Zdradzałam męża z jego przyjacielem…

0
272

zwierzenia spisała Iwona Sikorska

„Żona, która zdradziła to duży zimny kotlet, którego nie chce się tknąć,

bo ktoś inny trzymał go już w rękach.”

Czego bym się napiła?  Zwykła kawa chyba nie wystarczy… Trzeba mi czegoś

mocniejszego…  Może whisky?  O tak, przyda się whisky.  Strasznie się  namąciło!  Jak ja się teraz pozbieram?  Co ja mam teraz zrobić?

A wszystko przez tę wariatkę.  Odbiło jej, strasznie jej odbiło!  Po co ona wszystkim to opowiada?  Zresztą i tak większość ludzi jej nie wierzy.  Maciek próbuje ratować sytuację i mówi znajomym, że ona poprztykała się ze mną i teraz z zemsty opowiada takie niestworzone rzeczy.  A ja zresztą i tak się nie boję!  Przecież jestem lubiana, mam dużo znajomych, no i ludzie mnie i Kamila postrzegają jako szczęśliwe małżeństwo.  Ja zawsze podkreślam, jak bardzo kocham Kamila.  Wszyscy widzą jaką jesteśmy szczęśliwą rodziną i jak nam się dobrze układa.  I po co ta wariatka to wszystko opowiada?!  Głupia, stara baba.  Nigdy jej nie lubiłam, nigdy!  Wszystko wie najlepiej i wszystkim się interesuje!  I wciąż mnie poprawiała, że źle mówię, że robię błędy, albo że powtarzam niesprawdzone informacje.  Zołza!

Szczerze mówiąc… czasem bardzo zazdrościłam jak ona potrafiła zabierać głos w dyskusjach i jak na nią patrzyli faceci.  Wysoka, niebrzydka, ładnie ubrana.  Ma małpa niezły gust!  Nawet Kamil często o niej mówił, że ma wiedzę, że jest nietuzinkowa, że mogłabym z niej brać przykład…  No to… zajęłam się jej mężem!  Na złość.  Zresztą od początku bardzo mi się podobał.  Ależ z niego przystojniak!  Szarmancki.  Dowcipny. Wysoki.  Czarujący.  I do tego flirciarz!

Od niewinnego flirtu wszystko się zaczęło…  Ależ się narobiło!  Jak ja się teraz pozbieram?  Właściwie to nie czuję się winna.  Co to, to nie!  Kamil sobie na to zasłużył.  Ta krowa też sobie na to zasłużyła.  Zresztą, jestem już po 50-tce i mogę robić co chcę.  Nikt mi niczego nie będzie zabraniał!  Rodzina i dzieci to ważne; męża nie będę zmieniać; rodziny nie będę niszczyć.  Ale dobry romans każemu służy.  Dobry romans nie jest zły!  Przecież coś mi się należy od życia.

Zawsze ciężko pracowałam.  Życie mnie nie rozpieszczało.  Najpierw rodzice.  Ależ mi się trafiło!  Ojciec pijak.  Mama, żeby on się tak nie rozpijał, sama siadała z nim do kieliszka.  Bywały czasy, że oboje dniami nie trzeźwieli.  Potem mama zaczęła chorować.  Podobno przez papierosy.  Jak jej amputowali nogę, to ojciec uciekł.  W pijackim widzie uciekł i więcej nie wrócił.  A ona siedziała codziennie w tym swoim wózku inwalidzkim i wypatrywała przez okno.  Może czekała, że wróci…

Ale nie wrócił.  Łobuz.  Pamiętam, atmosfera w domu była niewesoła, więc całe dnie spędzałam nad rzeką i na łażeniu po drzewach z chłopakami.  Zawsze spędzałam czas w towarzystwie chłopaków.  To przez mojego brata.  Ciągnęło go do kolegów.  Był trochę opóźniony w rozwoju i wszędzie musiałam za nim chodzić.  Pilnowałam go, bo dzieciaki mu dokuczały.  Mama zawsze mówiła: „Halinko, ja wiem, że ty sobie w życiu poradzisz, ale pilnuj Zdzisia, on nie jest taki mocny jak ty.”  No i wkrótce potem umarła, a my wylądowaliśmy w domu dziecka.  Te wspomnienia sprawiają, że muszę napić się czegoś mocniejszego…  No…  Życie mnie nie rozpieszczało.  Ale zdarzył się cud.  Ciotka ze Stanów sobie o nas  przypomniała.  Załatwianie formalności trwało długo, ale udało się.  Przyjechałam do Chicago, gdy miałam 16 lat.  Tu się dopiero zaczęła szkoła życia!  Człowiek nie znał języka.  Nikogo.  Przecież ta ciotka to była obca ososba.  Ale bardzo życzliwa.  Dentystka.  To ona mnie pokierowała.  Dlatego poszłam w jej ślady.  Dobrze mi idzie.  Gabinet mam wprawdzie mały, taka to dziupla, ale to ja przynoszę pieniądze do domu!  To ja zarabiam na wakacje, na prywatne szkoły dla dzieci, na ładny dom.  Kamil to ciapa.  Już dawno zniechęcił mnie do siebie.  Wciąż się na mnie wydzierał, za wszystko krytykował.  Mówił, że jestem patologiczna, bo wyszłam z patologicznej rodziny.  I że niepotrzebnie się ze mną ożenił, bo „żeby się napić piwa, nie trzeba kupować browaru”!  Świnia!  A potem nakryłam go na flirtowaniu na Naszej Klasie. Pisał wiersze dla tej swojej koleżanki i raczył ją czułymi słówkami.  Sympatia z ogólniaka!  Nawet jeździł do Polski na wakacje!  Sam.  Bardzo mnie to wtedy zabolało, pamiętam…  Bardzo.

Niedługo potem Maciek wyznał, że Irena też odnowiła stare znajomości na tej Naszej Klasie i trochę flirtowała ze swoim dawnym chłopakiem. Tyle tylko, że on to odkrył na samym początku, bo ja nakryłam Kamila aż po roku tego romansowania.  No i to nas zbliżyło, nas to znaczy Maćka i mnie. Ten ból po zdradzie…  Zaczęliśmy coraz częściej do siebie wydzwaniać.  To wtedy właśnie Maciek został moim pacjentem.  Często przychodził na kontrole z jakimiś wymyślonymi problemami.  To było dla mnie jasne, że szukał pretekstów, żeby się spotkać.  Potem kilka razy zjedliśmy razem lunch.  Bardzo mi się podobał.  Ten Maciek.  Zaczęłam sobie wyobrażać jaki jest w łóżku, ale nie miałam śmiałości…  Aż któregoś dnia, niby przypadkiem, podczas lunchu, dotknęłam jego ręki.  On wtedy, patrząc mi prosto w oczy zapytał czy może mnie pocałować.  Byłabym głupia gdybym odmówiła!  Potem to już on zaproponował hotel.  Wybrał taki hotel blisko autostrady, żeby dojazdy były dla mnie wygodne.

To pierwsze spotkanie było…  Jeszcze mnie ciarki przechodzą, kiedy o tym pomyślę… Przyniósł butelkę wina.  Wypiliśmy trochę.  Potem zaczął mnie powoli rozbierać.  Ja jego…  I zaprowadził mnie pod prysznic.  Długo mnie namydlał.  Każdy mój zakątek…  A póżniej, kiedy mnie spłukał wodą, uklęknął i zaczął całować…  Bardzo powoli.  Całą.  Wszędzie.  Ekstaza!!!

Widywaliśmy się wtedy bardzo często.  Łatwo nam się było spotykać, bo przecież nasze rodziny się przyjaźniły.  No i nasze dzieciaki bardzo się lubią.  Przez następne trzy lata jeździliśmy na wspólne wakacje, chodziliśmy na wspólne imprezy, organizowaliśmy wspólne obiady.  Zawsze wtedy były okazje, żeby się przytulić czy choćby otrzeć o siebie.  Albo robić dwuznaczne uwagi, które tylko dla nas miały  znaczenie…  No i coraz częściej Maciek wpadał do gabinetu.  Rano, w czwartki, kiedy jeszcze nikogo nie było.  Tylko my we dwoje… A kiedy wpadał na leczenie, za każdym razem, gdy asystentka po coś wychodziła, wkładał mi rękę pod spódnicę.  Hmmm…  Ułatwiałam mu to zadanie i zawsze w dni jego wizyt zakładałam mini spódniczki.  No bo jak inaczej zachęcić faceta? Jak go rozpalić?

Kamil niczego się nie domyślał.  Zawsze wracałam do domu na czas, żeby z nim i z dziećmi zjeść obiad.  Zresztą on już od dawna pochłonięty jest pornosami.  Potem zawsze przychodzi do mnie i namawia mnie na różne numerki.  Nie powiem, niektóre rzeczy, które wymyśla bardzo mi się podobają.  Ale nawet w połowie to się nie umywa do tej ekstazy z Maćkiem; do dreszczyku, kiedy dostaję tekst, że on już jest w drodze do hotelu; do podniecenia, kiedy zamykają się za nami drzwi hotelowego pokoju.  To ten smak zakazanego owocu.  To ten sekret…  Och…

Wreszcie Irena zaczęła coś podejrzewać.  Bywały tygodnie, że Maciek zmuszony był odwoływać nasze spotkania, bo ta krowa robiła mu sceny zazdrości czy coś.  Dla mnie też jakoś zrobiła się bardzo nieprzyjemna.  Debilka!  Pamiętam, zaczęła wtedy brać jakieś lekcje rysunku.  Widocznie musiała leczyć te wszystkie swoje kompleksy.  Talentu to ona nie ma!  Wiem, bo wsadziła zdjęcia tych swoich wypocin na Facebook.  Moje dzieci ładniej rysowały kiedy były jeszcze w piątej klasie!  Idiotka.

No i co z niej za żona!  Maciek mówi, że nie gotuje, że zupełnie go nie rozumie i że nie zajmuje się dziećmi.  Parę razy nawet powiedział, że Dzień Matki, to nie jest święto dla niej, bo ona o te ich dzieci wcale nie dba.  Mają szczęście, że są inteligentne i pokończyły świetne studia, za które Maciek zresztą zapłacił, bo ona zmarnowałaby ich wszystkich.  Całą czwórkę.  Maciek mówi, że jest leniwa, nic nie robi i tylko w kółko ogląda telewizję i siedzi w domu, bo raptem pracuje na pół etatu.  Marne pół etatu, ale nazywa się specjalistką!  Dobre, ha!

Nic dziwnego, że ja mu się spodobałam.  Zawsze zadbana.  Niezależna finansowo.  Świetnie gotuję.  Jestem zgrabna, wesoła, no i filigranowa.  On to lubi.  Mówi do mnie zawsze ze śmiechem: „może jesteś mała, ale za to pakowna.”  Świntuch jeden…  No i wpatruję się w niego jak w obraz.  A faceci to lubią.  On jest taki szalenie przystojny…  Naprawdę, bardzo mi się podoba.  Poza tym ma prestiż.  I masę pieniędzy.

Mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec, że jeszcze nic straconego, że jeszcze kiedyś do siebie wrócimy…  Nigdy mi wprawdzie nie powiedział, że mnie kocha…  Ale jak inaczej wytłumaczyć fakt, że przez całe trzy lata spotykaliśmy się w tym hotelu, no i w innych miejscach też, no jak?

Wypiję sobie jeszcze jedną kawkę „z prądem”.  Bo jak o tym wszystkim myślę to mnie strasznie skręca!

Musieli zatrudnić detektywa…  Ta idiotka zaczęła coś podejrzewać i pewnie wynajęła detektywa.  Potem spotkała się z Kamilem no… i mamy teraz piekło, a nie życie.  Kamil zrobił swoje dochodzenie, wciągnął w to dzieci.  Powiedzał mi, że są już dorosłe i mają prawo wiedzieć jak ich mamusia się prowadzi.  A ja mam już po piećdziesiątce i mogę robić co chcę, no nie?!  On romansował na Naszej Klasie!  Zaraz, zaraz… Kiedy to było?  Oj, jak ten czas szybko leci.  Już minęło 9 lat!  No to teraz ten mój mężulek przekona się jak to smakuje. Teraz już wie, co ja wtedy czułam.  Palant!  Głupi palant!

Jak się to wszystko wydało, Maciek wpadł do mnie do pracy, w tajemnicy, na chwilę, żeby wszystko omówić.  Powiedział, że musimy uważać.  Ustaliliśmy, że do niczego się nie przyznamy.  Zresztą, Irena i Kamil nie mają żadnych dowodów!  Tylko bujną wyobraźnię.  Jej wyobraźnię!  A tę wyobraźnię mogą sobie wsadzić gdzieś!  Bo my byliśmy nadzwyczaj ostrożni, niczego nam nie udowodnią!  Czuję się bardzo bezpiecznie przy Maćku.  On ma na wszystko rozwiązanie.  No i jest bardzo spokojny.  Nie panikuje.  Bo ja to się trochę przestraszyłam…

Następnego dnia Irena czekała na mnie pod pracą.  O dziwo, bardzo ładnie wyglądała.  Za ładnie!  Schudła czy co?  Była super ubrana.  Ale miała dziwną minę…  Wystraszyłam się jej.  Podeszła do mnie i spokojnie zapytała co mnie łączy z jej mężem.  Głupia?  Przecież jej nie powiem!  Nikomu o tym nie mówiłam.  Kamilowi też się do niczego nie przyznałam.  Ani dzieciom.  Przecież nie będę pod sobą dołków kopać!  Głupia nie jestem!  Tylko Anka wie.  Ale ona nikomu nic nie powie.

Anka to stara przyjaźń.  Jesteśmy jak siostry, albo i lepiej.  Poznałyśmy się na studiach i od tamtej pory jesteśmy nierozłączne.  Anka prowadzi bardzo „odważny” tryb życia.  Zresztą zawsze głośno mówiła, że bez seksu życie byłoby zbyt nudne.  Tylko ona jedna od początku wiedziała o moim romansie z Maćkiem.  Nawet czasem dawała nam klucze do swojego mieszkania.  Zresztą, jeszcze na studiach poznała mnie z Javierem.  Facet chciał wziąć fikcyjny ślub, bo był tu nielegalnie.  Ja nie miałam za dużo forsy.  Taka biedna studentka… To Anka mnie namówiła na ten ślub; ślub który nie był taki fikcyjny jakby się wydawało.  Z początku nie było to łatwe, bo facet był o wiele starszy i nezbyt urodziwy.  Ale miał temperament, gorący latynoski temperament.  To on nauczył mnie paru fajnych numerków…  Niestety, okazało się, że lubił kobiety i ja jedna mu nie wystarczałam.  Potem jeszcze zrobił się agresywny… Prawdziwy południowiec i „temperamenciarz”.  Taaak…  Stare dzieje.  Anka mnie nie potępiła za ten związek z Maćkiem.  „Używaj sobie”, mówiła, „no bo kiedy jak nie teraz?”

Tak…  Pamiętam, jak zobaczyłam tę Irenę na ulicy to ugięły się pode mną nogi…  „Co cię łączy z moim mężem?!”  Wystraszyłam się jej.  Naprawdę.  Jak ona się o tym wszystkim dowiedziała?!  Skąd ma taką pewność?!

–  „Niech pani ode mnie odejdzie!”, powiedziałam.

– „Pani?!  Do mnie mów PROSZĘ PANI!  Cudzych mężów ci się zachciewa?  Mężów koleżanek?!  Ty suko!  Ty kurwiszonie!  Ty suko!  Do kogo teraz wydzwaniasz?  Do czyjego męża?  Ko-le-żan-ka!  Suka nie koleżanka!  Ty suko!”  Krzyczała na całą ulicę. Miałam nadzieję, że te krzyki nie dotarły do mojego gabinetu.  Może i nie  dotarły, ale ta krowa od razu zadzwoniła i powiedziała moim sekretarkom, że mam romans z jej mężem.  Debilka!  Mogła go sobie pilnować.  Ma na co zasłużyła.

Zaraz zadzwoniłam do Maćka i opowiedziałam mu o tym okropnym zdarzeniu i jak mnie to zdenerwowało: „Zadzwonię na policję.”  „Rób jak uważasz”, odpowiedział mi.  Byłam roztrzęsiona, głos mi się załamywał, chciało mi się płakać.  A on… W chwilę później przysłał mi piękny bukiet kwiatów do gabinetu.  Na osłodę.  On jest czarujący.  Uwielbiam go.

Anka mówi, żebym się nie przejmowała.  To minie.  Ludzie zapomną.  Ona już nieraz była w podobnej sytuacji i żyje.  I to jak!  No, może nie układa się jej najlepiej z facetami, ale taki nowy kochanek co jakiś czas, wart jest pozazdroszczenia, no nie?

Kamil jakoś nie umie się jeszcze z tym wszystkim pogodzić, chociaż minęło już ponad pół roku od całej afery.  Wszystko przez tę małpę.  Narobiła tyle zamieszania.  No i narobiła nam takiego wstydu!  Rozpowiedziała wszystkim znajomym.  Głupio mi się teraz pokazywać ludziom na oczy.  Ale wierzę, że Anka ma rację, ludzie szybko zapominają i wybaczają.  Pogadają i przestaną.  Więc robię dobrą minę do złej gry.  Zresztą, wszyscy się zdradzają.  Takie życie, taka zabawa!  Ha ha ha!  Pokażcie mi takiego, kto tak nie robi!  Za krótko się żyje.

Gorzej z moimi dziećmi i Kamilem.  Atmosfera w domu jest nie do zniesienia.  Maks, nasz kolega lekarz, przepisał mi tabletki na wyluzowanie.  Uwierzył mi, gdy powiedziałam, że nic nie było między mną a Maćkiem i że Irena ma zbyt bujną wyobraźnię.  On i jego żona trzymają moją stronę.  To są prawdziwi przyjaciele.  A ta krowa niech się buja!  Tylko, że te tabletki nie pomagają za bardzo. Butelka wina lub kawka z prądem lepiej działają na ten stres.

Nie mogę tylko pogodzić się z jednym…  Dlaczego Maciek został z tą krową?  Przecież było nam tak dobrze.  Ja myślałam, że on poza mną świata nie widzi…  Tyle było tych spotkań.  Tyle dobrego seksu.  Codzienne rozmowy telefoniczne, po kilka razy…  W drodze do pracy, w drodze z pracy, w przerwie na lunch…  Ja wiem, jak faceta przyciągnąć!  Nawet zrobiłam sobie biust i noszę duże dekolty.  Widzę jak tam zaglądają!  Ale Maciek?  Dlaczego on z nią został?  Miał być ze mną!  Miałam pokazać całemu światu, ja – ta  mała brzydula z domu dziecka – na co mnie stać!  Miałam go mieć!  Ba, już go miałam!

No więc, dlaczego on z nią został?  Przecież  ona się do niczego nie nadaje!  Przecież ona go nie rozumie!   Ona go nie rozumie tak jak ja…

Iwona Sikorska

Foto: Interia – Kobieta

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: