Mission Impossible ambasadora RP w USA Piotra Wilczka

6
311

Po odwołaniu Ryszarda Schnepfa z funkcji ambasadora RP w Washingtonie, odpowiedzialnym za lansowanie pozytywnego wizerunku rządu polskiego w USA został Piotr Wilczek.

Nowy ambasador spotkał się Polonią chicagowską przy Kościele Świętej Konstancji. Tam, gdzie zawsze. Byłem bardzo ciekaw, jak wygląda ambasador i co powie.

Ale bardzo nie lubię jeździć na drugi koniec miasta. Mam swoje powody. Jeżeli są jakieś imprezy, i jestem zaproszony, wykręcam się, jak mogę. Pojechałem.

W sali parafialnej zgromadziło się ponad 100 osób. W większości byli to emeryci i lokalni parafianie, którzy oczekując na gościa, wachlowali się tradycyjnymi palemkami. Bo to była Niedziela Palmowa.

Polski rząd potrzebuje pokazać w USA twarz łagodną i mądrą. Inną od tej, którą pokazywał do tej pory. Szukano więc kogoś wykształconego, ale subtelnego, bez obcesowości Witolda Waszczykowskiego czy pospolitości Beaty Kempy. Miał to być ktoś z bardzo dobrym językiem angielskim, kto w sposób spokojny, ale błyskotliwy, potrafi przekonać Washington, że w Polsce demokracja kwitnie.

Wybrano Piotra Wilczka, profesora, humanistę i erudytę. Zadanie, które przed nim stoi, nie jest łatwe.

Przykładowo, w jaki sposób nowy ambasador racjonalnie wyjaśni amerykańskim politykom i przedstawicielom innych państw łamanie Konstytucji RP przez prezydenta Andrzeja Dudę i premier Beatę Szydło? W USA nikt nie podważa orzeczeń Sądu Najwyższego, a Konstytucja jest świętością. W dzisiejszej Polsce obowiązują inne standardy. Profesor Wilczek będzie się starał, aby te standardy jakoś zrelatywizować.

Już na wstępie zaznaczył, że jest zmęczony, jakby sugerując, że niektóre pytania mogą być dla niego uciążliwe. Miał długi dzień. A jeszcze jutro rano jest umówiony z gubernatorem. Konsul Generalny RP w Chicago, Piotr Janicki, major domus, natychmiast potwierdził brak dyspozycji ambasadora i oświadczył zebranym, że spotkanie potrwa tylko godzinę. Ale się przeciągnęło.

Na początku jakiś wiekowy Polonus zrobił wykład o zdrajcach narodu. Dosyć długi. Wicekonsul Konrad Zieliński, odpowiedzialny za udzielanie głosu, zorientował się dość szybko, że popełnił pomyłkę, i odważnie chciał powstrzymać prelegenta. Ale ten nie dał już sobie wydrzeć mikrofonu. Zakończył – chyba ze względów zdrowotnych – dopiero wtedy, kiedy już nie mógł mówić. Według niego, ponad połowa naszego narodu to zdrajcy. Właśnie wrócił z Polski i przekonał się na własne oczy. Wszyscy powinni siedzieć. Ktoś inny zapytał o agenturalność wśród urzędników konsularnych. To podobno plaga rzucona przez Sikorskiego. Potem emerytury w Polsce i USA. Są niby wypracowane, ale podwójnie opodatkowane. I co z tym zrobić? Ambasador spojrzał wymowanie na konsula Janickiego, a ten zręcznie zasłonił się prawną niemocą.

Piotr Wilczek miał jednak możliwość wykazania się dyplomatyczną wirtuozerią. Pojawiły się niewygodne pytania ze strony przedstawicieli KOD: czy kurcząca się demokracja w Polsce może przełożyć się na pogorszenie stosunków z USA? I potem jeszcze o podziałach pomiędzy Polakami. Również tu, w USA. Czy ambasador ma pomysł, jak temu zaradzić? Sala zabuczała. Jak to? – rozległy się okrzyki. Przecież w Polsce jest demokracja! O co ci chodzi, człowieku? To kodziarz! Patrzcie, ma przypięty znaczek! Kto go tu wpuścił?

Ambasador to przeczekał. Uśmiechnął się życzliwie i wyrozumiale, gdyż ceni kontrargumenty i dyskusję. Jest człowiekiem otwartym, unikającym kategorycznych sądów. O filmie “Smoleńsk”, chociażby, ambasador powiedział: że nie jest to arcydzieło kinematografii, ale warto obejrzeć, a o wyborze Trumpa, że ani to dobrze, ani źle.

Gdy więc na sali zapanował spokój, profesor Wilczek dał znać, że rozumie pytanie, chociaż według niego jest niepotrzebne. Naprawdę. Po co? Ale skoro zostało zadane. No dobrze. Potem stwierdził łagodnie, ale autorytatywnie, że demokracja to takie żywe tworzywo, że się zmienia, w różnych krajach wygląda inaczej, przyjmuje różne formy, w Polsce jest inna, w Turcji też, a nawet – o! – w niektórych państwach nie ma w ogóle Trybunału Konstytucyjnego. Także, wiecie państwo, to szalenie złożona sprawa. Na uniwersytecie demokracja jest szkodliwa. Krępuje kreatywność. Nic wtedy nie można zrobić. To tylko taki przykład. Ale tak, oczywiście, dobrze, że pan to poruszył. Dziękuję. Trzeba rozmawiać. Jak najbardziej.

Brawa z sali. No i czego pan jeszcze stoisz? Przecież ambasador panu odpowiedział. A w Polsce demokracja jest. Nie słyszałeś pan? Na znak jednomyślności potrząśnięto palemkami.

Po spotkaniu podeszło do mnie dwóch przedstawicieli „patriotycznej” Polonii. Jeden z nich wykrzyknął mi w twarz, że kompromituję Polskę. Stanęli w rozkroku. Scena gombrowiczowska w sali parafialnej w Chicago. Czułem od nich alkohol. Przetrawiony tylko częściowo.

A zawsze sobie obiecuję: nie jedź na drugi koniec miasta.

 

tekst ukazał się również na portalu studioopinii.pl

zdjęcie: info.pl

Dariusz Wiśniewski

 

6 Komentarze

  1. Konstytucja USA jest świętością? Na pewno nie była dla B.Obamy i jego administracji. Lewactwo uważa, że Konstytucja powinna być różnie interpretowana w różnych epokach. Dlatego demokraci tak zajadle walczyli przeciw nominacji N.Gorsuch na sędziego SN, który zapowiedział, że będzie orzekał dokładnie zgodnie z Konstytucją. Ale P.Wiśniewski zajęty jest słuchaniem ptasiego radia i w wielu sprawach jest do tyłu.

  2. A gdzie Obama łamał Konstytucję? A kiedy to likwidowano w USA niezalezność wymiaru sprawiedliwości? Cos takiego dzieje się w Polsce. Diwron chyba nie zauważyl, że tekst nie dotyczy postrzegania prawa w USA, tylko w Polsce.

  3. Dla mnie najciekawsza byłaby odpowiedź na niestety niezadane pytanie, czyli w jakim celu amb. Wilczek udawał się do centrali firmy Scripps, właściciela TVN?

  4. Prawda ,podczas wystepu p.Darka i p. Piotra zebrana pubicznosc ich wysmiala i wybuczala. Kto by sluchal ich idiotyzmow.

  5. Jedni wybuczeli a drudzy zleceważyli. Nie bez powodu. Z przykrością ale muszę napisać, że trzeba być nie w pełni władz umysłowych aby urzędnikowi z nadania PiSu zadawać jakiekolwiek pytania. Po co? Jaki był cel zadania tego pytania? Autoreklama w polonijnym środowisku? Chyba tylko to. Żadnego praktycznego skutku takie pytanie nie mogło wywrzeć. Ot, takie powtarzanie londyńskiego piekiełka leśnych dziadków z lat powojennych w ponad pół wieku później w Chicago.
    *
    Jedyne, co może odnieść jakiś skutek i zostać zauważone to publikacja lub wywiad dla amerykańskich mediów. Wszystko to, co dzieje się po bejzmentach polonijnych parafii zostanie pomiędzy scianami tych bejzmentów. Ewentualnie na portalu studioopinii.pl czy na antenie WPNA. Skutek i sens dokładnie ten sam,- pies z kulawą nogą nie interesuje się polonijnym gettem. Gettem, które już od wielu dekad nie umie wyprodukować kogoś podobnego do Royko czy do Lewandowskiego.
    *
    Jedyne, co mogłoby ten stan rzeczy zmienić to wybuch następnej wojny w Polsce albo choćby powrót do stanu konfliktu między USA a Rosją jak w czasach “gorącej zimnej wojny” z ZSRR.
    Chcemy tego?
    To już lepiej zapaść się w niebyt i cieszyć się pokojem. IMHO

  6. To prawda, ambasador, nie widzi naruszeń demokracji w Polsce! Jest zwykłym pisowskim naganiaczem. Przypuszczam, iż nic dobrego nie wyjdzie ze spotkania z właścicielami TVN.

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: