Prom Jan Heweliusz zatonął ćwierć wieku temu.

0
181
Świnoujście: Jan Heweliusz

Dziś mija 25 lat od chwili gdy na Bałtyku zatonął prom pływający na trasie ze Świnoujścia do szwedzkiego Ystad. Jako ekspert inżynierii eksploatacji byłem bardzo zainteresowany dochodzeniem w sprawie tej katastrofy. Wtedy też poznałem wartościowe artykuły kapitana ż. w. Marka Błusia, w którym rozpoznałem bratniego eksperta inżynierii eksploatacji. To było przyczyną nawiązania kontaktu, a potem przyjaźni.

Kiedy w dzieciństwie jeździłem na wakacje do Świnoujścia byłem świadkiem odbudowy linii promowej Polska-Szwecja w 1967 r. Z plaży, z zainteresowaniem obserwowaliśmy dostojne wychodzenie w morze i powroty tego promu, a potem i drugiego – Skandynawia. W porcie uruchomiona została przystań w miejscu, gdzie stacjonował niesławnej pamięci pancernik Schlezwig-Holstein. Była to naprawdę wielka rzecz. Na plaży megafony zapowiadały także po szwedzku, a na deptaku szaleli Szwedzi. Wielki świat. Więc usłyszawszy o katastrofie od razu wiedziałem o co chodzi.

Obserwowałem całe dochodzenie i rozprawy w sądach morskich. Także walkę Marka Błusia o wyjaśnienie szczegółów. Nawet organizował wyprawy nurkowe do wraku oraz wspierał rodziny marynarzy, którzy zginęli. Było widać wiele nieprawidłowości w każdej sprawie. Oczywiście sztorm wtedy był wyjątkowy, ale przecież Bałtyk nie jest oceanem gdzie powstają fale olbrzymie. Przyczyny katastrofy są po stronie człowieka. Nie będę tu przypominał wszystkiego, bo zainteresowani mogą zawsze znaleźć wiele materiałów na ten temat. Warto tylko przypomnieć, że prom miał istotne wypadki w warunkach portowych, a naprawy czy rekonstrukcje w stosunku do pierwotnego projektu wg którego wybudowano prom Mikołaj Kopernika były wykonywane w sposób nonszalancki. Także codzienna praca pozostawiała wiele do życzenia. Nie mógł przetrwać huraganu o prędkości 160 km/h i fal o wysokości 6 metrów.

W wywiadzie udzielonym Gazecie Wyborczej kapitan-redaktor Błuś wskazuje na jeden ważny element sytuacji. Otóż nie wykorzystano wniosków z tej katastrofy, choć przecież po to robi się dochodzenia, żeby uniknąć takich przypadków w przyszłości. Może nawet nie uniknąć tylko zmniejszyć drastycznie ich prawdopodobieństwo. Tak jak w przypadku katastrof lotniczych i nie tylko – dochodzeń nie robi się dziś tylko po to, żeby zwalić na tego co zginął całej winy. Trzeba zrozumieć co się stało, ale też zapisać w historii firmy i branży jako wiedzę potrzebną w eksploatacji. W życiu codziennym nazywamy to doświadczeniem.

Tymczasem organizacje zakończone sprawy wkładają często bezrefleksyjnie do segregatora i zapominają o nich nie starając asie ich wmontować do swojego systemu eksploatacyjnego. Ludzie tak czyniący nie mają dostatecznych kompetencji eksploatacyjnych. Koszty odkrywania Ameryki za każdym razie mogą ponieść klienci ich firm. Pasażerowie, wynajmujący, pacjenci, petenci itp. Opłacą niekompetentnych kierowników eksploatacji, często swoich katów. Można ich tak nazwać, bo przecież brakuje im odpowiedzialności i kierują sposobem może jakoś się uda. Jeśli się nie uda to próbuje się przerzucić koszty na poszkodowanych, np. twierdząc, że to siła wyższa. Oczywiście w profesjonalnej eksploatacji nie ma, żadnego jakoś… Niestety, nawet weryfikujący jakość eksploatacji wymiar sprawiedliwości postępuje podobnie, jednocześnie kwestionując profesjonalne myślenie. Nie bierze odpowiedzialności za swoje działanie.

Marek Błuś mówi: Doświadczenia z dochodzenia w sprawie Heweliusza zostały zmarnowane. Autorytety niezbyt się zajęły utrwaleniem wiedzy z niego wynikającej. Wypadkowość śmiertelna wzrosła w żegludze o 100 % – zamiast zmaleć i to mimo nakazu stosowania norm bezpieczeństwa takich jak w lotnictwie. W pewnym sensie działa tu brak medialnego nagłośnienia katastrof morskich, z jakim mamy do czynienia przy każdej katastrofie lotniczej.

Przy okazji tej smutnej rocznicy chciałbym jednak zasugerować, żeby każdy czytelnik rozejrzał się wokół siebie jak działa on i współpracownicy. Co też trzeba poprawić, żeby jego systemy eksploatacyjne działały bardziej profesjonalnie. Szczególnie, by nie marnowało się doświadczenie dobre i złe.

RAFAŁ WODZICKI, ekspert eksploatacji

eksploatyka.pl

Fot. Balcer (Wikipedia): Prom Jan Heweliusz w porcie w Świnoujściu – powrocie ze Szwecji w 1986 r. W tle – Kapitanat Portu na wyspie Uznam.

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: