OPINIA EKSPLOATACYJNA O SĄDACH

2
218

Wszedłem w posiadanie niezwykłych danych na temat jakości eksploatacyjnej polskiego wymiaru sprawiedliwości, gdzie jedni twierdzą, że instancyjność zapewnia bezpieczeństwo porządnym obywatelom. Prawne wsparcie zapewniają prawnicy pracujący pro publico bono („pro bono”), albo darmowa pomoc prawna z urzędu. Sąd najwyższy jest na szczycie i na pewno zauważy każde zło, twierdzą. Co prawda nie jest trzecią instancją i musi wykazać, ale na pewno pomoże… Pisałem o tym, co ten sąd pisze do ludności. Wieloletnie (1/3 życia) działania sądów doprowadziły do sytuacji są czymś czego żaden normalny człowiek nie może znieść bez poważnego uszczerbku na majątku i zdrowiu. W ogóle na jakości życia, bo może doprowadzić to po prostu do nędzy.

Efektem nieskończonego łańcucha źle sądzonych spraw, gdzie sądy nie wykrywają nigdy złodziejstwa i łajdactwa tam gdzie trzeba ma być pozbawienie mieszkania, czyli domu. A wynikło to tylko z chęci ratowania relacji rodzinnych z dzieckiem 20 lat temu! Przez tyle lat trwają przewlekłe postępowania, co wzmacnia oczywiście skutki nieprofesjonalizmu, czyli braku umiejętności zrozumienia tego co się dzieje. Paradoksalnie przewlekłość w pewnym stopniu też chroni przed częścią skutków takich działań prowadzonych za nasze podatki.

Pomijanie wiedzy o eksploatacji przez wymiar sprawiedliwości oznacza zgodę na inne podobne przypadki. Próby pokazania złych zjawisk są po prostu pomijane milczeniem, albo złośliwymi komentarzami. Np. „niech pan nie używa gazetowych określeń”. Właśnie sędziowie powinni znać temat, bo oceniają procesy eksploatacyjne swoich klientów, nawet o tym nie wiedząc. Faktycznie jednak sądy zachowują się podobnie jak inne instytucje: starają się obniżyć poziom do swego. Z tego wynikają zasadnicze błędy systematyczne.

Z przekonania o wyższości wynika często lekceważenie eksperta, jeśli nie jest on wyznaczony przez nie choć wszyscy wiedzą, że sprawa jakości ekspertów wymaga pilnej regulacji. Jest oczywiste, że nie zostanie taka opinia jak ta zamówiona i opłacona, podobnie jak to się dzieje w normalnym życiu. Wymiar sprawiedliwości nie ma takie potrzeby. W ogóle nie wie, że to jest potrzebne. Sąd powoduje eksperta eksploatacji na podstawie potocznego rozumienia tego słowa tylko wtedy, gdy taka sprawa do sądu trafi.

Wiem jak biegli są wpisywani na listy, czy powoływani ad hoc. Naprawdę nie ma odpowiedniej staranności i często opinie takich biegłych stają się fałszywymi dowodami, których często nie da się zmienić. Np. mówiącemu o przewlekłości nie zmienią, bo powiedzą, że żądanie zmiany spowoduje przewlekłość dodatkową! Wiem też jak dobry biegły może być wyeliminowany z gry przez pseudobiegłego. Prezesowi nie zależy na prawidłowości dowodu eksploatacyjnego tylko na prymitywnej podkładce! Kolejne lincze nie tylko nie powodują przeciwdziałań sądów, ale także stają się przyczyną ich pokrzykiwania i poniżania strony w obecności linczujących. To przemoc w postaci zwielokrotnionej.

Oto główne negatywne wydarzenia z całego łańcuszka spraw trwających ponad dwadzieścia lat (gdyby ktoś myślał, że to niemożliwe w państwie prawa to zapewniam, że informacje są pewne):

  • alienacja rodzicielska, zwana wtedy rozwodem z dzieckiem, mimo zwracania uwagi, że to przemoc (wtedy nie było znane pojęcie przemoc alienacji!); ochrzciła przy tym dziecko berz mojej zgody.

  • uporczywe niezauważanie przemocy w miejscu pracy i dokładanie się do tego.

  • pozbawienie funkcji biegłego (i dochodów z tego) z powodu niezgody bezprawne działanie prezesa, który „nie miał możliwości profesjonalnie zweryfikować mnie” sąd pozbawił się i swoich klientów dobrego biegłego. Taki poziom zarządzania wiedzą.

  • tworzenie fałszywych dowodów: wszyscy wiedzą, że biegli są często źli, ale w konkretnej sprawie sądy często twierdzą, ze akurat zdarzyli się dobrzy i żądanie innego biegłego jest traktowane jako przewlekanie (za karę, że się o tym mówi).

  • pozbawienie godności przez obcesowe traktowanie i wspieranie moich adwersarzy, czyli ostentacyjna stronniczość sądów wynikająca z niezrozumienia, albo czego innego. Prezesi zawsze zbywali wszystkie protesty.

  • Wynika to wszystko z nieumiejętności reagowania na realną katastrofę, choć każdy system eksploatacyjny powinien reagować dochodzeniem prawdy i implementowaniem środków naprawczych.

  • używanie psychiatrów i psychologów w sposób niekontrolowany i lekkomyślny, jakby w ogóle nie było problemu niewłaściwych biegłych. Biegli, którzy tworzą fałszywe dowody to poważny problem; sądy nie umieją ustanawiać biegłych i potem traktują ich jako dobrych, niezależnie od poziomu, bo są na liście sądu.

  • postawy prawników, w tym adwokatów sprawiają, że pomoc jest iluzoryczna (nikt panu dziecka nie da – porada przed rozprawą, czy inne próby uproszczenia spraw!).

Sądy bronią źle działającego państwa przed wzorowym obywatelem, a nie obywatela przed takim państwem! Jeszcze mu ubliżają nieraz. W szczególności nie można uzyskać godnego zadośćuczynienia pod różnymi pretekstami, które świadczą o niezrozumieniu szkód jakie się uczyniło i swojej roli. To odszkodowania i zadośćuczynienia na odpowiednim poziomie mogą złagodzić szkody, ale też uświadomić, że nic nie ma bez odpowiedzialności.

Oto absurdalne stwierdzenia sędziów z rozpraw i orzeczeń: „tu nie ma żadnej pomocy tylko sprawiedliwość”, „ma kwalifikacje to może sobie zarobić”, „nie ma przewlekłości, bo przecież wiadomo, że sąd ma dużo pracy” itd. Oddalanie oraz pytania o co chodzi pod rygorem siedmiodniowym (gdy samemu się nie ponosi żadnej odpowiedzialności za przewlekłość) to szczyty nieprofesjonalizmu. Wypowiedzi te cechują nonszalancja, potoczność, brak zrozumienia co wynika z takiego stawiania sprawy. Lekceważenie po prostu: ty głupi nas tu chciałeś wykiwać, ale my się nie damy.

Brak możliwości wypełnienia tytułu wykonawczego, gdyż wierzyciel i wymiar sprawiedliwości doprowadzili długotrwałym działaniem do niemożności zarabiania oraz uzyskania jakiegokolwiek zadośćuczynienia. Zarówno za wadliwe działania wymiaru sprawiedliwości, za łajdackie wręcz postępowanie pracodawców, jak też za postępowanie, wykorzystującego to wierzyciela, który nie chce uczestniczyć w takich sprawach, bo ma papier wystawiany przez sąd od ręki! Szkalując mnie doprowadziła do utraty moich dochodów jako biegłego. Doprowadzono to do sytuacji, gdzie wierzycielka ma dokument sprzeczny z innymi działaniami wymiaru – przeciwko mnie de facto! Za katastrofę smoleńską się wypłaca duże sumy, a za katastrofę spowodowaną przez sądy – nie! Ministerstwo każe się sądzić, co przecież jest skazane na to, co przedtem. Żaden człowiek tego nie zniesie.

Posługiwać się dokumentacją spraw nawet nie można, gdyż jest jej już taka ilość i w takim chaosie, że jest to ponad siły pojedynczego człowieka, nawet najwybitniejszego. Tym bardziej, że człowiek pod naporem w tym czasu (sądy mają go zawsze), a także koniecznością syntetycznego pokazania sprawy na dwóch stronach. Niemniej nawet posługując się pamięcią trzeba pokazać jak naprawdę wygląda obrona obywatela przed złymi ludźmi i wadliwymi mechanizmami państwa. Należy podkreślić, że prowadzi to do niszczenia każdej innej pracy dla społeczeństwa, nawet darmowej, bo układy i takie oszkalowanie nie pozwalają na tym zarabiać. Nie interesuje też ona i wymiaru sprawiedliwości.

Człowiek żyje nie dzięki sprawiedliwości sądowej, a wbrew niej – z powodów przypadkowych przychodów i pomocy innych. Przerzucanie źle sądzonych spraw na rodziny i znajomych poszkodowanych jest zjawiskiem częstym i umyka, gdy ludzie mają większe rodziny, czy możliwości. Gdy człowiek został doprowadzony do nędzy nic już nie może. Jest to absolutna kompromitacja sądów warszawskich i pewnie nie tylko. Casus ten powinien być przedmiotem studiów, aby na marne nie poszło zakatowanie porządnego człowieka i wysokiej klasy fachowca. Pokazuje on jak działa kiepskie prawo, tworzone przez osoby bez adekwatnych kompetencji eksploatacyjnych oraz w rękach jego operatorów, czyli prawników, w tym sędziów, którzy nie mają dość kompetencji, aby pokonać zło zawarte w samym prawie i zrozumieć istotę rzeczy. A przecież sądzenie polega na weryfikacji systemów eksploatacyjnych. Jest przecież powszechne, że chcą nimi kierować osoby bez odpowiednich kompetencji, co powoduje katastrofy i kierowanie sprawa do sądów. Nie mogą one wmawiać robiącemu dobrze, że to jest źle, jak pokazałem! Nawet banki nie wykańczają dłużników tylko restrukturyzują dług by go odzyskać. To co się robi za pomocą egzekucji po prostu ignoruje prawa człowieka (dziś jest Dzień Praw Człowieka): po prostu demoluje się życie na chama, czyli „prawnie”.

Podkreślam, że zdobycie takich informacji o wadach systemu przez wymiar sprawiedliwości jest niemożliwe drogą zlecania. Ogólną wadą prawników jest wykrawanie wygodnych kawałków historii i pomijanie kontekstu eksploatacyjnego, więc w ogóle nim się nie interesują. Jak więc mają naprawiać system? Wszelkie pisma na ten temat są zbywane „zgodnie z przepisami” i chowane do segregatorów. Człowiek poszkodowany, mający wiedzę systemową jest rzadkością i jest on zbywany tak samo, bo każdy dąży do obniżenia poziomu do swojego i zamknięcia sprawy. Nikomu do głowy nie przyjdzie analizowanie łańcucha rozwlekłych spraw, które do takiej katastrofy doprowadziły, mimo że w innych sprawach sądy sądzą sprawy katastrof. Tylko tych skumulowanych, jak komunikacyjne. Mają przekonanie, że to nie jest to samo, choć wszystkie katastrofy mają niewinny początek, który fachowcy powinni zauważyć. Wielokrotnie wykazywałem, że jest na ten temat jest nawet literatura. I tu wymiar sprawiedliwości chce być mądrzejszy i skazać klienta na niebyt jeszcze twierdząc, że to sprawiedliwość.

Tej sprawy zamykać nie wolno, bo to jest zmarnowanie możliwości analizy casusu na szkodę państwa. Zmarnowanie ofiary człowieka tak traktowanego przez wymiar sprawiedliwości. Zgoda, że będzie się on dowiadywał o tych mechanizmach przez lata i nigdy nie naprawi spowodowanych ofierze szkód. W czasie katastrof okazuje się jak dobry jest system. Czy nie zagraża klientom. Wymiaru sprawiedliwości nie naprawi się za pomocą dowolnej wymiany kadry wg czyjegoś uznania. Dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane, do którego wstąpiłem teraz. Dlatego tak ważne jest awansowanie ludzi o wysokich kompetencjach eksploatacyjnych, którzy potrafią tworzyć systemy ludzi podobnych sobie, potrafiących współpracować. Musi ten system chcieć zrekompensować szkody i wdrożyć procedury zapewniające właściwe działanie. Przewlekłość jest ważnym problemem, ale trzeba też rozumieć, że powoduje ona wzmacnianie innych wad postępowań. Proces zwarty nie jest tym samym, co proces rozwlekły.

Niniejsze napisałem wykorzystując najlepszą wiedzę. Jest to jednak forma bardzo skrócona w obliczu ostatecznej klęski, jaką spowodowano. Bliższe opisy zjawisk znajdują się w moich tekstach w Progress for Poland, które lekceważone. Tragedii można było uniknąć wielokrotnie w ciągu wielu lat procesów na różne tematy, gdzie popełniano te same błędy systematyczne. Niestety, było tylko oddalanie i wymijające odpowiedzi. Żadnej w tym odpowiedzialności za jakość eksploatacji systemu wymiaru sprawiedliwości. Zdemolowania życia fachowca wysokiej klasy i porządnego obywatela, przy jednoczesnym wmawianiu, że to jest sprawiedliwość to nie jest żadne osiągnięcie. To kompromitacja. Wszystkie sukcesy są kradzione na skutek takiego sądzenia.

Spowodowanie takiej sytuacji, mimo wielokrotnych ostrzeżeń do czego prowadzą pytania w stylu „a właściwe o co chodzi” zadawane przez sąd na dwa dni przez licytacją i to pod rygorem siedmiodniowym (po miesiącach zwlekania), odsyłanie bez żadnej refleksji świadczy jeszcze raz o wadliwości systemu, który zawsze ma czas i za nic nie odpowiada. Po co do tego systemu się zwracać, mimo już pewności, że nie jest on zdolny właściwie reagować. Jest to postępowanie podobne jak w wielu innych instytucjach. Tymczasem, sąd weryfikuje, nawet jak o tym nie wie – procesy eksploatacji systemów i powinien się zajmować zupełnie inaczej od zwykłych instytucji. Powinien być na wyższym poziomie, a nie próbować obniżyć do swojego, jak to często się zdarza.

Eksploatacyjność prawa zależy od jakości systemów (niby to wiedzą prawnicy wyrażając innymi słowami), które je emitują, zwłaszcza ustawodawcy. Nie oznacza to jednak, że należy prawo stosować jedynie dosłownie, nawet wiedząc, że nie działa jak trzeba. Prawnicy (wszystkich zawodów) są operatorami prawa i to oni muszą naprawiać błędy ustawodawcy. Muszą mieć kompetencje eksploatacyjne. Twierdzenia, że sędziowie się boją i dlatego stosują bezmyślnie literalną wykładnię prawa nie wchodząc w niuanse są wręcz szokujące i budzą strach.

Czemu sąd nie przysyła pism o treści: wicie-rozumicie, nie zdążyliśmy (albo nie rozumiemy o co ci chodzi) i nic się nie da zrobić. Powinien pan wiedzieć, że sądy warszawskie mają wiele pracy. Domyślać się z pisma, z którego wynika, że to pułapka mająca pokazać, że to klient taki głupi i dlatego ma przypadkowo stracić dom? Jak tak można pisać do kogokolwiek w jakiejkolwiek sprawie? Mało już tego, co złego wymiar sprawiedliwości zrobił? Jak się bronić przed łajdakami i durniami, jeśli sam wymiar tak postępuje?

Ekspertów (a sędziowie mają być ekspertami w dziedzinie sądzenia) powinni weryfikować jedynie eksperci tej samej lub wyższej klasy! Tymczasem sam sąd ma kłopoty z powoływaniem biegłych czyli z ich weryfikacją. Prezes sądu chciał weryfikować eksperta wg szkalowań byłej żony za pomocą biegłego psychiatry, choć psychiatra nie ma pojęcia! Uzasadnienie? Bo nie ma innej możliwości! Czyli chodziło tylko o podkładkę z pieczątką, a nie rzetelne świadectwo. Żadnej odpowiedzialności za utratę dochodów i godności, co walnie przyczyniło się do teraźniejszej sytuacji.

Ocieplanie wizerunku sądów nie może się ograniczać do napisu na biletach kolejkowych w biurze podawczym, gdzie „witamy serdecznie w Sądzie Okręgowym”. Jest to banał, za który można serdecznie podziękować. Tym on czarno-śmieszniejszy, że wielu może mieć takie doświadczenia jak opisane w artykule. Żadnej serdeczności – tylko katowanie. Wzorowy obywatel jest gnębiony dodatkowo przez sądy, które nie zamierzają ponosić za to odpowiedzialności. Co w tym serdecznego? Musi być spójność w wizerunku. Pomyłki w dobrym systemie bywają incydentalne, a nie trwale obecne w postępowaniach różnego rodzaju, jak to wynika z posiadanej dokumentacji. To już nie są pomyłki tylko trwałe cechy systemu: błędy systematyczne w samych procedurach i psychice sędziów. Na przestrzeni 20 lat niewiele się zmieniło, co świadczy o niezauważaniu tych problemów przez kierowników eksploatacji. Nawet ludzie przegrani powinni wychodzić z sądu z poczuciem, że jednak ten się starał ustalić prawdę.

Zapewne należy wymieniać kierowników eksploatacji takiego systemu, ale na pewno na takich, którzy mają adekwatne kompetencje (eksploatacyjne). Sama ich nowość, czy naszość nie wystarczy, a może być wręcz szkodliwa. Ja to wiem, że jest takie zjawisko, że decydenci na zbyt niskim poziomie kompetencji obniżają poziom do swojego, albo bardziej. Tego widocznie nie wiedzą sądy w ogóle. Można sobie tylko posłuchać o tym jaka to sprawiedliwość, opieka nad aktywnymi seniorami, pomoc dla wszystkich. Kto ma ratować przed skutkami działań sądów warszawskich?

Gdy wymiar sprawiedliwości nie działa i popełnia takie absurdy masowo, oznacza to, że ludzie, którzy zwrócili się do niego po pomoc w przywróceniu przestrzegania prawa muszą szukać pomocy u rodziny i znajomych, albo przypadkowych przychodów. Nie każdy ma tego typu zaplecze i dlaczego niby mają one ponosić koszty fatalnej pracy wymiaru sprawiedliwości. Wymiar się zgadza de facto na bezprawie i udawanie, że wszystko w porządku. Nie wzrusza go, że to nie on, wymiar sprawiedliwości ratuje obywatela przed skutkami bezprawia, a przypadek, który łagodzi jego absurdalne działania! Za nasze podatki!

Kontakty z sądami można np. streścić krótko: pozew rozwodowy 1996 → pozbawienie dziecka → pozbawienie pracy → licytacja mieszkania 2017. Że dwadzieścia lat? Ano! Co po drodze sądy robiły w swoich rozwlekłych postępowaniach okraszonych np. pokrzykiwaniami na sali sądowej? Wsparły przemoc alienacji rodzicielskiej, przemoc w miejscu pracy i zwolnienie z pracy, pozbawiły funkcji biegłego, bo „nie miały możności uczciwej analizy sprawy”. To jest kompromitacja po stokroć! Wspieranie złodziei!!!! Sądy zachowują się niesamokrytycznie: wszelkie uwagi powodują retorsje i dodatkowe poniżanie. I tak to się sytuacja powoli zapętlała dochodząc do zagrożenia bezpośredniego utratą domu na starość. Wszyscy zarobili na nieszczęściach, zamiast im zapobiegać. Wszystko dzieje się lege artis. To prawo przeszkadza przywróceniu zgodności z prawem. Żadnego zapobiegania złu.

Jak już będziesz bezdomny i chory to będziemy opowiadać w telewizji jak ci robimy wigilie na jakimś rynku. Wszyscy się rozpłaczą nad twoim losem. Na razie zamknij się, bo prawa człowieka to pic na wodę w sądach. Piszę to w Dniu Praw Człowieka ONZ. Jest oczywiste, że takie działanie demoluje dokładnie życie człowieka i społeczne oraz prowadzi do czynów ostatecznych. Co można zrobić żeby Rzeczpospolita Polska zauważyła ten problem i zaczęła przeciwdziałanie? Wymiar sprawiedliwości zgadza się na to, żeby złodzieje (także na stanowiskach) dostawali medale i gratyfikacje? Tak przecież walczą z tymi z komuny…

RAFAŁ WODZICKI

http://progressforpoland.com/zadan-sedziego-nie-mozna-w-nieskonczonosc-rozszerzac-klienta-sadu-mozna/

http://progressforpoland.com/przewleklosc-czyli-brak-odpowiedzialnosci/

http://progressforpoland.com/sad-najwyzszy-pisze-wazne-rzeczy/

Fot. Rafał Wodzicki: sądowy bilet kolejkowy z serdecznościami i Temidą, które się kończą zaraz potem razem ze sprawiedliwością.

2 Komentarze

  1. Coś by z tego było, gdyby wrócić do pomysłu i jeszcze raz go przemyśleć. Za dużo dywagacji, miejscami chaos i brak wyjaśnień. Trzeba się za mocno domyślać. Zrozumiałam, że autor to osoba z listy biegłych, źle potraktowana w sądach, potłuczona 20 letnią rozwlekłością prowadzonych spraw i wypatroszona ze wszystkiego. Emocjonalnie; bardzo dużo niepewności i brak zgody na wew spójność. Ktoś taki powinien wyć i pragnąć zemsty kążdą komórką swego ciała. Być krytyczny wobec oszołomów broniących sądów, domagac się z własną tubą pod sądem zadośćuczynienia za swoją krzywdę. Nie wstydzić się swoich porażek, ale wstydzić swojego obywatelstwa i za swój kraj. Domagać się od wszystkich ugrupowań rzeczywistego naprawienia prawa, albo zacznijmy nawoływać, żeby ludzie przestali chodzić do sądów, bo tam znajdą tylko krzywdę i poniżenie, szczególnie jeśli ich nie stać.

    • Cieszy każda rzetelna krytyka, która może być stymulatorem rozwoju. Takie to rzadkie w Polsce. Jasne, że nic nie jest doskonałe. Ten artykuł jest skrótem, ale i połączeniem dwóch rzeczywistych opinii przedstawionych prezesowi. Trzeba było usunąć niektóre elementy, które na pewno zacierają obraz. Niemniej widać, że jednak sens ogólny został zrozumiany. Napisałem wiele tekstów o wymiarze sprawiedliwości itp. Są cały czas dostępne za pomocą tagów.
      Czy pragnąć zemsty? Ależ to blokuje możliwość jasnego myślenia. Nie ma wielkiego sensu wobec stykania się prawnikami, którzy twierdzą, że nic się nie dzieje, a apelacje załatwiają ewentualne pomyłki. Nic nie załatwiają, podobnie jak kasacje tylko czasami są spektakularnymi zwrotami. Prawnicy popełniają ciągle ten sam błąd: starają się sprowadzić każdą sprawę do jakiegoś prostego schematu. Jak wiadomo poszatkowanie krętej linii na krótkie odcinki daje złudzenie, że są one prawie proste.
      Cały problem w tym, że jest potrzebna zarówno obrona sądów przed powierzchownymi zmianami wprowadzającymi nowe problemy, jak i ich profesjonalna reforma. Reforma musi się opierać na inżynierii eksploatacji, która jednak nie jest powszechnie znana. Ludzie posługują się swoimi pomysłami opartymi na intuicji. Trafienie w dobre rozwiązania zawsze jest przypadkiem.
      Czy wstydzić się obywatelstwa? Nie ma po co, bo przecież zjawiska w kraju są wynikiem naszej skomplikowanej historii, która przerywała nasze procesy rozwojowe wielokrotnie. Domagać się trzeba i to robię, ale pisałem też o tym, jak to ludzi wcale nie interesuje takie stawianie sprawy . Oni wolą swoje pomysły o wątpliwej wartości.
      Czy chodzić z tubą? Są tacy co chodzą, ale jest to mało efektywne, bo naprawdę rzecz jest trudna i nikt dobrych „pomysłów” pod wpływem tub nie będzie miał.
      Czy nie chodzić do sądów? Nie można, bo przecież nie ma alternatywy.
      Widać, że rzecz jest bardzo trudna… Każdy człowiek co coś z tego pisania zrozumiał to już jest sukces. Przede wszystkim jednak powinni się tym interesować prawnicy wszystkich zawodów, a sędziowie przede wszystkim. Ci jednak uważają, że wiedzą lepiej…. Bardzo trudna rzecz….

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: