Wierne żony

0
251

Nie rozpoznałam go w pierwszym momencie.  Wydał mi się drobniejszy, niższy i dużo młodszy.  No cóż, ostatni raz widziałam go może rok temu.  Każdy może się zmienić przez taki czas.  Rozpoznałam go dopiero, gdy podszedł do mojego stolika i przywitał się.

– Jacku, to ty?!  Duża zmiana.  Stosujesz jakąś dietę cud? – zapytałam.

W odpowiedzi dostałam nikły uśmiech.

– Chcesz wiedzieć, jaką dietę stosuję?  Anka ode mnie odeszła.

– Co?!

Jacek i Anka to najsłodsza para ze wszystkich jakie znam.  Pamiętam, jak się poznali.  Ona przyjaźniła się z jego siostrą, więc naturalną koleją rzeczy została drużką na ślubie Ewy.  Jacek przyjechał na ten ślub prosto z Polski.  Na weselu zatańczyli ze sobą może dopiero… dwudziesty taniec i już od siebie nie odeszli.  Jacek nie wrócił do Polski, zamieszkali razem w małym wynajętym mieszkanku.  Wkrótce, w tajemnicy przed jej rodzicami, wzięli ślub.  Po kilku latach przyszło dziecko, wkrótce pojawiło się drugie.  Kochali się jak przysłowiowe papużki nierozłączki.  Cudna para i cudna rodzina.

– I co się stało?! – nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam.

– Niedawno oznajmiła mi, że już mnie nie kocha…  Że ma prawo do szczęścia.  Że chce być szczęśliwa.  I że nie chce żyć tak jak jej rodzice, nieszczęśliwie zakochana w ojcu matka i arogancki i kontrolujący ojciec traktujący matkę jak służącą.

– Zaraz, zaraz… Ale przecież ty nie jesteś agresywny czy kłótliwy.  Jesteś? –  zapyłam z niedowierzaniem.

– Nooo… nie jestem.  Ale, jak się okazało, Anka kogoś poznała.  Ma kogoś nowego.

– Co?!

Nic mi tu nie pasowało!  Piękna rodzina, młodzi zakochani w sobie rodzice, dwójka dzieci.  Ich związek, oglądany z boku, wyglądał idealnie.  Nic tylko zazdrościć!

– Poznała kogoś i mówi, że zdała sobie sprawę z tego, że jej miłość do mnie już dawno wygasła.  Męczy ją nasze wspólne życie, ogrom obowiązków i kłopoty finansowe.  Ona czuje, że zasługuje na więcej…  I wszystko sobie obmyśliła: dzieci będą spędzały czas pół na pół raz z nią raz ze mną.  Co do finansów to jakoś się dogadamy.  No i oświadczyła, że wynajęła już mieszkanie i wyprowadza się.  To wszystko stało się pół roku temu.  Od tego czasu mieszkamy i żyjemy osobno, a ja nie mogę się pozbierać i nie wiem jak radzić sobie z tym wszystkim… – I Jackowi zwilgotniały oczy.  Widać w nich ogromny ból i ogromne rozgoryczenie.  Co za dramat!

Jak często kobiety zdradzają?  Przeprowadzono wiele anonimowych ankiet badających to zagadnienie i z nich wynika, że 19% żon zdradza swoich mężów.  To znaczy, że tyle kobiet dobrowolnie wyznaje swoje winy.  Czy można zawierzyć tym danym?  Terapeuci zajmujący się sprawami małżeńskimi twierdzą, że ta liczba jest bardzo zaniżona, że zdrady popełniane przez żony są dużo częstsze, aczkolwiek wydaje się prawdą, że kobiety nie „chodzą w bok” tak często jak mężczyźni.  W ostatnich 30 latach, jak zauważa Esther Perel w książce State of Affairs: Rethinking Infidelity, ilość kobiet, które przyznają się do zdrad małżeńskich wzrosła do zaskakujących 40%.  Toż to prawie połowa wszystkich żon!  A to znaczyłoby, że na 10 znajomych aż 4 chodzą „swoimi drogami”.

Zaraz, zaraz…  Spróbuję policzyć niewierne żony w moim środowisku. Na dziesięć znajomych par… ho, ho, ho… sześć żon… sześć żon zdradza swoich mężów!  Czyli oficjalne statystyki są zaniżone, bo według moich obliczeń wynika, że jest to aż 60%.  Szokujące?

Dlaczego one to robią?  Powodem numer jeden jest upływający wiek.  Zauważono ciekawe zjawisko – na rok czy dwa przed okrągłymi urodzinami, przed trzydziestką, czterdziestką czy pięćdziesiątką – panie z przerażeniem zauważają zmiany jakie w ich wyglądzie powoduje czas.  Boją się procesu starzenia, boją się, że osiągnąwszy kolejną „estkę” w swoim wieku, staną się mniej atrakcyjne i mniej pożądane przez przeciwną płeć.  I nie ma dla nich znaczenia mąż czy rodzina, chcą poczuć, że są wciąż obiektem zainteresowań.  Kilka moich znajomych, bardzo „odważne” osoby, głośno obnoszą się ze swoją zasadą, że „rodzina rodziną, mąż mężem, a dobry romans żadnej kobiecie nie szkodzi.”  Jedna z nich, po piećdziesiątce, ostro romansuje z mężami koleżanek i ze swoim instruktorem z Health Club.  Szczyci się swoim stylem życia i bardzo dobrze się z tym czuje.  „Fakt, że jestem pożądana bardzo podnosi moje poczucie wartości i moje samopoczucie – zwierza się – Czuję się młodo, atrakcyjnie i jestem pełna energii.  No i wiem, że jestem w stanie każdego faceta, który mi się spodoba, zaciągnąć do łóżka.”

Poza obawą o utratę urody, drugim dużym powodem zdrad są pieniądze.  Wiele kobiet zdradza mszcząc się w ten sposób na swoim mężu za ograniczanie lub kontrolowanie ich wydatków.  Często, z braku zainteresowań, hobby lub pasji, zmęczone codziennością żony jedyną swoją rozrywkę widzą w odwiedzaniu sklepów.  Samotne i znudzone spacerują wśród regałów pełnych bluzek, sweterków, butów, zestawów do kawy lub obrusów i kupują co się da.  Często jest to tylko kupowanie dla zabicia czasu, a z konta znikają pieniądze w zastraszającym tempie.  Mężowie próbują radzić sobie z tym marnowaniem pieniędzy na róźne sposoby.  Mąż Kaśki, zdenerwowany jej niekontrolowanymi wydatkami któregoś dnia, na jej oczach, pociął jej kartę kredytową na maleńkie kawałki i zapowiedział, że od teraz będzie jej dawał tylko rozsądne ilości na potrzebne zakupy.  Kaśka, wściekła jak osa, poprzysięgła sobie zemstę na mężu i zemściła się.  Od kilku miesięcy romansuje z kolegą z pracy.  Mąż jeszcze niczego się nie domyśla…

A co pociągnęło Teresę do zdrady?  Po 16 latach małżeństwa i dwóch nastoletnich  córkach nagle spotkała „rycerza na białym koniu”!  Przystojny, czarujący i szarmancki, był przeciwieństwem jej męża nieudacznika i choleryka.  Coraz częstsze spotkania w grupie znajomych, telefony pod byle pretekstem i nagłe poczucie, że „tylko on!” sprawiły, że Teresa nie mogła przestać o nim myśleć.  I wkrótce, po jej usilnych staraniach o zdobycie jego serca, ich romans rozwinął się z ogromną intensywnością i żarem.  Nic nie było w stanie ich zatrzymać.  Tajemnicze schadzki w hotelach, wspólne posiłki w przerwach na lunch, wyjazdy na „szkolenia”.  Cieszyło to, że jej „rycerz” też zakochał się po uszy i nawet jej nie przeszkadzało, że po gorących schadzkach wracał do domu w objęcia żony i dzieci.  Dopiero po latach tego szaleńczego romansu i kombinowania Teresa nagle zauważyła, że jednak popełniła omyłkę.  Okazało się, że jej „rycerz” zainteresowany jest inną kobietą.  No i czar prysnął.  Złamana tym odkryciem sięgnęła po tabletki uspokajające i alkohol.  Chciała szukać pocieszenia i ratunku przed samotnością i porzuceniem w ramionach swojego męża, ale tu czekało ją jeszcze większe zaskoczenie.  Mąż już dawno dowiedział się o jej niewierności i właśnie poznał miłą panią, z którą chce ułożyć sobie życie.  Wkrótce zamierza złożyć pozew rozwodowy. W całej tej sytuacji Teresę najbardziej zadziwił fakt, że jej własny mąż, ten nieudacznik i choleryk, dla kogoś innego stał się wymarzonym „rycerzem na białym koniu”.

Nie tak dawno temu byłam na szkoleniu w dużym hotelu w centrum miasta.  W przerwie wyskoczyłam szybko do hotelowej restauracji na małe co-nieco i wpadłam na Martę.  Siedziała przy stoliku w towarzystwie młodego człowieka, który na pierwszy rzut oka nie wzbudzał zaufania.  Najzwyczajniej w świecie „patrzyło mu źle z oczu”.  Marta bardzo się zmieszała na mój widok i nawet nie przedstawiła swojego towarzysza.  Po kilku dniach zadzwoniła do nie i poprosiła o dyskrecję.  Niewiele mi powiedziała, ale dała do zrozumienia, że poznała tego faceta dzień wcześniej w nocnym klubie i bez większego namysłu spędziła z nim noc.  „Wiesz, on jest taki zupełnie inny od mojego męża.  Stare dżinsy, zarost, pewny siebie i bezczelnie arogancki… Jak tylko zatańczyliśmy razem wiedziałam, że to nie skończy się tylko na tańcu.  Nie mów nikomu, proszę.  Wiesz, mam dobrego męża…” – tak zakończyła naszą rozmowę.

Ponoć wiele dobrze ustawionych kobiet od czasu do czasu lubi „zapomnieć się” w ramionach „niegrzecznego” chłopca.  Ułożone i bezpieczne życie już nie wydaje się ciekawe, a do sypialni wkrada się nuda i rutyna.  I zamiast postarać się o zamianę tej nudy na ciekawsze życie i pozbyć się rutyny, łatwiejszym i bardziej ekscytującym wydaje się rozglądanie na boki i nawiązywanie nowych, nawet krótkotrwałych, znajomości.

Dlaczego żony zdradzają?  Jest jeszcze inna przyczyna.  Chcą więcej seksu.  Halina ze zdumienem zauważyła, że jej potrzeby seksualne bardzo wzrosły po czterdziestce.  Jej mąż z kolei jakby zupełnie stracił zainteresowanie łóżkiem.  Zamiast poświęcać jej więcej czasu, spotykał się z kumplami na piwo i wracał coraz później do domu.  Bardzo jej dokuczała samotność w sypialni, a do ostatecznej furii doprowadziło ją odkrycie, że po powrocie do domu mężulek godzinami oglądał filmy pornograficzne i zaczął kolekcjonować zdjęcia roznegliżowanych panienek!  Jedyne co jej przyszło do głowy w tej sytuacji, to poszukanie sobie kochanka.  Bo rozmowa z mężem o prawdziwym problemie i o prawdziwych potrzebach nie wchodzila w grę.  To byłoby bardzo poniżające!  Dużo łatwiej było poszukać kochanka.  No i znalazła.  „Mam udaną rodzinę, świetnie ułożyliśmy sobie życie, nie chcę tego tracić.  Ale nie mogę żyć bez seksu!  Małżeńskie zbliżenia raz w tygodniu absolutnie mi nie wystarczają.  Myślę, że każda kobieta na moim miejscu zrobiłaby to samo.”  Czy każda kobieta na miejscu Haliny robi to samo?

Jest jeszcze inny ważny powód dla którego żony zdradzają – agresywny i używający przemocy fizycznej lub emocjonalnej małżonek.  Kobieta wychowująca dzieci, często niepracująca zawodowo i zajęta prowadzeniem domu, uzależniona od takiego męża, znosi złe traktowanie i „robi dobrą minę do złej gry” tak długo jak może.  Znam panie, które nieszczęśliwe i zrezygnowane przez całe życie trwały w takim związku i słono płaciły depresją i załamaniami nerwowymi.  Niekończąca się agresja i przemoc na codzień, brak perspektywy na poprawę sytuacji powodują, że niektóre kobiety z premedytacją decydują się na zdradę.  Wchodzą w nowe związki nie po to, żeby się zabawić czy poprawić sobie samopoczucie.  One szukają nowego partnera, bo chcą zerwać niezdrowy domowy układ.  Nie chcą być same, więc zanim odejdą od męża chcą mieć kogoś pewnego, kto natychmiast utuli je w swoich ramionach.  To zjawisko znane jest pod nazwą „velcro syndrome” i czasem naprawdę przynosi pożądaną poprawę w życiu.   Znam kilka takich pań.  One uznają zasadę, że cel uświęca środki.

Wspomniana autorka i terapeutka Esther Perel zwraca uwagę na to, że kobiety w obecnych czasach chcą postępować tak jak mężczyźni, gdyż czują się do tego upoważnione!  Upoważnione?  No, tak…  Do niedawna to głównie mężowie utrzymywali rodziny, przynosili do domu pieniądze i często właśnie dzięki temu mieli poczucie, że mogą robić to na co mają ochotę.  Od dawna przecież mężczyznom „wolno było” zdradzać żony czy utrzymywać kochanki.  Takie postępowanie nie było może powszechnie akceptowane, ale prędzej czy później przechodzono nad tym do porządku dziennego.  No i nikt się nie martwił tragedią zdradzanych żon czy ich samopoczuciem.  W obecnych czasach, wraz z emancypacją, nadeszła era kiedy to kobiety mają dobre posady i stanowiska, a co za tym idzie bardzo często przynoszą do domu więcej pieniędzy.  Wraz z większymi pieniędzmi, z tą niezależnością finansową, przychodzi pewność siebie, chęć władzy i to poczucie, że „należy mi się więcej od życia”.  Małżeństwo to instytucja, to biznes. który trzeba i warto podtrzymać dla dzieci, dla dobrych samochodów, wspólnego domu i letnich wakacji.  Ale ta instytucja małżeńska nie zapewnia emocjonalnych, towarzyskich lub seksualnych potrzeb tych wyemancypowanych kobiet.

„Zarabiam więcej od mojego męża.  To dzięki moim zarobkom możemy sobie powolić na prywatne szkoły dla dzieci i na luksusowe wakacje.  A pomimo tego, gdy wracam do domu mój ślubny bezczelnie nawet nie ruszy palcem i oczekuje ode mnie, że zrobię wszystko od gotowania poprzez sprzątanie, pranie i odrabianie lekcji z dziećmi. – zwierza się Karolina – A on, zmęczony po pracy leży przed telewizorem i z uporem maniaka przełącza kanały przez cały wieczór.  Albo wychodzi z kolegami na tenisa lub na piwo.”

Tak się nie da ciągnąć, więc znajduje się sobie fajne męskie towarzystwo zgodnie z zasadą „nie jestem gorsza” i „mnie się też coś od życia należy”.  Takie postępowanie nie ma na celu zamiany jednego męża na drugiego.  To jest raczej bardzo dobry sposób na utrzymanie swojego małżeństwa.  Karolina zwierzyła się, że po swoich randkach łatwiej znosi męża i właściwie nawet bardziej docenia jego pozycję w rodzinie i jego dbałość o rodzinę i dzieci.  „A ja jednocześnie czuję się doceniona, pożądana i zaspokojona.  Piękne!”  Karolina trzyma swoje znajomości z innymi mężczyznami w ścisłej tajemnicy.  Umarłaby ze wstydu, gdyby znajomi dowiedzieli się o jej przygodach.  No i bałaby się, że jej mąż mógłby wystąpić o rozwód, bo „on nie jest taki nowoczesny”.

Natomiast Julia nic sobie nie robi z tego, że wszyscy wiedzą o jej zdradach.  Nigdy nie przejmowała się opinią publiczną.  Jej mąż przymyka oczy na jej romanse.  Jest rozsądnym facetem, bo sam niewiele zarabia i wie, że rozwód byłby dla niego finansowym fiaskiem.  Julia nie po to powiększyła sobie biust i bardzo dba o siebie, żeby być tylko z nim.  Ma już pięćdziesiąt dwa lata, faceci wciąż na nią lecą.  Ona jest święcie przekonana,że podoba się im jej odwaga i fantazja.  „To co robię w moim prywatnym życiu nie powinno nikogo obchodzić!  To moja sprawa.  Ja się do nikogo nie wtrącam!”  Z tego co wiem, rozbiła parę rodzin…

Dlaczego współczesne profesjonalne kobiety pozwalają sobie na takie zachowanie?  Socjologia i psychologia tłumaczą to w dość prosty sposób: od jakiegoś czasu mówi się kobietom, że mogą wszystko, więc rzucają się na głęboką wodę w edukację, pracę i odowiedzialne stanowiska, a jednocześnie chcą mieć rodzinę, dobre związki i satysfakcję seksualną.  Rzeczywistość okazuje się bardzo nieprzychylna ich planom i oczekiwaniom, bo okazuje się, że nie można jednak mieć wszystkiego i że jednak trzeba dokonywać wyborów, i to trudnych wyborów.  Ambicja i praca czy wychowywanie dzieci?  Realizacja siebie czy poświęcenia dla rodziny?  Rezygnacja z pasji czy rezygnacja z rodziny?  Miłość i wierność na całe życie czy przygodne romanse i zdrady?  W rezultacie coraz więcej kobiet, które osiągnęły sukces w pracy, a niezadowolonych ze swojego prywatnego życia, znajduje rozwiązanie w pozamałżeńskich związkach i w pozamałżeńskim seksie.  Taka odskocznia daje im poczucie, że za swoją ciężką pracę i za swoje osiągnięcia na polu zawodowym i rodzinnym dostają lepszą „nagrodę”.  Małżeństwo to wspólnie prowadzony biznes.  Rozwód skomplikowałby życie.  Więc po co się rozwodzić?  Trzeba znależć sposób.

Kilka moich koleżanek, na wiadomość, że piszę ten artykuł, zgodziło się na rozmowę.  I, ku mojemu zaskoczeniu, potwierdziły wiele z tego o czym piszę.  Zdrady małżeńskie to sposób na życie, albo na ubarwienie tego życia.  Ewa po latach spotkała swoją wielką miłość z czasów szkoły.  Od tego czasu spotykają się zazwyczaj co dwa tygodnie w dogodnie położonym hotelu.  Potajemne schadzki dodały jej skrzydeł, seks z kochankiem jest „odjazdowy”!  Ma tak dobre samopoczucie i czuje się tak dowartościowana, że całe jej dotychczasowe zachowanie bardzo się zmieniło i wpłynęło na lepsze układy małżeńskie.  Mąż się niczego nie domyśla i nikt nie planuje rozwodu.

Hanka już dawno usłyszała od męża, że jego życzeniem jest platoniczny związek.  Najpierw płakała, później próbowała go uwodzić, próbowała jeszcze wzbudzić w nim zazdrość – wszystko na nic.  Mąż przeniósł się do innej sypialni i tak już jest od lat.  Gdyby nie spotkania z kolegą z pracy, spotkania przepełnione erotyzmem i… niczym więcej, byłaby bardzo nieszczęśliwa.  I niespełniona.  Nauczyła się żyć w ten sposób i zadowolona jest z tego co ma: finansową stabilność z mężem i przyjemne chwile z kochankiem.  Od czasu do czasu tylko martwi się na myśl o tym, co będzie gdy jego żona odkryje prawdę…

W świetle tego wszystkiego ja sama czuję się trochę jak stwór z innej planety.  Wierzyłam w miłość i w małżeństwo.  Uważałam, że wychodzi się za mąż z miłości i że ta miłość potrafi przetrwać wiele.  Wierzyłam, że małżeństwo jest po to, aby mieć kogoś kto będzie kochał i kto będzie stał obok w dobrych, złych i w bardzo złych chwilach.  Życie małżeńskie nie zawsze układa się jak w bajce.  Zresztą wiemy, że bajki są nieprawdziwe…  Ale gdy dzieje się źle i gdy jest trudno, warto postarać się i naprawić to co szwankuje zamiast wchodzić w bagno i wciągać w to bagno innych.  Pamiętam dawne rozmowy z moją babcią Stefanią, która na nasze filozoficzne pytania „Po co komu honor i uczciwość?” odpowiadała:  „Po to, aby sobie samemu bez wstydu i zażenowania móc spojrzeć w oczy.”

Foto: eDziecko

 

Iwona Sikorska

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: