Rower – uniwersalny przyrząd do jeżdżenia

1
390
Drewniany rowerek biegowy kosztuje grosze.

Jasne, że z punktu widzenia struktury ogólnej rower jest pojazdem, ma koła i nawet napęd. Jednak zbytnie przywiązywanie się do tego pojęcia deformuje myślenie o nim w ogóle, a co za tym idzie powoduje próby naginania przepisów go dotyczących na sposób analogiczny do innych pojazdów mechanicznych. Np. żąda się od rowerzystów, żeby jeździli w sposób analogiczny do samochodów.

Należy sobie zdać sprawę z tego, że rower może jeździć z zarówno z prędkościami współmiernymi do innych pojazdów (30 km/h to dla wielu normalna jazda komunikacyjna), ale także ze zbliżonymi do prędkości pieszego (szybki marsz to 7 km/h). Jest także lekki i główną część masy stanowi w nim masa rowerzysty (nawet 100 kg).

Tak więc należy rozróżnić różne tryby jazdy rowerowej, co wprost oznacza, że trzeba analizować ją zupełnie inaczej niż sposób jaki proponują przepisy, stworzone „przy współpracy środowisk rowerowych”, dość schematycznie adaptujących rozwiązania zagraniczne i tworząc własne. Jeszcze niedawno rowery były lekceważone. Używała ich wieś i pojedynczy zapaleńcy, także klubów rowerowych (słynne ukrainki służyły jednym i drugim). Jeździło się koniecznie po jezdni, a ścieżek rowerowych nie było. Tzn. w Warszawie było 20 metrów, a np. we Wrocławiu było sporo poniemieckich, ale nieoznakowanych, a potem często używanych do parkowania.

Dzieci uczy się jeździć na rowerze z natury rzeczy, jednak chodzi tu jedynie o umiejętność utrzymania się i kierowania. Podejmowane są akcje mające na celu nauczenie przepisów drogowych, sugerujące, że rower to taki pojazd jak inne. Istotnie, dla dzieci rower to doskonałe narzędzie do nauki przepisów, ale wszelkie miasteczka ruchu dość szybko upadają. Brak jest po prostu konsekwentnego programu eksploatacji. Porzucone miasteczka rowerowe stają się przykładami negatywnymi. Nawet zasad pierwszeństwa się dzieci nie uczy, skąd znowu powraca idea kart rowerowych, znana z czasów minionych. Karty mogą być całkiem teoretyczne zresztą, wydawane na podstawie byle jakich egzaminów. Znowu trzeba by wrócić do miasteczek.

Jestem przekonany, że karta rowerowa nie jest potrzebna, a trzeba stworzyć system nabywania umiejętności komunikacyjnych w szkołach. Nawet i bez budowy specjalnych miasteczek można nauczyć dzieci głównych zasad poruszania się i bezpieczeństwa. Tak na lekcjach jak i na boisku szkolnym. Na pewno jednak nie można porzucać tematu, a potem podniecać się, że ktoś przekroczył jakiś absurdalny przepis i spowodował wypadek. Np. „bo jechał niezgodnie z przepisami po przejściu dla pieszych”, bo sama nazwa przecież wskazuje, że to „tylko dla pieszych”. Doskonale to odwraca uwagę od istoty problemu bezpiecznego jeżdżenia rowerami, ale nie tylko. Bo nawet po przejściach dla pieszych i chodnikach można jeździć bezpiecznie, jeśli się jedzie adekwatnie do sytuacji. Jeśli w ogóle zachowuje się ogólne zasady kultury i bezpieczeństwa. Należy po prostu szanować innych ludzi i myśleć o tym jak oni postrzegają nasze zachowania.

Tymczasem rowerzyści często oburzają się na to, że muszą zwolnić, czy stanąć chociaż maja pierwszeństwo. W ogóle nie myślą o tym jak ich widać oraz jakie są możliwości zatrzymania samochodu wobec ich zachowania. O zupełnym braku wiedzy świadczy także wprowadzanie przez rodziców dzieci na rowerkach na ścieżki rowerowe, które są jednak jezdniami do względnie szybkiego ruchu. Na zwróconą uwagę uzasadniają to tym, że to też rower i często pyskują. Nie mają pojęcia nawet o tym, że zakłócają ruch rowerowy, tworząc poważne zagrożenie także dla własnego dziecka. To typowy przykład skutków złego nauczania zasad bezpieczeństwa i fizyki w oderwaniu od nich. O „kulturze”, której przykład dają dzieciom, już nie mówię. Wszystko to dzieci oddadzą jako dorośli.

Jak wspominam: główne zasady eksploatacji są w przysłowiach: czego się Jaś nie nauczy tego pan Jan nie będzie umiał. Chyba, że ma geny bezpieczeństwa: dziecko potrafi np. sobie podłożyć poduszkę przy pierwszym stawaniu na nogi! Wtedy trzeba wzmacniać te zachowania. Pewna pani dowiedziawszy się czym się zajmuję zakrzyknęła: przecież tego należy w przedszkolach uczyć!

Jakie więc powinny być ogólne zasady ruchu rowerów, żeby nie powodowały konfliktów? Przede wszystkim nie należy zakazywać jazdy po chodniku. Zawsze są drogi wspólne dla pieszych i pojazdów – np. osiedlowe. Nie powodują one żadnych zagrożeń, jeśli jeździ się po nich odpowiednio. Nie wiadomo dlaczego po chodniku, gdzie ruch pieszy jest podobnie rzadki jak na podwórkach ma obowiązywać zakaz ruchu rowerów. Bo są rowerami!

Problem jest jedynie zachowanie zasad bezpieczeństwa. Rowerzysta powinien jechać adekwatnie do sytuacji, a więc z prędkością nie stwarzającą zagrożeń wobec pieszych i samochodów. Nie należy np. jechać blisko muru, w którym są bramy, z których może ktoś wyjść, albo z dużą prędkością przez tereny gdzie pieszych jest dużo. Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że się jest wtedy zagrożeniem i to rosnącym wraz kwadratem prędkości. To wynika ze wzoru na energię kinetyczną (ruchu). To właśnie tego trzeba uczyć na fizyce!

Należy odróżnić jazdę komunikacyjną, gdzie chodzi o prędkość od jazdy spacerowej czy turystycznej gdzie się człowiek rozgląda i nigdzie się nie spieszy, czy też awaryjną gdy coś jest nie tak. Tryby jazdy zresztą przeplatają się ze sobą… Trzeba też pamiętać o lokalnych utrudnieniach, gdzie należy się zachować szczególnie ostrożnie. To naprawdę wszystko jedno czy po ścieżce czy po pasach dla pieszych (te bardzo często są puste!). Zawsze trzeba pamiętać o tym, że się jest niechronionym uczestnikiem ruchu, ale także zagrożeniem dla pieszych, szczególnie dzieci.

Jak się ma zachowywać policja czy straż miejska? Czy należy się cieszyć, że ukarano rowerzystę za jazdę po pasach? Nie należy, bo przyczyną wypadku nie jest nigdy sama jazda po pasach. Ten zakaz to tylko wymysł autorów kodeksu drogowego, bezmyślnie podnoszony przez ludzi nie mających pojęcia. Policja i straż miejska reagować powinna na niewłaściwe z punktu widzenia zachowania rowerzystów, a nie zajmować się tymi, których łatwo złapać. Sam widziałem policjanta biegnącego za rowerzystą jadącym wolno po bardzo wielkim pustym prawie chodniku…. Było to wręcz śmieszne! W tym czasie policjant nie zajmował się ważnymi sprawami, do monitorowania których został postawiony!

Ponieważ funkcjonariusze zachowują się różnie, rowerzyści muszą się ich obawiać nawet gdy jadą noga za nogą, bo przecież nie wiadomo jak będzie. Tymczasem jazda po chodniku, ani po przejściach dla pieszych nikomu nie szkodzi, jeśli jest realizowana w trybie „pieszym”. Jest obecnie powszechne, że właściwie zachowującym się rowerzystom kierowcy ustępują drogi na pasach tak jak pieszym! To już jest powszechne zjawisko. Na przejściach z sygnalizacją w ogóle nie ma innych problemów prócz zasad bezpieczeństwa i kultury wobec pieszych. Oczywiste jest, że wjeżdżanie nagle przed samochód jest niebezpieczne.

Jest oczywiste, że jazda komunikacyjna wymaga znajomości podstawowych przepisów ruchu drogowego i bezpieczeństwa. Trzeba sobie zdawać sprawę, że na jezdni zawsze jesteśmy słabsi i powinniśmy zachowywać się jasno. Oczywiście jazda komunikacyjna może się obywać po ścieżce rowerowej z zachowaniem odpowiednich zasad. Jazda tego typu może też być możliwa przez podwórka i inne strefy zamieszkania, a nawet po chodnikach. Często chodniki są bardzo szerokie i bardzo puste. Na długich odcinkach nawet szybsza jazda nie szkodzi nikomu.

Istnienie ścieżki nie oznacza, że można przejeżdżać przez jezdnie poprzeczne bez zachowania zasad ostrożności. Nawet palące się zielone światło nie zwalnia od konieczności zachowania przez rowerzystów, kierowców i pieszych zasady ograniczonego zaufania. Jeśli ludzie uważają – wypadki są mało prawdopodobne. Zawsze trzeba pamiętać, że inni mogą źle jeździć, być „pod wpływem”, albo mogą po prostu nie móc zobaczyć rowerzysty.

Jazda rekreacyjna może być wszędzie. Zawsze z zachowaniem ostrożności wobec innych uczestników ruchu. Wiadomo, że wtedy jedzie się niezbyt szybko i można się też rozglądać. Często jest to w trybie pieszym. Jazda awaryjna – np. z powodu braku oświetlenia musi się odbywać z zachowaniem szczególnej ostrożności i na pewno nie po jezdni. Jazda sportowa wiele się nie różni od komunikacyjnej, jeśli chodzi o zwykły trening na drogach ogólnych. Jedno jest pewne: w czasie jednej trasy używa się często kilku trybów i nie ma żadnego powodu, żeby schematyzować sytuację. Trzeba podejścia systemowego, a nie infantylnej zabawy w motocykle, policjantów i złodziei.

Za to jak jedzie odpowiada rowerzysta tak jak każdy kierowca. Musi jechać adekwatnie do miejsca, gdzie się znajduje. Przy okazji warto zwrócić uwagę na to, że także rower prowadzony (jak i wózki dziecięce) może być istotnym zagrożeniem, gdy spieszony rowerzysta wchodzi z nim w tłum np. demonstracji, czy też obserwatorów jakiegoś wydarzenia. Na to policja nie reaguje nawet gdy jej na to zwrócić uwagę: dowódca nie kazał! Wyobraźmy sobie panikę w takim tłumie z rowerami i wózkami wśród ludzi! Wiemy jak to było ostatnio we Włoszech, gdy wybuchła panika. Dlaczego kontroli się poddaje ludzi na okoliczność posiadania niebezpiecznych narzędzi, a tutaj nie reaguje nikt. A przecież znane są przypadku wybuchowych rowerów!

Zróbmy coś z tymi absurdalnymi przepisami, które jedynie napuszczają jednych na drugich i ułatwiają pokrzykiwanie na rowerzystów przez ludzi nie mających pojęcia. Rowerzyści rzadko kiedy przeszkadzają nawet na chodniku. Takie przypadki zdarzają się tylko tam gdzie są koncentracje ruchu pieszego i niewłaściwych zachowań rowerzystów. Wynika to z braku technologii łapania naprawdę groźnych. Tworzenie na tej podstawie zakazów jest po prostu głupie. Daje ułudę, że się walczy ze złem. Równie dobrze można by wprowadzić zakaz ruchu samochodów, bo przecież czasami są nawet ofiary śmiertelne, Na taką logikę nie można się zgadzać.

Komu w drogę temu rower.

RAFAŁ WODZICKI, ekspert eksploatacji

(opracowania szersze na eksploatyka.pl)

Fot. Łukasz Katlewa (Wikipedia): dziecko na rowerku bez pedałów, czyli na drezynie… Takie były początki roweru pana Draisa i bywa nazywany z niemiecka laufradem, czyli rowerem biegowym. Takie urządzenie naprawdę pomaga w nauce utrzymywania równowagi i panowania nad pojazdem przez dziecko i to już w wieku 2 do 4 lat. Nie zapomnijmy uczyć je od pierwszej chwili zasad ruchu. Np. rozglądania się przy przejeżdżaniu przez jezdnię, ale także uważania na pieszych. Rowerki takie miewają nawet hamulce ręczne, co przyzwyczaja do używania ich. Jedynie nauczanie dzieci zasad bezpieczeństwa spowoduje zminimalizowanie głupoty dorosłych.

1 Komentarz

  1. Z Wikipedii: >12 czerwca 1817 Drais odbył pierwszą dłuższą przejażdżkę (ok. 8 km) swym rowerem z Mannheim do Rheinau (Palatynackiego). W 1818 Drais otrzymał książęcy przywilej (odpowiednik dzisiejszych patentów) na swoją maszynę biegową i został mianowany profesorem mechaniki. Oryginalny egzemplarz roweru Draisa znajduje się w muzeum miejskim w Karlsruhe.< Czyli rower biegowy ma już lat 200!!!! Od nazwiska Draisa pochodzi też słowo drezyna.

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: