Z kroniki KOD Chicago. Piknik “pod wiszącą skałą”

4
435

Piknik– Po co to robicie? – zapytał. Stanął pod wiatą, na jej skraju. Przy stołach było jeszcze sporo wolnych miejsc. Nigdzie nie usiadł, chcąc podkreślić swoją odrębność. Towarzyszyło mu dwóch narodowców. Trzymali się za nim. On miał przemawiać. To było widać po sposobie, w jaki się wszyscy ustawili. Reszta, może sześciu, siedmiu młodych chłopaków, pozostała w niewielkim oddaleniu od wiaty. Pomimo naszego zaproszenia, nie podeszli. Kilku z nich miało podgolone głowy. Spoglądali w naszym kierunku z obojętnością. Raczej ponuro. Stanęli w rozkroku – gotowi do akcji. Przed piknikiem dotarły do nas groźby, że pojawią się narodowcy, aby nas “odkodować”.

– Przecież demokracja w Polsce jest. Mówił w powietrze, w stronę lasu. – Jest rząd, który został wybrany przez ludzi. Przez Polaków. Wszystko legalnie. Tak czy nie?  Kto wam za to płaci? Merkel? Ten Żyd Soros? Drżały mu usta. Przyglądaliśmy mu się z zainteresowaniem. Byliśmy ciekawi, jak wygląda narodowiec, gdy nie jest w mundurze, albo w kominiarce. Większość z nas widziała polskich nacjonalistów tylko na migawkach filmowych, jak palą kukły, skandują groźby w kierunku wrogów ojczyzny, albo jak maszerują z chorągwiami. I jak hailują. Miał na koszulce “polskiego” orła. Wyglądał zupełnie zwyczajnie. Niewysoki blondynek. Z kieszonki dżinsów wystawał mu smartphone. Był przygotowany do tego wystąpienia. Chciał przedstawić zarzuty wobec nas właśnie tutaj – na pikniku KOD-u, manifestując swoją brawurę i pewnie też pogardę wobec “zaprzańców”. Miał całą scenę. Nikt mu nie przerywał. Nie tylko przez grzeczność. Poczuliśmy chyba do niego sympatię. Być może dlatego, że był młody i trochę jak każdy chłopak – zbuntowany przeciw światu, ale również dlatego, że mu na czymś zależało. Ale na czym? Nie wiedzieliśmy. Zaczął płynnie. Ale od razu coś mu przeszkodziło. W głosie pojawiła się wątpliwość. Może spodziewał się innej reakcji? Bardziej burzliwej? Był chyba zaskoczony naszym wyglądem, uśmiechami, piknikowym nastrojem. I spokojem. Gdzieś w środku wiaty brzdęknęła gitara. Na moment spojrzał skąd dochodzi dźwięk. Pewnie lubił śpiewać. Może sam grał na jakimś instrumencie? Czekaliśmy jeszcze na dwóch gitarzystów. W planie było wspólne śpiewanie. Przybywali ludzie. Pod wiatą robiło się tłoczno. Rodziny z dziećmi rozkładały się na polanie. Ta atmosfera psuła mu plan. Nie tak wyobrażał sobie ludzi “odspawanych od stołków” i “zdrajców ojczyzny”. – Tylko mieszacie. Po co? – powtórzył, ale już mniej zaczepnie. – Skąd pochodzisz? – Co? Pytanie go zdenerwowało, gdyż zapraszało do rozmowy na mniej ważne tematy. A on nie po to tu przyszedł. Przyszedł na piknik KOD-u w Chicago, żeby nam wytłumaczyć, że źle robimy, że szkodzimy Polsce. Przecież mogą przyjść wszyscy, tak czy nie? Tak mówiliście na fejsie. Zapraszaliście całą Polonię.

 

Zapakowałem ciasto truskawkowe i trochę picia. Ponieważ autostrada była zapchana pojechałem przez miasto. Mijałem dzielnice znane z przemocy i z aktywności gangów. Ale nie mogłem pozbyć się dziwnego uczucia, że największym zagrożeniem jest mój rodak, który uważa mnie za zdrajcę narodu. Co za żałosna ironia! Ta smutna refleksja pojawiła się już podczas marcowej pikiety KOD-u Chicago przy ulicy Michigan. “Prawdziwi Polacy” w liczbie ponad 1000 osób zwyzywali nas wtedy od “czerwonych parchów” i “gnid”. Ze względu na własne bezpieczeństwo, poprosiliśmy policję konną o ochronę. Pośród nas były młode kobiety, dzieci i studenci pochodzenia polskiego, którzy nigdy w życiu nie spotkali się z taką agresją tłumu. Od tamtego czasu zmuszeni zostaliśmy do zapewnienia sobie ochrony. Gdy przyjechałem na miejsce pikniku, nasza obstawa obserwowała samochód wolno jadący przez parking. Ktoś nam robił zdjęcia.

 

13340203_235718583477358_6630002959306938316_o – Chcesz piwo? Machnął głową, że nie. A kiełbasę? Też nie. – Dobra. Jak zmienisz zdanie, to piwo jest w lodówce, a kiełbasę bierz z grilla. Nie musisz pytać. Musztarda jest na stołach, a tu masz serwetki. – Z Dębicy – wydusił wreszcie z siebie. Ale był zły. Mówił nie patrząc na nas. Nie było w nim agresji, ale jakiś zawód. Teraz już nawet nie o to mu chodziło, że jesteśmy z KODem. Najbardziej wkurzyło go, że nie potrafił znaleźć w nas nic, co mogłoby uzasadnić jego złość. “Zdrajcy narodu” przecież nie proponują kiełbasy z grilla, piwa i nie zapraszają do swojego grona. Przyszedł, aby zobaczyć “polonijną targowicę”, ludzi pozbawionych honoru i Boga, a spotkał takich jak on Polaków. Byliśmy do siebie podobni. Wszyscy. On też to zauważył. Nasze wzajemne podobieństwo rozczarowało go. Było mu nie na rękę. Nas też zaskoczyło. Być może, gdy byłem w jego wieku, wyglądałem podobnie jak on? Należeliśmy do jednego narodu. I ten fakt, nagle, stał się najważniejszy. – Mógłby być moim synem – ktoś z nas powiedział cicho. Rola wroga, z którą do nas przyszedł, wyraźnie go uwierała. Przestała pasować do scenerii. I to go drażniło. Jak masz na imię? – zapytałem. Nie odpowiedział. Spoglądał w las, chcąc dać nam do zrozumienia, że takie pytania są nie na miejscu. Nie chciał się z nami spoufalać. Nie mógł. Objawy życzliwości z naszej strony irytowały go. Gdyż skłaniały do wzajemności. A on nie chciał się odwzajemniać. Może chciał, ale nie mógł. Ponownie odezwała się gitara. I znowu zadrżały mu usta, ale tym razem twarz wykrzywiła mu się w złości. Wykonał gest zniecierpliwienia, na który zareagowali wszyscy jego koledzy mało widocznym ruchem oczu. To był znak gotowości. Nagle wszystko się zmieniło. Ruszył bez pożegnania w stronę samochodów. – Bierzecie pieniądze – rzucił. Ale nie czekał na naszą reakcję, tylko zaraz krzyknął: widziałem pokwitowania!  – Gdzie? – zapytaliśmy. Gdzie widziałeś pokwitowania?  – W internecie! Tam wszystko jest! Nie wypierajcie się! – To nieprawda – ktoś z nas zaprzeczył. Ale on nie słuchał. Podniósł tylko rękę jakby chciał powiedzieć: A jednak miałem rację. Ale się nie odwrócił. Byli już wszyscy razem. Szli szybkim krokiem, kilku z nich tyłem, zwróconych w naszą stronę. Na wypadek, gdyby ktoś z nas chciał ich zaatakować.

 

tekst ukaże się również na portalu racjonalista.tv

zdjęcia: Archiwum KOD Chicago

 

Dariusz Wiśniewski

4 Komentarze

  1. Razem rozmawialismy z tym kolega. Normalny chlopak, zakrecony mlodoscia i propaganda z Polski. To ja pytalem go z kad jest- i o dziwo mam w Debicy rodzine, wujkow, kuzynow. Potrzeba dialogu, potrzeba spotkan, lamia sie wtedy lody i poznajemy siebie jako ludzie.

  2. Ciekawy tekst Pana Dariusza Wiśniewskiego, ciekawy literacko, dobrze i ciekawie, interesująco napisany. Znajduje się w rubryce “opinie”. I tu ja mam spory problem, bo nie wiem jak ten artykuł zaszeregować. Dlatego nazywam go “Tekst” Tekst P. Dariusza Wiśniewskiego.
    Bo nie wiem, czy jest to fikcja literacka, czy opinia z życia Poloni w Chicago.
    Jako fikcja literacka, to jak najbardziej, dobry, ciekawy literacko tekst. Brawo Panie Dariuszu ! Ale jeśli to ma być “Opinia” , to ja juz mam spore zastrzeżenia. Na pikniku KOD nie byłem, to nie mogę negować, czy wypowiadać sie na temat opisanego tutaj wydarzenia. Jednak zacytuje pewne fragmenty, które odnoszą się do rzeczywistości, a są głeboką FIKCJĄ literacką. Cytuje:

    “” On miał przemawiać. To było widać po sposobie, w jaki się wszyscy ustawili. Reszta, może sześciu, siedmiu młodych chłopaków, pozostała w niewielkim oddaleniu od wiaty. Pomimo naszego zaproszenia””

    “” A on nie po to tu przyszedł. Przyszedł na piknik KOD-u w Chicago, żeby nam wytłumaczyć, że źle robimy, że szkodzimy Polsce. Przecież mogą przyjść wszyscy, tak czy nie? Tak mówiliście na fejsie. Zapraszaliście całą Polonię.””

    “Narodowiec” powiedział, że KOD Polonia USA zapraszał wszystkich chętnych na piknik. Zapraszał na Face book, to tylko słowa tego “Narodowca”, ale jest potwierdzenie zaproszenia, przez autora. I tu właśnie jest ta daleko idąca fikcja literacka. Pamiętam jak na “Progressie” ukazała się wiadomośc, że za kilka dni będzie piknik KODu. I koniec. Absosutnie żadnych szegółów, gdzie i kiedy będzie piknik, a już całkowicie nawet nie było sugesti, że każdy chętny może przyjść. Organizacja pikniku KODu przebiegała w bardzo głębokiej tajemnicy. Nie było informacji w “Progressie”, który ja uważałem za oficjalny głos KODu Polonia, nie było też żadnej dostępnej informacji na Face book, tak na Face book też szukałem, bo miałem ochote pójść na ten piknik. Na Face book, może i informacja była, ale dostępna TYLKO dla wtajemniczonych członków. To nie róbmy farsy o zapraszaniu każdego chętnego. Sprawdziłem teraz Face book i KOD Polonia. Teraz 25 czerwca jest już duży postęp, wprawdzie dalej osoba postrona nie znajdzie informacji, ale jest możliwość zapisania się do KOD Polonia. Trzeba wypełnić deklaracje, zostanie ona , deklaracja, rozpatrzona, zaopiniowana, i jeśli zostanie się zaakceptowanym, to zastanie się członkiem KOD Polonia i dodatkowo KOD w Warszawie. Oczywiście jak dawniej w PZPR trzeba miec 2 osoby wprowadzajace, ale łaskawie, jako osoby wprowadzające można podać Pana Włodarczyka i Pana Kokocińskiego.
    Napewno jest to duży postęp, ale tak jest DZISIAJ, gdy był piknik KODu, było inaczej, głęboka konspiracja i hermentycznie zamknięta grupa KOD Chicago.
    I tu następny problem, albo ktoś kłamie, albo ta cała konspiracja była o kant dupy rozbić. “Narodowiec” powiedział że zapraszaliście wszyskich na Face book, to jak on o tym wiedział??? Czy w KOD Chicago mieliście kreta, który donosił tajne informacje do “narodowców”, czy też zabezpieczenia na Face book nie stanowiły problemu dla “narodowców”, ale uniemożliwiały dostęp szerokim sympatykom KODu w USA. Obojetnie jak to było, sympatycy nie mieli szans na piknik KODu przybyc, a zadymiarze nie mieli problemów. Czyli jak wspomiałem _ O kant dupy rozbić.
    To tyle odnośnie tekstu Pana Wiśniewskiego.
    Teraz mam jeszcze prywatne pytanie do KODowców na temat tej deklaracji członkowskiej. Jak by to było w moim przypadku???? Do KOD w Warszawie zapisałem się może 2- 3 dni po jego powstaniu, jako człone numer 4 tysiące coś tam. Teraz jest ponad 59 tysiecy. Przez te całe 7 miesięcy, żadnej wywrotowej i wrogiej działalności przeciwko KOD Warszawa NIE prowadziłem, co jest oczywiste, bo nie byłbym dalej członkiem KOD Warszawa. Czyli NIE potrzebuje POPRZEZ KOD Chicago zapisywać się do KOD Warszawa. Odwrotnie, jakiś czas temu chciałem się zapisać do KOD Chicago, ale zostałem uznany za niebezpiecznego szpiega, kreta, czy cos tam jeszcze i chciałem, aby KOD Warszawa wystawił mi referencje dla KOD Chicago. Rozmawiałem z KOD Warszawa, ale nie z Kijowskim tylko z kims z zarządu, mieli to zrobić, czyli dać mi referencje dla KOD Chicago, ale różnica czasu, rozmowa się przeciągała i ostatecznie zrezygnowałem z tych tak skomplikowanych zabiegów aby sie zapisać do KOD Chicago, bo to juz była musztarda po obiedzie. To prosze mnie poinformować, jak by dzisiaj wyglądała procedura zapisania się do KOD Chicago w takim przypadku jak mój. Przypadek raczej typowy, pewnie jest więcej takich ludzi.

  3. Masz rację Johny AA. Jaka może być konspiracja w “oddolnym ruchu społecznym” jak chcą tego założyciele KOD-u, że ten ruch jest oddolny i społeczny? Co to za filtracja – jak do ściśle tajnej organizacji? Przecież KOD działa legalnie i za przynależność nie grozi więzienie! Chyba, że jak mówią przeciwnicy KOD został założony przez niemieckie służby specjalne?

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: