Wybory i wyboje

1
356

Bez wielkiego rozgłosu przeszedł sierpniowy wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gdańsku, który może się okazać kamieniem milowym na wyboistej drodze polskiej demokracji. Różne są te wyboje, lecz jeden ich rodzaj doskwiera nam szczególnie. Nie zdajemy sobie często sprawy z jego głębokości, ale to jego właśnie skutki odczuwamy najbardziej.

Pierwszy głębszy wybój tego typu wydeptał Aleksander Kwaśniewski, opowiadając w kampanii wyborczej bajki o swoim wykształceniu niewiele mające wspólnego z rzeczywistością. Lecz nie on zaczął. Cała III RP zaczęła się od wyboru premiera bez wyższego wykształcenia i prezydenta – absolwenta zasadniczej szkoły zawodowej. Przy całym szacunku dla dorobku i talentów politycznych obu panów, ich wybór w 1989 i 1990 r. sygnalizował, że wykształcenie w III RP nie jest warunkiem objęcia wysokiego urzędu. Co prawda – wyborcy uważają inaczej, ale wyborcy lubią być oszukiwani, a o tym, kto wygra wybory, tak naprawdę decydują nie oni, lecz system partyjny i wielkie media.

Otóż Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku na wniosek lokalnego dziennikarza, któremu starosta pucki odmówił właściwej odpowiedzi, stwierdził, że informacje o kierunku studiów lub szkole oraz specjalności, ewentualnie kierunku studiów podyplomowych, ukończonych przez osoby pełniące funkcje publiczne, stanowią informację publiczną w rozumieniu przepisów ustawy o dostępie do informacji publicznej. Oznacza to, że wyborcy mają prawo do niezafałszowanej i niepodkoloryzowanej prawdy o wykształceniu urzędników. Na dziennikarzy pośrednio nakłada zaś to obowiązek rozpowszechniania tej wiedzy, zwłaszcza w kampaniach wyborczych.

Dopilnujmy tego, gdyż nasi politycy mają coraz słabsze hamulce w przekraczaniu własnych możliwości intelektualnych, z którymi cenzus wykształcenia jest związany. Łezka mi się w oku kręci, gdy wspomnę, jak w 1998 r. ówczesny prezydent Warszawy Marcin Święcicki odmówił złożenia wniosku o wybór dyrektora dzielnicy Praga Południe (taka była wówczas procedura wyłaniania szefa urzędu dzielnicy; dziś jest nim burmistrz, którego wybiera rada). Kandydatem był członek AWS, w którego papierach prezydent Święcicki dopatrzył się braku wyższego wykształcenia. Działacze AWS byli zbulwersowani: jak tak można, przecież były ustalenia polityczne! Upór prezydenta wszystkim jednak wyszedł na dobre: działacz AWS w ciągu bodaj roku douczył się, uzupełnił studia i nawet był niezłym dyrektorem dzielnicy. Dziś taka historia nie mogłaby się zdarzyć.

Ale może teraz przynajmniej wiedzieć będziemy więcej.

Maciej Białecki
Wspólnota Samorządowa
maciej@bialecki.net.pl
www.bialecki.net.pl

1 Komentarz

  1. No dobrze Panie Białecki, skoro jest tak dobrze, to jako wyborca chcę znac temat pracy dyplomowej Jarosława Kaczyńskiego

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: