Warszawska kompromitacja inżynierska – jedna za drugą

2
241
Fot. Rafał Wodzicki; Progress for Poland

Miasto Warszawa chwali się jak to budują dla nas to i tamto…. No właśnie to i tamto: od Sasa do Lasa. Bez ładu i składu. Wielokrotnie o tym pisałem i piszę, ale żadnej reakcji ani władz, ani działaczy nie ma. Po prostu lekceważenie i chęć obniżania poziomu do swojego. Wielu się wydaje, że samo bycie na jakimś stanowisku (nawet z powodu złych wyborów) daje kompetencje i możliwość lekceważenia tych, co nie są w układach. Ponieważ dobro i zło dzieją się razem – można to przykryć głośno propagując nawet kiepskie rzeczy, przy wykorzystaniu niewiedzy ludzi przeciętnych. Przecież naprawdę nie każdy się zna i nie każdy ma odwagę wystąpić z poparciem.

No i efekty mamy. Projektanci oraz zatwierdzający ich dzieła muszą mieć kompetencje eksploatacyjne. Do tego potrzebny jest krytycyzm i samokrytycyzm, a przede wszystkim umiejętność szukania dobrych wzorców. Nie wystarcza ściągać co się da i trochę pokombinować, czy zagłosować, jak się wydaje komentatorom z fejsbuka.

O integracji transportu warszawskiego pisałem już dawno. Z tego wynikła m. in. kolej miejska, wtedy uważana za niepotrzebny wydatek. Wymysł Lecha Kaczyńskiego. Nie był on moim idolem, ale to zrobił dobrze i niesłusznie PIS lekceważy ten temat, zagłębiając się w bzdury smoleńskie. Nawet nie zwracają uwagi na to, że PO twierdzi, że to ich sukces.

Przez ostatnie lata trwają walki na temat projektu zwanego Tramwaj na Gocław. Na moim blogu jest o tym sporo i nie trzeba tego tu powtarzać. To co piszę jest lekceważone, do czego dorabia się różne teorie. Każdy sobie rzepkę skrobie. Jedni bronią działek, trzeci ptaszków, a inni Kanału Wystawowego i to też na różne sposoby. Moje próby zwrócenia uwagi na brak współpracy systemowej i istotne wady tego projektu są komentowane czasem w sposób zupełnie idiotyczny, pokazujący, że obniżanie poziomu do swojego to naprawdę ciężka choroba. Oto jedna z takich wypowiedzi (nie poprawiam błędów):

Acha, czyli zadnych konkretow, wywyzszanie sie, uwazanie ze inni nic nie wiedza i przy okazji jeszcze wywyzszenie dyktatury nad demokracje – bo mieszkancy chca tramwaju, a w demokracji to ludzie decyduja. Ale widocznie pan Rafal wie lepiej niz mieszkancy, specjalisci z ratusza i specjalisci z Unii ktory zaakceptowali. Ale niech sie pan Rafal lepiej niz zlosci ze inni nawet nie wiedza o co mu chodzi skoro nie odpowiada na pytania tylko obraza i odsyla do jakis blogow – ktorych nie zamierzam wyszukiwac bo generalnie nie lubie nabijac odwiedzin ludziom ktorzy sie wywyzszaja i obrazaja innych. Polecam za to panu nauki spoleczne, socjologie miasta na przyklad, bo uwazanie ze ludzie sa dla komunikacji a nie odwrotnie to niestety socjalistyczny patent, a w zachodniej demokracji nikogo nie obchodzi ze Panu i jakims Pana wyliczeniom sie tramwaj nie podoba. Ale nie taka zla ta demorkacja, bo kazdy moze stanac do wyborow. Jak Pan taki madrzejszy od wszystkich to prosze stanac, zostac randym albo prezydentem miasta i lansowac swoje pomysly. Lepsze to njz obrazanie ludzi”.

Poziom tego tekstu pokazuje jak to ludzie o całkiem miałkiej wiedzy rozumują. Otóż wg nich w Ratuszu pracują sami specjaliści nie mówiąc o Unii. Jacy specjaliści są w agendach Ratusza pokazuje powyższe zdjęcie, które skomentuję poniżej. Pojęcie o demokracji człowiek ten ma tak słabe jak i o kulturze, a obrażaniu w szczególności. Kierowanie eksperta do rad czy na prezydenta, świadczy o kompletnym niezrozumieniu mechanizmów tu działających. Na pewno ekspert nie zależy od tego czy wygra wybory, bo ma dojście gdzieś. Marnowanie ekspertów (i w ogóle mądrzejszych od wszystkich) to nasza choroba, bo to oznacza, że najlepsze rozwiązania nie mają szans! Na takich kombinacjach opierają się specjaliści bardzo często, kierując się zupełnie błędnymi przesłankami. Nie chce się nawet pobrać wiedzy, choćby z blogów, bo to za trudne! Co jakiś czas pojawiają się tacy, co myślą, że trzeba każdemu od nowa tłumaczyć, żeby mogli skrytykować.

Fotografia prezentowana powyżej pokazuje jak to z dobrego, potencjalnie węzła przesiadkowego zrobiono zupełną bzdurę, co próbuje się przykryć propagandą typu „tu będzie integracja transportu”. Nie będzie na pewno w takim stopniu jak to mogło być. Niestety, ale trwale zniszczono i się planuje niszczyć możliwości integracyjne tego miejsca.

Opiszmy jak to ma wyglądać, a potem jak mogłoby wyglądać (kiedyś o tym pisałem). Otóż „węzeł” ma się składać ze stacji metra („Szwedzka”), stacji kolei aglomeracyjnej („Stalowa”) oraz ulic Solidarności, Szwedzkiej i Radzymińskiej oraz w przyszłości – stacji kolejowej („Naczelnikowska”). Ulice są tam gdzie są, ale stacje wynikły z kompletnie niesystemowego myślenia przy projektowaniu linii metra, wiaduktu kolejowego oraz innych elementów.

Kolejowa linia obwodowa jest oczywiście historycznym elementem, którego nie można zmienić tak jak przebiegu ulic. Przekracza ona ulice Solidarności i Radzymińską w rejonie Naczelnikowskiej. Znajdujący się tu płaski wiadukt zmieniono przed paru laty na kratownicowy z jazdą dołem zupełnie nie zajmując się tym węzłem.

Stacja metra „Szwedzka” wypadła na Strzeleckiej, co wynikło z przebiegu linii, w ostatniej chwili zagiętej od Dworca Wileńskiego na Targówek. Od razu widać, że nie myślano i tu o węźle. Nawet o przesiadce na kolej. Oczywiście Strzelecka jest daleko od al. Solidarności i żadnego węzła nie będzie i tu.

Ostatnio gruchnęła wieść, że będzie stacja kolei aglomeracyjnej „Stalowa” na nasypie kolei obwodowej. Sto metrów od wiaduktu nad al. Solidarności… Stacja Stalowa jest reklamowana jako przykład integracji transportu miejskiego. Nic śmieszniejszego! Ma z tego wynikać niezbudowanie stacji „Rondo Żaba”, czyli zniszczenie tamtejszego węzła.

Prawidłowa konstrukcja systemu powinna się opierać na najważniejszych elementach stałych. Szczególnie na naturalnych węzłach. Takim jest skrzyżowanie ulic i linii kolejowych w rejonie ul. Naczelnikowskiej (patrz zdjęcie). To tu powinna być stacje metra i kolei aglomeracyjnej na wiadukcie. Niestety – już na początku utworzono sztuczny węzeł metro-kolej złożony ze stacji metra zwanej wówczas Praga-Centrum i stacji kolei Stadion. Dziś stacja metra nazywa się Stadion Narodowy. Jako podwójna miała służyć stykowi linii do Tarchomina i do Ząbek oraz w stronę Śródmieścia południowego i północnego… Obie linie po stronie wschodniej miały prowadzić wzdłuż linii kolejowych nadwiślańskiej i wileńskiej!!! Pokazuje to najbardziej dosadnie poziom projektowania. Autorzy po prostu nie wiedzieli, że metro (kolej miejska) i kolej aglomeracyjna (też kolej miejska) to musi być jeden system jak w każdym innym mieście i nie wolno dublować linii kolejowych. W ostatniej chwili udało się to wyeliminować (sam w tym uczestniczyłem), ale zakładając, że musi pozostać stacja podwójna Stadion Narodowy oraz „integracyjne” stacje Dworzec Wschodni i Dworzec Wileński (zupełnie absurdalny styk stacji!). A więc linia musiała iść nadal pod ul. Targową co wymusiło dalszy przebieg pod Strzelecką i położenie stacji „Szwedzka”! Efekt – ja wyżej.

RAFAŁ WODZICKI, ekspert eksploatacji, transportowiec

 

Fot. Rafał Wodzicki: „Węzeł” integrujący komunikację miejską ma tu być rzekomo. Stacja metra hen za supermarketem, stacja kolejowa 100 m za wiaduktem itd…

2 Komentarze

    • To nie ma nic wspólnego z PIS. Są to stare projekty realizowane bez żadnej weryfikacji przez kolejne władze. W ostatniej chwili, na chybcika udało się tylko “zabrać” metro z tras wzdłuży kolei.

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: