relaxie Jacek hr. Nieżychowski (merytorycznie) a wręcz naukowo Mirosława Kruszewska (teoretyk literatury z dyplomami). Na szczęście, nie brała ona udziału w warsztatach p. L. Jej esej jest dostępny wszędzie, i internetem włącznie (“Adam Lizakowski – poezja fizjologiczna”).
    Sprawę Lizakowskiego p. Panasiuk, uderzając w dewocyjną strunę, rozgrywa w dziwny sposób, nie wiadomo, czy go krytykuje, czy chwali, przy czym na plan pierwszy wysuwa siebie jak poetę i publicystę każda okazja jest dobra!). Nie jest ani jednym, ani drugim. Skromności i zwięzłości w formowaniu opinii nigdy nie jest za wiele.
    .

  • wladyslaw Panasiuk

    Słaby z pana/pani obserwator, chciał pan zabłysnąć i szybciutko się wypalił. Najpierw wyskoczył pan z chamstwem(w pierwszym komentarzu), co już pana dyskwalifikuje. O czym pan pisze? Wielu wymienionych przez pana pisarzy (np:ks. Wojtyła) nie mogło ujawniać swojego nazwiska, były zupełnie inne czasy. Tu kłania się historia. Polonijnych pisarzy nikt nie prześladuje, pana chyba też. Nie znam powodu dlaczego pan mnie zaatakował imiennie, kiedy przewodnim tematem była twórczość Lizakowskiego. Proszę podać mi choć jeden tekst pisany pańską ręką prócz w/w. Nigdy Lizakowski nie był dla mnie żadnym guru. Wspomina pan o cieśli, chyba mówi o sobie (proszę napisać coś o swojej profesji), a moja publicystyka jest do wglądu.Nie korzystałem też z żadnych warsztatów prowadzonych przez Lizakowskiego. Korzystający wyżej piszą “dziub”, szkoda, że jako obserwator i tego pan nie zauważył. W przyszłości proszę zawsze podpisywać się swoim nazwiskiem, bo żadnym obserwatorem pan nie jest i długo nie będzie. Wysuwa pan bezpodstawne twierdzenie, iż nie jestem ani poetą, ani publicystą, skąd ta wiedza? Skoro jest pan tak elokwentny niech zajrzy na kilka literackich portali np:” pisarze.pl” i poczyta moje artykuły.By kogoś oceniać należy zapoznać się z materiałem. Proszę podać mi stronę, na której zamieszcza pan swoje ” naukowe”wywody, chętnie poczytam. Atakujemy wszystkich, by wzmocnić nadwyrężone ego, targa nami nienawiść i zazdrość, że nigdzie nie możemy zaistnieć, że nam się nie powiodło.Żeby dowiedzieć się nieco o mnie i mojej skromnej twórczości wystarczy na wyszukiwarce wpisać moje nazwisko i imię, a gdzie zacnego pana mogę znaleźć i poczytać o jego zasługach i sukcesach? Piszę też od lat w Kurierze, kilku magazynach literackich w Polsce, a pan? Wypisując kilka nazwisk poetów wcale nie udowodnił pan, że jest znawcą literatury, ani żadnym pisarzem. Jeśli chciałby pan podyskutować ze mną na ten temat zapraszam do otwartej polemiki prasowej, albo po prostu spotkajmy się. Chętnie poznam nowego, światłego i jedynego literata. To doskonała droga,by dowiedzieć się ile “rzeczony cieśla” wie o literaturze. Obrzucanie się błotem (incognito) świadczy jedynie o słabym poziomie intelektualnym. Gdy chodzi o promowanie się (jak pan wspomniał), nie uważa pan, że to słaba okazja, nie korzystałem nawet z lepszych. A jeszcze jedno, o co mnie pan oskarżył – oświadczam – wódy nie piję. Musiał mnie pan pomylić z jednym ze swoich kolegów. Zupełnie bezpodstawne oskarżenia i jeszcze nazywa pan mój komentarz bełkotem. Pozdrawiam pana i proszę niech pan włączy na luz. Tak szybko wycierają się “okładziny nerwów”

    • MAREK

      Pan Panasiuk sam obrażając rozmówców, nawołuje do kultury wypowiedzi.
      A brzydko.
      Swego czasu, miałem okazję zapoznać się z wierszami Pana Panasiuka.
      Jest to tak rozdzierająca grafomania, że płakać się chce.
      A teraz Pan Panasiuk uwierzył w to, że jest publicystą.
      Czytaliście jego publicystyczne elaboraty w gazecie Marka Bobera?
      Pan Marek chciałby się pozbyć nachała, ale już nie ma jak. Sława Pana Panasiuka wpiła się w jego gazetę jak ośmiornica.

      Tylko czekać, jak Pan Panasiuk zajmie miejsce Lizakowskiego na Panteonie (dużą literą pisze się) literatury emigracyjnej w Chicago.
      O tym Pan Panasiuk, stolarz po zawodówce marzy skrycie w swoich snach.

  • admin

    Jeden komentarz podpisany ś.p. Edward, ze znanego nam adresu I.P został usunięty z uwagi na chamski charakter.

  • Zaskoczony

    Akcja prowadzona doskonale. Manipulowanie przez zainteresowanego genialne, opanowane do perfekcji, autorzy komentarzy zaczynają polemizować pomiędzy sobą nie wiedząc nawet, że tak jest. I wszyscy prawie się boją, bo p. L. jest obecny wszędzie, bo ktoś za nim stoi, ktoś (zleceniodawca? kierownik spisku?) pociąga za sznurki, bo coś tu naprawdę jest nie tak.
    Bardzo przeciętny poeta nagle pojawia się w setkach publikacji, czapkują mu wszyscy, zwłaszcza redaktorzy z lewego frontu, zauważa go, bardzo się, niestety, kompromitując, pan prof. Braun i różni głodni grosza krytycy z nad Wisły, wpycha się go do podręczników szkolnych na emigracji, (co się dzieje z polonijnymi nauczycielami?!! Hańba!), obsypuje nagrodami, polskie gminy, powiaty, sołtysi wiosek fundują mu druk książek, rząd przyznaje odznaczenia. Co to wszystko znaczy? Czy urodził się nowy wieszcz, a jeżeli tak, zróbcie nam, wy wszyscy oczarowani głuptasy, dokładną analizę wierszy tego pseudogeniusza. Ma Pan rację, panie Władysławie! Dobry pomysł: dajcie nam niezależną, fachową, merytoryczną analizę! Napiszcie, co jest nowego w jego utworach.
    Od chicagowskich klakierów i dorabiających sobie na boczku redaktorów i krytyków literackich gazet w Polsce, nie dowiemy się, niestety, na czym polega geniusz Adama Lizakowskiego, który przecież położył na łopatki wszystkich trzech wieszczów z prawdziwego zdarzenia, dwóch noblistów (lewackiego wprawdzie sortu, ale jednak). Ni wyjaśnią nam niczego literaci z własnej nominacji w rodzaju Edwarda Zymana, redaktorzy polonijnych gazet jak Julita Karkowska, Wojciech Wierzewski, Wojciech Białasiewicz, pani Mackiewicz z Londynu, Aleksander Bilik, Margaret Terentiew Ćwiklińska, b. właścicielka “Gwiazdy Polarnej” . Nie powiedzą nam, co dostrzegli wielkiego w tej poezji? Dlaczego popierali akurat tego twórcę? Ci, którzyi, co odeszli, czyli Wierzejski i Terentiew, oskarżani byli za życia o bezpośrednią współpracę z służbami wywiadowczymi reżimu PRLu. Tutaj mogą mogą mieć swój początek teorie spiskowe…
    Pytanie pod adresem Konsulatu: dlaczego akurat służby konsularne faworyzują Lizakowskiego, a nie innych twórców? Jakimi kryteriami się kierują? Kto zasiada w jury nagród, które spadają gradem na głowę Drugiego Adama? Nie dziwię się, że Polonia amerykańska nie zabiera tutaj głosu: ona po prostu o Lizakowskim nic nie wie. Nie interesuje się tymi chorymi bredniami, a poza tym zapotrzebowanie na wiersz na emigracji wygasło. Poezja dawno już umarła. Nie należy się temu dziwić, kiedy podsuwa się natrętnie czytelnikom takie utwory jak gnioty p. L..
    Czy nie szkoda pieniędzy podatnika polskiego na bilety lotnicze i hotele dla tego super twórcy, na nagrody czy na druk jego książek? Przecież tego nikt nie czyta, nie czytał i nie będzie czytał. Zostanie tylko śmiech pokoleń i… ujemna opinia o poziomie Polonii amerykańskiej, która się tak łatwo daje robić w konia, oraz o służalczej, przekupnej roli krytyki literackiej, zarówno tej w kraju, jak i na emigracji. Opinią publiczną też można manipulować i robi się to z powodzeniem, co obserwowaliśmy w prasie i organizacjach polonijnych.
    Solidaryzuję się z opiniami poetów chicagowskich, podzielam ich oburzenie i gratuluję odwagi. Głowa do góry, pani Alino i panie Władysławie! We właściwym czasie i przez właściwych ludzi wasza opinia zostanie oceniona właściwie. Nikodem Dyzma w końcu zostanie zdemaskowany. Takich jak on, geniuszy, jest więcej, PRL w porę nam podrzucił swoich wychowanków ze Związku Młodzieży Socjalistycznej. Chwała Wam za to, że nie ulegliście tej chorej euforii. Dowiemy się też na pewno, kto stał za Lizakowskim i kto reżyserował jego sukcesy. Jeden odszedł już w niesławie. Mowa o Wojciechu Wierzewskim. Promował Lizakowskiego ciągle w organie prasowym ZNP, “Dzienniku Związkowym”. Również nienawidzący Polski Czesław Miłosz, pod którego parasol ochronny pan Lizakowski od lat usiłuje się chronić, nie pomoże swojemu pupilowi. Miłosz też nie był kochany przez Polaków, znających jego haniebne nastawienie do własnej ojczyzny. Służalcze merdanie ogonkiem pod jego adresem już nie procentuje. Rodzinna miejscowość poety “emigranta spod znaku ZMS” obserwować będzie Lizakowskiego z podejrzeniem, co już widać na internecie. Ludzie zaczynają zdawać sobie sprawę, że coś tu nie gra.
    A Lizakowski odczeka. Zapisze sobie w pamięci swoich oponentów i zza węgła im przyłoży. Oczywiście albo jako Krystyna, Feluś C. albo prof. Frank Szwajcarski. Jednakże wszelkie te akcje zdemaskuje zawsze jego potworna polszczyzna!

  • MAREK-Uczestnik akredytowany

    Miałem szczęście być na spotkaniu z poetą Lizakowskim w Konsulacie.
    Spotkanie było udane. Dokładna liczba gości – 9 osób (słownie: dziewięć). Razem z organizatorami doliczyłem się 11-tu osób. Poczęstunek – słone paluszki i precelki. Z napojów – tanie wino od Dominicksa. Prawdziwie po PRL-owsku.
    Załowałem, że nie było pani Aliny od jezuitów – nie miał kto podać kwiatów na kolanach Wieszczowi. Nikt też nie całował go w rękę.
    Ludzie tylko mówili, że tego urzędnika od kultury z Konsulatu – Konrada Z. – nie mylić z Wallenrodem, trzeba by było posłać na przyśpieszony kurs literaturoznawstwa, bo biedaczyna ani o Polonii, ani o literaturze emigracyjnej pojęcia nie ma.
    Pociesza nas wiadomość, że p. Konrad zapisał się na warsztaty poetyckie Lizakowskiego.
    Czego się nie robi, żeby się utrzymać na placówce!
    Nawet największe cierpienia warte są placówki w Chicago.

    Mówiono też, że konsulatowi przyszli z odsieczą dawni sojusznicy, którzy urządzili specjalnie uroczystość opłatkową, aby odciągnąć tłumy, nie tylko żądne przeżycia literackiego, co bezpłatnych, słonych precelków…

  • alina

    Panie Marku – akredytowany, ten cały szum zaczyna zbaczać z torów . Jak zauważył „zaskoczony”, akcja prowadzona jest po mistrzowsku, aby wciągać innych, opluwać, a może nawet oczyścić „Wieszcza” . Moją wypowiedź ograniczę do odpowiedzi na pańskie pytanie. Nigdy nie miałam przyjemności być w Konsulacie RP, nie była akredytowana i nigdy nie całowałam „Wieszcza „ w rękę, bo niby dlaczego, to mężczyźni dobrze wychowani całują kobiety. Jak wyżej wspomniałam, dałam się nabrać jak wielu z nas, do czego się już przyznałam, zresztą błądzenie jest rzeczą ludzką, naprawianie należy do wyjątków.
    Owszem zrobiłam kiedyś teatralny ruch, klękania z kwiatami, aby zmusić Adama do zakończenia wieczoru, którego nie miała zamiaru kończyć, a za który byłam odpowiedzialna, o czym napisałam już wyżej i nie będę się rozwodzić. Dodam, że czas wynajęcia sali był limitowany, zaś pan Adam przedłużał go w nieskończoność, nie zwracając uwagi na przypomnienia, że jest późno, za głośno, a znajduje się w pomieszczeniu, gdzie obowiązują specjalne zasady. Sala była wynajęta na 1:30, pomimo kilkakrotnych przypomnień , o której winno się zakończyć spotkanie, braku całkowitej reakcji, wręcz okazywanie złości ze strony poety, około 23;00 postanowiłam wyjść na scenę z kwiatami jak dla autora wieczoru , wykonując ruch „uklęku” , aby wymusić zakończenie wieczoru. Pozdrawiam. Alina Szymczyk

    • NIEAKREDYTOWANA PRZYJACIOŁKA PANA MARKA

      Zacna Pani Alino, należą się Pani wielkie podziękowania za odwagę utemperowania rozbuchanego talentu Lizakowskiego Adama. Oczywiście, każdy posiadający odrobinę oleju w głowie zrozumie Pani rejtanowski gest wobec nachalnego gadulstwa wieszcza z Golden Book Store. Z Pani wpisu dobitnie wynika, że wieczór trwał całe popołudnie, do późnej nocy – od godz 13:00 do 23:00.
      Jak wytrzymaliście 10 godzin z tym facetem?
      To chyba niemożliwe.
      Zastanawia mnie, czemu w ogóle urządziliście wieczór autorski właśnie Lizakowskiemu, a pominęliście milczeniem innych, bardziej znanych, literatów. Choćby z własnego grona.
      Tak się mści niefrasobliwość w doborze idoli literackich.
      Ma Pani nauczkę na całe życie.
      Dobrze, że Lizakowski nas opuszcza. Nie będzie nas narażał na takie przygody.

      • alina

        Akredytowany Panie Marku
        Chciałabym wyjaśnić i jednocześnie przeprosić, bowiem wkradła się pomyłka, w pańskiej wypowiedzi spowodowana nieścisłością z mojej strony, stąd pojawiło się 10 godzin trwające spotkanie. Otóż , sala była wynajęta na półtorej godziny (1:30), a nie od 1:30, niby drobiazg, ale jednak, tu nie ma żartów, wypowiedź ta może posłużyć, autorowi wieczoru, do obrzucania mojej osoby niemiłymi słowami . Pozdrawiam . Alina Szymczyk.

  • wladyslaw Panasiuk

    Jak to zwykle bywa, bójka zamieniła się w wojnę. Bohaterowie pochowali głowy w piach. Zabrakło argumentów, by dołożyć Lizakowskiemu, zabrano się więc za Panasiuka, co wcale źle dla niego nie wróży. Jak ktoś wyżej napisał do promowania dobra każda okazja, lub (inny cytat) o miernotach się nie dyskutuje. Wiem, że zaraz pokażą się wpisy, iż przeczę sam sobie, nie wiem po jakiej stronie stanąć i takie tam… Cieszę się, że jestem odrobinę lepszy od Lizakowskiego, bo ukończyłem przynajmniej zawodówkę, czego on w/g opinii p. Marka nie zrobił. Może jestem cieślą, stolarzem samoukiem? Takim właśnie był św. Józef, a jaką mądrością zabłysnął! nie muszę przypominać. Nie zawsze dyplom świadczy o wiedzy czy inteligencji, czego mamy przykłady nie tylko w sejmie.Wielu z rodaków posiadających dyplomy uczelni sprząta, jeździ trokami pracuje w kontraktorce i co w tym złego? Żadna uczciwa praca nie hańbi. Nie wszystkim się udało zostać redaktorami czy pisarzami, którzy niekiedy i z czytaniem mają problemy. Dyrektorów i kierowników Ameryka ma sporo. Jak wyżej wspominałem znawców literatury w Chicago jest dużo, ale jak widać mało odważnych wciąż kryjących się pod ksywkami. Dlaczego pan Marek (“filolog”,”filozof”) zwracający mi uwagę, co pisze się z dużej litery – nie potrafi dokonać analizy wiersza Lizakowskiego? Wyżej zachęcałem do tego, by rozładować rosnące napięcie.Zamiast płakać nad moją niedolą, niech Pan na litość coś dobrego zrobi, jak nie dla siebie, to dla Polonii. Panie Marku ja o niczym nie marzę , ja po prostu od wielu lat piszę i czy panu to się podoba czy nie – jestem publicystą. Proszę wejść raz jeszcze na “Kworum”, Meritum:, Wirtualna Polonia”, “Latarnia morska”, “pisarze .pl i inne portale literackie, poczytać komentarze. Niech Pan zauważy wśród jakich nazwisk pisze Panasiuk. Skoro jest Pan fachowcem zapewne zna ich wszystkich. Po zapoznaniu się z materiałem niech pan raczy mnie przeprosić. Proszę podać mi stronę, gazetę czy nawet świerszczyk gdzie mógłbym znaleźć pańskie (nie grafomaństwo) lecz wywody? A jeszcze jedno, jak wyżej wspominałem piszę też regularnie w magazynach literackich w Polsce, czy tam też są “rozdzierający grafomani” piszący wypracowania? Pan nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, że ubliża wszystkim redaktorom magazynów, do których piszę. Proszę się przedstawić i napisać coś lepszego niż ten obraźliwy gniot. Nadwyrężone ego(też wspominałem), czyżby ktoś Pana w przeszłości zostawił na pastwę losu, jeśli tak, to współczuję. A”nachałem” jest właśnie Pan.
    Ośmieszył się Pan w dość prymitywny sposób, co świadczy, że nie doszedł Pan nawet do poziomu zawodówki.

    Ps. Pani Klementyno, to pani ma trudności z rozróżnieniem szpady od szabli.

    Za wszelką cenę chcemy zabłysnąć, często tylko po to, by się z nas śmiano. Zachęcam do reklamy mojej osoby i z góry dziękuję. Lubię pisać, więc odpowiem na wszystko, ale wolałbym bardziej oficjalnie.Proszę nie wstydzić się nazwiska, chyba, że są ku temu poważne powody.
    Pozdrawiam – publicysta Władysław Panasiuk

    • Ksiądz Stefan F., SI

      A słowo ciałem się stało!
      Jeszcze jeden król nie umarł, a już mamy drugiego. Bardziej złośliwego i wojowniczego.
      Pan Panasiuk jest tak zadufany w sobie, że nie widzi własnej miernoty.

      Publikuje w Polsce, w pisemkach podrzędnych, bo przecież ani “Rzepa”, ani “Tygodnik Powszechny”, ani “Polska The Times” ani “Polityka” na swoje łamy go nie wpuszczą. Pozostaje mu może “Niedziela” czy pismo dla alkoholików “Trzeźwymi bądźcie”. Jest takie pismo.
      Wiersze może umieszcza u pana Nawrockiego w “Poezja dzisiaj”, gdzie również produkuje się Lizakowski, pani Blaszka z Florydy i pani Serafińska z Warszawy.

      A właśnie dyplom czyni człowieka bardziej oświeconym, Panie Panasiuk.
      Nie docenia Pan dobrodziejstwa edukacji. Nie ma Pan też ogłady – dobrze wychowani ludzie nie wypychają się sami przed innych. Brak Panu Kindersztuby.

      Jako ksiądz katolicki, oniemiałem widząc, że przyrównuje się Pan do św. Józefa.
      Dobre towarzystwo Pan sobie wybiera.

      Nie boi się Pan Boga.
      Ale to Boska ręka przygnie Pana do ziemi. Oj, przygnie.

      Ksiądz Stefan, SI

    • Zygmunt Jan Prusiński

      Panie Władysławie, w którymś opisie napisałem że literata Panasiuka nie znam. Dopiero teraz przypomniałem sobie iż fragmenty Pana twórczości jednak czytałem, były to eseje o sytuacji literatury polskiej w Ameryce jak i twórców. Dwa teksty Pana autorstwa opublikowałem w Salonie Biały Blues Poezji i gdzieś jeszcze.

      Panie Władysławie, byłem naprawdę pod wrażeniem o czy Pan pisał, przerażająco pod wrażeniem. A że jest Pan w Klubie Grafomanów, to powiem Panu że to zaszczyt ! Ja w Polsce grzmię o tym wszędzie, żeby mi nie odbierano tytułu I Grafomana w złodziejskiej Polsce !

      Muszę odnaleźć autorkę – publikowałem ją u siebie, są to dwie części, co to w ogóle jest “grafomania”., i ona także tytułuje się nią ! NIECH ŻYJĄ WSZYSCY GRAFOMANIE NA ŚWIECIE !

      Pozdrawiam Pana Serdecznie – Zygmunt Jan Prusiński

      Ustka. 21 Luty 2015 r.

  • Piotr Paradowski

    Panie Panasiuk,
    bądź Pan przyzwoity – ZEJDZ PAN Z TEGO BLOGA!
    Tu jest dyskusja o Lizakowskim, nie o pani.
    Po co Pan, jak ta żaba, nogę nadstawiasz, jak konia kują?

  • ANNA B.

    A ja uważam, że niech każdy robi to, co umie najlepiej.
    Lizakowski niech sobie jeździ tą taksówką, Panasiuk niech kleci meble, a nie zabierają się za kariery poetycko-publicystyczne.
    Nic się na tym nie znają. Znam obu dziadów za dobrze.
    Biorą się nie za swoje i wychodzą na wariatów.
    Robią z siebie tylko pośmiewisko. Ludzie ich palcami wytykają.
    Kruszewska, to jest poetka!
    I po uniwersytetach.
    Jak ona by wam, nieukom, warsztaty zrobiła, to by wam sztuczne szczęki powypadały, pomimo kleju stolarskiego.

    • Username*

      Kruszewska??? A kto to jest Kruszewska? Fakt, że skończyła studia nie czyni jej jeszcze poetką. Czy coś takiego można nazwać poezją?:

      “(…)
      ciało samotne, jak łódź
      czeka na brzegu złożone –
      w ustach morska sól
      w skroniach jeszcze toń pulsująca
      po odrętwiałe szypułki palców

      wysoki już wzniesiono stos
      nasycony obficie nardem i werweną zdobny
      musi spłonąć przed świtem

      skrapiam twe prochy winem
      i taki lęk mnie ogarnia –
      jakże znikome jest to, co nas dzieli
      trzeba odejść tam, gdzie ciemna rzeka toczy swój nurt leniwie
      to, co kochasz jest niczym – odwróć się tylko, a zniknie

      sen snuje się to, czy życie?…

      więc śnij, nie pragnij tej nocy niczego”

      Sorry, ale poezji tu za grosz nie widzę… 🙁

      • Krytyk

        Tak. To jest wiersz. Pochodzi z ostatniego tomu Kruszewskiej. Dobry wiersz, panie Lizakowski, całe szczęście, że nie pański. Nigdy pan takiego nie napiszesz! Do tego jednak trzeba skończył studia. Zawodówka nie wystarczy. Szkoda, że pan w tym utworze Kruszewskiej nie widzi poezji. To już kwestia wiedzy, estetyki i wrażliwości literackiej. Pan tego nie ma i mieć nie będzie.
        Może zaprezentuje pan w zamian czytelnikom swoje pełne rzygowin, zgnilizny. kału , plwocin, cuchnącego potu ponure knoty grafomańskie? Zazdrość pana zżera, Lizakowski, zazdrość!

        • Daniel

          Bo Lizakowski chce się wpełznąć w historię literatury po cudzym grzbiecie. Byli tacy poeci w Rosji na początku ubiegłego wieku: wrzucali słowa do kapelusza, zamieszali w kapeluszu i wysypywali zeń… poematy!
          Jak się taka twórczość nazywała, pamiętasz, Adasiu? No tak, pewnie nie wiesz. Zapytaj Panasiuka. On się znakomicie zna na literaturze.
          Wiem, wiem, w zawodówce tego akurat nie uczyli. No i teraz możesz tylko zamieszać sobie w koszu na świeci.
          I stąd twoja twórczość jest tak cenną, że się na niech wyznali pracownicy konsularni III Rzeczypospolitej…

          • Daniel

            Bo Lizakowski chce wpełznąć w historię literatury po cudzym grzbiecie. Byli tacy poeci w Rosji na początku ubiegłego wieku: wrzucali słowa do kapelusza, zamieszali w kapeluszu i wysypywali zeń… poematy! Jak się taka twórczość nazywała, pamiętasz, Adasiu? No tak, pewnie nie wiesz. Zapytaj Panasiuka. On się znakomicie zna na literaturze. Wiem, wiem, w zawodówce tego akurat nie uczyli. No i teraz możesz tylko zamieszać sobie w koszu na śmieci. I stąd twoja twórczość jest tak cenną, że się na niej wyznali pracownicy konsularni III Rzeczypospolitej…

  • SWIADEK Z ARCHERU

    żebyście wiedzieli, jak w wywiadzie jakiejś dziennikarce na Internecie (znalazłam pod: konsulat.rp.Lizakowski – bo tam go strasznie popierają) Lizakowski pluł na Amerykę i na emigrację polską. Tak nas tu ponoć Amerykanie maglują i prześladują i jak bydło traktują, że prawie jak w Auszwicu. Oj, jak on strasznie cierpiał!
    Jak by się o tym na Imigrejszyn dowiedzieli, to by się miał z pyszna! A ja przecież wiem, co robił – siedział u swojej żony, takiej Lusi, na posadce, pieniądze tam brał, na zapleczu stał kompiuter, obok leżały pęty kiełbasy weselnej i stała zawsze szóstka.
    I schodziły się tam literaty, młode takie chłopaki i uradzały o literaturze, a z jednym to się Lizakowski na koniec pokłócił. Warchał się nazywał, który w Polsce jest teraz szanowanym profesorem. Jego matka w Chicago mieszka. Dużo by mogła powiedzieć. Ten Warchał się w porę opamiętał i odskoczył z tego niby-poetyckiego biznesu.
    Bo Lizakowski języka angielskiego nie znał, to tym młodym, co tu dłużej byli kazał te swoje wypociny na angielski tłumaczyć i potem się chwalił, że to on sam napisał. A on w angielskim niegramotny dziś jeszcze. W polskim zresztą też.
    A to miejsce jego pracy nazywało się Golden Book Store i było na Archerze.
    A pani Lusia została w Stanach, bo on jako uchodźca polityczny niby ją sponsorował.
    No to co mu ta Ameryka taka zła tutaj była, skoro innych sposorował i na pewno nie za darmo.
    A ta pani Lusia przyjechała z Brukseli i była taką wysoce kształconą kucharką.
    I robotę zawsze mogła dostać.
    Nawet sobie na początku kwiaciarnię otworzyli, tylko im chyba nie poszło. I obie księgarnie też zamknęli, które były na Nordzie i na Soucie.
    Mówili, że ich Frukacz z torbami puścił.

  • wladyslaw Panasiuk

    Niech ksiądz kilka razy przeczyta, co napisał. Jeśli duchowny tak myśli to co dziwić się Annie B, która wyzywa mnie od dziadów.Jakim prawem! pewnie też katoliczka. Po chleb do Pani nie chodziłem, wiec skąd ten jad. Ksiądz kłamie, bo w wymienionych tytułach nigdzie nie piszę. Napisał to złośliwie, by poniżyć bliźniego. Nie porównałem się do św. Józefa tylko chciałem uświadomić piszącemu że wszystkie zawody są ważne i potrzebne, że żaden nie hańbi. Każdy czyta to, co chce. Wstyd, że ksiądz potrafi tak oczerniać ludzi. Jesteśmy zacietrzewieni, potrafimy się tylko wyzywać i to robią najczęściej znajomi. Nie poddaje się, ale nie mam zamiaru dyskutować z kimś, kto rzuca pod moim adresem wyzwiska. Trochę szacunku i kultury. Niech Bóg księdza prowadzi, bo najwyraźniej zbłądził.

  • wladyslaw Panasiuk

    Nie znam Pana Piotra Paradowskiego, ale posłucham jego rad. Dyskusja zamieniła się w wojnę i wszystkie te obelgi rzucają w moim kierunku (piszący) dawni znajomi. Od samego początku sympatyzowałem z poetami. Kilka osób odłączyło się od nas i poszli w innym kierunku. Sporo pisałem o poetach, często ich krytykując, bo każdy dążył do wielkości. Nic nie osiągnęli, ale wrogość do mnie pozostała. Lubimy się mścić, co można z łatwością zauważyć na tym portalu. Odpisuje dość kulturalnie na komentarze, a w zamian obrzuca się mnie błotem. Nie jest to zatem polemika na jaką oczekuję, nie ten poziom. Dzięki Bogu jeszcze nie noszę sztucznej szczęki,a już mi ją Anna B wstawiła. Poezja zeszła na bok, pojawiły się brukowe epitety. Wszyscy mówią o grafomanii, niech więc wkleją tu swoje wiersze świadczące o geniuszu. Ci piszący komentarze potrafią jedynie robić wieczorki i czytają swoje nudne wierszydła wychwalając siebie wzajemnie. Napisałem w swoim życiu sporo: kilkaset wierszy i jeszcze więcej prozy, którą przez ostanie lata się zajmuję. Piszę też prozę poetycką. Nie wiem dlaczego P. Marek Bober trzyma przez tyle lat analfabetę, to jest dziwne, że aż tak się do tej gazety przyssałem(jako ośmiornica). Proszę wejść na stronę “Kurier Chicago” ( na publicystykę) i na chłodno ocenić moje felietony. Jeśli uznają Państwo, że są nie do przyjęcia proszę napisać do Pana redaktora Marka Bobera, by je usunął, a mnie wraz z nimi. Proszę też wejść na wyżej podane strony i zapoznać się z moim nieuctwem. Nie można nikogo osądzać bez podania przyczyny i wyzywać od najgorszych, nikomu tego robić nie wolno. Znałem kiedyś ks. Stefana F. ale nie podejrzewam, by z takim doświadczeniem ksiądz nie wiedział, że “Niedziela” jest pismem katolickim i życzył , by Boska ręka mnie przygniotła. Wciąż ktoś usiłuje wciągnąć kościół do tej niesfornej kłótni. Tego nie napisał ksiądz. To są ci, których niegdyś wywindowałem i zamieściłem ich nazwiska w prasie. Podziękowania bywają różne. Nie sądzę, że przeciętny człowiek zajmujący się uczciwą pracą słyszał o Panasiuku. Robią to znający dobrze środowisko piszących i ci, którym się nie udało zajść wyżej niż gazetki bezpłatne. Moja rzeczona sława aż tak daleko nie sięga jak wyolbrzymiono ją na tym portalu.
    Podszywamy się pod kogoś, tylko po to, by drugiemu dołożyć, tacy są niektórzy tutejsi poeci, ich zazdrość nie ma granic. Poczytajmy tylko ich życiorysy i porównajmy do mojego. Zobaczymy kto tak naprawdę jest pyszny. Uważam, że czas najwyższy zakończyć te niedorzeczne spory. Komuś najwyraźniej zależy na skłóceniu Polonii, nie dajmy się ponieść chorym ambicjom. Większość Polaków należy do mądrych ludzi i niech tak pozostanie. Ktoś kiedyś powiedział, że smoking pasuje dopiero na trzecie pokolenie. Niektórzy najwyraźniej jeszcze do tego nie dorośli. Poczekamy zatem. Dziękuję za wszystko, co mi uczyniliście, jestem z Was dumny moi dawni koledzy.

  • Zygmunt Jan Prusiński

    Jan Prusiński

    MOJA RECENZJA – DEBIUT !

    -recenzja:PrusińskiZygmuntJan:Złodziejeczereśni. Akcent 1992 nr 1 s. 144-147

    Dział bibliografii:

    Hasła osobowe (literatura polska)

    Rodzaj zapisu:

    recenzja

    Hasło osobowe:

    Lizakowski Adam – szczegóły

    Autor:

    Prusiński Zygmunt Jan – szczegóły

    Tytuł:

    Złodzieje czereśni

    Adnotacje:

    z not. o Adamie Lizakowskim

    Źródło:

    Akcent, 1992 nr 1 s. 144-147 – szczegóły

    Numer zapisu:

    169911

    -artykuł:PrusińskiZygmuntJan:Ach ! Być dżdżownicą, pić słodycz życia…Kresy 1991 nr 7 s. 158-160

    Dział bibliografii:

    Hasła osobowe (literatura polska)

    Rodzaj zapisu:

    artykuł o utworze

    Hasło osobowe:

    Lizakowski Adam – szczegóły

    Autor:

    Prusiński Zygmunt Jan – szczegóły

    Tytuł:

    Ach! Być dżdżownicą, pić słodycz życia…

    Źródło:

    Kresy, 1991 nr 7 s. 158-160 – szczegóły

    Numer zapisu:

    140048

    Dotyczy zapisu:

    utwór:Złodzieje czereśni [1991] – szczegóły

    • Miroslawa Kruszewska

      “Akcent” pana Michalskiego znany jest ze swego poziomu.
      Nie ma czym się chwalić.
      Pan Michalski splagiatował przed laty mój esej o poezji Edwarda Duszy.
      Pańskiego wpisu nie rozumiem.

      • Zygmunt Jan Prusiński

        Pani Mirosławo, tu nie chodzi o Michalskiego a o ten periodyk literacki gdzie wielu porządnych pisarzy, poetów, eseistów i krytyków publikowano. – Pozdrawiam

  • Zygmunt Jan Prusiński

    O twórczości Adam Lizakowskiego pisali:

    Poeci i krytycy starszego i średniego pokolenia:

    Czesław Miłosz, Wacław Iwaniuk, Mieczysław Orski, Adriana Szymańska,
    Kazimierz Braun, Anna Frajlich – Zając, Wojciech A. Wierzewski,
    Marek Skwarnicki, Aleksander Nawrocki

    Poeci i krytycy młodszego pokolenia:

    Karol Maliszewski, Stanisław Dłuski, Jerzy Sikora, Zygmunt Prusiński,
    Andrzej Dudzinski, Aleksander Bilik, Wiesław Setlak, Janusz Drewnowski

    • JOLA PUSZYNSKA

      Widać. wiele ważnych osób pisało o Lizakowskim Adamie.
      Same światłe nazwiska.
      Co ciekawe, pisała o nim też poetka i krytyk literacki z prawdziwego zdarzenia, moja pani profesor, dr Mirosława Kruszewska.
      Dlaczego Pan Prusiński jej nie wymienia?
      Proszę uprzejmie odpowiedzieć na to pytanie.

      Pan Prusiński wymienia tylko klakierów, których Lizakowski sobie ugadał. Nie są to ani poeci, ani krytycy. Powiedzmy, są to “przyjaciele”.

      Ten zestaw Frajlich-Nawrocki mówi sam za siebie.

      • Miroslawa Kruszewska

        Pani Joli i wszystkim zainteresowanym polecam przedruk mojego eseju o Lizakowskim, który ukazał się w ubiegły weekend (16 stycznia 2015 nr 4) w “Kurierze Chicago”.

        • Jarun

          Kto by czytał te ramoty.

      • Zygmunt Jan Prusiński

        Pani Jolu, ja nie wiem gdzie p. Mirosława pisała o A. Lizakowskim. Mieszkam w Polsce. Więc mam wiadomości kto pisał o Lizakowskim w kraju. – Wiem kim był Nawrocki, ba, kim była Szymańska, aczkolwiek kupowałem jej tomiki w PRL, poezja niesamowita ! – A proszę mi powiedzieć co Pani zapamiętała z tych nauk ? Podejrzewam że chyba Literatura była tym przedmiotem.

  • Zygmunt Jan Prusiński

    Zygmunt Jan Prusiński

    ZIARNO W LITERATURZE NA EMIGRACJI. WSPOMNIENIA

    List do Mirosławy Kruszewskiej

    Droga Pani Mirosławo, na początek proponuję książkę napisaną przez Prof. zw. dr hab. Władysława S. Kucharskiego pt. “Polacy i Polonia w rdzennej Austrii w XIX i XX wieku”, Lublin – Wiedeń 1994.

    Otóż z dniem 7 Lipca 1994 roku wróciłem po 13 latach (na przesiedlenie) do kraju. Fizycznie, autor tej książki nie mógł się ze mną spotkać. Szkoda. Bo z p. Władysławem Kucharskim bym sobie porozmawiał więcej. A tak to napisał w tej książce o mnie, ale to są tylko strzępy. Podejrzewam że te informacje przekazała mu pisarka i felietonistka Barbara Świdersky – z którą się w Wiedniu przez całą emigrację kumplowałem. Mieszka w 2 dzielnicy Wiednia przy Wien Nord.

    Pani Mirosławo, mnie w stolicy Straussa i Falco emigracja polska znała. Byłem zawsze widoczny. I pani Zosia Reinbacher także. Ile to ja razy byłem tam w tej maluteńkiej księgarni na Burggasse 22. Pamiętam, w okresie stanu wojennego w Polsce, więc od razu w 1982 roku przyjechałem z Obozu dla Uchodźców w Traiskirchen odnaleźć tę księgarnię. Pani Mirosławo, proszę mi wierzyć, ja “żyłem” Polską ! A na emigracji nie chciałem być osobą anonimową. Więc moja rola animatora w kulturze i polityce była widoczna. Najpierw środowisko przy kościele na Rennwegu. To ksiądz Edward Lipiec podarował mi kilkadziesiąt książek poukładanych w walizce skórzanej, jak się dowiedział że jestem pisarzem – poetą. Kilka razy pomagałem mu (w służbie dla Pana Boga) ministrować. Historia z krzyżem w kościółku w czasie Drogi Krzyżowej jest warta opisania. Ale to przy okazji. Drugą taką Wyspą była redakcja i środowisko przy tygodniku “Wiadomości Polskie”. Pamiętam te początki., potem rozłam: Solidarność i Solidarność 80. UB-ecja dobrze tam zadziałała. Stefan Detko, redaktor NOW@: nowamedia@interia.pl może poświadczyć. Ba, pamiętam nowo tworzące się Forum Polonia, byłem na pierwszym zebraniu. Chodziło o to, żeby nad wszystkimi stowarzyszeniami w Austrii czuwał “Duch”, ale nie Pański… Wybrany został jako prezes tego Forum, hrabia Ledóchowski. Ja wtedy jako przewodniczący reprezentowałem Korespondencyjny Klub Pisarzy Polskich.

    Nie wiem czy Pani spotkała się z hrabiną Gabrielą Rękowsky z Wiednia. Otóż ta starsza pani, (chyba tak) lubiła moje wiersze. Te mówiące o Polsce. Kilka razy zaprosiła mnie na obiady lub kolacje. Przyjeżdżał po mnie jej osobisty kierowca do “Domu Polskiego” na Saleziannengasse, tuż przy hotelu “Intercontinental”. To tam, przy schodach spotkałem tow. Józefa Cyrankiewicza. – W ogóle się nie zmienił. U grubasów tak jest. Jak wyszedł z czarnej limuzyny przy czerwono-bordowym dywanie, to o mało nie padłem z wrażenia, i tylko tyle mu powiedziałem: Ty jeszcze nie zdechłeś ! Nie odpowiedział były pierwszy kapitalista – komunista w PRL, zaraz po II wojnie światowej. Czy Pani wie, że on miał swoje fabryki w latach 50-tych ? W Polsce Ludowej do socjalistycznego narodu darł mordę: “Wrogiem Socjalizmu w Polsce jest zachodni imperializm”! A kasę przerzucał do Austrii i Szwajcarii.

    Pisze Pani o literatach, że byli. Tak, wiem że byli. Ale jakoś nikt nie utworzył środowiska żeby się integrować. W obozie dla uchodźców był na przykład Marek Łyżwa z Warszawy. I nie spotkałem się z nim, a przecież przy bramie Obozu… kolportowałem prasę emigracyjną: “Wiadomości Polskie” z Wiednia, “Sprzeciw” ze Szwecji, “Orzeł Biały” z Anglii, “Czas Solidarność” z Kanady, “Kalendarz Polski” z USA – z Filadelfii, “Listy do Polaków” z Chicago – redaktorem był Czesław Malczewski. Piosenkarz M. Łyżwa wyemigrował do RPA. Pamiętam jak brałem udział w klubie “Remont-Riwiera” w Warszawie na Festiwalu Piosenki Studenckiej – wówczas mieszkałem w Otwocku. Nigdy “studentem” nie byłem, więc zakradłem się na scenę i zaśpiewałem przy akompaniamencie gitary jedną z moich napisanych ballad. Wtedy udział brał też Jacek Kaczmarski. Ale Marek Łyżwa odśpiewał przepiękną balladę, pamiętam tę jego melodię, a słowa są takie:

    Jeśli z ziemi wykopiemy wielki kamień,
    to niech zostanie, będzie nam pod głowę.
    Przyłożymy ucho, posłuchamy co w środku,
    szumiąca rzeka, i stukot końskich kopyt.

    Piękny głos – tenor ma Marek, pomagała mu wywalczyć kwalifikację jego żona i kolega – jako zespół do finału w Krakowie. Oczywiście J. Kaczmarski też się zakwalifikował, tylko nie ja, bo nagle komisja tego konkursu zorientowała się, że nie prezentuję żadnej uczelni, więc otrzymałem dyskwalifikację !!! Z Markiem zamierzaliśmy utworzyć nowy zespół wokalno-muzyczny; były takie wspólne plany.

    Pani Mirosławo, w tym samym czasie co ja, zjechało się bractwo na Zachód. Adamowi Lizakowskiemu też zapachniał “Zachód”! Cholera ! Poeci uciekali z Polski. – Czyżby to Duch… Norwida, Słowackiego, Mickiewicza ?

    Pozdrawiam Serdecznie Panią i Rodzinę !

    Zygmunt Jan Prusiński
    Prezes Stowarzyszenia “Biały Blues Poezji”

    Ustka. 10 Września 2008 r.

    • Miroslawa Kruszewska

      Wspaniały popis autoreklamy, Panie Prezesie. Aż dziw, że wpis Pana nie został zbanowany – bo jest nie na temat. Napisał Pan o sobie, a nie o wylansowanym przez Pana Wieszczu z Pieszyc.
      Znam kilka osób, o których Pan pisze, ale ja byłam uchodźcą politycznym i mnie obowiązywala etykieta emigracji powojennej – tej patriotycznej. Mnie nie wolno było bywać w Domu Polskim, w Instytucie Polskim, chodzić do konsulatu, bywać na imprezach, na których Pan bywał. Ba! Mnie nie wolno było chodzić nawet do kościoła na Rennwegu, bo tam było siedlisko aktywnej UB-cji. Nota bene, przy stoliku z książkami pani Zofii Reinbacher (bo najpierw był stolik, potem była księgarnia też naszpikowana UB-cją), no więc przy tym stoliku i dookoła kościoła słychać było tylko k…, k… i odchodził handelek papierosami.
      To Pan się w takim środowisku obracał i był tam znany? Gratuluję.
      Ja wolałam pozostać w bezpiecznej odległości. Co nie znaczy, że nie “żyłam Polską”.
      Byłam osobą regularnie odwiedzającą Józefa Mackiewicza (w Monachium) i nie zależało mi na byciu osobą publiczną pośród polskiego establishmentu w Wiedniu.
      Pan wszedł głęboko w… to szambo i nawet nie wie, że był manipulowany i wykorzystywany do wiadomych celów. A może Pan wiedział? Kto wie…

      Pana Kucharskiego znam. Wywodzi się z tzw. lewej lewicy.
      “Hrabina” Gabriela Rękowsky była przed wojną panną służącą u książąt Czetwertyńskich w Warszawie. Jeszcze jedna mistyfikacja emigracyjna dla ćwoków z PRL-u.

      Co do zakładania środowiska literackiego w Wiedniu, to chyba Pan oszalał. Mieliby wtedy nas wszystkich na widelcu. Ludzie kryli się i chcieli mieć święty spokój.
      Wiem, że nas rozpracowywali, a najchętniej polscy księża.

      Tak więc, Panie Prezesie, Pan działał, dawał nagrody grafomanom, bratał się z kapusiami i… wrócił do post PRL-u.
      Ja nie byłam popularna, ale swój patriotyczny obowiązek wypełniłam. Narażałam nie tylko siebie, ale i moich malutkich synów. Rodzinę w Polsce też. Za kontakty z Mackiewiczem nie głaskano po głowie. 25 lat od śmierci Pisarza musiało minąć, aby móc otym mówić.

      Na koniec małe sprostowanie: “Listy do Polaków” wydawał nie pan Malczewski, lecz pan Maliszewski. Bohater literacki. To moja rodzina. Powiedzmy oględnie.

      To, że poeci uciekli z Polski, pięknie skomentował w swoim wierszu o Grzesiu Przemyku poeta emigracyjny Edward Dusza:
      ……

      (…) Nie chcę słyszeć o Polsce
      Michników i Kwaśniewskich
      nie chcę czytać o Polsce
      nieuczciwych sędziów
      nie chcę myśleć o Polsce
      bezprawia.
      O tym dziwnym kraju
      gdzie zbrodniarze
      mogą spokojnie chodzić ulicami.
      Z synem czy wnukiem
      łowić ryby,
      brać udział w procesji Bożego Ciała
      śpiewać kolędy
      cieszyć się szacunkiem sąsiadów

      Nie chcę być rodakiem
      wybielonych paragrafem
      oprawców

      Za Polskę
      którą mi jeszcze raz odebrano
      starczą mi okruszyny słów
      Grzesia Przemyka
      który swoim wierszem
      próbował
      oddać mi Ojczyznę

      „Kiedy wrócisz”…
      Nie wracaj
      Jest noc…

      (2008)
      ………………..
      ……………………………….

      Jest noc, Panie Prusiński.
      My nie wracamy. Niech wracają Lizakowscy, przeciętniacy i autoreklamiarze.
      My czekamy na świt.

      • Zygmunt Jan Prusiński

        Proszę Pani, ja mam za ciężkie nazwisko bym mógł się komukolwiek sprzedać. Na razie nikt mi niczego nie zarzuca, a do dupy nikomu nie zaglądam. W Wiedniu zostawiłem pozytywną opinię o sobie. Byłem kolporterem i “Listy do Polaków” i “Czas Solidarność” i “Orzeł Biały” – będąc wiedeńskim korespondentem i współpracownikiem u redaktora Edwarda Chudzyńskiego. Pani choroba polega na tym, iż zza Oceanu śpiewa o patriotyzmie, i kogo nie wspomnę to się dowiaduję że to Pani rodzina, jak było to o Wacławie Iwaniuku a teraz o Czesławie Maliszewskim, drobna moja pomyłka (Malczewskim). – Czy nie ma Pani za dużo w środku trucizny która na lata już biologiczne powinna ta trucizna wyschnąć. Pisz Pani książki dla pokoleń, a kto kim jest zostaw ich sumieniom ! ______Pozdrawiam

  • Wiktor

    Szanowny Panie!

    Rozsmiszył mnie Pan Andrzej Dudziński, Aleksander Bilik mają tyle wspólnego z poezją, co ja z Kurią rzymską. Wojciech Wierzewski zaś pisał być może gdyż mu kazali. Ten czlowiek będąc jeszcze na Uniwersytecie w Indianie donosił na swoich kolegów, jego talent literacki rozbłysnął w pełni w pracy doktorskiej “50 lat kina radzieckiego”. Praca ta była publikowana w Chicago jest więc znana Polonii. reprezentowała poziom wierszy Lizakowskiego.

  • Zygmunt Jan Prusiński

    Panie Wiktorze, ja znałem i znam tylko porządnych Polaków – osobiście znam tylko Wiesława Setlaka, który bywał w moim domu w Wiedniu, wspaniały krytyk literacki:
    https://www.google.pl/search?q=Wies%C5%82aw+Setlak&ie=utf-8&oe=utf-8&gws_rd=cr&ei=XKS-VIHIJpL1aK79gagB

    Kilka listów – wzajemna korespondencja, to Wacław Iwaniuk z Toronto i Kazimierz Braun z Nowego Jorku. Przyznam że dwa lub trzy listy otrzymałem, jeden z San Francisco i dwa z Chicago od Adama Lizakowskiego. I to wszystko. Pozdrawiam

  • Dobrze Poinformowany

    Kochani, nie śpiewajcie Alleluja! Lizakowski znowu tak szybko nie wyjeżdża! Może mu coś nie wychodzi z narzeczoną czy z angażem na Uniwersytet Wrocławski, bo już dwukrotnie zmienił termin wyjazdu, pojedzie dopiero wiosną. Nikt w Chicago nie wierzy w te jego wykłady, ostatecznie Uniwersytet Wrocławski, dziedzic tradycji wielkiego Uniwersytetu im. Jana Kazimierza we Lwowie absolwentów szkół zawodowych nie zatrudniał jak dotąd w charakterze wykładowców. Może chodziło tutaj o jakieś naprawy techniczne, malowanie, sprzątanie czy odrzucanie śniegu… Przecież gdyby było inaczej, to ogólnopolska kompromitacja dla uniwerku murowana. A może to narzeczona pana Adama przez przypadek przeczytała opinie na temat swojego małżonka na forum Pieszyce i Progresie for Poland…

  • Obserwator z boczku

    Nie czytam Dziennika Związkowego, a notatkę przesłali mi znajomi. Oczywiście, ten najlepiej poinformowany i zawsze czujny organ, prawie tak sprawny w kontroli przepływu informacji jak ongiś Trybuna Ludu poinformował, że Stanowa Izba Reprezentantów Illinois nadesłała Lizakowskiemu specjalny dyplom z okazji wieczoru pożegnalnego (!), “doceniając całokształt jego pracy, nagrody i specjalne miejsce jego literackiego dorobku w historii Stanu Illinois”.
    Oczywiście, zdaję sobie doskonale sprawę, że bez specjalnej akcji, prawdopodobnie samego zainteresowanego, taki dyplomik byłby czymś niecodziennym, chociaż Amerykanie lubią wręczać sobie plakietki uznania przy lada okazji. Normalnie nasze władze miejskie czy stanowe nadsyłają nam jednak innego rodzaju dokumenty, mandaty czy nakazy płatnicze podatków. Jeżeli jest to rzeczywiście li-tylko akcja Izby Stanowej to jest to zdumiewający precedens. Pozazdrościć należy nie tyle dyplomiku, co rozeznania Izby Stanowej w temacie, znajomości literatury polskiej i języka etników. Wszystko to zaprzecza głośnym rewelacjom Wieszcza o stosunku Amerykanów do emigrantów i utartej opinii o samych Polakach w Ameryce.
    Sam Lizakowski nie miał o naszej grupie etnicznej pozytywnego zdania. Oto jego własne słowa: Odpowiadając na pytanie, czy polskie Chicago istnieje na mapie kulturalnej Polonii, polonijny wieszcz chicagowski mówi:
    “Nie. W Chicago nie ma ani polonijnej kultury, ani polskiej kultury, poza tym Chicago nie jest stolicą Polonii Świata w moim przekonaniu, nawet nie jest miastem powiatowym Polonii Świata, bo to wszystko, co tu się dzieje, jest na poziomie gminy. Przy okazji dodam, że w Nowym Jorku jest jeszcze gorzej. Polacy wracający z Nowego Jorku do Chicago są oczarowani polskością w naszym, bo tam jest dosłownie pustynia polskości. Ale żeby być sprawiedliwym trzeba także powiedzieć, że w Chicago istnieje kultura przez malutkie k, jest to kultura chłopska (niestety, Lizakowski najwyraźniej nie zna określenia “kultura plebejska” – przyp. mój) na poziomie klubów, związków, stowarzyszeń, pikników, klubów nocnych i muzyków grających do butelki z piwem. Są też pisma w języku polskim na poziomie piwnicy, chóry przykościelne, parafialne, kółka regionalne, są też organizacje w których nic się nie dzieje, programy radiowe i telewizyjne, z działalności których nic nie wynika ale one pozostały powołane dla reklam, a nie dla słuchaczy”.
    To tylko maleńki fragment wielkiej, zjadliwej, wrogiej i niesprawiedliwej krytyki środowiska, które wylansowały i sponsorowały rozwój (jeżeli można tu mówić o rozwoju) literacki Lizakowskiego. Wspierały go pisma polonijne, programy radiowe, jego drętwe utwory recytowali z zaparciem godnym lepszej sprawy polonijni aktorzy. Zawsze awanturował się, błagał o wsparcie, które często wymuszał, bywał częstym gościem w związkach polonijnych, m. in. ZNP po kweście i nigdy nie wracał z pustymi rekami, wspierały go te według niego tylko “żądne reklamy i pieniądza” pisma i programy polonijne. Tak im dzisiaj dziekuje!
    A pisze nieprawdę. Życie polonijne, choć rzeczywiście kurczy się, często przejmowane, okradane i wypaczane przez nasłanych z Polski “fachowców” ciągle trwa i przetrwa pośmiertna nawet sławę Wieszcza Pieszyckiego. Wśród nas wyrósł, żył z nas, tuczył się naszą pracą, z lekka się ucywilizował dziekuje kulturze Polonii – a na koniec napluł jej w twarz. I to wielokrotnie. Dzisiaj łasi się do konsulatów, wykorzystując słabe rozeznanie urzędników konsularnych w specyfice polonijnego życia. Gdy ich nie będzie potrzebował, to też na nich splunie. W tym wypadku na pewno słusznie. Dotąd nie zrozumiał jednej rzeczy: Polska to nie Polonia, a Polonia nie Polska choć jedna bez drugiej nie może egzystować. . To dwa odrębne organizmy. Nieszczęściem Lizakowskiego jest to, że usiłuje doić obie strony, a tak się nie da.
    A jeżeli jest prawdą to, co pisze, to jest to dla niego prawda błogosławiona. W wysoko intelektualnym środowisku, ciut, ciut ponad poziomem gminy, nie miałby żadnych szans działania, natychmiast zdemaskowano by go jako sprytnego Nikodema Dyzmę, nieuka i pełnego hucpy grafomana. I żaden tam Bilik, czy jezuita Jerzy Karpiński oraz kumple od szklanki i nawiedzeni klakierzy oraz niedouczeni pracownicy polskich konsulatów nie byliby w stanie wystawić mu przepustki na Parnas.

    • OBSERWATOR z szynki

      DO OBSERWATORA Z BOCZKU,
      DROGI PANIE CO, CZY WIE PAN O CZYN PISZE? PAN ADAM LIZAKOWSKI POSWIECIL MIASTU CHICAGO I AMERYCE WIELE SWOICH KSIAZEK. CZY POTRAFI PAN WYMIENIC JEDYEN TYTUŁ? JEDEN WIERSZ?

      ANI POETA Z BOŻEJ ŁASKI EDWARD DUSZA PISZĄCY TUTAJ POD PIĘCIOMA PSUDONIMAI ANI PAN MIROSLAWA KRUSZEWSKA WLASCICIELKA FIRMY SPRZĄTAJAĆEJ Z SEATLE RAZEM WZIĘCI I DO KWADRATU NIE ZROBILI TYLE CO ON JEDEN. PROSZĘ TO WYPISAC SOBIE NA CZOLE, LUB NAPISAC DO PANA ADAMA EMIAL

      chicagopolishpoetry@gamil on Panu rozjaśni umysł poezją, Wygląda na to, że tyle Pan wie co zje, i tak samo dobrze zna sie na kulturze chlopskiej (ludowej) co na plejbejskiej, czego dowód już Pan dał.

      że w Chicago istnieje kultura przez malutkie k, jest to kultura chłopska (niestety, Lizakowski najwyraźniej nie zna określenia “kultura plebejska” – przyp. mój) na poziomie klubów, związków, stowarzyszeń, pikników, klubów nocnych i muzyków grających do butelki z piwem. Są też pisma w języku polskim na poziomie piwnicy, chóry przykościelne, parafialne, kółka regionalne, są też organizacje w których nic się nie dzieje, programy radiowe i telewizyjne, z działalności których nic nie wynika ale one pozostały powołane dla reklam, a nie dla słuchaczy”

      Plebs (od łac. plebes lub plebs – lud, pospólstwo) ma trojakie znaczenie: 1. W ścisłym i pierwotnym są to wolni mieszkańcy starożytnego Rzymu nie mający – aż do 287 r. przed Chrystusem – praw obywatelskich; 2. Nazwa przejęta przez nowożytnych historyków dla określenia pozbawionej praw politycznych biedoty miejskiej w systemie społeczeństwa stanowego (ludzie w społeczeństwie stanowym używali terminu „pospólstwo); 3. W znaczeniu potocznym, jest to ogół przedstawicieli niższych warstw społecznych charakteryzujących się prymitywną kulturą i systemem pojęciowym.

      Kultura ludowa (ang. Folk culture, f. culture populaire, n. Volkskultur) – termin wprowadzony w krajach europejskich w XIX wieku, na oznaczenie zespołu elementów kulturowych, ukształtowanych w obrębie „warstw niższych’’ określanych jako lud. Bardziej precyzyjne pojęcie kultury ludowej jest związane z przyjętym określeniem kultury a także z ludem (kultura chłopska).

      • Mirosława Kruszewska - Coś na wesoło

        Lizakowski. Opamiętaj się człowieku. Ciągle myślisz tylko o żarciu.
        Odczep Ty się od tego biednego Duszy, którego uśmierciłesz 14 lat temu. Wiedzą o tym w IPN-ie i o Twojej patologicznej nienawiści do tego człowieka. Bo jest prawdziwym poetą i może skorygować Twoje kłamstwa, bo popijał wódkę z Miłoszem u Janty w Elmhurst, kiedy Ty jeszcze gęsi pasałeś w Pieszycach. Czy zapomniałeś już, że to on pierwszy drukował Cię na emigracji w rubryce “Wiersze czytelników”? Był też jedynym, który zawsze mówił Co prawdę w oczy.
        Plebejskość jest nie tylko chłopska, ale też i mieszczańska. Nie musisz nikogo pouczać.
        Zajmij się lepiej swoją edukacją.
        A kiełbasę i szynkę wyrzuć do śmietnika.

    • Username*

      CHODZI O EDWARDE DUSZE, BABOCHLOPA SPOD CHICAGO.

  • wladyslaw Panasiuk

    Pani Kruszewska uważałem Panią za poważną poetkę , ale się myliłem. Jest Pani nie tylko mącicielką, ale bardzo poważnie chorą osobą, wiedza też potrafi zaszkodzić. Proszę się mnie więcej nie czepiać.Nie życzę sobie takich komentarzy.Proszę popisywać się własnymi wierszydłami, a mnie zostawić w spokoju.Chamska i perfidna parafraza, ale to Pani styl. Człowiek robi to, na co go stać. Pani nie wierzy ani w Boga, ani w ludzi.Wszyscy kiedyś spoczniemy w tej ciszy. Wstrętny komentarz.Najgorzej jak mali ludzie zapragną wielkości. Myślę, że tu się Pani odkryła i pokazała tę zgniliznę, która Panią męczy. Z tej parafrazy może się śmiać jedynie idiota. Nie ma Pani żadnej klasy, szkoda było butów na taką edukację.

    • OBSERWATOR z szynki

      gdzie sie podziala tfurczosc pani Kruszewskiej-Dusza? Piękna parafraza napisana przez osobę chorą z zazdrości.

    • Profesor

      No i po co te nerwy i te bluzgi panie Panasiuku.
      Czy nie umie Pan trochę kulturalniej?
      I kto tu nie umie się zachować?

    • Profesor

      A skąd te wnioski pan wyciąga?
      Lizakowski kazał Panu napisać?
      A jeszcze tak niedawno były rękoczyny…..

  • Wiktor

    Ostatni komentarz pana Panasiuka jest zadziwiający. Karol Marks twierdził, że praca jest kryterium oceny wartości człowieka. Panasiuk poszedł dalej i pisze, że religia i wiara jest tym kryterium. Ponieważ Kruszewska nie wierzy, albo wierzy nie tak, może zbyt słabo, więc nie ma prawa się odzywac. pan panasiuk widać jest marksistą. panasiuk pisze, aby go nie tykac, nie zyczy sobie takich komentrarzy. Panie kochany, Pan tutaj publicznbie głosiłeś swoje opinie więc ludzie się z nimi zgadzają lub nie i Pan masz guzik do gadania w materii, czy ktos ma prawa sie wypowiadac i polemizować z pana pogladami. pod tym względem pański komentarz smieszny i żąłosny. Zgadzam się z obserwijącym z boczkum że jeżeli chodzi o tak zwaną “kulturę” to Chicago jest co najwyżej na pozimie gminy. To żadna polonijna stolica.

  • Obserwator z boczku

    Pan Panasiuk pokazuje oblicze prawdziwe! Niestety, bardzo szybko przyswoił sobie metody swojego guru, Lizakowskiego. Podobnie jak on uważa, że wszyscy powinni leżeć plackiem na brzuchu przed jego niezaprzeczalnie genialną twórczością. Tylko mały człowieczek potrafi tak myśleć! Wolno podnoszą głowy siedzący dotąd cicho grafomani, nawet ten z Ustki, Prusiński, przy okazji awantury z Lizakowskim próbuje wcisnąć się na forum. To on przecież przyznał Lizakowskiemu Nagrodę Marka Hłaski. Jest to twórca przypominający p. Panasiuka. Zresztą jeden wart drugiego. Pełni buty, niezachwianej wiary w siebie i swoje mizerne dzieło. Spróbujcie powiedzieć, że nie cenicie ich pracy literackiej, na pewno oberwiecie zdrowo! Trzeba tu wzywać pomocy biegłego psychiatry.

  • wladyslaw Panasiuk

    Droga Redakcjo! Nie wiem dlaczego został usunięty komentarz P. Kruszewskiej z moim wierszem “Kamienna Cisza” i obelżywą jego parafrazą? Jeśli tak się stało, proszę również usunąć mój ostatki komentarz skierowany do P. Kruszewskiej. Inaczej wszystko straci swój sens i będzie wyglądało, że to ja napadłem P. Kruszewską, a było dokładnie odwrotnie. Ja już wyżej zakończyłem dyskusje, ale zostałem wyciągnięty z szeregu.Proszę o wyrozumiałość

  • Miroslawa Kruszewska

    Panie Panasiuk,
    po wpisie, o który Pan się awanturuje, doszłam do wniosku, że nie mogę tutaj posługiwać się tym samym językiem co Lizakowski i Pan. Po 15 minutach wysłałam e-mail do moderatora, aby usunął ten wpis.
    Po prostu zrobiło mi się Pana żał.
    Teraz widzę, że byłam w błędzie i muszę nieco zejść z poziomu dyskusji, jaki sobie narzuciłam bo Pański wpis udowdnił mi, że do dyskusji z Panem nie można stosować fair play.
    Niefortunnie, zdążył Pan przeczytać mój wpis, a była wówczas u Pana 2:24 w nocy.
    Pech.
    Czy warto było napadać w chamski sposób na osobę, która się nad Panem w końcu, szczerze mówiąc, zlitowała?
    Wyszedł Pan na Lizakowskiego.
    Brzydko.

  • Edward Dusza - PYTANIE DO KONSULATU RP

    8 stycznia 2015 napisałem list do pana Konrada Zielińskiego, pracownika konsulatu RP w Chicago. Nie otrzymałem odpowiedzi. W ten sposób, zostałem zmuszony do potraktowania mojego listu go jako listu otwartego. Oto treść:

    ********

    Szanowny Panie,

    ze zdumieniem odebrałem wiadomość o festynie, jakim uraczył konsulat Polonię chicagowską. Jak widać, nikt w polskim MSZcie nie czytał znanej książki Dołęgi-Mostowicza, stąd cała awantura. Organizacja wieczoru pożegnalnego dla taksówkarza chicagowskiego, mitomana, żałosnego grafomana, jest wydarzeniem, które przejdzie do historii niekompetencji postkomunistycznych służb konsularnych. Czy może Pan powiedzieć, których to polskich pisarzy emigracyjnych czy artystów wyróżniono w sposób, w jaki celebruje się natrętnego grafomana z Chicago, działacza Związku Młodzieży Socjalistycznej i najprawdopodobniej, jak to twierdzi się w jego rodzinnych Pieszycach, agenta służb bezpieczeństwa PRL, a także kapusia urzędu emigracyjnego USA?

    Pogratulować wyboru i rozeznania w sytuacji.

    Z poważaniem,

    Edward Dusza

    Członek Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie (Londyn)
    i Związku Pisarzy i Dziennikarzy Polskich w Ameryce .

    • badacz emigracji literackiej

      Drogi Edwardzie

      napisz jeszcze więcej gdzie i do kogo donosiłeś na pana Adama. Właśnie kilku badaczy literatury emigracyjnej (profesorów) przygotowuje jego biografię na znanej uczelni w Polsce, takie materiały jak Twoje donosy są na wagę złota.

      Książka jest zaplanowana na 35 lecie debiutu poetyckie wieszcza z Chicago, i bez Twoich donosów i nazwiska byłaby nie pełna. Proszę nie przegap takiej okazji, następna może być za pieć lat, a jak wiesz z Twoim zdrowiem nie najlepiej.

      Twoje lustrzane odbicie pani M. Kruszewska już w tej biografii jest uwzględniona, jak doktor nauk humanistycznych (patrz na wiersz dla rybaka Panasiuka) bez doktoratu, światowej sławy sława. Też nie wiemy gdzie i kiedy ten doktorat obroniła, nigdzie tego nie podaje, nawet roku nie znamy.

      ps.
      Potrzebujemy tez troszkę o Tobie się dowiedzieć, gdzie skończyłeś szkołe podstawową, i czy poza nią masz jeszcze jakieś inne wykształcenie, bo nigdzie nic o Twoim wykształceniu nie możemy znależć. Taki sławny poeta i nie ma notki biograficznej, wstydz się chłopie ze wsi pod Milwaukee.

      Przewodniczący obchodzów 35 lecia pracy twórczej Adama Lizakowskiego
      doktor Jerzy Sikora.

      • Username*

        Ciekawe, czy dr Sikora wie, że podpisał się pod tym tekstem?

  • Mirosława Kruszewska - Coś na wesoło

    Coś na wesoło.
    Przywracam mój wpis, aby wiadomo było, o co awanturuje się pan Panasiuk.
    *****************

    Narzekacie Państwo, że nie ma na tym blogu poezji.
    Pozwólcie, że zacytuję poemat nowego wieszcza chicagowskiego.

    ————–

    KAMIENNA CISZA
    __________________

    Usia­dła cisza na pły­tach z ka­mie­nia,
    tylko gdzieś wrona prze­rwie ją swym krzy­kiem.
    Aby nie za­chwiać dłu­gie­go mil­cze­nia,
    drze­wo skro­bie płytę uschnię­tym pa­ty­kiem.
    *
    Wy­schnię­ta trawa pod bu­ta­mi zgrzy­ta.
    Tu zga­sło gdzieś ludz­kie cier­pie­nie,
    Tu nikt nie mówi i nikt nie pyta,
    – tu cisza i za­po­mnie­nie.
    *
    Złote li­te­ry w ka­mie­niu wy­ry­te –
    – to cały czło­wie­ka ma­ją­tek -.
    Cza­sa­mi kwia­tek ozdo­bi płytę,
    by prze­rwać mil­cze­nia wątek.
    *
    Usta za­mil­kły, zga­sło cier­pie­nie,
    bo tutaj skoń­czy­ło się życie.
    Teraz za usta mówią ka­mie­nie
    i złote na­pi­sy na pły­cie..

    ——
    Autorem jest słuchacz warsztatów Lizakowskiego – pan Władysław Panasiuk
    _________________________________

    Powyższy poem o kruchości życia, bolesnym przemijaniu i skrobaniu patykiem można by sparafrazować następująco:
    *****

    KAMIENNA CISZA
    ______________________

    Panasiuk swoją strofą
    poddał mnie katuszom
    I tak strasznie się tym wzruszom,
    że dygotom całom duszom
    *
    i mym cielskiem tyż dygocem
    i bardzo się przy tym pocem
    Mówię ci – tak się wzruszyłem,
    w kalesony popuściłem,
    od święta uprasowane –
    teraz całe obfajdane…
    *
    Jest to prawda niewątpliwa
    że poezja jest zdradliwa
    i na ducha oddziałuje
    i człowieka molestuje…

    ________
    _______________
    (all rights reserved)

    *
    Zalecam, by obie wersje przeanalizować na warsztatach ks. Jerzego Karpińskiego
    Poematów pana Panasiuka mam więcej. Chcecie poczytać?

  • Mirosława Kruszewska - Coś na wesoło

    Pana Moderatora proszę o nie usuwanie wpisów pana Panasiuka.
    Niech ludzie wiedzą, na co tego pana stać.
    Lizakowski przy nim, to pikuś.

  • wladyslaw Panasiuk

    Myślałem, że wyjaśniliśmy już wszystko, co Pani na litość wyprawia?

    • Mirosława Kruszewska

      Tak Pan uważa?
      No, to jest Pan optymistą….
      cdn.

  • Mirosława Kruszewska - Coś na wesoło

    Komentuj…

  • Edward Dusza DO LIZAKOWSKIEGO

    Panie Adamie.
    znam Pańskie książki. I Pana znam również.
    Zawsze twierdziłem, że nie jest Pan poetą tylko hochsztaplerem.
    Dałem kiedyś ogłoszenie razem z p. Kruszewską w prasie polonijnej, że my nie chcemy być w żaden sposób z związani z Pańską twórczoścoą i działalnością.
    Nie chcemy też, co napisaliśmy w ogłoszeniu, aby po naszej ewentualnej śmierci mógą się Pan powoływać na znajomość z nami. Boże, jaki jest Pan żałośnie śmieszny!
    Miłosza każdy mógł znać na emigracji, tylko większość nie chciała. To Miłosz zabiegał o znajomości. Był zwykłą, komunistyczną, sprzedajną gnidą. A tłumaczył podobnie, jak Pan: z polskiego na polski. Pan to przynajmniej zna sanskryt.
    Wkrótce, nieubłagana historoa dokopie Wam do szmat.

  • alina

    Szalina

    Miało być o Adamie L…. , a tak naprawdę jest o wszystkim, czepianie się nawzajem, obrzucanie błotem, krytyka, czyżby nie szło tu o poetę „jedynego” w Chicago ? , a może wszyscy Polacy piszący w Chicago i nie tylko , mam tu na myśli w języku polskim, są „innym” belką w oku? , a może już nie potrafimy spokojnie, godnie prowadzić dyskusji?…

    Miało być o Adanie wyciąga się innych, w jakim celu ? No właśnie , może Pan Panasiuk ostro się wypowiedział, ale nie ubliżał, stanął w obronie własnej . Proszę zwrócić uwagę , Pan Panasiuk jest konsekwentny w wypowiedziach, co z tego, że jest nadwrażliwy na swoim punkcie, wszyscy tacy jesteśmy i widać to gołym okiem w wypowiedziach.

    Myślę, że nie można twórczości Panasiuka przyrównywać do Adama, na dowód czego posyłam wiersz, który znajduje się na portalu Konsulatu RP . Proszę o ocenę tego utwór .

    W hołdzie wielkiemu polskiemu poecie, dramaturgowi, prozaikowi, eseiście Tadeuszowi Różewiczowi, zmarłemu 24 kwietnia br. Konsulat Generalny RP w Chicago oddaje pamięć wierszem znanego chicagowskiego poety Adama Lizakowskiego.

    Adam Lizakowski

    Mój Różewicz

    Prowadzony na rzeź ocalał
    Walczył z aniołem na ziemi
    Ubitej z gazet na śmietniku
    Gdzie ślina krew i żółć
    Leżała wymieszana
    Z gnojem słów
    Lecz słowa z gnoju
    Powstały i zamieniły się
    W nawóz
    Coś czego nie było
    I rośnie
    Podchodzi do gardła
    A w nim wielkie światło
    Okrutne
    Odcina Go połyka
    Wypluwa i ginie
    To jest stół mówiłem
    To jest stół
    Na stole leży chleb nóż
    Nóż służy do krajania chleba
    Chlebem karmią się ludzie
    Nawet kanibale i emigranci
    Którzy codziennie napotykają się
    Na chiński mur
    Za którym inni mają prawo i obowiązek
    Krzyczeć na oracza
    Patrz patrz słuchaj pniu
    Ikar spada
    Ikar tonie syn marzenia
    Co nie utonie będzie zakopane
    Głęboko pod lipą kamieniem
    Krzyżem z brzozy
    Nie było nas był las
    Nie będzie nas będzie las
    Ludzkich rąk czaszek guzików
    Piszczeli niewysłanych listów
    Złotych obrączek błyszczących
    W świetle lamp dziennikarskich
    Wielkości małych gwiazd na niebie

    Naszego Boga

    • MIROSŁAWA KRUSZEWSKA - MOJ JóZEF MACKIEWICZ

      Czy nie lepiej tak napisać? Po ludzku i komunikatywnie?
      A też jest las, są czaszki i prowadzeni na rzeź także. I całe zdruzgotane człowieczeństwo…, jak u Różewicza.
      Ale wszystko można powiedzieć po ludzku. Bez gnoju.

      ***

      Mirosława Kruszewska
      __________

      ROZMOWA Z JóZEFEM MACKIEWICZEM
      _________________________

      Zamknij okno, dziecko, chłód wszedł do pokoju
      w czarną przepaść obłok zległ
      czuć zapach świeżej ziemi z leśnego cmentarza
      gdzie przestrzelone czaszki
      układają się w piramidy kurhanów
      te drugie – jak ziarna rozsypane świętego różańca
      i martwych oczu kratery
      wciąż słychać strzałów suchy trzask
      a myśli błądzą w labiryncie z mgieł
      a serce ściska lęk
      *
      im, gigantom rzuconym w dół – żałobna kwadryga
      mnie – opończa tułacza wczepiona w ciernie faktów.
      dzień za krótki, noc długa, bezsenna,
      wszystko jest z drugiej strony i jest tylko cieniem
      przepaść skupiona, mroczna jak wyrocznia
      i kiedy – obcy tutaj – przemierzam ugory
      wpatrzony w noc
      widzę jak las świerkowy wypuszcza upiory
      wyblakłe odpływają, odchodzą
      daj mi dłoń
      *
      myślałem – na próżno wołam
      mój głos samotny
      zakneblowany za życia, zakneblowany po śmierci
      mówili, że piasek wdzierał się tam w gardło
      i ziemia jeszcze ruszała się długo
      widziałem – jak ból pełzał z tych drzew
      wylękły, lepki, gliniasty
      aż do spróchniałych wnętrzności ziemi
      i ta straszliwa cisza dokoła
      *
      Chryste!

      ____
      (2008)

      • MIROSŁAWA KRUSZEWSKA - MOJ JóZEF MACKIEWICZ

        Józef Mackiewicz był prześladowany za Katyń.
        Zadręczyli go rodacy.
        31 stycznia mija 30 lat od jego śmierci…

        • Jarun

          Mirka -kłamiesz. Zmarł w Wiedniu.

  • Obserwator z boczku

    Panie L, ukrywający się pod hasłem szynki, źle mnie Pan zrozumiał… “z boczku” oznacza położenie, a nie wyrób masarski. To tak jak Obserwator p. “z prawego, czy lewego boczku”. Panu to się zaraz wszystko z żarłem kojarzy…. A swoją drogą, dlaczego, kiedy Pan o sobie pisze, zawsze zresztą czołobitnie, używa Pan zwrotu “Panie Adamie”, “Pan Adam” , Poeta (zawsze z dużej litery!). Czy coś z Panem jest nie tak? Żywi Pan do siebie zawsze przeogromny szacunek. Przynajmniej Pan… Sumując, uznał Pan, że obserwator siedzie w boczku, trochę może tłustawym i puszcza pawia na Największego Wieszcza Pieszyc i nadwornego wierszoroba Konsulatów RP od Australii do Stanów. Coś jak w wierszy o Różewiczu, którego Pan uczcił tak odrażającym wierszem.
    Popularność zobowiązuje do cierpień, a droga do Nobla może być bardzo bolesna. Ale dojdzie Pan, zapewniam. Nobla Pan dostanie. Sam mnie Pan w swoim czasie o tym zapewniał, a oceniając siłę Pańskiego przebicia , cel Pan osiągnie. Szkoda tylko, że ta nagroda się tak straszliwie zdewaluowała: dostają ją terroryści arabscy, marksiści i zwykłe, szeregowe komuchy. Komuchem szeregowym Pan już był – jak piszą z Pieszyc – więc jest nadzieja…
    Niech Pan szanuje ludzką pracę. Sprzątanie nikogo nie hańbi, a w Ameryce bywa znakomitym zawodem. Na pewno lepszy jest dobry sprzątacz, którego profesjonalizm cenią ludzie, niż żenujący, kiepski poeta, którego wierszy nikt nie czyta. Skąd u Pana, chłopaka z prowincji, taka nienawiść i pogarda dla uczciwej pracy?… Wstyd!
    ” Ślina, krew, żółć, gnój słów” to wszystko, co Pan przeznacza dla innych ludzi. Zimno się robi! Pański ukochany wieszcz Miłosz też nie miał szczęścia napisać dobrego wiersza-apoteozy. Pamięta Pan ten straszliwie grafomański utwór Miłosza o Lechu Wałęsie? Zawsze to tak wychodzi, gdy miernoty próbują podciągać się pod Wielkich i piać fałszywy, nieporadny w formie hymn na ich cześć.

  • Edward Dusza

    Panie Lizakowski alias dr Sikora,
    zmień Pan repertuar. Marny z Pana szpicel. Źle was teraz szkolą. Nic się Pan o Edwardzie Duszy nigdy nie dowiedział. I nie dowie się Pan. Nigdy też nie udało się Panu pozyskać mnie jako swojego klakiera. Ja z komuchami się nie bratałem i jak uczciwy Polak, byłem tam, gdzie trzeba. Pana tam nie spotkałem.
    O jednym tylko może pan wiedzieć, Lizakowski. Nie stały nasze kołyski pod jedną powałą. Nigdy nie dojdzie Pan tam, skąd ja już wracam.
    Proszę moderatora o zdjęcie niby Pańskiego wpisu. bo jest to jeszcze jedno oszustwo. IP pańskiego komputera jest mu znane. Pańska niegramotność zdradza Pana także, jak zawsze. Lepiej, gdyby Pan pisało po angielsku, bo ten język, jak widać z Pańskich tłumaczeń, zna Pan lepiej niż polski.

  • Edward Dusza

    Do wiadomości:
    Lizakowski- światowiec z Pieszyc, pisze, że Dusza to chłop z wiochy spod Milwaukee. Pomyłka. Dusza istotnie jest z wiochy zwanej Kraków, zaś obecnie mieszka na prowincji, w znanym uniwersyteckim mieście Stevens Point , 100 mil od stolicy stanu, Madison. Przyjeżdżało tutaj wielu wybitnych ludzi z Polski i Emigracji, z Karolem Wojtyłą włącznie. A po co oni tu przyjeżdżali? Ot, zagwozdka. I tego się Lizakowski też nie dowie.
    A on nawet, Chicago, które niby kocha, nazywa publicznie “gminą”.
    Adam Mickiewicz urodził się w Zaosiu k/ Nowogródka, czyli też na wiosce…

  • Głos z Milwaukee

    Zaraz po przyznaniu nagrody Nobla Czesławowi Miłoszowi red. Edward Dusza wygłosił na naszym uniwersytecie w Milwauee odczyt o tym pisarzu. Wypowiedzi red. Duszy były raczej krytyczne wobec “Zniewolonego umysłu” oraz powieści “Dolina Issy”. W odczycie podkreślono podziw dla Związku Sowieckiego, wyrażany przez Miłosza przed II wojną światową, oraz jego służbę dla reżimu PRL. Podkreślić muszę, że mówca został gorąco u nas przyjęty. Podobne wystąpienie zorganizował Duszy również International Program Uniwersytetu of Wisconsin w Stevens Point z udziałem prof. Pauliny Isaacson, prof. Wacława Soroki (Dept. of History), prof. Aleksandry Kamińskiej (Filologia Francuska) i prof. Williama Clarka (Filologia Angielska). Również i w tej imprezie brałem udział: czytano tam fragmenty “Zniewolonego umysłu” i wiersze z tomu “Ocalenie” w tłumaczeniu prof. Clarca. Tenże uniwersytet opublikował prace Edwarda Duszy o poetach warszawskich w języku angielskim. Wstęp do niej napisał Stefan Korboński. Ta stosunkowo nieduża praca była trzykrotnie wznawiana.
    Zdumiewa mnie zatem te pełne lekceważenia wpisy p. Lizakowskiego i jego kolegów wobec red. Edwarda Duszy. Przecież pan Lizakowski był wtedy chyba jeszcze w Polsce, nie pojmuję jego zaciekłej, nieskrywanej nienawiści do tego szanowanego w naszym środowisku pisarza. Oczywiście, komuniści pamiętają Duszy jego wypowiedzi w telewizji Wisconsin o sowieckiej agresji na Afganistan oraz jego głośny protest w Stevens Point wobec uprawianej agitki komunistycznej przez Hieronima Kubiaka w czasie jego odwiedzin naszego uniwersytetu.
    Gdzie Pan był wtedy, Panie Lizakowski?
    B. “Pomiostowiec” z wiochy Germantown k. Milwaukee

  • Jur

    Zaslugi redaktora Duszy dla sprawy polskiej wolnośco są znane i bezapelacyjne. Lizakowskiego zaslugi wtej dziedzinie zupełnie nie znane. Dusza wystosowal list otwarty do Konsulatu. Cikawe czy doczekamy się odpowiedzi. Osobiście watpie, gdyz Pani KOnsul Generalna zamuje się kawkami, herbatkami, tak, aby nic nie robić, udawac, że wszytsko jej cacy. taka paniusia bez żadnych kompetencji.

  • Mirosława Kruszewska PANU SIKORZE odpowiadam

    Pan dr Sikora na żadnym uniwesytecie w Polsce nie jest odnotowany.
    Więc, Lizakowski, nie wygłupiaj się.
    Twoją książkę, którą napisye Ci konsulat, przjmiemy z wielką uciechą.
    Szkoda, że szpicle nie umieją skompletować naszych życiorysów. Poniektórzy są przekonani nawet, że Dusza i Kruszewska to jedna i ta sama osoba. Inni myślą, że Dusza umarł, dzięki Tobie. Mnie uśmiercono w mojej biografii na Wikipedii już 20 października 2010. Nawet wiem kto.
    Ucieszę Cię – Edward Dusza nie ukończył nawet przedszkola, a ja uczyłam się w tzw. home schooling. I stamtąd mam doktorat nauk wszelakich. Jedna y moich specjalizacji, to układanie bukietów. Nagrobnych. Praktykę odbywałam u pp. Lizakowskich na Belmoncie. Ale praktyki nie ukończyłam, bo za szybko splajtowali.
    Więcej szczegółów musisz sam sobie dośpiewać.
    Ha, ha.

  • Mirosława Kruszewska do LIZAKOWSKIEGO

    Zobacz Lizakowski, jak ja traktuję tych, którzy chcą się ze mną spotkać na furum publicznym. Trzeba się cenić. Ty byś poleciał od razu i wbił się w plebejskie towarzystwo. Ja nie.
    Właśnie dostałam takie zaproszenie wczoraj:

    ——
    Kopiuję:
    ______

    Zaproszenie na “Spotkanie z kulturą polską”

    Thursday, January 22, 2015 9:21 AM
    From: “Beata” (e-adres zachowam dla siebie)
    To: miroslawakruszewska@yahoo.com

    Szanowna Pani,

    Nazywam się Beata Gallaher i wiosną organizuję “Spotkania z kulturą polską” w Domu Polskim w Seattle.
    Jedno z tych spotkań będzie poświęcone polskiej emigracji w USA. Planuję zorganizować to spotkanie 1-ego maja o godz. 18.30.
    W imieniu Domu Polskiego chciałabym zaprosić Panią na to spotkanie i poprosić o prezentację na temat polskiej emigracji w USA. Byłoby świetnie, gdyby Pani również mogła przeczytać kilka swoich wierszy.
    Proszę mi dać znać, czy może Pani przyjąć nasze zaproszenie.
    Z wyrazami szacunku,

    Beata Gallaher

    ——

    A TO JEST MOJA ODPOWIEDź:
    ——

    Thursday, January 22, 2015 12:10 PM
    Mark as Unread Flag this message
    From: “Miroslawa Kruszewska”
    To: “Beata”
    —–

    Szanowna Pani,

    Co za zaskoczenie! Nie mogę uwierzyć!
    Nagle ktoś sobie przypomniał o mnie w Seattle!

    Gdy w roku 2007, doktorant z Polski poszukiwał mnie tutaj, nikt nie pisnął ani słowa, że taka osoba w Seattle w ogóle istnieje. A wszyscy wiedzieli – i pan Rysio-internetowiec i pan bibliotekarz z Seattłe Public Library i entuzjaści poezji, których tu wiele.
    Biedny chłopak, znalazł mnie w końcu dzięki poecie – Edwardowi Duszy via University of Wisconsin.
    Nie wiem, czemu ludzie ci tak się zachowali.

    Mieszkam w Seattle od 15 lat. (W USA – 35 lat). I pies z kulawą nogą mną się nie zainteresował. Jeden pan Hicker z PNA sprzedawał moje tomiki wierszy na kiermaszach. Pieniążki szły jako donacja dla PNA.

    Właśnie złożyłam do druku książkę dokładnie o intersującej Panią tematyce – „Polacy w Ameryce”, więc z wygłoszeniem referatu nie byłoby najmniejszego problemu. A jest o czym opowiadać. Książka ma ponad 400 stron.

    Niestety, nie mogę uświetnić Waszej imprezy, gdyż odbędzie się ona 1 maja, a to jest komunistyczne święto. Jestem uchodźcą politycznym i nie mogę brać udziału w tego rodzaju „eventach”. Jestem też osobą, którą cechuje „zoologiczna nienawiść do Sowietów”. Powiedzonko Michnika. (Czy to Pani department zaprosił kilka lat temu Michnika do Seattle?)

    Umówmy się tak – Pani zorganizuje mi wieczór autorski z dyskusją w spotkaniach „Salonu Poezji” (który od 15 lat mnie “nie zna”), a potem pomyślimy o reszcie.
    Trzeba mnie w końcu jakoś przedstawić, prawda?
    Mnie przecież w Seattle nie ma.

    Łączę wyrazy szacunku –

    Mirosława Kruszewska, Ph.D.

    P.S. Jestem osobą niezwykle zajętą i mam wolne jedynie poniedziałki.
    W Domu Polskim nie bywam. Z zasady.

  • Głos z wiochy pod Milwaukee

    Członkowie warsztatów poetyckich domagają się analizy jakichkolwiek wierszy pana Lizakowskiego, aby wpisy na forum Progress for Poland stały się bardziej informujące i konstruktywne.
    Ponieważ jest tak przerażająca liczba znawców tej poezji, przeto wzywam najważniejszych, zwłaszcza tych z młodszego pokolenia aby stanęli w szranki i popisali się swoja erudycją. Do dzieła: pani Danuto Blaszak z Miasta Poezji, Alexandrze Bilik z Kalejdoskopu, wszyscy klakierzy z “Dziennika Związkowego” oraz miłośnicy poezji z Konsulatu RP z Konradem Zielińskim na czele. Poniżej wiersz waszego wieszcza:

    W. Szymborska odesłała legitymacje partyjną
    w goście solidarności z wyrzuconym
    z PZPR Leszkiem Kołakowskim

    opłakiwała stalina szczerze
    zbyt emocjonalne podejście do życia
    ale żeby tak od razu solidaryzować się
    rzucać legitymację partyjną
    nie ma w tym metafory ani porównania
    żadnej poezji
    poczułem radość
    z nią wracałem z downtown
    wypełnioną po brzegi blue line
    CTA forest park – o’hare
    Chicago, luty 1/2012

    Pieszycki poeta Ryszard Mierzejewski, którego pan L. niemiłosiernie niszczy na pieszyckim forum, podobnie jak robi to w przypadku red. Edwarda Duszy i dr. Mirosławy Kruszewskiej, napisał, ratując honor swojego miasteczka:
    “Utwór ten wymyka się nie tylko wszelkim narzędziom analizy literackiej. (…) Sam autor często daje życzliwe rady innym uprawiającym poezję w rodzaju: “złam pan pióro”, “zajmij się czymś innym, na przykład zamiataniem ulic czy zbieraniem butelek”.
    ……..
    Czekamy na akcję !

  • Szperacz

    Oto metoda twórcza pana Lizakowskiegi.
    Porównajmy tylkodwa teksty – wcześniejszy Duszy i późniejszy Lizakowskiego.
    A tekstów tych jest znaczne więcej i to różnych autorów:
    ***
    DUSZA:
    ———-
    Za to matka mówi,
    że tam u nas,
    w zagajnikach nad Wisłą,
    biało było wiosną
    od zawilców,
    a takiego obwarzanka z solą,
    jak z piekarni na Dębnikach
    to nigdy w Ameryce nie jadła…

    ***_______

    A TUYAJ LIZAKOWSKI:
    ———-

    Mama opowiada o tym 30 lat później
    gdy jemy gęś w Pieszycach:
    – tak dobrej gęsi jak wtedy w Sulejowie
    – w życiu nie jadłam.

    ________***__________
    __________

    Co ważne, wiersz Lizakowskiego został nagrodzony w ub. roku na konkursie „Polska, jaką pamiętam”. A jest on oczywistym plagiatem. (Styl i pointa).
    Kompromitacja nagradzających go ignotantów jest oszałamiająca.
    Wstyd Lizakowski!
    Chcecie więcej?
    U pana Panasiuka też można znałeźć piękne kwiatki, ale o tym potem.

  • GłosGłos z Archeru gmina Chicago

    Lizakowski! Czyś ty miał okazję, wciskając się wszędzie jak wsza a będąc politycznie tj. marksistowsko poprawnym, zapytać się tej sowieckiej komunistki i najbardziej odrażającej postaci w polskim pejzażu literackim, sowieckiej poetki Szymborskiej “co opłakiwała – jak to piszesz – Stalina szczerze” – jakie to ona miała wykształcenie? Ciut wyższe od Twojego. Uniwersytetu żadnego nie powąchała, za to terminowała u grafomana nieco mniejszego od ciebie, Władysława Machejka… Pomyśl, ileś stracił: umarła a nic Ci nie powiedziała!
    A teraz pamiętaj: uważaj, co piszesz o kulturze chłopskiej i o ciemnej Polonii chłopach. Wspinałeś się po niej w górę z całą determinacją. Siedziałeś na Archerze wśród górali, dobrzy byli wtedy, jak ci dali w łapę, teraz nimi pomiatasz. A coś o Orkanie czy Kasprowiczu słyszałeś? O nich nawet w zawodówkach uczyli. A o miłości św. Jana Pawła II do tej akurat chłopskiej, góralskiej kultury i góralskiej mowy i pieśni, naszego wspaniałego folkloru też niczego nie wiesz? Wszystko to według ciebie doły ciemnoty, zapyziała polska gmina, czyli samo chamstwo. A skąd żeś jest, hrabio? Nie kompromituj się, i nie siej nienawiści wśród ludzi, bo za to nie tylko że można oberwać, ale i do pierdla trafić. Nie godny jesteś mieszkać w Ameryce, gdzie szanuje się każdego człowieka bez względu na jego pochodzenie społeczne i rasowe. A jak ci się i Ameryka nie podoba, to wyjeżdżaj. Odetchniemy wszyscy.
    Szanuj ludzi , ty itd.
    Jontek z Archeru

  • MIROSŁAWA KRUSZEWSKA - Jest taki poeta...

    JEST TAKI POETA W CHICAGO.
    NAZYWA SIE WŁADYSŁAW BURZAWA.

    A oto jeden z jego wierszy:
    ______________

    SPÓŹNIONA MIŁOŚĆ
    ________________________

    Przyszła niespodziewana
    cicho usiadła na skraju
    jesiennego dnia
    bojaźliwie rozglądała się
    aż po horyzont
    zachodzącego słońca
    i jest
    a jakby jej nie było
    płocha
    W każdej chwili
    gotowa do ucieczki
    w niepamięć
    A wieczorem zdumiona
    zanurza się
    w objęciach księżyca
    ona
    prawdziwa
    choć spóźniona
    miłość…

    _____________________________________
    ____________________

    O ileż to pisanie Burzawy jest wartościowsze od bełkotu Lizakowskiego!
    Dlaczego konsulat nie zaprosi do siebie takich poetów, tylko kompromituje i deprecjonuje literaturę emigracyjną lansując pustosłowie grafomańskie?

    • Poeta

      Twoje Majtki Na Krzaku Jałowca

      dla duetu Edwarda i Mirosława

      Twoje majtki na krzaku jałowca
      jak zegar na ścianie wiszący
      wiatr nimi poruszał jak czas wahadłem
      wyzuty z wyższości z ciekawością je oglądał

      Twoje majtki na krzaku jałowca
      jak biały ptak śpiewały pieśń o miłości
      wysokim głosem aniołów jasnowłosych z
      wiejskich kościołów praźródeł piękna duszy

      Twoje majtki na krzaku jałowca
      Jak płonący biały ogień a las
      Cały – niebotyczna cukiernia – pachniał
      Czekoladą, kokosem, wanilią, karmelem

      Twoje majtki na krzaku jałowca
      Jak laska Mojżesza czyniąca cuda
      Dowód wdzięczności Najwyższego
      Dla tych co proszą o pół kropli

      Twoje majtki na krzaku jałowca
      Jak dzwon na wieży straży pożarnej
      A serce moje płonęło byłaś strażakiem
      Ambulansem pędzącym po rozpalonej skórze

      Twoje majtki na krzaku jałowca
      Jak książka rozłożona na dębowym stole
      Na kartach jej rozgrywały się bitwy
      Na wyspach śpiewały syreny z Kirke

      Twoje majtki na krzaku jałowca
      Jak gwiazda polarna wyznaczajaca kierunek
      Marszu moim dreszczom i wzruszeniom
      Magia pukania do serca gdy oczy są zamglone

      Twoje majtki na krzaku jałowca
      Jak biała trawa na niebiańskich pastwiskach
      Po nich stąpają pracowite pszczoły
      Po mistrzowsku spijajać łzy z oczu konwalii

      Twoje majtki na krzaku jałowca
      Jak rycerz rękawicę zdjęłaś je dumnie
      Do syta oddając swe ciało –
      Dwuosiowej chmurze zasłajacej tarczę słońca

      ps.

      Pani Mirosławo i Ewardzie myślę, że bardziej rozumiecie mechanizm odkurzacza niż wiersza.

  • Dla urozmaicenia polecam

    Dla urozmaicenia komentarzy polecam :

    Zatrzymać czas

    Kto nie chciałby zamieszkać w krainie gdzie na ratuszach nie ma zegarów, a na ścianach kalendarzy. Marzy mi się taka planeta, po której spacerują szczęśliwi ludzie bez komórek przy uchu. Czy w ogóle da się bez nich żyć? Jest to urządzenie potrzebne, ale także ograniczające ludzką swobodę. Nagle stajemy się czyjąś własnością, mówiąc oględnie jesteśmy dyspozycyjni. Nie muszę tłumaczyć, co to oznacza w praktyce.
    Czas, to najcenniejszy skarb jaki posiadamy. Policzony przez Boga daje nam możliwość tymczasowego zatrzymania się na Ziemi. Nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę jak jest cenny i ważny. W nim wszystko się dzieje i mieści, jest niepowtarzalny i ścisły. Coraz mniej go zostaje, kurczy się jak mokry rzemyk zaciśnięty na szyi. Każdy mijający rok odejmuje z naszej darowizny dwanaście miesięcy. Co zostawiamy za sobą, czy owe ślady gdzieś prowadzą, czy kończą się w szczerym polu, gdzie tylko wiatr ma coś do powiedzenia. Żyjemy w przestrzeni i czasie, ale czy potrafimy żyć z ludźmi? Czy w tym pośpiechu nie zagubiliśmy najważniejszych cech i czy zdążymy to jeszcze naprawić? Zegar w dalszym ciągu odmierza minuty i zamienia je w lata. Dzwon na pobliskiej wieży wysyła echo w świat, a wicher go rozprasza. Nic nie trwa wiecznie, bo wszystko, co znajduje się na ziemi jest tymczasowe, a więc i ulotne. Na miejsce gasnących drzew sadzimy nowe, naprawiamy przeciekające dachy. Wszystko zmienia czas, gdyby ktoś zdołał go zatrzymać. Nad tym od lat pracują naukowcy i co?. Lekarze potrafią przydłużać życie, dzięki modyfikacji oglądamy piękne owoce i warzywa, nawet je spożywamy. Rzeczywiście cieszą oko, ale rujnują żołądki. Posuwa się ta nasza nauka, ale nie na tyle, by powstrzymać czas. Kremy i inne eliksiry młodości jak kolagen ze skóry łososia tylko chwilowo wygładzają skórę. Sam łosoś też nie żyje wiecznie. Bez wątpienia technika nie stoi w miejscu, ale jej granice wciąż są ograniczone.
    Jeszcze w starym roku zajrzałem na Internet, by cofnąć się nieco w czasie celem przypomnienia młodych lat. Nie tęsknię za Gomułką czy Gierkiem, ale czasami warto obejrzeć się za siebie, by bardziej zrozumieć świat. Pewna kobieta zapytana w setną rocznicę urodzin Gierka: co sądzi o tamtej epoce odpowiedziała: to był piękny okres, dlaczego zapytał dziennikarz: bo wtedy byłam młoda. Czy to nie piękna odpowiedź? Młodość była odporna na wszystko, bo tak naprawdę zawsze byliśmy między młotem, a kowadłem, czasami nawet sierpem. Nikt nas nie rozpieszczał, tylko nie potrafię zrozumieć powiedzenia,” że człowiek uczy się na błędach”. Wychodzimy z tych lekcji bez żadnej wiedzy. Czas nie był dla Polaków łaskawy i więcej było w nim łez niż uśmiechu. Samodzielność nie jest domeną naszego narodu, lubimy być prowadzeni za rączkę, a taki spacer wiedzie zawsze na manowce. Są na to liczne dowody. Czas dla każdego jest taki sam, ale lepiej go spędzać z podniesioną głową w zamożności niż w nędzy i poniżeniu.
    Za nami kolejny rok, jaki zatem był? Przeciętny i w miarę spokojny. Nie ma jednak lat bez żadnych zamieszek czy wojen. Każdy chce być zamożny; mieć dużo ziemi i pieniędzy, a bez walki jest to wręcz niemożliwe. To najkrótsze zdefiniowanie wojny. Łatwiej zrabować niż zarobić, czego przykładem jest codzienność. Bogacenie się kosztem innych znane jest od wieków i ciągle ulepszane. Nikt nie stara się odpowiedzieć na pytanie: skąd biorą się milionerzy.
    Czym zaskoczył nas miniony rok.
    Najważniejszym i tragicznym wydarzeniem było zaginięcie samolotu Maleysia Arlines 8 marca 2014 r. Maszyna leciała z Kula Lumpur do Pekinu z 239 pasażerami na pokładzie. Nikt nie wie co stało się tamtego dnia. Lotniczych zagadek jest coraz więcej.

    Przywrócono stosunki dyplomatyczne zerwane w 1961 roku. USA i Kuba znowu razem. Ameryka nie potrzebuje już więcej wrogów, teraz każdy przyjaciel na wagę złota. To na pewno zwrot w dobrym kierunku. „Proletariusze wszystkich krajów łączcie się”. Dobre hasła zawsze są aktualne.
    Protesty przeciwko brutalności policji w USA. Ferguson i Nowy Jork stał się prawdziwym dramatem. Prawo egzekwowane siłą powinno należeć do przeszłości, ale tak nie jest. Na całym świecie policjant ma zawsze rację i tak też pozostanie.
    Legalizacja małżeństw homoseksualnych już w 35 stanach (na 50). Pierwszym stanem zezwalającym na małżeństwa tej samej płci był Massachusetts czerwiec 2013 r. Za tą decyzją podążyła Europa „Jak dobrze mieć sąsiada”.
    Kryzys na Ukrainie poruszył cały świat. Aneksja półwyspu Krym wywołała oburzenie i na tym się zakończyło. Były też sankcje ekonomiczne i ograniczenie wjazdu dygnitarzy rosyjskich do USA, ale ci i tak nie niemi zamiaru tu przyjeżdżać. Stracić duże pieniądze wolą gdzie indziej.
    Prezydent Obama ogłosił dekret imigracyjny i tym sposobem ochronił 5 mil. w większości dzieci tutaj urodzonych od deportacji. Nie nadmieniono jednak ile wcześniej deportował, jedno jest pewne, że dużo.
    Skandal w Departamencie ds.Weteranów. Zaniedbania w opiece zdrowotnej w Phoenix mogły doprowadzić do śmierci kilkadziesiąt osób. Do dymisji podał się szef departamentu. Oby ten proceder przeniósł się do Polski gdzie zanikły dobre maniery i honor.
    Epidemia Eboli dotknęła Afrykę Zachodnią i pozbawiła życia prawie osiem tys. ludzi. Zachorowało na tę chorobę w Liberii, Sierra Leone i Gwinei niemal dwadzieścia tys. osób.
    Na pewno było więcej drobniejszych wydarzeń, a miejscowych nawet sporo, ale chodzi o te najważniejsze, które swym zasięgiem przekroczyły granice Stanów.
    Patrzenie komuś na ręce, rozliczanie nie jest w dobrym guście, a już na pewno odmierzanie czasu. Większość z nas miała okazję pracować w systemie akordowymi i wtedy myśleliśmy, że ten pomysł przywiało ze Wschodu. Teraz już wiemy, że to kapitalistyczny styl pracy stosowany od dawna, a może nawet od zawsze. Każdą maszynę można zatrzymać, nawet zegar, ale pędzącego czasu się nie da. Minęło dwanaście miesięcy i mało kto zauważył jakie były ważne. W każdym coś się działo.
    Kiedy byłem w wojsku odliczaliśmy minione dni. Rezerwista odcinał je z metra krawieckiego, który z dnia na dzień stawał się krótszy. Ostatnio świat przyśpieszył choć Ziemia krąży z tą samą prędkością, bo kosmos ma swoje nienaruszone prawa.
    Weszliśmy w Nowy Rok, jaki będzie nikt do końca tego nie wie. Nawet krótkoterminowe prognozy pogody nie są dość klarowne, a co dopiero daleka przyszłość. Będzie jak Bóg postanowił, od nas jednak zależy jakie będą relacje międzyludzkie. Miłość i agresja są tworem człowieka, a od nich nić się wije na cały świat.

    Władysław Panasiuk

    • MIROSŁAWA KRUSZEWSKA - JEST TEZ TAKI POETA....

      EDWARD DUSZA (1947) – ostatni bard polskiej emigracji niepodległościowej i żołnierskiej.

      „Oby serca nasze
      stały się ojczyzną
      naszych wrogów…”

      (E. Dusza „Pielgrzym pokoju”)

      Zadebiutował w roku 1970, w krakowskim „Tygodniku Powszechnym”, wierszami „Moja Madonna” i „Pamięci Ojca”. Jednocześnie, zaistniał jako poeta w londyńskich „Wiadomościach”. Publikował też w „Tygodniu Polskim” (Londyn) i w kwartalniku „Oficyna Poetów” (Londyn). Jego utwory poetyckie i szkice literackie tłumaczone były na język angielski, hiszpański, japoński, francuski, ukraiński. Jest członkiem International PEN-Club i laureatem licznych nagród literackich. Za swą twórczość publicystyczną, literacką i wydawniczą Edward Dusza – bo o nim tu mowa – został uhonorowany przez Związek Pisarzy Polskich na Obczyźnie prestiżową Nagrodą Literacką (1985).
      Na emigracji, opublikował dwadzieścia książek, w tym dziesięć tomów poezji. Brał udział w siedemnastu pracach zbiorowych, zredagował i wydał własnym sumptem dwadzieścia osiem książek innych autorów. Zapoczątkował publikowanie poczytnych „Kalendarzy Gwiazdy Polarnej”, których był pomysłodawcą i sam przygotowywał do druku.
      Wieloletni senior-editor, business-manager i redaktor naczelny tygodnika „Gwiazda Polarna”, najstarszego pisma polskiej emigracji w USA. Był wydawcą czołowych pisarzy emigracyjnych – ponad sto publikacji różnych autorów w kilku językach. Wśród nich znajdują się dwie książki autorstwa Józefa Mackiewicza: „W cieniu krzyża” (w jęz. ang. – „In the Shadow of the Cross”, Wyd. Contra Publishing, Nowy Jork 1973) oraz „Miejmy nadzieję…” (w jęz. pol. i ang. – „Let’s Hope…” – Wyd. Contra Publishing, Nowy Jork 1983).
      Aby móc to wszystko realizować, założył w Nowym Jorku wydawnictwo Contra Publishing, następnie Wydawnictwo PUNKT (Point Publications) w Stevens Point, w stanie Wisconsin, w siedzibie „Gwiazdy Polarnej”. Jest także założycielem kilku innych wydawnictw – Andre R. Poray Book Publishing (New York-Chicago), Libra Publishing (Stevens Point-Chicago), Edward Dusza Publishing (Stevens Point), w których zawsze promował i wydawał książki debiutujących autorów, sam finansując koszta tych publikacji.
      Zorganizował pomoc finansową pozostającemu, w skrajnej biedzie, w Monachium, Józefowi Mackiewiczowi, a przyjaźń z tym Wielkim Polskim Pisarzem nie była nigdy rzeczą bezpieczną ze względu na konsekwentny antysowietyzm tegoż. Dziś jeszcze jest Dusza szykanowany, przez antypolskie, filomoskiewskie środowiska, za przyjaźń z autorem „Katynia”, jak też za włączenie się do walki o odzyskanie praw autorskich Mackiewicza z rąk Niny Karsov-Szechter, blokującej od lat wydawanie jego książek w Polsce i poza Polską. Walka ta trwa od chwili śmierci pisarza w roku 1985, a więc dziś mija 30 lat (2015).
      Nie można zapomnieć, że był Dusza także bezinteresownym współpracownikiem
      patriotycznego pisma Czesława Maliszewskiego „Listy do Polaków” (znienawidzonego przez reżim warszawski), które to pismo wspierał także finansowo.
      Zawsze czynny w życiu emigracji niepodległościowej, uhonorowany został dwukrotnie Krzyżami Zasługi przez Prezydentów Rzeczypospolitej Polskiej na Uchodźstwie (Londyn) – Edwarda Raczyńskiego i Ryszarda Kaczorowskiego. W święto Niepodległości Polski, 11 listopada 1981 roku, prezydent Raczyński wręczył poecie Srebrny Krzyż Zasługi za pracę społeczną i kulturalną wśród uchodźstwa polskiego. W roku 1990, tegoż samego 11 listopada, prezydent Ryszard Kaczorowski uhonorował go Złotym Krzyżem Zasługi za działalność dziennikarską oraz społeczną.

      Fenomenalnym darem osobowości i życia tego poety emigracyjnego jest, iż dane mu było być aktywnym uczestnikiem narodzin wielu inicjatyw emigracji patriotycznej – m. in. był świadkiem początków nowojorskiego „Nowego Dziennika”, a początki te wyglądały zupełnie inaczej niż to Bolesław Wierzbiański i jego ludzie później opisywali. Był też zaangażowany w prace Instytutu Piłsudskiego, Fundacji Kościuszkowskiej, Polskiego Instytutu Naukowego. Uczestniczył w formowaniu się Ruchu Społeczno-Politycznego POMOST i Towarzystwa Krzewienia Nadziei. Od roku 1969, był związany z Zakładami Naukowymi w Orchard Lake, gdzie zdeponował znaczną część swojego prywatnego archiwum, które tamże, w ostatnim dziesięcioleciu, bezmyślnie rozproszono i rozkradziono. A były tam m. in. obrazy Vlastimila Hofmana, rzeźby Mariana Owczarskiego, portrety pędzla Izabeli Rapf-Sławikowskiej, drzeworyty Stefana Mrożewskiego, bezcenna korespondencja z Józefem Mackiewiczem, Wacławem Iwaniukiem, Szymonem Laksem, Jerzym Niemojowskim, Stefanią Kossowską, Alicją Lisiecką i in.
      Liczna jest plejada ludzi, z którymi Edwardowi Duszy dane było zetknąć się na emigracji. Był blisko zaprzyjaźniony z takimi tuzami polskiej dyplomacji przedwojennej, jak: senator II Rzeczypospolitej, Tadeusz Katelbach, Jan Fryling (dyplomata w Japonii), prof. Wacław Jędrzejewicz (minister oświecenia publicznego II Rzeczpospolitej). Przyjaźnił się także z dr. Aleksandrem Korczyńskim, historykiem i działaczem niepodległościowym. Jego serdecznymi przyjaciółmi byli m. in.: Aleksander Janta, Tymon Terlecki, Tadeusz Siuta, Tymoteusz Karpowicz, Irena i Stefan Mrożewscy, ks. Zdzisław Peszkowski, ks. prałat Roman Nir, Jerzy Niemojowski, Zbigniew Chałko, Wacław Iwaniuk, Adam Tomaszewski, Andrzej Pityński, jak również wielomiesięczny gość E. Duszy w ramach tzw. „samopomocy dla bezdomnych literatów” – Wiesław Kuniczak, o Jerzym Kosińskim nie zapominając.
      Sam Edward Dusza, jest jedną z cenniejszych i ciekawszych osobowości oraz talentów literackich polskiej emigracji niepodległościowej XX wieku. Weterani II wojny nazywają go wprost „ostatnim bardem emigracji żołnierskiej i niepodległościowej”. Kiedy ukazał się piąty tom jego wierszy, „Przez ciemność do światła” (1977), emigrant-literat, Leszek Szymański, napisał, że „był to w warunkach emigracyjnych, gdzie funkcję mecenatu kulturalnego nie przejęły na większą skalę żadne polskie organizacje, instytucje czy osoby prywatne – dorobek imponujący” („Dziennik Związkowy”, Chicago, 7-8 kwietnia 1978). I na zakończenie swojego artykułu dodaje Szymański: „wolno już teraz stwierdzić bez fałszywego umiaru, że Edward Dusza zasługuje na miano poety dużej miary”.
      W roku 1984, wybitny poeta emigracyjny, Wacław Iwaniuk, wspólnie z o. Jerzym Mirewiczem (SI) zgłosili kandydaturę Edwarda Duszy do literackiej nagrody londyńskich „Wiadomości”. Przedstawiono „Wybór wierszy” E. Duszy, wydany po raz pierwszy w 1983 roku, w Paryżu (Editions Du Temps Pluriel). Był on tak poczytny, że w krótkim czasie doczekał się trzech wydań. O. Jerzy Mirewicz, na posiedzeniu jury „Wiadomości” w Londynie, tak mówił o twórczości Edwarda Duszy, omawiając rekomendowany do nagrody „Wybór wierszy”:

      „Autor tego ‘Wyboru wierszy’ nie boi się posądzeń o sentymentalizm i o wyrażenie w bardzo prostej formie uczuć wspólnych nam wszystkim wspominając przeszłe lata spędzone w innym naturalnym środowisku życiowym. Jest to swego rodzaju wierność temu, co dawno i daleko zostało poza nami, ale z czym dalej prowadzimy dialog ponad czasem i przestrzenią”.

      Poeta, Jan Brzękowski, pisząc o literaturze polskiej oraz twórcach związanych z dwujęzycznym, polsko-francuskim, pismem „Wieloczas”/”Le Temps Pluriel”, stwierdził, że „pomijając Tymoteusza Karpowicza, jedyną sprawdzoną osobowością jest Dusza”. Stefan Brykczyński, podkreślając dużą szczerość i wrażliwość poety, stwierdził, że „Wybór wierszy” Edwarda Duszy „jest cenną pozycją w dorobku poetyckim na obczyźnie” („Dziennik Polski”, Londyn, 13 marca 1985). Z kolei, Barbara Szubska pisze w „Gwieździe Polarnej” z 6 kwietnia 1985 r.: „Co najbardziej uderza i zachwyca w ostatnim jego zbiorze, to wczucie się i związek z naturą: harmonia poetycka, własna poetyka słowa”.
      Cennym uzupełnieniem tych wszystkich opinii o twórczości Edwarda Duszy jest wypowiedź, z roku 1978, nestora polskiej literatury emigracyjnej i krytyka literackiego, Tymona Terleckiego (1905-2000): „ma on rozległe zainteresowania literackie i kulturalne, wykazuje wielką ruchliwość, przedsiębiorczość, odwagę. Zdołał wydać zbiory poezji, próbuje krytyki, eseju. (…) Bodaj nie ma pisma polskiego w Europie, Kanadzie i Stanach Zjednoczonych, w Argentynie i w Brazylii, nawet w Australii, nawet w Izraelu, w którym Dusza by nie ogłaszał. Mógłby o sobie powiedzieć słowami wiersza Wierzyńskiego: ‘gdzie nie posieją mnie, wyrosnę’. Szczególnie wzruszający w swojej bezinteresowności był związek Duszy z pismem ‘Listy do Polaków’, które redaguje, odbija i rozprowadza jeden uparty Polak [mowa o Czesławie Maliszewskim – przyp. M. K.], mieszkający w New Britain”. („Tydzień Polski”, Nowy Jork, 27-28 maja 1978).

      Edward Dusza zadebiutował w 1970 r., w krakowskim „Tygodniku Powszechnym” wierszami – „Moja Madonna” i „Pamięci Ojca”. Poza tym, w Polsce nie publikował wcale.
      Zaistniał natomiast, w tym samym czasie, w londyńskich „Wiadomościach”, w „Tygodniu Polskim” (Londyn) i w kwartalniku „Oficyna Poetów” (Londyn).
      Obecnie, czytelnikowi krajowemu jedyną informację o tym poecie przekazuje ubożuchny i pełen nieścisłości „Leksykon polskiej literatury emigracyjnej” autorstwa Jana Zielińskiego (Wyd. FIS, Lublin 1990), gdzie o Edwardzie Duszy znaleźć można następującą notę:

      „Poeta wyczulony na konkret, na rys obyczajowy i charakterystyczny szczegół. Pisząc o dziełach sztuki, wprowadza je w świat współczesny, w życie ludzi zwiedzających muzea. Wypracował własny sposób widzenia wielkiego miasta – w krótkich scenkach, dobitnych i zamkniętych, zazwyczaj obdarzonych głębszym sensem (cykl wierszy nowojorskich). Obserwując przejaw współczesnej cywilizacji, nie zapomina o europejskim zapleczu kulturowym (wiersze pisane we Włoszech i w Paryżu) oraz o własnym dziedzictwie duchowym – o Krakowie” (tamże, s. 39-40).

      Powrót poety-emigranta do Ojczyzny, przez długi czas ze względów politycznych zupełnie niemożliwy, jest dla każdego twórcy spoza Polski sprawą niezwykle trudną. Przekonał nas o tym najlepiej casus Józefa Mackiewicza, o którego publikacjach w Polsce decydują nie historycy czy literaturoznawcy lecz skorumpowane sądy rodem z najciemniejszych lat PRL-u, zakazujące druku książek Mackiewicza w kraju (sic!).
      W podręcznikach literatury polskiej darmo wypatrujemy wielu znaczących już dzisiaj nazwisk. Ci twórcy po prostu tak długo nie istnieli, że trudno ich teraz przywrócić do życia. Niektórzy, chcąc prześpieszyć ten proces, pisali teksty na zamówienie. Inni, jak np. Edward Dusza, nie napisali nigdy grafomańskiego wiersza o Lechu Wałęsie, jak uczynił to „nawrócony na patriotyzm” Czesław Miłosz, późniejszy Noblista.
      Nie można jednak powiedzieć, że twórczość Edwarda Duszy jest mało wrażliwa na sprawy ojczyźniane. Opuściwszy kraj jako dwudziestolatek, długo uczył się własnej tożsamości, jak sam wyznaje w wierszu „Jeszcze to”. Obsesyjne poczucie wyobcowania nie dotyczy u niego jedynie utraty Polski, ziemi ojczystej, w której się urodził. Będąc poetą zdecydowanie osadzonym w kulturze polskiej, pojęcie ojczyzny przenosi Dusza w kontekst całej cywilizacji europejskiej. Jego ojczyzna, to starożytna Grecja, Ziemia Święta, Rzym. To także ziemia położona nad rzeką Mississippi, która jest… „prawie taka, jak Wisła”.
      Zauważyć można, że choć w tej poezji przewija się stale temat Polski, to w istocie, ojczyzna poety nie zamyka się w pojęciu kawałka ziemi. „Choroba” Edwarda Duszy jest wprawdzie znamienna dla wielu pokoleń polskich emigrantów – wyraża się w tęsknocie za rajem utraconym lecz jednocześnie, autor wędrujący „Szlakiem Madonny” (tytuł debiutanckiego tomu wierszy, wyd. Nowy Jork 1969) rozkochany jest tak samo w kulturze polskiej, jak we włoskim Renesansie czy judaizmie. Jego ojczyzna i jego patriotyzm, to widzenie spraw polskich w kontekście starożytnej Grecji i mistyki judeo-chrześcijańskiej.
      Obsesja autora „Szlakiem Madonny”, to zauroczenie ojczyzną nie w pojęciu jednego kraju, lecz typowa dla każdego humanisty i każdego Europejczyka, projekcja psychiki ludzkiej, stale poszukującej nowej formy życia uformowanego na źródłach grecko-judeo-chrześcijańskich. Europejskość bowiem, być Europejczykiem, znaczy brać udział w określonych wartościach – ponadczasowych i ponadterytorialnych – dla których warto żyć. Europejczyka różni od innych wypracowana przez wieki świadomość, że przeznaczeniem człowieka jest „więcej być”, a nie „więcej mieć”. Dlatego tak trudno jest emigrantom europejskim w Ameryce przestawić się na „nowoczesne” bycie tylko producentem i konsumentem, które jest zwykle utożsamiane przez nich ze skazaniem się na egzystencję upadłą.
      Europa i europejskość, to przede wszystkim kategorie antropomorficzno-kulturowe, co powoduje, że Europejczykiem można się stać jedynie z ducha, a nie przez zamieszkanie w jakiejś geograficznej przestrzeni. Rozumie to doskonale Edward Dusza, który zaczyna definiować swoją tożsamość od szukania prawdy o sobie samym. W poszukiwaniach tych, zwraca się ku filozofii greckiej, która nauczyła go pytać z troską o człowieka.
      Jak wiemy, Żydzi pytali o Boga żywego, prorocy mówili o drodze człowieka do Boga, Grecy rozprawiali o człowieku, o życiu szczęśliwym, o cnotach, o tym, co dobre i złe, o boskim rozumie, o naturze duszy, o jej nieśmiertelności. Wstępem do tych wszystkich dociekań było greckie hasło „gnothi seauton” („poznaj samego siebie”), a owocem – odkrywanie prawdy jako istoty bytu.
      Czytając wiersze Edwarda Duszy, wszystkie te sprawy dostrzegamy wyraźnie w projekcjach jego własnego świata poetyckiego. Dotychczasowa wartość poezji, w sensie służby narodowi, zostaje przetworzona przez niego w poezję osobowości ludzkiej w ogóle. Pisząc o sprawach ludzi, stara się on pisać tak samo o robotniku, jak o Leonardzie da Vinci. Pisząc o Ojczyźnie, stara się pokazać to miejsce, które można przyjąć za swoje – niekoniecznie jest nim kraj, który się opuściło. Może bowiem być nim miejsce, które dopiero się odkrywa.
      Jest Edward Dusza poetą posługującym się pięknym, klarownym słowem. Bez przesady można powiedzieć, że jego poezja jest poezją elegancką, zupełnie pozbawioną tak modnych dziś i nadużywanych wulgaryzmów w literaturze i sztuce. Jest on przy tym poetą o wyjątkowej wrażliwości emocjonalnej – choć jego intelektualizm skutecznie strzeże go przed łzawo-sentymentalnymi poematami czy wyznaniami.
      Samotność i wyobcowanie, cierpienie i tęsknota, przekazywane są słowami, które szczęśliwie bronią się przed retoryką i patosem. Zastosowana metaforyka jest oszczędna, ekspresja sprowadzona do mowy komunikatywnej, niemal potocznej – często utwory te robią na czytelniku wrażenie prywatnej notatki, poetyckiego listu do przyjaciół, w którym nie istnieje to, co widzimy, lecz to, w co wierzymy.
      Będąc ni to pielgrzymem, ni turystą wędrującym po rozległych, obcych ziemiach, wszędzie poeta wyławia swoje własne motywy: „to wszystko już kiedyś widziałem, w opuszczonej przeze mnie Itace” („Nad Niedźwiedzim Strumykiem”). Pamięć starego kraju przepuszczona jest w jego świadomości przez pryzmat obrazów Grottgera, Malczewskiego, Stanisławskiego, Hofmana, Chełmońskiego; czasem przeniknięta jest plamą w kolorze krwi, bo jest to również kraj, w którym:

      (…) poetów zrzucano ze schodów
      zamykano w klinikach psychiatrycznych, albo –
      jeszcze gorzej –
      wytyczano im szlaki bezpiecznych
      tematów

      („Odpowiedź”)

      Stałe odwoływanie się do chrześcijańskiego etosu i symboliki pozwala poecie sformułować ewangeliczny program braterstwa ludzi:

      Oby serca nasze
      stały się ojczyzną
      naszych wrogów…

      („Pielgrzym pokoju”)

      Tom „Madonna z kołowrotkiem i wiersze inne” – opublikowany po raz pierwszy w Chicago, w 1987 roku (trzy wydania, ponad szesnaście tysięcy egzemplarzy), był emigracyjnym rekordem publikatorskim i czytelniczym. Uważany jest też za najpełniejszą artykulację świata poetyckiego autora. Znamienny akcent stanowi tutaj sam obraz Madonny – kobieta z kołowrotkiem, niczym matka z wołyńskiego, kujawskiego czy góralskiego domu, to synonim rodzinnego ciepła, zacisza domowego, bezpieczeństwa, łagodności, dobroci i miłości. To nic, że namalował ją mistrz Leonardo. W końcu jest Ona tylko jedna i wciąż ta sama. Po prostu Matka, która zawsze gotowa jest okryć płaszczem poetę, wędrującego samotnie po świecie od kapliczki do kapliczki przy rozstajach dróg. Madonna i kraj dzieciństwa – to dwa najważniejsze motywy, które są stałym celem powrotów w poezji Edwarda Duszy.
      On sam powrotu nie ma – opuściwszy Polskę niespełna pół wieku temu, z tomikiem wierszy Krzysztofa Kamila Baczyńskiego w plecaku, stał się jednym z polskich pielgrzymów bez miejsca i adresu. Najpierw był Rzym, potem Paryż, Monachium, Lizbona, Wiedeń, Nowy Jork, Chicago, a w bagażu poety, który od tego czasu przewędrował 57 krajów, zawsze znajdował się Baczyński i mała ikona z Madonną.
      Po 23-letniej przerwie, spowodowanej przewlekłą chorobą serca, ukazał się w Chicago, kolejny tom wierszy Edwarda Duszy – „Topografia umarłego pejzażu” (2010). Zaklęte w nim umierające pejzaże, to refleksja poety nad przemijaniem, odchodzeniem w niepamięć, blaknięciem konturów i dewaluacją świata bliskiego własnej generacji, o czym autor wspomina od pewnego czasu coraz częściej na coraz rzadszych już spotkaniach z czytelnikami, mówiąc:

      „(…) nie mogę pozbyć się przeświadczenia, że moje pokolenie odchodzi. Wcześniej odeszło pokolenie Szymona Laksa, Czesława Maliszewskiego, Zbigniewa Chałki, Marka Gordona, Aleksandra Janty, Wacława Iwaniuka, Józefa Mackiewicza, Tadeusza Katelbacha, Jana Frylinga, Leopolda Tyrmanda, Tymoteusza Karpowicza, Czesława Bednarczyka, Beaty Obertyńskiej, Zofii Bohdanowiczowej, Ludwiki Czerskiej, Barbary Toporskiej. Z nimi byłem blisko związany i zaprzyjaźniony, i bardzo mi brakuje ich obecności. Teraz przyszedł czas na nas, dziarskich 60-latków, którzy powoli przechodzą na drugą stronę; już teraz, gdy mówią o mnie, spotykam się z określeniem „pokolenie odchodzące”, a więc, to chyba, niestety, prawda…” [Nagranie magnetofonowe z wieczoru autorskiego zorganizowanego przez The Polish Arts Club of Chicago 29 października 2006 w Copernicus Center, w Chicago].

      Czas odejścia trzeba przebyć godnie, bez hałasu i fajerwerków, bez kompanii honorowej nad wymuszonym siłą pogrzebem narodowym w Polsce, jak to się stało w przypadku poety-przyjaciela, Wacława Iwaniuka, którego życzeniem było rozsypanie jego prochów w torontońskim ogródku przydomowym, pośród róż. Tak się składa, że ani Szymon Laks, ani Wacław Iwaniuk, ani inni emigranci-literaci: Marek Przemysław Krzyżański, Barbara Szubska, Leopold Tyrmand, Aleksander Korczyński, Stefania Kornecka, Ludwika Czerska, Barbara Toporska, Wiesław Kuniczak i wielu innych, nie chciało być pochowanymi w Polsce. Tym bardziej, dzisiaj, gdy wciąż odrzuca się tam spuściznę literacką po Józefie Mackiewiczu i nigdy nie rozliczono zbrodni dokonanej na Grzegorzu Przemyku czy Staszku Pyjasie. Nie chciał tego, zmarły w Kalifornii, wielki artysta Stefan Mrożewski. Nie chce tego też Edward Dusza i Mirosława Kruszewska, którzy umieścili oddzielny zapis w swoich testamentach, a to z tego powodu, że pojawiły się tu i ówdzie różne podejrzane indywidua, które nie mają zamiaru niczyjej ostatniej woli respektować. Dlaczego tak się dzieje? Sprawa jest prosta: gwałcąc ostatnią wolę ludzi nieprzeciętnych, chcą koniecznie dolepić swoje, nic nie znaczące, i często obco brzmiące, nazwisko do ich nazwisk. Co więcej, robią na tym pieniądze. A Polska to toleruje. A wymierająca emigracja patriotyczna to przeacza. I tak rodzi się nowa, polska, narodowa hucpa – odzieranie ludzi z godności i tożsamości. Nawet po ich śmierci. Wstrząsająco mówi o tym Dusza w wierszu poświęconym zmarłemu przyjacielowi, Wacławowi Iwaniukowi:

      „Rozprostował ramiona w tkankach roślin
      popłynął swobodny w ich sokach
      kwiaty, które pielęgnował na obcej ziemi
      zapewniły mu
      pośmiertny dach
      nad głową

      zgarnęli na chybił trafił ziemię z ogródka
      wypełnili urnę
      i pochowali z pompą
      proch
      zaprawiony sztucznym nawozem

      w ojczyźnie poety
      pochyliły się poczty sztandarowe
      zagrzmiały pienia
      nad torontońską
      top-soil

      a jego tam dawno nie było
      powracał kolorem kwiatów
      ożywał, rozkwitał, umierał
      w rozbiegu czterech pór roku

      radosny, że został na swoim…”

      („Na sprowadzenie prochów poety
      emigracyjnego do Ojczyzny”)

      Edward Dusza jest zawsze wierny wszystkim swoim przyjaźniom, nigdy z ukrycia nie podstawiał innym nogi. Przebacza niegodziwości, które mu wyrządzono. Nie wierzy w coś, co się nazywa „popularność”, „sława”. Podkreśla to przekonanie w najnowszym wywiadzie udzielonym red. Annie Franzen z „Kuriera Polskiego”, zatytułowanym „Sława, a co to takiego?” („Kurier Polski of Minnesota”, Twin Cities, 2010 nr 15). Trzeba go zmuszać do walki o siebie. Przez dwadzieścia trzy lata nie mógł nic wydać, bo nie umiał poprosić o pomoc. A było tak, że kiedyś wydawał książki innym, płacąc za druk z własnej kieszeni. Gdzie teraz są ci inni? Gdzie są ci, którzy zawdzięczają mu swój debiut na łamach prasy emigracyjnej? I ten otyły pan z Jackowa (mowa o Adamie Lizakowskim – przyp. aut.), który w roku 2000 rozpuścił plotkę o śmierci poety. Plotka rozniosła się tak, że dr Beata Dorosz z warszawskiego Instytutu Badań Literackich Państwowego Instytutu Naukowego PAN, redagująca hasło „Edward Dusza” w słowniku bibliograficznym „Współcześni polscy pisarze i badacze literatury”, napisała do Edwarda Duszy w liście z dnia 26 stycznia 2006 roku: „Pana list zza grobu był dla mnie wielką niespodzianką, ale też i ogromną radością!”. Mało brakowało, aby w haśle E. Duszy w słowniku umieszczono przedwcześnie datę jego śmierci (sic!).
      Edward Dusza – twórca, który wniósł znaczny wkład do historii polskiej literatury emigracyjnej, sam będąc poetą i poetów od lat promujący, pozostaje wciąż w Polsce w smudze cienia. Sam mówi, że w „podwójnej smudze cienia”. Razem z nim znajduje się w niej całe pokolenie polskich twórców emigracyjnych, które pojawiło się na Zachodzie w latach 70-tych i 80-tych ubiegłego wieku. Pierwszą warstwą tej smugi były ograniczenia narzucane im przez PRL-owską cenzurę. Drugą warstwę ciemności zafundowało im, zupełnie zagadkowe dla wszystkich, zamknięcie się obecnej Polski na najmłodszą generację polskiej literatury emigracyjnej oraz systematyczne ignorowanie ludzi, którzy zaistnieli w tej literaturze już przed 30 laty. Twórczość ich jest w Polsce zupełnie pominięta – tak, przez historyków literatury, jak układaczy leksykonów czy wreszcie krajowe czasopiśmiennictwo literackie, które zupełnie nie wie o co chodzi, a co gorsza – nie chce wiedzieć o co chodzi. Nie sprawdza się i nie gromadzi rzetelnych informacji o polskich pisarzach emigracyjnych, a przy tym – w całej tej, paranoicznej wręcz, ignorancji – drukuje się i wydaje opinie o czymś czego się nie zna i czego nigdy nie pozna. Bo nie chce się poznać.
      „Gdzie szukać poetów emigracyjnych?” – pyta Edward Dusza retorycznie w jednym z wywiadów. „Na pewno nie na Jackowie” – brzmi zdecydowana odpowiedź. – „Przecież to sami pozerzy, kontestatorzy i grafomani. Krzykiem dobijają się o uznanie, prorokują sami sobie nagrodę Nobla, ale niewiele mają do zakomunikowania światu, a już najmniej samej emigracji czy literaturze krajowej. Ja to nazywam Sonderkomandem poezji i grafomańskim wybrykiem. A ponieważ ryczą najgłośniej, to ich słychać. W Polsce myślą, że wszyscy jesteśmy tacy i uważają nas za kretynów. Stąd taka niechęć do wpuszczania naszych nazwisk na łamy pism polskich. (…) Młodzi gniewni w kompletnych łysinach, którzy piszą o tym, jak im ‘włosy stają dęba’ – oto, co się stało z naszą poezją. Geneza tego zjawiska tkwi w ogólnym bałaganie i braku kompetencji naszej krytyki literackiej, która na emigracji praktycznie nie istnieje – wolno każdemu wydać ‘Dzieła zbiorowe’ , jak ma na to pieniądze – a w Polsce nie ma nas kto zaanonsować, gdyż tam dość trudno jest rozeznać się w towarzyskich koteriach. Nie wiadomo, kto swój, a kto czerwony. Tak się to wszystko skotłowało”. (Zob. „Między nami, poetami. Z Edwardem Duszą rozmawia Mirosława Kruszewska” /w:/ „Emigrant”, Chicago, 22 lutego 1997, s. 16-17).
      Edward Dusza nie umie rozpychać się łokciami. Mówi wprost: „Źle się czuję w roli literackiego przepychacza. Wolę, aby za mnie decydowały moje teksty”. Tworzy w zaciszu swego domu, pełnego polskich obrazów i książek, zaszyty w sennym, amerykańskim miasteczku w stanie Wisconsin, gdzie drzwi nie zamyka się na klucz, bo wszędzie swoi i gdzie brzozy takie są, jak w Polsce, a sędziwe wierzby-babule siedzą sobie kupami na bardzo polskich łąkach, zaś na przytulnych polanach leśnych wysypują się dorodne borowiki. Kiedyś wiele podróżował. Dziś, po dwóch zawałach i operacji na otwartym sercu, osiadł w jednym miejscu. Lekarze zabraniają podróży. Gwarny dawniej, i pełen ciekawych gości, dom w Stevens Point powoli opustoszał. Przyjaciele-literaci przeszli do lepszego świata. Pozostały pogodne wspomnienia i anegdoty, które warto byłoby ocalić od zapomnienia w osobnej książce. Jedno po drugim odchodzą ukochane zwierzęta, te najwierniejsze z przyjaciół. A każde ma swoją osobną historię. Psy: Bajka, Maciek I, II i III, Koczis, Tiffany, Drapek, Billy-Boy, Spike, Śnieguliczka, Czortek, Happy – ocalony w ostatniej chwili od śmiertelnego zastrzyku w psim schronisku, Xenia – sierota po dr. Aleksandrze Korczyńskim, Malwa, Burek, Sasza i Smokey; koty: Kicia-Emerytka, Shadow, Sissi, Kropka, Kreska, Sidney, Kluska, Pyza, ToBe, Mr. Jones, Tom-Cat, Kubuś, Baby; czapla Tekla i zając Błażej.

      Przez lata zmagań z chorobą serca, uzbierało się trochę wierszy, które warto i trzeba wydać, dokończyć rozpoczęte przed laty teksty prozą, wznowić zapomniane. W 2005 roku, wcale zasobny w pieniążki Fundusz Wydawniczy, animowany przez niejakiego Edwarda Zymana w Toronto, w Kanadzie, wydał poecie tomik o ambitnym tytule „Popioły”. Tomik w postaci kilku karteczek małego formatu, zszytych niedbale rwącą się nitką krawiecką, rozreklamowano jako wydanie… bibliofilskie. W sumie, znalazło się tam jedenaście wierszy. Obiecano większy tomik w przyszłości, pobrano tysiąc dolarów opłaty (Fundusz, który pobiera opłatę od sponsorowanych przez siebie autorów ?!). I nic. I cisza. Ani tomiku, ani zwrotu pieniędzy. Śmiało można rzec, że Dusza nie jest pieszczoszkiem wypasionych polskich organizacji czy fundacji.
      Nie powinno nikogo dziwić, rzecz ludzka, że autor emigracyjny – każdy autor! – pragnie zabezpieczyć swój dorobek literacki. Wielu twórców emigracyjnych w ogóle przestało publikować. Tym bardziej, że dla wielu z nich praca literacka nigdy nie była podstawą utrzymania. Na przykład, archiwista i bibliograf prasy emigracyjnej, śp. poeta Jan Kowalik (1910-2001) z San Jose, w Kalifornii, był sprzątaczem biur. Tak było zawsze, a szczególnie w przypadku tzw. twórców o radykalnych poglądach antykomunistycznych. Najlepsze możliwości publikowania, o ironio, mają ci, którzy po wyjeździe na Zachód trafili na posadki uniwersyteckie. Słusznie zauważono, że gdyby krytyka literacka, przy ocenie dzieła, brała pod uwagę również okoliczności jego powstawania, jakże mizernie wyglądałby np. Czesław Miłosz w porównaniu, na przykład, z Józefem Mackiewiczem.
      Miłosz, po opuszczeniu służby dyplomatycznej Polski reżimowej (PRL), osiadł na uniwersytecie w Berkeley, nie musiał matrwić się ani o miejsce do publikowania, ani o wydawanie książek. Uniwersytet wręcz domagał się od niego aktywności publikatorskiej, był tam przecież etatowym pracownikiem naukowym. Inaczej było w przypadku innych autorów. Artykuły Józefa Mackiewicza, mieszkającego w Europie w skrajnej biedzie, drukowane były w ostatnich latach jego życia przez wydawaną w USA „Gwiazdę Polarną”, ponieważ żadne pismo polskie w Europie, z londyńskimi „Wiadomościami” włącznie, nie chciało mieć kłopotu z „kontrowersyjnymi opiniami” tego pisarza. Jak wiemy, przez Europę zachodnią przechodził wówczas wiatr „odprężenia” i bardzo niepożądane było eksponowanie radykalnego antykomunizmu. Natomiast, od początku istnienia uniwersytetu w Berkeley, wiadomo było, że jest to sanktuarium dla komunistów i wszelkiego rodzaju sierot po Stalinie. Dziś nic się nie zmieniło – sowietująca i zakochana w Leninie kadra profesorska, po staremu indoktrynuje tam, ogłupia przez lata i wypuszcza w świat całe tabuny młodego narybku z dyplomami, pragnącego przenieść i ugruntować na ziemi amerykańskiej idee rewolucji październikowej. Już im się, zresztą, prawie to udało.
      Cóż więc pozostaje emigrantom-antykomunistom, tym najbardziej nieprzejednanym? Czy, jak Józef Mackiewicz, dożyć późnego wieku w warunkach urągających egzystencji ludzkiej? Pisała o tym wiele, w latach 80-tych, Alicja Lisiecka, która sama doświadczyła wygnańczego losu, pragnąc przedstawić czytelnikowi polskiemu w kraju sytuację twórców emigracyjnych. Niestety, filokomuna w Polsce dwudziestego pierwszego wieku, i filokomuna polska w świecie, prosperują jak najlepiej. Ciasno zwierając swoje zastępy nie rokują żadnych nadziei polskiej literaturze emigracyjnej.
      Polski rynek księgarski na emigracji jest mały, zapotrzebowanie na ambitną książkę – nikłe. Zalewa nas nijaka, miałka literatura krajowa. Darmo szukać w księgarniach książek Edwarda Duszy. Na internecie, przy tytułach jego książek – dodam: bardzo poszukiwanych książek – widnieje adnotacja „nakład wyczerpany”. Czemu nie pojawiają się dodruki?
      Dziś, aby zaprezentować czytelnikowi swoją książkę, trzeba ją samemu wydać, samemu najczęściej rozsprzedać i wreszcie samemu magazynować. Przestały istnieć wielkie, polskie księgarnie i drukarnie. W Chicago, Nowym Jorku, Stevens Point, drukuje się jeszcze polskie czasopisma. Ich nakłady spadają, wierni prenumeraturzy starzeją się i wymierają, nowych nie przybywa. Sprowadzana z Polski prasa jest bardziej atrakcyjna, łatwiej dostępna i chętniej czytana.
      Mówi się, że wolna Polska zabiła czasopiśmiennictwo emigracyjne. Starsze pokolenie odchodzi, nowe pokolenie nie interesuje się prasą czy książką wydaną w rodzimym języku. A przecież z tym wszystkim związani są ludzie słowa polskiego, pisarze, dziennikarze, nauczyciele języka polskiego, którzy wciąż zabiegają, aby ukazywały się polskie książki i czasopisma, a niezależne słowo polskie nie zostało na obczyźnie pogrzebane.
      Ostatni tom wierszy Edwarda Duszy – „Topografia umarłego pejzażu”, to gorzkie świadectwo odchodzącego świata całej generacji polskiego uchodźstwa. To także poetycko zaszyfrowany zapis okruchów naszej cywilizacji, która nas nieuchronnie opuszcza. Warto te okruchy ocalić od zapomnienia.
      Kolejny, przygotowywany tom – „Strona milczenia”, jest wyborem wierszy najważniejszych i jednocześnie jakby ćwiczeniem wyrywania z niepamięci czasu tych dni, kiedy Zło korzystało z każdej szczeliny, aby się rozlać. Trzeba mieć wiele odwagi, aby ten czas nazwać. Powiedzieć prawdę? Zawsze. Ale to boli.
      Autor „Strony milczenia” może sobie pozwolić na niezależność oraz ujawnianie niewygodnych faktów historycznych, ponieważ mieszka i działa za granicą i nie zależy od różnych „funduszy”, „sponsorów” czy „instytutów”, które decydują o nadawaniu tytułów i przyznawaniu stypendiów układnym miernotom. A że głoszenie niewygodnych prawd jest niebezpieczne przekonał się o tym już dawno.
      Edward Dusza jest poetą niepokornym, niezłomnym, a przez swoją prawdomówność – wyklętym. Nie umie tworzyć ani żyć na pół. Jego młodością i całym życiem sterowała aura wygnańczego dramatu. Ważnym wydarzeniem w jego biografii był fakt opuszczenia kraju w młodym wieku i nowe życie w obcym świecie. Nowe życie – a co ze starym? Czy wystarczy odwagi, by zmierzyć się z demonami, które przychodzą nad ranem i walą w drzwi?
      „Niewinni” funkcjonariusze bezpieczeństwa, poetki-stalinówki, podpisujące petycje z wyrokami śmierci na niewinnych ludzi, sprzedajni pisarze-nobliści – nigdy nie rozliczeni ze swych ohydnych akcji – powoli rozpływają się w historii. Fizjonomie niektórych wyzierają jeszcze z ciemnych zakamarków odradzającej się Polski i nie wstyd im, że żyją. Ba! Są w pewnym sensie celebrytami krainy nad Wisłą. Na tym polega bolesna oryginalność nowego czasu.
      Za kilka lat nowe generacje Polaków studiować będą pożółkłe karty dziejów Polski, aby odtworzyć prawdę i… prawdy tej nie odnajdą. Prawda bowiem, zależy dziś od tego, komu i do czego jest ona potrzebna.
      Niewielu jest poetów polskich, których utwory nie traciłyby nic na wartości. Ich kruche wiersze, to jakby maleńkie vota w intencji wolnej Ojczyzny. Mają one nam przypominać, jak ulotna jest pamięć ludzka.
      A gdy gaśnie pamięć ludzka, wtedy mówią kamienie.

      ./.

      Mirosława Kruszewska

      • Username*

        teraz ten bełkot p. Kruszewskiej wyjaśnia stąd tyle żółci i zazdrości u niej i Edwarda Duszy. Wresszcie się odkryli i opisują swoją niemoc.

        • Piotr Paradowski

          A czego niby ma zazdrościć p. Dusza i p. Kruszewska i komu?
          I skąd ma być ta niemoc?
          Bardziej operatywnych dziennikarzy nie mamy.
          Popatrzcie na teksty Panasiuka – ani ładu, ani składu.
          I ton kaznodziejski w stylu Radyja-Maryja. I toto pcha się na łamy gazet…

        • Piotr Paradowski

          A to wpisał pan Lizakowski

    • Profesor

      Bardzo mętne kazanie na roraty.
      A o co w tym wszystkim chodzi?

    • ubawiony czytelnik panu moraliście Władkowi

      Diabeł w ornat się w ornat i ogonem na msze dzwoni… ha, ha, kto to napisał?

      • ubawiony czytelnik

        Pomyliłem się. Miało być: Diabeł w ornat się ubrał i ogonem na mszę dzwoni. A napisał Sienkiewicz, nie Panasiuk, w “Potopie”.

    • JOLA PUSZYNSKA

      Ale mękolisz Panasiuk, jak Piekarski na mękach.
      Stare banały.

  • Zainteresowany tłumaczeniami

    Na emigracji robiono wiele prób spolszczenia wierszy amerykańskich poetów. Robiło to zwłaszcza młodsze pokolenie literatów grupy “Kontynenty”, wychowane już w Anglii, a także Zbigniew Chałko czy Aleksander Janta oraz twórcy skupieni wokół literackiego kwartalnika “Oficyna Poetów” w Londynie. Tłumaczono nawet słynnego amerykańskiego zakonnika, Mertona.
    Prosiłbym o udostępnienie tłumaczeń dokonanych przez Adama Lizakowskiego oraz wskazać, gdzie można odnaleźć wcześniejsze tłumaczenia tych wierszy, jeżeli takowe istnieją, chyba, że p. Lizakowski był pierwszy, w co osobiście wątpię.
    Ze zdumieniem przeczytałem, że Adam L. jest poetą polsko-amerykańskim. Co to znaczy? Literaci na emigracji bardzo długo uważali, że są “pisarzami polskimi na obczyźnie”. Pisarzy ci wstrzymywali się z publikacjami swoich utworów w PRL. Idąc po tej linii rozumowanie, Miłosz jest li-tylko pisarzem amerykańskim i amerykańskim noblistą, bo przyjął obywatelstwo amerykański i jako obywatel St. Zjednoczonych otrzymał Nagrodę Nobla.
    Jak zatem wytłumaczyć rewelacje Bożeny Jankowskiej, która w swojej ostatniej książce daje rady Lizakowskiemu, aby wreszcie nauczył się angielskiego. Pisała ona o tym również w “Dzienniku Związkowym”. Jaki to pisarz amerykański, który nie zna dobrze angielskiego?

  • Redaktor

    Śledzę z uwagą głosy na temat A. Lizakowskiego. Zaintrygowały mnie jego wykłady na Uniwersytecie we Wrocławiu, bo to bliskie mojemu sercu miasto. Zadzwoniłem na Uniwersytet i dech mi zaparło. Otóż na Wydziale polonistyki nikomu o tych wykładach nie wiadomo, nie wiedziano również, o zgrozo, kto to jest Adam Lizakowski. Rzecznik prasowy, pełnomocnik rektora ds kontaktów z mediami w biurze Rektora nie miał żadnych informacji na ten temat. Po prostu o niczym nie wiedział. Jak dotąd, na Uniwersytecie wrocławskim nie było wykładowcy legitymującego się dyplomem zasadniczej szkoły zawodowej. Owszem, pan Lizakowski pojawił we we Wrocławiu, miał tam wieczór autorski zatytułowany “Z Gór Skalistych do Gór Sowich”. Program prowadziła Małgorzata Różewicz (filozofka sztuki – czyżby narzeczona pana L.?), wiersze i listy Lizakowskiego czytał Maciej Suszyński z Chicago, również bardzo zasłużony dla kultury.. Sponsorem imprezy była Fundacja Karpowicza “Tajne”. Co znaczy ostatnie słowo, nie wiem. Pan Lizakowski występował tam jako poeta polsko-amerykański i tłumacz literatury. Wygląda na to, że ktoś zdrowo podkoloryzował całą historię. W USA doniosły o tym pisma polonijne.
    Smutne to bardzo, nawet, czy jest to prawda, czy nie…

    • MIROSŁAWA KRUSZEWSKA

      Powiedzmy to prościej:
      _________________________

      Numer telefonu do biura rektora Uniw. Wrocławskiego, prof. Marka Bojarskiego:
      tel. 48-71-343-68-47. Każdy może zatelefonować i o wszystko zapytać.
      e-mail rektorat@uni.wroc.pl
      ___

      Drugi kontakt, to pełnomocnik rektora d/s kontaktów z mediami:
      tel. 48-667-678-872
      e-mail rzecznik@uni.wroc.pl
      _____

      Proszę Państwa, nikt na Uniwersytecie Wrocławskim, nie słyszał o tym, aby niejaki Adam Lizakowski miał zostać wykładowcą na tym uniwersytecie. Nikt też nie zna żadnego Lizakowskiego i nigdy nie słyszał o nim.

      No więc, co tu się dzieje?
      Pan Lizakowski znów popuszcza wodze swojej fantazji, a głuptasy kolportują to po Jackowie.
      Nawet konsulat dał się nabrać na ten Prima Aprilisowy żart.
      Ale zabawa!

  • Aby było sprawiedliwie

    Po przeczytaniu analizy twórczości poety Pana Edwarda Duszy, autorstwa Pani Mirosławy Kruszewskiej nie sądzę , że parafraza do wiersza Kamienna Cisza Władysława Panasiuk jest autorstwa tak znakomite Pani krytyk i poetki, która podsumowała twórczość „jedynego poety na emigracji” Adama L… Jako osoba wrażliwa, uważam, że ta parafraza najwidoczniej została stworzona przez kogoś z zazdrości o talent Panasiuka, bądź w natłoku jakichś emocji, których nie jestem wstanie zrozumieć.
    Otóż nie przypominam sobie, aby w historii literatury parafrazowano wiersze mówiące o śmierci, a jeśli takowe są proszę je przypomnieć. Kamienna cisza, Panasiuka doczekała się adaptacji muzycznej i wielu emisji w Chicago. Ośmielę się stwierdzić, że jest jak sakrum oddające cześć odeszłym. Dodam, iż wiersz był wielokrotnie czytany przy pomniku Katyń 1940, w wielu kościołach polonijnych z okazji patriotyczno – religijnych uroczystości.
    Wiersz usiadła cisza Władysława Panasiuka wprowadza nastrój skupienia , zmuszając do refleksji. Mówi o kruchości życia, przemijaniu , a wreszcie o zapomnieniu. Poeta maluje obraz cmentarza, kamiennej płyty, na której mówią złote napisy wyryte rękami człowieka żyjącego na płycie milczenia , (usta zamilkły , zgasło cierpienie , to tutaj skończyło się życie). Co tu można parafrazować ? To jest stwierdzenie nieodwracalnej prawdy, jedynej sprawiedliwości jak czeka każdego człowieka bez wyjątku, czy to jest Adam. L…, czy inne osoby komentujące. „Kamienna cisza” jak już sam tytuł wskazuje, zmusza do refleksji. Można by tak słowo po słowie poddać analizie, ale nie parafrazie, na litość boską, czy już nic nie potrafimy szanować, czy nie ma w nas nic ludzkiego ?

    Rozpatrując parafrazę,” kamiennej ciszy”, wydaje mi się, że jest godna twórczości „jedynego poety w Chicago” , o którego tyle wojny, fruwające siekiery w przestrzeni i na portalu, patrzą kogo by tu skrócić o głowę ?. My mówiący językiem Słowian , a konkretnie, po polsku lubimy skandale, nie od dzisiaj, a dlaczego ? (…), Spróbuję użyć parafrazy na komentowane wyrazy:
    *
    „mocium Panie , otóż ważne to wezwanie,
    „Wieszcza” wszak to pożegnać,
    trzeba zatem po drodze zdeptać szanowanie,
    a kto na drodze się zjawi i wpisze swoje komentowanie
    wnet dostanie niezasłużone porządne lanie … „
    *
    Koniec cytatu, bez cytatu , tu kłania się utwór „Paweł i Gaweł „ tylko po co ? Ludzie mają swoje zacne nazwiska, dorobek twórczy i Pan Władysław Panasiuk również, chociaż bez tytułów. Zresztą Panasiuk zrobił tak wiele dla polskiej literatury na emigracji i Polonii, że nie trzeba tego bronić, ani przypominać, praca Panasiuka sama się obroni. Jest obecny od 11 lat, w słowie i osobiście, dzielnie broni Polskości, a tu nagle taka napaść. Myślę, że była to ogromna pomyłka, bowiem należy się Panu Panasiukowi dziękować, a nie rugować i dołować, co czynię publicznie: za zapisywanie historii jaka tworzy się na emigracji, za ukazywanie, a tym samym przypominanie w esejach ważnych wydarzeń historycznych, które obecnie usiłuje się zmieniać, za relację spotkań itd. Cóż niektórzy komentujący twierdzą, że na emigracji jest tylko kultura chłopska, inni że plebejska, inni jeszcze że może dworska ? . To ja się pytam komentujących, co oni zrobili dla emigracyjnej kultury , czy tylko bankiety, albo prywatnie gdzieś tam spotkania (…) nieważne , każdy może gdzie chce ? . Kulturę tworzy społeczeństwo, narody, nacje, epoka, osoby i niby w Chicago nie ma kultury ?, to znaczy, że komentujący nie chodzą na kulturalne wydarzenia, których jest więcej, ośmielę się powiedzieć niż nad Wisłą i na wyższym poziomie, bo nie promuje się tu „Madonny” , skandalicznych spektakli itd… Tu ludzie wkładają serce, a tam, cóż tam się wciąż boją, rządzą obcy „chłopcy” , giną ludzie, sprzedają kraj, zamykają zakłady pracy, upadłość ogłaszają, a my niby Polacy przy lampce wina cwaniacy, nie robimy nic, zupełna cisza. Do Polski nie pojedziemy bo tam jest ciemno, to kto niby ma zaświeci to światło, na litość Boga, kto ? . Polska wydała wspaniałych ludzi, a wśród nich Jana Pawła II, Papieża Wielkiego Polaka, a gdzie my jesteśmy? Czy tylko potrafimy ubliżać i niszczyć się nawzajem?(…) A może nie jesteśmy po tej samej stronie, po której był Wielki Papieża Polak (…) ???… „jedyny poeta w Chicago Adam L. ”, zbiera nasze żale i niemoc, wobec własnej podłej przebiegłości, a my czekamy kto znowu coś napisze i komu dokopie ?. ..
    Myślę, że już się nic więcej nie zdarzy, szkoda rozciągać i tak zbyt długą dyskusję , szkoda marzyć, Lizakowski nie wyjedzie, Konsulat nie odpisze, ważna jest praca i chleb, zatem uczcijmy „Kamienną Cisze”, a topory na Giewont zanieśmy, jeśli Polakami jesteśmy. Polska niebawem zniknie z mapy, wszak długie są wrogów Polski łapy.
    Szalina

    • MIROSŁAWA KRUSZEWSKA

      Pani Alino,

      Bój się Pani Boga!

      Jeżeli tak wyglądają Pani Warsztaty Poetyckie, jak wygląda Pani powyższa analiza, to trzeba to towarzystwo rozgonić na cztery strony świata, żeby wstydu nie było. Teraz rozumiem, dlaczego na emigracji mogło dojść do takiego przerażającego zjawiska, jak Lizakowski czy Panasiuk.
      Swoją wypowiedzią “krytyczno-literacką” ośmiesza się Pani i zgłasza akces do grona grafomanów, którzy nie umieją napisać zwykłego wiersza o śmierci, tylko grzebią suchym patykiem po nagrobkach. A czytelnikom kojarzy się to od razu z tanim winem “patykiem pisanym”. A chodzi o to, aby ludziom kojarzyły się rzeczy nieco bardziej wzniosłe.
      Czy Pani naprawdę tego nie rozumie?

      Rozśmiesza mnie upublicznianie tego niegramotnego wybryku literackiego pana Panasiuka. Toż to zgroza! Ośmiesza bowiem wszystkich Polaków.
      Aż chciałoby się zakrzyknąć: Panasiuk na ryby, Szalina do garów!

  • MIROSŁAWA KRUSZEWSKA_W SPRAWIE WYKŁADOW LIZAKOWSKIEGO

    Kontaktowałam się także z Uniwersytetem Wrocławskim, dzisiaj, telefonicznie –
    – z biurem rektora, dziekanatem Wydziału Filologicznego i rzecznikiem prasowym UW.
    ——–
    Numer telefonu do biura rektora Uniw. Wrocławskiego, prof. Marka Bojarskiego:
    tel. 48-71-343-68-47. Każdy może zatelefonować i o wszystko zapytać.
    e-mail rektorat@uni.wroc.pl
    ——–
    Drugi kontakt, to pełnomocnik rektora d/s kontaktów z mediami:
    tel. 48-667-678-872
    e-mail rzecznik@uni.wroc.pl
    ———
    Proszę Państwa, nikt na Uniwersytecie Wrocławskim, nie słyszał o tym, aby niejaki Adam Lizakowski miał zostać wykładowcą na tym uniwersytecie. Nikt też nie zna tam żadnego Lizakowskiego i nigdy nie słyszał o nim.
    No więc, co tu się dzieje?
    Pan Lizakowski znów popuszcza wodze swojej wybujałej fantazji, a głuptasy kolportują to po Jackowie.
    Nawet konsulat dał się nabrać na ten Prima Aprilisowy żart.
    Ale zabawa!

    • Obserwator z boczku

      Oj, badaczu literatury ojczystej! Wymień Pan nazwiska tych profesorów, którzy biorą udział w dziele zbiorowym na 35-lecie debiutu Adama L. To tak jak praca zbiorowa na cześć Lenina i Stalina… Podaj pan nazwę instytucji, która ich prace finansuje, może ci zacni uczeni zajmą się 60. rocznicą debiutu Mirosławy Kruszewskiej, która w dzieciństwie publikowała wierszyki w “Płomyczku”, a nawet i w “Misiu”. Drukiem, panie Lizakowski, drukiem! .
      Jak Pan się straszliwie kompromituje! Podobnie jak we Wrocławiu, gdzie pies z kulawą nogą o panu nie wie. Identyczna sytuacja istnieje w przypadku prawdziwie intelektualnych kręgów Polonii chicagowskiej. Mało kto pana tu zna jako magistra i promotora kultury, a nikt na pewno nie wierzy w pańskie biografie. Ja, w przeciwieństwie do pana bardzo cenię kręgi emigracyjne w Chicago. Pamiętam o Chałce, do którego chciał się pan bezskutecznie dostać, Terleckiego, Ref-Rena, Karpowicza, Gordona, opata Kostrzańskiego, prof. Bidę, Zofię Mierzyńską, bardzo poważnego wydawcę Leszka Gila. O Edwardzie Puaczu też pan nie pamięta, podobnie jak o księżach: Filipowiczu i Balczewskim. Pomija pan p. Lidię Kłobudzką, członków Pomostu (do którego pan nigdy nie należał i nie jest pan w stanie obecnie do nich doszlusować, choćby by się to panu dzisiaj opłacało), całą brać dziennikarską, zasłużonych nauczycieli i weteranów, czyli, jak to pan określa – ciemny gmin. Nic pan nie wie, niestety, o Polonii amerykańskiej, licznych polskich artystach teatralnych i filmowych, choć z niektórymi cyknął sobie pan fotkę i umieścił na internecie. Nic panu nie wiadomo o Polonii amerykańskiej. Za to wie o niej Kruszewska, która to publikowała cykl wspaniałych artykułów o Polonii w USA, a obecnie ukazuje się jej 500-stronicowa książka o polskim wychodźstwie w Ameryce. W Chicago słyszałem, że kilka uniwersytetów polskich zamierza wyróżnić ją honorowymi doktoratami. Rada: nie powinien się dać wyprzedzić, musi pan szybko zdobyć kilka doktoratów H.C.
      Poloniści zaś powinni dokonać porównanie wywiadów, przeprowadzanych z Panem oraz pańskie artykuły w “Dzienniku Związkowym” z tekstami, które drukuje pan w Polsce. Różnica w stylu jest tak ogromna, że podejrzewam, iż wkradli się tutaj ghostwriterzy, bo analizy stylu zdecydowanie wskazują, że pisało je co najmniej kilku autorów. Czy wolno zapytać, dlaczego w wywiadach mówi pan bliżej niesprecyzowaną gwarą, a niektóre prace pańskie charakteryzują się poprawną polszczyzną? A może to tylko stylizacje? Jak to możliwe? Jak udaje się panu tłumaczyć niesłychanie hermetyczną poezję amerykańską, skoro, jak to czytałem, na łamach “Dziennika Związkowego” udzielano Panu rad, aby pan się nareszcie nauczył angielskiego. Ten artykuł z “Dziennika Związkowego” ukazał się nawet w druku zwartym. A autorką była polonistka, doskonale zorientowana w życiu Chicago i znająca pana osobiście. Można sprawdzić. A pańscy bliscy znajomi robią sobie z pana jaja, a kiedy mowa o pańskich tłumaczeniach, wykonują jakieś magiczne ruchy pukania się w czoło.
      A z poetami amerykańskimi tyle ma pan wspólnego, że i pan i oni cenili czy cenią sobie koniak, którego pan tak naprawdę chyba mało w życiu wąchał, bo zazwyczaj widywałem u pana w kwiaciarni na Milwaukach tanie piwo i zwykłego smirnoffa. Oj, oj, mili moi, łzy się kręcą, co między nami wyrosło!

  • Przerażony czytelnik z Polski

    Szanowna Pani Szalino,
    zalewa nas grafomania z USA. Nachał Lizakowski, teraz Panasiuk i cała ta sfora wierszorobów spod znaku Polskich Jezuitów w Chicago. Jedna Joanna Bielobradek sytuacji nie ratuje. Jeżeli nie rozwiąże Pani warsztatów, dojdzie do tsunami i to większego, niż Giewont. Róbcie coś konkretnego, opiekujcie się bezdomnymi, dajcie chleba głodnym i wody spragnionym, ale na litość Bożą, nie piszcie wierszy, nie ustawiajcie się w roli filozofów, nie nazywajcie się publicystami ani poetami. Doktor Kruszewska ma rację, wiersz Panasiuka w niczym nie ustępuje utworom Lizakowskiego – to taka sama grafomania. Panasiuk jest śmieszny jako publicysta, powiela znane wszystkim osądy i porusza tematy, na które już dawno usiłowano odpowiedzieć. Jest potwornym epigonem wszystkiego co najgorsze i płytkie. Tu staje w jednym szeregu z Lizakowskim. . Jego patyk szorujący płytę nagrobną śni mi się po nocach. Dzięki Bogu, że nie jest to moja płyta nagrobna, bo nie zniósłbym tego wizgu.Pomijając jego styl, niczego nowego nie mówi, ot, prawi kazania, w których nie ma żadnej głębi, a tylko wyświechtane frazesy. Domorosły, zadufany w sobie egomaniak, przypisujący sobie walory, którym nigdy nie nie potrafi sprostać. Wszystko co pisze jest nieznośnym, napuszonym bełkotem. Żadne poważne pismo literackie nie zamieściłoby jego wypocin.
    Pani Szalino! Czy pani przeczytało swój tekst? Przecież jest to również żenujący bełkot. Ludzie nie są w stanie wytrwać lektury Pani wynurzeń! Czy Wy wszyscy nie zdajecie sobie sprawy, że po prostu brak wam wiedzy, zwykłej, wyniesionej ze szkoły wiedzy, nie macie pojęcia o teorii literatury, cechuje was płycizna językowa i intelektualna , wasz przekaz filozoficzno- dydaktyczny jest żaden.
    Lizakowski, Panasiuk, teraz Pani…. Co to za wstyd dla Polonii amerykańskiej. Proszę pamiętać: dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane.

    • Nie mniej przerażany czytelnik z Toronto

      Haiku nagrobne patykiem drapane

      Kochani! Donoszę, że na obczyźnie pojawił się nowy gatunek literacki. Związany on jest z pochówkiem. Kiedy szanowni i znani nieboszczycy powiększają grono aniołków, do boju stają poeci-nekrofiliaci. Najważniejsi to Panasiuk, Prusiński z Ustki i Lizakowski, a za granicą Edward Zyman. Gdzie tylko ktoś rąbnie w kalendarz, natychmiast jak hieny się zlatują, składają deklaracje miłości do tych zmarłych, chwalą się przyjaźnią z nimi, mimo iż często ich na oczy nie widzieli i piszą o nich wierszy panegiryczne. Lizakowski ostatnio popełnił trzy takie. Były tam: krew, rzygowiny,gnój. Taka jest bowiem estetyka tego poety. Ostatnio napisał wiersz o Barańczaku, który w ogóle nie dostrzegał emigracji i nią gardził. Ale Lizakowski chciał, aby w chwili, kiedy rzucimy na internet hasło Barańczak, wyskoczył obok niego Lizakowski. Przeoczył tylko Konwickiego, bo nie wiedział, kto to jest. Podobnie robi to Edward Zyman z Toronto, tylko z większą klasą. Na swoje akcje ma dodatkowo fundusze z Fundacji Turzańskich. To wyjaśnia wiele.

  • wypisy z literatury faktu

    Pewnego jesiennego popołudnia do domu znanego lewackiego poety w Kalifornii, dawnego pracownika komunistycznych służb dyplomatycznych, przyszedł z wizytą początkujący poeta, akurat wówczas bezrobotny.
    Żona poety oznajmia:
    – Mąż źle się czuje. Właśnie położył się aby odpocząć. Śpi.
    – To nic – mówi Początkujący Poeta. – Poczekam.
    – Ale on pewnie będzie długo spał, bo jest wyczerpany… – argumentuje lekko przerażona pani domu, z nadzieją w głosie, że intruz się wyniesie..(Zmęczony poeta nie był tak bardzo zmęczony, ale nie chciał widzieć nachała, który go bez przerwy nachodził)
    – Nie szkodzi. Jak mówiłem, mam czas. Mogę poczekać.
    Tym zmęczonym poetą był Czesław Miłosz. A kim był ów natarczywy debiutant?

    (Odpowiedź: Lizakowski}.

  • Szanowny Panie „Przerażony czytelniku z Polski”

    Szanowny Panie „Przerażony czytelniku z Polski” , a może i nie z Polski ?.. Stanęłam w obronie poety Panasiuka, nie ujmując nic znanym wyżej wymienionym, poetom na emigracji, oprócz sprawcy komentarzy „Jedynemu największemu poecie na emigracji Adamowi L.” . W wyniku czego wypędzono mnie do mycia garów, cóż w tym złego?… Nie będę się bawić w dyskusję, ponieważ nie stać mnie na przebiegłość jaka wypływa z wielu komentarzy wyżej umieszczonych.

    Chwała za to tym , co piszą na emigracji w języku ojczystym. Nie ma to znaczenia, że są to wiersze osobiste, patriotyczne, religijne, często zabarwione nostalgią do ojczystego kraju , każdy ma do tego prawo.
    Nie widzę tu wstydu dla amerykańskiej Polonii, w tych ”grafomańskich” wierszach jak Pan twierdzi, są ludzkie nadzieje i marzenia. Nikt nie ma prawa ich krytykować i nazywać grafomanami, nie znając twórczości. A co do warsztatów, na naukę nigdy nie jest za późno. Użył Pan słowa bełkotu, proszę przeczytać wszystkie wypowiedzi. Historia oceni każdego, tak jak na to zasługuje, a tym czasem niech każdy robi swoje, ja się wycofuję. Dziękuję za lekcje filozoficzno-dydaktyczną. Na zakończenie mądrości Seneki – wciąż aktualne .
    ____________________________
    „Niech człowiek nie da się zepsuć przez rzeczy zewnętrzne i niech będzie niepokonanym i podziwiającym tylko siebie, wierzącym w siebie, a na złe i dobre gotowym – artystą życia…”
    ____________________________
    „Haniebnie jest nienawidzić tego, kto zasługuje na twoje pochwały. O ileż haniebniej jednak nienawidzić kogoś z tego powodu, dla którego zasługuje na twoje współczucie.”
    ____________________________

    „Wszystko, co potępiamy u innych, znajdziemy we własnej duszy.”
    ————————————.
    Szalina

  • Nie ma taryf ulgowych

    Chowa się Pani za nie zawsze sprytnie dobrane cytaty. Pani Alino, czy Mein Kampf napisany po polsku jest bardziej przerażający niż ten po niemiecku? Nie wiem, czy to powód do chwały, że piszemy źle po polsku patriotyczne czy religijne wiersze. Cóż to za taryfy ulgowe? Pani twierdzenia są nielogiczne. Chwała Conradowi, że tak wspaniale pisał. Szkoda tylko, że tylko po angielsku…
    Pani Alino, to nie brak przebiegłości powoduje, że nie może Pani przekazać czytelnikowi swoich osądów. To jest po prostu nieporadność językowa, z którą trzeba walczyć przez lekturę i pogłębianie znajomości interesującego Panią tematu.
    Wiersze polityczne, osobiste, religijne, jeżeli są źle napisane, to zasługuj na krytykę i odrzucenie, obojętnie, czy są pisane po francusku czy polsku. Dziś nagle Pani zrozumiała, że z Lizakowskim jest coś nie tak, ale jako dobra katoliczka przechodzi Pani nad tym do porządku dziennego, lekceważąc krytykę literacką, o której zresztą nie ma Pani pojęcia.
    To Pani, jak mi to sama Pani powiedziała, propagowała twórczość Pana L., drukując nieodpłatnie jego wiersze w swoich almanachach. Innych poetów Pani “czardzowała”. Dlaczego nie postąpiła Pani podobnie w przypadku innych poetów? Dlaczego? Czyżby Pani pozostawała pod tak wielkim urokiem Drugiego Adama?
    Jak nas oceni historia, nie wiemy i nie będziemy mieli nawet na to wpływu. Pozostanie po nas jeden, może dwa wiersze, może nawet jakieś anegdoty, w każdym razie niewiele. Jedno oby zostało zapomniane w Pani wypadku – to warsztaty. Jest to jedna wielka kpina, podobnie jak wiadomość o wykładach Pana L. we Wrocławiu.
    Z wiedza i stylem pisania, jaki Pani zaprezentowała na tym Forum, uważam, że nie jest Pani właściwą osobą, aby warsztaty takowe prowadzić. Podjęła się Pani dzieła, któremu nie potrafi Pani sprostać po prostu z braku fachowego przygotowania. Zdumiewa mnie postawa Polskich Jezuitów, że dopuścili do takiej kompromitacji, i to oni, słynni z bardzo starannego wykształcenia. Ale era Filipowiczów czy Balczewskich niepowrotnie minęła…Coś tam z obecnym przełożonym nie tak.
    Pozdrawiam Panią,
    Edward Dusza.

  • Wiktor

    Nigdy specjalnie nie interesowałem się poezją. Cała sprawa jest grorteskowa. KOnsulat organizuje pożegnanie naciągacza, który oszukujue, że ma posadę na Uniwersytecie. Przyjęcie w KOnsulacie dla zaproszonych. Uważam, iż po takim cyrku odwołać nalezy Konsul Generalną w Chicago. Pani Konsul nie radzi sobie zupełnie, nie ma własnego zdania, nie reaguje, jak kraj, który reprezentuje jest bezczelnie obrażany. Skandal za skandalem.

    • Obserwator z boku

      Ma Pan rację, Panie Wiktorze. Przedziwna jest rola Konsulatu w całej tej awanturze. Jeżeli organizator tzw. Pożegnania, pan Konrad Zieliński byłby facetem odpowiedzialnym, to starałby się ze wszystkich sił sprawę wyjaśnić. On tego nie zrobi, bo po co? Polonia konsulatom i tak nie podskoczy, więc robią co chcą i mają wszystko głęboko gdzieś. Poza tym posadka “na placówce” dodaje słabeuszom intelektualnym i różnego rodzaju nierobom uroku i majestatu, a zwalnia często od obowiązków zawodowych i przyzwoitości. Bo przecież konsulaty mają służyć Polakom za granicą, a nie traktować ich jak masę baranów. Aby trafić do takiej roboty trzeba było kogoś znać, same zasługi nie wystarczają. Obecne służby konsularne są w takim samym stopniu aroganckie i nieudolne, jak te czerwone sprzed lat. I zdrowo każą sobie za swoje usługi płacić.
      Pan Konrad Zieliński doradzi może, że powinniśmy się przygotować na uroczyste powitanie pana Lizakowskiego w Polsce. Ponoć już są rozpisane konkursy na projekty bram triumfalnych. Szykują się delegacje miłośników talentu Lizakowskiego w kraju i za granicą, biura podróży w Chicago planują grupowe wyjazdy, aby wziąć udział w tym wielkim wydarzeniu i pstryknąć sobie zdjęcie z Wieszczem na pamiątkę dla siebie i dla późnego wnuka.
      Górą tandeta, szmira i ciemnota!
      Chciałbym też tutaj zapytać p. Aliny, jak to z tą polskością, bo dla niej ona, tzn. polskość, przede wszystkim się liczy w ocenie wiersza i twórcy. Otóż na Internecie pokutuje wiadomość, że Adam Lizakowski jest Żydem. Dotąd tego nie sprostował, choć wydawało mi się, że zawsze uchodził za Polaka. Oczywiście, jest to sprawa zupełnie nieistotna, ale niestety, potwierdza drugą wiadomość internetową, że Lizakowski, obok Anny Frajlich i Henryka Grynberga czy Tomasza Grossa to twórcy piszący po polsku, co nie od razu znaczy, że polscy. Złośliwi mówią, że danych tych pan L. nie prostuje, ponieważ chce skorzystać z panującego w Polsce filosemityzmu i coś uszczknąć dla swej sprawy. Co Pani Alina na to?

  • wiersz nekrofiliscki

    oto przykład poezji nekrofiliackiej
    czytelnikom ku uciesze

    ——
    Stanisław Barańczak „Przepraszam, nie dosłyszałam nazwiska?… Banaczek?…
    01/09/2015

    LizakowskiAdam

    Stanisław Barańczak
    „Przepraszam, nie dosłyszałam nazwiska?… Banaczek?…

    spokojnie robił na drutach rzeczywistości
    szorstkie wiersze ciepłe jak barania wełna
    spijał z rzeczywistości polskiej i amerykańskiej
    soki jak dąb którego korzenie głęboko
    wbijały się w ziemię
    wilgotną i błotnistą która z czasem
    stawała się żyzną był
    sękatym kijem puszczającym zielone liście z drugiej
    strony oceanu
    miał długie i wrażliwe uszy na
    mamrotanie fal i szept przyjaciół w starym świecie
    znalezienie parkingu w nowym świecie
    nie było jego jedynym problemem na tym świecie
    niklował stare słowa stosownie od sytuacji
    neomodernista wierszy werbujących weną
    socjalistycznej ojczyzny ortopeda orszaku
    zmierzającego do zmiany
    konstytucji krytyczna krucjata wobec
    kierowniczej roli PZPR dziurawego wiadra
    nie jeden chciał umyć nie tylko ręce ale i twarz
    na emigracji tłumacz słów „spólny łańcuch”
    polan „ziemskie kolisko” wprowadził w orbitę
    polską poezję pro futuro prognostyk pewności

    • the poem without any cutting out

      Adam Lizakowski

      Stanisław Barańczak
      „Przepraszam, nie dosłyszałam nazwiska?… Banaczek?…

      spokojnie robił na drutach rzeczywistości
      szorstkie wiersze ciepłe jak barania wełna
      spijał z rzeczywistości polskiej i amerykańskiej
      soki jak dąb którego korzenie głęboko
      wbijały się w ziemię
      wilgotną i błotnistą która z czasem
      stawała się żyzną był
      sękatym kijem puszczającym zielone liście z drugiej
      strony oceanu
      miał długie i wrażliwe uszy na
      mamrotanie fal i szept przyjaciół w starym świecie
      znalezienie parkingu w nowym świecie
      nie było jego jedynym problemem na tym świecie
      niklował stare słowa stosownie od sytuacji
      neomodernista wierszy werbujących weną
      socjalistycznej ojczyzny ortopeda orszaku
      zmierzającego do zmiany
      konstytucji krytyczna krucjata wobec
      kierowniczej roli PZPR dziurawego wiadra
      niejeden chciał umyć nie tylko ręce ale i twarz
      na emigracji tłumacz słów „spólny łańcuch”
      polan „ziemskie kolisko” wprowadził w orbitę
      polską poezję pro futuro prognostyk pewności
      pro i kontra że można być tym kim się chce być

      Chicago 26 grudnia, 2014

      Stanisław Barańczak (ur. 13 listopada 1946 w Poznaniu, zm. 26 grudnia 2014 w Newtonville) – polski poeta, krytyk literacki, tłumacz poezji, jeden z najważniejszych twórców Nowej Fali, działacz Komitetu Obrony Robotników.
      ==============================================================================================================================================================================
      Adam Lizakowski (ur. 24 grudnia 1956 w Dzierżoniowie) – polsko-amerykański poeta, fotograf, tłumacz poezji amerykańskiej m.in. Walta Whitmana, W. C. Williamsa, Allena Ginsberga, Langstona Hughesa, Carla Sandburga, także z angielskiego przełożył ponad 50 wierszy chińskiego filozofa i poety Lao tse, oraz wiele wierszy Rumiego. Od wielu lat promotor kultury polskiej za granicą. Studiował na Uniwersytecie Northwestern, gdzie uzykał tytył magistra w creative wriitng -poetry. Prowadzi warsztaty poetyckie kreatywnego pisania poezji w Jezuickim Ośrodku Milenijnym w Chicago.

  • wladyslaw Panasiuk

    “Wszyscy jesteśmy robakami choć niektórym się wydaje, że są robaczkami świętojańskimi”. Mówi się, że piszących w naszym mieście jest około pięćdziesięciu. Wielu z nich miało swój wieczór autorski u Jezuitów.Są wśród nich tacy, co wydali po kilka książek, bywają też początkujący. Dlaczego zabraniamy komuś pisać? Każdy ma prawo robić to, co uważa. Wszyscy wiemy, że nie ma wśród nas wielkich pisarzy, ci już dawno odeszli. Czasy geniuszu bezpowrotnie minęły jak i te, w których kłaniano się i całowano w rękę ludzi wyżej postawionych. Nastała era gdzie ludzie wykształceni zmuszeni są pracować nie w wyuczonym zawodzie. Nasz kraj pomału zanika. Sytuacja potrafi zaskoczyć człowieka, a los lubi z niego zakpić. Alina Szymczyk czasami z moją pomocą i innych zorganizowała wiele spotkań patriotycznych. Pamiętamy o Sybirakach, żołnierzach wyklętych, naszych bohaterach. Nie każdy chciałby poświęcać swój czas. Najłatwiej jednak zganić drugiego człowieka i obrzucić błotem. Lubimy opisywać nasze zasługi, ale nie daj Boże żeby ktoś wychylił się przed nas! Potrafimy bez racji zdeptać każdego, kto podpisze się własnym nazwiskiem. Nic nie ryzykują anonimowi, gdyby się ujawnili i na nich bat by się znalazł. Tematem głównym komentarzy był Adam L. lecz szybciutko wąziutkie grono komentujących (dosłownie kilka tych samych osób) po moim grzecznym wpisie wzięło się za mnie. Panie i Panowie! Panasiuk, to nie tramwaj, do którego się wsiada i wysiada.Nie pozwolę sobie na deptanie mojego dobrego imienia. Nie ważne czy to uczyni profesor, ksiądz czy pastuch. Dość tych obelg: nieuk, marksista,dziad, toto i im podobnych. Moje “przestarzałe” felietony może nie są przeznaczone dla tak znakomitych naukowców, ale wielu ludzi je lubi. Wbrew w/w komentarzom są drukowane w kilku magazynach kulturalnych i poważnych portalach. Zazdrośników odsyłam na “kworum”- w kręgu wydarzeń- co piszę o mnie naczelny w art. “remanent przed jubileuszowy” i na w/w portale. W Kurierze nadal pisał będę,” bo wessałem się tam jak ośmiornica”. Zachęcam też komentujących, by do M. Bobera wysłali swoje dzieła, a nuż przyjmie i olśnią swym blaskiem gazetę. Niektórych komentujących skręca, że tak cicho o nich.Ludzie bywają jak psy ogrodnika: nikomu nie pozwolą i sami nie zjedzą. Oczywiście nie wszyscy. Napisałem sporo w swoim życiu, ale nigdy nie posługiwałem się czyimś nazwiskiem (z wyjątkiem oprawców stanu wojennego) (chyba, że chwalebnym). Mieszkam w Stanach wiele lat lecz nigdy nie zostałem tak opluty przez rodaków jak teraz. To przykre, że człowiek potrafi być tak podły i zazdrosny. Wielu piszącym brakuje kultury i ogłady, wszystko zamieniło się w kłótnię. A może komuś zależy na rozbiciu tej grupy u Jezuitów. Nikomu nie zazdroszczę, ani pisania, ani też nagród i medali. Nie zabiegam o sławę, choć wielu mnie to zarzuca. Piszę jak potrafię i niech tak zostanie. Nikomu nie ubliżam, chyba, że na to zasłużył. Napisałem to w miarę oględnie i myślę, że nie będę już musiał kiedykolwiek być chamski. Z trudem przychodzi mi pisanie nazwisk, ale jeśli zajdzie taka potrzeba zrobię to we własnej obronie. Nie pozwolę się więcej poniżać, choć nie jestem uczonym – mam własną godność i honor. Czym bardziej poznaję człowieka, tym bardziej kocham zwierzynę.

    • Jan Paweł

      Tylko niech się Pan nie zapędza za bardzo w tej miłości do zwięrząt, bo jeszcze powstaną jakieś niebezpieczne dla nas literatów krzyżowki.

  • prosto z mostu

    Ale miałem ubaw czytając nie tylko wypowiedz Pani Miry Kruszewskiej , ale tez prawie wszystkie komentarze . Dane mi było poznać nie tylko Pania Mire Kruszewską , ale tez Pana Adama Lizakowskiego, jak tez niektórych jego uczniow z “warszatów literackich”. Znam tez tych co miewali przyjęcia “chrzcinowe” w konsulacie. A postać Wierzewskiego tez jest mi znana z jego niechlubnej działalnoci. Nie wiem czy Pan L. zna idysz. Zwykle bywa tak , z e jak ktos konczy pracę , to prawcodawca urządza pożegnanie. I tak chyba było z Panem L. A dziwię się , ze przewrotne miernoty nad miernotami aż na tyle zaslugują uwagi.

  • Obserwator z boczku

    Co znaczy zdanie “wieloletni promotor” kultury polskiej” granicą”? Jakiej kultury? Prosiłbym tych, wpisujących ten slogan w swoje życiorysy, o wyjaśnienie.

  • Obserwator z boczku

    Fragment wywiadu z Lizakowskim – nic dodać, nic ująć.

    “Działalność wszystkich grup poetyckich „od wieków” jest bardzo podobna, twórczy (w tym przypadku) poeci zbierają się w jednym miejscu, myśląc, że jak będzie ich więcej, to będą ważniejsi. Albo, że szybciej ktoś ich zauważy, np. krytyka zwróci na nich swe łaskawe oko. Ale wcześniej czy później poeci maja siebie nawzajem dość i grupa się rozpada. Z miłości do siebie rodzi się zazdrość, aż dochodzi do tego, ze poeci nie tylko nie mogą na siebie patrzeć, ale jeszcze jeden drugiemu zaczyna przeszkadzać w tym, co robi, czyli w pisaniu. W obu grupach było podobnie i skończyło się raczej na niczym, nigdy nie powstały żadne wspólne antologie. Kilka słabych wspólnych występów i agonia konania”.

  • Obserwator z boczku

    Niestety, nagrody literackie tworzą jakieś małe mafie literackie” i dość często rozdawane są w jakiś niezrozumiały dla mnie sposób. Nagrodzony poeta wpada, chcąc czy nie chcąc, w jakieś układy, musi być wśród ludzi, którzy go nagrodzili i w jakiś sposób identyfikować się z nimi, siedząc na tej samej kanapie, co on. Kawiarnie literackie zaczynają tworzyć sekty wyznawców takiej a nie innej poetyki, szkoły poetyckiej, itd. Tam zapadają decyzje o nagrodach. Jest to mało etyczne i zupelnie niepotrzebne. Różne środowiska dzieli poetów na lepszych i gorszych, na tych z nagrodami i tych bez nagród. W Polsce poeci – redaktorzy potrafią być na stanowiskach w pismach literackich nieomal dozgonnie. Dla mnie to jest chore. Wielu poetów pracuje jeszcze w wydawnictwach literackich na kierowniczych stanowiskach, bierze udział w różnego rodzaju konkursach literacko-poetyckich, itd. To zabija poezję. A jeśli nie zabija, to na pewno podcina jej skrzydła.

    Fragment wywiadu z Lizakowskim. Pytanie, dlaczego on tak chętnie wymienia swoje wszystkie, prawdziwe i takie na niby (jak nagroda Marka Hłaski) nagrody literackie. Ile to musiał spędzić czasu z jurorami siedząc “na jednej kanapie”?

  • MIROSŁAWA KRUSZEWSKA

    Pytanie:
    Od kiedy to poetów mierzy się ilością otrzymanych nagrod?
    O ile wiem, to ani Mickiewicz, ani Słowacki, ani późniejsi znani poeci nigdy żadnych nagród nie otrzymywali. Pisali dla Polaków, trafiali pod strzechy i that’s it.
    Przetrwali wieki.
    —-
    Nie mówię o Cz.Miłoszu czy Szymborskiej z domu Rottermund – melanżu prosowieckich zwyrodnialców, którym czapkuje wieszcz Lizakowski. To są insekty niewarte naszej uwagi. Z Lizakowskim, Panasiukiem i ich aktywistką kulturalno-oświatową włącznie. Ludzie małego ducha i niskiej kultury.
    ——–
    Powiem jedno.
    Przyjemnie jest brać nagrody literackie, ale nie od Jana Zygmunta Prusińskiego z Ustki, a przedtem z Wiednia, który wymyślił sobie nagrodę Marka Hłaski i dał ją Lizakowskiemu, bo nikt rozsądny tam swoich wierszy nie posłał – była to impreza za pieniądze PRL-u. Normalny człowiek na uchodźstwie nigdy by do niej nie zgłosił swoich wierszy. Byłam wtedy w Wiedniu. Wiem. Był jeden, kto się zgłosił i jemu dali nagrodę. Komuchy komuchowi.
    ———
    Trzeba wiedzieć nie tylko, komu nagrodę dajemy,
    Ale też trzeba uważać, od kogo nagrodę bierzemy.
    (copyrights moje – MK)
    ——————
    To, co robi Lizakowski, jest najprawdziwszą, literacką prostytucją.

    I tak to przejdzie do historii “chicagowskiej literatury”.

  • MIROSŁAWA KRUSZEWSKA_pytanie do p. Panasiuka

    Mam pytanie do p. Panasiuka:
    A czego my mamy temu bidocie mentalno-poetyckiemu, Lizakowskiemu, zazdrościć?
    Niech mi Pan, tak z ręką na sercu, powie.
    – czy poczucia własnego niedowartościowania i uwieszania się u klamki Miłosza?
    – czy pogoni za drugorzędnymi nagrodami literackimi?(bo prawdziwej nigdy nie dostał!)
    – czy wiecznego wymyślania kłamstw na swój temat?
    – czy bratania się z pieskami Moskwy?
    – czy wieczorów pożegnalnych w konsulacie, na które przyszło ostatnio 9 osób?
    – czy tego, że nie umie pisać ani po polsku, ani po angielsku, ani w żadnym innym języku?)
    – czy tego, że brzydko pachnie, bo nie używa kąpieli?

    Panie Panasiuk i Pani Alino – czego tu zazdrościć?
    Tu trzeba płakać, a nie zazdrościć.
    Płakać ze wstydu, że taka osobistość wśród nas się “ulągła”, a Wy jej akompaniujecie ośmieszając nas i siebie.

    Chyba muszę napisać aneks do mojej 500-stronicowej książki o Polakach w Ameryce – tytuł będzie “Lizakowszczyzna. Analiza literacko-socjologiczna chicagowskiego matołectwa polskiego”. Cytaty Waszych “utworów” już mam.
    Będzie się działo.

  • MIROSŁAWA KRUSZEWSKA_Magisterium z Creative writing???

    Cytat:
    “Adam Lizakowski (ur. 24 grudnia 1956 w Dzierżoniowie) – polsko-amerykański poeta, fotograf, tłumacz poezji amerykańskiej m.in. Walta Whitmana, W. C. Williamsa, Allena Ginsberga, Langstona Hughesa, Carla Sandburga, także z angielskiego przełożył ponad 50 wierszy chińskiego filozofa i poety Lao tse, oraz wiele wierszy Rumiego. Od wielu lat promotor kultury polskiej za granicą. Studiował na Uniwersytecie Northwestern, gdzie uzykał tytył magistra w creative wriitng -poetry. Prowadzi warsztaty poetyckie kreatywnego pisania poezji w Jezuickim Ośrodku Milenijnym w Chicago”.
    KONIEC CYTATU.
    Pomijam te tłumaczenia z chińskiego czy angielskiego, bo i tak nikt w to nie wierzy.
    Tak samo, tłumaczenia z sanskrytu są bujdą.
    ———————————-
    Ważne jest, że nikt jeszcze w Ameryce nie dostał magisterium z Creative Writing.
    Taki subject nie istnieje.
    Można nauczyć się poprawnego pisania po angielsku na miejskich Community College’ach. Są takie kursy dla obcokrajowców czyli emigrantów, a nawet dla tubylców, którzy, jak wiadomo, kończą szkoły średnie bez umiejętności czytania, pisania i rachowani, bo wszystko za nich robią komputery.
    Taki kurs trwa kilka tygodni.
    A więc przestańmy się oczarowywać edukacją pana L.
    W Polsce żadne magisteria ani doktoraty amerykańskie nie są uznawane. Chciałabym zobaczyć polską pracę magisterską pana L. z zakresu filologii polskiej. Tam też uczą poprawnego pisania poezji i prozy.
    Wtedy porozmawiamy.
    To ciekawe: nauczyć się pisania polskiej poezji na amerykańskim uniwersytecie…
    To jak: po angielsku go uczyli?

    • Username*

      30 lat sprzątania Ameryki, co może zrobić z człowiekiem, pani magister Kruszewska jest tego przykładem. Chyba poza E.Duszą i panem Panasiukiem nikt już jej poważnie nie trakuje, nawet biedna Alina to zrozumiała. Więcej takich wpisów i trzeba będzie zabrać ją w kaftanie bezpieczeństwa w miejsce gdzie śa gumowe ściany a drzwi bez klamek.

      ps.
      Dla Edwarda Duszy też się tam miejsce znajdzie.

      • DOKLADNY

        O ile wiem, to p. Kruszewska jest doktorem Nauk Humanistycznych.
        To troche wyzej niz magister.

        • Alina

          nigdy nie była doktorem nauk, ale chodzi do doktora psychiatry, to sama widziałam.

      • Z boku

        Username! Znowu popis chamstwa i niepoprawnej głupoty! Ghostwriterzy nie dostarczyli tekstów na riposty? Zadzwoń pan do Bilika Alexandra czy do innych klakierów znających się na poezji, bo jak zwykle Twój styl Cię demaskuje!

      • Seneka

        Lizakowski, to się nie stanie. Największe twoje marzenie się nie spełni. Duszę już uśmierciłeś, fantasto. Za dużo o tobie wiedział, nieborak. Z Kruszewską tak łatwo nie pójdzie. Ona jest nie do zdarcia. Ale dla ciebie miejsce jest tam stale zarezerwowane. Może i Panasiuka da się tam upchać. Będzie cię szorował suchym patykiem!

      • mirosława

        Pomyłka.
        Ja jestem babcią klozetową z dwoma doktoratami i tylko niekiedy podszoruję kibelek.
        Taki kibelkowy parnasik literacki z Chicago szoruje się opornie.
        Ale pan Dusza dzielnie mi pomaga.

  • wladyslaw Panasiuk

    Kim jest Pani Kruszewska, że może bezkarnie wyśmiewać się i obrażać każdego. Nie wiem dlaczego przyczepiła się Pani mojego nazwiska, czyżby nie zrozumiała, co wyżej napisałem? Często wspomina Pani o niskiej kulturze, małym duchu i poziomie dyskusji. Chyba Pani sama siebie nie słyszy. Jaki prezentuje Pani poziom i jaką kulturę w swoich wypowiedziach (” np. zafajdane kalesony”). Staje się Pani podobna do Niesiołowskiego, też profesora, który słynie z brukowego języka. Jak można drugiego człowieka nazywać insektem, tak piszą naukowcy i to ma być jakieś odkrycie? Nie dostrzegam w powyższym pisaniu żadnej krytyki, to jest poniżanie drugiego człowieka, szydzenie z jego godności, a na to już sobie nie pozwolę. Jest jeszcze jakieś prawo, bo gdyby było inaczej zniknęlibyśmy z powierzchni ziemi. Ludzka podłość nie ma granic, a awanturnictwo i jad końca. Pani Kruszewska – popisała się Pani obrzydliwym gniotem “parafrazy” niegodnym kobiety. Chyba już nikt zdrowo myślący nie traktuje Panią poważnie. Nie będę odpowiadał na pytanie czego Pani zazdrości Lizakowskiemu, bo sam się nad tym głęboko zastanawiam. Jeśli nie szanuje Pani mojego nazwiska, niech spróbuje uszanować swoje, które mogę podobnie opluć i zbrukać. Proszę łaskawie zauważyć, że to nie ja napadłem na Panią. Pani chyba nie wie jak czuje się znieważony człowiek, bo dotychczas nikt nie ośmielił się zrugać “uczoną” Droga Pani ostrzegam, by nie było zaskoczenia i zgrzytania zębów. Ja też potrafię być podły i zgorzkniały, zastosować takie epitety, o których Pani nie słyszała. Nikt nie ma takiego prawa, by szydzić z niewinnego człowieka, ani krytyk, ani inny jegomość. Mam nadzieję, że rozstaniemy się jak Bóg przykazał, a moje nazwisko już nigdy się nie pojawi. Proszę przełknąć moje wady i poszukać samych zalet w swojej osobie. Nikt nie jest doskonały, Pani również. Proszę pozwolić żyć innym ludziom, miejsca na ziemi wystarczy dla każdego, kartek do pisania również. Nie mogą wszyscy pisać górnolotnie, bo stworzyłby się monolit i nuda. Nie mogą też wszyscy być uczonymi, bo ktoś musi piec chleb i szyć suknie wyżej postawionym paniom. Nie jest jeszcze tak źle jak przedstawia to szanowna Pani. Wbrew temu kolorowy świat istnieje, tylko trzeba umieć do niego wejść. Dobro zawsze zwycięża i wierzę w to, że i w tym przypadku tak będzie. Ludzi dobrej woli jeszcze można spotkać. Odsyłam na inne strony gdzie zwyczajni ludzie potrafią się godnie zachować, a sama krytyka sprowadza się do rad. Ogłada należy do najważniejszych cech człowieka. “Jeśli mówisz co chcesz – usłyszysz czego nie chcesz” Pozdrawiam i życzę samego dobra.

    • lekarz

      Panasiuk, sto razy Ci mówiono, nie karm trola. Kruszewska i Dusza to trole. Weź węgiel, jakąś tabletkę na zatwardzenie.

    • Poirytowany raz jeszcze

      Panie Panasiuk! Opamiętaj się Pan! Prawi Pan kazania bogobojne, a z drugiej strony Pan grozi. To, że potrafi Pan być podły i zgorzkniały, nie musi Pan oznajmiać. Wyziera to z Pańskich tekstów. Wygląda na to, że najchętniej by pan rąbnął w zęby zęby Kruszewską, albo dał jej w czapę, gdyby nie było świadków. Wpis Dr. Kruszewskiej nie jest gniotem podobnym do Pańskich wypracowań, jest to po prostu dobry tekst, lapidarny i błyskotliwy i świadczący o dużej inteligencji autorki, inteligencji, której niestety bardzo Pana i Pańskiemu guru Lizakowskiemu brak… Fakt ten dramatycznie wyziera z Waszych tekstów. Przypuszczam, że Kruszewska ani Panu, ani Pańskiemu koledze Lizakowskiemu nie ma czego zazdrościć. Kiedy po Was nie pozostanie nawet smród, ona istnieć będzie w historii literatury.
      Oszczędź Pan nam tych swoich dewocyjnych i moralizatorskich gniotów. Zachowuje się Pan jak stara ciotka, która siedzi na kanapie , moralizuje i wyciąga rękę do ucałowania, a wszyscy jej się panicznie boją.

  • Poirytowany

    Fragment artykułu Lizakowskiego o komunistycznym szpiclu. Swój do swego po swoje. Proszę zauważyć, kto Lizakowskiego promował…

    xxx
    Poznaliśmy się 1984 roku, będąc Redaktorem Naczelnym zaprosiłem go do współpracy w nowo powstałym miesięczniku pt. RAZEM wydanym w San Francisco w latach 1983 -1989. Nigdy nie pytał się co ja z tego będę miał? Albo kto na tym zarobi? Osobiście spotkaliśmy się dopiero w 1991, gdy z San Francisco przyjechałem do Chicago.On był pierwszą osobą do której po przyjeździe z Kalifornii zadzwoniłem i która przyjęła mnie bardzo serdecznie w swoim biurze. Dzieki jego wstawiennictwie znalazłem swoją pierwszą pracę w Chicago, zostałem członkiem redakcji „Kalejdoskopu”, weekendowego dodatku do „Dziennika Związkowego”, na początku lat 90′. Moglem, pisać, tworzyć, publikować i mieć za to satysfakcję finansową. Malo prawdopodobne, ale tak właśnie było.

    O tego czasu Wojciech, tak do niego się zwracałem stał się promotorem mojej twórczości, człowiekiem, któremu bardzo dużo zawdzięczam. To on uczył mnie/ nas (proszę mówić za siebie, Lizakowski. Szpicel Wierzewski nie był naszym, tj. Polaków-emigrantów, nauczycielem – przyp. wpisującego) historii Polonii amerykańskiej, nikt tak jak On z taką pasją nie pisał o polskich emigrantach w Ameryce. Historii Polonii amerykańskiej, której tak na dobrą sprawęnikt nie zna, ani się nią nie interesuje. Współczesna Polonia, mało, lub niewiele wie o swoich korzeniach.

    Był wspaniałym kolegą i serdecznym przyjacielem, bardzo ludzki, ciepły i wyrozumiały, bez którego dzisiaj czuje ogromną pustkę w swym sercu. Jeszcze nie mogę pogodzić się z myślą, że go nie ma, człowiek, na którego zawsze można było liczyć. ….

    Bardzo płodny i pracowity był autorem setek jeśli nie tysięcy artykułów, wywiadów radiowych i prasowych, recenzji i komentarzy. Wiele osób rozpoczynało czytanie „Dziennika Związkowego” lub „Kalejdoskopu” od jego artykułów. Miałem to szczęście poznać Go osobiście i uważnie obserwować Jego zmagania się z polonijna niewrażliwością na kulturę. A przecież Jego twórczość dziennikarska nie kończyła się tylko na środowisku polonijnym. Przez wiele lat współpracował z wieloma pisma akademickimi w kraju, publikował swe liczne eseje w prasie naukowej np. w środowisko akademickim UMK w Toruniu.
    xxx

    Nota: znowu Lizakowski nie wie, albo udaje, bo przed Wierzewskim było wielu znakomitych znawców Polonii, choćby sławny ks. Kruszka. Wydaje się, że nie wie o tym, że istniały instytucje badaniami nad Polonią się zajmujące. Ot, pierwsze z brzegu przykłady ostatnich dziesięcioleci: wspaniała prac archiwalna dr. Romana Ira, książka Wacława Gąsiorowskiego (Ach te chamy w Ameryce) czy nawet książka Emila Orzechowskiego o Teatrze Polskim w USA. Czesław Czapliński, liczący się fotografik, wydał książkę o malarstwie polskim w zbiorach emigrantów w USA, Adam Pityński oczarował swoimi rzeźbami Amerykanów, genialna malarka Aleksandra Katarzyna Nowak podbiła nowojorskie galerie obrazami wysokiej klasy, prowadzi także w Polskiej Fundacji Kulturalnej w Clark warsztaty malarskie, ale takie prawdziwe, nie takie jak jezuicka szkółka dla nawiedzonych poetów, najśmieszniejsza afera, za patronowanie której jezuici zdrowo bekną przed historią. Artystów czy aktorów również mieliśmy i mamy wielu, jeden z nich, o niebo lepszy, ciekawszy i nowatorski od wszystkich do kupy wziętych literatów w Chicago, Krzysztof Pieczyński, bardziej zaznaczył swoja obecność na emigracji niż Lizakowski.. Dzieje księgarstwa polskiego na obczyźnie również nie można pominąć, a Lizakowski to robi, chociaż p. Mirę Puaczową, p. Andrzeja Frukacza czy p. Leszka Gila Lizakowski zna osobiście. Wszystko, co pisze, jest niedokładne, niemiarodajne, słowem – szmelc. Gdzieś dzwoniono, ale on nie wie gdzie. A swoja drogą Wierzewski wiedział, kogo promuje: zauroczonego socjalizmem byłego członka ZMS (Patrz: Forum Pieszyce). Lizakowski nigdy nie napisał żadnych wierszy politycznych, gdzie by zaświadczył, że odciął się od komunizmu. Nie ma w jego twórczości żadnych akcentów sympatii do Polaków nękanych przez komunę, nie ma wierszy żałobnych ku uczczeniu pamięci ofiar komunistycznej przemocy, a pisze je przecież zawodowo na temat różnych nieboszczyków, bez względu na to, czy ich za ich życia znał, czy nie. Zaangażowania patriotycznego czy jakichkolwiek deklaracji niepodległościowej lub broń Boże zdecydowanego protestu wobec komuny w jego poezji nie uświadczysz.
    On i jego “poezja” to właśnie dziedzictwo, jakie pozostawił nam będący na służbie komuchów wróg Wolnej Polski, dr Wojciech Wierzewski, szpic komunistycznych służb bezpieczeństwa.

  • MIROSŁAWA KRUSZEWSKA

    Kruszewska jest w tym wieku, że może wyrażać swoje opinie bez konieczności tłumaczenia się panu Panasiukowi.
    Kropka.

  • Wiktor

    Przyzwyczaiłem się już, że kiedy ktoś nie ma argumentow, to wytyka, że interlokutor sprząta. W Chicago typowe. Ataki na Panią Kruszewską dowodzą jedynie intelektualnej kapitulacji jej antagonistów. Zostali zagnani w “Kozi Róg”.

  • Poirytowany

    Jest taki salonik literacki Piotra Stanisława Króla. Jak wszędzie, jest tam również wpis o najbardziej genialnym twórcy z gmin Pieszyce i Chicago, czyli o Adamie L. Tym razem dowiadujemy się, że Lizakowski jest zawodowym dziennikarzem, bo studiował dziennikarstwo na uniwersytecie w San Francisco oraz literatury słowiańskie na uniwersytecie w Berkeley…
    No i jest absolwentem jeszcze jednego uniwersytetu w Illinois, gdzie otrzymał magisterium….
    Jest więc wychowankiem aż trzech amerykańskich uniwersytetów, był przyjacielem C. Miłosza no i prowadzi warsztaty literackie…. Co prawda, inne noty biograficzne Lizakowskiego podają inne dane, po raz pierwszy usłyszałem, że jest dziennikarzem. Lizakowski, opracuj nowy tekst reklamowy, bo ludzie zaczynają niedowierzająco kiwać głowami.

    xxx

    Adam Lizakowski

    Adam Lizakowski – polsko-amerykański poeta, fotograf, tłumacz poezji amerykańskiej m.in. Walta Whitmana, W. C. Williamsa, Allena Ginsberga, Langstona Hughesa, Carla Sandburga, także z angielskiego przełożył ponad 50 wierszy chińskiego filozofa i poety Lao tse.
    Urodził się w 1956 roku na Dolnym Śląsku, mieszkał i pracował w Pieszycach. W 1981 w momencie wybuchu stanu wojennego, przebywał w Austrii, tam zdecydował się na emigrację do USA. Mieszkał w San Francisco (gdzie studiował dziennikarstwo oraz, na uniwersytecie w Berkeley, literatury słowiańskie), a od 1991 mieszka w Chicago.
    Debiutował w 1980 na łamach warszawskiego “Tygodnika Kulturalnego”. Na emigracji, dzięki Czesławowi Miłoszowi, z którym spotykał się i w pewien sposób zaprzyjaźnił, opublikował swoje wiersze na łamach paryskiej “Kultury”, potem w “Tygodniku Powszechnym:, a także w nowojorskim “Nowym Dzienniku” oraz w amerykańskich czasopismach poetyckich.
    Wiersze publikował w języku angielskim i hiszpańskim. Jest autorem tomików “Cannibalism Poetry” (1984) i “Anteroom Poetry” (1986) wydane w San Francisco; “Wiersze amerykańskie” (Dzierżoniów, 1990); “Złodzieje czereśni” (Stevens Point, WI, 1990); “Współczesny prymitywizm – wiersze i poematy 1986-1992” oraz “Chicago City of Hope, In Poetry and Photography / “Chicago miasto nadziei w poezji i fotografii” – wydane w Chicago.
    Laureat nagród literackich (I miejsca): Golden Poetry Award – Sacramento. 1987 i 1990,Międzynarodowy Konkurs Poetycki im. Marka Hłaski w Wiedniu. 1990, Międzynarodowy Konkurs pt. Zachodnie losy Polaków im. gen. Stanisława Maczka na pamiętnik emigranata z lat 1939-1989, 1996.
    Wiersze jego były publikowane w wielu pismach literackich w kraju i na emigracji. Jest redaktorem pisma poetyckiego pt. “Dwa Końce Języka” wydawanego w Chicago.
    Współzałożyciel grup poetyckich “Krak” w Los Angeles – San Francisco oraz “Niezapłacony Rent” w Chicago.
    Od wielu lat promotor kultury polskiej za granicą. Prowadzi warsztaty poetyckie kreatywnego pisania poezji w Jezuickim Ośrodku Milenijnym w Chicago.

    • Viktoria

      Drogi Poirytowany, widać,, że wszystko wiesz,

      teraz napisz gdzie pan Edward Dusza otrzymał doktorat, jakie skończył szkoły i pani Kruszewska może ujawni nam swoje dwa doktoraty. Z niecierpliwościa setki osób tego portalu na to czeka łącznie z Wiktorem detektywem.

      • Profesor

        Pan Dusza, jako że był dobrym przyjacielem Jana Pawła II, zrobił dwa doktoraty na Uniwersytecie Papieskim – jeden z teologii, a drugi z seksuologii.
        Pani Kruszewska robiła jeden doktorat u mnie z mniemanologii stosowanej w temacie o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiejnocy, a drugi – u śp. prof. Michała Bidy z jakiegoś takiego tematu, że wstyd powtórzyć. Sama rozpusta.
        ——-
        A swoją drogą, to wszyscy chcielibyśmy ujrzeć dyplom magisterski pana L., bo jak dotąd to widzieliśmy jedynie reprodukcje jego kwitów z pralni chemicznej…

  • MIROSŁAWA KRUSZEWSKA_CASUS LIZAKOWSKIEGO

    Za każdym razem i przy każdej okazji Lizakowski recytuje wielce przychylną opinię Czesława Miłosza na temat swego poezjowania.
    Cóż takiego ten Miłosz napisał Lizakowskiemu w literackich „referencjach”? Przypomnijmy to jeszcze raz.
    Cytuję jedyny list, jaki Miłosz wystosował do Lizakowskiego:
    „ Drogi Panie Adamie! Otrzymałem Pana wiersze i przeczytałem je zaraz, co u mnie nie jest częste, bo dostaję mnóstwo skryptów i po zaglądnięciu odkładam… A więc jednak opłaca się pisać prawdę czy też starać się pisać prawdę, i to właśnie Pan robi, wbrew przyjętym opiniom, że „poezja”, to co innego niż pisanie prawdy. Nawet z tak okropnej rzeczywistości, jak polskie Chicago, można więc coś zrobić”.
    Koniec cytatu.
    Tekst tego niezwykle dyplomatycznego listu Miłosza publikowany jest na okładkach licznych tomów wierszy Lizakowskiego.
    A wymowa listu Milosza jest kulturalnym wyrażeniem życzenia: „Panie, odczep się pan ode mnie!”. Miłosz unikał Lizakowskiego jak diabeł święconej wody. Uważał go za nieokrzesanego nachała. Nigdy nie napisał żadnego eseju o Lizakowskim. Nigdy go nie propagował, a do Giedroycia pisał, że wiersze Lizakowskiego to jest ANTYPOEZJA.
    Z czego więc się tutaj cieszyć?
    Nieco bardziej dosłownie wypadła opinia o twórczości Lizakowskiego w interpretacji Kazimierza Brauna, którego Lizakowski dopadł na uniwersytecie w Buffalo. Braun – licząc na niewątpliwą bystrość umysłu przyszłego wieszcza – starał się delikatnie dać mu do zrozumienia to i owo, ale też w końcu i on zlitował się nad biednym nieszczęśnikiem i swoją recenzję tomu „Złodzieje czereśni”, wydanego w 1990 r., w zaprzyjaźnionym, jednoosobowym wydawnictwie Artex Publishing, Inc. na domowym komputerze Leszka Zielińskiego (też wieszcz!) w Stevens Point, sformułował następująco:
    Cytuję:
    „Drogi Panie Adamie! Przeczytałem Pana tom, jak to się mówi „jednym tchem”. Bardzo Panu dziękuję za tę lekturę. Szukam określeń, przymiotników, pochwał, które by oddały moje wrażenia… Przychodzi mi to z trudem, bo wrażenia są bardzo głębokie i bardzo silne. Myślę, że jest to znakomita literatura, i że są w Pana pisarstwie okruchy najszczerszej poezji (jak te grudki złota, o których Pan wspomina). Zwłaszcza jednak, po raz pierwszy przeczytałem w moim życiu, może poza niektórymi napomknieniami Heleny Modrzejewskiej (bo jej listy zasłaniają jej przeżycia) prawdę na temat rzeczywistości wewnętrznej emigranta – wygnańca – osadnika polskiego w Ameryce (…)”.
    Koniec cytatu:
    Bardzo zabawne, że adresat (czyli Lizakowski) tych dwu majstersztyków dyplomacji krytyczno-literackiej wziął je za dobrą monetę i opublikował w płatnych ogłoszeniach w prasie polskiej, jak też na okładce i wewnątrz tomów wierszy.
    A chodzi o to, że obie wypowiedzi są szczerą kpiną z wierszy grafomana. Przecież to widać gołym okiem. Tak się po prostu grafomanom odpowiada. Grzecznie i kulturalnie. Ale oni tego nie rozumieją. Niestety….
    ————————-
    ——————————————-
    Gdy pan Panasiuk przysłał mi kiedyś swój wiersz na Wielkanoc, też napisałam, że jest on zachwycający. Szkoda mi było chorego człowieka. Bo grafomania, to przecież choroba (mam na myśli: umysłowa!). Uczyniłam ten sam błąd, jak Miłosz i Braun odpowiadając Lizakowskiemu – podtrzymałam maniaka na duchu…

  • MIROSŁAWA KRUSZEWSKA_CASUS PANASIUKA

    Uwaga!
    Ten “poemat” może też trafić i do Was.
    Wielkanoc już blisko.
    —–
    ————–
    Autor: WŁADYSŁAW PANASIUK
    POEMAT WIELKANOCNY
    *
    *
    GRóB OTWARTY
    ______________________

    Grób jest pusty, pełen wiary, na całunie krwią zbroczona
    twarz wyryta. Owe płótno pokazuje Mękę Pańską,
    czyn człowieka i haniebną śmierć okrutną.
    Krzyż otworzył swe ramiona i oznajmił ludziom wszędy,
    że człowieka stać na wszystko, nawet z Bogiem się nie liczy.
    Gdzie jest człowiek, tam są błędy, okrucieństwo i wyroki..
    Krzyż przeszkodą dziś dla ludzi, ślad historii się zaciera.
    Piłat dłonie swe obmywa przed wyrokiem, po wyroku,
    później włócznie do nich bierze i zanurza w świętym boku.

    Grób otwarty, śpiące straże i złożone w grobie płótno
    otwierają ludziom oczy i historię głoszą smutną.
    Na całunie kontur twarzy krwią zbroczonej przez
    człowieka. Pełen trwogi bok rozdarty niczym niebo błyskawicą.
    I korony ślad cierniowej utkwił w skroni jak kotwica.
    Kat dokonał swego czynu i uwolnił Barabasza,
    a niewinność skatowana wciąż na prawdę oczekuje.
    Kto w obronie krzyża stanie i zaświadczy o swej wierze.
    Jeszcze w boku rany świeże, a już o nich zapomniano.

    Zmartwychwstanie jest pieczęcią i otwartym każdym grobem.
    Nie ma męki nadaremnej, za cierpienie jest nagroda,
    tylko trzeba być człowiekiem, choć to jest niełatwa sprawa.
    Jednak każdej chwili szkoda, która mija nadaremnie.
    Bez miłości nie ma życia, nie ma wiary, nie ma prawa.
    Chrystus powie…i beze mnie.


    19 kwiecień 2011, Władysław Panasiuk

    —————-
    Pan Panasiuk nie wie, że poprawnie po polsku mówi się i pisze 19 kwietnia, a nie 19 kwiecień (Oj, doloż ty moja!)

    • Uwagi spiesznego czytelnika

      Panie Władysławie, to nie kat uwolnił Barabasza, ale Piłat i to niechętnie, pod presją tłumu żydowskiego. Nie dodajmy nowych faktów do przekazu ewangelicznego. I to nie Piłat wziął do ręki włócznię, tylko żołnierz, którego imię znane jest zarówno w literaturze religijnej, jak i pięknej. Piłat nie dotknął nawet Chrystusa. Niestety, może ten czyn tzn. to dotknięcie Boga-Człowieka odmieniłby jego, a może i nasze życie.
      Proszę pamiętać, że przed złożeniem do grobu ciała myto i namaszczano. Według tradycji Nikodem i Piotr z Arymatei zajmowali się pogrzebem. Nie bierze Pan pod uwagę rytualnego przygotowania zwłok do pochówku oraz zjawiska krzepnięcia krwi. Proszę poczytać trochę o Całunie Turyńskim, akurat mają go wystawiać publicznie .Mało jest prawdy w tym wierszu. Tylko jeden wers zasługuje na uwagę”trzeba być człowiekiem, choć to niełatwa sprawa”. Tyle tylko, że nie jest to myśl nowa, wiele ludzi, zgoła nie literatów, wypowiadało tę sentencję wielokrotnie w ciągu życia…

      • Uwaga spiesznego czytelnika

        Rąbnąłem się i przepraszam. To nie Piotr z Arymatei, ale Józef z Arymatei. Przepraszam Pana Panasiuka, Czytelników i Ofiarodawcę Grobu dla Chrystusa.

  • wladyslaw Panasiuk

    Co innego wyrażanie opinii, a co innego poniżanie drugiego człowieka.Żaden wiek nie upoważnia do do wulgarnych wypowiedzi i plucia jadem. Kropka.

    • mirosława

      I znowu skręca Pan na argumenty rodem ze Służby Bezpieczeństwa. Nie tak się dyskutuje o literaturze.
      Ktoś bardzo chce przekierować nasze rozważania na płyciznę.
      Pan Panasiuk taki delikatny, a taki mało inteligentny…

  • wladyslaw Panasiuk

    Kto tu jest mało inteligentny chyba każdy zdążył zauważyć. Droga Pani to nie jest żadna dyskusja o literaturze, to jest właśnie płycizna i brak szacunku do drugiego człowieka. Krytyka literacka to zupełnie co innego. Widzę, że nie zdołamy się porozumieć, widać nie te bieguny. Pozdrawiam

  • zza kałuży

    Marszałek Niesiołowski miał rację. Małpiarnia się kłóci aż kłaki fruwają.

  • wladyslaw Panasiuk

    O krytykach pożytecznych i złośliwych

    Oto artykuł znanego pisarza, krytyka, dziennikarza, scenarzysty filmowego i producenta Zbigniewa Masternaka. Zamieszczony w najnowszym numerze Świętokrzyskiego Magazynu Kulturalno-Literackiego.
    Fragmenty: Krytyk jest bez wątpienia pasożytem żerującym na twórcach. Wyróżniamy dwa gatunki spośród krytyków-pasożytów: te pożyteczne i te, które tylko zatruwają swoim jadem.O krytyka pierwszego gatunku trzeba dbać, wypada, a nawet powinno się z nim żyć w symbiozie.niekiedy nazywa się go krytykiem towarzyszącym- taki żeruje na jednej ofierze przez dłuższy czas.zależy mu na pielęgnowaniu swego żywiciela- wraz z jego gorszą passą kłopoty ma często także krytyk, niekiedy musi szukać szybko kolejnej ofiary. Wspomniany krytyk to prawdziwy skarb dla twórcy- potrafi śledzić drogę autora od młodzieńczych pierwocin aż po późne dzieła, w recenzjach rozwój swojej ofiary pracowicie dokumentuje.
    Drugi gatunek krytyka- ten złośliwy-trzeba bezlitośnie tępić. Krytyk złośliwy za cel numer jeden stawia wykończenie upatrzonej ofiary. potrafi być perfidny w swoich działaniach-wykorzysta jakiekolwiek uchybienie przeciwko swojej ofierze.i nie daj Boże, jeśli ofiara próbuje się bronić- wtedy zajadłość tego gatunku krytyków jeszcze się potęguje. Krytyk złośliwy może doprowadzić wybraną ofiarę do sytuacji, w której to kompletnie zaniecha pisania( zdarza się to nad wyraz często), a nawet do samobójczej śmierci(też się zdarzało)Ten gatunek krytyków posiada jedną bardzo charakterystyczną cechę: w większości wywodzą się oni spośród niespełnionych twórców.Mieli ambicje literackie, poszli na polonistykę, żeby się nauczyć pisać, a tutaj już po kilku zajęciach im powiedziano, że to nie jest szkółka dla początkujących pisarzy. I mają zacząć się uczyć języka starocerkiewno-słowiańskiego i przestać gryzmolić wierszyki albo opowiadanka po kątach.Bo jak nie , to wypad z uczelni.Tu się szkoli przyszłych pedagogów, akademików nawet, a nie pisarzy.No i dziewięćdziesiąt kilka procent spośród nich szybko rezygnuje z pisania.Szkolą się na nauczycieli. Niektórzy zostają właśnie złośliwymi krytykami.Potem gnębią tych, którzy się nie ugięli przed polonistycznym rygorem i porzuciwszy edukację zostali pisarzami.
    Krytyka złośliwego należy tępić. Zwłaszcza wtedy, kiedy tylko krytyk sączy jad, a recenzja, którą popełnił jest mało merytoryczna. Recenzję złośliwą, ale fachową, na której napisanie krytyk poświęcił nieco czasu i energii, przerył dzieło od okładki do okładki, jeszcze jestem w stanie strawić. Niekiedy jednak ewidentnie widać, że krytyk się odgrywa, bo kiedyś autor nastąpił mu na odcisk.

    Pasuje jak ulał do powyższej sytuacji. Życzę miłej lektury

    • JOLA PUSZYNSKA

      Krytyk ma obowiązek pisać PRAWDE. Jak ma do czynienia z miernotą, ma pisać, że to miernota, a jak ma do czynienia z geniuszem ‘ ma pisać o geniuszu.
      Pan Panasiuk i jego idol Lizakowski są laboratoryjnym przykładem miernoty z przerostem egomaniackiego poczucia wyższości nad innymi. A nie są.
      I to trzeba piętnować.

      Pan Masternak – a kto to jest?
      Nowy kumpel Panasiuka?
      To innych nazwisk on już nie zna?

  • Wiktor

    Chyba za sprawą Pana Panasiuka dyskusja nieco zbacza na manowce. Chodzi w sprawie o to, iż Nikodem Dyzma polonijnej literatury ogłosił z hukiem swój powrót iz emigracji do Ojczyzny. Wraca na białym koniu, aby objać uniwersytecką katedrę we Wrocławiu. W Konsulacie odbywa się pożegnanie za zaproszeniami, dla wyselekscjonowanego grona. Czytane są grafomańskie dzieła już nie emigranta, tylko akademika. Potem okazuje się, że to wszystko sciema. Katedry nie ma, a szacownej uczelni pojęcia nie mają o nowym profesorze, a Konsulat struga wariata, jak i media, które dały się nabrać na tę histerię. Potem okazuje się jeszcze, iz poeta, wcale nie wraca do kraju. Albo wraca kiedy indziej. Pora roku nieta, może i rok nie ten. No i co tu zrobić? No tak Pan panasiuk dwoi się i troi, żeby kota ogonem odwrócić.

  • Wiktor

    Przywołany przez Viktorię przypomna, że chodzi o poetę Lizakowskiego, który został na niby profesorem, ktorego żegnano na niby itp. Nie chodzi o doktoraty Pana Duszu. Przypomne, że w konsulacie żegnano Lizakowskiego, a nie Kruszwską i Duszę. Tak na marginesie, aby nie odniegac za badzo od tematu…

    • Dobrze Poinformowany

      ILEKROĆ padają słowa krytyki pod adresem Lizakowskiego, natychmiast obrywa red. Dusza. Lizakowski ma kukułę na tym punkcie, sądzi, że autorem wszystkim jego niepowodzeń jest akurat on. Wiadomo, Dusza przez dziesiątki lat pisał o literaturze w londyńskich i nowojorskich pismach, i wielu publikacjach książkowych. Jego prace wydawały uniwersytety, oraz amerykańscy i francuscy wydawcy. Lizakowski nie mógł tego strawić. Poza tym Dusza znał Miłosza, pilotował go w Nowym Jorku i był za pan brat z całą starą gwardię literacką, do której Lizakowski nie mógł doskoczyć, bo to były za wysokie progi. Najgorsze jest to, że Dusza nigdy nie napisał Lizakowskiemu żadnej recenzji i omijał go jak zapowietrzonego. Tego mu już Lizakowski nie przebaczy. O Duszy pisała nie tylko Kruszewska, pisali także: Nowotarska, Szubska, Korboński, Toporska-Mackiewiczowa, Tymon Terlecki, Leszek Szymański, Jerzy Mirewicz TJ, Alicja Lisiecka (i to po francusku!). Wierzę bardziej tym autorytetom niż poirytowanemu Lizakowskiego, który chciałby Duszy zdrowo zza węgła przyłożyć. No ale nie umie…

      • Viktoria

        Pytanie było i jest bardzo proste ale ani Dusza ani Kruszewska nie potrafią na nie odpowiedzieć, czyli odpowiedż sama się odpowiedziała. Albo mądrej głowie dość po slowie.
        Państu już dziękujemy i wiemy z kim mamy do czynienia

        Pozdrowienia dla Redakcji, dzięki niej mamy redaktów i dziennikarzy, parę poetów i geniuszy ze Seattle i Stevens Point jak na dłoni. .Dali popis elokwencji i elegancji, ich wiedza zdumiewa każdego, kto to będzie czytał jutro, za rok, dziesięć lat.

        • Dobrze Poinformowany

          Zacna Pani Wiktorio.
          umówmy się: to Lizakowskiego żegnano w Konsulacie, to Lizakowski twierdzi, jakim to jest wieszczem, jak to publikuje po hiszpańsku, angielsku i polsku, to Lizakowski obnosi się ze swoją grafomanią po wszystkich portalach, opowiada bzdury o Polakach w Ameryce, obraża wszystkich, a jak ktoś zapyta o wyjaśnienie czy skrytykuje go, to zaraz by pakował tę osobę w kaftan bezpieczeństwa. To Lizakowski pisze o sobie , że jest redaktorem naczelnym, wydawcą, poetą, prozaikiem, fotografem, rzeźbiarzem, tłumaczem, wykładowcą, profesorem, przyjacielem noblistów, laureatem międzynarodowych nagród, bywalcem salonów konsulatów, reżyserem, dramaturgiem, krytykiem literackim , studentem trzech uniwersytetów amerykańskim i potencjalnym laureatem nagrody Nobla, którą w dzieciństwie wywróżyła mu Cyganka. W chwilach wolnych sprzedawał kwiatki przy żonie, i książki. Teraz na utrzymanie zarabia jeżdżąc taksówką.
          Krytykowany czy pytany o wyjaśnienia, atakuje z ukrycia oszczerstwami. Tak kiedyś robiła komuna: szkalować, bryzgać jadem, dać po mordzie, a na końcu zatłuc pałą to dla pewnych ludzi najlepsze metody dyskusji. Można też wykorzystać metodę Lizakowskiego – powiedzieć o ludziach niewygodnych, że rąbnęli w kalendarz lub moją słabe zdrowie. Jak Pani spotka Lizakowskiego, to niech mu Pani powie, że się źle bawi. A praca ludzi na tym portalu nie pójdzie na marne, bo może Nikodem Dyzma pojawi się wreszcie w urzędzie po zasiłek dla bezrobotnych.
          Całuję na pożegnanie pani spracowane dłonie, moja poczciwa Pani Victorio.

        • Znajomy Pana Adama

          Adam, nie wygłupiaj się! Ludzie mają tego cyrku powyżej uszu. Wszyscy wiedzą , że nie jutro, nie za dziesięć lat, ale teraz wszystko się wali! Co, nie pomagał ci Warchał? Do dzisiaj jego matka wie, co o tobie myśleć. Przecież te twoje gazeciny i te popijawy na Archerze (koniaku sobie nie przypominam) to nie były żadne biesiady kulturalne… Dzisiaj mówisz z pogardą i nienawiścią o tych, co ci kiedyś rękę podali! A Jarmakowskiemu i Duszy chcesz dopieprzyć za to, że pierwszy cię wywalił “z Dziennika Chicagowskiego”, a drugi z “Relaxu”. Nikt cię nigdzie nie chce, bo jestem mało inteligentny i zawistny, co szybko każdy zauważy
          Taka jest prawda.
          Nie fantazjuj z tymi wykształceniami, odznaczeniami i nagrodami bo sam wiesz, że to wszystko szajs!
          A ten nawiedzony jezuita Karpiński powinien zrobić dwie rzeczy: przyprowadzić swoje włosy do porządku, bo straszy dzieci swoją idiotyczną, muzułmańską brodą i rozpędzić to stowarzyszenie niby literatów, bo z tego nic dobre nie wychodzi, tylko kłótnie i nienawiść. Nie na tym polega robota jezuitów, oni maja edukować i prowadzić do Boga. A w twojej poezji Boga też nie ma, tylko gnój, nawóz i plwociny. Częściej bywasz w synagodze niż w kościele. Nawet tam u siebie, w domu, w Pieszycach to zauważyli i pytają, od kiedyś to zmienił wyznanie. Opamiętaj się, dopóki jeszcze czas. Ani dla zmarłych, ani dla żywych nie masz szacunku i ze wszystkimi chcesz być za pan brat. A ludzie nie chcę, tak są tobą zmęczeni. I twoją niby poezją co się kupy dupy nie trzyma!

  • Zaskoczony

    A ja myślałem, że Lizakowskiemu na imię Adam, a nie “Viktoria” !

  • MIROSŁAWA KRUSZEWSKA

    Nie rozumiem, o jakie pytanie Pani Victorii chodzi.
    Proszę powtórzyć.
    Nie ma pytań, na które nie potrafilibyśmy odpowiedzieć.
    Chyba, że byłyby to pytania dotyczące rozwodu pana L.
    Z łezką wspominam, jak pp.LL nakłaniali ludzi do składania fałszywych zeznań.
    Proszę nam jeszcze nie dziękować.
    Mamy wiele do uzupełnienia.

    PS. Kochana Wikciu, to kiedy wylatujesz do Polski?
    Chciałabym przesłać pożegnalne róże.
    Tylko nie wiem, z jakiej kwiaciarni, bo Twoja splajtowała.
    Zapytam pana Panasiuka.
    On wie wszystko. (Prawie).

  • MIROSŁAWA KRUSZEWSKA_ODPOWIADAM p.VICTORII

    Na pytania Pani odpowiedział Profesor.
    Wsyzstko się zgadza.
    Cytuję:
    ******

    Profesor
    02/04/2015 at 12:05 AM

    Pan Dusza, jako że był dobrym przyjacielem Jana Pawła II, zrobił dwa doktoraty na Uniwersytecie Papieskim – jeden z teologii, a drugi z seksuologii.
    Pani Kruszewska robiła jeden doktorat u mnie z mniemanologii stosowanej w temacie o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiejnocy i odwrotnie, a drugi – u śp. prof. Michała Bidy z jakiegoś takiego tematu, że wstyd powtórzyć. Sama rozpusta.
    ——-
    A swoją drogą, to wszyscy chcielibyśmy ujrzeć dyplom magisterski pana L., bo jak dotąd to widzieliśmy jedynie reprodukcje jego kwitów z pralni chemicznej…

  • Uwagi spiesznego czytelnika

    “Nastała era poetów. To dobrze, że są, ale ktoś powie dlaczego występują tak licznie? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć, moim zdaniem nie jest to powodem do zmartwienia. Kiedy jest dużo ludzi w jednym miejscu zaczyna się robić ciasno, więc w grę wchodzą słowa, jeśli nie łokcie”.
    “Każdy ma swoje miejsce na ziemi i przy dobrym układzie jeden drugiemu nie powinien przeszkadzać. Pszczół w ulu jest wiele, a jeśli nie wkładamy tam kija – pszczoły nie atakują. Zwykliśmy myśleć, że wśród poetów jest bardzo uroczo i wspaniale, że to ludzie bez skazy. By nie stwarzać monotonii czasami się pokłócą, powiedzą sobie to i owo, ale nie słyszałem o rękoczynach. Lubimy się krytykować, nawet zazdrościć koledze lepszych zmysłów, ale jesteśmy tylko ludźmi, a dopiero potem poetami. Ta nieskromność i czasami nadmierna pycha potrafi przeszkadzać w twórczości i nie tylko. Łatwość wydania książki powoduje, że jej promocja nie jest już wielkim wydarzeniem, jak choćby dekadę wcześniej. Dzisiaj mało się pisze, a dużo wydaje i choć to brzmi jak paradoks, ma jednak miejsce. Na spotkaniach czytamy wciąż te same wiersze, czy nie stać nas na więcej? Jeżeli zgromadzimy kilkadziesiąt utworów, nie bacząc na jakoś szybciutko składamy zeszyt literacki. Czy na pewno literacki? Nie jest poetą ten, kto stoi w jednym miejscu, jeśli nie próbujemy innych form, cofamy się.
    Czasami marzy mi się zdrowa, retoryczna krytyka (odmienna od komunistycznej), lecz stanowcza i rygorystyczna pod względem literackim. Inaczej męczy się piszący, a jeszcze bardziej czytający, a słowo :literat” staje pod znakiem zapytania. Jeśli mówimy o zdrowej opinii nie możemy brać pod uwagę jakiegokolwiek kumoterstwa czy ulg”.
    Tak pisał Pan Panasiuk w czerwcu 2010. Wierzył pewnie jeszcze wtedy w pokojową koegzystencję poetów wszelkiej maści, wierzył w poezję. Była to jednakże płonna wiara, bo to wszystko, co robią poeci w Chicago, przekroczyło najgorsze prognozy. To akurat tam zaistniało “zjawisko lizakowszczyzny” zjawisko, z którym nie poradzą sobie krytycy literaccy, bo to już nie ich działka. Do akcji powinni wkroczyć biegli psychiatrzy, aby zapobiec rozwojowi tej ciężkiej choroby. Obawiam się, że miną lata, zanim zostanie zaleczona. Pocieszającym jest fakt, iż dotyczy małej stosunkowo grupy ludzi, bo współczesnej poezji nikt nie czyta i nie traktuje poważnie a umrze ona często wcześniej niż jej twórcy.

  • Jur

    Mieszkam wystarczająco długo w Chicago, aby tak zwanej Polonii nie traktować poważnie. O Lizakowskim słyszałem, wspominano tu i ówdzie, ale raczej jako grafomana. O grupie “niezapłacony rent też słyszałem, jako dziwolągu. To znaczy tak pisali, że potem nie mieli na rent.
    Kiedyś w Chicago można było kupić Gwiazdę POlarną, obecnie już pisma tego już nie ma. Stąd pamietam Pna Duszę, to nazwisko coś znaczy. Zeby Lizakowskiego żegnać w Konsulacie to jakaś paranoja, ale Konsulat RP to paranoja.

  • wladyslaw Panasiuk

    I znowu ta sama mącicielka liczy mi błędy,których w jej komentarzach jest pełno. Wyzywa od chorych psychicznie, czy to jest Pani kultura osobista i ten wysoki poziom? Myślę, że chyba spotkamy się sądzie. Tak dłużej być nie może. Już nie ma Pani tylu wielbicieli, powoli się wycofują, bo nikt nie jest głupi i widzi co się dzieje. Zresztą pod tymi pseudonimami ukrywają się ci sami ludzie, którzy nie potrafią podnieść przyłbicy. Śmiem twierdzić, że nie jest Pani poetką, dziennikarzem, ani też krytykiem, bo ta wygląda zupełnie inaczej. Nic konkretnego prócz insynuacji i paszkwili tu nie padło. Obmawianie kogoś (nawet A. L.), że cuchnie, nie należy do dobrego gustu, ale skąd Pani ma to wiedzieć. Trudno się dziwić, bo przy sprzątaniu (z całym szacunkiem do tego zawodu) człowiek zapomina tego, co nauczył się w szkole. Sama teoria bez praktyki nic nie znaczy. Potrafi Pani szydzić nawet ze Zmartwychwstania, nie liczy się z człowiekiem. W porównaniu z Panią Kruszewską każdy jest śmieciem. Nie ma Pani żadnej klasy i to dyskwalifikuje Panią jako kobietę, która zawsze kojarzy się z delikatnością i urodą. Tak wredny człowiek nie może nic dobrego powiedzieć, ani też napisać. Nie lubi Pani własnego kraju, (chyba Pani o tym nie wie), że nawet ptaki np. Rybitwa arktyczna pokonuje pół kuli ziemskiej by powrócić z Antarktydy na Arktykę. Za Ojczyzną się tęskni, do Ojczyzny się powraca. Chyba że jest się banitą. Powstaje pytanie: czy Pani lubi samą siebie?
    Droga Pani dla mnie A. L. może wykładać na kilku uniwerkach jednocześnie, to nie moja sporawa. Może wyjechać dzisiaj, albo wcale. Ani mnie to nie ziębi, ani grzeje. Każdy ze swoim życiem może robić, co zechce, a kartek na pisanie wierszy wystarczy każdemu. Ja nie dzwonie po rektoratach, bo nic mi do tego. Nigdy nie kumplowałem z A.L. i nie uczęszczałem na żadne jego warsztaty, co mi się bezpodstawnie wmawia. Nie bronię go, jeśli on sam tego nie czyni.Niech Pani przedstawia własne wiersze, a moje zostawi w spokoju. Wystarczy, że do tak poważnego tematu podeszła jak do farsy. Obrzydliwe.Jesteśmy razem na Kworum, ale nic tam szczególnego z Pani twórczości nie widziałem. Nie będę Pani robił złej opinii, a zasięg jak pani zdążyła spenetrować mam spory. Proszę mnie nie straszyć jakimś aneksem, na pewno tam mnie Pani nie obrazi. Prawo jeszcze istnieje. Nie ma się co chwalić wydaniem grubej książki, dzisiaj to nie żaden wyczyn, nawet Wałęsina wydała “cegłę”. Proszę dokładnie zapoznać się z artykułem Masternaka, bo pasuje do Pani jak żaden. Wprawdzie buty gumowe można zamienić na szpilki, ale słoma nadal będzie z nich wyłazić. Nie pomogą dyplomy i uznania, GNIDA POZOSTANIE ZAWSZE GNIDĄ.

    • Widziane z boczku

      Panie Władysławie, coś nie tak. Brzydko to, że nazywa pan Panią Danutę Wałęsową “Wałęsiną”, jest to kobieta i matka. Czytałem jej książkę z ogromnym zainteresowaniem. Zdumiewa mnie zdeklarowana przez Pana obojętność wobec Adama Lizakowskiego, bo z Pana wcześniejszych wpisów wywnioskowałem, że był Pan w opozycji. Przez uporczywe serwowanie nam przykładów Pańskiej twórczości odwracał Pan uwagę od właściwego tematu czyli pożegnania przez konsulat polonijnego wieszcza. Zrobił Pan w tym względzie dobra robotę.
      Przyznam się Panu jednak, że na zadziałał na mnie przykład romantyczny rybitwy, ptaka uporczywie powracającego do ojczyzny.. Ja nie tęsknię za Polską Michników, Kwaśniewskich, Jaruzelskich, za tą Polską, którą nam dała konferencja okrągłego stołu. Nie chce tam jechać i nie chcę tam umierać. Pozbawiono mnie Polski na wiele, wiele lat a nie wpuszczono mnie nawet na pogrzeb matki. Nie chce tam wracaj co wcale nie oznacza, że jestem Polakiem w mniejszym stopniu od tych, którzy jeżdżą tam ciągle i potrafią jeszcze zdrowo ten kraj podoić. Niech Pan zawsze mówi wyłącznie za siebie i nie narzuca miłości do czegoś czy kogoś – nikomu. Szafowanie określeniami o gnidach czy zarzucanie komuś braku patriotyzmu to stare chwyty okresu socrealizmu, kiedy to dojarka musiała kochać traktorzystę, a razem musieli wielbić spółdzielnie produkcyjną, pod wezwaniem Feliksa Dzierżyńskiego, a już od rana do nocy piać hymn miłości do socjalistycznej ojczyzny.
      Jeżeli zagadnienie A.L. Pana nie interesuje, to po co wchodzi Pan na te łamy ze swoimi ckliwymi dewocyjno-ojczyźnianymi kazaniami, które na dodatek są trochę niezgrabne pod względem językowych, zaś kompozycja ich często się wali.”
      “Spójrzmy łaskawym okiem za siebie, by zobaczyć to, czego jeszcze wczoraj nie widzieliśmy. Można patrzyć godzinami i nic nie widzieć, niekiedy, by coś zobaczyć, należy zamknąć oczy. Pierwsze spojrzenie i pierwsze słowa zdają się być najważniejsze. To właśnie w owym spojrzeniu i usłyszanym słowie mieści się prawdziwy życiorys człowieka'”.
      To zdania z Pańskiego tekstu. Bardzo nawet zgrabne i dekoracyjne. Tyle tylko, że zupełnie nieprawdziwe. Każdy człowiek najróżniejsze sytuacje widzi inaczej, różnie też w różnych okresach swojego życia klasyfikuje i odbiera doznania. Każdy psycholog o tym Panu powie.
      Za rok, kiedy przeczyta Pan ten tekst, który Pan zamieścił na portalu dzisiaj, uzna Pan może za niezrozumiały i obcy. Pańskie spojrzenie na problem będzie inne, bo problem z czasem straci swoje znaczenie i dla Pana może się stać już zupełnie nieistotny. Wcześniejsze odnotowanie go przez Pana stanie się widmem nic nie znaczących słów. No i może Pan się i zawstydzi…
      “Gdybyś milczał, nadal uważałbym cię za mędrca”. Niech się Pan jeszcze raz zastanowi nad przekazem tej maksymy, bo wydaje mi się, że odczytał ją Pan błędnie.

  • MIROSŁAWA KRUSZEWSKA_ODPOWIADA

    Jest takie piękne, przedwojenne powiedzenie:
    “JAK NIE POTRAFISZ, NIE PCHAJ SIE NA AFISZ”.
    Pan, panie Panasiuk nie potrafisz pisać, nie potrafisz dyskutować i nie potrafisz się zachować.
    Pianę toczysz z pyska, bo nie dajesz rady sprostać naszym argumentom i żartom.
    My tylko żartujemy z Pana, a Pan już traci panowanie nad sobą.
    Opanuj się, Panasiuk.
    A do sądu chętnie pójdę.
    Jak nie znasz mojej twórczości, toś debil.
    Wszyscy znają, tylko ty nie. A to znaczy, że jesteś niedoedukowany.
    Do dupy te Wasze warsztaty, bo niczego tam się nie uczycie.
    Co do sprzątania, to nie masz szans być w tym zawodzie zatrudniony.
    W mojej firmie trzeba mieć maturę i biegłą znajomość języka angielskiego.
    Mogę Cię najwyżej wepchnąć do domu starców – do podcierania staruszków.
    To Cię nauczy kultury bycia.
    Nie powiem Ci, że jesteś gnidą. Inaczej mnie wychowano.
    Ale chicagowską mendą jesteś na pewno.

  • Olek

    Jakie to smutne! Tyle wpisów, ponad sto siedemdziesiąt. I nikt, naprawdę nikt nie wystąpił w obronie Adama. Wszystko to dowodzi, że tak pracowicie na internecie budowana fasada wielkości oraz ten ogromny dorobek Lizakowskiego nic dla przeciętnego czytelnika nie znaczy… Internet przyjmie wszystko, najbardziej nieprawdopodobne wpisy. Problem z tym , że nikt tego nie czyta.
    Powstańcy listopadowi wołali do Wielkiego Adama : Przybądź, autorze “Konrada Wallenroda”. Lizakowski niby wraca do Polski. Z ulgą przyjęto w Chicago tę informacje do wiadomości. Ale w Polsce nie będzie tak łatwo jak w Ameryce. Wszystkie posadki zajęte, Parnas dokładnie obsadzony. Sprawdza się wszystko, analizuje fachowo, brak taryfy ulgowej, nędzne recenzje kumpli nie doczekają druku. Parafrazujmy więc: Jedźmy, nikt nie woła…. Bo i w Polsce nikt o nim nie wie, choć tak wytrwale usiłuje zająć miejsce na Parnasie. I nikt na niego nie czeka.

  • Wiktor

    W sumie sprawa Lizakowskiego pokazuje zjawisko moralnej korupcji w tak zwanej chicagowksiej elicie. Lizakowski zawsze działał tylko dla swojego dobra. Nihdy się nie wyhylił, nie powiedział nic o Polonii. W Chicago mamy kabarety, które mówią, że są polonijne, ale nigdy nic nie mówią o Polonii, wolą stare teksty z Polski. Sami od sieie nie powiedzą nic, bo narażą się takiemu, czy innemu prezesowi. Dodakowo Lizakowski, oszukiwaniem na temat pracy na Uniwersytecie pokazał jak marnym jest człowiekiem. Takim kombinatorem. No cóż, Chicago to znakomite miejsce dla takich kombinatorów. Przykre to, ale prawdziwe…

    • Olek

      Święte słowa.Zastanawiające jest jednak milczenie klakierów Lizaka. Czyżby odpisali wieszcza na straty albo boją się kompromitacji. Co będzie, kiedy wiesz pieszycki ogłosi, że z wyjazdu nici, z katedry na Uniwersytecie nici, że zostało tylko szoferstwo czyli chicagowska taksówka?…
      Pozostaje jeszcze nadzieja na Nobla. Ale wiadomo, jak z tą nadzieją!
      Podsuwam Lizakowskiemu tytuł do nowego tomu: “Widziane przez szybę chicagowskiej taksówki”.

  • Swiadek

    Lizakowski robił kopie swoich wierszy i potem je wysyłał do wszystkich gazet polonijnych. Nie było żadnej gazety polskiej w Ameryce, gdzie by nie wlazł, choćby na krótko. Najbardziej go popierał “Związkowy”. Całe strony także drukował w takich bezpłatnych tygodnikach, co zamieszczały reklamy w Chicago. Ponoć Rosjanie robili w ten sposób forsę na polskich ogłoszeniach. Przebierał się w stroje myśliwych , nosił indiańskie pióropusze, albo takie śmieszne kapelusze, co mogę zrozumieć, bo łysy jest jak kolano, a przy upałach chicagowskim i w zimie trzeba coś na głowę założyć. Nie znaczy to wcale, żeby robić z siebie pośmiewisko. Ale czego nie mogę zrozumieć: jak ludzie wykształceni, kulturalni, inteligentni nie połapali się, kto jest. Przecież on dobrze ani po polsku, ani po angielsku nie mówi, o hiszpańskim nawet nie wspomnę, bo śmiech bierze. Dziennikarze ze “Związkowego” i ten ubek Wierzewski nie połapali się, co jest grane? Podejrzewam, że tu coś więcej jest niż popis grafomana, tu chodzi o totalne zdyskredytowanie Polonii amerykańskiej.
    Wszyscy się już z niego po pożegnaniach w konsulacie i po tych jezuickich warsztatach poetyckich śmieją już nie w kułak, a otwarcie.

  • Olek

    Prawda, co pisze świadek. Była taka gazeta dla kobiet w Chicago, Lizakowski tam zaraz był. Niby pisał o książkach. Takie to było pisanie, że szkoda mówić. Ale fotografię swoją wepchał. Nie rzucał się za bardzo w oczy, bo jeszcze nie był jak Józek Cyrankiewicz z Tarnowa. Lizak rzeczywiście nie popuścił żadnej okazji, żeby się nie wepchać na łamy i to zawsze ze zdjatkiem. Egomaniak. I zaraz kazał o sobie pisać. “Nie napisałeś moim tomie” narzekał do każdego, kogo spotkał.

  • Jarun

    Musi ten Lizakowski być jakimś znaczącym poetą skoro rozszczekała się ta polskojęzyczna psiarnia. Nie znam człowieka a już go lubię.

  • Olek

    Oj Lizakowski, znowu bluznąłeś chamstwem. Taki już jesteś. Niereformowalny. Człowieku, ciebie nikt nie jest w stanie lubić. Dosyć tej błazenady. A semestr na Uniwersytecie Wrocławskim już trwa, a twoja tam katedra pusta i nawet ci konsulaty nie pomogą. Ale i tak spuściłeś z tonu, już jesteś tylko znaczącym poetą, nie wieszczem i nie najwybitniejszym…
    Metody stosujesz jak na Portalu Pieszyce. Raz jesteś babą, drugi raz chłopem, wymyślasz sobie imiona. Taka z ciebie victoria i jarun jak ja szach perski.

    • MIROSŁAWA KRUSZEWSKA

      On jest po prostu GENDER.

  • Jarun

    A tak po prawdzie to o co się kmiotki kłócicie ? Macie problem z poezją, czy zakładacie portal literatury. Wot duraki.

  • Jarun

    Długo tak jeszcze będziecie dziamgać i paplać ?

    • Olek

      Ludzie po prostu chcą wiedzieć prawdę. Dość byli tumanieni i wodzeni na manowce. Jak dotąd, zainteresowany rzetelnie nie odpowiedział na zarzuty. Lizakowski jest osobą publiczną, wypowiada się i to zazwyczaj ujem,nie o “gminie czikagowskiej” i o “pustyni kulturalnej”, jaką jest środowisko polskie w Nowym Jorku. A o Polonii nic nie wie, a pozuje na znawcę. Dość krętactw!l

    • Kolega pani Szaliny

      Oj będziemy paplać jeszcz długo.
      A na końcu podamy cały życiorys LIZAKA i Konrada z konsulatu.

  • Obserwator z boku

    Wystarczy tylko podać, kiedy rozpoczynają się wykłady p. profesora no i gdzie oraz – czego? Przecież to tak łatwo uciąć całą dyskusję.

  • Olek

    Właśnie. Chętnie się na te wykłady zapiszę. Nie mogę przegapić okazji, aby być studentem największego z wieszczów! Podstawówkę mam skończoną. Ale choćby w roli wolnego słuchacza, jeżeli inaczej nie można. Lizakowski, podaj daty! Słyszałem, że Związek Narodowy Polski już daje stypendia dla studentów na te kursy. Formularze można otrzymać w konsulacie u p. Konrada Zielińskiego, który jest – jak słyszałem w lokalnym barze od prof. Dollara Szwajcarskiego – moderatorem całości i wydaje akredytacje na te kursy najwiekszego poety Polonii Świata.

  • Katarzyna

    Zarty żartami, ale ten Zieliński Konrad to się ukrył jak zając pod miedzą i chowa głowę w piasku jak struś. Taki z niego bohater! Przecież on jest odpowiedzialny za to wszystko, co się dzieje! Taki z niego dyplomata jak ze mnie śpiewaczka operowa. Wziąłby się do cleaningu i za mopa złapał. Pewnie by się lepiej sprawdził niż dyplomata. Jak można takich nieodpowiedzialnych nieudaczników wysyłać na placówkę! Pewnie kogoś znał, to ma posadkę. Co, nie wiedział po rozmowie z Lizakiem, z kim ma do czynienia? A co na to pani konsul, bo ona jest przecież za niego odpowiedzialna? Ponoć tylko plotkuje i zajmuje się herbatkami. Byle jakie kury domestici po świecie rozsyłają żeby mąciły wśród Polaków i ośmieszały wychodźstwo.

  • Kolega pani Szaliny

    Tak jest. Dobrze gadasz Katarzyno.
    A teraz zbieramy informacje na temat Konrada Zielińskiego z konsulatu.
    Trzeba ogłosić jaka to weszka.

  • wladyslaw Panasiuk

    Chciałbym ostatni raz się wpisać i odpowiedzieć Pani Kruszewskiej. Droga Pani, to nie mnie brak kultury, to Pani szanowna ciągle mnie wyzywa, a gnida jest odpowiedzią na powyższy “insekt” Zdaje się Pani być niekonsekwentna i nie wie, co wcześniej pisze. Ja tylko odpowiadałem. Nie ma Pani bliższych w rodzinie, by z nich żartować? Jakiego zachowania chce mnie Pani uczyć? Proszę spojrzeć na własne wcześniejsze wpisy. Troszeczkę ogłady, zabija Panią pycha, a wszystkich rozumów Pani nie zjadła.
    Skoro wymagana jest tylko matura, żadna to odpowiedzialna praca godna” profesora”. Myślałem, że uczy Pani początkujące klasy w sobotniej szkole, ale znowu się zawiodłem. Obniżamy poprzeczkę. Proszę się nie martwić, prowadzę od lat firmę budowlaną i nie muszę iść do domu starców. Jest Pani zgryźliwa, fałszywa i niedostępna. Nie tylko ja nie znam Pani twórczości, a więc (kulturalna Pani) debili jest więcej, a może nawet dużo. Szkoda tylko, że w najnowszej Wielkiej Encyklopedii Polonii Świata (pod red. prof. Zbigniewa Piaska) zabrakło Pani nazwiska, ale sama Pani pisała, że nie znają jej nawet w miejscowości gdzie mieszka. Skąd więc mam znać tę szeroką poetycką twórczość. Konopnicką Pani nie zostanie.
    Nie potraficie ocenić poezji wieszcza, a wszystko w tych komentarzach to mrzonki i pomówienia. jak ktoś wcześniej napisał: kłóci się ta małpiarnia. Nic Pani nie rozumie.Nie wiem czy jest Pani mendą, myślę, że kimś bardziej wyrafinowanym. Troszkę ogłady w doborze słów droga Pani. To Pani ciągle mnie ubliża, dzisiaj mnie – jutro swoim klakierom, bo to jest już w Pani naturze. Dziękuje za współpracę, szkoda, że poznałem tak rozgoryczonego człowieka, który sam siebie nie lubi. Chciałbym za tę niesłychaną uprzejmość zadedykować Pani fragment utworu Juliana Tuwima adekwatny do pani osoby i tych kilku piesków popierających uczoną( to ci sami choć zmieniają ksywy).
    Dla mistrzyni podstępów i wysokich lotów “parafraz”

    /…/ Socjały nudne i ponure,
    Pedeki, neokatoliki,
    Podskakiwacze pod kulturę.
    Czciciele radia i fizyki,
    Uczone małpy, ścisłowiedy,
    co oglądacie świat przez lupę
    I wszystko wiecie: co, jak, kiedy
    Całujcie mnie wszyscy w d…

    • Katarzyna

      Panie Panasiuk, zostawmy Kruszewską w spokoju. Robi pan znakomitą robotę do swojego idola, Lizakowskiego. Wart uczeń nauczyciela. Cały czas ściąga pan rozmowę na manowce, a konkretnie na swoją osobę, a Pańska wygórowana egomania przeszkadza Panu w klarownym myśleniu. Ciągle Pan pisze tylko o sobie i o swoich osiągnięciach, które są, tak Bogiem a prawdą bardzo mizerne. Panie, tu jest mowa o Lizakowskim, a nie o pani Kruszewskiej czy o Panu. Nie przepuszczam, aby Kruszewska kiedykolwiek z Panem współpracowała. Obracacie się na innych orbitach. Zalecam trochę skromności i samokrytyki. Zapewniam Pana, że ja, mając wybór lektury, nie będę czytał utworów Lizakowskiego i Pana, a zawsze z ogromnym zainteresowaniem czytam teksty Kruszewskiej. Oj, daleko chicagowskim pismakom do jej poziomu. Nie doskoczycie, panie i panowie z warsztatów! Opuść afisz, jak nie potrafisz!
      Niech Pan też pamięta, że ma Pan do czynienia z kobietą. Po co te chamskie sformułowania?

    • Kolega pani Szaliny

      Ale pięknie.
      Ale pięknie.
      Teraz poeta Panasiuk odkrył swoją poetycką wrażliwość.
      Przedtem tylko skrobał patykiem.
      Teraz odsłania 4 litery.
      Jakoś tylko tych poetyckich jajeczek nie widać.
      I tego tam patyczka też nie.

      Cezary

    • JOLA PUSZYNSKA

      Ale pani Kruszewska jest obecna w “Who is Who” ciemniaku z “Kuriera”, a pan nie wiesz nawet co to jest.
      Idź pan na Wikipedię. Tam jest lista publikacji Kruszewskiej. Doucz się.

  • MIROSŁAWA KRUSZEWSKA

    Chyba czas przenieść rozmowę na inny blog.
    Tam, gdzie Panasiuk nie będzie mógł przeszkadzać i popisywać się co to nie on.

    • Niezależny

      Rzeczywiście, Panasiuk wszędzie wpada w dyskusje jak Piłat w Credo. Co za nudny i nadęty jak paw facet!. Podobnie jak Lizakowski – zapatrzony w siebie i zadufany do granic możliwości. Parafiańszczyzna i niegramotny epigonizm. Płakać się chce…Zapatrzył się w swojego mistrza, może podobnie jak Lizak myśli, jaką sobie tu katedrę wybrać. Radziłbym na Oksfordzie…

  • wladyslaw Panasiuk

    Ogromnie się cieszę i pozdrawiam

    • stefan

      Sio, Panasiuk, sio!

  • Username*

    Dyplom Honorowego Członka Polish American Chamber of Commerce w Chicago został wręczony Adamowi Lizakowskiemu w dniu 27 stycznia, 2015, w restauracji Gale Street Inn w Chicago.

    Aktu nadania honorowego członkostwa w imieniu Zarządu organizacji dokonali pani prezydent Anna Morzy oraz dyrektor wykonawczy tej organizacji pan Bogdan Pukszta.

    PS.

    DROGIE PANIE I PANOWIE,
    CZEKAMY WASZE NA KOMENTARZE!!!

    • Piotr Paradowski

      Kurcze, Lizakowski, czyś ty jest szajbnięty?!
      Nawet Chamber of Commerce nie zostawisz w spokoju?
      A może chcesz Nagrodę Literacką Babci Klozetowej z Dwoma Doktoratami?

      • Neutralny

        Czy tam, w Polish American Chamber of Commerce jest dział poświęcony poetom polskim i jakie to zasługi dla tej placówki wyświadczył Lizakowski? Jak widać, zaraza, która miała swoje źródła w Konsulacie Rzeczypospolitej Polskiej w Chicago zatacza coraz szersze kręgi i dosiągła nawet Polish American Chamber of Commerce. Czy Pani Morzy i pan Pukszta naprawdę wiedzą co robią i czy rzeczywiście występują w dobrym interesie organizacji, którą reprezentują. Bo wyobraźmy sobie, że jutro Polsko-Amerykański Związek Cór Koryntu przyzna Lizakowskiemu wysokie odznaczenie, a on wymieni je w swojej biografii tuż obok Polish American Chamber of Commerce. Świat zwariował. Zarząd wyżej wspomnianej instytucji chyba też.

  • JOLA PUSZYNSKA

    Wróćmy do tematu LIZAKOWSKI.
    Zbanujmy Panasiuka.

    • Jarun

      Coś się lafiryndo czepiła człowieka ?

  • Neutralny

    To nie będzie łatwe. Panasiuk już nauczył się od Lizakowskiego wpychać na różne portale, czuwać nad swoją cenną twórczością, ma forsę, więc wydaje w Polsce książki bez redaktora merytorycznego i bez krytyka, umie wejść do encyklopedii literackich, antologii i na blogi. Sądzi, zresztą naiwnie, że uwieczni w ten sposób swoją osobę i swą wątłą twórczość.. Kto ma forsę, ma książki. Poza tym doskonale znający się na dobrej prozie i poezji, red. nacz. Marek Bober troskliwie, z dobrego serca, tak zupełnie bezinteresownie, tylko z miłości do polskiego słowa, zapewni mu stałe miejsce na łamach tygodnika, który redaguje. A ponieważ rozsądny wydawca, p. Adam, pogonił Lizakowskiego na cztery wiatry, Panasiuk pozostaje na placu.
    O Lizakowskim dowiedzieliśmy się tylko tyle, że regularnie rozsyła po wszystkich blogach i gazetach swoje gnioty pisarskie, oczywiście z mocno podkoloryzowaną biografią i kolekcjonuje wszelkiej maści wyróżnienia. Do Polski nie wyjechał, do narzeczonej pani doktor jakoś mu niespieszno, nowy semestr na Uniwersytecie Wrocławskim w pełni, a on, wykładowca, ciągle siedzi za kierownicą chicagowskiej taksówki. Co za strata dla szkolnictwa wyższego w Polsce! Nagroda Międzynarodowa im. Marka Hłaski okazała się być zwykłym oszustwem, bo jeżeli wierzyć nawiedzonemu Prusińskiego, Lizakowski był jedynym, który w konkursie brał udział. Jaki to zatem był konkurs? Ile wynosiła (w dolarach) nagroda? Tego nikt, ani nagrodzony, ani fundator i członek ponoć jednoosobowej jury nie wie. Lizakowski dalej śledzi internet, aby wytropić, gdzie otwiera się nowy blog czy nowa gazeta, nawet taka bezpłatna, głównie z reklamami. Co najważniejsze, gmina w Pieszycach zatrzasnęła kasę, pewnie przerażona wiadomościami nadpływającymi z Chicago. Jeżeli rzeczywiście nie pojawi się na Uniwersytecie Wrocławskim w roli wykładowcy, jest na emigracji skończony. Nawet “Oda do młodości” nie pomoże. Na wszelki wypadek dodaję, że już została napisana… Podpowiadam mu z dobrego serca: jest blog literacki Poetów i Prozaików w Seattle, prowadzi go Kruszewska, niech tam spróbuje… A on nie chce. Nie wiem dlaczego.
    W obronie wieszcza nie stanął żegnający go ze łzami w oczach znakomity znawca poezji, Zieliński Konrad. Konsulat wstydliwie zamilkł, liczni tamtejsi eksportowani do Ameryki intelektualiści odwrócili wzrok do ściany. Jeszcze liczniejsi krytycy polonijni z Alexandrem Bilikiem na czele, odsunęli się w cień. Wygląda na to, że “największy przed Panasiukiem poeta emigracyjny” nie ma na emigracji miru i wydaje się nikogo nic nie obchodzić. To, że Lizakowski milczy, to nie duma. To po prostu bezradność. On nawet nie potrafi w poprawnej polszczyźnie napisać krótkiej riposty. Za to publikuje po hiszpańsku, angielsku i polsku.
    Jak ktoś słusznie zauważył na blogu, do dyskusji powinni włączyć się przede wszystkim psychiatrzy, a nie krytycy literaccy czy czytelnicy. Ci ostatni już dawno wydali wyrok.

  • wladyslaw Panasiuk

    Kim ty jesteś bezczelna Jolu, że wyzywasz mnie od ciemniaków, co napisałaś i co potrafisz jeszcze. Dlaczego zaczepiasz kogoś, skoro nie wiesz o co chodzi. Czy mam Ci również nawkładać do pieca? Chamstwo i jeszcze raz chamstwo. JEŚLI NIKT CIĘ NIE WYCHOWAŁ JA TO ZROBIĘ. NIKOGO NIE WYZYWAŁEM, JEDYNIE ODPOWIADAM CAŁY CZAS NA OBELGI JAKIMI MNIE SIĘ OBRZUCA. PROSZĘ DOKŁADNIE WSZYSTKO PRZESTUDIOWAĆ OD SAMEGO POCZĄTKU. CZY JA KOGOŚ ZACZEPIŁEM PIERWSZY? CZY NIE MOŻNA JUŻ SPOKOJNIE ŻYĆ W TYM MIEŚCIE? Nic nie mam wspólnego z Lizakowskim i proszę zostawić mnie wreszcie w spokoju. Już wyżej pisałem, że Panasiuk to nie tramwaj. Nikt nikomu nie broni wielbić Pani Kruszewskiej, ale nie kosztem żartów z Panasiuka.

  • Piotr Paradowski

    Komentuj…

  • Piotr Paradowski

    Proszę wskazać te obelgi, którymi Pana obrzucono.
    Jak dotąd, to Pan wszystkich wyzywa od najgorszych, a teraz nastąpiły groźby.
    Jesteś Pan żałosny.
    Jak widać, p. Kruszewska nic sobie z Pańskiego chamstwa nie robi, to teraz zaczepia Pan panią Jolę.
    Damski bokser!

  • Józef

    Damski bokser jak Ciesielczyk, a chwalidupa jak Lizakowski. Kwintesencja chamstwa i prostactwa.

  • EDWARD DUSZA o ANDRZEJU JARMAKOWSKIM

    Komentuj…

  • EDWARD DUSZA o CIESIELCZYKU i JARMAKOWSKIM

    MOJE UWAGI O CIESIELCZYKU

    Nigdy go nie spotkałem i tak naprawdę nigdy nie chciałbym go spotkać. W latach dziewięćdziesiątych był obibokiem postsolidarnościowym, pełnym zadufania w sobie literackim cwaniaczkiem, dziennikarzyną pisującym kiepskie teksty, a wymagającym zawsze zamieszczania jego fotografii (chyba od pierwszej bar micwy, bo taki młody, szczuplusieńki, łysienki na niej wyglądał) i pokaźnej noty biograficznej, w której prawdziwość nie wierzyłem. Żądał zawsze podawania tytułu doktorskiego przy swoim nazwisku, co nie jest stosowane w dziennikarstwie. Dla Ciesielczyka było to jednak bardzo ważne.
    Dlaczego od pierwszej chwili nie wierzyłem w jego talent czy uczciwość dziennikarską? Głównie dlatego, że nie mogłem pojąć, jak człowiek z przeciętnej małomiasteczkowej rodziny potrafił trafić na studia w Niemczech i to w czasach komuny. Wiadomo, kto wtedy bywał na Sorbonach, Oxfordach czy w London School of Economics. Raził mnie ogromny tupet i hucpowatość Ciesielczyka, obrażały wręcz jego wymagania kierowane do Polonii, że akurat takich ludzi jak on powinna finansować. Zdrowo naciągnął i oszukał na grube tysiące dolarów moich przyjaciół, którzy dość nieopatrznie powierzyli mu redagowanie swojego pisma “Alternatywa”. Sprawa oparła się o sądy. Poszkodowani wygrali.
    Niestety, Polonia amerykańska nie potrafiła sprostać wymaganiom Ciesielczyka, nie chciała korzystać z jego usłużnych wypracowań na temat najrozmaitszych, bolesnych spraw; po prostu bano się donosicielskiego i awanturniczego charakteru jego „publicystyki”. Stąd nie trudno było mi przekonać mojego kolegę i wydawcę, pana Michała Kuchejdę, do rezygnacji z publikowania „wypracowań” Ciesielczyka. Poza tym, nie wierzyłem w jego wykształcenie, nie udało mi się bowiem uzyskać informacji na temat jego pracy naukowej, wykładów na uniwersytetach amerykańskich i europejskich. Nikt tam nie potrafił odnaleźć jego nazwiska.
    Podobne opory wobec Ciesielczyka miał również mój kolega redakcyjny, Andrzej Jarmakowski. Andrzeja znałem od pierwszych dni jego pobytu w Chicago, działał niezwykle ofiarnie, podkreślam – niezwykle ofiarnie – w POMOŚCIE, nie żałował sił i czasu na nasze pomostowe akcje, był skarbnicą wiedzy na temat „Solidarności”. Poza tym, był z Gdańska, gdzie go znano i szanowano. Dla POMOSTU stanowił niezwykle wartościowy nabytek; był skarbem, jak to mówiono – nie do oszacowania. To on i śp. Joasia Budzyńska postawili na nogi kwartalnik „POMOST”, zrobili go pismem żywym i aktualnym. Co prawda, po doskoku do POMOSTU Andrzeja Czumy, Joanna od nas odeszła, ale zawsze pozostaje w mojej pamięci, jako ta nieustannie gotowa do wytężonej pracy. Z Jarmakowskim tworzyli niezwykle efektywny team.
    Protestowałem, kiedy to Ciesielczyk rozpoczął nagonkę na red. Jarmakowskiego. Nie wierzyłem teś w żadne słowo, które wypowiadał pod adresem Jarmakowskiego. Wiem, że kierowała nim patologiczna nienawiść, bowiem Jarmakowski, doskonale rozeznany w pejzażu politycznym Polski, a zwłaszcza w sprawach „Solidarności”, był ogromną konkurencją dla Ciesielczyka, uzurpującego sobie monopol eksperta w tej dziedzinie.
    Ciesielczyk traktował zawsze swoja niby-pracę społeczna jako źródło dochodu. Lubił żyć cudzym kosztem, korzystać z kuchni, samochodu, wakacji na „krzywy ryj”. Zobowiązań wobec ludzi nie traktował poważnie – to akurat to ”ciemne, polonijne bydło” miało mu zapewnić wysokie standardy życiowe, miało pracować po to, by sponsorować jego luksusowe życie.
    Nie udało się. Uważano go za węszącego wszędzie szpicla, za natrętną wszę łonową, faceta gotowego szkalować wszystkich i wszystko dla pieniądza. Na szczęście, dość szybko zorientowano się, co sobą naprawdę reprezentuje. Wiadomości z prasy niemieckiej o jego znęcaniu się nad żoną i o porwaniu dziecka zrobiły swoje. Donosy do urzędu emigracyjnego, m. in. na córkę znanego działacza antykomunistycznego w Chicago, sprawiąy że znaczna część Polonii amerykańskiej odwróciła się do niego. Był coraz bardziej wyizolowany. Tracił grunt pod nogami. Zabrakło lekkich pieniędzy na utracjuszowskie życie i wakacje w tropikach, na różne figle-migle, w których gustował, a za które w jego wieku już trzeba, niestety, płacić.
    Wrócił do Polski. I tam zaczął od nowa tę samą działalność. Założył nawet Instytut Polonii w jakiejś wiosce pod Tarnowem, choć wiadomo, że są już inne – prowadzone fachowo i pod kontrolą. Dostał nawet od Komorowskiego order, on, którego ścigały w Niemczech listy gończe za przestępstwo kryminalne. Ponieważ nie ma obywatelstwa amerykańskiego, musi co roku pojawić się w Stanach, by przedłużyć „zieloną kartę”. To kosztuje. Ale po co jest Polonia amerykańska? No, i zaczął „ujawniać agentów”. Nie wszystkich, oczywiście i przeważnie urojonych. Tych z pieniądzmi, to on nie ruszył, bo miał na nich swoje widoki.
    Jedną z jego pierwszych ofiar stał się Andrzej Jarmakowski. Oczywiście, środowisko POMOSTU, ci, którzy jeszcze żyją, zaprotestowało. Odezwał się znawca tego problemu, wybitny polski historyk, dr Sławomir Cenckiewicz, który dał ostrą, merytoryczną odprawę Ciesielczykowi – odrzucając jego insynuacje wobec red. Andrzeja Jarmakowskiego.
    Ci, którzy pragnęli poznać prawdę, wysłuchali Cenckiewicza. Natomiast, małe grono ludzi, żądnych niezdrowych sensacji, dalej wspiera Ciesielczyka. Znalazły się też gazety, które udzieliły poparcia Ciesielczykowi, drukują bez sprawdzania jego rewelacje na temat własnego dorobku i dolewają oliwy do ognia. W Nowym Jorku znalazł się wśród tych gazet „Nowy Dziennik”, pismo, w którym rozpocząłem moje dziennikarstwo pod kierunkiem dr. Tadeusza Siuty, w Chicago – „Kurier Chicago”, redagowany przez Marka Bobera, naszego dawnego kolegę z pism Chemigraphu.
    Nie uwierzono Cenckiewiczowi – reklamowano nadal kłamcę Ciesielczyka. Dlaczego?
    Marek Bober poinformował mnie po wystąpieniu Ciesielczyka, że ten miał powiedzieć, iż przeprowadziłem wywiad z konsulem reżimowym w konsulacie, że miałem kontakty i rożne takie brednie. Marek, który mnie zna, nie odpowiedział Ciesielczykowi, że to nieprawda – Marek upierał się, że to ja powinienem się z tego wytłumaczyć!. A wiedział, że nigdy nie byłem w konsulacie, przez 25 lat – od 1968 r., nie byłem w Polsce, nie mogłem nawet tam pojechać na pogrzeb matki. Wiedział o moim prawicowym, antykomunistycznym zaangażowaniu w sprawy polskie na emigracji – a jednak nie oponował. No cóż, bywają i tacy przyjaciele.
    A była taka rozmowa w Chicago, którą mi zrelacjonowano. Rozmawiało dwóch dziennikarzy:
    – Kogo tu jeszcze wymienić?
    – Nie bardzo wiem, wszyscy już na emeryturze. Babcia Krysia jeszcze przędzie w „Zwiazkowym”, ale ona pisze tylko o duperelach..
    – Jest jeszcze „Gwiazda Polarna”
    – W Chicago jej nie znajdziesz, ale jest w Stevens Point Dusza.
    – Od dawna go nie ma. Dusza już dawno umarł.
    – Gówno umarł. Lizakowski tylko tak pieprzy…
    – Ale on był zawsze taki pier…. katolik, bogobojna ikona dla weteranów i starej gwardii. Pomostowiec.
    – No to co?
    – No to, kurwa, weźmiemy się za tę ikonę!
    ———-
    Każda rozmowa w kołach polonijnych jest natychmiast referowana zainteresowanym.
    I proszę Państwa, z braku kandydatów, Andrzej Jarmakowski i Edward Dusza stali się tematem wystąpień cwaniaczka Ciesielczyka.
    Mój przyjaciel, Marek Bober, zapowiedział w piśmie człowieka, którego poważam, pana Adama Ocytki, że będzie mowa o dziennikarzach polonijnych, pracujących dla reżimu.
    Pomyślałem: Wierzewski, przyszły mi jeszcze na myśl inne nazwiska. Byłem w błędzie. Miałem przyjaciół. Zapomniałem o tym.
    Pomijam już fakt, że ciągle jestem dziennikarzem, ciągle publikuję i ciągle mam prawo spotykać się z kim chcę, bo to mój zawód. Nie udzielam informacji, ale je zbieram, bo to część mojej pracy. Całe moje życie pracowałem w dziennikarstwie, z wyjątkiem okresu w Fundacji Kościuszkowskiej, gdzie również pozostawałem w tym zawodzie, będąc stałym kontrybutorem „Tygodnia Polskiego”, „Orła Białego”, jak również „Gazety Niedzielnej”. Publikowałem w pismach polonijnych na całym świecie. Za tę moja pracę otrzymałem odznaczenia – nie od Kwaśniewskiego czy Komorowskiego, ale od prezydentów Edwarda hr. Raczyńskiego i Ryszarda Kaczorowskiego.
    A wywiad z konsulem polskim, rzeczywiście, przeprowadziłem z okazji słynnego „otwarcia teczek” w konsulacie. Rozmowę tę prowadziłem z konsulem Hubertem Romanowskim, Panie, świeć nad jego duszą, bo był to człowiek szlachetny i prawy. Pierwszy, niekomunistyczny konsul w Chicago, brutalnie atakowany przez komunistyczne pozostałości w Chicago. Rozmowa, jednak, odbyła się poza budynkiem konsulatu – to gwoli faktom.
    Jedynym zaś kontaktem „Gwiazdy Polarnej”, gdzie pracowałem, była niespodziewana wizyta urzędnika z ustępującego zespołu konsularnego w redakcji „Gwiazdy”, która przebiegła w obecności Leszka Zielińskiego, ówczesnego redaktora naczelnego i mojej, jako dyrektora Wydawnictwa „Punkt”.
    O polityce nie było mowy, chłopak ten zresztą wyjeżdżał do kraju. To wszystko. „Gwiazda Polarna” nigdy nie kontaktowała się z ludźmi władz reżimowych. To była jej zasada. Szkoda, że Ciesielczyk nie zna zajść na Uniwersytecie Wisconsin z tow. Hieronimem Kubiakiem, oraz wystąpieniu Edwarda Duszy w TV Wausau, channel Nr 9, w pamiętnej chwili inwazji Sowietów na Afganistan. Ale on, rzetelny historyk, i tak by napisał tylko to, co by mu przyniosło pieniądze.
    Sumując, nie wierzę w rewelacje Ciesielczyka na temat wielu osób ze środowiska Polonii amerykańskiej w Chicago. Absolutnie zaprzeczam kłamstwom tego fałszerza historii na temat redaktora Andrzeja Jarmakowskiego, ofiarnego społecznika, autentycznego działacza Solidarności, zawsze bezinteresownego i gotowego do niesienia pomocy innym, który, co najważniejsze, nikomu z ręki nie jadł i na patriotyzmie się nie dorabiał, który nigdy nie oszukał innych, dlatego może przeszedł tę samą, co my, biedę emigracyjną. Choć czasami nasze opinie na rożne sprawy mogą się nie pokrywać, co przecież jest objawem normalności, to jednak zawsze zdobywamy się na spokojną, rzeczową dyskusję, nie obrażając się wzajemnie. Jarmakowski ma dodatkowo niezwykle ważną a rzadką zaletę: potrafi zachować spokój, umiar i dystans wobec nurtujących nas problemów. Zdobywa się też często na wysiłek rozwiązania tych problemów, na które już inni dawno położyli krzyżyk. Cechuje go szlachetność, którą mogłem wcześniej dostrzec u postaci z powieści Żeromskiego: szlachetność budowniczych szklanych domów. Konstruktorów nowej, lepszej, romantycznej rzeczywistości.
    Ciesielczyk natomiast, jest brutalnym, kłamliwym demagogiem, małym człowieczkiem, zwykłym chamskim brutalem, który zmiata wszelkie szklane budowle wokół siebie, niszczy ludzi i krzywdzi dzieci. Takiemu człowiekowi nie można podać ręki bez obrażenia samego siebie.
    Teraz dojeżdża do Chicago, aby skłócać i tak już podzieloną Polonię amerykańską. Kto za jego podróże płaci, kto mu wydaje książki, pokrywa diety, rachunki, hotele? Ciekawe, bardzo ciekawe.
    Ale doczekamy dnia, kiedy wszystko będzie jasne.
    Ciesielczyk, krótko pracując w „Dzienniku Chicagowskim”, okazał się nierobem. Praktycznie nic nie robił, przychodził rano, z zapasem taniego piwa. Opracował idiotyczny tekst na temat, kto jest agentem. Wyszło na to, że cała redakcja, to agenci. Wszyscy byli podejrzani. Współpraca z nawiedzonym lustratorem okazała się niemożliwa. Jarmakowski, który na temat historii służb specjalnych sporo napisał, mówił, że Ciesielczyk posiada zaskakujące braki wiedzy. Nie wierzył, że mógł on skończyć studia w tym zakresie. Jego wiedza historyczna w tym zakresie była na żenująco niskim poziomie, a usiłował uchodzić za eksperta w tej dziedzinie. Tak samo nie potrafił się posługiwać katalogami w IPN i prosił, by go tego nauczono. Przecież to podstawa dla historyka. Uczą tego już w szkołach średnich.
    —-
    Edward Dusza

  • MIROSŁAWA KRUSZEWSKA o JARMAKOWSKIM

    Andrzej Tadeusz Jarmakowski (ur. 21 października 1953 w Gdańsku) – polski historyk, działacz gdańskiej „Solidarności”, tej pierwszej, prawdziwej, walczącej z PRL-em; członek „Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela i „Ruchu Młodej Polski” Aleksandra Halla.
    Magister historii na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Gdańskiego. Aktywny uczestnik niezależnego ruchu wydawniczego, publicysta pisma drugiego obiegu – słynnego „Bratniaka”.
    Poza zasięgiem cenzury, we współpracy z Arkadiuszem Rybickim, wydał 2 prace poświęcone historii Kościoła katolickiego w Gdańsku i Gdyni.
    Jako członek gdańskiej NSZZ „Solidarność” pełnił wiele związkowych funkcji:
    • kierownik działu zarządów regionalnych,
    • kierownik biura organizacyjnego I Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ
    „Solidarność”,
    • wicedyrektor biura krajowego NSZZ „Solidarność”.


    Podczas stanu wojennego, internowany w Strzebielinku, w tej samej celi co Lech Kaczyński i Henryk Jagiełło. Dokumenty dotyczące jego opozycyjnej przeszłości znajdują się w Instytucie Pamięci Narodowej.
    Emigrant polityczny.
    W Stanach Zjednoczonych od razu włączył się w działalność niepodległościową. Był członkiem Komitetu Wykonawczego Ruchu Społeczno-Politycznego „POMOST” i członkiem redakcji miesięcznika o tym samym tytule; wieloletni redaktor naczelny nieistniejącego już „Dziennika Chicagowskiego”. Obecnie, redaktor naczelny portalu ProgressForPoland.com.

    Andrzej Jarmakowski był jednym z 6-ciu świadków w procesie przeciwko reżimowi Wojciecha Jaruzelskiego, jaki toczył się w Genewie.
    Przez wiele lat zajmował się badaniem biznesowych powiązań Edwarda Mazura.
    W lutym 2009, tygodnik „Polityka”, powołując się m. in. na Andrzeja Jarmakowskiego, pisał o długach, jakie minister sprawiedliwości Andrzej Czuma miał mieć wobec amerykańskich banków oraz osób prywatnych.
    Postanowieniem Prezydenta RP z dnia 21 września 2009, za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce, za osiągnięcia w podejmowanej z pożytkiem dla kraju pracy zawodowej i społecznej, został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.
    ————
    Andrzej Jarmakowski jest mi znany od zawsze. Byliśmy też razem studentami tego samego Wydziału Humanistycznego UG, razem w „Solidarności” – tej prawdziwej, stoczniowej i razem w konspiracji studenckiej, jeszcze przedsolidarnościowej. Mnie udało się uciec do Wiednia przed stanem wojennym, Jarmakowski został internowany.
    Jeśli ktoś nazwie Jarmakowskiego współpracownikiem SB, to sam się skompromituje w obliczu Prawdy.
    A pan Ciesielczyk już dawno wydał na siebie wyrok, którego wyegzekwowanie jest tylko kwestią czasu.

    —-
    Mirosława Kruszewska

  • wladyslaw Panasiuk

    Panie Paradowski.To miło,że stanął Pan w obronie kobiet. Dżentelmenów jak Pan widzi jest mało, szczególnie w tych wypowiedziach. Proszę przestudiować początek wpisów i zauważyć, że to nie ja rozpętałem wojnę, to mnie zaczęto wyzywać, więc cały czas usiłuję się bronić. Nie ja również “zaczepiam P. Jolę” jak Pan pisze, to ona powyżej nazwała mnie “ciemniakiem z Kuriera”. Na to sobie nie pozwolę. Nie zamierzam więcej komentować na tym blogu, co wcale nie znaczy, że pozwolę komuś na obelgi. Następnym razem proszę najpierw przeczytać powyższe wpisy, a później komentować. I kto jest tutaj załosny?

  • Piotr Paradowski

    Panie Administratorze, domagam się zbanowania pana Panasiuka z tego blogu ze względu na zaczepialski i daleko idący bełkot jego wpisów.
    Niepotrzebnie bowiem pokazuje on na tym forum, że jeszcze nie powinien brać udziału w publicznych dyskusjach jako człowiek wyjątkowo niskiej proweniencji.

    • Jarun

      Sam się zbanuj.

      • Piotr

        Oj, bo będę niemiły.

  • Jarun

    Popatrz matko, popatrz ojcze
    oto idą dwa folksdojcze
    Co za hańba, co za wstyd
    Jeden Polak drugi Żyd.

  • Grzegorz Stefanek

    Jestem bylym uczniem wyzej wymienionego p. Wladzia Panasiuka a takze Adama Lizakowskiego och, bylbym zapomnial pani naukowiec z Wroclawia, tudziesz kursy etyki i wstepne filozoficzne kursy zaliczylem. Wiersze pisze z weny z milosci i ze zlosci. Na razie nie publikuje. Chyba ze strachu przed swiatem. Ciekawe i jakze wielo barwne sa oblicza krytykow i poetow. Klamstwa, slawa, reklama, zyciorysy i nie lustrzane odbicia prawdziwych bohaterow piora…
    A mialo byc tak pieknie !
    Wladzio nauczyl mnie swoistej krytyki wobec wlasnej pracy tworczej. Adas nauczyl mnie ze wiersz poprawia sie przynajmniej piec razy. Serdeczne dzieki wam panowie.
    Poswiecilem caly chlodny poranek na przeczytanie tego zaiste “wspanialego” bloga. Pelnego oszczerstw plucia i polskiej zgnilizny aby komus dopiec i zbesztac, zniszczyc i znieslawic. Teraz nagradzany wielki poeta jezdzi taksowka a pani z doktoratami sprzata. Ludzie ! Przeciez to poezja zycia. Czy ktos przez chwile zastanowil sie czemu sluzy to brukowe obsikiwanie sie nawzajem. Krytyka poziomu warsztatow, wyksztalcenia, sposobu na wydanie ksiazki czy niekonczace sie zagladanie ” za kotary” prywatnego zycia. Przyko mi. Czuje sie oszukany i szczerze poruszony do lez.
    Grzegorz Stefanek

    • Piotr

      Oj, robisz błędy ortograficzne

  • Katarzyna

    Mamy Lizakowskiego, potem dołączył do niego Panasiuk, a teraz pan Jarun. Trójca grafomanów. Jacy to oni żałośni!
    Za co ta straszna kara Boża na nas?

    • Jarun

      A ty Kasiu jesteś brzydka i wredna. 🙂

      • Jarun

        No i nie znasz się na literaturze i nie potrafisz zobaczyć perełki przed swym ryjem, czyli mego geniuszu i talentu pisarskiego nie zauważasz ślepoto.

        • Jarun

          Twoja rodzina przyznaje mi rację i dodaje, że jesteś jeszcze durna i kłótliwa jędza.

  • Katarzyna

    Panie Grzegorzu,
    ja rzeczywiście jestem Katarzyną. Proszę sobie wyobrazić starszą panią, która lubi koty, nie pisze wierszy, a pracuje u cudownej staruszki na tzw. domku. Moja pracodawczyni jest Polką wyznania Mojżeszowego, bardzo religijną, mówi bezbłędną polszczyzną, ma lat 91 i zawsze, kiedy ktoś pyta ją o jej narodowość, mówi “Polish”.
    Do moich obowiązków należy opieka nad nią i sprzątanie domu.
    Czyli, Młody Człowieku, sprzątam. Uczciwie pracuję. Pech chce, że mam autentyczne dwa doktoraty, jeden z filozofii, drugi z historii sztuki. Ten ostatni z Sorbony, żeby było wesoło… Całe moje życie uczyłam w liceum ogólnokształcącym, przez krótki czas wykładałam w Wyższej Szkole Pedagogicznej. Teraz, jak wspomniałam, sprzątam.
    W Pana i Pana Lizakowskiego pojęciu jestem pół-człowiekiem, kimś niższym, prawda?
    Wpadł Pan w złe towarzystwo. Proszę iść do innych stowarzyszeń poetów. Gdzieś w Chicago mieszka jeden z najwybitniejszych poetów, Władysław Burzawa. Czytałam jego wierszy, to niezwykle ciekawy twórca. Akurat od niego i Pan, i p. Lizakowski, także p. Panasiuk możecie wiele się nauczyć.
    Nie znam Pani Kruszewskiej. Wiem tylko, że jest niewspółmiernie, wielostronnie wykształcona. Czytałam wspaniałe cykle jej artykułów o masonach i o Polakach w Ameryce. Jest widoczna we wszystkich ważniejszych magazynach literackich. Uważam ją za świetnego krytyka i odważnego publicystę. Nie można zestawić jej dorobku czy rozeznania w temacie z Lizakowskim czy Panasiukiem. Z pogardą piszecie o pracy. To bardzo nieładnie. Praca tylko uszlachetnia.
    Życzę Panu sukcesów w pracy literackiej. No i zabieram się do sprzątania. Z tego żyję i nie wyciągam ręki po różnych gminach, powiatach i organizacjach jak Pański nauczyciel, Adam Lizakowski.

  • Szperacz

    Płacz, Panasiuk, płacz, tylko to Ci zostało…

  • wladyslaw Panasiuk

    Panie Paradowski- napisałem (odnośnie komentarza Joli) tylko prawdę, która aż tak zabolała i dlatego w/g Pana nie dorosłem do dyskusji?

    Pani Katarzyno – słowo grafoman na tym blogu dominuje, (innego nie znają) na nim właśnie polega ocena naszej twórczości. Czasami do tego dorzuci się” ty gnoju, brudasie, chamie, ciemniaku z Kuriera”. Spojrzenie czysto merytoryczne i oczywiście fachowe, godne krytyków. Założę się, że nikt z komentujących nie zadał sobie trudu, by przeczytać wszystkie książki Lizakowskiego, czy moje. Wyciąga się dwa, trzy wiersze i na tej podstawie wydaje się śmieszny osąd. Najłatwiej dostrzec na tym blogu skąd biorą się wojny. Człowiek nienawidzi drugiego człowieka. Agresja i mędrkowanie zdominowały całe strony. Jałowe dyskusje, pomówienia, plotki. Ktoś czasami stanie w obronie dam, ktoś krzyknie sio! Panasiuk. A tak prywatnie – polecam Pani książkę S. Cenckiewicza Wałęsa, człowiek z teczki.

    Do szperacza- (ujawnij się) dzisiaj łatwo zdobyć adres, z którego się wysyła komentarz, czyżbyś o tym nie wiedział? Chowanie głowy w piach nie świadczy o żadnym bohaterstwie. Pieski szczekają, a karawana jedzie dalej. Ja nie płaczę, a jak widać dzielnie się bronię, choć usiłuje się moje wypowiedzi zniekształcać i zmieniać ich treść, co ty zrobiłbyś na moim miejscu? Jak widzisz wygrywam batalię i kolejno eliminuję rzucające się na mnie hieny.

    Proszę nie używać więcej mojego nazwiska, a pozbędziecie się mnie z blogu. Inaczej mam prawo się bronić i obrzucać tym, czym jestem obrzucany. I proszę mi nie mówić, że nie potrafię się zachować i takie tam… “Kto sieje wiatr zbiera burzę” Jestem silny i nieustępliwy jak można zauważyć.

    • Jarun

      Panie Panasiuk….piosenka że stadionu…”nie jesteś sam” -nie zakrzyczą ciebie i nie wdepczą moralnie w to gówno !

    • Piotr

      Nie dorosłeś kochany, bo jesteś intelektualny kurdupelek.

  • Katarzyna

    Wredna jestem, stara, nie dostrzegam ludzkich talentów. Ile razy jestem w publicznej toalecie i czytam wydrapane tam czy nasmarowane mazakiem napisy, to zaraz myślę z żalem. Ideał sięgnął bruku. Złote myśli pana Jaruna … Tu dumał ja Wielki Adam na Judahu skale… Zdolna bestia! Gdzie się ruszy, złote myśli rozsiewa… Ale wody nie spuści, prymityw taki….
    Tylko nie wiem dlaczego, kiedy czytam te jego cenne sentencje, uwiecznione w miejscach najwłaściwszych, to natychmiast dostaję rozwolnienia… Ale to pewnie z uwagi na mój wiek… No i jego talent czemuś dobremu służy.

  • wladyslaw Panasiuk

    Dziękuję Grzegorzowi Stefankowi za komentarz, który dla mnie wiele znaczy. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Grzegorz nie kryje swej twarzy za jakimś marnym pseudonimem i to właśnie cenię najbardziej. Wcześniej podobnie uczyniła Alina Szymczyk i za to Jej dziękuję, choć też oberwała. Wszyscy na tym blogu muszą być poniżeni, a czynią to fachowcy od przedmiotu, którzy jak socjalizm są nieomylni i wyjątkowi. “Róbmy swoje” jak śpiewał Młynarski. Odwagi przyjaciele. W Sudanie od lat toczy się wojna domowa, a więc swoi napadają na swoich, podobnie jak tutaj. Jest takie piękne sudańskie powiedzenie:”Jeśli chcesz iść szybko, idź sam – jeśli daleko, idź w grupie”. Myślę, że więcej poetów mnie poprze i właśnie wspólnie wygramy ten bój. Nie możemy się dać zastraszyć. Trzy lata służyłem w marynarce wojennej, a marynarze niczego się nie boją. O hienach napiszę specjalny felieton, który ukaże się w Kurierze. Niech ludziska czytają. Tymczasem przyglądam się uważnie mędrcom świata. Dziękuję Jarun, nie jesteśmy sami.

  • Katarzyna

    Jeszcze raz do Pana Grzegorza,
    tak naprawdę Pański wpis jest wzruszający. To ładne, że broni Pan ludzi, którzy zdobyli Pańskie szacunek i uznanie. Ale wpis Pana zdecydowanie odbiega od tematu. Tak naprawdę chcielibyśmy znać prawdę, dlaczego z takim szumem Konsulat RP żegnał p. Lizakowskiego, chcielibyśmy uwierzyć, że zdobył magisterium uniwersytetu amerykańskiego oraz, co najważniejsze, kiedy i gdzie będzie wykładał, i jakim to cudem został akademikiem. Gdyby P. Lizakowski punkt po punkcie udowodnił swoje rewelacje, nie byłoby wpisów. A wykładów nie ma, pan L. jest w Chicago, na wspomnianym przez niego uniwersytecie nie ma absolwenta o nazwisku AL. Pan Panasiuk, występując w roli fanatycznego kaznodziei dla nikogo autorytetem nie jest, poza Panem, oczywiście. Zrobił wszystko, aby stać się głównym tematem na tym portalu. A przecież nikogo on akurat w tej chwili nie obchodzi. Wszystko, co pisze, to łabędzi śpiew na temat swej poezji i publicystyki. Oczywiście, nikt mu nie zabrania pisać, ale to wcale nie znaczy, że kiedy pisze, to musi rzeczywiście być. “Piszę, wiec jestem” – to bardzo niefortunna w jego przypadku parafraza.
    Życzę Panu sukcesów w tworzeniu prawdziwych, głębokich wierszy.

  • Katarzyna

    I moje ostatnie słowa do Pana Panasiuka. Nie nazwałam Pana nigdy gnojem, ani ciemniakiem z “Kuriera”. Nie wiem, dlaczego miałabym to zrobić. Wolno Panu pisać, wydawać, bywać autorytetem. Dostrzegam i szacuję Pańską pasję. Robi Pan chyba jakąś dobrą robotę, skoro p. Stefanek tak Pana ceni. Życzę Panu wszystkiego dobrego. Co prawda nie jest Pan autorem tekstów, które chciałabym czytać, ale to nie daje mi powodu do obrażania Pana. Irytuje mnie tylko Pana zachowania, a zwłaszcza fakt, że zawsze próbuje Pan ściągnąć na siebie i swoją twórczość uwagę. Ale to już inne zagadnienie. Jak Pan zauważył, nie obrażałam również pisma, w którym Pan często publikuje. Ale znowu: “Kurier” znam i bardzo często czytam ten tygodnik. Znajduję tam wiele rzeczy o Polsce, których nie znajdowałam w innych pismach. I wdzięczna jestem wydawcy i redaktorowi, że przybliżają oni nam wszystkim, wyobcowanych z naszych środowisk, obraz Polski. Szkoda tylko, że “Kurier” nie zajął stanowiska, jak dotąd przynajmniej, w sprawie Lizakowskiego. Na koniec jedna tylko uwaga, może ważna dla nas wszystkich: najbardziej chyba teraz jest osamotniony sam autor awantury, Adam Lizakowski. Tak naprawdę to nikt nie stanął w jego obronie, ani konsulat, ani jego czytelnicy, ani liczni recenzenci czy koledzy po piórze, a jedynie wdzięczny uczeń, pan Stefanek. To bardzo ładne ze strony tego ostatniego. Przepraszam Pana za słowo “grafomania”, które widzę, bardzo Pana boli. Jestem jednak rzeczywiście zawziętą stara babą, nie potrafię inaczej nazwać pewien rodzaj twórczości, który innym słowem niż grafomania trudno określić. Ale niechaj każdy robi co umie najlepiej. Ja sprzątam, Pan pisze wiersze i prozę, pływał Pan po oceanach, a ja ani w handlowej, ani wojennej marynarce nie byłam. Czyli wszystko się jakoś wyrównuje…

  • Username*

    Panasiuk!! Że jest pan nieustępliwy, to widać, ale silny? To słowo ma wiele znaczeń, mówi się silny w gębie, ma silna głowę, silny intelektualnie, silny rozumem, można mieć też silną osobowość. Można być silny w języku polskim i innych językach. Jakoś nie wiem, w czym pan jest taki silny. Lizakowski na przykład jest silny, zwłaszcza a autoreklamie. Pan też. A na tym blogu nikt nie jest poniżany. Dowiaduje się tylko jeden i drugi chwalidupa trochę smutnych faktów o sobie, ot co.

  • wladyslaw Panasiuk

    Pani Katarzyno, szkoda, że nie pojęła Pani tak prostego “grafomańskiego”zdania. Od ludzi z dyplomami należy więcej wymagać. Napisałem, że “czasami do tego dorzuci się” … O nic Panią nie posądzam. Jestem pełen podziwu dla ciężko pracujących ludzi. Każdy zawód bywa piękny jeśli jest w nim odrobinę ludzkiego serca. Nie musi Pani czytać moich tekstów, ani ich oceniać, zresztą nie ma Pani stosownych predyspozycji. Nikt z nas nie zjadł wszystkich rozumów. Nasz były prezydent ma najwięcej doktoratów i co z tego? Uczony nie musi oznaczać doskonały. Nie chcę Panią obrażać choć niepochlebnie się o mnie kilkakrotnie wyrażała. Zostawię Panią w spokoju, bo tylko w nim można znaleźć ukojenie. Jest Pani filozofem więc potrafi wytłumaczyć dlaczego ludzie są tak podli dla siebie. Bez żadnego powodu rzucają obelgami, byleby zaistnieć gdziekolwiek, a mnie się zarzuca, że pcham się tu i ówdzie. Nigdzie nie wchodziłem nieproszony. Jak Pani zdążyła zauważyć nikt tu dotychczas nie błysnął intelektem. Tylko obrzucamy się błotem (nie wiedzieć za co) i czasami lansujemy nowego poetę lub chwalimy się własnymi osiągnięciami. Wszystko to nie ma żadnego sensu. Nie chcę dłużej tracić czasu na komentarze, co nie znaczy, że dam się obrażać. Nie pretenduję do Nobla więc nikomu nie stwarzam zagrożenia. Nie biegam też po konsulacie i nie jestem łowcą medali. Piszę, więc jestem, piszę bo lubię. Dajmy już spokój z tymi parafrazami, bo najwyraźniej nam nie wychodzą. Są wśród nas znakomici ludzie, czego wielokrotnie doświadczyłem, ale nie brakuje mącicieli, sępów czekających na każdą okazję, by komuś dowalić. Mam kilku wrogów wśród poetów z prostego powodu – nie mogą być tam gdzie ja. To oni ukrywają się pod różnymi pseudonimami i czasami zaszczekają, a nawet ugryzą, bo co innego mogą niedocenieni pisarze uczynić. Polak Polakowi zazdrości nawet klęski.

    • Olaf

      Odpowiadam grzecznie, nie wymawiam nazwiska:
      Oto cytaty:
      “Są wśród nas znakomici ludzie, czego wielokrotnie doświadczyłem”

      “Nikt tu dotychczas nie zabłysnął intelektem”

      “Mam kilku wrogów wśród poetów z prostego powodu – nie mogą być tam, gdzie ja”

      “Nie musi pani czytać moich tekstów ani ich oceniać, zresztą nie ma Pani stosownych predyspozycji”

      “Piszę, więc jestem. Piszę bo lubię”.

      Autorowi proponuję dokładną analizę zestawionych wypowiedzi.

      Marian Hemar dał kiedyś komuś radę: niech pisze pod siebie…

  • wladyslaw Panasiuk

    Panie Username – zaczął Pan jakieś niefortunne wywody, najwyraźniej naczytał się Pan filozoficznych bajek. Jeśli się coś pisze, powinno “o coś” mieć jakiś sens. Pana tekst nie ma. Serdecznie pozdrawiam i proszę tak dużo czytać, by nie wystarczyło Panu czasu na pisanie.

    • JOLA PUSZYNSKA

      Panasiuk, cierpisz na popularna chorobe, ktora nazywa sie: kompulsywny syndrom przerostu ambicji na podlozu fiksacji.
      Wydaje ci sie ze jestes pępkiem literackiego i dziennikarskiego świata.
      Sodowy monotlenek diwodoru uderza ci do głowy, a to się kończy osteroperozą
      mózgu.
      Jeszcze trochę a będziesz rośliną.
      A twoje grafomańskie popisy pójdą w garbage.

      Tak tak…

  • Jola

    Panasiuk, cierpisz na popularna chorobe, ktora nazywa sie: kompulsywny syndrom przerostu ambicji.
    Wydaje ci sie ze jestes pępkiem literackiego i dziennikarskiego świata.
    Sodowy monotlenek diwodoru uderza ci do głowy, a to się kończy osteroperozą
    mózgu.
    Jeszcze trochę a będziesz rośliną.
    A twoje grafomańskie popisy pójdą w garbage.

    Tak tak…

  • Piotr Paradowski

    Zapomniałaś Jolu dodać, że nie jest pan Panasiuk pępkiem, tylko tym czymś znacznie poniżej pępka…

  • JOLA PUSZYNSKA

    A!
    Juz nie dobijajmy tego nieszczesliwego czlowieka.
    On sam dobrze wie kim jest.

  • JOLA PUSZYNSKA

    I jeszcze jedno.
    Znam pania Katarzyne i wiem ze ona nie ma zadnych studiow.
    Czemu ten pan tak przyczepia sie do tych tytulow naukowych?
    Czyzby kompleks nizszosci bylego rybaka na podlozu zatrucia monotlenkiem diwodoru?

  • Katarzyna

    Jak pisałam, pracuję na domku. Jestem absolwentką Sorbony. Pani Joli Puszyńskiej nie miałam przyjemności nigdy poznać. A chętnie bym poznała, bo bardzo mało ludzi znam. Mam 69 lat, obywatelstwo amerykańskie, urodziłam się w Nowym Jorku na 7th Street , zupełnie przypadkiem, bo moi rodzice przyjechali tu na Saxy. Kiedy miałam dwa lata, rodzice powrócili do Polski, gdzie ja teraz stale mieszkam. Środowiska polonijnego nie znam, a to, co o nim słyszę, nie zachęca mnie do zawierania bliższych znajomości.

  • Profesor Uniwerytet Wrocławski

    A wy tutaj o tym Lizakowskim! U nas na uniwersytecie panika. Rektor zarządził śledztwo, kto tutaj angażuje pracowników naukowych bez matury! Ponoć, jak wieść niesie, ma temu tajemniczemu akademikowi po zawodówce towarzyszyć asystent, – p. Panasiuk – rybak po marynarce wojennej ze specjalnością w połowach ryb bezpłetwowych. Podobne kroki podjęła Politechnika Wrocławska. Prezydent Miasta Wrocławia wezwał brygady antyterrorystyczne do ochrony wyżej wymienionych Alma Mater. Atmosfera w całym mieście naładowana jest ja student marychą.

    • Username*

      Następny idiota. Dlaczego lubimy się ośmieszać. Sami nic tu nie znaczymy, opuszczeni przez Boga i ludzi usiłujemy zabłysnąć swoją inteligencją, ale jej nie posiadamy. Każdy zdrowo myślący człowiek, po przeczytaniu takiego gniota puknie się głowę. Rybak to znakomity zawód, pełen przygód i wrażeń, których nigdy nie przeżyjesz buraku.

      • Profesor

        Taki z niego rybak, jak z koziej … trąba.
        Nie ośmieszaj się sam biedaku. Taka UB-ecja z ciebie waniajet aż przykro. Oni specjalizują się w wywracaniu kota ogonem.

  • wladyslaw Panasiuk

    Panie Paradowski najwyraźniej przyczepił się Pan mnie i nie wystarcza Panu argumentów dlatego schodzi Pan poniżej pępka. Nie ważne kim Pan jest, ale z wpisu wynika, że nikim.

    • Profesor

      Aj, Panasiuk, robisz błędy ortograficzne.
      Chyba się zdenerwowałeś.

  • wladyslaw Panasiuk

    Pani Jola posunęła się jeszcze niżej niż Username. Postawiła się w roli filozofa i chemika, a poziomem zeszła do podstawówki. Na tyle cię oceniam. Wpis idiotyczny, nigdy mi Jolu nie dorównasz. Możesz jedynie poszczekiwać. Rybaka na morzu cechuje odwaga, a ciebie co?

    • JOLA PUSZYNSKA

      A mnie cechuje daleko idąca kobiecość.

  • Seneka

    Na pewno p. Jola Panasiukowi nie dorówna. Zwłaszcza w chamskich, prostackich odzywkach. Panie! To jest o Lizakowskim, a pan pobił wieszcza! Ależ pan jest prostak, zadufany jeszcze w sobie na dodatek!

  • Jola

    Hej, Władek, od kiedy to jestem z tobą na ty? Przecież po morzu razem nie pływaliśmy. W wannie też nie. Do mnie marynarze nawet w czasie najdłuższych rejów się nie dobierali? A do Ciebie?
    Pamiętasz?

  • Katarzyna

    Patrzcie Państwo! Miało być o Lizakowskim, a jest o p. Panasiuku. A teraz zjeżdżamy na jego życie prywatne i uczuciowe.” Wypłynąłem na szeroką przestrzeń oceanu…”

  • Widziane z boczku

    Przyszedł ktoś do redakcji i mówi: -Panasiuk ma owsiki.
    Na co naczelny odpowiada:
    – No cóż, Panasiuk też musi mieć jakieś życie towarzyskie.

  • Katarzyna

    Proszę Pani Joli, jednak mi nieznanej
    monotlenek diwodoru to czysta woda, znaczy się H2O. Sądziłam, że wszyscy o tym wiedzą.

  • zza kałuży

    Myliem się nie doceniając pana Lizakowskiego. Ćwierć tysiąca wpisów najlepiej świadczy jak ważną osobistością jest on wśród Polonii.

    • JOLA PUSZYNSKA

      O tak, bardzo ważną osobistością on jest. Prawie, jak organista w rodzinnych Pieszycach

      • Krzysztof

        proponuję pomieszkać w Pieszycach to się Pani przekona. Oj jakże nieładnie tak pluć

    • Profesor

      Teraz też się mylisz kochany

  • Katarzyna

    Nie czyta Pan dokładnie, P. “Zza Kałuży”. Większość wpisów zgrabnie przejął na siebie epigon Lizakowskiego, p. Panasiuk.
    Każda okazja jest dobra, niektórzy na swój sposób pragną zaistnieć cudzą, nawet nie bardzo chlubną sławą. Poza tym tylko wtedy wydałby Pan właściwą ocenę, gdyby Pani znał twórczość i Lizakowskiego, i Panasiuka, a tę formuje Pan tylko na podstawie cudzych opinii. Być może twórczość Lizakowskiego czy Panasiuka jest dla Pana za trudna. Nie usprawiedliwia to Pana jednak w chwili, kiedy chce Pan wydawać autorytatywna opinię. Pański wpis to po prostu monotlenek diwodoru. Teraz, kiedy Pan nareszcie docenia twórczość Lizakowskiego, należy Panu pogratulować wysokiego poziomu intelektualnego.

  • JOLA PUSZYNSKA

    Przychodzi Panasiuk z Lizakowskim do ekskluzywnej restauracji na Archerze.
    – Co mogę panom podać? – pyta kelner.
    – Cokolwiek – mówi niedbale Lizakowski.
    – To może kawior? – pyta kelner.
    – A co to jest? – pyta Panasiuk.
    – Jaja jesiotra – odpowiada kelner usłużnie.
    – świetnie – zaciera ręce Lizakowski. – Poprosimy dwa, na twardo!

  • Piotr

    Dwójka znanych dziennikarzy rozmawia w chicagowskim pubie przy kufelku piwa.
    – Wiesz, Andrzej, załatw mi wizytę u jakiegoś dobrego psychiatry i to szybko.
    – Na Boga, stało się coś?
    – Przyśniła mi się Matka Boska z Panasiukiem w klapie…

  • Kruszewska

    Lizakowski zaprosił Panasiuka na safari.
    Polowanie było udane, postanowili to uczcić.
    Wieczorem, w przepięknej scenerii afrykańskiego buszu siedzą przy ognisku,
    popijają whisky i zagryzają jakimś pieczystym.
    – Wiesz Adamie – mówi w pewnej chwiliPanasiuk, chcąc się przypodobać gospodarzowi – ja też nie lubię tej Kruszewskiej.
    – To nie jedz – odpowiada Lizakowski.

  • Dusza

    Pytanie: Czym się różni Lizakowski od Panasiuka?
    Odpowiedź: Panasiuk nie zna się na poezji i nie wie o tym,
    a Lizakowski też nie zna się na poezji i o tym wie!

    • Username*

      Pan o wielu rzeczach nie wie, nawet o tym, że mogę powtórzyć Naczelnemu Kuriera, co pan o nim opowiada dzwoniąc do mnie. Czy z przyjaciółmi tak się postępuje?

    • Krzysztof

      a czym się różni dusza od kulturalnego ciała? dusza jako coś niematerialnego nie ma kultury. Za grosz lub cent.

      • Bolek (ale nie Wałęsa)

        Ale z ciebie, Jarun, cham i prostak, impotent umysłowy także.

      • Bolek (ale nie Wałęsa)

        Jaki byłeś ćwok i mięczak intelektualny, taki jesteś. Dusza Cie boli? Przecież go ukatrupiłeś, zawsze Ci przeszkadzał. A dlaczego? Bo o tobie wg twojego przekazu Wacław Iwaniuk pisał, co jest nieprawdą, a Duszę akurat tłumaczył! I to dla Polish Review. I jest to prawda. Podobnie jak tłumaczyli jego wiersze na obce języki ludzie konkretni, a nie stworzeni przez chorą wyobraźnię, jak jest to w twoim przypadku. Boże, jakich to bałwanów ta biedna ziemia nosi… Duszy nie możesz przełknąć, bo znał Miłosza i Seiferta lepiej od Ciebie, cwaniaczku za dychę. Zbieraj datki na swoje utrzymanie od biedaków z Warsztatów poetyckich, wiecznie głodny grosza i taniego poklasku poeto. Publikuj dalej po hiszpańsku, polsku, angielsku, znasz przecież języków co niemiara, mitomanie.

    • Panasiuk

      Pytanie:Czym różni się Dusza od Liazkowskiego
      Odpowiedź: Lizakowski jest w podręcznikach szkolnych,
      a Dusza nie.

  • Jarun

    Władek ty ich pier…ol. Olej to szczekające tałatajstwo!

    • Profesor

      Tak Władek. Najlepiej napisz wiersz o skrobaniu patykiem jakiegoś nagrobka
      i zapomnij o tym blogu, a my będziemy szczekać dalej…

  • Michał_Chemik

    Kochani, jak wy to robicie, że ta komuna (ten Jarun, Pastuszek i inni) nie dają rady przebić aię przez wasze żarty tą całą swoją zgrają. Co to za niedouczona zgraja, która nie wie, że monotlenek diwodoru jest nazwą zwykłej wody. Gdzie to się ulągło?
    Chyba tylko w Pieszycach.
    Ha ha. Nigdy tak dobrze się nie bawiłem.
    A najlepsze są te jaja jesiotra!

    • Jarun

      Do: Michała -Chemika! A co to komuna, bo jej też nie pamiętam @

  • Username*

    Zawsze kobieta kojarzyła mi się z delikatnością i pięknem. Okazuje się, że nie do wszystkich kobiet to akurat pasuje,np. do pani Joli nie. To, co Pani wypisuje poniżyło osobowość do zera. Twoje dowcipy Jolu są poniżej prostactwa. Widać, że pierwszy raz jechałaś pociągiem na lotnisko. Sam pochodzę ze wsi i szanuję ludzi tam mieszkających, jednak nigdy nie spotkałem tak prostackiej kobiety. Nie z jednego pieca chleb jadłem, przeczytałem wiele książek, ale tak wstrętnych słów nigdzie nie spotkałem. Kawioru nigdy Jolu nie jadłaś i nie słyszałaś prawdziwych dowcipów, które ja sypię z rękawa. JAKA KOBIECOŚĆ MOŻE CECHOWAĆ TAKIE DNO. To co piszę Jola można nazwać fenekaliami. Nie będę komentował wpisów “Seneki i widziane z boczku”, bo i po co. Głupotę i ciemnotę zostawiam dla uczonych, niech się z nimi męczą. Przeżyłem sporo lat, przejechałem pół świata lecz nigdzie nie spotkałem tak zacofanych ludzi. Prymityw do potęgi. Nie lękam się dyskusji popartych argumentami, ale w tak chamskiej, poniżej pasa nie chcę uczestniczyć. To żaden poziom i żadna dyskusja. Jestem ciągle oskarżany o chamskie wpisy, dlaczego tak trudno zrozumieć, że ja tylko odpowiadam na wcześniej zadane mi ciosy. Wiem, że zazdrość nie ma granic, ale zachowajcie w sobie choć trochę człowieczeństwa. Nie pozwolę się obrażać i oświadczam wszystkim: jeśli zostanie jeszcze raz naruszona moja godność osobista spotkamy się w sądzie. W Ameryce też są granice, których nikomu przekroczyć nie wolno. Takie dowcipy opowiadajcie równym sobie, nie ma w nich zupełnie nic do śmiechu, ale jak ktoś wcześniej zauważył zatrzymaliśmy się na poziomie małej gminy. Dodam, bardzo małej. Powtórzę raz jeszcze: czym bliżej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta.

    • Michał_Chemik

      A to się wydało, że Panasiuk używa kilku Log-inów!
      A nieładnie.
      Zbanować oszusta!

      • Jarun

        Sam się zbanuj debilu !

  • wladyslaw Panasiuk

    Powyższy komentarz (zawsze kobieta…) jest mój, przepraszam za niedopatrzenie

    • Michał_Chemik

      Oszust! Używa kilku loginów.
      A innym chce sprawdzać IP komputera!

      • Jarun

        Szczekaj dalej 🙂

  • Wiktor

    Gwoli jasności dyskusji: Chodzi o to, że tak zwany poeta Lizakowski organizuje pożegnanie w Konsulacie w związku z powrotem do Polski.

    Potem okazuje sie, że wcale do Polski nie jedzie.

    Jeszcze potemj okazuje się, że wcale nie będzie pracował na Uniwersytecie we Wrocławiu.

    Konsulat milczy jak zaklety dlaczego pożegnanie organizopwał, dlaczeo za zaproszeniami tylko wpyszczano gosci zaproszonych. Jak sie teraz czują Łańko i Pogorzelski, którzy grafomanię Lizakowskiego deklamowali?

    To wszystko nie na temat komentuje jakiś Panasiuk Z jego wpisów wynika co prawda że facet ma problemy zego oraz z jasnym formułowaniem mysli. Proponuję wrócić do tematu, zostawiając Panasiuka na boku. Czy Konsulat się wytłumaczył z tej żenujacej imprezy? Czy Lizakowski dalej jeździ na taksówce w Chicago? Konsulat zresztą w ogóle jest plkacówką żenującą, zas Konsul Generalna to kompletne nieporozumienie. Wracajmy więc do tematu.

    • Jarun

      A ty kim śmieciu jesteś ?

      • ARCHANIOŁ GABRIEL

        Ja jestem Vox Populi, bożku pogański, białoruski.
        I zaraz jak cię pacnę, to nabierzesz kultury.

  • MIROSŁAWA KRUSZEWSKA_PRACOWNICY KONSULATU w CHICAGO

    Proszę.
    Telefonujmy. Pytajmy konkretne osoby.
    ______________________

    Konsul Generalny Rzeczypospolitej Polskiej w Chicago
    Paulina Kapuścińska
    (312) 337 8166 wew. 217
    Referat ds. Współpracy z Polonią
    _______

    Robert Rusiecki
    Zastępca Konsula Generalnego, Kierownik Referatu
    (312) 337 8166 wew. 219
    ______

    Konrad Zieliński
    Wicekonsul
    (312) 337 8166 wew. 218
    Wydział Prawny i Opieki Konsularnej
    _____________

    Adam Bożko
    Wicekonsul
    (312) 337 8166 wew. 223
    Wydział Ruchu Osobowego
    (312) 337 8166 wew. 229, 230, 231
    _______________

    Barbara Sala
    Konsul, Kierownik Wydziału
    (312) 337 8166 wew. 235

    _______________

    Aneta Kwiatek
    Wicekonsul
    (312) 337 8166 wew. 234
    Stanowisko ds. Obywatelstwa Polskiego
    ____________

    Eriusz Rybacki
    Konsul
    (312) 337 8166 wew. 207
    Referat ds. Administracyjno-Finansowych
    ____________

    Wojciech Kwiatek
    Wicekonsul, Kierownik Referatu
    (312) 337 8166 wew. 227

  • JOLA PUSZYNSKA_O PANI KONSUL RP W CHICAGO

    • Paulina Kapuścińska urodziła się w Warszawie.[NIE PODAJE KIEDY]. Studia magisterskie ukończyła na Uniwersytecie Warszawskim w roku 1997 na Wydziale Geografii i Studiów Regionalnych. Drugi dyplom uzyskała na Podyplomowych Studiach Bezpieczeństwa Narodowego w roku 1999, organizowanych przez Wydział Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego oraz Ambasadę USA w Warszawie. Trzeci kierunek ukończyła w Krajowej Szkole Administracji Publicznej oraz francuskiej Ecole Nationale d’Administration, otrzymując w roku 2003 dyplom Studiów Integracji Europejskiej.
    Pracę zawodową rozpoczęła jako dziennikarz, zaś do administracji publicznej wstąpiła w maju 1999 r., podejmując pracę w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów jako asystent Rzecznika Prasowego Rządu, a potem w Zespole Doradców PRM, gdzie zajmowała się obsługą medialną Premiera.
    W 2001 r. odbyła konieczne szkolenia oraz zdała egzaminy i została mianowana urzędnikiem służby cywilnej.
    W 2002 roku rozpoczęła pracę w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w Departamencie Unii Europejskiej i Obsługi Negocjacji Akcesyjnych. Była odpowiedzialna za obsługę prasową Głównego Negocjatora RP z Unią Europejską.
    W latach 2004 – 2007 piastowała stanowisko konsula ds. kultury, prasy, edukacji i Polonii w Konsulacie Generalnym RP w Los Angeles.
    Decyzją Ministra Spraw Zagranicznych RP Anny Fotygi w dniu 15 września 2007 r. została mianowana na stanowisko Konsula Generalnego Rzeczypospolitej Polskiej w Los Angeles.
    Wprowadziła polskie imprezy do najbardziej prestiżowych sal koncertowych i teatralnych w Los Angeles: koncert muzyki filmowej W. Kilara, K. Komedy, K. Dębskiego w prestiżowym Zipper Hall w Los Angeles; koncert chopinowski w wykonaniu Marka Tomaszewskiego w The Broad Stage w Santa Monica oraz szereg wystaw i konferencji w zachodniej części USA. W 70. rocznicę zakończenia II wojny światowej zorganizowała bezprecedensową ekumeniczną mszę św. w Katedrze Los Angeles, z udziałem byłych żołnierzy Armii Krajowej, z których wielu walczyło w Powstaniu Warszawskim, w której wzięło udział ponad 3 tysiące osób. Pomogła przywrócić do życia Pianistyczny Festiwal Paderewskiego w Paso Robles, mieście w którym mieszkał polski premier i artysta. Jej staraniem Pani Prezydentowa, śp. Maria Kaczyńska objęła patronatem inicjatywę wymiany młodzieży między Paso Robles a Tarnowem. Uratowała wiele poloników i cennych eksponatów, które zasiliły polskie muzea (m.in. Muzeum Narodowe w Warszawie i Kielcach, Lotnictwa w Krakowie). Z jej inicjatywy w Warszawie w lipcu 2009r. odbył się w Operze Narodowej uroczysty koncert „Stu kantorów” [Kantor=śpiewak żydowski w synagodze] z udziałem śpiewaków kantoralnych z USA i Kanady. Amerykański film dokumentalny pt. „100 voices”, będący zapisem tego wydarzenia, promuje nasz kraj, jako miejsce nowoczesne, otwarte i szanujące swoją historię. Film został nagrodzony na wielu międzynarodowych festiwalach filmów dokumentalnych.
    Po powrocie do Warszawy, w styczniu 2010 r. podjęła pracę w Departamencie Współpracy z Polonią.
    W styczniu 2011 r., po postępowaniu konkursowym, objęła stanowisko dyrektora Biura Rzecznika Prasowego MSZ.
    Decyzją Ministra Spraw Zagranicznych RP Radosława Sikorskiego w dniu 01 września 2012 roku została mianowana na stanowisko Konsula Generalnego Rzeczypospolitej Polskiej w Chicago w stopniu Radcy-Ministra.
    Mężatka. Jest zawodowym urzędnikiem służby cywilnej i zagranicznej RP. Bezpartyjna.

  • JOLA PUSZYNSKA_O PANI KONSUL RP W CHICAGO

    Na fotografii pani konsul wygląda jak klasyczne BIMBO.

    • Jarun

      Patrz na siebie pokrako ! 🙂

  • Czesław

    Jeszcze raz może należy przypomnieć wesołkom, że wpisy na tym blogu nie miały być na temat p. Panasiuka, ani stanowić popis wyjątkowego chamstwa p. Jaruna. Chodziło o wyjaśnienie przekłamań “wieszcza pieszyckiego” Lizakowskiego, na temat jego wyjątkowej roli w służbie kultury polskiej w kraju i za granicą, jak również uzyskanie wiadomości o jego fantastycznych wykładach, mających mieć miejsce na Uniwersytecie Wrocławskim. Jeżeli p. Jarun, czy p. Panasiuk coś wiedzą na ten temat, prosimy o głos, oczywiście konkretny.

  • Widziane z boczku

    No to teraz nadeszła pora, aby tak świetnie przygotowana do matkowania Polonii chicagowskiej pani konsul generalna wyjaśniła nam, dlaczego to akurat Lizakowskiemu a nie komu innemu urządzono w Konsulacie takie huczne pożegnanie? Przecież z emigracji powróciło do polski dużo artystów, w tym poetów także. Czemu to, kiedy na przykład umierali poeci, nie było w konsulacie akademii żałobnych? Trzeba na ten temat napisać do jej szefa, bo się kobiecinie wydaje, że dzięki licznym kursom nadprogramowym posiadła wiedzę absolutną, a tymczasem nie umie zaradzić sytuacji. W Chicago już głośne jest hasło: Nieudacznicy, won do robienia na drutach… Coś jest tutaj nie tak. Zastanawia też brak usprawiedliwień ze strony Zielińskiego Konrada, adiutanta pani konsul. Milczy jak zaklęty. A to przecież on informował o tym historycznym pożegnaniu Lizakowskiego, pożegnaniu, z którego nic nie wyszło, bo p. Lizakowski jak jeździł taksówką, tak jeździ, może tylko dostaje większe napiwki od pasażerów ze względu na rozgłos na Portalu Progress for Poland. Wypadałoby, Panie Konradzie, wydukać słowo przepraszam, bo to się chyba należy wprowadzonym w błąd Polonusom.
    A życie płynie, p. Panasiuk odcina kupony od całej awantury, bo wreszcie zaistniał, teraz tylko czekamy na jego elaborat w “Kurierze-Chicago”, którego druk z groźbą zapowiadał. Będzie ubaw.
    Gdyby tylko nie ta plaga Jarunów…. Psuja oni wszystko. Tacy niewyedukowani opiniotwórcy, chcą zabłysnąć w świetle takiego jupitera, jakim jest p. Panasiuk. Naiwniacy……

  • Andrzej Jarmakowski

    Telefonowałem do Jonsulatu. Nagrałem się konsulowi Zielińskiemu, w biurze Konsul Generalnej, rozmawiałem z sekretarką. Zapisała nazwisko i powiedziała, że oddzwonią. Więc czekam…Ciekawe, czy zadzownią.

    • Wiktor

      Jestem przekonany, że nie oddzonią. Placówka ta razi brakiem profesjonalizmu

      • Username*

        O co chodzi kto ma na komu na co odpowiedzieć.

  • Zygmunt Jan Prusiński

    Jeszcze wszystkiego tu na tym Forum opiniodawców nie przeczytałem, ale zastanawia mnie jedno, dlaczego tylko ten Lizakowski jest atakowany przez tzw. prawicę ? Nie znam go, nigdy na oczy nie widziałem i życiorysu też nie znam. Ale jeden szczegół, że w roku wyjazdu z PRL (1981) obok siebie znalazły się wiersze Adama Lizakowskiego i moje w warszawskim Tygodniku Kulturalnym u Tadeusza Nowaka. – Mnie już nic nie dziwi, jeśli prezydentem jest przez dwie kadencje syn zbrodniarza Kwaśniewski z domu Stoltzman czy ten obecny Komorowski z domu Szczynukowicz. To przy nich ten A. Lizakowski to orzeszek od leszczyny. Całe ZLP – chodzi o kierownictwo to TW UB-SB. Pochodzę z Otwocka, widziałem jako dziecko co wyprawiali z moim ojcem Lucjanem Prusińskim UB w Otwocku przy ulicy Poniatowskiego. Ojciec na ulicy Matejki 3 potrafił zatrzymać będąc w oknie pochód 1-majowy grzmiąc swoim głosem i kończąc swoje przemówienie akcentem, cytuję: “Precz z komunizmem, niech żyje Polska”! No i wpadali chłopcy tajniacy i zamykali na rok lub na dwa lata, jako tzw. chuligana. Zniszczyli mu zdrowie. Bili go, torturowali – sąsiad Mieczysław Jackowski opowiadał mi później jak dorosłem, że rozbierali mego ojca Ub-ecy do naga i musiał siedzieć godzinami na metalowym wiadrze, który na dnie wiadra miał ostry obręb. Nie o to chodzi bym z ojca czynił bohatera tamtych czasów, ale nie mam nienawiści tak jak mają poniektórzy na emigracji. Dla mnie tow. Miller Leszek jako TW UB-SB z przydomkiem Minim jest bardziej niebezpieczny od Lizakowskiego ! __________Pozdrawiam 18.2.2015 r.

    • Konrad

      Nie rozumiem powyższego wpisu. Jedynie na blogu w Pieszycach oskarżano Lizakowskiego o donosy na emigrantów do urzędu emigracyjnego oraz wypominano mu przynależność do Związku Młodzieży Socjalistycznej. Komuna padła, coś trzeba było robić. Na emigracji Lizakowski nie był aktywny w żadnych antykomunistycznych czy niepodległościowych organizacjach. Jego tzw. “twórczość” jest wolna od jakichkolwiek treści politycznych. Jest to pod tym względem, obok Anny Frajlich, autor absolutnie wolny “ideowo” i bez pasji politycznych. Stąd wpis pana Prusińskiego jest co najmniej dziwny.

      • Zygmunt Jan Prusiński

        Czy ja piszę po hebrajsku ? Ja nie bronię Lizakowskiego bo go nie znam. Wy tu się nad nim roztrząsacie a nie pomyśleliście że od małych wiosek, miasteczek i miast nic się nie zmieniło w Polsce po 1989 roku ! Komuniści robią karierę…
        Ale to was nie boli… A mnie boli !

        • Bolek (ale nie Wałęsa)

          Ma pan rację, Panie Prusiński. Robią kariery i tu, i tam. Pan też jednemu dał nagrodę na wyrost. I to Hłaski. A okazało się, że to były ZMS-owiec. Wpadł pan, niestety. Nie Pańska wina. Nie prześwietli się człowieka. A ile on kłopotu narobił i na jakie pośmiewisko wystawił nie tylko emigrację, ale i rodzinna miejscowość? Wiem coś o tym, bo jestem z Bielawy, do Pieszyc niedaleko.. Przecież dzisiaj tamtejsi obywatele, znający pisaninę mitomana L., wstydzą się za niego. Obawiają się, i słusznie, że także ich, Bogu ducha winnych, ludzie rozsądni uważać będą za podobnych wieszczowi zadufanych w sobie przygłupków.

  • Zygmunt Jan Prusiński

    A to moja najnowsza książka. Wydana w styczniu 2015… Zredagował ją sam Król Konkursów Poetyckich *550) Jerzy Fryckowski z Dębnicy Kaszubskiej… http://photos.nasza-klasa.pl/54828617/993/other/std/e23fb7a1e4.jpeg

    Podpisuję czytelnikowi autograf w książce W OGRODZIE NORWIDA http://photos.nasza-klasa.pl/54828617/992/other/std/2031a26926.jpeg

    • Daniel

      Przestan sie reklamowac Prusinski.
      Nie wstyd ci?
      Wszyscy wiedza, ze jestes gorszym grafomanem od Panasiuka.

      • Zygmunt Jan Prusiński

        Ja się szczycę bycia być Grafomanem ! W jakimś felietonie napisałem, że w Polsce jestem Grafomanem nr 1 ! Czy wiesz że Grafomanem był Adam Mickiewicz ! Ty nawet nie pojmujesz terminu “grafoman”… Wielu twórców uznanych w Literaturze było Grafomanami ! A Panasiuka nie znam, nie czytałem nic z jego twórczości. A jak się czuje on Grafomanem, to bardzo dobrze. Wszyscy ci, którzy nie umieli żyć bez pisania, byli i są GRAFOMANAMI !

      • Zygmunt Jan Prusiński

        Jak ja uwielbiam takie gadki ! Kocham adwersarzy ! Bez nich nie mógłbym żyć… Dziękuję bracie., niech Cię kobyła prowadzi, Danielu !

  • Miroslawa Kruszewska

    I znowu Drogi Janie Zygmuncie dajesz dowód swej niekompetencji, tak w życiu, jak i w literaturze.
    Najpierw byłeś bezwolnym narzędziem w ręku PRL-u i dałeś nagrodę Hłaski (Marek nigdy Ci tego nie wybaczy! Czeka na Ciebie z pałką baseballową tam, w górze), potem wydrukowałeś się wspólnie z grafomanem stulecia w PRL-skim piśmidle. A teraz przywołujesz walczącego z komuną postać swego Ojca.
    Nic nie wyniosłeś z nauk Twego Ojca. Nic!
    On marnował zdrowie i życie w UB-ckich kazamatach,
    a Ty bratasz się i lansujesz agenta i byłego szefa ZMS-u z Pieszyc.
    Jakbyś nie wiedział, że Związek Młodzieży Socjalistycznej przygotowywal towarzyszy do KC PZPR.
    Człowieku! Gdzieś Ty się wychował?!
    **
    Teraz dzielisz nas, literatow, na prawicę i lewicę. Ciekawe, bo grafomanskie pisanie Lizakowskiego jest kompletnie apolityczne.
    W jego “utworach” nie ma nic polskiego, patriotycznego, narodowo-wyzwoleńczego. To jaka tu prawica ma coś krytykować?
    Puknij się w główkę.
    **
    Masz Ojca bohatera, a Ty jesteś piesek moskiewski.
    Co dziwne, brniesz głębiej i coraz głębiej w to błoto i nie masz o tym pojęcia.
    **
    Jak mogłeś w Wiedniu iść tak bezmyślnie na współpracę z PRL-owcami? Bywać w instytutach, konsulatach, Domach Polskich gęsto naszpikowanych szpiclami? Dawać nagrody nasłanym komunistom?
    **
    Prusiński! Czy przykład Twego Ojca nic Ciebie nie nauczył?
    Poszedłeś na współpracę z komuną nie wiedząc o tym.
    Matole!

    mk

    • Zygmunt Jan Prusiński

      Pani ma jakąś chorobę na punkcie instytucyjnym w okresie PRL. Niewiasto, innych nie było. Opowiem Ci historię z Otwocka jak miałem 16 lat. Otóż z moim przyjacielem Andrzejem Pokropińskim śpiewaliśmy w duecie jedynie przy organkach – harmonijce ustnej, Andrzej grał. Były to hity włoskie lub angielskie. Dobraliśmy do grupy trzech muzyków, i tak powstał zespół bez instrumentów. – Skąd w tamtych czasach instrumenty, oczywiście robiliśmy z desek gitary i na skromnym sprzęcie technicznym jak głośniki i jakiś tam wzmacniacz w postaci radia, graliśmy ludziom na różnych placach publicznie. I wie Pani co ? Ktoś wpadł na pomysł by iść do tzw. władzy – a jaka była, a no komunistyczna. I poszliśmy do rady narodowej przy ul. Armii Czerwonej, do sekretarza PZPR. Młodzi ludzie, po 16 i 17 lat. Opowiedzieliśmy, że chcemy grać i śpiewać tylko nie mamy sprzętu i instrumentów. I co na to tamta władza ? Kupiła nam to co chcieliśmy. I nikt z nich, z tej władzy nie przekabacił nas na swoją stronę. Dzięki temu Otwock miał swój rodzimy zespół muzyczny. Byłem autorem tej nazwy, “Chłopcy z Przedmieścia”. Wiele koncertów i bywania na konkursach muzycznych a co najważniejsze, ludzie z Otwocka mogli bywać w kawiarni Adria przy ul. Karczewskiej i spędzić miło czas. Tańczyć. Zapomnieć o syfie komunistycznym. – Takie były realia polityczne w PRL. Lata 1966… I nikt z nas nie stał się przeto, komunistą. Pani ma jakąś dziwną chorobę na tle ludzi. Pani wydaje się że każdy musiał być nim. – To jest naprawdę niebezpieczne. Opanuj się Pani choć w tym wieku ! Uśmiechnij się… Ustka. 19.2.2015

    • Zygmunt Jan Prusiński

      Kruszewska, dla ciebie to mogę być i I sekretarzem PZPR w Słupsku i w Ustce przy okazji !

    • Zygmunt Jan Prusiński

      Masz Ojca bohatera, a Ty jesteś piesek moskiewski.
      Co dziwne, brniesz głębiej i coraz głębiej w to błoto i nie masz o tym pojęcia.
      **
      Jak mogłeś w Wiedniu iść tak bezmyślnie na współpracę z PRL-owcami? Bywać w instytutach, konsulatach, Domach Polskich gęsto naszpikowanych szpiclami? Dawać nagrody nasłanym komunistom?

      – Gdybyś była w pobliżu niewiasto, na pewno bym ci wytoczył proces za zniesławienie, za naruszenie mego dobrego imienia i naruszenie dóbr osobistych !

      Najpierw zapytaj się ludzi co ja robiłem politycznie w Wiedniu ! Czy wiesz że za te działania i pisania artykułów i wierszy politycznych SB w Słupsku nazwało mnie WROGIEM POLSKI ! Wzywali moją matkę, brata, siostrę i eksmałżonkę w tej sprawie. Nie grzmieli, iż jestem WROGIEM KOMUNY, lecz Wrogiem Polski. Mój pierwszy wiersz przeciwko “Jaruzelskiemu” miał tytuł WYROK, i był drukowany w kilku pismach emigracyjnych ! Sam hrabia Aleksander Pruszyński opublikował w swoim dwutygodniku “Czas Solidarność” w Kanadzie ! W Toronto. Komuniści i UB-SB puścili moją córkę do Wiednia po 6 latach i 8 miesiącach., za karę ! Zostawiłem Amelię mającą wówczas 9 lat a ujrzałem ją jako panienkę. Na dworcu kolejowym Sudbanhof w Wiedniu odebrałem ją, i mówię do niej: Moja kochana Amelko, a ona odpowiada: “Tato, ja już nie jestem tamtą Amelką”. A mnie łzy jak grochy – gdyby się napatoczył ten “Jaruzelski” – co nigdy nim nie był z nazwiska bo miał biologicznie inne, to bym go (s.s.) udusił. Opamiętaj się kobieto. Nie znasz mnie to nie tykaj, bo i przez Ocean mogę Ci proces wytoczyć !

    • Krzysztof

      gratuluję kultury

  • Daniel

    Ponad 300 wypowiedzi! Jakże musi się cieszyć wieszcz pieszycki, że jego nazwisko odmieniane było tyle razy przez przypadki na tym portalu! O rany! Co prawda wszedł mu w paradę marynarz z dalekich mórz i uszczknął trochę uwagi, ale co tam. Dobrze czy źle, ważne, aby nazwisko Lizakowskiego ukazało się w miejscu czytelnym, nawet wydrapane patykiem nie na kamieniu nagrobnym, nie, ale na przykład ściankach toalety publicznej. Mogą te dwa nazwiska, pana taksówkarza z dyplomem Northwestern i dzielnego “członka” Marynarki Wojennej w symbiozie wielkiej widnieć ku chwale literatury ojczyźnianej w miejscu najwłaściwszym.
    Wieszcz z dalekich mórz odgrażał się, że w “Kurierze” pojawi się jego druzgocący (kogo? co?) “felieton” na temat całej sprawy. Pobiegłem kupić tygodnik, zresztą cenię to pismo, a redaktora znam od dziecka, więc jest mi bliskie. No i co? Felietonu nie ma! Czyżby to był koniec kariery publicystycznej p. Panasiuka w “Kurierze”? A straciłem $1.50. Za to jestem na bieżąco z wiadomościami międzynarodowymi a także wiem, co w polonijnej trawie piszczy.
    Słusznie p. Andrzej Jarmakowski domaga się od Konsulatu wyjaśnień. Obawiam się jednak, że wzorem komunistycznych przedstawicieli konsularnych obecna ekipa podobnie lekceważy Polonię. Trudno, postawili ich przy żłobie, wiec udają dyplomatów. Może ktoś w końcu puknie się w łepetynę w Warszawie i rozgoni tych wszystkich łatwego zarobku łaknących nieudaczników. Może też w końcu Lizakowski wyciągnie angaż z portfolio, i pogrąży wszystkich tutaj na amen.
    Byłoby to najlepsze, a co najważniejsze – najuczciwsze rozwiązanie. A tak to samochwała jak w kącie stała, tak stoi…
    Te, panie Zieliński Konradzie, za co panu. kurcze, tam płacą! Przecież to pan ma służyć nam, Polakom na obczyźnie. Jak tak dalej pójdzie, to ktoś rozsądny z Warszawy w końcu pana odwoła. I wtedy pozostawał pan będzie na zasiłku. Tylko kto go będzie chciał płacić na pana?

  • Konrad

    Trzeba przyznać, że niedługo “Kurier” podziękuje panu Panasiukowi za jego popisy literacko-publicystyczne. Tygodnik ten nie może sobie pozwolić na dalszą kompromitację. I na zamulanie stron!

  • Sara

    Uwaga! Panasiuk siedzi na peryskopowej, czujny jak kormoran i nawiguje swojego Mistrza z kursów pani Alinki pod wezwaniem brodatego jezuity bosego. Słyszałam, że jego przełożony z Polski nakazał mu w środę popielcową Brodatemu zgonić tę muzułmańską brodę, bo jeden z uczestników mszy powiedział, że go biorą za Chomeiniego! I ponoć z warsztatów nici. Pani Alinka nie dorobi sobie do polskiej emeryturki! A długobrody jezuita nie dostanie więcej prezencików od wdzięcznych studentów na urodziny, imieniny czy rocznice ślubów. O drobnej gotówce nie wspominam.
    Widzicie, Lizakowski i Panasiuk, coście narobili! Księdzu jezuicie żeście zaszkodzili. A kysz, a kysz…

  • Widziane z boczku

    Słusznie. Wstyd dla jezuitów, że patronują tej grotesce, jaką są warsztaty poetyckie, gdzie za ekspertów poetyki uchodzą dzielne chłopaki z Marynarki Wojennej i ZMS-owcy po zawodówce z Pieszyc, jak to jest w przypadku Lizakowskiego. Świat przewrócił do góry nogami. Prawdą jest, że ksiądz z brodą rzeczywiście nie pasuje do obrazu wytwornego erudyty, jakimi zazwyczaj bywają członkowie tego światłego zakonu. Taki na przykład Jerzy Sermak, zakonnik z manierami arystokraty i z wiedzą godną pozazdroszczenia, czy O. Balczewski, zawsze w sutannie, zawsze schludny, zawsze uśmiechnięty. Co najważniejsze, obaj wspomniani mieli tyle do zaoferowania! A O. Filipowicz? A “Posłaniec Serca Jezusa”? A teraz z N. Avers straszy jakiś Wernyhora, jakiś ajatolllah czy ukraiński lirnik z rozwiana brodą! A w Warsztatach mamy bosmanów Marynarki Wojennej, etnografki-amatorki, marzącej o dopłacie do emerytury za promowanie kultury polskiej na wychodźstwie, i chłopaka po zawodówce, samozwańczego magistra uczelni amerykańskiej i niedoszłego akademika Uniwersytetu Wrocławskiego. A wszystko to do kupy funta kłaków nie warte.
    Jezuici, opamiętajcie się i nieście ludziom słowo Boże, a nie jakieś dyrdymały domorosłych nieuków! Nie po to chyba was tu z Polski wysłali!
    Mają Jezuici w gruncie rzeczy nic nie znaczące Warsztaty poetyckie, a już podzieliły one kulturalne życie Polonii. Kto za tym wszystkim stoi?
    W Orchard Lake działa również Nikodem Dyzma, były sprzedawca papierosów amerykańskich w Polsce a z zawodu fotograf. Wykopał on na wszelki wypadek tamtejszych dyrektorów, księdza-doktora Nira i artystę rzeźbiarza Owczarskiego i niepodzielnie rządzi. Mianowano go dyrektorem i powierzone takie instytucje jak archiwa, galerię, muzea. I ten pan od lat chyba pięciu lat decyduje o naszym narodowym, dziedzictwie (dużo już poszło na śmieci!) ma budżet, ma pieniądze na podróże, a polonijny duchowny, który sprawuje tam niepodzielną władzę kanclerza i rektora, tego spryciarza bez wykształcenia trzyma na stanowisku dyrektora Misji Polskiej. W tej chwili wywalają otwarte drzwi, zajmując się Holokaustem, oczywiście za polonijne pieniądze. Czy to nie wstyd dla Polonii?
    I jeszcze raz: kto to wszystko organizuje? Coraz więcej przedziwnych historii. I zawsze za nimi stoi ktoś z Polski. I komu to służy? Na pewno nie kulturze Polonii. Szkoda też, że duchowieństwo polonijne coraz bardziej karleje!

  • Daniel

    Przychodzi Lizakowski do lekarza okulisty i mówi:
    – Panie doktorze, z bliska źle widzę.
    – A z daleka? – pyta lekarz.
    – Z Pieszyc…

  • JOLA PUSZYNSKA

    Przyszła połowa Panasiuka do lekarza. Lekarz pyta:
    – A gdzie druga połowa?
    – Wypilimy…

  • Piotr Paradowski

    Przychodzi pani Alinka do lekarza i mowi:
    – Panie doktorze, mam wodę w kolanach!
    Lekarz: A ja cukier w kostkach.

  • Profesor

    Przychodzi Lizakowski do lekarza, a lekarz mówi:
    – Niech pan przestanie tu przychodzić bo ludzie zaczęli o nas gadać.

  • Ryszard Pieszycki

    Pan Adam Lizakowski należy do największych polskich poetów.

    • Znajoma Panasiuka

      Biada wam wieszczowie!
      Mickiewiczu, Słowacki, Norwidzie…

  • wladyslaw Panasiuk

    Opamiętajcie się katolicy, wczoraj była Środa Popielcowa, jest Wielki Post, czy nie jest to dobry czas na opamiętanie? Anegdoty opowiadajcie swoim dzieciom, ale te o własnej ułomności. Nikt nie jest bez skazy. Pozdrawiam

  • Wiktor

    Panie Panasiuk, to teraz do Wielkiej Nocy nawet kawałów opowiadać nie będzie można, to gorzej jak w islamie. A może nie ejst tak źle, może Pan to jakis przypadek psychiatryczny. Nie potrafisz Pan pisać na temat, ale piszesz i piszesz bez sensu. Panu to i post nie pomoże.

    • Panasiuk

      Do mądrych pan się nie zalicza, ale na pewno do mądrali. Rady proszę dawać żonie.

  • Znajoma Panasiuka

    Pan Panasiuk, to w Wielkim Poście nawet od seksu się powstrzymuje…
    Powinien żyć w czasach Sawonaroli, a nie Lizakowskiego.

  • Widziane z boczku

    Nie tak powinien pan napisać, Marynarzu Dalekich Mórz! Tak dla przykładu zajrzeć mógł Pan do książeczki “O naśladowaniu Chrystusa”. Jezuici ja wydali, w Krakowie, może maja jeszcze do sprzedania. Marność, wszystko to marność Nie trzeba się puszyć, zadzierać nosa, bo i tak wszyscy jesteśmy nicością.
    Ojciec Święty Jan Paweł II powiedział w dniu 10.rocznicy wstąpienia na Tron Piotrowy: “Sługą niegodnym jestem”.
    Właśnie. A czy Wam , p. P. i p. L. przejdą przez usta podobne słowa: Kiepski ze mnie poeta, piszę, więc się ciągle wstydzę, jestem najgorszy wśród najgorszych, moja zarozumiałość jest jak szczyt górski, moja publicystyka to stek bzdur, tak naprawdę udaję, że jestem i wcale mnie nie ma, zwłaszcza, gdy piszę…
    Wtedy, jak to szczerze powiecie, możemy pogadać o poezji. Prawdziwej.

    • Panasiuk

      Wszyscy jesteśmy grzeszni, ale to nie pan będzie oceniał moją twórczość, Pan po prostu nie ma takiej wiedzy ani też kompetencji. Zatem proszę się nie wysilać.

  • Sąsiadka Panasiuka

    Od alkoholu też powinien!
    Jak pościć, to pościć.

  • Ksiądz Stefan F., SI

    A przede wszystkim, mój synu, powstrzymaj się w tym czasie od torturowania ludzi swoimi artykułami i wierszydłami. Pożal się Boże.
    Jest Post.

  • Zygmunt Jan Prusiński

    Zygmunt Jan Prusiński

    ZA CHRYSTUSEM DO CHRYSTUSA

    By dotknąć – musisz przejść
    przez zielony las,
    przez upojoną letnią ciemność.
    Przy świetle prastarej paproci
    musisz podążać drogą,
    którą on szedł.

    Obrzeżoną koroną trucizn i cierni
    pod skulonymi kwiatami,
    co spadają na kamienie…

    By dotrzeć – musisz przejść
    przez dolinę wśród kolumn
    wykutych w milczeniu.
    Pod zawieszonym obłokiem
    niemych ptaków,
    dotrzeć do sadzawki uroczej.

    By iść drogą którą on szedł,
    gdzie diabelska pokrzywa –
    jak kapłan czeka z biczami
    i gorączką:

    musisz przejść przez życie
    tylko tą drogą,
    którą on szedł.

    1987, Wiedeń – Wien

    “Antologia Poetów Emigrantów” – I edycja.
    Redaktor i Wydawca Edward Dusza – “Gwiazda Polarna” Stevens Point w USA.

  • Jur

    Pan Prusiński to kolejny facet z psychiatryka, jakiś. Nie chodzi o publikowanie swoich wierszy, tylko dlaczego wierszokleta Lizakowski organizuje fałszywe pożegnania siebie samego, dlaczego Konsulat organizuje takie dziwne imprezy i dlaczego Lizakowski kłamie, że rozpoczyna uniwersytecka karierę. Jednym słowem dlaczego ten Dyzma szukającv szansy do zaistnienia połsuguje się kłamstwem. Dlaczego facet uśmierca innych poetów, wybitniejszych od niego? Pan Prusiński należy do tych co znakomicie odwracają kota ogonem. Zupłenie jak Putin w przypadku Ukrainy.

    • Zygmunt Jan Prusiński

      Zgadłeś chłopie Jur – jak Jurek. Ja jestem lekarzem psychiatrą…!

  • Ksiądz Stefan F., SI

    Pan Prusiński, to sługa Szatana, moje dzieci.

    • Zygmunt Jan Prusiński

      Czy wiesz księżulku że mam w rodzinę księdza, nazywa się tak jak ja, Zygmunt Prusiński, i jest proboszczem w kościele w Meksyku. I dodam, bo o tym nie wiesz, Chrystus nie umarł na krzyżu, dożył świetnego wieku, żył ponad 90 lat. Ten sam który go skazał uratował Jezusa. Dobry Piłat… Ale ty w to nie wierzysz, prawda ? Szatan cię słabo nauczył, powiem więcej, Chrystus miał dwie żony – pierwsza mu dzieci nie urodziła, ale za to Magdalena dała mu troje potomstwa, pierwsza córka miała na imię Sara. – Ty masz swojego Szatana i ja mam swojego Szatana ale mój jest inteligentniejszy…

      • Jola

        Naczytales sie Da Vinci Kodu i powtarzasz znow nie swoje opinie, kmiotku

        • Zygmunt Jan Prusiński

          Do kmiotkowej Joli

          Naucz się na pamięć aforyzmu Zygmunta J. Prusińskiego:
          Polityka i religia to są dwie siostry które się nie znają, ale tak jak jedno tak i drugie pierze mózg człowiekowi ! _________Zobacz kmiotkowa co się dziś dzieje na tle religijnym w świecie ! Wojna za wojną… Wolę jednak wierzyć Człowiekowi a nie propagandowej pożywki, z której czerpią zyski finansowe mafijne schedy…
          Nawet o tym nie wiesz, że USA przekazało spore pieniądze w dolarach dla rodzin z Solidarności, i wiesz co się stało ? Ktoś po drodze skradł. Pośrednikiem był jakiś przedstawiciel kościoła rzymsko-katolickiego z Ameryki. Kiedy był mój kolega po piórze, jestem z Karolem Wojtyłą w jednej antologii pt. “Dojrzewanie w miłości” – Radom 2000, K. Wojtyła ma tam umieszczone cztery wiersze i ja mam także cztery wiersze, ale mówimy o papieżu Janie Pawle II, to on zadecydował by bank watykański wysłał dla rodzin Solidarności 200 000 dolarów amerykańskich w złocie. I wiesz co się stało ? Skradli po drodze ! – Polecam film “Ojciec Chrzestny” III część… Pozdrawiam kmiotkową !

          • Wiktor

            Jesteś Pan kmiotkiem. Jak ktos coś ukradł, to idź do prokuratury i zgłoś przestępstwo. To dzieki takim ludziom jak Prusiński zyją plotki, plotkary, to wten spoosób można szkalować ludzi. Czyli zwykłe chamstwo.

      • Katarzyna

        Czy ty wiesz, Prusiński, że ja w rodzinie też mam prostytutkę, co głosiła podobne herezje co ty. Całe szczęście, że nie czytywałam twoich rewelacje o religii, bo bym też została rozwiązłą córką Koryntu. Ta moja krewna prostytutka dożyła 94 lat. A nawróciła się dopiero, kiedy przeczytała twoje rewelacje biblijne. A umierając, szeptała uporczywie: Panie, pogoń tego Prusińskiego, takiego syna (wiadomo czyjego) co tak naszą wiarę katolicką obraża. Pewnie żyd, bo oni się teraz zapierają, że naszego Boga ukrzyżowali. Skąd ty, Prusiński, tak dobrze znasz tajemnice świętych osób? Rozumiałabym, gdybyś mówił o takiej Kruszewskiej, która jest osobą występną, ale z dużą klasą i wdziękiem. A tyś taka prostacka chudzina!. Oj, ucz się ty, Prusiński ucz, boś ciemny jak tabaka w rogu! Nawet w piekle cię nie chcą za te bluźnierstwa. Ale może Lizakowski doradzi ci, jak się tam wcisnąć. Bo on się wkręcił nawet na Uniwersytet Wrocławski i do Konsulatu, co było trudniejsze.

  • wladyslaw Panasiuk

    Wprawdzie teoria Darwina została obalona, ale kiedy się spogląda na te obrzydliwe i dalekie od prawdy wpisy, upokarzające (nie piszącego) lecz zwykłego człowieka (osobę) zdają się być prawdziwe. Nieszczęścia chodzą po ludziach, jakie musiały przyjść do szydzących ze mnie, by stali się tak upadłymi ludźmi. Kim jesteście, by drwić ze mnie. Dlaczego przyczepiliście się mojego nazwiska jak rzep psiego ogona. Cóż w tym złego, że służyłem w marynarce, chciałbym wiedzieć gdzie służyli ci, co wypisują te bzdury, może w OTK. Wszystko Wam za przeszkodą. Opamiętajcie się ludzie, bo granice przyzwoitości dawno zostały przekroczone. Stąpacie po zaminowanym terenie. Nie podszywajcie się pod księży, ani moich sąsiadów, to zupełnie nie przystoi człowiekowi. To, co piszecie przestało być śmieszne, ale stanowi dla was pogardę i wzbudza litość. Dawno przestałem komentować, ale odpowiadam, bo wciąż jestem prowokowany. Jeszcze raz proszę o zaprzestanie komentarzy pod moim adresem. Nikogo nie zaczepiam i proszę o to samo.

  • Wiktor

    Panie Panasiuk. Teoria ewolucji nie została obalona, co najwyżej potwierdzona. Kolejny dowód na to, że jesteś Pan przypadkiem z psychiatryka, albo polskim talibem.

    • Panasiuk

      Szkoda, że Pan tak mało wie

  • Edward Dusza

    Szanowny Panie Prusiński,
    przeczytałem wiersz, miejscami bardzo ładny, a w całości udany. . Zmieniłbym może określenie “uroczej” przy sadzawce, coś był zrobił z kolumnami wykutymi w milczeniu, bo akurat tu otwiera się pole do wielu ciekawych asocjacji… Ale wiersz ogólnie dobry. Gdybym rzeczywiście redagował Antologię Poetów Emigrantów, pewnie zasugerowałbym Panu drobne zmiany. Nie mogłem jednak tego zrobić, bo publikowałem indywidualnych twórców i zawsze za moje pieniądze. Nigdy żadnej antologii nie wydałem, chociaż wydałem wiele książek…
    Stwierdzam więc oficjalnie: nie byłem wydawcą I edycji Antologii Poetów Emigrantów. W samym tytule jest już podstawowy błąd. Chodzi prawdopodobnie Panu o antologie twórczości poetów emigrantów, co brzmi poprawniej, a takowe wydał Leszek Zieliński, b. redaktor “Gwiazdy Polarnej”, który zapisał się w tragicznych dziejach tego pisma jako pierwszy jego niszczyciel. Za zamieszczanie utworów poetyckich w wydawanych przez siebie antologiach pobierał od autorów słone opłaty. Coś na ten temat może Panu więcej powiedzieć dr. Kruszewska, która się z tym “wydawcą” spierała o tę nową formę naciągania ludzi.

    • Zygmunt Jan Prusiński

      Panie Edwardzie, ja tę Antologię otrzymałem pocztą do Wiednia. Tę książeczkę ktoś mi w domu skradł. Pamiętam te słowa, bo najpierw organizatorzy zorganizowali konkurs, niestety wysłałem do USA za późno, po terminie, ale ten ktoś, organizator odpisał mi w liście, iż wiersz mój Za Chrystusem do Chrystusa przypadł do serca, że zakwalifikował go do Antologii poza konkursem. – Pozdrawiam

  • Olek. Też marynarz, tylko że Handlowy

    Panie Panasiuk!
    Dość pisania wierszy i felietonów czasie w postu. Czytelnicy są dostatecznie umartwieni Pańska dotychczasowa twórczością.
    Paciorek, siusi i lulu. A ręce na kołdrze.

  • Sąsiadka P. Panasiuka

    W czasie długich rejsów chłopaki z Marynarki Wojennej musowo musieli trzymać ręce na kołdrze, stąd u nich (i tych z Marynarki Handlowej też) wstrzemięźliwość seksualna w poście to tyle co splunąć!
    No i niektórym to nawet na dobre wyszło. Szkoda, że nie wszystkim…

  • Daniel

    U niektórych marynarzy , obojętnie, czy Wojennych, czy Handlowych, ten stan wstrzemięźliwości przeszedł w bezwład stały, w wyniku którego nastąpiło pobudzenie twórcze. Stad pewnie nasz obecny rozrost literatury, rzeczywiście zatrważający!

    • Panasiuk

      I znowu mędrek. Ośmieszaj się w inny sposób, a nie kosztem czyim.

  • wladyslaw Panasiuk

    Prośba do redakcji.
    Widzę, że to tych “ludzi” nic nie dociera. Bardzo proszę o usuwanie wszystkich komentarzy gdzie znajdzie się moje nazwisko. Najwyższy czas zakończyć tę komedię, która wcale nie jest do śmiechu.

  • Daniel

    Hej, Bosman z MW! Poszedłeś w dyrektory, jesteś osobą publiczną, więc pokutuj. Zaprzestań druku swoich poronionych płodów literackich na blogach, przestań pouczać wszystkich dookoła, nie rób z siebie pedagoga, wykładowcę sztuki poetyckiej, nikt się ciebie czepiał nie będzie. Sam wlazłeś na ten blog ze swoimi wierszami i nędzną publicystyką, wołającą o pomstę do nieba. Jakbyś sobie siedział po cichu, robił to, co naprawdę dobrze umiesz, nikt by ci złamanego słowa nie powiedział. Ale chciałeś zajaśnieć przy swoim Mistrzu, Lizakowskim. No to masz.,…
    A czy Państwo wiecie, że poniektórzy uczestnicy Warsztatów i znajomi Lizakowskiego bardzo często zwracają się do do niego par “Mistrzu”? Świat się kończy!
    Kierownikowi tego blogu zwracam uwagę, że dostosowałem się do woli autora prośby do redakcji. Nazwiska pewnego polonijnego literata tutaj nie padło. Zresztą i tak nigdy nie zaistniało w prawdziwym dziennikarstwie czy poezji.
    No i wszyscy odetchnęli z ulgą!

    • Panasiuk

      Czy nie zbyt daleko pan się zapędził-Danielu. Nie ma Pan pojęcia o publicystyce, nędzne jest pana pisanie. Nie bądź pan taki do przodu, bo mogę Pana wyprostować.

  • Ksiądz Stefan F., SI

    To do Ciebie nic nie dociera, mój synu.
    Ale jeszcze Cie dotknie Ręka Boża i Tobą potrząśnie.

    • Panasiuk

      tobą też , za te wpisy

  • Katarzyna, Ph. D.

    A cała awantura z Bosmanem, to Marka Bobera (redaktora) robota. Bo on jest ojciec chrzestny i to on podniósł Bosmana do rangi publicysty i poety z błogosławieństem biskupa polonijnego z diecezji pod wezwaniem Chrystusa Króla.
    Dzięki ich poparciu wypłynął na szerokie wody dziennikarstwa polonijnego.
    Płynie wprawdzie w złym kierunku, ale to nie jego wina ani Bobera, bo mu się
    rozmagnesował mu się kompas. I on o tym nie wie.
    A Lizakowski z zazdrości, zatrwożony siłą przebicia Bosmana, a także o swoje miejsce pierwszego Wieszcza, nie zamierza mu o tym powiedzieć…

    Boberowi zaś wszystko jedno. On i tak nie czyta tego co drukuje.

    • Panasiuk

      Pani doktor nie posiada żadnej wiedzy, przynajmniej w tym zakresie, ale jest zadziorna jak nikt. Napisałem setki felietonów i nigdy mi Pani nie dorówna, ale po co ta zazdrość. Pisałem i pisać będę. Proszę zajrzeć na powyższy wpis p. Prusińskiego (02,21,2015) Krytycy mnie cenią, a Pani nie musi.

      • Olek. Też marynarz, tylko że Handlowy

        Jest to właśnie jeden z objawów upadku dziennikarstwa polskiego, te pana felietony, panie Panasiuk.

      • Grażyna

        A którzy krytycy? Lizakowski? Pani Alinka? Jest Pan butny, pyszny i chorobliwie zarozumiały. Najsmutniejszym jest tutaj fakt, że pisze Pan niezmiernie nieporadnie.

  • Zapracowany

    Panasiuk.
    Nie zawracaj nam d…y!
    My tutaj “dilujemy” z prawdziwymi problemami.
    Koniec tej glupiej korespondencji

    Znajdź sobie inne ofiary dla twoich histerycznych apeli.

  • Od bosmana z Marynarki Handlowej

    Do pewnego bosmana z Marynarki Wojennej:
    poczekaj, grafomanie, poczekaj. Jeszcze przyjdziesz, aby ci po znajomości felietonik zamieścić albo pochlebną recenzyjkę napisać o skrobaniu patykiem, podpowiedz, o co ten durny patyk skrobał i dlaczego?
    A to skrobanie to jednakowoż dwuznaczna asocjacja poetycka. O jakie to skrobanie chodzi? Powiedzcie mi, ludkowie mili? Chyba nie o te grzeszne skrobanie, przez które przyrost naturalny upada.
    Aby zadość uczynić prośbie Bosmana, podaje tylko jego ksywkę, a nie nazwisko. A to wszystko ze względu na post.

    • Bolek (ale nie Wałęsa)

      A nasz bosman to znowu taki dziarski marynarz to nie jest. Prawdziwy marynarz zawsze wraca do rodzinnego portu, do żony i dzieci. Rybacy zaś łowią flądry i mówi się, że w każdym porcie mają fląderkę. A ile nasz bosman ma takich fląder? Trzeba wszcząć śledztwo. To tylko jeden ksiądz na spowiedzi wie. Pytanie, czy bosman się do tego przyznaje, czy nie? Lepiej byłoby dla niego, gdyby łowił wyłącznie flądry koszerne, wtedy nie musi się z nich spowiadać. I nawet do jezuitów go wpuszczą.

      • Panasiuk

        Fantastyczny wpis typowo pasujący do elokwencji naszego prezydenta.

        • Grażyna

          Ma Pan na myśli Komorowskiego czy Obamę?

  • Związek Pisarzy Zaangażowanych

    Związek Pisarzy Zangażowanych Uczuciowo ogłasza konkurs na sztukę teatralną w jednym akcie , na które mają się złożyć cztery odsłony. Tematem sztuki
    “Pożegnanie Lizakowskiego z Emigracją” pod hasłem “Wracam do hal”.
    Schemat sztuki:
    Odsłona I- Pożegnanie u pana prof. Dollara Szwajcarskiego.
    Odsłona II- Pożegnanie w Konsulacie RP przez Konrada Zielińskiego, znawcę poezji.
    Odsłona III.- Lizakowski wysiada z taksówki na O’Hare: “Kurcze, podpieprzyli mi walizki, muszę zostać!”
    Odsłona IV – Uroczyste powitanie Lizakowskiego w Konsulacie RP przez pana K. Zielińskiego. (Drugiego powitania przez prof. Dollara Szwajcarskiego nie będzie, bo się w międzyczasie zdewaluował).
    Nagroda: 2 semestrowy pobyt na Uniwersytecie Wrocławskim, udział opłacony na wykładach prof. mniemanologii stosowanej (uporczywie) znakomitego znawcy przedmiotu, prof. Adama Lizakowskiego, : temat wykładów – “Semantyczne różnice między ogonkiem ą a ogonkiem ę w różnych stadiach rozwoju w kraju i na emigracji”.
    Fundator nagrody przewiduje dla zwycięzcy wysokie kieszonkowe plus różne dodatkowe atrakcje.
    Nagroda Związku Pisarzy Zaangażowanych Uczuciowo została ufundowana przez znaną Fundację M. Kruszewskiej i Ska, powołanej do spraw uporczywego szerzenia mniemanologii stosowanej w kraju i na emigracji.
    Nagroda wolna jest od podatku VAT.
    Trzeba wykazać się czystością rasowa do trzeciego pokolenia.

  • Zygmunt Jan Prusiński

    Zygmunt Jan Prusiński

    EMIGRACYJNA PIEŚŃ W PLEŚNI !

    List do Mirosławy Marii Kruszewskiej

    Pani Mirosławo, korespondowałem z panem Kazimierzem Braunem, jak mieszkałem w Wiedniu. – Chyba on odnalazł mnie i pamiętam jego słowa, żeby Adamowi Lizakowskiemu pomóc. Byłem wówczas trochę zdziwiony, bo gdzie Chicago a gdzie Wiedeń. Myślałem, iż znając osobiście i bywając w domu w San Francisco u Czesława Miłosza, to A. Lizakowski już nie potrzebuje żadnych referencji i innych na siłę pacierzy…

    Byłem zgoła zdziwiony tymi słowami wszak znanego w świecie teatru i literatury K. Brauna. Dziękowałem mu, że w ogóle mnie znalazł w tym tumulcie emigrantów w świecie. Wówczas my, nazywaliśmy się, “Solidarnościową emigracją”. – Gdyby dotarły te słowa do p. Brauna, to serdecznie go pozdrawiam, ale już nie z Wiednia a z Ustki.

    Kilka wierszy Tadeusz Nowak (śp.) moich opublikował, właśnie w warszawskim “Tygodniku Kulturalnym”. Pamiętam, że obok mnie był wiersz Adama Lizakowskiego – (1980). Nie wiedziałem że go korespondencyjnie poznam na emigracji.

    Fakt, dałem wraz z kolegami z Klubu Pisarzy Polskich w Wiedniu – którego byłem założycielem, a faktycznie dokładna nazwa to, Korespondencyjny Klub Pisarzy Polskich “Metafora”, bo chciałem dotrzeć do emigracyjnych literatów, (od Ziemi Ognistej aż do Sybiru i od Nowej Zelandii aż do Alaski) proszę patrzeć na Kulę Ziemską od strony Europy, to jako pomysłodawca “Wiedeńskiej Nagrody Literackiej im. Marka Hłaski”, otrzymał Lizakowski tę Nagrodę za “Złodzieje czereśni”. Zadaniem było nagradzać tomiki wierszy autorów żyjących na Obczyźnie. A szczególnie debiutantów.

    Pani Mirosławo, czy poezja może oszukiwać znawców poezji…? Czy Adam Lizakowskim był takowym literackim hochsztaplerem ? Pamiętam moje lata w szkole podstawowej nr 1 im. Władysława Reymonta przy ul. Karczewskiej 14 w Otwocku – razem uczęszczałem do klasy A wraz z Piotrem Sommerem u szlachetnej i przedwojennej nauczycielki i naszej wychowawczyni, pani Marii Pieczyńskiej, i kiedy przerabialiśmy twórczość Juliusza Słowackiego, powiedziałem wtenczas do wieszcza: Kurde, Juliuszu, ja taki wiersz napiszę, i przyglądając się Jego Słowom w tym wierszu, pisałem “swoje słowa”, aczkolwiek ktoś ze znawców przedmiotu, rozpoznałby zapewne że zapis mój był sztuczny. Poezja takich nie pożąda, to dopiero stwierdziłem po latach. Prawdziwy twórca ma swój teren działania, i chyba i skład słów których używa. Także symbole, jak widziałem to w wierszach Zbigniewa Jerzyny.

    Jeszcze o Marku Hłasce. Kiedy ogłosiłem w roku 1990 Konkurs Literacki na prozę i poezję i zapoznając o “Wiedeńskiej Nagrodzie Literackie im. Marka Hłaski”, to z południowych stron Polski napisał do mnie Marka cioteczny brat, Andrzej Czyżewski – z zawodu architekt. Marka mama i A. Czyżewskiego mama, to były dwie rodzone siostry. Pan Andrzej ogromnie mi dziękował, że taka Nagroda Literacka imieniem jego brata powstała. Wymieniliśmy kilka listów – mam te listy u siebie. Z tego miejsca, pozdrawiam pana Andrzeja Czyżewskiego !

    Mogę dodać, że Marek Hłasko, (pośmiertnie zrobił karierę) właśnie w tych konkursach, bo w I edycji brało udział 882 autorów, a w II edycji aż 1073 autorów !!! To chyba rekord w historii polskich konkursów literackich. Jak pamiętam, chodzi o drugą edycję, to w dziale prozy było około 1200 opowiadań a w dziale poezji było ponad 10 000 wierszy.

    – Co za talent mają Polacy !
    Dobrze powiedział mi w Warszawie wspaniały poeta i kumpel Roman Śliwonik, że w Polsce co drugi to… “poeta”!

    Pozdrawiam wszystkich Czytelników i Poetów także.
    Pani Mirosławo, całuję Pani rączki. Dziękuję za to, że raczy Pani ze mną korespondować na kilku portalach, ale i za to że prowadzimy prywatną korespondencję. Pozdrowienia dla męża i syna.

    Zygmunt Jan Prusiński
    Prezes Stowarzyszenia “Biały Blues Poezji”
    Ustka. 9 Września 2008 r.

  • Zygmunt Jan Prusiński

    List do czytelnika @tissot

    Dzień dobry !

    Panie Tissot, inaczej patrzyłem na to z Wiednia w latach 1990 – 94, a inaczej patrzę na to co piszą o Adamie Lizakowskim Edward Dusza i Mirosława Kruszewska. Mirosława i Edward mieszkają w USA, więc więcej widzą ode mnie i więcej wiedzą niż ja.

    Faktycznie Lizakowskiego tomik wierszy “Złodzieje czereśni”, za który otrzymał tę Wiedeńską Nagrodę Literacką im. Marka Hłaski w pierwszej edycji konkursu był dla mnie ciekawą propozycją na emigracji. Mało tego, to dzięki tym jego wierszom, pierwszy raz napisałem recenzję, i debiutowałem jako krytyk w poważnym periodyku literackim – kwartalnik “Akcent” w Lublinie, (nr. 1 – 1992) pod tym samym tytułem co nadał autor.

    Może, Adam Lizakowski w Chicago się zepsuł jako człowiek i poeta, nie wiem. O przeprowadzce z San Francisco do Chicago pisał do mnie. Nawet tę moją recenzję postarał się o to, że “Dziennik Związkowy” wydrukował także.

    Pozdrawiam –
    Zygmunt Jan Prusiński

    Ustka. 10 Sierpnia 2010 r.
    Wtorek 13:07

    • Katarzyna

      Patrzcie, jak się komuchy razem trzymali. Jeden drugiemu załatwiał recenzje i to w takim kiepskim organie jak “Związkowy”. Teraz już wiemy: w Chicago Wierzewski i Lizakowski, w Wiedniu Prusiński.
      Jakże abstrakcyjne są zdania Prusińskiego: “Lizakowskiego tomik wierszy “Złodzieje czereśni”, za którą otrzymał Wiedeńska Nagrodę Literacką im. Marka Hłaski w pierwszej edycji (?) konkursu był dla mnie ciekawą propozycja (?) na emigracji.”
      Czy więc nagroda Hłaski, którą wydumał Prusiński, miała więcej niż jedną “edycję” i więcej “propozycji”? Tak więc pewnie zgłaszano się do niego z propozycjami kto da więcej. A słyszałem na tym blogu, że Lizakowski był jedynym, który startował w tym konkursie, bowiem startował wszędzie. A za to załatwił Panu Prusińskiemu recenzje w “Związkowym”. Tak wynika z tekstu. Rzeczywiście, niezmiernie poplątane są dzieje wielu sukcesów literackich.

  • Zygmunt Jan Prusiński

    List od Mirosławy Marii Kruszewskiej

    Kochany Panie Zygmuncie,

    Odpowiem Panu szerzej wieczorem. Muszę bowiem skończyć szybko kolejny odcinek cyklu “O masonerii bez ogródek”, który drukuje się aktualnie w „Głosie Polskim” w Toronto. Właśnie mam w pisaniu odcinek nr 23, a będzie ich o wiele więcej, gdyż temat stale się rozrasta. Chyba pokuszę się o książkę.

    Serdeczne dzięki za rozpętanie tak pasjonującej dyskusji. Może wreszcie coś się zacznie wokół literatury emigracyjnej dziać. Szkoda, że rozgrzebujemy ją na przykładzie pół-analfabety i oszusta literackiego, któremu wiersze piszą całkiem inni ludzie, ale to też jest pasjonujące wielce.

    Proszę pamiętać, Lizakowski nie umie pisać ani po polsku, ani po angielsku. Jest to psychicznie chory człowiek, który dla sławy zrobi wszystko. Nawet najgorsze świństwo.

    Jest Pan kolejną ofiarą literackiej mistyfikacji. Proszę tylko spojrzeć. Wszystko jest załatwiane po znajomości, jeden pan drugiemu panu, jedna pani drugiej pani. Tak właśnie działa “system Lizakowskiego”. Jest niezawodny !

    O mojej znajomości z Czesławem Miłoszem i o jego stosunku do Lizakowskiego mówiłam przy innej okazji.

    Mieszkałam w Wiedniu w latach 1983-1988. Jakoś ani ja o Pańskim stowarzyszeniu literackim nigdy nie słyszałam – nawet od p. Zofii Reinbacher, która prowadzi Polnische Buchhandlung, w Wiedniu przy Burggasse 22 – ani Pan o mnie nie usłyszał i nie odnalazł. Byli tam jeszcze na miejscu liczni inni literaci, do których Pan nigdy nie dotarł, choć miał ich Pan pod samym nosem i nie na Alasce.

    O czym to świadczy ?
    Że spostponował Pan nazwisko mojego przyjaciela, Marka Hłaski, dla jakiegoś obrotnego grafomana. Tego Panu historia literatury nie daruje.

    Poza “ochami” i “achami” nad Lizakowskim w obecnej, ogłupiałej kompletnie kulturowo Polsce, następuje zdecydowany odwrót. Okazuje się, że wielu kumotrów wycofało się z klaki, a inni ścigają tego niby – “poetę” za wyłudzone pieniądze oraz inne drobne oszustwa.

    Jak widać, z tymi poetami, to trzeba bardzo ostrożnie.
    I z tymi nagrodami takowoż.
    Bardzo ostrożnie trzeba je rozdawać i jeszcze ostrożniej akceptować.
    Bo można wpaść, jak ta przysłowiowa śliwka w… Pańską nagrodę.

    Ukłony !

    Mirosława Kruszewska
    Seattle, 2008

  • Zygmunt Jan Prusiński

    Odpowiedź:

    ZIARNO W LITERATURZE NA EMIGRACJI. WSPOMNIENIA

    Droga Pani Mirosławo, na początek proponuję książkę napisaną przez Prof. zw. dr hab. Władysława S. Kucharskiego pt. “Polacy i Polonia w rdzennej Austrii w XIX i XX wieku”, Lublin – Wiedeń 1994.

    Otóż z dniem 7 Lipca 1994 roku wróciłem po 13 latach (na przesiedlenie) do kraju. Fizycznie, autor tej książki nie mógł się ze mną spotkać. Szkoda. Bo z p. Władysławem Kucharskim bym sobie porozmawiał więcej. A tak to napisał w tej książce o mnie, ale to są tylko strzępy. Podejrzewam że te informacje przekazała mu pisarka i felietonistka Barbara Świdersky – z którą się w Wiedniu przez całą emigrację kumplowałem. Mieszka w 2 dzielnicy Wiednia przy Wien Nord.

    Pani Mirosławo, mnie w stolicy Straussa i Falco emigracja polska znała. Byłem zawsze widoczny. I pani Zosia Reinbacher także. Ile to ja razy byłem tam w tej maluteńkiej księgarni na Burggasse 22. Pamiętam, w okresie stanu wojennego w Polsce, więc od razu w 1982 roku przyjechałem z Obozu dla Uchodźców w Traiskirchen odnaleźć tę księgarnię. Pani Mirosławo, proszę mi wierzyć, ja “żyłem” Polską ! A na emigracji nie chciałem być osobą anonimową. Więc moja rola animatora w kulturze i polityce była widoczna. Najpierw środowisko przy kościele na Rennwegu. To ksiądz Edward Lipiec podarował mi kilkadziesiąt książek poukładanych w walizce skórzanej, jak się dowiedział że jestem pisarzem – poetą. Kilka razy pomagałem mu (w służbie dla Pana Boga) ministrować. Historia z krzyżem w kościółku w czasie Drogi Krzyżowej jest warta opisania. Ale to przy okazji. Drugą taką Wyspą była redakcja i środowisko przy tygodniku “Wiadomości Polskie”. Pamiętam te początki., potem rozłam: Solidarność i Solidarność 80. UB-ecja dobrze tam zadziałała. Stefan Detko, redaktor NOW@: nowamedia@interia.pl może poświadczyć. Ba, pamiętam nowo tworzące się Forum Polonia, byłem na pierwszym zebraniu. Chodziło o to, żeby nad wszystkimi stowarzyszeniami w Austrii czuwał “Duch”, ale nie Pański… Wybrany został jako prezes tego Forum, hrabia Ledóchowski. Ja wtedy jako przewodniczący reprezentowałem Korespondencyjny Klub Pisarzy Polskich.

    Nie wiem czy Pani spotkała się z hrabiną Gabrielą Rękowsky z Wiednia. Otóż ta starsza pani, (chyba tak) lubiła moje wiersze. Te mówiące o Polsce. Kilka razy zaprosiła mnie na obiady lub kolacje. Przyjeżdżał po mnie jej osobisty kierowca do “Domu Polskiego” na Saleziannengasse, tuż przy hotelu “Intercontinental”. To tam, przy schodach spotkałem tow. Józefa Cyrankiewicza. – W ogóle się nie zmienił. U grubasów tak jest. Jak wyszedł z czarnej limuzyny przy czerwono-bordowym dywanie, to o mało nie padłem z wrażenia, i tylko tyle mu powiedziałem: Ty jeszcze nie zdechłeś ! Nie odpowiedział były pierwszy kapitalista – komunista w PRL, zaraz po II wojnie światowej. Czy Pani wie, że on miał swoje fabryki w latach 50-tych ? W Polsce Ludowej do socjalistycznego narodu darł mordę: “Wrogiem Socjalizmu w Polsce jest zachodni imperializm”! A kasę przerzucał do Austrii i Szwajcarii.

    Pisze Pani o literatach, że byli. Tak, wiem że byli. Ale jakoś nikt nie utworzył środowiska żeby się integrować. W obozie dla uchodźców był na przykład Marek Łyżwa z Warszawy. I nie spotkałem się z nim, a przecież przy bramie Obozu… kolportowałem prasę emigracyjną: “Wiadomości Polskie” z Wiednia, “Sprzeciw” ze Szwecji, “Orzeł Biały” z Anglii, “Czas Solidarność” z Canady, “Kalendarz Polski” z USA – z Filadelfii, “Listy do Polaków” z Chicago – redaktorem był Czesław Maliszewski. Piosenkarz M. Łyżwa wyemigrował do RPA.

    Pozdrawiam Serdecznie Panią i Rodzinę !

    Zygmunt Jan Prusiński
    Prezes Stowarzyszenia “Biały Blues Poezji”

    Ustka. 10 Września 2008 r.

  • Zygmunt Jan Prusiński

    List do czytelnika @tissot

    Dzień dobry !

    Tak trudno mi o tym pisać. Adama Lizakowskiego znam i z listów i z wierszy. Przecież otrzymałem od niego dwa następne tomiki z Chicago. Pamiętam, że na obwolucie był skopiowany jego Azyl polityczny z Austrii. Ogólnie, w każdej jego książce było kilka wierszy dobrych – byłbym daleki od tego, że ktoś za niego pisał mu wiersze lub też mówić o tym, że Lizakowski był – jest pół-analfabetą. To jakieś nieporozumienie.

    Będącym sam emigrantem, wiersze o życiu emigrantów na obczyźnie były mi bliskie – tak bliskie, jakbym ja sam o tym pisał. Zatem i każdy poeta był – jest mi bliski, który przeszedł tę samotną drogę… Bo kto kocha poetów ? Większość z Rodaków na Zachodzie nie biegła za wierszem a za dolarami.

    A jednak Adam Lizakowski kiedy był w Polsce, postarałem się przez placówki kulturalne dotrzeć do niego, napisał do mnie i podał kontakt pocztowy do Chicago. Był niczym w niebie, że po latach znowu złapał ze mną kontakt. Niestety, kiedy mu cyklicznie przesyłałem artykuły i wiersze – znał przecie redaktorów polonijnych dzienników, więc tak po znajomości będzie przekazywał do druku, to jeszcze na dodatek, zablokował swojego e-maila ! Korespondencje wracały z powrotem.

    No tak się dziękuje za coś, co dzięki mnie otrzymał; Wiedeńską Nagrodę Literacką im. Marka Hłaski, za tomik wierszy “Złodzieje czereśni”.

    Pozdrawiam –
    Zygmunt Jan Prusiński

    Honorowy Przewodniczący
    Korespondencyjny Klub Pisarzy Polskich “Metafora”
    i Polskie Centrum Haiku w Wiedniu

    Obecnie: Prezes Stowarzyszenia Biały Blues Poezji

    Ustka. 11 Sierpnia 2010 r.
    Środa 12:01

    • Olaf

      To, że Lizakowski zablokował swój e-mail broniąc się przed przed natrętnym Prusińskim – rozumiem. To, że przyjął od niego Wiedeńską Nagrodę Literacką im. Marka Hłaski – nie pojmuję. Nie powinien tego zrobić, ośmieszył się na zawsze. Przecież inicjatorem tego przedsięwzięcia, fikcyjnego zresztą, był nawiedzony Prusiński. A tak z ciekawości: ile szylingów wynosiła ta kontrowersyjna nagroda?
      I jak ja wręczono?
      A Lizakowski dalej, wiedząc, że wspomniana nagroda to farsa (macie Państwo do czynienia z fundatorem, widzicie, co reprezentuje), nadal podaje ją w swoich biografiach. Ten facet nie ma wstydu!

      • Username*

        Lizakowski zablokował też swojego maila, bo zatrząsł portkami przed prokuratorem w Polsce i nie odbiera wezwań na przesłuchanie, a w jakiej sprawie, to już bardzo dobrze wie. Lizakowski, komunistyczna gnido i kabotynie, nigdzie nie uciekniesz, tym bardziej pod spódnicę zacnej Pani dr M. R., która wkrótce Cię przejrzy na wylot, oszuście intelektualny i matrymonialny! Chowając ten swój pusty, przeżarty alkoholem łysy łeb z muflonimi rogami, przedłużasz tylko swój żałosny koniec, pajacu! dr Ryszard Mierzejewski – poeta, tłumacz i krytyk literacki

        • Ignacy

          Żenada panie dr, żenada.

  • Zygmunt Jan Prusiński

    BLUES PRUSIŃSKIEGO…

    PRZYGODA, O MOJEJ KSIĄŻCE…Zygmunt Jan Prusiński

    DELIKATNA SPRAWA

    Naprawdę, trzeba mieć szacunek do języka, do słowa żywego – jeśli mówimy o poezji, do gramatyki też z interpunkcjami, jeżeli poeta je używa. Dwa podmioty – które zadbały pieczołowicie o ten stan – to najpierw skład druku książki pod nazwą “Boxpol” i wydawnictwo to “Agora” są chorobą błędów, dosłownie, przewlekła to jest choroba. To niczym piekło intelektualne, iż nie czynią to z powołania rasowi literaci, a… pijacy ! Szereg książek wydanych tam wcześniej, jak i cykliczny już słupski Ślad” Związku Literatów Polskich – jako almanach, jest dziwną prowokacją. To jest bolesne, szczególnie kiedy dotyka pojedynczego autora. A w moim przypadku, to jakaś prowokacja – odważnego – wydawcy.

    Jeśli trzymać się liczby błędów, to zostałem rekordzistą nie tylko w Polsce, ale też i rekordzistą świata w literaturze, w dziale poezji, bo w książce pt. “W krainie żebraków słyszę bluesa” odnotowałem (aż !) 33 błędy !!!

    To jest mój debiut, i od razu kraksa, wręcz katastrofa ! Redaktorem jest Teodor Bartnicki. Nie znam tego nazwiska. Ja przekazałem wiersze Jerzemu Dąbrowie – Janiszewskiemu !

    W moim tomiku wierszy mam pięć ilustracji graficznych autora Piotra Nikela. Artysta powinien się też zdenerwować, bo brak jego danych w książce. Osobiście jestem usatysfakcjonowany tą grafiką, bo idealnie pasują do moich tekstów. Ale to, co uczyniono w całości, woła o pomstę do (Marksa i Engelsa)!

    Mało tego, okładka książki, to autorem tego obrazu jest sam Vincent van Gogh i jego słynny obraz, mężczyzna siedzący na krześle ze spuszczoną głową. Też nie ma nazwiska… Mistrza !

    – Jeżeli nie wie się, kim był Józef Łobodowski i Edward Chudzyński, to proszę nie przekręcać tych nazwisk, na: “Kobodowski” czy “Chudzńiski”! Akurat oni nie byli komunistycznymi poetami, bo pierwszy mieszkał w Madrycie a drugi w Londynie. Józef Łobodowski, żołnierz gen. Władysława Andersa prowadził polskie radio “Madryt”, a Edward Chudzyński, przyjaciel Tomasza Hemara był między innymi redaktorem “Orła Białego”. Obydwaj wspomniani, niestety nie żyją.

    A teraz przykłady brakoróbstwa. Piszę wiersz na emigracji w Wiedniu, uświęcając mój dziesięcioletni pobyt tam w roku 1991, to wydawnictwo zmienia na 1999 – kiedy już mieszkałem w kraju, (dla historii od 10 Lipca 1994 r.)… Chodzi o wiersz “Dzień zamożnych przemyśleń”. Błędy są wyzywające i odbierające cały sens i odbiegające od poszczególnej myśli, zwrotu, bo nie “posag pamięci” a posąg pamięci; nie “czeka” a czekał; nie “wglądało” a wyglądało; nie “żartem mądrości” a żarem mądrości; nie “w milczeniu” a milczenia; nie “powierzchnię” a powierzchnia; nie “względna” a względną; nie “wstęga” a wstęgą; nie “jajowy” a jałowy – i tak dalej. Nie będę zabierał miejsca, iż tam gdzie powinno być ę jest ą – i odwrotnie. Obliczyłem, że gdybym poprawiał te błędy w każdym egzemplarzu pojedynczo, jakże w niesamowitym mozole, to bym musiał poprawić w sumie 4455 błędów ! – Ile godzin na to potrzeba…

    – Jak się cieszyć z takiego debiutu; nawet i o tym zapomniano w książce dopisać. A przecież mało kto wie w kraju, że koresponduję z wieloma ważnymi i wybitnymi przedstawicielami na wszystkich kontynentach świata, z ludźmi kultury, literatury, polityki – choćby z samą królową Elżbietą z Anglii także. W ostatniej do niej korespondencji, poświęciłem jej wiersz, gdzie w nim proszę, “by była królową Polski”… To nie jest śmieszne, królową kocha i ceni cały świat. Zatem pragnąłem przesłać jej moją książeczkę z dedykacją. Ale nie z błędami. Nie rozumiem i nie pojmuję tej rysy; czyżby to był takowy sabotaż literacki ? Jeżeli magistrowie i doktorzy z polonistyki i filozofii czynią tak drastyczne błędy językowe i gramatyczne, to komu zawierzyć w obronie pięknego języka polskiego przy dzisiejszej nowoczesnej technologii ? Widocznie system bis-PRL nie dba o to, bo i po co: “Polacy nie gęsi”… No właśnie wiem o tym, że nie gęsi… a jednak !

    (8 lat temu: Styczeń 2002)

    • Olek. Też marynarz, tylko że Handlowy

      Prusiński, ty jesteś chyba pieprznięty. Przeczytaj sobie swój tekst, durnoto! Zarzucasz ludziom przekręcanie nazwisk, a robisz byki w najbardziej znanych. Hemarowi było Marian, nie Tomasz, nie wiesz o tym? A wcześniej to on się jeszcze inaczej nazywał, a oryginalnie to już zupełnie inaczej. A wielkim redaktorem Orła Białego był Stanisław Zadrożny, ten, którego wymieniasz, był jego następcą. Zadrożny to historia pisma! Edward Chudzyński był dużej klasy dziennikarzem i redaktorem, ale pojawił się w piśmie jako redaktor na swoje nieszczęście w okresie końcowym.
      A co jest tematem twojej korespondencji z Elżbietą II brytyjską? Erotyka w poetyce Lizakowskiego? Może i dobrze dla Ciebie, że niektórzy z ludzi, o których piszesz, już nie żyją, bo by ci dzisiaj zdrowo po łbie dali…

      • Edward Dusza

        Pan Olek, choć Marynarz tylko Handlowy, ma rację. Hemar używał wielu pseudonimów, m.in. Marian Wallenrod, Marian Hemarinetti, Jan Mariański, ale nigdy nie Tomasz. Jego prawdziwe nazwisko brzmiało Marian Hescheles. Był mężem p. Marii Modzelewskiej, aktorki, niezwykle barwnej postaci. Pracowała na emigracji w Polskim Instytucie Naukowym w Nowym Jorku. Jest legendą tamtejszej Polonii. Marian Hemar był w Ameryce, podobnie jak występował ze swym zespołem w Izraelu. O jego twórczości, bardzo różnorodnej, nie trzeba pisać. Jest powszechnie znana. Warto wspomnieć, że był kierowcą-szaleńcem. Byłem jego pasażerem, więc do dziś pamiętam jego nieprawdopodobne wyczyny za kierownicą.
        Edward Eugeniusz Chudzyński, zmarły w 1990 r., był poetą, satyrykiem i dramatopisarzem. Brał udział w Powstaniu Warszawskim, pokolenie Kolumbów, żołnierz II Korpusu. Człowiek legenda, serdeczny brat łata wszystkich pisarzy.
        Stanisław Zadrożny pochodził z Podlasia. Z zawodu prawnik, był prozaikiem, a przede wszystkim człowiekiem radia Żołnierz AK, powstaniec warszawski, członek radiostacji powstańczej Błyskawica,pracownik RWE, potem redaktor “Orła Białego”. Debiutował przed wojną praca “Na gdyńskim szlaku” (u M. Arcta dwa lata przed wybuchem II wojny światowej).
        Wszyscy wyżej wymienieni ludzie weszli do historii Wychodźstwa polskiego i zajmują tam poczesne miejsce. Dobry los sprawił, że miałem szczęście ich poznać, z dwoma stale współpracowałem.
        Piękne to były czasy. I wszystko było na swoim miejsce, każda grobla była wedle stawu…

        • Anonymous

          do historii wychodźtwa wejdzie też Pan Adam Lizakowski – jeden z największych poetów o czym zapewne z nienawiści pan nie wspomniał

          • rymierz

            Znając tego kabotyna od kilku lat osobiście, zauważyłem, że jeśli ktoś wypowiada się o Nim nieprzychylnie czy choćby z dystansem, to Lizakowski albo kwituje to stwierdzeniem, że jest to opinia z zawiści i nienawiści do Niego, albo ten, co Go krytykuje jest chory psychicznie. Powtarza to jak mantrę, bo jest tak mało inteligentny, że nie potrafi wymyślić niczego innego. A ja Go pytam, nie pierwszy raz zresztą, czego można by Mu zazdrościć: 1) braku wykształcenia (Lizakowski ukończył jedynie zasadniczą szkołę górniczą w PRL-u i nigdy nie był w kopalni pod ziemią); 2) braku talentu (cały Jego dorobek twórczy to sterta bezwartościowego literacko badziewia i makulatury, która też się źle sprzedaje, po jakieś 20 gr za kilogram); 3) niechlubnego i odrażającego życiorysu (chodzi o Jego wieloletnią służbę jako kapusia dla PRL-owskiej Służby Bezpieczeństwa, a potem dla amerykańskiego Urzędu Imigracyjnego); 4) braku ogłady i kindersztuby (znany jest jako wyjątkowo grubiański i wulgarny typ, na przykład podpisanemu na forum internetowym imieniem i nazwiskiem jako Zbigniew Stolec krytykowi Jego wiersza odpowiada: “Ty Panie Sraczka…); 5) braku znajomości języków, w tym również polskiego i angielskiego, na poziomie literackim (godnym odnotowania jest fakt, że swoje grafomańskie wierszydła z tomiku “Chicago – miasto wiary” oddał do tłumaczenia na angielski niejakiemu Andrew Pietrzykowi, po trzydziestu kilku latach mieszkania w USA. Kim jest ów Andrew, cholera wie? Na pewno nie jest żadnym znanym poetą czy tłumaczem); 6) braku akceptacji w środowisku literackim, zarówno w Polsce, jak i w USA (pies z kulawą łapą ani nie czyta Jego wypocin niesłusznie nazywanych wierszami, ani tego nie komentuje , nie recenzuje itp, bo nie ma czego); 7) Braku powodzenia u kobiet (najlepszym dowodem jest Jego wieloletni stań rozwodnika po krótkim i nieudanym związku z Lusią, jak również Jego ogłoszenia matrymonialne w polskiej prasie brukowej, jakie od pewnego czasu zamieszcza, czy też uwodzenie sędziwej już, w wieku emerytalnym, Pani dr M. R. – wdowy po znanym reżyserze teatralnym i synu wybitnego poety. Na jednym ze swych spotkań, niesłusznie nazwanym “wykładem”, Lizakowski oświadczył wszem i wobec, że zamierza poślubić Szacowną Damę i po ślubie przyjąć Jej nazwisko po zmarłym mężu, jedno z najbardziej znanych i poważanych nazwisk w w historii polskiej poezji. Tym samym sam potwierdził, że Jego nazwisko rodowe nie jest warte przysłowiowego funta kłaków, skoro będąc już w zaawansowanym wieku przedemerytalnym zamierza je zmienić)). I można by jeszcze mnożyć te liczne wątpliwości, ale mnie samego już to nudzi udowadnianie, jak czystej krwi kretynem i kabotynem jest Adam Lizakowski z Pieszyc/Chicago.

          • Username*

            panie rymierz ale pan ma jadu w sobie. Niech pan porówna swoje wydawnicze dokonania oraz nagrody z dokonaniami i nagrodami przyznanymi Panu Adamowi Lizakowskiemu i wtedy niech się pan wypowie. Niech pan odpowie jak reaguje na krytykę swoich wypocin, niech pan napisze o swoich związkach z kobietami – chyba jest o czym. Wszak to według pana ocena talentu pisarskiego. Co z tego że pokończył pan szkoły a obraża pan ludzi jak najzwyklejszy plebejusz. Do tego nie ma pan talentu pisarskiego a używanie terminu “stojący konar” weszło już na stałe do dowcipów w środowisku poetyckim. Zarzuca pan Panu Lizakowskiemu brak wykształcenia ale On pracuje i zarabia na życie i jakoś nikogo nie okrada i nie oszukuje. Dokąd pan zmierza z ta nienawiścią? Obetrzyj pan ślinę z ust i merytorycznie zaatakuj Pana Lizakowskiego. Nie wystarczy napisać że Jego twórczość to badziewie , osoba ponoć wykształcona powinna używać konkretnych zarzutów. Pytam : na jakiej podstawie ocenia pan twórczość literacką Pana Adama Lizakowskiego? Czy na takiej że kiedyś pan nosił przy sobie tomik poezji Pana Adama ( są świadkowie w Pieszycach) wszędzie go zachwalając? Czy to wtedy zrodził się w panu pomysł : będę poetą skoro Lizakowski nim jest?

          • daniel

            Nie. Nie wejdzie. Adam Lizakowski i jego twórczość minie jak każda burza w szklance wody. Pozostanie jedynie w anegdocie. To ostatnie na pewno.

  • Zygmunt Jan Prusiński

    Jerzy Izdebski

    BLUES PRUSIŃSKIEGO

    {Moja opinia o dziadostwie słupskim}

    Zbiór wierszy Zygmunta Jana Prusińskiego wydany w grudniu 2001 roku przez Związek Literatów Polski, oddział słupski jest świadectwem brakoróbstwa, pogardy dla czytelników i samego autora. W kategoriach jakości wydania, tomik Prusińskiego przedstawia katastrofę. To jest ta sama jakość, którzy doświadczają lokatorzy większości budynków i chodników w Słupsku, rządzonym przez prymusów PZPR/SLD. Taki stosunek do własności społecznej mogą tylko oni zaprezentować, i czynią to także inwestując społeczne pieniądze w wydanie tomiku poezji.

    Zastałem autora w ostatnim dniu grudnia 2001 poprawiającego tipexem i piórem błędy interpunkcyjne, stylistyczne i ortograficzne, w każdym jednym egzemplarzu swojego zbioru wierszy.

    ” – Jurek, zobacz, ci ludzie wszyscy z wyższym wykształceniem, nie umieją korekty zrobić ! Gdy zaproponowałem przed drukiem tej książeczki, że sam dokonam korekty, nie zgodzili się, bo szkoły nie mam. – Popatrz ! Oni przekręcili nazwiska Łobodowskiego, Chudzyńskiego ! Oni nie znają mistrzów pióra z emigracji… i to wielkich mistrzów”.

    A ja na to: ” – Czy ty widziałeś na Zachodzie książkę z tzw., erratą, tak jak to się widywało w PRL-u”?

    ” – Nie” – odpowiedział Zygmunt.

    Ustaliliśmy, że ani on ani ja nigdy nie mieliśmy w rękach zachodniej książki z doklejoną listą błędów. Tam ludzie korektę robią przed drukiem, tutaj nawet po wydrukowaniu jej nie robią. Autor sam musi sobie to zrobić przy świątecznym cieście.

    W przedmowie czytam: “…jest gościnny w rozdawaniu wierszy, szczególnie kobietom” i myślę: nie jestem gościnny w chwaleniu brakoróbstwa postkomunistycznego. Dlaczego ? A no dlatego, że znam PZPR-ską przeszłość towarzysza Jana Ryszarda Kurylczyka, obecnego Wojewody, prymusa SLD, ex-szefa słupskich literatów i bronię interesu Zygmunta – autora tomiku “W krainie żebraków słyszę bluesa”.

    Nigdy nie rozumiałem roli “redaktora naczelnego”. Sama nazwa budziła we mnie odrazę. Przecież to Prusiński napisał tę książkę – a ona nie jest encyklopedią, ani słownikiem, ani książką telefoniczną. Nie wiadomo, kto napisał przedmowę, bo nie jest podpisana. Natomiast na samej górze drugiej strony książki, czytam: “Redaktor Naczelny: Teodor Bartnicki”. Pytam się Zygmunta, czy zna tego Teodora, a on odpowiada, że nigdy go na oczy nie widział, ale zna człowieka, który posiadając inne imię i inne nazwisko od urodzenia, twierdzi że jest Teodorem Bartnickim…

    I dalej mówi Prusiński: “Widzisz… tylko siedem z piędziesięciu pięciu wierszy odczytanych w twoich audycjach Radia City w Słupsku wydrukowali, chociaż wybrałem do tomiku piętnaście. Nie zgodzili się nazwać jednego z rozdziałów, w oryginale: “Wiersze czytane w Radiu City”. Woleli: “Wiersze głoszone na fali radiowego eteru”.

    – Boją się tej nazwy wymawiać… mówię do Zygmunta. Boją się też występować pod swoimi nazwiskami. Drukują się, jako Redaktorzy Naczelni, a w rzeczywistości są edytorami, a raczej cenzorami, bo nie pozwalają ci korzystać z twojego prawa do ekspresji. Na dodatek w jednym tomiku puszczają 33 błędy ! Nie dawaj im już nic do publikowania. Pisz wiersze o wolności, będziesz je czytać w radiu, ten czas nadejdzie. Radio jest lepsze… nie słychać błędów ! A jak masz wydać coś nowego, to zrób to sam, bez pomocy Teodora za społeczne pieniądze, bo on zmarnował społeczny fundusz na kulturę, literaturę polską. Będziesz miał wtedy prawo do uzyskania jakości i prawo do zwrotu całego nakładu, jeśli nie będziesz zadowolony. A teraz, będziesz sądzić Teodora Bartnickiego ? Przecież on nie istnieje, a społeczne pieniądze zapłacone za druk ? Kto się o nie upomni ?

    – Brakuje w zbiorze wierszy Prusińskiego nazwiska autora rysunków i autora okładki. Są one z pewnością chronione prawem autorskim, ale chyba nie są chronione tajemnicą ! Zastanawiam się, czy Społeczna Oficyna Wydawnicza Autorów Agora w Słupsku kupiła prawa do tych rysunków. Czytam niżej: “Copyright by Zygmunt Jan Prusiński”. To też nie ma sensu, bo książeczka wydana jest po polsku na rynek polski, i można było napisać: Prawa autorskie posiada autor. Widziałem wcześniej książkę towarzysza Jana Ryszarda Kurylczyka (Wojewody SLD) i… oczywiście wydrukował sobie: Copyright by… Nie pamiętam, czy Teodor maczał w tym… pióro.

    Najlepsze wiersze Prusińskiego, nadane przez Radio City nie znalazły się w jego tomiku poezji. A moim wyrobionym zdaniem, były doskonałe; prawdziwe, nadające historyczne znaczenie, bo jest w tych wierszach prawda – nie tylko o czasie, ale i wybranych ludziach, którzy poprzez to że mają władzę w Słupsku, niszczą to niegdyś jedno z piękniejszych miast w kraju. I o tym było w tych wierszach.

    Uważam, że autor bez względu na opinię Teodora powinien każdy tomik ostemplować po angielsku: Censorship by PZPR/SLD, i to wielkimi literami i najczerwieńszym tuszem !

    Jerzy Izdebski

    Styczeń 2002

    __________________Spisane w dniu 3 Stycznia 2010 r.____

    • SZPERACZ

      Bo ksiazki wydaje sie w wydawnictwach renomowanych, a nie w komunistycznych i partyjnych piwnicach.
      I znow Prusinski wyszedl na wariata.
      Ha ha.

  • Wiktor

    Jak dobrze rozumiem intencją dyskusji nie jest ocena twórczosci pana Prusińskiego. To ciekawy przypadek, podobnie jak Panasiuk, zamulania dyskusji opiniami oderwanymi od tematu. Panu Prusińskiemu przypomną, że psychiatrzy bardzo czesto dostają bzika…

  • jur

    W przyszłym roku należy doprowadzić do tego, aby Prusiński czytal swoje wiersze podczas gali Oscarowej. Potem wiersz przeczytają Łańko i Pogorzelski, to przy rozdawaniu Oscara za efekty specjalne…

  • Katarzyna

    Komentuj…

  • Katarzyna

    Obawiam się, że to jakaś plaga! Lizakowski, potem pewien pan Marynarz, jednak literat, teraz Prusiński. Nie wiadomo już, o co chodzi, bo miało być o Lizakowskim i jego powrocie z emigracji i wykładach na Uniwersytecie Wrocławskim…. Z wpisów Marynarza można było jeszcze coś niecoś zrozumieć po dłuższych analizach tekstu, ale z Panasiukiem nie wiadomo. Najwyraźniej rąbnięty, a ponoć psychiatra!

  • Profesor

    A PANI MIROSŁAWA KRUSZEWSKA WŁAśNIE WYDAŁA KSIążKę – OPASŁE TOMISKO 500 STRON – “POLACY W AMERYCE” I NIE NARZEKA. JUZ Ją SPRZEDAJE NA AMAZONIE a $ 56.95 ZA EGZEMPLARZ.
    Podaję LINK:

    http://www.amazon.com/Polacy-Ameryce-Polish-Miroslawa-Kruszewska/dp/0983728380/ref=sr_1_1?s=books&ie=UTF8&qid=1424444502&sr=1-1&keywords=Miroslawa+Kruszewska+%22Polacy+w+Ameryce%22

  • Ksiądz Stefan F., SI

    A teraz mamy na blogu już trzech paranoików – Lizakowskiego, Panasiuka i Prusińskiego.

  • Ksiądz Stefan F., SI

    Pani Mirze Kruszewskiej gratuluję wspaniałej książki!
    Już zamówiłem.
    500 stron o dziejach Polaków w Ameryce, to dzieło wiekopomne.
    Uczcie się koziołki-matołki od pani Miry.

  • Katarzyna

    A ja zamówiłam wczoraj. Wprawdzie dostane książkę dopiero za pięć dni, bo tak długo trwa doręczenie, ale na Amazonie widziałam tę fotografię tej publikacji, wcale nie obawiam się nazwać jej historyczną. Piękna okładka, prawie 500 stron. Jeżeli w treści będzie taka, jak artykuły pani Mirosławy w “Gwieździe Polarnej”, to jestem świecie przekonana, iż jest to najważniejsza praca na Polonii w ostatnich dekadach. Gratulacje!
    No i co na to Warsztaty Poetyckie u Jezuitów? Czy Pani Alina będzie promować tę pracę? A Profesor ma rację, ja za moje zamówienie zapłaciłam ponad $60, bo, nie wiem dlaczego, doliczono mi podatek od sprzedaży. Biednemu zawsze wiatr w oczy. Ale kultura, zwłaszcza ta dobra, kosztuje! Ciekawe, czy Marynarz i Wieszcz Pieszycki zamówią tę książkę? Marynarz na prawdopodobnie będzie oczekiwał na egzemplarz recenzyjny, no bo on publicysta. Ja, sierota i wdowa, nie.

  • Olek

    Kazałem mojej starej natychmiast zamówić tę książkę. Jeżeli napisana jest z taka ikrą, jak wpisy p. Kruszewskiej na tym portalu, to warto. A na pewno będzie coś o interesujących nas wszystkich sprawach!
    Brawo, Pani Mirosławo! Gratulacje. I to szczere, bo nie od “lyterata”. Jak by Pani była tu na miejscu, to byśmy osuszyli jakąś przyzwoitą butelczynę! Na mój koszt! (Co prawda, lepiej, żeby moja ślubna o tym nie wiedziała!)

    • Username*

      Byłem na Amazon, ale p. Kruszewska zapomniała o swoim doktoracie. Jaka szkoda, że go pominęła.

      About the Author
      MIROSLAWA KRUSZEWSKA (1950), born in Gdansk, Poland, received her M.A. in Polish Philology from the University of Gdansk in 1975. During her study she specialized in editing and theatre. She is a literary critic, essayist, reporter and political writer. When in Poland she was very much involved in activities of literary and theatrical circles of the Wybrzeze region. She was also a literary and theatrical critic for various newspapers and magazines in Poland. Kruszewska emigrated from Poland in 1981. She published in the best Polish newspapers and magazines in the United States, Canada and Australia. Her works concerning the first Polish settlers in America were the first attempt to establish some order in the research of the chronicles of the first Polish immigrants in the U.S.A. In 1991 Kruszewska received several awards for documentary writings relating to the assimilation of Polish immigrants. Kruszewska’s publishing company Oficyna Poetów i Prozaików (Poets’ and Authors’ Press) is credited for releasing books of Polish writers abroad. Miroslawa Kruszewska is a member of the Union of Polish Writers Abroad. She lives in Seattle, Washington, with her husband and two sons.

      • MIROSŁAWA KRUSZEWSKA

        Doktorat jest wspomniany w życiorysie Kruszewskiej w środku książki. Jest nawet nazwisko promotora.
        Jest Pan nieuważny.
        I złośliwy.

        • MIROSŁAWA KRUSZEWSKA

          Proszę bardzo jest:
          Nota o Autorce
          ______________________
          MIROSŁAWA KRUSZEWSKA – ur. 4 kwietnia 1950 roku, w Gdańsku, jest absolwentką filologii polskiej Uniwersytetu Gdańskiego (1975), ze specjalizacją edytorską i teatrologiczną. Zajmuje się krytyką literacką, felietonistyką, reportażem, publicystyką interwencyjną, pisze wiersze. W Polsce, związana ze środowiskiem teatralnym i literackim Wybrzeża, debiutuje audycją poetycką na antenie Polskiego Radia Gdańsk (1977). Po studiach, pracuje w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej w Gdańsku, następnie w Muzeum Narodowym, jednocześnie współpracując, jako krytyk teatralny i literacki, z gdańskim tygodnikiem „Czas”, „Dziennikiem Bałtyckim”, Gdańskim Almanachem Środowisk Twórczych „Punkt”, jak również z katolicką prasą warszawską. W roku 1978, wydaje zapomniany poemat Stanisława Przybyszewskiego „Nad morzem”, opatrując go słowem wstępnym i przygotowując do druku w Wydawnictwie Morskim (Gdańsk).
          Na emigracji od września 1981 roku. Studia doktoranckie odbywa w Chicago pod kierunkiem prof. Michała Bidy; jest też konsultantem prof. Pauline H. Isaacson, dyrektora International Exchange Students Program na University of Wisconsin. Zaraz po opuszczeniu Polski, publikuje krótko w londyńskim „Dzienniku Polskim”. Następnie, w czołowych pismach polskich w USA – „Gwiazda Polarna”, „Nowy Dziennik”, „Dziennik Chicagowski” i „Nowojorski”, „Dziennik Związkowy”, „Relax”, „Nowe Życie”, „My”, „Miesięcznik Franciszkański” i in.; w Kanadzie – „High Park”, „Głos Polski”, „Echo”, „Pielgrzym”, „Gazeta”; we Francji – „Kultura”, „Zeszyty Historyczne”, „Notre Famille”, w Australii – „Tygodnik Polski”.
          Pisała wiele i pod licznymi pseudonimami. Felietony podpisywała: Koszałek, Marycha, Balbina; publicystykę – ks. Bogusław Malinowski, Peter Zawada; krytykę literacką – Mikołaj Jarociński, Anastazja Jaworska. Wiele artykułów ukazywało się jedynie pod inicjałami „mk” lub „mb” lub bezimiennie. Publikacje Kruszewskiej z lat 1980-96, poświęcone początkom osadnictwa polskiego w Ameryce, były pierwszą próbą spopularyzowania badań nad historią wychodźstwa polskiego w USA.
          Jej dwujęzyczny zbiór wierszy (pol.-ang.) pt. „W pułapce wolności”, opublikowany, w roku 1987, przez Andre R. Poray Book Publishing, New York462
          | Mirosława Kruszewska – POLACY W AMERYCE
          -Chicago, przeznaczono dla odbiorcy krajowego. Dzięki staraniom ks. Zdzisława Peszkowskiego oraz ks. dr. Romana Nira (wspierających akcje POMOSTU ze Środkowego Wisconsin), nakład pierwszego wydania został w całości przekazany do Polski wraz z publikacjami innych twórców emigracyjnych – Zbigniewa Chałki, Edwarda Duszy, Ludwiki Czerskiej, Stefanii Korneckiej, Józefa Mackiewicza, Wacława Iwaniuka. Tom ten otrzymał m. in. Amerykańską Nagrodę Literacką im. Józefa Mackiewicza (1988), ufundowaną przez Mariana Święcickiego, w ramach nagród literackich, przyznawanych przez Towarzystwo Krzewienia Nadziei Oddział Wisconsin. Krajowa nagroda Józefa Mackiewicza jeszcze wówczas nie istniała.
          W 1991 roku, otrzymała ona nagrodę The Maria Dusza Memorial Fund za publicystykę dokumentalno-interwencyjną o tematyce emigracyjnej. W roku 2011, uhonorowana została przez Weteranów Armii Polskiej w Ameryce prestiżowym odznaczeniem – Medalem Ignacego J. Paderewskiego – za publicystykę w służbie narodu.
          Jej wydawnictwo literackie, Oficyna Poetów i Prozaików (OPiP), istniejące od roku 1988, ma na swoim koncie bibliofilskie wydania takich pozycji, jak „Wybór poezji” ks. prof. Janusza Artura Ihnatowicza czy maryjne „Kazania wakacyjne” ks. Stanisława Kowalskiego.
          Mirosława Kruszewska jest członkiem londyńskiego Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie (Union of Polish Writers Abroad). Obecnie, współpracuje z „Gwiazdą Polarną”, „Kurierem Chicago”. Okazjonalnie, publikuje w kanadyjskiej „Gazecie” (Toronto). Uczestniczy w licznych polemikach literackich. Na celowniku jej bezlitosnego pióra znajdują się zawsze pseudoliteraci ze słabą znajomością języka polskiego, specjalizujący się w literaturze eksperymentalnej, bezmyślnie manipulującej słowem, wulgaryzującej i nijakiej. Nic tak nie wyprowadza jej z równowagi, jak niechlujstwo językowe i brak szacunku dla słowa pisanego.
          Mieszka z mężem, Bogusławem, oraz synami – Mieszkiem i Konradem, w Seattle, w stanie Waszyngton.
          ——————
          ********
          Na Amazonie jest wersja z okładki. Na okładce tyle by się nie zmieściło.
          Oczywiście, Lizakowski zamieścił by wszystko i nawet kwity z pralni.
          Sęk w tym, że Kruszewska nie jest Lizakowskim.

      • MIROSŁAWA KRUSZEWSKA

        A co to ja Lizakowski jestem, zeby wymieniać wszędzie swoje tytuły i kwity z pralni?

  • Olek po raz wtóry

    Panie Posterunkowy Andrzeju! Wypieprz Pan z blogu te brednie Prusińskiego. Po cholerę komu chwalidupstwo tego nawiedzionego faceta. A tak jak on pisze, to ja bym też napisał, może lepiej, zwłaszcza po kilku kielonkach, kiedy to człowiek mocnieje intelektualnie!

  • Anonymous

    Komentuj…

  • Rynio Pieszycki

    Do historii wychodźtwa przejdzie także Pan Adam Lizakowski – jeden z największych poetów

    • Username*

      Wywołany już parokrotnie do tablicy poprawię niby-moją wypowiedź: “Do historii wychodźctwa przejdzie także Pan Adam Lizakowski – Nikodem Dyzma polskiej poezji, Największy Kabotyn Ziemi Dzierżoniowskiej, hochsztapler i oszust intelektualny, absolwent zasadniczej szkoły górniczej i niczego więcej, udający licencjata studiów amerykańskich”.

      Lizakowski, komunistyczna gnido, który przez z górą trzydzieści lat inwigilowałeś i donosiłeś na Polaków w Ameryce, najpierw dla
      PRL-owskiej Służby Bezpieczeństwa a potem dla amerykańskiego Urzędu Imigracyjnego, czekam na Ciebie wraz z prokuratorem. Wracaj do kraju ojczystego, który splugawiłeś!

      dr Ryszard Mierzejewski, też pisze wiersze

      • Tolek

        Gratuluję “kultury”

      • Krzysztof

        powyższa wypowiedź oznacza się brakiem kultury i zerem merytoryczności

        • Adam Pieniążek

          za to pańskie wypowiedzi są szczytem “merytoryczności”.

  • MIROSŁAWA KRUSZEWSKA

    No, nareszcie! Panie Ryszardzie, odezwał się Pan!
    Prosimy o wszechstronny udział w dyskusji.
    !!!!!!!!

    • Krzysztof

      widać pasuje to Pani do układanki.

      • Krzysztof

        Widać pasuje do zawistnej układanki. Nieprawdaż?

        • Adam Pieniążek

          O, z tą panią to niech pan nie zaczyna, panie Zawistny.

      • Anna ale nie Jagiellonka

        Krzysztofie, jesteś nudny i jak Lizakowski nieporadny w piśmie.

  • Katarzyna, Ph. D.

    No, to Lizakowski powinien jako pierwszy kupić tę książkę Kruszewskiej!
    Ma tam dużo do przeczytania o sobie.
    Sama naga prawda o nim.
    Ha ha

  • Bolek (ale nie Walesa)

    Książka Kruszewskiej na zawsze utwierdzi pozycję wieszcza z Pieszyc na rynku światowym! A to się Lizakowski ucieszy! Co za prezent od Kruszewskiej na pożegnanie Chicago! Tyle anegdot o nim, o jego życiu prywatnym,
    o “tfórczosci”, o ekstazach i orgazmach, jakie ona wywołuje wśród czytelników, słowem, nikt tak pięknie i z realizmem go nie potraktował. Prawdziwy profil dla potomnych. I pomyśleć: sama Kruszewska! Ma chłop szczęście. Co prawda on tej książki nie kupi, bo za droga, prawie pół stówki (trudno, dobra literatura kosztuje!), ale pewnie pani Alina zrobi zrzutkę wśród uczestników Warsztatów i kupią mu w prezencie, albo jakiś inny klakier mu zafunduje.

  • Bolek (już mówiłem, że nie Wałęsa)

    Trzeba by na pożegnanie obdarować Wieszcza jakiś wyróżnieniem. Proponuję Nagrodę Literacką Metafizycznego Obiegu im. Edwarda Duszy. Należy mu się, przecież on tego poetę ukatrupił przed chyba 15 laty. W jury mogą zasiąść poeci tej klasy co (alfabetycznie, żeby nie było nieporozumień): Burzawa, Bielobradek , Kruszewska. Prusiński nie da za wygraną i wymyśli coś jeszcze, bo on nigdy nie ustępuje z placu, taki uparty facet. Pomoże mu na pewno Konrad Zieliński, grzeczny i uczynny człowiek, poczciwina. No i w końcu Lizakowski wreszcie dojedzie do narzeczonej we Wrocławiu… I nareszcie zacznie wykładać…
    Obojętnie: parkiety, czy kafelki w sraczyku, byle już pojechał.

  • Seneka

    Witamy na tym portalu dr. Ryszarda Mierzejewskiego. Jakże dobrze, że jest wśród nas. Zna on Pieszyce, dorastanie i młodość chicagowskiego “Mistrza” Adama. Mamy okazję dowiedzieć się od Pana Doktora o wielu sprawach – z pierwszej ręki.
    Ja pozwolę sobie na jedno pytanie: Panie Doktorze! Jak pogodzić legitymację Związku Młodzieży Socjalistycznej z z dokumentem azylowca? Dlaczego Lizakowski ten ostatni uwiecznił na okładce swego tomiku, a o legitymacji ZMS jakby przezornie zapomniał? Czyżby wizja nadchodzącej wolnej Polski tak przeraziła aktywistę ZMS, że uciekł przed nią przez Austrię do Ameryki?

    • Krzysztof

      Z autorytetem trafił Pan jak kulą w płot a może w samego siebie na życzenie własne. Doprawdy Nerona nie trzeba (czytaj także autorytetu)

      • Adam Pieniążek

        Lizakowski, nie kompromituj się błaźnie.

  • Jarun

    Dlaczego zawsze za mną coś powtarzacie wy durnowate łyki. Napisałem kmioty i wam intelektualnym obwiesiom tak to się spodobało, że teraz w prawie każdym komentarzu wyzywacie się od kmiotów. Mniejsza z tym. Słuchajcie imperialistyczne pachołki -kto to jest ten Lizakowski? I dlaczego Mania Kruszewska daje się na niego jak parszywiec w łaźni ? A Ty Władek to coś za bardzo jesteś wrażliwy! Olej tych cymbałów i zazdrośników 🙂

  • rymierz

    Jak widać, Lizakowski dobudził się po ostatniej balandze i zaczyna swój “twórczy” dzień od wypisywania nudnych jak Jego poema i flaki z olejem banałów, jakim to wielkim i znamienitym poetą jest! Podobnie, każdy, kto potrafi czytać, może się szybko przekonać, jakim wielkim i znamienitym grafomanem, mitomanem i kabotynem jest Adam Lizakowski. W jednym ze swych ostatnich “dzieł” tako rzecze grafoman-Lizakowski:

    “Lubię patrzeć na tkalnie, te trójkątne błękity
    dachów, pod którymi stoją kobiety
    poruszające swym rękami jak pająk.”

    (“Tkalnia”, w: A. Lizakowski: Bielawa. Randka Trzech Sylab, Bielawa 2014)

    Doprawdy nie wiem, jak pająk porusza swymi rękami i jak zapijaczony Lizakowski w delirium tremens płodzi swoje gnioty, niesłusznie nazywane przez Niego “wierszami”?

    • muzyk

      Ryszardzie przestań sie błaźnić

      • JOLA PUSZYNSKA

        No tak.
        Bo to piękna poezyja jest.
        I tylko do niej muzykę pisać.
        To “Muzyk” zabierz się do roboty.
        Tę poezyję puścimy w konsulacie w Chicago.
        Albo jeszcze lepiej – w Radyju Maryja.

    • Username*

      Pani doktor Kruszewska przez skromność nie podaje swojego tytułu doktorskiego, bo faktycznie nie ma czym się chwalić. Profesor Edward Dusza, też przez skromność wszystkiego nie mówi o swoich pracach naukowych na wielu uczelniach. Jaka szkoda. Jak strata dla nas wszystkich.

      • Koleżanka ze sklepu miesnego

        Bolą cię, Lizakowski, sukcesy innych, oj bolą. A Modrzejewski jest lepszy od niebie. Nie można nawet zestawiać jego utworów z twoimi idiotyzmami, gnojem, nawozem,fekaliami. Przypominam, że Kruszewska podaje swój tytuł doktorski, a Dusza był w International Program Uniwersytetu Wisconsin. Tego nie możesz przeżyć. Jak będziesz mówił przynajmniej jednym językiem poprawnie, to może dostaniesz funkcję woźnego gdzieś na zapleczu Uniwersytetu Wrocławskiego! A o Duszę archiwistę dr. Romana Nira. On katalogował archiwum Edwarda Duszy, podobnie jak Kruszewskiej. Wiele Ci powie. Sumuję: Modrzejewskiemu niegodzien jesteś zawiązać sznurowadeł u butów. To poeta prawdziwy, a nie Dyzma jak ty.

        m

      • JOLA PUSZYNSKA

        A z jakiej racji ludzie mają się przed panem legitymować?
        Co pan kontrolerem dyplomów jest panie Username, który nawet nie podpisujesz się własnym nazwiskiem?
        Oj, Panasiuk, Panasiuk…
        A może Lizakowski, zwany kiedyś po prostu Lizakiem?

        • Panasiuk

          Pani Jolu, chyba już wszystko sobie wyjaśniliśmy. Nie mam zamiaru nikogo kontrolować, to Pani usiłuje zostać detektywem. Nikomu nie zazdroszczę tytułów, ani sławy. Pozdrawiam.

  • Katarzyna

    Jarun, ale z ciebie gnój. W młodości nie trzymałeś rak na kołdrze, stąd dzisiaj to twoje zachwianie umysłowe.

  • TU MOWI PORTAL PIESZYCE

    Tak piszą o Lizakowskim na polskich portalach ludzie, którzy go lepiej znają niż my, łyki chicagowskie:
    *
    Lizakowski Adamie, największy kabotynie i grafomanie Ziemi Dzierżoniowskiej i Chicagowskiej. Byłem na Twoim “wykładzie”, na którym się pięknie wyłożyłeś, co nie było dla większości zgromadzonych żadnym zaskoczeniem, znając Twoje zdolności, wiadomości i “kompetencyje” literackie. Jakoś zabrakło Ci wtedy wigoru i słów, aby polemizować face to face, boś przecie cienki Bolek i znasz się na poezji jak kura na pieprzu. Dobrze, że Cię nowa narzeczona broniła i tuszowała Twoją żenującą indolencję, bo byś miał już mokre portki ze strachu! Jeśli chcesz, abym dodał jakieś moje “wstydliwe”, Twoim zdaniem sprawy, to dodam:
    1) Wstydzę się bardzo, że w odróżnieniu od Ciebie, Lizakowski, zdałem maturę.
    2) Wstydzę się, że ukończyłem studia z wynikiem bardzo dobrym i zaproponowano mi pracę naukowo-dydaktyczną na uczelni.
    3) Okropnie się wstydzę, że obroniłem pracę doktorską o czym nie mogę z Tobą podyskutować, bo Ty zatrzymałeś się w swoim rozwoju ontogenetycznym (określenie “umysłowym” byłoby nadużyciem semantycznym) na poziomie 4 klasy podstawówki z czasów PRL.
    4) Wstydzę się, że przepracowałem przeszło 30 lat w szkolnictwie od stanowiska dyrektora szkoły podstawowej i liceum ogólnokształcącego, przez stanowiska dyrektorów szkół policealnych, konsultanta ds. kadry kierowniczej w oświacie i adiunkta na wyższych uczelniach.
    5) Wstydzę, że w odróżnieniu od Ciebie znam biegle języki obce i tłumaczę poezję z 5 języków: angielskiego, francuskiego, szwedzkiego, norweskiego i rosyjskiego.
    6) Najbardziej jednak wstydzę się i żałuję, że Ciebie poznałem, Lizakowski, nadęty bufonie, buraku i Nikodemie Dyzmo polskiej poezji! Oszuście, wciskającym od 30 lat do czytania i kupowania swoje gnioty, które bezczelnie nazywasz “poezją”.

  • rymierz

    W odpowiedzi Senece: Lizakowski nigdzie nie uciekał. On po prostu w połowie 1981 roku, nieświadomy, co może się w Polsce wydarzyć, wyjechał na zwyczajne saksy do Austrii. Pełnił wówczas “zaszczytną” funkcję przewodniczącego koła Związku Młodzieży Socjalistycznej przy klubie “Prządka” Bielawskich Zakładów Przemysłu Bawełnianego “Bieltex”. Później wymyślił sobie bajeczkę, którą do dzisiaj próbuje wciskać naiwnym i nieświadomym Jego bezczelności, że był tam zatrudniony jako instruktor teatralny. No, chyba, że sam występował w tym “tajemniczym teatrze”, nikomu nieznanym i stroił przed lustrem miny głupola, co mogło Mu nawet dobrze wychodzić z uwagi na poziom umysłowy. W Austrii zastał naszego socjalistycznego aktywistę stan wojenny. Jak sam wyjaśniał kiedyś na swoim wieczorku w dzierżoniowskiej synagodze, “bracia Żydzi Mu pomogli wyemigrować do USA”. Za co i dlaczego Jego “bracia” Mu pomogli? No, na to pytanie nietrudno odpowiedzieć, wiedząc czym trudnił się nasz “poeta” na emigracji przez z górą 30 lat! Najbardziej znani promotorzy Jego “poezji” na początku lat 80-tych, to: prof. Janusz Kryszak TW “Krzysztof” w Polsce i dr Wojciech Wierzejski TW “Tower” w USA. Obaj dokładnie zlustrowani przez IPN i bardzo obaj zaprzyjaźnieni z Adasiem L. Nietrudno się domyślić, dlaczego?

    • prawda

      Spójrz pajacu pieszycki na listę Wildsteina i znajdź tam personalia “Adam Lizakowski”. Nie znajdziesz ich . Za to Twoje personalia figurują tam aż trzykrotnie z literami przed numerem ewidencyjnym a to oznacza że osoba o takich jak twoje personalia była kapusiem lub etatowym bezpieki, komunistycznej bezpieki. Ech Rysiu, rysiu

      • TU MOWI PORTAL PIESZYCE

        Droga/Drogi prawdo. Już się wyłożyłaś.

        Lista Wildsteina nie jest pełna.
        Nie obejmuje agentów szczegolnie cennych i milych SBcji.
        Nie ma tam Lizakowskiego, nie ma Prusa Jerzego z N.Y., nie ma Karkowskich z Nowego Dziennika. I nie ma nieboszczyka Wierzewskiego z organu KPA, który to Wierzewski lansował Liyakowskiego.
        Tych szuka sie w IPN-ie, bo tam są. Matołku.

        • Krzysztof

          ale pieszycki matołku obejmuje funkcjonariuszy (litery przed numerem ewidencyjnym )

          • JOLA PUSZYNSKA

            Tobie już nic nie pomoże

        • Krzysztof

          i jeszcze jedno pieszycki matołku. Jeżeli Jego tam nie ma to może choćby hipotecznie założył byś że nie był tym kim insynuujesz. Weź się w garść i odpuść sobie tą zawiść, która spycha cię na manowce przyzwoitości. Wiem, że to trudne dla ciebie. Pan Adam Lizakowski jest człowiekiem uczciwym, nie okradł i nie oszukał żadnej kobiety i w tej kwestii zajmij się raczej sobą

          • Ksiądz Stefan F., SI

            Jesteś tego pewien?
            Nie chodził, widać Lizakowski do ciebie do spowiedzi, mój synu.
            To znaczy, chciałem powiedzieć “Taki synu”.
            Mało jeszcze w życiu widziałeś.
            Lizakowskiego, to na pewno nie.
            Ale dobrze, że są jeszcze tacz maluczcy na tym świecie, jak ty…

  • Wiktor

    Gwoli historycznej ścisłości, Lista Wildsteina jest jedynie listą zasobów archiwalnych, obejmuje głównie funkcjonariuszy jak i mundurowych oraz niewielką ilość figurantów,a więc osób rozpracowywanych przez SB.

    • Miroslawa Kruszewska

      Tak jest.
      Chodzilo o to, aby zastraszyc, skompromitowac i zmiekczyc.
      Swoich to oni tem nie umieszczali. O nie.

      • Krzysztof

        Proszę podać wiarygodne dowody że On był “swój” ( w sensie agenturalności) a tak te Pani tendencyjne posty nie maja wiarygodności i stawiają Panią w złym świetle

        • Miroslawa Kruszewska

          Panie,
          nie bądź Pan taki easy.
          Popracuj Pan sam. Wysil mózg.
          Będziesz miał większą satysfakcję.
          Złożyć kwerendę do IPN-u może każdy.
          Wystarczy podać imię nazwisko i datę urodzenia osoby, którą się Pan interesuje.

          • Krzysztof

            no to niech Pani złoży. Pani przedstawia o niebo większe “zainteresowanie” osobą Adama Lizakowskiego.

    • Krzysztof

      Właśnie w odniesieniu do funkcjonariuszy ( litery przed numerem ewidencyjnym ) jest wiarygodna

      • Miroslawa Kruszewska

        Nie jest wiarygodna.
        Sam Wildstein to mówi.

        • Krzysztof

          to dlaczego upublicznił listę?

  • Katarzyna

    Powoływanie się na listę Wildsteina jest tutaj chwytem poniżej pasa. Niech Lizakowski otworzy komputer i zobaczy: listę poprzedza uwaga, jak rozumieć te spisy. Jest to przecież także lista pokrzywdzonych, lista tych, którymi interesowano się z takich czy innych względów oraz nazwiska ludzi, którzy na nich donosili czy ich śledziły. Obwinianie kogokolwiek bez gruntownego rozeznania sprawy jest po prostu niewłaściwe, krzywdzące i przed tym akurat IPN ostrzega.

    • Krzysztof

      To na podstawie czego ten osobnik z Pieszyc oskarża Pana Lizakowskiego o współpracę? I pytanie drugie : skoro ten osobnik oskarża to dlaczego nie reaguje Pani lub nie reagują Państwo powyżej? Lista Wildsteina jest kopią dokumentów skąd skopiowanych? Z IPN-u właśnie, a tam osoby o personaliach “Adam Lizakowski nie ma. Ktoś kto go bardzo nie lubi i zazdrości Jemu robi Mu wielką krzywdę

      • Miroslawa Kruszewska

        Lista Wildsteina jest kopią dokumentów z niemieckiej Stasi.
        Stasi zmikrofilmowała dokumenty polskiej Bezpieki, które ta Bezpieka w znacznej ilości spałiła, jak jej się koło pupci gorąco zaczęło robić.
        Nie zna Pan historii swojego kraju, drogi młodzieńcze i powtarza stare kłamstwa. Starym komuchom jest to na rękę.
        A ja mam 65 lat i swoje w życiu na własne oczy widziałam.
        Tak więc, sio!
        Nie kompromituj się.
        Sio!

        • Krzysztof

          Czyli potwierdza Pani prawdziwość dokumentów. Dlaczego więc Pani nie polemizuje z Mierzejewskim? Historię swojego kraju znam i może lepiej od Pani gdyż z Polski nigdy nie wyjeżdżałem na emigrację więc jestem na bieżąco oraz byłem na bieżąco i to czynnie w latach osiemdziesiątych. Oberwałem za to od komuny więc proszę mi nie insynuować niewiedzy. W końcu ma Pani 65 lat i w tym wieku takt powinno się przynajmniej nabyć o ile się go mogło nie mieć.

          • Jan Paweł

            Jesteś na bieżąco i guzik wiesz.
            Ot, rozpacz.

      • Miroslawa Kruszewska

        Oj, nie lubi, nie lubi.
        Niegodziwców, donosicieli i grafomanów na ogół się nie lubi.
        A zazdrości mu czego?
        Bo nie ma czego. Smieszności? Oszukiwania ludzi? Głupoty? Niskiej edukacji? Chamstwa? Paskudnej gęby? Podśmiardywania?
        Daj spokój, Krzysiu!
        Może to ty mu tego zazdrościsz, bo nikt inny nie.

        • Krzysztof

          Nie widzę logiki w ostatnim zdaniu ale to typowe dla ludzi zawistnych. Proszę na przyszłość mówić tylko za siebie bo co to oznacza “nikt inny nie”? Chyba, że to Pani jest autorką wszystkich postów a wtedy istotnie może Pani mówić za tzw. wszystkich

          • Jan Paweł

            Tak.
            Jestem autorką wszystkich postów.
            Twoich też, ubogi umysłowo człowieku

      • rymierz

        Adamie Lizakowski, spamujący teraz pod nickiem “Krzysztof”, ileż to razy Ci radziłem, abyś jako osoba publiczna, we własnym mniemaniu tak bardzo szanowana i godna piedestału, wystąpił do IPN o autolustrację. To jest najszybsza i najbardziej pewna ścieżka prawomocnego zamknięcia sprawy Twojej domniemanej agentury. A Ty wciąż zastawiasz się tą listą Wildsteina i pleciesz bzdury, że ktoś Ci czegoś zazdrości. A czegóż można Ci zazdrościć, Adamie? Wszystkie cechy charakterologiczne, jakie ujawniasz w swoich pożal się Boże internetowych wojenkach mieszczą się w słowach: “Kabotyn/kabotyństwo”. I tego właśnie miałby Ci ktoś zazdrościć, że jesteś Największym Kabotynem Ziemi Dzierżoniowskiej i Chicagowskiej? Jaki koń jest, każdy widzi. I podobnie jest z Twoją twórczością, którą niesłusznie nazywasz “poezją”. – Ten osobnik z Pieszyc

        • Krzysztof

          zazdrościsz Ryszardzie . Twoje posty o tym świadczą

      • Ksiądz Stefan F., SI

        Bo zna go osobiście, matole!

        • Krzysztof

          Pan Lizakowski też zna osobiście tego pana dlatego woli o nim nie pisać

      • JAN

        Ot, i matoł się trafił upierdliwy.

      • Jan Paweł

        Panie, toż ludzie złumaczą panu, jak baranowi jakiemuś, że lista Wildsteina jest kopią archiwów UBeckich. IPN jeszcze wówczas
        nie istniał.

      • Gal mu było

        Paszoł, Lizakowski z Krzysiem na ryby!

  • Magazyn POLONIA o poetach chicagowskich

    Fragment artykułu Ewy Burby
    Magazyn Polonia 2010 (wrzesień-paźdź.) strona 36
    ________________________

    Tytuł artykułu “Spiewać każdy może, a pisać?”
    _________________

    Raz na stulecie pojawiają się talenty, które podobne są do nieoszlifowanych
    kamieni, które (o ironio!) straciłyby na wartości, gdyby je poddano obróbce.
    To są naturszczycy. Tych należy szczególnie chronić od zapomnienia, bo to
    już dinozaury. Myślę o Nikiforze, Papuszy (poetce cygańskiej) i innych, którzy
    żyją wśród nas. Gdybyśmy ich nauczyli na siłę warsztatu, pozbawilibyśmy
    świeżości i naturalności, a to są rzeczy bezcenne.
    Śpiewał kiedyś nasz Jan Kochanowski i choć wzorował się na wielkich przodkach
    łacińskojęzycznych i miał świadomość swego talentu, to wyznawał
    skromnie: „Sobie śpiewam, a muzom”. Skromność i pokora – oto cechy wielkości. Biedne mury, muszą chyba zatykać uszy, kiedy słyszą coś takiego, co ja usłyszałam przez radio (zaproszenie na wieczór autorski poety). Cytuję: „Zmęczony,
    smutny z marzeń wyzuty idę na
    spacer i wkładam buty. Niczego mi nie
    potrzeba. Patrzę do góry, deszcz spada
    z nieba”.

    Koniec cytatu. Nic dodać, nic ująć. Żeby jeszcze tylko trochę talenciku
    spadło z nieba, drogi poeto! Mam nadzieję, że tego „utworu” nie ma w „Antologii”, bo „gdyby te księgi zbłądziły pod strzechy”… to biada nam narodzie poetów prawdziwych.

    ______________

  • Krzysztof

    Przeczytałem wszystkie dotychczasowe posty. W przytłaczającej większości są pełne jadu i nienawiści. Taki polonijny magiel plus jeden maglowy z magla pieszyckiego. Na szczęście od was dzieli mnie ocean a od niego wystarczy jedna ulica.

    • rymierz

      I kto tu pisze o maglu? Sam wielki i najjaśniejszy Adam Krzysztof hr Lizakowski! Agent PRL-owskiej Służby Bezpieczeństwa i amerykańskiego Urzędu Imigracyjnego, wywlekający na światło dzienne sprawy osobiste swoich adwersarzy sprzed 40 lat, donoszący do publicznej wiadomości “sensacje”, ile ktoś miał żon, ile kochanek, ile i komu winien jest pieniędzy, od ilu lat jest bezrobotny i czy w domu, w którym mieszkał była kanalizacja, WC i łazienki! Zapomniałeś, Adasiu, że w Twoim rodzinnym domku na ul. Kościuszki w Pieszycach też nie było kanalizacji, więc nietrudno się domyślić, gdzie dokonywałeś niezbędnych czynności fizjologicznych. Teraz dokonujesz ich na publicznych portalach internetowych, chcąc udowodnić wszem i wobec rzecz karkołomną, że masz rzekomo jakiś talent literacki i jesteś poetą. Zapaskudziłeś już swoimi spamami niejeden portal, wylałeś i nadal wylewasz hektolitry fekalii na głowy tych, którzy mają w tej sprawie odmienne zdanie i jeszcze masz czelność wpychania innych do plotkarskiego magla, jak Ty od lat z niego nie wychodzisz. Podaj mnie do sądu o zniesławienie, tak jak ja to zrobiłem, ale Ty uciekasz, chowasz się pod spódnicę swojej nowej utytułowanej naukowo narzeczonej i nie odbierasz pism procesowych! Grafomanem jesteś, kabotynem i hipokrytą!

      • Krzysztof

        Czy ktoś a szczególnie Pan Adam tu pisał o pańskich sprawach prywatnych? Czy umie pan czytać? To pan na tym portalu cały czas atakuje i obraża Pana Adama Lizakowskiego. Lepiej niech pan zapozna się z poezją Pana Adama to może dotrze do pana co to znaczy dobra poezja panie mierny poeto. Ale dobrze że pan pisze, przynajmniej adepci poezji będą wiedzieć jak nie należy pisać wierszy.

        • Koleżanka ze sklepu miesnego

          Krzysztof! O tym Lizakowskim to piszesz jak o jakimś umiłowanym idolu: “Pan Adam”, “obraża Pana Adama”, niedługo postawi pan przed jego nazwiskiem tytuł hrabiowski. A styl pański jest tak nieporadny, jak grafomana L. z Pieszyc.
          Biedne Pieszyce. Ale ci się dostaje!

      • Krzysztof

        magle to domena specsłużb, nie wiedział pan o tym ? 🙂

        • Gal mu było

          Nie, Lizakowski, nie wiedziałem. Ty zaś wiesz wszystko…

  • rymierz

    A Ty, paranoiku, dalej swoje! Zazdrość, a czego Ci zazdrościć: braku talentu literackiego, wykształcenia, ogłady towarzyskiej, autentycznych (nie wymanipulowanych i załatwianych przy wódzie) sukcesów literackich, fałszywych CV i notek biograficznych, które sam sobie wypisujesz, odrażającego i podłego charakteru, doświadczenia w pracy kapusia, braku powodzenia u kobiet i czego jeszcze?

    • Krzysztof

      zadrościsz Ryszardzie i to bardzo. Twoje posty o tym świadczą.

  • Krzysztof

    i nie trzeba być psychologiem to widać Ryniu jak na dłoni

    • Gal mu było

      Lizakowski, przestań! To zaczyna być szalenie nudne!

  • rymierz

    Lizakowski, choćbyś po 100, 200 razy wpisywał te swoje paranoiczne brednie, nie zmieni to faktu, że byłeś kapusiem, donosiłeś na Polaków przez 30 lat, “poetą” jesteś z namaszczenia esbeków, nie masz ani talentu, ani żadnych autentycznych osiągnięć, jesteś oszustem, skończyłeś tylko zawodówkę, a udajesz licencjata amerykańskich uczelni, nie znasz żadnego języka, a wpisujesz sobie do notek, że jesteś tłumaczem, wpisujesz mnóstwo innych bredni, w które wierzą tylko naiwni idioci, jesteś Nikodemem Dyzmą polskiej poezji, burakiem pospolitym, który najlepiej czuje się w plotkarskim maglu z butelką wódy w tłustej łapie, dawno już Cię zdemaskowali w Stanach, a ja zrobię to w Polsce i nie z powodu jakiejś zawiści, ale w imię uczciwości intelektualnej i prawdy!

    By By, Dyzmo-Lizakowski!

    • Krzysztof

      Niech panocek Rynio nie powołuje się do uczciwości intelektualnej bo to dla panocka Rynia obcy i nieznany teren . Jeżeli pan chce to możemy porozmawiać o uczciwości na polonijnym forum. Mam nadzieje że wspomni pan o Pani Krystynie B. i jak została wyrolowana z pieniędzy przez jakiegoś typa oraz wspomni o impulsach telefonicznych które jakoś dziwnie wyciekły Pani b.b. z telefonu. Widzę że coś z tą uczciwością intelektualną u pana coś nie tak bo inteligent z prawdziwego zdarzenia nie zachowuje się jak prostak nie umiejący ukryć swojej zazdrości i zawiści posiłkując się kłamstwem spreparowanym na potrzeby swoich insynuacji. To co ruszamy temaciki pieniędzy pani Krystyny i impulsów telefonicznych Pani b.b. ? Oczywiście na te temaciki możemy porozmawiać z punktu widzenia etycznego oczywiście teoretycznie ( widzę że w temacie etyki jest pan specjalistą) i nie sugeruję konkretnego sprawcy.

      • Krzysztof

        Niech panocek Rynio nie powołuje się do uczciwości intelektualnej bo to dla panocka Rynia obcy i nieznany teren . Jeżeli pan chce to możemy porozmawiać o uczciwości na polonijnym forum. Mam nadzieje że wspomni pan o Pani Krystynie B. i jak została wyrolowana z pieniędzy przez jakiegoś typa oraz wspomni o impulsach telefonicznych które jakoś dziwnie wyciekły Pani b.b. z telefonu. Widzę że coś z tą uczciwością intelektualną u pana coś nie tak bo inteligent z prawdziwego zdarzenia nie zachowuje się jak prostak nie umiejący ukryć swojej zazdrości i zawiści posiłkując się kłamstwem spreparowanym na potrzeby swoich insynuacji. To co ruszamy temaciki pieniędzy pani Krystyny i impulsów telefonicznych Pani b.b. ? Oczywiście na te temaciki możemy porozmawiać z punktu widzenia etycznego oczywiście teoretycznie ( widzę że w temacie etyki jest pan specjalistą) i nie sugeruję konkretnego sprawcy.

        • rymierz

          O właśnie, Krzysiu, pardon: Adasiu Lizakowski! Wreszcie nadajesz ze swojego ulubionego miejsca, tj. pieszyckiego magla. A kim są czy były te pokrzywdzone Damy: Krystyna i b. b. i skąd Ty, taki indyferentny od plotek Artysta wie, że jakiś Rynio był czy jest Im winny jakieś i za coś pieniądze?
          Zamiast skupić się na swojej “twórczości” i na przykład poprawić żenujące byki w swoim utworze gastronomicznym o gęsi sulejowskiej, a może i “Biblię” troszkę poczytać, aby nie pleść bzdur, że według tej znanej Księgi będącej podstawą kultury chrześcijańskiej, nie niedziela, ale sobota była tzw. siódmym dniem tygodnia, to Ty rozpowszechniasz małostkowe ploty, ponoć z życia prywatnego jakiegoś Rynia. Ale z drugiej strony nie dziwię Ci się, bo przecież Ty nic innego nie potrafisz!

        • Gal mu było

          Przestań, Lizakowski! Wstyd!

      • JAN

        Panie Administratorze, proszę zbanować wpisy Krzysztofa.
        Dość tego chamstwa i sprowadzania tematu na manowce.

        • Krzysztof

          to chyba maglowy zgłosił

          • Adam-Maglowy

            Nie, to ja – Adam Maglowy.
            Mam nieszczescie nosic imie Wieszcza chicagowskiego.

            Przestan sprowadzac ten blog do magla.

          • Gal mu było

            Taki sam maglowy jak ty, Lizakowski!

  • Jarun

    Co on Ten cały Lizakowski napisał, że budzi aż takie emocje?

    • Jarun

      Tylko bez pierdolenia, że GNIOTY

      • Adam i Ewa

        A jakże ty dyskutujesz , bronisz Lizakowskiego i nie wiesz co napisał?

  • rymierz

    List otwarty

    na temat działalności Miejskiej Biblioteki Publicznej –
    – Centrum Kultury w Pieszycach

    (w odpowiedzi na usunięcie i zablokowanie komentarzy na facebookowej stronie MBP-CK w Pieszycach)

    Działalność statutowa Miejskiej Biblioteki Publicznej – Centrum Kultury w Pieszycach od dawna budzi poważne wątpliwości odnośnie do kwalifikacji osób tam pracujących i współpracujących, a także przestrzegania obowiązującego prawa. Placówka ma bardzo ubogi program działalności, co kontrastuje zwłaszcza w ostatnim okresie z jej techniczno-organizacyjnymi możliwościami, kiedy doczekała się okazałego i nowoczesnego zaplecza w postaci rozbudowanego budynku po dawnym kinie “Słońce”, usytuowanym w centrum miasta.
    Zapraszani sporadycznie znani aktorzy i piosenkarze na odpłatne spotkania, to chyba za mało, jak na tak okazałą i chyba też nieźle opłacaną z kasy miasta instytucję oświatowo-kulturalną. W Radzie Miejskiej Pieszyc od kilkunastu lat nie było osoby kompetentnej i odpowiedzialnej za lokalną kulturę. Nie dziwiło to, ponieważ przez cztery kadencje władzę w mieście dzierżył inżynier – specjalista od ścieków wodnych, co zresztą i kanalizacji miejskiej niewiele pomogło. Skoro jednak i Jemu należy zawdzięczać powstanie w mieście nowoczesnego ośrodka kultury, tym bardziej wypada zapytać, jak zatrudniony tam personel wykorzystuje te nowe możliwości?
    I tu, niestety, wraca smutna konstatacja, że pod względem kulturalnym Pieszyce pozostają daleko w tyle za innymi lokalnymi ośrodkami, nie tylko za sąsiednimi Dzierżoniowem i Bielawą, ale też za ośrodkami dużo mniejszymi, jak na przykład za Ostroszowicami. W placówce nie dość, że jest mało i dla zbyt małej ilości chętnych zajęć kulturalnych, to prowadzone są one przez osoby bez kwalifikacji do tego typu działalności. Dyrekcja placówki albo nie wie, albo woli nie wiedzieć, że wszelkie zajęcia prowadzone instytucjonalnie poza szkołą dla osób niepełnoletnich, które podlegają obowiązkowi szkolnemu, w myśl obowiązujących przepisów prawa oświatowego są tzw. zajęciami pozalekcyjnymi i mogą je prowadzić tylko osoby z kwalifikacjami pedagogicznymi. Kto natomiast od wielu lat prowadzi zajęcia plastyczne? I co robi w MBP-CK w Pieszycach Adam Lizakowski, absolwent zasadniczej szkoły zawodowej i niczego więcej, zatrudniany jako juror konkursów recytatorskich i prowadzący warsztaty poetyckie? Kto sprawdzał kwalifikacje tego Pana, znanego bardziej z nachalnej autoreklamy, spamowania i trollowania w internecie, aniżeli Jego kompetencji literackich? Czy radni miasta Pieszyce zainteresowali się przeszłością p. A. Lizakowskiego, a zwłaszcza Jego bliskimi koneksjami ze Służbą Bezpieczeństwa w czasach PRL, zanim obdarzyli Go zaszczytnym tytułem honorowego obywatela miasta. I czy czytali w ogóle wulgarne i nie licujące z tym tytułem Jego komentarze w sieci pod adresem innych osób, w tym również urodzonych, mieszkających i promujących nasze miasto poprzez swoje literackie i naukowe publikacje, wykłady, prelekcje i inną publiczną aktywność?
    Czy nowi włodarze Pieszyc oczyszczą wreszcie nasze miasto z tej niechlubnej i zakłamanej atmosfery postkomunistycznej, jaką rozsiewa tu od z górą 30 lat były tajny współpracownik służby bezpieczeństwa PRL i późniejszy agent amerykańskiego Urzędu Imigracyjnego, samozwańczy wieszcz poezji Adam Lizakowski i Jego poplecznicy z Urzędu Miejskiego i podległej mu biblioteki publicznej? Czy, aby Miejska Biblioteka Publiczna – Centrum Kultury była wreszcie godna swojej pięknej i zaszczytnej nazwy trzeba sprowadzić tu właściwe organa kontroli państwowej, czy sami wyczyścimy to brudne i śmierdzące bajoro?

    Ryszard Mierzejewski – urodzony w Pieszycach i mieszkający tu od 60 lat, magister kulturoznawstwa, doktor nauk humanistycznych, instruktor sportu, edukator zarządzania oświatą z uprawnieniami międzynarodowymi, były nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie i Wyższej Szkole Pedagogicznej WSP w Warszawie, były dyrektor szkół publicznych i niepublicznych oraz konsultant ds. kadry kierowniczej w publicznych i niepublicznych ośrodkach doskonalenia nauczycieli, autor kilkudziesięciu prac naukowych popularnonaukowych z dziedziny humanistyki, poeta, tłumacz i krytyk literacki, bezrobotny bez prawa do zasiłku.

    • Radny

      cytat z owego
      Listu Otwartego :

      “Dyrekcja placówki albo nie wie, albo woli nie wiedzieć, że wszelkie zajęcia prowadzone instytucjonalnie poza szkołą dla osób niepełnoletnich, które podlegają obowiązkowi szkolnemu, w myśl obowiązujących przepisów prawa oświatowego są tzw. zajęciami pozalekcyjnymi i mogą je prowadzić tylko osoby z kwalifikacjami pedagogicznymi.”

      Proszę przedstawić swoje aktualne uprawnienia odnośnie prowadzenia zajęć dla osób niepełnoletnich, proszę o skan.

    • Krzysztof

      Proszę okazać aktualne uprawnienia do pracy z niepełnoletnimi bo list otwarty brzmi jak CV

      • Gal mu było

        Lizakowski, zjeżdżaj!

    • MIROSŁAWA KRUSZEWSKA

      Brawo!
      jeszcze dzisiaj wystosuję pismo do Pieszyckich notabli (pożał sie Boze! Co to za notable, że dali się wrobić w taką hucpę!).
      A do biblioteki wysle ludzi ze zwierzchniej jej placowki wojewodzkiej.
      Sama robilam takie inspekcje i wiem, jak to dziala. A działa to błyskawicznie.
      Biada ci, Lizakowski!

      • Krzysztof

        Przed 1981 rokiem te “inspekcje” miały miejsce?

        • Jan Paweł

          Miały zawsze. Nawet w 1945.
          Jak to jest, że o tym nie wiesz, patrioto lokalny

          • Krzysztof

            nieprzypadkowo podałem rok 1981

      • Gal mu było

        Pani doktor, proszę to zrobić koniecznie. Przecież on nas tu zanudzi!

    • rymierz

      PS. Opublikowanie i szybkie usunięcie tego listu z ponoć szanującego “wolność słowa” lokalnego portalu http://www.doba.pl, na którym Adam Lizakowski z kilkoma swoimi kolesiami od trzech lat publikuje wulgarne i zniesławiające komentarze pod adresem niżej podpisanego, jest najlepszym dowodem na to, że postesbeckie i postkomunistyczne lobby w Pieszycach trzyma się mocno i wciąż tumani i oszukuje lokalną społeczność, na której od lat bezczelnie żeruje.

      • Krzysztof

        a może to oni zajęli też Krym?

    • Krzysztof

      To dopiero jest na temat. Gdzie ta gromada która innym zarzuca , że na temat nie piszą?
      Ale powiem jedno wybiera się zawsze najlepszych a najgorszych się nie wybiera.

  • rymierz

    Lizakowski, Twoja głupota jest rozbrajająca! Zawsze wywołuje we mnie niekończące się godzinami salwy śmiechu. Tylko taki dureń jak Ty może zadawać podobne pytania i żądać okazania podobnych dokumentów, jak “aktualne uprawnienia do pracy z niepełnoletnimi”.
    Czy też wiesz, kretynie, co to jest mianowanie w szkolnictwie? Czy sądzisz, że można być dyrektorem szkoły publicznej czy niepublicznej z uprawnieniami publicznej, instruktorem sportu, albo konsultantem i edukatorem szkolącym dyrektorów szkół, nie mając takich uprawnień? Ja Ci może pokazać nie jeden, ale cały stos dokumentów ważnych w całej Unii Europejskiej, że mam pełne prawa do pracy pedagogicznej na wszystkich szczeblach edukacji i we wszystkich typach szkół, a Ty, Lizakowski, pokaż tylko swoje świadectwo maturalne, nic więcej!

    • Krzysztof

      aktualne

  • Username*

    Do niedouczonego Mierzejewskiego, chorego człowieka.

    Jednak (współcześnie) we wszystkich sferach życia w krajach europejskich sobota jest administracyjnie szóstym dniem tygodnia, a niedziela – siódmym i ostatnim. Stąd właśnie poczucie, od dawna powszechne, że sobota jest dniem szóstym. Międzynarodowy Standard ISO 8601 też uznaje niedzielę za ostatni dzień tygodnia, a sobotę – za szósty.

    • MIROSŁAWA KRUSZEWSKA

      I tu się mylisz.
      Wszędzie, w cywilizowanym świecie, tydzień zaczyna się od niedzieli, a kończy na sobocie.
      I tu się, mój prostaczku skompromitowałeś.
      Obejrzyj sobie kalendarze.

      • Krzysztof

        To proszę zaczynać pracę w niedzielę jak przystało na “cywilizowany świat” a weekend zaczynać w piątek rano 🙂

        • Jan Paweł

          Tak właśnie czynię, dobry człowieku.
          A co? W Pollandzie jest inaczej?
          Dlatego tam nie mieszkam.
          Lizakowski też ma największy utarg w niedzielę…

    • Daniel

      To zależy. Na Wschodzie może być inaczej. Czasami sobota jest niedzielą, zależy od wyznania. A który to teraz mamy rok? – pyta Żyd Żyda. Ale ten czas leci!

  • Ksiądz Stefan F., SI

    Jakimś niedopieszczonym katolikiem jesteś, mój synu.
    W kościele też tydzien zaczyna się od niedzieli.
    Pamiętaj też, abyś dzień święty święcił.
    Swięto, to jest pierwszy dzień tygodnia.
    Twój Międzynarodowy Standard rodem jest chyba z Moskwy.

  • Jan Paweł

    Faktycznie,
    wszystkie kalendarze mają na początku niedzielę.
    Aż mnie to kiedyś wkurzało, bo byłem takim samym niedouczonzm ćwokiem,
    jak Username.
    Dobrze, że nie podaje swojego nazwiska, ciemniak.

  • Krzysztof

    Pozdrówcie serdecznie Panią Martę Konarską stypendystkę z San Francisco, która bardzo dobrze zna się na poezji a jeżeli nie słyszeliście o niej to zapytajcie pewnego faceta z Pieszyc, on wam przybliży jej osobę. Była moderatorem w grupie poetyckiej “Ludzie wiersze piszą”

    • Gal mu było

      Znam ją, znam. Za co ona te stypendium dostała? I to do San Francisco! No, ale z jej znajomością poezji to coś nie tak. A co znaczy, Lizakowski, powiedzenie : “na poezji się zna? Uzasadnij, robaczku świętojański!

  • Daniel

    Panie Administratorze! Proszę usunąć wszystkie wpisy Krzysztofa (przypuszczam, że jest to Lizakowski), ponieważ są prymitywne, wulgarne i powodują, że blok stał się areną pyskówki. To samo dotyczy ordynarnych wpisów Jaruna. Dość prymitywnego chamstwa!

    • Krzysztof

      a o Mierzejewskim Daniło nie zapomniał?

    • Jarun

      Kogo nazywasz chamem ty prymitywny łyku?

      • Jarun

        A może job waszu mać ja toże poet?

        • Jarun

          Pewnie poet job waszu mać !

  • Katarzyna

    Dlaczego Krzysztof (Lizakowski?) tak ciągle obraża ludzi? Widzę to w przypadku p. Mierzejewskiego. Jad, jad i jeszcze raz jad pod jego adresem, żadnych przekonywających argumentów. I polszczyzna ciągle ta sama, ubożuchna, prostacka. Zupełnie ta sama, co w wierszach Lizakowskiego… Nie mogę zapomnieć, jak w wierszu o największej Safony socrealizmu, stalinówki Szymborskiej, wyraża naiwne zdziwienie pastuszka gęsi, jak można było rzucić tak, od razu, legitymacje partyjną… To już nie grafomania, to już kloaka.

  • Daniel

    W Chicago mówi się, że członkowie warsztatów płacili Lizakowskiemu za jego niby wykładu, bo taki biedny poeta, chociaż taksówkarz. Ponoć robiono zrzutkę, po piec dych. Czy to prawda, Pani Alino i Panie Panasiuk? Czy Wy też pobieracie tam wynagrodzenie? Bo ja myślałem, że to tak bezinteresownie, pro publico bono…

    • Krzysztof

      jeżeli pobierał wynagrodzenie to te pieniądze są z wynagrodzenia . Teraz chyba pan pojął. Pieniądze u innych mogą pochodzić także z wynagrodzenia ale też np. z kradzieży.

      • Gal mu było

        Oj, pieprzenie w bambus… Od jednych stare koszule i przeterminowane jedzenie, od drugich zrzutka na biednego poetę post ZMS-owca!

  • Katarzyna

    Zaskakujące! Skąd “Krzysztof” tak dokładnie zna życie prywatne i uczuciowe Lizakowskiego? Może to ksiądz jakiś, do którego wieszcz pieszycki chodzi do spowiedzi? Wiadomości ma najświeższe, pewnie dlatego, że niedawno była Środa Popielcowa.
    Zadziwiające też jest, że Marynarz Dalekich Mórz nie przypomniał Krzysztofowi czy może Lizakowskiemu ważnego przykazania o miłości bliźniego. Akurat post, więc może by się zastanowił trochę i nie nie rzucał brył nienawiści jak Szymborska legitymację partyjną.
    A swoją drogą, dlaczego ten gest stalinówki tak mu zaimponował? Ot, prostak! Czasy się zmieniały, już płomienna miłość do słoneczka narodów zaczynała przygasać i stawała się nieopłacalną A jak się coś nie kalkuluje i nie opłaca, to się rzuca, często z dużym rozmachem, żeby wszyscy dojrzeli.

    • Krzysztof

      Dobrze, że “Katarzyna” nie jest księdzem bo widac gaduła i nie uświadomiona religijnie bądź poganka jakaś czy cóś. Jeżeli zakłada, że ewentualny ksiądz mógłby…zresztą temat zadała prymitywnie . Amen. Tajemnica spowiedzi. Nie wie tego

      • Daniel

        Lizakowski vel Krzysztof (ale nie Kamil, o nie!), co to po polsku znaczy “temat zadała prymitywnie”? Odpowiedz Jej raczej, jak to było z twoja legitymacją ZMS. Długo się zastanawiałeś: opłaca się, czy się nie opłaca? Wielbicielka Stalina była szybsza, czas, pras, już sumienie czyste… O nie, tak lekko nie ma. To za panem pójdzie.
        A jak z tym święceniem pana trzydziestolecia: jacyż uczeni zasiadają w komitecie honorowym, ilu redaguje wielką księgę pamiątkową? Prosimy o ich nazwiska, pozycje, fotokopie dokumentów i opinię o czystości rasowej przynajmniej cztery pokolenia w tył.

    • Gal mu było

      Podsłuchuje! Wszędzie go pełno. A jak nie wie, do uzupełni. Dla takich jak on to tak jak splunąć! Masa plugawa! Ciemna w dodatku.