Tadeusz Rolski….zapomniany płk. pilot

6
290
do: Tadeusz Rolski....zapomniany płk. pilot

Friday, July 19, 2013

Tylko przypadkiem wiem kim był pułkownik pilot Tadeusz Rolski – tak bardzo zasłużony dla lotnictwa polskiego i to w wielu krajach. Od Polski w 1939 r. po Wielka Brytanię i Polskę znów…
Niestety, po powrocie nie potraktowała go ona bardzo dobrze, jako twór kulawy. O ile wszyscy wiedzą kim był generał pilot Stanisław Skalski, o tyle nikt nie wie, że to Rolski był jego przełożonym i promotorem w Polsce i gdzie indziej. Nową ulicę na Gocławiu w Warszawie, gdzie nazwy lotnicze są w dużej liczbie upamiętniając lotnisko, nazwano imieniem Skalskiego.
Tymczasem Tadeusz Rolski, który mieszkał i zmarł w 1991 r. na sąsiednim Grochowie, nie doczekawszy awansu na generała, w ogóle nie jest wspominany. Prowadząc badania grochowskie, mające odkłamać historię dzielnicy, dotarłem też do jego książki „Uwaga wszystkie samoloty”. Zawarł w niej historię swoich działań dowódczych od 1939 r., gdzie walczył – wraz ze Skalskim – do 6 września w korytarzu pomorskim. Działania tam podsumował: A więc Niemcy stracili prawie trzy razy więcej samolotów niż my i co najmniej dziesięć razy tylu lotników. A co by było gdybyśmy mieli sprzęt równy niemieckiemu? Dramatycznie opisał tam sytuację swojej jednostki, po przebazowaniu do Kierza – 30 km na południowy zachód od Lublina.
Półtoragodzinny przelot tam pokazał jak wielkie są zniszczenia na terenie kraju. Tam też zaczęły się kłopoty z zaopatrzeniem nawet w benzynę oraz jedzenie i obserwacje klęsk. „W bezsilnej wściekłości zaciskałem pięści (patrząc na zestrzelenie kliku samolotów). Oto skutek głupoty naszych polityków, sztabów i wodzów. Przecież to oni trzymali rysunki sylwetek samolotów niemieckich pod kluczem jako ściśle tajne i dopiero na kilka tygodni przed wojną zaczęli rozsyłać je do jednostek liniowych. Nie było już czasu na dokładne przeszkolenie zwykłych żołnierzy, a nawet artylerzystów, w odróżnianiu naszych samolotów od niemieckich”.

18 września przekroczyli samochodami most nad rzeką Prut i znaleźli się w Rumunii, skąd organizowano przerzuty do Francji. Gdy statek odbijał z Konstancy: „Kilku lotników, którzy nie mieli w porządku papierów, bądź byli zatrzymani przez Rumunów, skoczyło z brzegu do morza, aby wpław dostać się na statek. Wyłowiliśmy ich za pomocą lin; zziębnięci, dygocący, ociekający wodą byli mimo wszystko zadowoleni”. 17 listopada statek wszedł do portu w Marsylii. Potem nastąpiło zderzenie z niechęcią francuskich lotników do udziału w śmiesznej wojnie.
Rolski brał udział w tworzeniu lotnictwa polskiego we Francji mimo sprzeciwów m. in. angielskiego marszałka Dowdinga. Ten uważał, że przeżyta przez Polaków klęska wrześniowa stanowi dla nich zbyt wielkie obciążenie psychiczne. Niemniej doszło do tworzenia polskich jednostek. 1 polski dywizjon miał być skierowany do Finlandii!!! Co prawda nie doszło do tego, ale zyskano samoloty. Pilotów kierowano jednak masowo do Anglii, w czym Rolski brał udział.
Atak na Norwegię spowodował przyspieszenie tworzenia polskich jednostek. Już istniejące – dywizjon Warszawski i tzw. grupa Montpellier działały już na froncie m. in. w obronie Paryża. 23 maja grupa mająca się pierwotnie udać do Anglii została przebazowana z paryskiego lotniska Le Bourget do Lyonu. Sformowano z niej nową jednostkę, której dowództwo objął Rolski. Pospieszne ćwiczenia odbywały się na lotnisku St. Etienne. Bombardowanie lotniska Lyon-Bron zakończyło okres pewnego bezpieczeństwa. Spowodowało to znowu znaczne przyspieszenie wdrażania Polaków do walki, co bywało ciągle utrudniane. Szkoła Rolskiego znów przebazowała się na sąsiednie lotnisko Lyon-Miens. Wyszkoleni piloci przelecieli do Clermont-Ferrand, aby po zmianie samolotów na bojowe przystąpić do walki. „wieczorem radio doniosło o zmianie rządu francuskiego, na którego czele stanął niezłomny obrońca Verdun (…) narodowy bohater Francji – marszałek Petain. Ze zmianą łączyliśmy wielkie nadzieje. Ten na pewno się nie załamie i będzie bił się do ostatka”. Następnego dnia było zawieszenie broni. Mimo to grupa Rolskiego udała się wg wcześniejszego rozkazu na lotnisko Chateauroux, aby wejść w skład francuskiej grupy bojowej. Lotnisko już było puste, a więc nasi polecieli do Rochefort, gdzie spotkali 1 dywizjon, który przyleciał z frontu.

Żołnierze francuscy rzucali broń i szli do domu. Sytuacja polskich lotników była szczególnie trudna. Stali się oni uciążliwymi cudzoziemcami.1. dywizjon zdawał swoje samoloty Francuzom, by odjechać do Biarritz. Grupa Rolskiego używała jeszcze samolotów, aby udać się w okolice Tuluzy zostawiając samoloty po drodze „Francuzom czyli Hitlerowi”. Pożegnawszy się w Perpignan z uczynnymi gospodarzami, którzy ich przenocowali we własnej sypialni zorganizowali samoloty transportowe. Przelot do Afryki na goelandach przy pomocy szkolnej mapy przypominał ucieczkę okrętu Orzeł z Tallina. Musiało to być po ciemku, gdyż na Balearach stacjonowali podobno Niemcy. W kierunku Oranu Rolski leciał jako drugi pilot. Widok niezaciemnionej Barcelony szokował po roku walk. Wylądowali na ostatnich kroplach benzyny. Francuski pułkownik stwierdził, że samolot jest własnością armii francuskiej i musi zostać odebrany. Przemowa Rolskiego, że przecież rząd polski za niego zapłacił nie miało żadnego znaczenia: pułkownik stwierdził, że otrzymał rozkaz by nie wypuszczać Polaków z samolotami. Pociągiem udali się do Rabatu.
Grupa francuskich oficerów zaprosiła naszych na obiad: uświadomili sobie wspólnotę losów…. Śpiewano Marsyliankę i Jeszcze Polska. Wyjazd jedna trzeba było przyspieszyć: w porcie rozbrajano okręty francuskie, a Francuzi się usztywniali. 2 lipca 1940 r. nocą załadowali się na mały stateczek. Wraz z nimi – przebrani w polskie mundury Francuzi, którzy chcieli dalej walczyć. O świcie stanęli w Gibraltarze. Formował się tam konwój statków brytyjskich kierujący się do Wielkiej Brytanii. Dotarł on tam 16 lipca – do Liverpoolu. „W obliczu niebezpieczeństwa hitlerowskiego ataku Brytyjczycy (…) zabrali się do organizowania polskich dywizjonów”. Niektórzy piloci polscy – w tym Skalski – już walczyli w dywizjonach brytyjskich, gdzie odnosili zwycięstwa, co zmieniło zdanie o Polakach.

Tadeusz Rolski był pierwszym polskim dowódcą 306 dywizjonu. Już 4 listopada 1940 r. dywizjon przestał być under training i przeniósł się na lotnisko Ternhill. Bronił m. in. Liverpoolu, Manchesteru i Birmingham. Potem były już znane walki w obronie Wielkiej Brytanii. W styczniu 1943 roku zaczęto organizować grupę afrykańską. Rolski miał być dowódcą tego Polish Fighting Team. Został jednak także oficerem łącznikowym z dowództwem Royal Air Force na Środkowym Wschodzie. Dlatego na dowódcę zespołu wyznaczył Stanisława Skalskiego.

W Bagdadzie Rolski został wezwany przez przebywającego tam generała Władysława Sikorskiego. Miał mu przedstawić w Londynie wnioski z kampanii afrykańskiej. 22 czerwca w Heliopolis pod Kairem szukał sposobu powrotu do Londynu. Okazało się, że wszystkie miejsca w samolocie Sikorskiego są zajęte…. Pozostawało czekać na następny samolot do 9 lipca. Gdy wylądowali w Gibraltarze oficer angielski widząc polski mundur podszedł: Czy słyszał pan o tragicznym wypadku? Generał Sikorski zginął cztery dni temu tutaj. Anglicy składali kondolencje, na które nie odpowiadał wstrząśnięty.. Generał Sikorski cieszył się u nich świetną opinią…W twierdzy obradowała polsko-brytyjska komisja. „Na podstawie zeznań świadków …. doszliśmy do do wniosku, że przyczyną utonięcia samolotu był albo błąd pilota w prowadzeniu maszyny, albo w operowaniu podwoziem i klapami…. Błąd w pilotażu mógł polegać na tym, że pilot poderwał maszynę zbyt szybko. Gdy zaś będąc nad morzem, spostrzegł, że pomimo dawania pełnego gazu samolot ma niewielką prędkość, oddał lekko wolant do przodu, na skute czego maszyna przeszła w lot poziomy, ale jednocześnie trochę spadła w dół. Ponieważ samolot wciąż leciał blisko powierzchni morza, a podwozie nie było jeszcze schowane, tak małe obniżenie lotu wystarczyło, żeby zawadzić kołami o wodę i zanurzyć się nosem w wodzie. Prędkość samolotu, wynosząca w tej chwili około 200 km/godz. Była wystarczająca, żeby spowodować złamanie się maszyny na dwie główne części , wskutek czego wszystko natychmiast poszło na dno. (…)
Druga wersja zakładała błąd w operowaniu podwoziem i klapami. Mógł on polegać na tym, iż drugi pilot pomylił się i zamiast schować po starcie podwozie, pociągnął za dźwignię poruszającą klapy, przez co zmniejszył nośność samolotu, który spadł w dół i zawadził kołami o wodę”. I skapotował! Ten krótki, logiczny opis cytuję, bo utonął on w morzu teorii spiskowych: śledztwo nie wykazało żadnych poszlak w tym kierunku. Do dziś widać, że samolot leżał w wodzie na plecach z wysuniętym podwoziem, co potwierdza powyższą wersję.

„Katastrofę przeżyłem bardzo ciężko. Wprost nie mogłem uwierzyć, że gen. Sikorskiego, z którym zaledwie przed kilkoma dniami omawiałem, nie było już między żyjącymi… Był jedynym na emigracji mężem stanu z prawdziwego zdarzenia.” Prawie jednocześnie aresztowano w Warszawie generała Stefana “Grota” Roweckiego. Obie śmierci były zasadniczym ciosem w Polskę. Po powrocie do Wielkiej Brytanii Pułkownik zajął się reorganizacją polskich dywizjonów wg nowych założeń. Grupy dywizjonów tworzyć miały skrzydła 131 i 133. Dwa lotniska tworzyły sektor, którego dowódcą został Rolski 20 października 1943 roku. Trwały przygotowania do inwazji w Normandii…

W Royal Air Force był zwyczaj, że piloci w stopniu wing commandera i wyższym mogli oznaczać swoje maszyny dowolnymi literami. W polskim 133 skrzydle częścią znaków samolotów były inicjały pilotów. I tak Skalski miał litery SS, a Tadeusz Rolski TR. Pod koniec lutego ze stanowiska dowódcy sektora Rolski został przeniesiony na stanowisko lotniczego zastępcy szefa sztabu naczelnego wodza, zgodnie ze swoimi wcześniejszymi memorandami.”Panowała tam jakby żywcem z Polski przeniesiona, nieznajomość spraw lotniczych. I niezdawanie sobie sprawy ze znaczenia lotnictwa we współczesnej wojnie”. Pułkownik z przykrością stwierdził, że czas inwazji spędzi głównie w biurze. Żeby tak nie było, mimo zajmowanego stanowiska, latał także nad Francję oraz zwalczał bomby latające, rywalizując z artylerią przeciwlotniczą, której celność wyraźnie wzrastała.
Tragiczna narada odbyła się w sztabie naczelnego wodza po wybuchu powstania warszawskiego. Usiłowano znaleźć sposób udzielenia pomocy Warszawie. Przybyły z kraju ppłk. pil. Rutkowski, szef organizacji lotniczej AK domagał się wysłania choćby kilku samolotów myśliwskich dla pokrzepienia powstańców. Wtedy to zapadła decyzja wysłania zrzutów przy wykorzystaniu 138 dywizjonu RAF z Brindisi we Włoszech. Rolski wspomina: „To było wszystko co mogliśmy zrobić. Stanowiło to przysłowiową kroplę w morzu. Dławiła nas własna bezsilność i rozpacz. Gen. Kopańskiemu, który reasumował dyskusję, nagle załamał się głos, a łzy jak groch potoczyły się po policzkach. Ja, pomimo bólu, nie mogłem stłumić wściekłości na tych, którzy na przekór zdrowemu rozsądkowi, dali sygnał do wybuchu powstania. Przecież kilka miesięcy temu wyjaśniłem i udowodniłem, że pomoc lotnicza będzie możliwa dopiero wówczas, gdy lotnictwo stanie nad środkowym Renem. Do tej pory wojska sprzymierzonych zajmowały zaledwie wąski pas Normandii, a lotniska naszych myśliwców wciąż znajdowały się w Anglii. Od Renu dzieliła nas odległość około 600 km”. Pod chwilową nieobecność Rolskiego całe 133 skrzydło (306, 309 i 315 dywizjony polskie + 303 brytyjski) brały udział w ostatniej symbolicznej wyprawie na kwaterę Hitlera w Berchtesgaden…

„8 maja 1945, gdy na lotnisku Andrews Field wykonywaliśmy normalne czynności służbowe, odezwały się nagle głośniki: Attention please. There are important news today … the war is over… unconditional surrender.” Jak więc widać płk. Tadeusz Rolski, był jedną z najważniejszych postaci lotnictwa polskiego. Niesłusznie został o zapomniany. Nigdzie nie są cytowane jego dane na temat krytycznego lotu liberatora generała Sikorskiego. Dziś sugeruję przemianowanie gocławskiego odcinka ul. Międzyborskiej (wymaga zmiany nazwy, gdyż został on trwale odcięty od reszty ulicy) na pułkownika Tadeusza Rolskiego. Ulica taka jest obecnie tylko w Przeworsku, z którego pochodził. Paradoksalnie zmarł niedaleko niepozornej uliczki Przeworskiej w Warszawie na Grochowie. Kto chciałby dowiedzieć się więcej o tej postaci historycznej, może przeczytać książkę na podstawie której napisany został ten artykuł.
Rafał Wodzicki

Rolski T.: Uwaga wszystkie samoloty. Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1974. Foto z książki Rolskiego

6 Komentarze

  1. Bardzo dziękuję Ci Rafałku za tak pięknie opisane losy mojego ojca Tadeusza Rolskiego, szczególnie te wojenne. Dziś pamięć o nim już nie zaginie, został bowiem patronem 22-go Ośrodka Dowodzenia i Naprowadzania w Bydgoszczy.
    Serdecznie pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego.
    Daniel Rolski emerytowany maszynista z Olszynki Groch.

      • Rafałku napisz do mnie na tego maila to będę miał do ciebie kontakt. Zainteresuję sprawą moje wojsko i może uda się sprawę nazwy ulicy pchnąć do przodu

    • Witam. Jestem krewnym ppłk Romana Rypsona, który w latach 20-tych był instruktorem pilotażu w szkole w Dęblinie, a w latach 30-tych służył w 4 Pułku w Toruniu. Napisałem jego biografię. Chętnie nawiążę z Panem kontakt mailowy lub telefoniczny.Pozdrawiam Michał

  2. Witam serdecznie
    Próbuję nawiązywć kontakt z rodzinami dawnych współpracowników brata mojego dziadka, ppłk pil. Romana Rypsona.
    Panie Danielu, jeśli wyraziłby Pan taką wolę, chciałbym z Panem nawiązać kontak bądź się spotkać podczas któregoś z Moich pobytów w Otwocku.
    Serdecznie pozdrawiam wszystkich pozytywnie zakręconych
    Michał Pawlikowski
    tel. 44 68-53-492 lub 501-943-692 e-mail: mpawlikowski@gmina-radomsko.pl lub michelangelop@o2.pl http://www.pawlikowscy.cba.pl
    PS
    Adres strony internetowej nie ma nic wspólnego z Tą instytucją.

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: