Polska wygrała z Niemcami i nie tylko

2
156
Fot. Rafał Wodzicki: Świnoujście - tablica pamiątkowa niemieckiego pisarza.

Od wojny obowiązuje wersja, że Polska przegrała w czasie wojny wszystko co się da! Parę lat temu zrozumiałem, że wcale tak nie jest. Z natury rzeczy działania polskiego narodu, a więc i jego państwa były rozproszone i nadzwyczajne. Kapitulacja Niemiec przed Polską nie była więc tak wyreżyserowana i spektakularna, jak innych aliantów, natomiast miała miejsce. Ledwie wspominana kapitulacja Wilhelmshaven przed generałem Maczkiem i wejście tam polskich okrętów Conrad, Ślązak i Kujawiak, które uprzednio wspierały pierwsze lądowania armady alianckiej na Normandię, ma taki wymiar. Wzmacnia go to, że następnego dnia padła twierdza niemiecka Wrocław. Zebranie tych faktów w całość stwarza zupełnie inną perspektywę.
Kampania wrześniowa 1939 roku to był ogromny sukces wypracowany w maksymalnie wykorzystanym krótkim okresie międzywojennym! Miesiąc walk w takich warunkach (niekorzystne granice, co pogorszyło jeszcze zajęcie Czechosłowacji) to rewelacja! Gdyby nie popełniono błędów i gdyby Związek Radziecki nie dokonał łajdackiego ataku nie skończyłoby się na tym. Gdyby Francja, Belgia, Holandia i Wielka Brytania podjęły działania w tym samym czasie losy wojny byłyby inne. Widać tu dokładnie jak działa brak współpracy. Niemcy mogli rozpracowywać kolejno wszystkich, którzy razem tylko mogli stanowić siłę. Nawet taką potęgę jak Francja, która przegrała w jak najgorszym stylu.
Stworzenie polskiego rządu, a następnie sił zbrojnych na emigracji było sukcesem samym w sobie, podobnie jak powstanie AK i Państwa Podziemnego oraz Armii Andersa. Co by nie powiedzieć gorzkim sukcesem były też armie Ludowego Wojska Polskiego, będącego pozostałością po armii Andersa. Polska była przez cały czas pojęciem rozmytym, podobnie jak przez 150 lat przedtem. Wymieszane w czasie zaborów narody i rozmyte granice etniczne zmuszały do nienajlepszych kroków wobec sąsiadów. Wygrana wojna z bolszewikami bezpośrednio po odzyskaniu niepodległości to ewenement sam w sobie, jednak skracający okres międzywojenny.
Nieważne tu są polityczne walki między stronnictwami sprzed wojny i czasu wojny. Ważne jest to, że działania takie – mimo wielkich trudności Polska jako całość podjęła z sukcesem. Masy żołnierzy udało się w warunkach wojennych w podróże dookoła Europy, by NATYCHMIAST podjąć walkę w warunkach takich jak były możliwe. Powstały struktury polityczne w warunkach pomocy udzielonej przez Francję i Wielką Brytanię. Zanim upadła Francja zaledwie trzy kwartały po Polsce – już tam było polskie wojsko. Upadek tego państwa w stylu znacznie gorszym niż Polski (sześć tygodni przy pomocy brytyjskiej i nie tylko) nie przerwał działań polskiego rządu i wojska. To „nieistniejąca” (jak to twierdził Związek Radziecki) Polska jako jedyna – jeśli nie liczyć generała de Gaulle’a i jego wspaniałego sprzeciwu wobec upadku Francji – udzieliła sojuszniczej POMOCY osamotnionej Wielkiej Brytanii. Nie była to pomoc taka sobie, przypadkowa. To była pomoc bardzo istotna!!!
I dotyczyło to wszystkich rodzajów wojsk. Marynarka Wojenna, która prawie cała przeprowadziła się do Wielkiej Brytanii miała atlantyckie okręty gotowe do walki. Największe wypłynęły do Wielkiej Brytanii w ramach operacji Pekin tuż przed wojną: 30 sierpnia. Później prawie wszystkie okręty, także te wynajęte na czas wojny, brały udział m. in. w konwojach do Murmańska (zaopatrujących Związek Radziecki!!!) oraz w desancie normandzkim. Ten ostatni opisuje marynarz z polskiego okrętu (cyt. Wielkie dni małej floty): Przychodzi nagląca prośba z lądu (…) o wsparcie ogniem artylerii artylerii okrętowej. „Ślązak” znajduje się najbliżej, pospieszył więc na ten sygnał. (…) Rozpoczyna huraganowym ogniem ostrzeliwać pozycję nieprzyjacielską w lasku. (…) Po godzinnym bombardowaniu umilkły też działa „Ślązaka”. Wreszcie przychodzi sygnał z lądu od dowódcy odcinka: I think you saved our bacon. Thank you. Stand by do it you again. Tegoż popołudnia przyszedł drugi sygnał od dowódcy grupy, do której należał „Ślązak”: (…) Slazak, fine work!
Wszystkie trzy polskie okręty wojenne należące do sił wspierających lądowanie w Normandii, odniosły duże sukcesy bojowe w pierwszym dniu inwazji. Doskonałe wyniki (…) zapisały na swoim koncie dwa inne polskie okręty: Błyskawica i Piorun. – pisze Pertek. Piorun to ten, który brał udział w osaczaniu pancernika Bismarck na Atlantyku. Koło ratunkowe ze Ślązaka znajduje się w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, Błyskawica zbudowana przed wojną (była w zespole okrętów wysłanym do Wielkiej Brytanii ) istnieje do dziś jako okręt-muzeum łącząc historię całej marynarki Wojennej. Nie do wszystkich dociera wielkość tych zabytków historii.
„Lord admiralicji brytyjskiej: A. V. Alexander na otwarciu wystawy w dniu święta Marynarki Wojennej 10.2.1944 rzekł: Gdyby Józef Conrad, żył dzisiaj, gdyby mógł obejrzeć tę wystawę, pewien jestem, że zrozumiałby, że praca jego życia nie poszła na marne. Conrad służyć musiał w brytyjskiej marynarce handlowej, tak jak wielu jego rodaków, którzy dzisiaj zdobywają na wszystkich morzach świata wawrzyny dla Polski. Za czasów Conrada nie było bandery polskiej na morzach świata, dzisiaj jest ona wszędzie. Gdziekolwiek w czasie tej wojny gromadzą się statki i okręty, prawie zawsze widać wśród nich banderę polską.” Pertek kończąc swoją książkę cytuje angielskiego historyka: Ze wszystkich flot Zjednoczonych Narodów żadna nie walczyła lepiej w warunkach najwyższych trudności operacyjnych jak Polska Marynarka Wojenna.
Na szlaku dywizji pancernej Maczka znalazł się obóz jeniecki Oberlangen: pierwszy w historii obóz dla kobiet-żołnierzy Armii Krajowej. Ich prawa kombatanckie zostały wymuszone przez Aliantów w końcu powstania warszawskiego. Płk Stanisław Koszutski mówił o spotkaniu na ziemi niemieckiej dwóch polskich sił zbrojnych: niech dzień 18 kwietnia 1945 pozostanie na zawsze w pamięci, jako ukoronowanie trudów.
Szlak dywizji pancernej kończył się w okolicach Wilhelmshaven. Atak na twierdzę miały przeprowadzić trzy dywizje pancerne – także dwie kanadyjskie. Gdy Niemcy dostali informację o upadku Berlina skapitulowali 5 maja przed płk Antonim Grudzińskim (następnego dnia Wrocław rozpoczął swoje polskie życie). Była to główna baza floty wojennej (3 krążowniki, 18 okrętów podwodnych, 205 innych jednostek) oraz kilkanaście dywizji piechoty i artylerii.
Do portu Wilhelmshaven wszedł polski krążownik Conrad (zastępujący zatopionego u brzegów Normandii Dragona). Jej oficer wspomina: w pewnej chwili oficer łącznikowy podaje mi lornetkę i wskazuje coś ręką…. Na dominującej nad miastem wieży spostrzegłem polską flagę. (…) Polska flaga nad Wilhelmshaven. Do Wilhelmshaven weszły też Krakowiak i Ślązak. Likwidacją niemieckich okrętów podwodnych dowodziła Błyskawica, która przecież walkę zaczęła już 7 września 1939 r. Miało to niezwykłą wymowę! Uczestniczyły w tej operacji też Krakowiak i Piorun – okręty wypożyczone przez Państwo Polskie na czas wojny!
O tworzeniu lotnictwa we Francji i Wlk. Brytanii pisałem tutaj w artykule o płk. Tadeuszu Rolskim, który miał zasadniczy wkład w tworzenie i kierowanie nim. Wszyscy wiedzą o wyczynach lotników polskich w bitwie o Anglię i walkach w Afryce. Historie te nie pozwalały zapomnieć o tym, co było przedtem przez cały czas jedynie słusznego ustroju. Można było o tym czytać w Miniaturach Morskich, książkach Janusza Meissnera i Arkadego Fiedlera oraz opisach kartonowych modeli z małego Modelarza.
Wspierała tych lotników pilotka transportowa – córka Józefa Piłsudskiego przeprowadzając jako pilot nowe samoloty z fabryk amerykańskich na front. Matka ją znała jak ja syna Rolskiego… Niesamowite.
Bitwy o Tobruk, Monte Cassino (kuzyn był tam w łączności z przyszłym prezydentem Ryszardem Kaczorowskim!) i Arnhem to wielki wkład w zwycięstwo koalicji. I w Berlinie jedyny raz było ludowe wojsko uwikłane w stalinowską rozgrywkę, ale jednak. Wielką rzeczą było powstanie warszawskie 1944, które było momentem pokazującym ostatni raz siły związane z przedwojenną Polską w obliczu gwałtownej przemiany, w tym granic.
Wojciech Zajączkowski wrócił do Chybia w końcu lipca 1947 r. Musiał się meldować w urzędzie bezpieczeństwa tak jak wszyscy żołnierze polskich sił zbrojnych na zachodzie. Próbowano też czepiać się Volkslisty nr 3. Nie zamierzał się tłumaczyć. Swoją polskość udowodnił w boju, tak jak większość Ślązaków z Wehrmachtu.
Różnorodność polskich sił zbrojnych ułatwiała zawsze wszelkie wzajemne krytyki. I tak np. generał Anders często jest przywoływany jako krytyk decyzji o powstaniu warszawskim. Gdy jednak się zna jego życiorys, można zauważyć, że przecież nie rozumiał on kontekstu i tragicznej sytuacji, w jakiej znalazła się Warszawa. Złudzeniem jest, że powstanie wielkopolskie, w którym Anders brał udział wygrało, bo musiało wygrać. Jego atak na Monte Cassino miał bardziej symboliczne znaczenie niż powstanie warszawskie, jeśli się weźmie pod uwagę fakt niekonieczności zdobywania klasztoru. Inne zachowania Andersa dodają wątpliwości.
Armia polska – wraz z tą na wschodzie – była czwartą siłą militarną. Niestety, uwikłaną w historię i politykę. Zrobiła to, co się dało, bo mogło być tylko tak jak było! Tragiczne braterstwo broni z Armią Czerwoną oczywiście było niemożliwe na początku wojny. Tragicznie zakończone braterstwo broni z Aliantami zachodnimi nie musiało takie być nawet wobec podziałów jałtańskich. Najwidoczniej komuś zależało, żeby wesprzeć Związek Radziecki…
Niestety: polski wysiłek wojenny był rozproszony i prostego zwycięstwa dobrego nad złem, z natychmiastowym następstwem nie było. Było natomiast aktywne trwanie w dostępny sposób i tworzenie podstaw pod wolną Polskę wynikające wprost z siły narodu, który w 1918 r. odzyskał niepodległość. Jak pisałem tu – z dzisiejszej perspektywy przesunięcie granic kosztem ogromnych cierpień wielu ludzi oznacza dziś duży spokój i możliwość rozważania własnej pozycji bez strachu. Wbrew pozorom, nawet dla Niemiec to jest lepsze. Są one postrzegane dziś jako czynnik konstruktywny w Europie. Są w stanie zrozumieć co się stało z Polską dzięki ich agresji z 1939 roku. Nie chcą być bandytą europejskim i zwalczają najaktywniej przejawy neofaszyzmu. Jest to rzecz bezcenna.
Żeby przyjechać do Wrocławia czy Szczecina i oglądać pamiątki swojej historii Niemcy, o które dba Polska (wrocławianie polscy chcą kontynuować dobre dziedzictwo niemieckie), nie muszą wywoływać wojny. Nie da się wykreślić tego, że barwy niemieckie to barwy studentów uniwersytetu wrocławskiego. Że osławiony Żelazny Krzyż został ustanowiony we Wrocławiu … Tak samo chcielibyśmy być traktowani we Lwowie i Wilnie, bo tam przecież były ośrodki polskiego patriotyzmu… Dobrze, że możemy tam jeździć i dyskutować z tamtejszymi narodami, mimo że bywa to trudne jak nasza wspólna historia.
To też wywalczyła Polska i to dla wszystkich płacą ogromną cenę.
Okręt Błyskawica jako muzeum odzyskał zwój znak taktyczny i kamuflaż z lat wojny, z atlantyckich szlaków – H34 ku pamięci tamtych lat. Nie poniżajmy się i tych wszystkich ludzi, którzy walczyli, twierdząc, że Polska wszystko przegrała, bo nie jest to zwycięstwo schematyczne, typu mocarstwowego. Polska wygrała to, że dzisiaj jest tym czym jest: dużym państwem europejskim o całkiem niezłej reputacji i przetrwała. Kto chce to sobie siedzi we Francji, a kto chce w Chicago, dzięki czemu miałem gdzie to napisać… Nie ma się co dziwić emigracji zarobkowej: zawsze taka jest w czasach, gdy występuje duża różnica poziomu gospodarek (zasada naczyń połączonych i tu działa). Pracujmy nad tym, żeby było lepiej. Żeby ta różnica była jak najmniejsza. Tępmy aktywnie złe rzeczy. Wyzyskujmy wszystkie możliwości, jakie dała ta wygrana. I nie topmy się niekostruktywnie w wykazywaniu, że Polska była tylko pokrzywdzona. Pokrzywdzona była np. niedopuszczeniem do udziału w defiladzie zwycięstwa i działaniami Stalina wobec niej, ale to była cena za zwycięstwo „nieistniejącego” państwa wobec niewyobrażalnej przemocy. Przemiany 1989 r. zakończyły ten cykl. Jest powód, żeby być dumnym i nie jęczeć.
Rafał Wodzicki

Bibliografia:
* Jacek Kutzner i Aleksander Rutkiewicz: Polacy z Wehrmachtu w polskiej 1 Dywizji Pancernej gen. Maczka. Oficyna Wydawnicza RYTM, Warszawa, 2011.
* Jerzy Pertek: Wielkie dni małej floty. Wydawnictwo Poznańskie. Poznań 1990
* Adam Sikorski: Było nie Minęło; Kronika Zwiadowców Historii. TVP Lublin – serial historyczny.

Fot. Rafał Wodzicki: Świnoujście – tablica pamiątkowa poświęcona niemieckiemu poecie, który tu mieszkał w czasach niemieckich. Zdjęcie wykonane w czasie izolowania domu.

2 Komentarze

  1. W sieci znalazłem wspomnienia z bombardowania Świnoujścia przez Amerykanów na żądanie Stalina (piszą ciągle że to RAF), gdzie autor przebywał w piwnicy pod szkoła im. Fontanego, którego pamięci poświęcona jest tab,lica na zdjęciu.

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: