Saturday , 3 December 2016

Home » Home » Opinie » Przypadkowo u Rotha to samo
Przypadkowo u Rotha to samo

Przypadkowo u Rotha to samo

April 10, 2015 2:09 am by: Category: Opinie 9 Comments A+ / A-

We wczorajszym programie Pospieszalskiego Bliżej z zadziwieniem wysłuchałem jego rozmowy „we frankfurckim mieszkaniu” z niejakim Rothem, autorem książki na temat katastrofy smoleńskiej. Jego wypowiedzi były jakby kalkami wypowiedzi znanego specjalisty Macierewicza i PIS w ogóle. Posunął się on nawet do wpierania, że to PIS dąży do dialogu, a inni go unikają. Dążeniem do dialogu ma być wpieranie nieprawdy i żądania, żeby nad tym deliberować… Opisałem to nie raz jak się tworzy fałszywe dowody. Z takimi się nie dyskutuje.

Roth nie byłby tak obszernie cytowany w tym programie gdyby nie to. Ponieważ ten człowiek ma jakaś tam renomę i jego rozpowszechnianie nieprawdy ma swoją wagę – nie sposób całkowicie pominąć to milczeniem. Powołuje się on na swoje bardzo poważne źródła w Polsce i Rosji. Tak jak Binienda, Nowaczyk czy inni utytułowani i zadufani w sobie twórcy – nie zasługuje na wymianę myśli.

Możliwe to jest także dlatego, że to, co opisałem w Progresie, czyli mechanizm niszczenia samolotu, nie funkcjonuje w żadnym dochodzeniu ani w mediach, choć powinno. Po prostu udaje się, że tego nie ma i dalej się rozważa to, co zawsze: był zamach (wybuchy) czy nie było zamachu. Na tym może jechać i Roth, także się nie znając na tym, co można ustalić ze zdjęć. A to, wraz z zapisami z rejestratorów i wycięciami drzew, właśnie wyklucza wszelkie możliwości wybuchu. Jest absolutnie niemożliwe, żeby ktoś chciał wysadzać samolot w momencie jego zejścia zbyt nisko (tor lotu jest znany) i obracania się na plecy. Rejestrator rozmów wskazuje, że były one prowadzone aż do początku ostatecznego niszczenia samolotu.

Na samym początku powiedziałem, że podstawowym pytaniem dochodzenia (jestem dochodzeniowcem) będzie dlaczego samolot zszedł za nisko. I tak jest do dziś. Dziś wiem już dlaczego zszedł, jako że katastrofy są wynikiem wieloletnich złych przyzwyczajeń i zachowań kierowników eksploatacji, szczególnie najwyższego szczebla. Rozczulające przemowy generałowej Błasikowej o tym, że to jej Andrzej zrobił instrukcję head (ang. głowa) naprawdę nie zmieniają tu niczego. W eksploatacji zawsze jest tak, że elementy dobre współistnieją ze złymi. Nie można, jak to jest w powszechnym obyczaju, zakrzykiwać tym, co dobre tego co złe…. Żadna instrukcja head nie zapewni tego, że kabina pilotów będzie sterylna: bez nieproszonych gości w czasie najtrudniejszych czynności. Nawet przy codziennej pracy nie lubimy, żeby ktoś stał nad nami i zaglądał nam w to co robimy, czy wręcz doradzał. Malowane obrazy malarze zasłaniają do czasu osiągnięcia przez nie gotowej formy, gdy mogą być wystawione na widok publiczny.

Zadziwiają postawy prawników, w tym zainteresowanej pani Wasserman, którzy niewiele się różnią w swoich wypowiedziach od tych, których reprezentują. Żądanie rozpoczynania międzynarodowego śledztwa gdy jest ono już prawie zakończone, czy powoływania się na kolejne katastrofy lotnicze o całkiem innym charakterze jest doprawdy niepoważne. Wydawać by się mogło, że prawnicy mają jakieś większe umiejętności oceny dowodów.

Bezprawne próby wpływania na śledztwo oznaczają, że chce się zwalić winę w sposób niesprawiedliwy na kogoś innego niż „nasi, którzy zginęli”. Broni się ukochanych pilotów Generała – którzy obronienie już dawno są. Jednocześnie mówiąc o tym, że się chce sprawiedliwości i prawdy. Nawet ksiądz w czasie uroczystości pozwolił sobie na wtręt tego typu. Niestosowne naciski na temat pomnika – jak by nie było bałaganu eksploatacyjnego, który doprowadził do katastrofy – dopełniają reszty.

Efektem tego wszystkiego jest już satyra i zniecierpliwienie, co widać w zamieszonej ilustracji, która krąży po internecie. A przecież sprawa jest bardzo poważna.

RAFAŁ WODZICKI, ekspert eksploatacji

Komentarzy (9)

  • Andrzej Jarmakowski

    Andrzej Jarmakowski

    Ręce opadają. Jedyne wnioski można wyciągnąć przy urnach, odsyłając w diabły miłośników gadania o wybuchu. Jak wiem, że to głupie, prymitywne, że są inne wazne problemy, których partia rządząca nie rozwiązuje. Jednak wizja państwa z oszołomami przy żłobie jest porażająca. Man nadzieję, że nie będzie trzeba wstydzić się za Polskę

    • RJW

      Dziś już wiemy jak to państwo wygląda po wyborach, gdzie do diabła nie odesłano: porażająco! Choć tak naprawdę to wynikło z nieumiejętności innych.

  • Jarun

    Własnych artykułów się od razu nie komentuje. Braki w dziennikarstwie anie Andrzeju. Ot piszę…bo mnie natchło i tak czuję…jednak to za mało. OBIEKTYWIZM ! mości panku

  • jur

    zaraz, Jarun, napisał Wodzicki, inżynier eksploatacji, dochodzeniowiec. Na pewno zaś dochodzeniowcem nie ejst Macierewicz. Na stronie prokuratury, sporo materiały z wyjasnieniamy, odnosnikami, ipisem mtody, u Macierewicza zas brenie, żądnych dowodó, zadnej metody. Komedia.

  • Wiktor

    Mieliśmy wczoraj smutny dzień. Dwie Polski obchodizły osobne uroczystosci. Starannie sie onijały ze sobą nie rozmawiając. A’propos. Kazanie arcybuskupa Nycza bardzo głupie. ta katastrofa jest dawno wyjasniona i nic się już nie zmieni. Zresztą jeden z rejestratorów był przecież plskiej produkcji i badany w Polsce , oryginał w Polsce. Pytanie brzni, czy generał Blasik w kokpicie naciskał na pilotów z włąsnej inicjatywy, czy działał na polecenie prezydenta Lecha Kaczyńskiego. To jest jedyna rzecz jaka pozostaje niewiadoma i pewnie nigdy wyjaśniona nie zostanie. Nie ulega wątpliwości, że general Błasik jest jednym z odpowiedzialnych za katastrofę. Dodatkowo jako dowódca sił powietrznych odpowiadał on za wcielenie rekomendacji po katastrofie “Casy” i nie zrobił nic kompletnie.

  • JohnAA

    Generał Błasik naciskał na pilotów, a Lech Kaczyński naciskał na Błasika. Znowu nadprezydent Jarosław Kaczyński naciskał na prezydenta Lecha K. Pozostaje do wyjaśnienia, kto naciska na Jarosława. Pan Bóg nie, bo Jarosław siebie uważa za boga, to co na niego naciska??/ jedynie pozostaje choroba psychiczna. I tak mamy, że choroba psychiczna rządzi 30% ludzi w Polsce.

  • MK

    Mogłem napisać felieton o czymkolwiek innym, a wybrałem Smoleńsk. Wbrew instynktowi samozachowawczemu, który podpowiada, żeby z wszystkich tematów ten właśnie ominąć. Nie dlatego, że moim ulubionym zajęciem jest dostawać po głowie. Dlatego, że katastrofa smoleńska jest również moją tragedią.

    Nie piszę tego felietonu z powodu nośności tematu ani skuszony potencjalną ilością kliknięć na stronę internetową gazety. Nie piszę go, wbrew opinii niektórych krzykaczy, za moskiewskie pieniądze ani pod dyktando smutnego pana z jakiegoś tam resortu. Piszę go z wewnętrznej potrzeby, bo wyrażanie emocji towarzyszących traumie jest podobno najskuteczniejszym sposobem wychodzenia z niej.

    Dwa momenty w moim życiu pamiętam w sposób niezwykle wyraźny: kiedy w telewizji zobaczyłem płonące nowojorskie wieże i drugi – kiedy obudził mnie SMS od mojego kolegi Darka: „Prezydent Lech Kaczyński z małżonką zginęli w katastrofie lotniczej”. Poczułem zastrzyk adrenaliny, a w gardle uformowała mi się błyskawicznie twarda kula. Zwyczajnie po ludzku odebrało mi mowę. Tak jak milionom Polaków – tym w Polsce i tym rozsianym po świecie.

    Dzisiaj, w piątą rocznicą tej tragedii znowu mam gulę w gardle. Mam w sobie, podobnie jak wielu rodaków złość i żal – po stracie ludzi, których choć nie osobiście, to przecież znałem, o nieudolność władz, o organizacyjny bałagan, o furię, o deptanie pamięci tych, którzy tak bezsensownie zginęli. O chamstwo w mediach, o brutalność internetowego hejtu. Największy żal mam o to, że naszą wspólną, narodową traumę spryciarze wykorzystują do swoich celów: zdobycia lub utrzymania władzy, ataku na politycznych i światopoglądowych przeciwników, gromadzenia kapitału ludzkiego i robienia karier.

    Postawa wobec katastrofy definiuje dziś, kim jesteś, podział na zło i dobro już dawno nie był tak wyraźny, a chyba nigdy – tak sztuczny jak dziś. Podważanie tezy o zamachu to towarzyskie samobójstwo, podobnie jak jej propagowanie – zależy z kim się rozmawia, z kim się przy stole siedzi. Za komuny trzeba było uważać, co i komu się mówi – bo można było narobić sobie kłopotów. 26 lat po odzyskaniu wolności znowu trzeba uważać – jednym zdaniem można zarobić łatkę zdrajcy, komunisty, wroga Polski. Jest dokładnie tak, jak zaplanował Jarosław Kaczyński, człowiek diabolicznie inteligentny i w przeciwieństwie do swojego dobrodusznego brata – pałający żądzą władzy i zemsty: Polacy skaczą sobie do gardeł, a on trzyma za smycz, decyduje, kiedy zdjąć kaganiec. Świat staje się czarno-biały, racje jedyne, nienawiść wzrasta w ludziach jak nowotwór.

    Nie wierzę w zamach. Wybieram wersję nie tylko bardziej prawdopodobną, ale też mniej przerażającą: że winę za katastrofę ponosi mgła, brzoza, zbieg okoliczności, nieszczęśliwy wypadek, polski bałagan, rosyjski syf, albo to wszystko naraz. Hipoteza o wybuchu rozwala mój porządek świata, w którym polityków wymienia się w wyborach, a państwo może być słabe, ale nie jest zbrodnicze; władza nabija sobie kabzę – jak to władza, ale nie posuwa się do podłożenia bomby w rządowym samolocie. Nie jestem w stanie bez absolutnie jednoznacznych dowodów wskazujących na zbrodnię powiedzieć moim dzieciom, że rząd wymordował opozycję, zamiast po prostu złoić jej skórę w politycznych rozgrywkach i ten łomot przypieczętować wygraniem demokratycznych wyborów.

    Teorie spiskowe mają to do siebie, że są pojemne, a ich twórcy i wyznawcy stanowią mniejszość – często barwną, z reguły niegroźną. Niekonwencjonalne wierzenia są nośne i intrygujące, choć z reguły przyprawione więcej niż szczyptą paranoi. Zwolennicy teorii o globalnym spisku lucyferian biją na alarm, ale ich działalność ogranicza się do internetowych dyskusji i wpuszczaniu filmików na You Tube. Są wśród nas ludzie święcie przekonani o obecności kosmitów, dysponują „dowodami” – zdjęciami, relacjami świadków, tonami ufologicznej literatury, mnogością teorii – i tylko ufoludków jakoś niefortunnie brak. Wierzących w zamach nie sposób przekonać, oni już wydali wyrok, można zamknąć śledztwa i nie powoływać żadnej komisji – dla nich działania wyjaśniające są potrzebne tylko pod warunkiem, że przypieczętują wersję o podłożeniu bomby. Zwolennicy zamachu każdego, kto nie wierzy w ich teorię mają za ślepca i ignoranta, a coraz częściej zdrajcę, anty-Polak i moskiewskiego pachołka.

    Wśród chicagowskiej Polonii ta spiskowa retoryka jest szczególnie silna, najcięższe zarzuty są formułowane bezrefleksyjnie i wypowiadane pomiędzy reklamami kiełbasy i piwa. Wyrok zapadł bez dowodów, domniemania niewinności, możliwości obrony, procesu. To smutne i tragiczne dla naszej społeczności. Polonia – dzięki perspektywie fizycznej odległości od Polski, ucząc się amerykańskiej demokracji, żyjąc w społeczeństwie obywatelskim i silnym państwie – może stawać się animatorem narodowej zgody, mediatorem i rozjemcą, ważnym głosem polskiego życia publicznego. Zamiast tego jesteśmy coraz bardziej skłóconą folklorystyczną forpocztą fanatyzmu, budowniczymi konfliktu, tubą podpalaczy.
    Każdą żałobę trzeba przejść, z jej wszystkimi etapami. Po początkowym szoku przychodzi czas na niedowierzanie, zaprzeczenie, niezgodę. Potem jest etap przejściowy i powoli dzięki rozpaczy, smutkowi, oddawaniu pamięci – przychodzi akceptacja i spokój. Odpuszczenie i pogodzenie się ze stratą to umiejętności, których warto się uczyć. Czas leczy rany, ale tylko te, których nie rozdrapujemy. Smoleńska rana wciąż ropieje.

    Grzegorz Dziedzic

    O to jest felieton na okolicznosc ktorego scierwomicrophone toczyl piane z pyska
    A nie mowilem ze mowilem ze nalezy poczekac do poniedzialku a jedyna prawda
    zamachowo-smolenska sie objawi.

  • Wiktor

    Znakomity tekst, pewnie redakcja chętnie opublikuje to jako osobny tekst.

  • RJW

    Po roku Roth wypływa, więc warto poczytać….

Dodaj Komentarz

scroll to top
stat4u

site keywords: opinie chicago, wydarzenia chicago, fakty chicago, wiadomosci chicago, polonia chicago