W Singapurze na razie dużo uśmiechów, zero konkretów

0
342

Prezydent Donald  Trump i Kim Dzong Un spotkali się w Singapurze.  Korea Północna rządzona jest przez najbrutalniejszy reżim na świecie.  W kraju tym istnieją obozu koncentracyjne, to szczelnie zamknięta przed światem, brutalna dyktatura.  Prawa człowieka to jeden z wielu tematów trudnych.  Jest ich wiele, na przykład zwrot okrętu amerykańskiej marynarki wojennej Pueblo, porwanego przez Koreę Północną, jak i porwań obywateli państw trzecich, na przykład Japonii.

Rozmowa Trumpa z  Kim Dzong Unem trwało około 40 minut. Przywódcy rozmawiali przez tłumaczy, a to za mało, aby wynegocjować coś konkretnego.  Potem rozpoczął się już roboczy lunch, z udziałem polityków i doradców. Ze strony amerykańskiej w rozmowach uczestniczył sekretarz stanu Mike Pompeo i doradca J Bolton.  Spotkanie relacjonuje 2000 dziennikarzy z całego świata.  Dla obu polityków, Kima i Trumpa, szczyt jest już sukcesem. Obaj uwielbiają być w centrum uwagi, w świetle jupiterów, podoba im się tłum dziennikarzy. Obaj przywódcy zapowiedzieli, że jeszcze dzisiaj wylecą z Singapuru, uzgodniony pewnie zostanie wspólny komunikat. Oczywiście czekamy na informacje dotyczące denukleryzacji Korei Północnej.  W dziennikarskich relacjach obserwujemy wysoki poziom wzniosłości, ciągle przypominają nam o historycznym wymiarze spotkania, choć na razie nie wiemy, na czym, ta historyczność miałaby polegać.   Poziom wzniosłości jest wysoki, ale na razie nic jeszcze z tego nie wynika. Na razie Kim występuje w trakcie szczytu jako równorzędny  partner USA. Otrzymał to praktycznie za darmo.Co musi osiągnąć Donald Trump, aby mówić o sukcesie? Musiałby doprowadzić, do tego, aby koreański arsenał  jądrowy znalazł się pod kontrolą, na przykład Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej.  Ilość uśmiechów nie ma znaczenia, liczą się fakty i możliwości weryfikacji hipotetycznych porozumień, które wynegocjowane zostaną potem, podczas kolejnych szczytów. Na pewno sankcje i trudna sytuacja Korei Północnej zmusiła Kima do negocjacji.

Kim oraz Donald mają jeszcze podpisać deklarację intencji.  Prezydent Donald Trump mówi o sukcesie szczytu, o znacznym postępie. Na czym ów postęp ma polegać na razie nie wiemy, ale szczyt jeszcze trwa. Zapowiedziana deklaracja została podpisana, ale nie znamy na razie jej treści. Prezydent mówił, że jest ona kompleksowa. Prezydent pytany o denukleryzację powiedział, że rozpocznie się szybko. Na razie czekamy na treść deklaracji i konferencję prasową. Nie znam dyplomatycznego spotkania, gdzie podpisano w świetle kamer dokument, w którym nie wiemy co jest.

Po podpisaniu dokumentów Donald Trump powiedział, iż relacje z  Półwyspem Koreańskim będą zupełnie inne. Trump mówił o szczególnej więzi jaka powstała między prezydentem USA a Kimem. Prezydent zaprosił Kima do Białego Domu.  To ciekawe, gdyż Kim jest zwyczajnym mordercą, o czym jednak nie należy zapominać!

Kiedy poznaliśmy treść dokumentu, przekonaliśmy się, że nie jest tak kompleksowy jak mówił Trump.  Jeżeli chodzi o broń jądrową, to Korea Północna zobowiązuje się do przyszłej dyskusji na temat rezygnacji z arsenału jądrowego.  W podpisanej deklaracji woli konkretów nie ma.  Dyskusja nie musi oznaczać rezygnacji z broni jądrowej.  Na pewno nie jest to deklaracja przełomowa. W podpisanej deklaracji sporo frazesów o pokoju światowym i innych górnolotnych zawołań, z których może, lecz nie musi nic wynikać.

Historia uczy, aby deklaracje podpisywane przez dyktatorów, traktować ostrożnie. Na szczycie widzimy jak dwóch narcyzów jest zachwyconych sobą i zainteresowaniem jakie wzbudza. Oczywiście dobrze, że spotkanie się odbyło, ale dopiero przyszłość pokaże, co z niego wyniknie.

Sporo kontrowersji powstanie po zapowiedzi wstrzymania wspólnych manewrów wojsk USA z armią Korei Południowej, co zdaniem prezydenta ma ułatwić negocjacje.

Fiasko G-7 w Kanadzie

Świat wstrzymał oddech, oczekując na wyniku szczytu w Singapurze. Szczyt poprzedziło fiasko szczytu G-7 w Kanadzie. Spotkanie w Kanadzie teoretycznie było spotkaniem przyjaciół, najbliższych sojuszników USA. Kanada, Japonia i europejscy sojusznicy podzielają te same wartości co Amerykanie. Donald Trump  spowodował, iż nie wyglądało to, jak spotkanie przyjaciół, a wrogów, należących do bloków, szykujących się do zwarcia. Amerykanie nie podpisali końcowego komunikatu, który mówił także o przeciwdziałaniu protekcjonizmowi i ochronie środowiska.

Szczyt G-7 pokazał, że drogi Europy i Ameryki mocno rozeszły się,  transatlantyckie stosunki, w basenie Atlantyku,  gdzie ciągle dokonuje się 2/3 światowej wymiany handlowej, będą znacznie bardziej skomplikowane. Liderów poróżniły nie tylko taryfy celne, ale i sprawa Iranu i paryskiego porozumienia klimatycznego. Prezydent USA  ostro skrytykował zapowiedź odpowiedzi, na amerykańskie cła na stal i aluminium, importowane przez Amerykę.

Najgorsze moim zdaniem nie były dyskusje na samym szczycie, uwidaczniające znaczne różnicy zdań. Nigdy wcześniej prezydent USA nie wypowiadał się, się tak krytycznie o przywódcach, innych sojuszniczych państw jak miało to miejsce, w przypadku premiera Justina Trudeau. Potem doradcy prezydenta rezerwowali specjalne miejsce w piekle dla Tredueau, dlatego, iż uznał za obraźliwe dla Kanady, amerykańskie cła. Trudeau podkreślił,  że Kanada była najlepszym sojusznikiem USA, w ciągu ostatnich 100 lat. Podobnie jak Wielka Brytania.  Uzasadnienie konieczności wprowadzenia ceł, w stosunku do sojuszników i Francji, nałożonych ceł względami bezpieczeństwa, może być frustrujące.   Ludzie prezydenta Trumpa szukali miejsca w piekle, dla lidera Kanady, przyjaciela Ameryki. To dla każdego znającego historię jest nie do zaakceptowania. Ponadto, ani Kanada, ani Wielka Brytania, ani Francja nie dotują produkcji stali, tak jak czynią to Chiny.

Uzasadnienie administracji budzi zdumienia i krytykę wielu republikańskich zwolenników prezydenta w Kongresie.

Zdumienie wywołała także propozycja prezydenta Trumpa, aby Władymir Putin wziął udział w kolejnym spotkaniu G-7 za rok. Nikt nie poparł tego postulatu. Postulatem minimum dla Rosji jest wycofanie się z rejonu Donbasu, na Ukrainie i zakończenie tym samym konfliktu zbrojnego. To taki minimalny warunek dla Rosji jaki przewija się w komentarzach i wypowiedziach polityków amerykańskich i europejskich. John McCain pisał w oświadczeniu, iż niezależnie od wypowiedzi prezydenta USA, Ameryka stoi przy swoich sojusznikach.

Pytanie brzmi, czy dla administracja prezydenta Trumpa zapraszanie Putina do Klubu G-7, czyli klubu państw demokratycznych, to przejaw strategicznej zmiany w polityce? Być może, prezydent Trump nie znosi wolnej prasy, ani demokratycznych wartości. Putin imponuje mu  silną ręką i brakiem szacunku dla demokracji.

Prezydent Trump wspomina coś O 35% cłach na niemieckie samochody.  Problem w tym, że niemiekie samochody produkuje się w USA, zaś w fabrykach tych zatrudnionych jest 50.000 Amerykanów. I tak w Alabamie fabrykę posiada Mercedes. W Tenneessee VW, zaś BMW produkuje samochody w Południowej Karolinie. W fabrykach tych wyprodukowano w  ubiegłym roku ponad 800 000 samochodów, z czego połowę wyeksportowano do Azji i Europy.

Prezydent chyba nie specjalnie wie co mówi, strasząc Niemcy 35% cłami na ich samochody.

Po spotkaniu G-7 stosunki transatlantyckie znalazły się w dołku i nie specjalnie wiadomo co dalej. Jakiekolwiek rozmowy będą trudne.  Europa nadal będzie honorować porozumienie z Iranem, jak i paryskie postanowienia klimatyczne.

Andrzej Jarmakowski

Wideos:The White House

Foto: The Star

 

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: