No i mamy: rozbetonowana polska scena polityczna

4
95
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wydarzenia tego roku przejdą do historii Polski. Ćwierć wieku po upadku chorego ustroju, który wmawiano Polakom jako najlepszy przez 45 lat, czyli kilka pokoleń – nastąpiło znaczne ożywienie na scenie politycznej. Minęło kilka kadencji, w czasie których powstawały i upadały różne siły polityczne. Efektem było w końcu wytworzenie się długotrwałego sprzężenia dwóch głównych partii – Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości. Początkowo nawet planowana była ich współpraca.

Po dwuletnim epizodzie rządów PIS, która odeszła w niesławie, dwie kadencje przetrwała Platforma Obywatelska. Doszła ona do władzy na fali silnej krytyki rządów PIS i jej przypadkowych koalicjantów, po przedwczesnych wyborach. Przez cały czas utrzymała się koalicja z Polskim Stronnictwem Ludowym, a także długotrwałe przewodnictwo Donalda Tuska.

W tym okresie miała miejsce katastrofa samolotu prezydenckiego nr 101 w Smoleńsku, w Rosji, w której zginął Lech Kaczyński z całą plejadą osób ważnych dla państwa. Stało się to pretekstem do rozwinięcia ataków PIS na Platformę Obywatelską, pod wodzą brata-bliźniaka Jarosława Kaczyńskiego. Wytworzył on od razu kilka absurdalnych teorii o udziale w skrzywdzeniu jego brata-bliźniaka Lecha zgranego teamu: Tusk-Putin-Anodina i Lasek. Co ciekawsze – cały PIS się do tego przyłączył, stając się ośrodkiem agresji, mającej wypływać z religii katolickiej. Powstał absurdalny melanż opowieści o miłosierdziu, miłości bliźniego, wspólnocie i spowodowaniu zamachu na takiego świętego człowieka jak prezydent. Na siłę wykorzystano to, że samolot robił się na terenie Rosji i to niedaleko Katynia. Obecnie, szykuje się już otwarcie przywrócenie do życia sprawy smoleńskiej, schowanej pod dywanem Wszelka krytyka nazywana jest obsesją. Rzekomo produkowanie fałszywych dowodów i ukrywanie sprawy w celu manipulowania ludźmi nie przeszkadza występowaniu w roli walczących z manipulacjami.

Nawet sprawne – konstytucyjne – przejęcie władzy przez marszałka sejmu w tym trudnym momencie okazało się dobrym pretekstem do wmawiania mu wyjątkowej podłości. Niestety – wybory wynikłe z katastrofy wygrał on, kandydat Platformy Obywatelskiej. Tego nie mógł znieść brat-bliźniak urządzając agresywno-bogoojczyźniane, poświęcone świętemu „poległemu” – happeningi przez pałacem prezydenckim i nie tylko. Rzecz rozlała się za granicę, także do Chicago.

Jasne, że konflikty między PO i PIS, a także Tuskiem i Lechem Kaczyńskim miały miejsce. Natomiast rozpętana przez Jarosława Kaczyńskiego wokół awantura, mająca być walką z kampanią nienawiści, po prostu jest śmieszna. W najgorszych czasach Platforma Obywatelska zaledwie się odwijała po atakach PIS. Dość jednak łatwo przychodziło wielu komentatorom zrównywanie ich w tym konflikcie, choć charakter popełnianych błędów był zupełnie inny.

Te Platformy miały charakter taki jak w każdej innej organizacji – lepiej lub gorzej zarządzanej. Miało to większe znaczenie z racji wielkości i współmierności z PIS: akcja równa się reakcji, mówi prawo Newtona. Tymczasem Jarosław Kaczyński osobiście postawił się – jak inni wodzowie – w roli zbawcy Polski wobec straszliwej klęski spowodowanej przez PO. Postawił się też w roli strażnika kultów, w tym Lecha Kaczyńskiego, którego dokonania miały być nadzwyczajne. Ma to być to stwierdzone przez brata bliźniaka i kolegów, zanim historia to oceni! Paranoiczna walka o pomniki kultu brata w czasie, gdy likwiduje się pomniki kultu radzieckiego i to w kontekście bliźniaczym oraz religijnym pokazuje, że istnieje cała rzesza ludzi, którzy potrzebują jakichkolwiek bałwanów do czczenia! W tym kontekście zupełnie niewiarygodnie, wręcz manipulacyjnie brzmią jego głośnie deklaracje, że jego rząd nie będzie rządem wojny, a wspólnota będzie kwitła.

Ci co oburzają się na ślady po „niewłaściwej” historii z czasów wojny i komuny. Starają się je zatrzeć groźnie pokrzykując „bolszewika, goń, goń, goń”, chcąc zburzyć Pałac Kultury, a także podkreślając, że tylko oni są patriotami. Jak rzekł Jarosław Kaczyński: politykę wojny prowadziła zawsze PO i to on wprowadzi pracę i spokój! Ma też budować wspólnotę, po kompletnym rozbiciu jej! Z zażenowaniem stwierdzam, że na lep takich haseł ciągle daje się nabrać jedna trzecia społeczeństwa. Są też tacy, co twierdzą, że to wybitność prezesa powoduje takie postępowanie. Wraz ze zwolennikami innych ugrupowań o charakterze dezorganizacyjnym – liczba tego typu współobywateli zbliża się do połowy społeczeństwa.

Profesor Gliński stwierdził, że atmosfera nienawiści jest produkowana specjalnie przez PO, bo Antoni Macierewicz ma prawo bredzić i nie należy go krytykować. To, co wiceprzewodniczący PIS wygadywał w Chicago jest podobno jego prywatnym zdaniem, jak stwierdziła rzeczniczka. Nie jest osobą publiczną ustalono też kiedyś, mimo że narobił publicznych szkód. Przewodniczący jest za to “wybitnym politykiem” promując tego typu poglądy, nie mówiąc już o kandydatce na premiera Beacie Szydło, która je uważa za oczywiste. Obecnie już jawnie się propaguje od nowa sprawę międzynarodowej komisji, a więc jednak nie są to prywatne poglądy. Wszelkie głosy krytyczne znów są atakowane wyzwiskami o lemingach, którzy rzekomo mają obsesję na ten temat. Polecam, co napisałem o Smoleńsku w Progresie, jako niezależny ekspert, który nie kieruje się obowiązującą wersją wymyśloną przez jakichś oszalałych polityków.

Występ Macierewicza w Chicago miał podtrzymać część Polonii, która nie jest w stanie zrozumieć, że w tej sprawie, a zapewne i w innych PIS tworzy mity propagandowe. Opierają się one na przesłankach politycznych, co dla Polski na pewno dobre nie jest, a nazywane jest dobrą zmianą. Fakt, że z dala trudno oprzeć się propagandzie. Mimo krytycznego umysłu wielu rzeczy nie byłem w stanie za komuny do końca zrozumieć, gdy nie było wtedy możliwości dotrzeć do wszystkich źródeł. Jak widać – dziś już można dotrzeć bardzo łatwo, co wyraźnie wskazuje jak bezmyślne powtarza prawie połowa społeczeństwa absurdalne tezy wg wskazań ukochanego przywódcy. Aby tylko pognębić tych, co u władzy i przypodobać się żyjącemu bliźniakowi. Zdumiewające jest to, że w procederze fałszowania biorą udział także lepsi lub gorsi naukowcy i to utytułowani, jak wyżej wspomniany profesor. Jak to jednak jest, że jedna trzecia część społeczeństwa twierdzi, że to agresywne postępowanie jest właściwe i że na tym polega chrześcijaństwo i patriotyzm? PIS występuje jako armia zbawienia mająca patent na mądrość, choć kwalifikacji po temu nie ma.

Pojawienie się rok temu Ewy Kopacz w roli premiera i tymczasowego lidera PO, po wyjeździe Donalda Tuska do Brukseli, w związku z objęciem przez niego funkcji przewodniczącego Rady Europejskiej – zapoczątkowało zmianę rozkładu sił politycznych. Pierwotnie lekceważona, podjęła jednak lepsze lub gorsze działania zmierzające do utrzymania się Platformy na rynku politycznym. Nadeszły jednak wybory prezydenckie, gdzie początkowo Bronisław Komorowski był zdecydowanym faworytem. Kandydat PIS – Andrzej Duda był traktowany jako człowiek znikąd. Jego kampania nie dotyczyła sprawa prezydenckich, a raczej była początkiem kampanii parlamentarnej PIS. Tak jak niegdyś Solidarność teraz PIS było zaskoczone wygraną.

Ze zdziwieniem stwierdzaliśmy, że mimo propagowania oczywistych nieprawd Duda zaczynał zdobywać poparcie. Szczególnie niepoważne było twierdzenie o przywracaniu wspólnotowości (niszczonej przecież przez PIS), jako przeciwstawnie się Platformie Obywatelskiej, która rzekomo wszystko psuje. Znajomy rodziców z AGH miał wiedzieć jak to było naprawdę w Smoleńsku, co zapowiadało odgrzanie wyciszonej działalności Macierewicza. Stosowanie amerykańskich metod propagandowych natrafiło na swego rodzaju próżnię po drugiej stronie. Choć Duda nie był silnym kandydatem z dorobkiem, to jego akcji wyborczej nie był w stanie sprostać Komorowski, przekonany przez sondaże o swojej wyjątkowej popularności. Tak naprawdę niewielka przegrana wynikła z zaniechania i nieumiejętności dotrzymania kroku młodszemu Dudzie i szefowej jego kampanii wyborczej – Beacie Szydło.

Wygrana wywołała wybuch euforii prowadzący wręcz do wyświęcania Andrzeja Dudy jak papieża. Habemus Dudam, brzmiał tryumfalistyczny napis na transparencie, co miał pokazać, że oto właściwego człowieka wybrano, a nie jakiegoś Komorowskiego. Pobożnego, któremu należy się kult, jak Lechowi Kaczyńskiemu, bo jest „nasz”! Pisałem o tym w artykule „Andrzej Duda nam się udał”. Są tacy, co uważają za stosowne twierdzić, że nareszcie się nie muszą wstydzić za prezydenta. Przypomina to ostentacyjne wyznania wiary typu nie wstydzę się Jezusa, czy układanie słowa Jezus z piłek tenisowych przez Radwańską.

Po wystąpieniu Dudy w ONZ, mimo krytycznej oceny ogólnej, inne siły polityczne uznały je jednak sprawiedliwie za dość właściwe w stosunku do dotychczasowych wystąpień Dudy. Zaraz zwolennicy PIS zaczęli je wychwalać jako znakomite, nie to, co te Komorowskiego! Taka wspólnota się tworzy: samych swoich. Mają to być normy moralne, nowa władza. Jarosław Kaczyński znów się pojawił pod koniec kampanii: żebyśmy razem czuli się wspólnotą, żeby najważniejsza byłą prawda („po naszemu”) i wtedy będzie silna, szczęśliwa, wielka Polska.

Tematem samym w sobie jest nagłe wejście do gry stowarzyszenia Nowoczesna, stworzonego przez Ryszarda Petru w trakcie kampanii prezydenckiej. Jakkolwiek plan tego typu organizacji musiał być przygotowany wcześniej. Podobnie jak po katastrofie smoleńskiej wytworzono zaraz teorie zamachowe z winną Platformą w tle, tak i tutaj zaraz nastąpił atak, twierdzący, że to tylko łódź ratunkowa da PO i tak naprawdę PO-bis. Na pewno jest to partia bankowców i nic nie warta. Same te stwierdzenia pokazują, że tworzone one są przez ludzi nie mających żadnej wiedzy o systemach eksploatacji, którzy jednak bardzo chcą nią kierować. Fachowe i spokojne wypowiedzi pana Petru i innych usiłuje się sprowadzić do poziomu nieważności. Jest to istotnie dramat eksploatacji: dyletanci próbują zawsze zawładnąć sferą władzy i po amatorsku wprowadzać swoje rewelacyjne rozwiązania.

Ciekawym krokiem było postawienie na czele Zjednoczonej Lewicy Barbary Nowackiej, skądinąd córki Izabeli Jarugi-Nowackiej, która zginęła w smoleńskim samolocie. Jest to niewątpliwie osoba wyróżniająca się poziomem. Segment lewicowy ma wreszcie ciekawą twarz. Barbara Nowacka nie uczestniczy w awanturach smoleńskich organizowanych przez Jarosława Kaczyńskiego, choć przecież katastrofa ta dotknęła ją nie mniej.

Obsesją mediów jest sformułowanie „gdyby wybory odbywały się dzisiaj to skład sejmu by był…” . Jest to oczywiste niezrozumienie faktu, że sondaż to nie wybory i nawet statystyczne prawidłowości nie dają uprawnienia do takich twierdzeń. Oczywiście widać ogólne kierunki zmian. Między innymi tę, że PIS dominuje, a PO utraciła dominację. Widać też to, że PIS cały czas opiera się na żelaznym elektoracie ok. 30% wyborców, a także to, że PO pozycji nie straciła z powodu mądrości PIS, tylko dlatego, że powstały nowe siły, w tym taka jak kukizowcy. Także przez Nowoczesną, która zaczęła artykułować – niepopulistycznie dosadnie zasady, jakimi powinno kierować się państwo.

Podsumowując, można stwierdzić, że nastąpiło spektakularne rozbetonowanie sceny politycznej w Polsce. PIS użył nowych metod do promowania stałych teorii, PO utrzymuje się na powierzchni, Nowoczesna bardzo mocno podkreśla główne zasady, które zaniedbała PO, PSL obstawia swój stały punkt widzenia. Nowe pokolenia działaczy już nie zajmują się tym, co przeszło, bo są po prostu wychowani, a często urodzeni w nowych czasach, po 1989 r., a także po Smoleńsku. Jest to niewątpliwe dobrze, choć występują różne zagrożenia.

Niektórzy promują starawe hasełko świadków Jehowy, że naród budzi się, myśląc o tym, że budzenie się polega na popieraniu nieprawd głoszonych przez PIS i poddawanie się jego manipulacjom. Można jednak powiedzieć, że naród budzi się naprawdę, wreszcie nie siedząc cicho i nie zadowalając się byle jakimi pozorami. Nastąpiło odnowienie myślenia i konieczność jasnego precyzowania swoich poglądów. A nie ma przecież prawidłowego zarządzania bez uczciwej wymiany poglądów. Cokolwiek się stanie w czasie tych wyborów, niewątpliwe ten rok będzie trwałą cezurą w historii Polski.

Zawsze najważniejsza jest profesjonalna wiedza z zakresu inżynierii eksploatacji. Z tego puntu widzenia enuncjacje PIS lekceważą ważne sprawy. Macierewicz np. twierdzi, że nieprawdą jest, że katastrofa smoleńska nastąpiła z powodu zbiegu wielu okoliczności i to występujących w długim czasie, co jest kompletną bzdurą eksploatacyjna. Ryszard Petru natomiast propaguje to, co jest mało efektowne, ale daje wielkie rezultaty: przestrzeganie zasad profesjonalnej eksploatacji, na bazie wiedzy z różnych dziedzin. Ktokolwiek będzie rządził, istnienie takiej siły jest zbawcze dla państwa polskiego. To prawda, że to samo można zrobić nieraz 30% taniej, a w przypadkach skrajnych i o połowę. Trzeba jednak wiedzieć, co to znaczy, że diabeł tkwi w szczegółach, a nie w fajerwerkach, którymi można mamić naród.

RAFAŁ WODZICKI

Fot. Rafał Wodzicki: Warszawa, plac wielkogrochowski Rondo Wiatraczna był miejscem prezentacji grupy terenowej Praga Nowoczesnej. Kandydatki Kornelia Wróblewska (nr 2 w Warszawie) i Elżbieta Stawecka z wesołym, choć po przeżyciach Kazachstanu, wyborcą. Bardzo to optymistyczny obrazek. Tym bardziej, że obie są specjalistkami od spraw ludzkich, a nie bankierkami.

4 Komentarze

  1. Podkreślam to, że .Nowoczesna reprezentuje ważne elementy do budowania prawidłowego systemu eksploatacyjnego państwa i jego podsystemów. Ma też odpowiednią szerokość zainteresowań. Przede wszystkim nie zajmuje się obiecankami-cacankami. Taki element MUSI być w systemie politycznym, żeby inni nie zapominali o co chodzi w gospodarce. Wynika to z przyczyn apolitycznych zupełnie.

    • Dla balansu może warto również przeczytać poniższe, Dlaczego w Progressie okazują sie przeważnie artykuły dyskredytujące PiS. Jesteśmy czytelnikami, wiec prosimy o bezstronność artykiułów dotyczących partii w RP.

      Odtrąbiono wielkie zwycięstwo. PiS może stworzyć rząd samodzielnie. O ile uda się koalicja z rozsądnymi, to można będzie zmienić konstytucje. Z psychologicznego punktu widzenia ważne jest, że wyborcy upokorzyli arogancką partię władzy, czyli PO. Platforma stała się kliką koleżków od kręcenia lodów, wcielenie komuny i aferałów z lat dziewięćdziesiątych.

      W pewnym sensie była tych orientacji kontynuacją – do pewnego stopnia przynajmniej – z personalnego i ideowego (nihilistycznego) punktu widzenia. A z symbolicznego punktu widzenia najważniejsze to, że komuna, czyli postpezetpeer, nie dostała się do Sejmu. Tak powinno było się stać w 1989 r., gdyby wtedy w czerwcu w Polsce miały miejsce wolne wybory. Wolność od 1989 r. była reglamentowana, dopiero teraz tak naprawdę udało się ją odzyskać. Czyli ogólnie jest się z czego cieszyć.

      Ale wypadałoby nam też trochę spojrzeć w przyszłość trzeźwym okiem. Martwi, że PiS ma taką nieznaczną przewagę. Już widać, że mała garstka posłów będzie języczkiem u wagi większości rządzącej. Można spodziewać się prób przekupywania, aby opuścili swój klub parlamentarny. Pieniactwo czy miłość własna może też podkopać marginesik większości. Mości panowie posłowie: dzielić się, kłócić – fajnie, ale nie od razu. Najpierw trzeba wykonać gigantyczną robotę.

      Kukiz to wielka niewiadoma. Część posłów, których wprowadza, to ludzie z narodówki. Czy samozdyscyplinują się i przeprowadzą wraz z PiS reformę konstytucyjną? Pamiętajmy, że narodówka to część kukizowców, część nie wiadomo skąd, a reszta zalatuje palikociarnią. Ruchy odśrodkowe, które niewątpliwie zagrażają PiS-owi bezwzględnie ujawnią się u konfederatów Kukiza. Prędzej niż później nastąpi odpływanie do innych orientacji. Tworzenie osobnych grup, bowiem zbyt mało ich raczej na nowe kluby rozłamowców. Nowoczesna to modniacka hybryda PO. A Platforma? Koń jaki jest, każdy widzi. Albo ferajna się rozpadnie, albo ze strachu będzie trzymać się razem, marząc o rozsypaniu się PiS i skleceniu rządu mniejszościowego bądź większościowego z Nowoczesną i PSL w roli głównej.

      PSL to łyżka dziegciu, agrarna nomenklatura powinna była zniknąć wraz z resztą Zjednoczonej Lewicy. W tej chwili jest jedyną instytucjonalną kontynuacją PRL w Sejmie. Ale nikt, niestety, nie miał dobrego pomysłu na zagospodarowanie wsi. To jest kolejne wyzwanie. Szkoda, że PSL nie wypadła z parlamentu, a na jej miejsce nie wcisnął się KORWIN. Z drugiej strony już widzę jakie byłyby monumentalne awantury. No, ale wtedy w Sejmie pojawiłaby się po raz pierwszy twarda formacja prawicowa.
      Co dalej? Jarosław Kaczyński stwierdził, że wygrać to małe piwo, teraz trzeba rządzić, aby było dobrze dla Polski i dla Polaków. Najpierw trzeba wybrać metodę reform: szybko, czy wolno? Głęboko czy płytko? Przede wszystkim jednak należy zrobić remanent, opisujący stan państwa pod kierownictwem PO. Jednocześnie należy wdrażać reformy wedle wybranej metody.

      Gdybym miał magiczną różdżkę, zrobiłbym tak. Wiadomo, że w demokracji parlamentarnej wszystko się ślimaczy. Szuka się konsensusu. Ponadto targi – co za co – bardzo dużo czasu zabierają. Również budowanie wsparcia dla danej reformy, nie tylko jej kształtu, ale i jej szybkości prawie zawsze przebiega w tempie ślimaka.
      Ale zwycięzca ma zawsze element zaskoczenia na samym początku. Jego elektorat ma największe nadzieje i oczekuje szybkich rezultatów, a więc przygotowany jest mentalnie na szybkie zmiany, które mogą nawet wstępnie boleć. Przeciwnik jednocześnie jest zdemoralizowany i właściwie tylko reaguje na działania władzy, raczej rachitycznie w tym wstępnym okresie. Te argumenty przemawiają za tym, że należy uderzyć szybko i konsekwentnie. I nie przychodzi mi łatwo tak radzić. Stara, dobra dewiza łacińska festina lente, czyli śpiesz się powoli, spowodowałaby w tej chwili paraliż reform. Trzeba szybko montować własne półprzewodniki w układ scalony, aby stał się w końcu nasz, służący polskim interesom.

      Co bym zrobił? Np. rozwiązałbym Ministerstwo Spraw Zagranicznych i stworzył Ministerstwo Spraw Globalnych. Likwidując całkowicie instytucję, można po prostu wszystkich zwolnić. I przyjąć 20 proc. do nowej instytucji, tyle wystarczy. To samo można zrobić z innymi ministerstwami. Rozwiązałbym też wszystkie spółki Skarbu Państwa. I ustanowił nowe, które nie byłyby ciągłością prawną starych, a więc możnaby się pozbyć wszystkich rad nadzorczych. Jak? Niech myślą prawnicy. Komuna i PO robili tyle lat, co chcieli, a więc PiS może też. Gwoli ścisłości: nie wywaliłbym wszystkich czerwonych i różowych. Zostawiłbym ekspertów technicznych (posiadających zero władzy politycznej) do chwili, aż można by zastąpić ich swoimi ludźmi – małolatami – odpowiednio wykształconymi, nawet przez tych właśnie ekspertów technicznych.

      Oszczędzone w ten sposób pieniądze mogą iść na kopalnie czy inne dziedziny przemysłu. Każdy Polak powinien preferować wspieranie robotników a nie biurokratów. Redukcja biurokracji to kasa na inwestycje w stypendia zachodnie dla młodych oraz obcięcie podatków dla drobnych i średnich przedsiębiorców. Państwo prawa, państwo sprawiedliwe, państwo minimum.
      Ach, jaki to piękny, kontrewolucyjny sen! Może ktoś opowie o nim prezesowi Kaczyńskiemu?

      Marek Jan Chodakiewicz

      • Dlaczego dyskredytujące PIS? Raczej bezstronnie opisujące jak PIS się sam dyskredytuje. I jest to wielokrotnie podkreślane. Także w tym tekście, czego Username nie zrozumiał widać. Trudno się zachwycać, tym, że PIS lekceważy zasady eksploatacji systemów, że co zapłacić mamy my. Ma się bezstronnie podobać to, że np. Macierewicz, który wygłasza absurdy o tym, że katastrofa nie bierze się ze zbiegu wielu okoliczności jest promowany na ministra? Bardzo przepraszam, ale zachwycać się nie będę, bo mi zależy na prawidłowości zarządzania państwem. Nie chcę płacić za te idiotyzmy z podatków, tylko dlatego, że 1/3 narodu zwariowała.

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: