O tym czym się kończy zadawanie pytań „ekspertom”.

5
7828

Muszę się przyznać – 20 kwietnia 2018, wziąłem udział w wyjazdowej sesji podkomisji smoleńskiej Antoniego M. w Chicago. W związku z tym chciałbym podzielić się kilkoma refleksjami.
Pierwsze spotkanie odbyło się w hotelu Knickerbocker Millenium w downtown Chicago. Było przygotowane dla polityków, dziennikarzy i osób mówiących po angielsku. Przybyło około 35 osób wliczając niżej podpisanego oraz trzech moich przyjaciół. Otrzymaliśmy książeczkę zatytułowaną Smoleńsk 2010 z obsadą tego spektaklu i nazwiskami sponsorów oraz angielską wersję informacji o tak zwanym raporcie technicznym. Na stolikach była też woda, długopis i notatnik dla każdego. Wiele miejsc było pustych. Rozpoczęto prezentacją szamanów/szołmenów po czym nastąpiła półtoragodzinna tyrada „ekspertów”, ilustrowana slajdami na dużym ekranie i nagraniami audio prosto z laptopa. Aby zaoszczędzić wszystkim zdrowia, nie będę przytaczał tego co mówiono, bo są to te same kłamstwa, które słyszymy od lat (jeżeli ktoś ma wystarczająco cierpliwości można wszystko obejrzeć na naszej stronie na fb. Relacjonowałem na żywo. https://www.facebook.com/kodpoloniausa/videos/1817847921600933/ oraz https://www.facebook.com/kodpoloniausa/videos/1818588491526876/ ).

Podczas prezentacji zacząłem notować ewidentne kłamstwa, ale kiedy doszedłem do piętnastu przestałem i skoncentrowałem się na przygotowaniu kilku podstawowych pytań. Po zakończeniu części z wystąpieniami, w której wziął udział sam Antoni M. (Antoni M. zaczął po angielsku, ale po dwóch zdaniach stwierdził, że lepiej mu będzie szło po polsku a pan Binienda będzie tłumaczył na angielski) – rozpoczęła się sesja pytań z sali. Oczywiście miałem już przygotowane kilkanaście pytań. Pozwolono mi zadać następujące pytania:

1.Jeżeli był wybuch, to oczywiście musiał być materiał wybuchowy – jaki to był materiał, gdzie został umieszczony, kiedy i przez kogo oraz kto go zdetonował i jak?

– Odpowiedzi udzielił p. Binienda, co w skrócie można streścić następująco – Są różne rodzaje materiałów wybuchowych, inne używane w Stanach inne w Rosji, inne w Polsce. I on nie twierdzi, że to na pewno był wybuch przy użyciu materiału pirotechnicznego umieszczonego w skrzydle, ale że to jest możliwe, bo niektóre zdjęcia, które widział nie pozostawiają wątpliwości, że odkształcenia materiału wskazują na wybuch.

Na razie nie ma dowodów na materiał wybuchowy, ale opary paliwa też mogą wybuchać i powodować podobne skutki. A co do detonacji to terroryści są w stanie wysłać sygnał z komórki, który to sygnał spowoduje eksplozję. (Tu chciałem dopytać – więc według pana to facet siedział w krzakach pod Smoleńskiem i sekundę przed uderzeniem Tupolewa w ziemię zdetonował bombę, której nie wykryli pirotechnicy sprawdzający ten samolot wielokrotnie przez kilka miesięcy przed lotem do Smoleńska?

A co by było, gdyby samolot 10 kwietnia poleciał do Mińska lub Witebska lub Moskwy ze względu na mgłę? Czy tam też byłby facet czekający z komórką w komórce lub w krzakach? I dlaczego akurat zdetonował, gdy samolot był 6 metrów nad ziemią, sekundę przed spotkaniem się z ziemią? Takie pytania zrodziły się po pierwszej odpowiedzi, ale zostawiłem je sobie na wieczór, bo chciałem zadać jeszcze kilka innych pytań po angielsku).
Kolejne pytanie, które zadałem dotyczyło Franka Taylora (podobno zagranicznego „eksperta” podkomisji), który został pokazany na video, gdzie ogląda origami przedstawiające papierową rekonstrukcję połamanego fragmentu skrzydła Tupolewa i autorytatywnie stwierdza, że „to co widzi, pozwala mu wnioskować z całą pewnością, że to był wybuch”.

  1. Zapytałem – czy Frank Taylor przedstawiony na filmie to ten sam ekspert, który zajmował się katastrofą samolotu Itavia Flight 870 z 27 czerwca 1980 (był to lot z Bolonii do Palermo)? Odpowiedź była jednoznaczna, że tak oczywiście to ten sam, to jeden z najlepszych ekspertów na świecie i to on osobiście nadzorował jedno z dochodzeń na temat przyczyn tamtej katastrofy. Szkopuł w tym, że Frank Taylor faktycznie zajmował się tamtą katastrofą i podobnie jak teraz (po obejrzeniu origami) stwierdzał z całą stanowczością, że to co spowodowało katastrofę to był wybuch bomby podłożonej w samolocie. Było to w roku 1995. Osiemnaście lat później w 2013, rząd Włoch potwierdził, że samolot Itavia Flight 870 został omyłkowo zestrzelony pociskiem rakietowym. Kwestię wiarygodności tego co mówi pan Taylor i tego na jakiej podstawie, zostawiłem sobie na sesję wieczorną.
    W ostatniej serii pytań udało mi się postawić jeszcze jedno pytanie

3.– Jakie są podstawy prawne unieważnienia raportu Komisji Millera (What is the legal ground for nullifying official report of Miller Commission)?

Musiałem tutaj doprecyzowywać pytanie, bo zadałem je po angielsku a Antoni M. nie zrozumiał i zaczął się denerwować, bo z pewnością słowo „legal” do niego dotarło. Odpowiedział mniej więcej tak: Każda komisja jest niezależna, bada i opracowuje rezultaty swoich ustaleń i ich ustalenia są takie jakie są… A oni jako niezależna komisja mają prawo do takiego postawienia sprawy a to co robią jest legalne a nie nielegalne. Ponieważ nie odpowiedział na moje pytanie dodałem, że z tego co wiem, to każda następna komisja może ewentualnie poprawić istniejący raport lub napisać swój własny, który punkt po punkcie podważy błędy istniejącego raportu. Na co Antoni M. stwierdził, że to jest tylko moja opinia, więc mu odpowiedziałem, że to co on i jego komisja stwierdzają to również jest ich prywatna opinia. Udało mi się jeszcze zapytać

  1. 4. Jakie są twarde dowody na to co jest podstawą „unieważnienia” raportu Millera?

tutaj włączył się Glenn Jorgensen stwierdzając, że przecież jest wiele dowodów, które właśnie zaprezentowali na zdjęciach. Więc mu odpowiedziałem, że slajdy i zdjęcia w Powerpoint to nie twarde dowody a zwykła prezentacja opinii kilku facetów, którzy nigdy nie byli na miejscu wypadku i nie pracowali na prawdziwym materiale dowodowym. Nie ciągnąłem dalej tego wątku, bo prowadząca – żona p. Biniendy – zakończyła spotkanie.

Po takiej dawce kłamstw i braku jednoznacznej lub jakiejkolwiek odpowiedzi z nadzieją przygotowałem się na wieczorny występ Szamanów Sekty Smoleńskiej w piłkarskim klubie polonijnym Eagles. Wieczorne spotkanie dla Polonii miało niestety bardzo krótką historię. Nie było żadnej prezentacji tylko wypowiedzi kilku Szamanów (dla niepoznaki tytułowanych profesorami) zasiadających za stołem prezydialnym, za którym zabrakło Antoniego M. Podobno „pilne sprawy wagi państwowej wezwały go do Warszawy”. A tak bardzo chciałem go zapytać jaki był powód, dla którego uciekł ze Smoleńska w dniu 10 kwietnia 2010 roku. Dlaczego nie udał się na miejsce, żeby zabezpieczyć dowody, żeby na własne oczy zobaczyć co naprawdę się stało kilkaset metrów przed pasem startowym lotniska Severny pod Smoleńskiem? A w ogóle to dlaczego nie poleciał samolotem, tylko pojechał pociągiem? I czemu tylu agentów i współpracowników GRU oraz rosyjskiej mafii pojawia się na przestrzeni ostatnich lat w życiorysie pana Antoniego M.?

Niestety, nie było komu zadać tych pytań. Moje rozczarowanie zostało dodatkowo przypieczętowane ogłoszeniem na końcu, że owszem pytania będzie można zadać a pani Basia spisze je na kartce i odpowiedzi zostaną przesłane pocztą emailową wraz z raportem technicznym. Trzeba tylko podać czy w wersji polskiej czy angielskiej. Ponieważ w tym momencie razem z Andrzejem Jarmakowskim zaczęliśmy się na głos śmiać, p. Binienda wskazał na mnie palcem i zidentyfikował jako tego co to nagrywa ich od rana i oni nie dadzą się… Wobec takiego dictum wyraziłem moje rozczarowanie i powiedziałem, że „eksperci” po prostu boją się odpowiadać na proste pytania i uciekają przed jakąkolwiek formą konfrontacji słownej. Ponieważ nie było odzewu i towarzystwo za stołem prezydialnym zaczęło zajmować się sobą, razem z Andrzejem udaliśmy się do wyjścia.
I tutaj niespodzianka. Po wyjściu na zewnątrz okazało się, że Glenn Jorgensen stoi przed drzwiami i podpisuje coś jednemu z fanów. Poczekałem aż skończy i zapytałem, czy mógłby mi odpowiedzieć na kilka pytań, które mnie dręczą po jego prezentacji. Zapytał, jak się nazywam, więc się przedstawiłem. Wtedy on zapytał – a co chciałbym wiedzieć? Wyraziłem moje rozczarowanie tym, że nie można było zadawać pytań wewnątrz oraz że interesuje mnie jedno ze zdjęć, które przedstawił rano (to z drzwiami wbitymi na 1 metr w ziemię).

Jak to jest możliwe, że drzwi wbiły się pionowo? Przecież skoro był wybuch to siła wyrzuciłaby te drzwi na wiele metrów w bok i nigdy nie miałyby okazji wbić się pionowo w ziemię, bo tak nie działa siła wybuchu w zamkniętym pomieszczeniu jakim jest kadłub samolotu. I jak to się stało, że skoro był wybuch to zaraz obok tych drzwi co to „z szybkością 150 metrów na sekundę wbijały się pionowo w ziemię” leży framuga tych drzwi? I czemu szyby w oknach pozostały nietknięte? Tutaj zaczął mi wywodzić, że ja nie zapoznałem się z jego badaniami, i że jest „ekspertem” i absolwentem słynnej szkoły Cranfield, i że nie znam się na fizyce, i badaniu wypadków lotniczych. No to go zapytałem, ile tych wypadków lotniczych przebadał do tej pory? Tu rzucił mi półgębkiem, że katastrofa smoleńska to jego pierwsze badanie wypadku lotniczego a tak w ogóle to ja nie wiem jaką on ma wiedzę, bo szkoła, gdzie studiował to szkoła założona przez Franka Taylora i to jedna z najlepszych tego typu szkół na świecie… No to go zapytałem czy Frank Taylor zawsze stawia definitywne diagnozy na podstawie origami, które przedstawia zniszczenia skrzydła samolotu? Tu już wyraźnie wkurzony zaczął krzyczeć na mnie wymachując rękami, że Frank Taylor studiował wszystkie zdjęcia jakie mu podkomisja przedstawiła a nie tylko papierową sklejankę i to nie był sklejanka tylko naukowe odtworzenie materiału dowodowego. Więc go zapytałem z jakiego materiału był wykonany ten „materiał dowodowy” czy to przypadkiem nie był papier… i tutaj usłyszałem argument koronny, że – cytuję oryginał, bo rozmawialiśmy po angielsku – „You are full of bullshit, you know nothing, you are full of bullshit” i z ustami pełnymi „bullshit” zniknął we wnętrzu klubu Eagles. Po krótkiej chwili drzwi się gwałtownie znowu otworzyły i ukazał się Glenn pukając się w głową krzyczał swój niepodważalny argument – „You are full of bullshit”. I takim „gównianym” akcentem skończyło się moje zadawanie pytań „ekspertom” Podkomisji Antoniego M.

  1. Jeszcze tego samego dnia na stronie jednego z piewców dobra „podłej zmiany” z okolic Chicago, niejakiego Kuczborskiego ukazała się następująca informacja: „PROWOKACJA KOD!!! Podczas Konferencji Smolenskiej w Chicago KODziarze grozili członkowi komisji i zwymyślali go. Bylo to podczas przerwy kiedy sam wyszedl na zewnatrz.” Aby wyrobić sobie zdanie o poziomie intelektualnym tej części Polonii chicagowskiej wystarczy sprawdzić pełny tekst jego wypocin wraz z „komentarzami” na stronie: https://www.facebook.com/darek.kuczborski.9
    „I to by było na tyle”.
    Załączam zdjęcie z mojej rozmowy z Glennem Jorgensenem przed klubem Eagles. Wystarczy zwrócić uwagę na ręce Glenna i na minę Andrzeja Jarmakowskiego, który przez cały czas nie był w stanie nic powiedzieć, tak był zaskoczony agresją „eksperta”. Sytuację obserwowały jeszcze dwie inne osoby, które znam. Żałuję, że nie ma nagrania, ale nie przewidywałem, że spotkam „eksperta” na ulicy i że zostanę potraktowany „gównianym” argumentem.

Peter J. Włodarczyk

5 Komentarze

  1. A w poniedziałkowym ścierwomicrophone dowiemy się że to uże prawakacja wiadomych sił przeciwnych dobrej zmianie.

  2. Szacunek! Panowie.. by the way… może weźcie władzę nad Chicago.. czas najwyższy, pogonić to buraczane towarzystwo, mieniące się REPREZENTACJĄ POLONII Chicago, bełtające w głowach parafianom od Jacka. Pozdrowienia z Krakowa, od byłego Polonusa.

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: