Opozycja obywatelska 2017: miłość albo samotność

1
502

 

 

But after all is said and done

You’re gonna be the lonely one

– z piosenki Cher (Believe)

 

To stara piosenka. I bardzo przejmująca. Cher śpiewa o miłosnej rozpaczy. O odejściu. I o namiętności, która nagle ustała. Możemy dzisiaj sformatować znaczenie tych słów do naszych potrzeb. Nie przypuszczam, aby Cher miała coś przeciwko temu.

Co się więc stało? What is done? Wiemy. Opozycja obywatelska została rozdrobniona, a dokładniej – sama się rozdrobniła. Z powodów, które dzisiaj brzmią nawet logicznie. Rozdrobnieni utrzymują  –  wielu z nich  –  że nie było innego wyjścia. Ponoć powstał niemożliwy do usunięcia konflikt charakterów.

Puff. Stało się. Ruch stracił spontaniczność. Pozostała rozpacz, z której próbujemy się wydostać. Nie wszyscy. Wielu już tam pozostanie  –  skaleczeni, rozgoryczeni na zawsze. I już niezdolni do miłości.

Są różne propozycje ratunkowe. Jedną z nich to drobne miłostki, mniej lub bardziej przejściowe, przypadkowe albo nie, mające tchnąć w nas na powrót dawne uczucie. Ale to krótkotrwałe rozwiązanie. Iluzja dla niezdolnych do prawdziwej miłości. Rozpacz, pogłębiana pamięcią o podniosłych chwilach, powróci ze zdwojoną mocą. Nowe procedury, komisje rewizyjne, niezależne audyty oraz obietnica transparentności też nie odbudują pierwotnego spontanu; mogą stworzyć związek, hierarchiczną organizację, partię, warsztat pracy czy paramilitarny legion, ale nie reanimują miłości. Wracając do liryki piosenki – co takiego zostało powiedziane? Już później, po rozdrobnieniu. I komu grozi samotność?

“Wierzę, że jest uczciwy i rozumny”  –  powiedział niedawno Adam Michnik o Mateuszu Kijowskim. Zaraz został mocno skrytykowany. Zarzucono mu amoralność i brak przyzwoitości. I że udaje głupiego. Ale to nie Michnikowi grozi samotność.

W sytuacji kiedy Polska gospodarczo ma się dobrze,  w Europie dochodzi do ataków terrorystycznych, a Kościół wyraźnie wspiera PIS i jest wrogi wobec opozycji obywatelskiej, Mateusz Kijowski nie mógł zrobić dużo więcej. Spontan miał niewielkie szanse powodzenia. Nawet bez faktur i alimentów. Frasyniuk z Wałęsą też nie daliby rady.

Gdyby KOD  –  ten z zeszłego roku  –  zdołałby w poważny sposób osłabić PIS, albo nawet doprowadzić do dymisji rządu, to wtedy wszystkie dzisiejsze zarzuty wobec MK nie miałyby żadnego znaczenia. Że sobie wystawiał faktury? No i co z tego? Z czegoś musiał żyć. Że chciał być jedynym liderem? Inaczej, panie, nic się nie da zrobić. Ktoś musi decydować. Demokracja? Procedury? Coś pan, zwariował? To spontaniczny ruch, a nie drużyna harcerska! Zalega z alimentami? Proszę pana, Bill Clinton miał romans w Białym Domu i naród mu wybaczył. Co tam alimenty! Każdy ma coś. Pan święty? Tak by to wyglądało. Gdyby KOD spełnił pragnienia milionów Polaków, MK byłby dzisiaj  –  jak kiedyś Wałęsa  –  niesiony na rękach przez cały naród. Męski kucyk, po wąsach Lecha, stałby się w Polsce popularny.

Nadal się żarzy. Może nie do białości, ale ciepło jest odczuwalne. Jeżeli jest jakaś szansa, aby ocalić ogromną energię obywatelską wygenerowaną przez ostatnie 18 miesięcy, to może tego dokonać właśnie postawa szacunku i wiary w ludzi, w tym w Kijowskiego. To postawa wizjonerska, nie roszczeniowa, nie odwetowa. I wymaga wysiłku, dojrzałości. Niech będzie, że jest to szacunek ostrożny, wstrzemięźliwy. Na początek nie musimy jednak trzymać się za ręce. Chodzi o to, aby móc obok siebie stać.

Na co jednak liczy ktoś, kto publicznie nazywa Kijowskiego złodziejem i dyktatorem, a potem chce się z nim umówić na randkę na Krakowskim Przedmieściu? Internet jest obwieszony wyzwiskami i bluzgami. Wszędzie wiszą ciężkie słowa. Miłości ktoś musi przeszkadzać. To chyba dla niektórych imperatyw. Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie podtrzymywał w społeczeństwie potrzebę rezerwy i podejrzliwości.

I to on skazany jest na samotność.

 

Tekst ukazał się również na portalu studioopinii.pl

zdjęcie: twitter.pl

 

Dariusz Wiśniewski

 

 

 

1 Komentarz

  1. Moim zdaniem tu nie chodzi o miłość ale o brak pragmatyzmu i przekładanie własnych ambicji nad dobro nadrzędne, którym jest Rzeczpospolita. Nie musimy kochać ludzi mających odwagę sprzeciwiać się otwarcie państwu bezprawia, potrafiących wyprowadzić tysiące, dziesiątki tysięcy ludzi na ulice. To prawda, lider może być tylko jeden i tu pojawia się problem, bo w miarę okrzepnięcia oddolnego ruchu, powstawania struktur, rodzą się nowi kandydaci na liderów,wychodzi na jaw małostkowość i dbanie o własne interesy. Moje musi być na wierzchu. Dochodzi też do tego powielanie metod działania “dobrej zmiany”, której członkowie powinni mieć identyczne poglądy i broń boże głośno nie mówić o pojawiających się nieprawidłowościach czy wadach strukturalnych, programowych.
    Taki typ myslenia dotyka nie tylko świeże ruchy obywatelskie ale i partie opozycyjne w naszym parlamencie.
    Żeby wygrać z ”dobrą zmianą” powinniśmy,jako obywatele a ruchy obywatelskie w szczególności, podjąć się pozytywistycznej pracy u podstaw nad naprawą tego co w kraju złe i budowaniu dobrych struktur, łącząc się w imię dobra Rzeczpospolitej i przekładając Jej dobro nad animozję i prywatę. Nie musimy się kochać, współpracujmy nie bojąc się dyskusji.

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: