Syn Donalda Trumpa pracował z portalem WikiLeaks

0
71

Portal Atlantic jako pierwszy ujawnił, iż Donlad Trump jr. kontaktował się z rzekomo demaskatorskim portalem WikiLeaks, a praktyce, co wielokrotnie potwierdzały amerykańskie agencje wywiadowcze, narzędziem w rękach rosyjskiego wywiadu. Wiemy także, iż wywiad rosyjski po wykradzeniu poczty elektronicznej ze sztabu wyborczego Hillary Clinton, za pośrednictwem WikiLeaks chciał zdobycz przekazać do wykorzystania kampanii Donalda Trumpa.

W tym kontekście przede wszystkim rozpatrywane są informacje o wymianie poczty elektronicznej między WikiLeaks a Donaldem Trumpem Jr.

Tutaj nie wystarczą zapewnienia syna prezydenta, może on być przesłuchiwany przez Robera Muellera, jak i przed komisje Kongresu USA. Z pewnością także Mueller poprosi Biały Dom o  dokumenty dotyczące tej sprawy.

Jak się okazuje kontaktów było sporo i nie dotyczyły one tylko ustalenia kto jest właścicielem portalu internetowego, wrogiego wobec kandydatury Donlada Trumpa.

Choć Trump Jr. często nie odpowiadał, to jednak kontakty utrzymywano.

Z prawnego punktu widzenia – przekonują eksperci wiele zależy od tego jak potraktujemy portal WikiLeaks, czy jako cześć szeroko rozumianych mediów, czy portal będący narzędziem rosyjskiego wywiadu. A nie część świata mediów.

Kampania wyborcza nie może przyjmować dotacji z zagranicy oraz innych korzyści od obcych rządów.  Korzyścią może być dotacja finansowa, ale również dokumenty, pomocne w kampanii wyborczej.  Branie takich korzyści, to przestępstwo federalne.

Wybrany już przez prezydenta Donalda Trumpa szef Centralnej Agencji Wywiadowczej, stwierdzał w dokumentach Agencji, iż WikiLeaks jest narzędziem rosyjskiego wywiadu. W takiej sytuacji portalu nie można traktować jako części, elementu, szeroko rozumianego świata mediów. Zresztą i w tej sprawie WikiLeaks oferowało synowi Trumpa usługę, iż w przypadku przegranej Donalda Trumpa ogłoszą światu, iż wynik wyborów został sfałszowany. Teoretycznie, kampania Donalda Trumpa powinna natychmiast poinformować FBI o otrzymaniu takiej propozycji. Podobnie w przypadku innych ofert ze strony WikiLeaks. Pierwsze kroki należało skierować do FBI, czego jednak nie uczyniono.

Sprawa jest bardzo poważna, tutaj nie chodzi, o jakieś wyjazdy do Moskwy, czy spotkania woluntariusza kampanijnego jak nazywany bywa Papadopulos, doradca d/s polityki zagranicznej, ale o syna prezydenta, osbę, która w kampanii odgrywała kluczową rolę. Trudno także uwierzyć, aby prezydent nie siedział o kontaktach juniora. Na jedną z wiadomości jaką otrzymał Trump jr, jeszcze kandydat Trump zareagował na twitterze po 15 minutach. Można oczywiście twierdzić, iż to przypadek.  Tyle tylko, iż w tym wypadku mimo dobrej woli, trudno uwierzyć, iż światem i nami rządzi Jego Wysokość Przypadek.

Sprawa będzie przedmiotem dochodzenia, więc z pewnością będziemy do niej wracać.

Dzisiaj przez Komisję Izby Reprezentantów Kongresu przesłuchiwany jest Jeff Session, szef Departamentu Sprawiedliwości.  Session złapany został na kłamstwie, stąd ponowne przesłuchanie. To dość żenujące widowisko, Session, mówiąc o wydarzeniach sprzed 18 miesięcy niemal niczego nie pamięta. Nie pamięta spotkań, nie pamięta o czym rozmawiano.  Session przyznał, iż w przypadku spotkania z Papadopulosem, mógł się pomylić, za co bardzo przeprasza.

Obecnie niemal każdego dnia dowiadujemy się, o nieznanych wcześniej kontaktach kampanii Trumpa z przedstawicielami Federacji Rosyjskiej.  Skoro rozmowy te nie zawierały żadnych niedozwolonych elementów, dlaczego spotkania te tak długo były ukrywane? To pytanie pojawia się coraz częściej.

AJ

Foto: The Independent

 

Wideo: CBS This Morning

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: