„Polskie obozy śmierci” oraz pamięć, która jest niezgodna z prawem

0
335

Określenie „Polish Death Camps” zostało w ostatnim tygodniu użyte tysiące razy, i to w wielu językach świata – znacznie więcej niż przez ostatnią dekadę. Ktoś, kto nigdy w życiu nie słyszał o obozach zagłady, albo się zbytnio nie interesował historią, dzisiaj – w atmosferze dyplomatycznego napięcia pomiędzy Polską, a Izraelem i USA –  dopuszcza możliwość, że obozy „może” jednak były polskie.

Anne Applebaum nazywa to efektem „Barbary Streisand”.

Streisand effect jest zjawiskiem, które powstaje wtedy, kiedy ktoś, przesadnie i nieproporcjonalnie do problemu, próbuje na siłę zmienić społeczną percepcję, poprzez ukrywanie, przekręcanie faktów i niepotrzebną cenzurę. Wywołuje wtedy reakcję dodatkowego zainteresowania. Podobno kiedyś dociekliwy fotograf podkradł się do rezydencji Streisand w Malibu, Kalifornia. Chciał zrobić kilka fotek. Nakryła go piosenkarka i chciała mu przeszkodzić. Wybuchła awantura i fotki obiegły cały świat.

Nerwowa i niepotrzebna reakcja obronna w sytuacji, która wcale tego nie wymaga, powoduje nie tylko odwrotny rezultat, ale ściąga podejrzenia i wątpliwości. Skąd taka zaskakująca reakcja? Najczęściej za niepotrzebnie gwałtowną obroną ukrywa się jakiś powód. Nerwowość, według opinii publicznej, musi być czymś spowodowana. Jeżeli ktoś bez przerwy powtarza, że jest niewinny, że jest tylko ofiarą, wtedy, kiedy właściwie nie ma zmasowanych oskarżeń, powstają wątpliwości co do deklarowanej niewinności. I rodzą się pytania. A tak właśnie uczynił polski rząd: nie tylko chce siłowo wymusić korzystną percepcję świata, ale dodatkowo zamierza ścigać i karać świadków tamtych czasów, których pamięć może być teraz niezgodna z nowym prawem.

Oficjalne stanowiska rządów Izraela, USA i innych państw, również Niemiec, są jednoznaczne: obozy koncentracyjne były niemieckie, nazistowskie. Pojedyncze wypadki kwestionowania tej prawdy nadal zdarzają się – to prawda – ale są podyktowane złośliwością, brakiem wiedzy i ignorancją. W ostatnich latach takich przypadków jest zresztą znacznie mniej. Ale PIS utrzymuje, że takie incydenty nie są wynikiem pomyłki, a światowej zmowy  – „antypolskiego planu”. A “antypolskość” kojarzy się wielu Polakom z “wrednym” Żydem.

Dyskusji o nowelizacji IPN towarzyszy tysiące komentarzy o charakterze antysemickim. “Patrioci” polscy dzielnie wspierają PIS w walce z “antypolskimi” siłami. W rządowej telewizji na okrągło lecą „dowcipne” dialogi o Żydach. W wypowiedziach polityków pojawia się narracja „gettowa”, o zewnętrznym świecie, który planuje zniszczyć polski naród. Jarosław Kaczyński twierdzi, że konflikt dyplomatyczny z Izraelem i USA, to rezultat spisku przeciwko Polsce. Maciej Świrski z Polskiej Fundacji Narodowej poszedł jeszcze dalej: „Ta linia narracyjna oplata polski kalendarz polityczny i dyplomatyczny jak wąż dusiciel”.

Publicystka The Washington Post twierdzi, że ustawa o IPN – którą nazywa głupią i niepotrzebną – spowoduje nie tylko ogólnoświatową dyskusję na temat polskiego uczestnictwa w Holokauście, ale również wzrost konspiracyjnych teorii w Polsce, a co za tym idzie  – konsolidację przestraszonego elektoratu PIS. Postępująca izolacja Polski na arenie międzynarodowej – która teraz jeszcze się pogłębi –  będzie tłumaczona przez populistyczny rząd, jako dowód na “niezależność Polski” i wstawanie z kolan. Wielu Polaków przyjmie te interpretację.

Ksenofobia PIS ma więc swój walor wyborczy.

 

(link do artykułu)

https://www.washingtonpost.com/opinions/global-opinions/the-stupidity-and-unenforceability-of-polands-speech-law/2018/02/02/95888e36-082b-11e8-8777-2a059f168dd2_story.html?utm_term=.c3c38330a71d

zdjęcie: interia.pl

Dariusz Wiśniewski

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: