Pracownicy delegowani: to jest spór między bogatymi i biedniejszymi krajami UE

    0
    755

    W propozycji zmian w dyrektywie o pracownikach delegowanych, chodzi nie tylko o to, że firmom z biedniejszych krajów UE, zakaże się korzystania z przewagi komparatywnej, w postaci niższych oczekiwań płacowych. Powstanie przyzwolenie na drobiazgowe urzędnicze kontrole, które będą sprawdzać, czy wszystkim pracującym w tym samym miejscu, na tym samym stanowisku wypłacana jest równa płaca.

    Podstawowym celem zmian w dyrektywie o pracownikach delegowanych jest, w wymiarze propagandowym, zapewnienie, aby pracownik delegowany – wysyłany np. przez firmę z Polski, aby wykonał pracę w Danii, Francji czy Niemczech – zarabiał tyle samo, co niedelegowany Duńczyk, Francuz czy Niemiec na tym samym stanowisku. Tego oczywiście zapewnić się nie da – chodzi o to, aby regulacyjnie zakazać pracownikom delegowanym pracy poniżej wynagrodzeń lokalnych pracowników na analogicznych stanowiskach.

    Projektu tego nie należy mylić z zagwarantowaniem pracownikom delegowanym płacy minimalnej w kraju, na terytorium którego zostali wysłani – to zostało już bowiem wprowadzone w 2014 roku. Jeżeli wejdą w życie obecnie proponowane zmiany, to niezgodne z unijnym prawem będzie nie tylko wypłacanie pracownikowi delegowanemu 1400 EUR w przypadku, gdy płaca minimalna np. we Francji wynosi 1500 EUR, ale także wypłacanie np. 2200 EUR, jeżeli na danym stanowisku zarabia się zazwyczaj 2500 EUR. Warto tutaj zauważyć, że Unia Europejska chce zakazać uzasadnionych różnic płacowych – np. zagraniczny pracownik, delegowany do Francji, może gorzej znać lokalne realia oraz język francuski, więc będzie mniej produktywny w porównaniu z pracownikiem pochodzącym z Francji.

    Jak pokazują dane Komisji Europejskiej cytowane przez Bruegel Institute, na 2 mln pracowników delegowanych do pracy w innym kraju UE Polska wysyła ich największy odsetek – 22,8 proc.3, czyli ponad 400 tys. osób. W ramach obecnego wspólnego rynku, opartego na swobodnym przepływie osób, polscy pracownicy zyskują na rynkowym mechanizmie przewagi komparatywnej: posiadając niższe oczekiwania płacowe w porównaniu z rodzimymi pracownikami z krajów Europy Zachodniej, mają większe szanse na zdobycie pracy m.in. jako pracownicy delegowani z firm polskich.

    – Projekt nowelizacji dyrektywy o pracownikach delegowanych zamierza ten naturalny wolnorynkowy mechanizm zlikwidować – mówi w rozmowie z MarketNews24 Rafał Trzeciakowski z FOR.

    Przejawem tego jest wprowadzanie przez Unię Europejską nowej definicji wspólnego rynku: nie chodzi tu o wspólność polegającą – jak słyszymy od wejścia do UE 1 maja 2004 roku – na swobodnym przepływie osób, połączonym z możliwością swobodnego podejmowania zatrudnienia, a dzięki temu z oddolnym bogaceniem się europejskich pracowników z różnych krajów, ale o wspólny rynek rozumiany jako wspólnotę odgórnych wymagań socjalnych, a mówiąc bardziej dosadnie: wolny rynek jako ochrona przywilejów państw bogatych przed państwami biednymi, czego logicznym następnym krokiem będzie wprowadzenie ceł przeciwko towarom z biedniejszych państw członkowskich.

    W sprawie nowelizacji dyrektywy o pracownikach delegowanych w maju 2016 r. doszło do zgodnego sprzeciwu parlamentów jedenastu państw członkowskich – Bułgarii, Chorwacji, Czech, Danii, Estonii, Węgier, Łotwy, Litwy, Polski, Rumunii i Słowacji. Ich sprzeciw uruchomił tzw. procedurę żółtej kartki, która zobowiązywała Komisję Europejską do ponownego przeanalizowania propozycji legislacyjnej w kontekście podejrzenia złamania zasady subsydiarności. W lipcu 2016 r. Komisja uznała jednak, że projekt jest zgodny z zasadą subsydiarności i nie wymaga zmian. Spór jednak trwa.

    Foto: Praca – wnp

    Tekst i wideo: @MarketNews24

    Skomentuj

    Prosze wpisz komentarz!
    Wpisz Imie: